http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/5123.pdf
Media
Part of Paradoksy obywatelstwa / Obywatelstwo na progu XXI wieku: konteksty prawne i kulturowe
- extracted text
-
1
ZOFIA SOKOLEWICZ
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet Warszawski
PARADOKSY OBYWATELSTWA:
WOLNOŚĆ WOBEC RÓWNOŚCI I TOŻSAMOŚCI1
Posługujemy się pojęciem obywatelstwa, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo
jest ono wieloznaczne, jak w toku historii zmieniało się jego pole semantyczne
i odpowiadające temu stosunki społeczne. W teorii wyraża ono relację między
jednostką a państwem. Jednakże właśnie te relacje zmieniały się zależnie od
tego, kim była ta jednostka i jakie to było państwo. I zmieniają się nadal.
Pojęcie obywatelstwa jest nieodłącznie związane z cywilizacją europejską,
szerzej euroatlantycką. Znajdujemy je już w kulturze starożytnej Grecji. I aż
do dziś, wbrew panującym stereotypom, że oznacza ono równość wszystkich
wobec instytucji państwa, określa pełne prawa jedynie wybranej grupy, to jest
obywateli, zakładając ich równość, odmawiając ich jednocześnie innym, którzy
nie są obywatelami. Faktycznie nigdy nie obejmowało i po dziś dzień nie obejmuje wszystkich mieszkańców danego terytorium, członków zamieszkującej je
społeczności (kraju, państwa). Jest przywilejem, o uzyskanie którego ludzie się
usilnie starają, ale nie zawsze mogą go otrzymać. O jego znaczeniu świadczy
artykuł 15 Deklaracji Praw Człowieka przyjętej przez ONZ w 1948 r., w którym
czytamy: „1. Każdy człowiek ma prawo do posiadania obywatelstwa. 2. Nie
wolno nikogo pozbawiać samowolnie obywatelstwa ani nikomu odmawiać
prawa do zmiany obywatelstwa”2. Do interpretacji tego zapisu jeszcze wrócę.
Dla lepszego rozumienia wybiórczego charakteru obywatelstwa odwołam
się do kilku sytuacji historycznych. Otóż w starożytnej Grecji obywatelem była
1
Inspiracją do tego artykułu i przeciwstawienia wolności, równości i tożsamości były dla
mnie artykuły z rozmów w Castel Gandolfo, zwłaszcza teksty E. S h i l s a, Co to jest społeczeństwo
obywatelskie?, w: Europa i społeczeństwo obywatelskie. Rozmowy w Castel Gandolfo, red. K. Michalski, Kraków, Warszawa 1994 i C. Taylora, Źródła współczesnej tożsamości, w: Tożsamość
w czasach zmiany. Rozmowy w Castel Gandolfo, red. K. Michalski, Kraków 1995. s. 9–22.
2
Prawa Człowieka, opracowanie, wybór źródeł K. Motyka, Lublin 1999, s. 76.
Zofia Sokolewicz
18
osoba, która mogła pełnić urzędy w „polis”. Tego przywileju, rozumianego jako
odpowiedzialność, nie posiadali ludzie młodzi, kobiety, obcy oraz niewolnicy.
Włodzimierz Lengauer łączy ze statusem obywatela kwestie zdawałoby się
o prywatnym charakterze, jak małżeństwo i stosunki seksualne, zaliczając je
wręcz do sfery publicznej. Pisze „Wszelkie prawa dotyczące małżeństwa (gwarancja posagu żony, kary dla cudzołóżców hańbiących żonę obywatela, troska
o obywatelskie pochodzenie żony) można interpretować w ten sposób: polis dba
o zachowanie swojego charakteru jako wspólnoty pełnoprawnych obywateli
pochodzących z rodzin od pokoleń ateńskich i o zachowanie dziedzicznych
oikoi, które stanowią jego podstawę”3. Analiza tekstów starożytnych prowadzi
dalej Lengauera do wniosku, że „...nie były one [zachowania erotyczne] intymną, osobistą sferą życia człowieka, były elementem postawy obywatelskiej.
Obywatel wierny w miłości był także godzien zaufania w sferze publicznej.
Współobywatele mogli na niego liczyć”4. Wskazując dalej na istniejące i regulowane normami społecznymi związki homoseksualne, których klasycznym,
literackim opisem jest Uczta Platona, Lengauer podkreśla, że obywatele Aten
winni byli podporządkować się „...w sprawach erotycznych takim samym
normom etycznym jak w życiu publicznym..., „użytek z przyjemności” miał
być podporządkowany interesom polis, w której stosunki między obywatelami
polegać miały na wzajemnej lojalności”5.
To, nieco przydługie streszczenie poglądów Lengauera na kwestie związku
między sferą erotyczną obywatela a interesem polis jest uzasadnione nie tylko
jego pozycją jako autorytetu w badaniach nad kulturą starożytną, ale także
chęcią zwrócenia uwagi Czytelnika na trudności w oddzieleniu sfery prywatnej
i publicznej w życiu jednostki jako obywatela.
Obywatelstwo jest pod względem kulturowym wielowymiarowe. Świadczy
o tym język. Pozostając na gruncie kultury starożytnej i odwołując się do terminologii greckiej i rzymskiej, uświadamiamy sobie, że za pojęciem obywatela
kryje się pewna koncepcja społeczności i stosunku do niej jednostki, a nawet
szerzej – koncepcja człowieka. Gdyby przyjąć za Èmile Benveniste, że grecki
termin oznaczający obywatela (polity), czyli mieszkańca polis, wyprowadzony
jest właśnie z tego terminu, to mogłoby to oznaczać koncepcję podporządkowania jednostki (polity) zbiorowości (polis). Wspólnota byłaby więc czymś
nadrzędnym wobec jednostki. To wyjaśniałoby nam zachowanie Sokratesa,
który swoje (jako jednostki) prawo do wypowiedzi uznał za podrzędne wobec
W. L e n g a u e r, Eros, polis, obywatel, „Polska Sztuka Ludowa – Konteksty”, 2004, s. 157.
Tamże, s. 160.
5
Tamże.
3
4
Paradoksy obywatelstwa: wolność wobec równości i tożsamości
19
decyzji demokratycznie wybranych władz i w związku z tym zaakceptował
wydany na niego wyrok śmierci. Relacja natomiast między rzymskim terminem
civis oznaczającym obywatela, od którego pochodzi civitas, czyli państwo,
byłaby odwrotna. Mielibyśmy tu do czynienia z odwróceniem greckiej drogi
myślenia – to jednostka dała początek państwu rzymskiemu, jednostka bardziej niezależna, z której państwo czerpało swoją siłę. Wskazując na różnice
językowe Benveniste sygnalizuje jednocześnie zawartą w pojęciu obywatela
relację między jednostką a zbiorowością6. Powstaje pytanie czy rzeczywiście
stosunek do jednostki w starożytnych Atenach był inny niż w Rzymie? Czy
Rzymianie rzeczywiście zwracali większą uwagę na jednostkę i jej prawa?
W starożytnym Rzymie obywatelem był tylko mieszkaniec Rzymu. Gdy
cesarz Karakalla w 212 roku próbował jednoczyć mieszkańców Imperium,
przyznał obywatelstwo rzymskie także podbijanym przez Rzym plemionom
barbarzyńskim. Od tego momentu byliśmy świadkami wielokrotnej manipulacji politycznej tym pojęciem. Prawa obywatelskie były czymś pożądanym,
bo oznaczały przede wszystkim wolność. Wolność w kulturze europejskiej ma
szczególnie ważne znaczenie. Fernand Braudel w swej Gramatyce cywilizacji
rozdział poświęcony tworzeniu podstaw Europy w czasie od XI do XVIII w.
podporządkował wolnościom i wolności, a ściślej stopniowemu i długotrwałemu
dochodzeniu do niej7. Tę wolność ma przynieść Europejczykom dopiero Rewolucja Francuska. Ale czy wszystkim?8 Jak widać, mamy tu szereg wątpliwości.
W Polsce obywatelskie prawa wolnościowe i polityczne nie obejmowały
do końca XVIII w. chłopów, mieszczan, innowierców (w tym Żydów). Zasadniczym krokiem na drodze do rozszerzenia tych praw na całe społeczeństwo
była (choć nie do końca) Konstytucja 3 Maja, następnie Kodeks Napoleona
i wreszcie ruchy niepodległościowe w XIX i w XX w., które doprowadziły do
stopniowego objęcia prawami obywatelskimi nieszlacheckiej części społeczeństwa polskiego.
Proces obejmowania prawami obywatelskimi kolejnych grup społecznych
z jednoczesnym poszerzaniem ich zakresu wiązał się w Europie niewątpliwie
z dążeniami do upodmiotowienia jednostki, założeniem, że jest ona podmiotem
prawa. Filozoficzne podstawy tego porządku powstawały od XVII w., a zasłużyli
się w tej materii przede wszystkim Hugo Grotius i Samuel Pufendorf starający
6
È. B e n v e n i s t e, Deux modèles linguistiques de la cité, w: Échanges et communications:
mélanges offerts à Claude Lévi-Strauss à l’occasion de son 60-ème anniversaire, réunis par Jean
Pouillon et Pierre Maranda, t. 1, Hague 1970, s. 589.
7
F. B r a u d e l, Gramatyka cywilizacji, Warszawa 2006, s. 343–359.
8
Z. S o k o l e w i c z, Obywatelstwo a narodowość. Uwagi w związku z ustanowieniem obywatelstwa Unii Europejskiej, „Studia Europejskie” nr 1, 1997, s. 16–19.
20
Zofia Sokolewicz
się określić wolność człowieka – obywatela w państwie prawnym. Konkretne
treści pojęciu obywatel nadawały kolejne rewolucje mieszczańskie, przede
wszystkim angielska i francuska. Znany nam ze średniowiecznego porządku
stanowego poddany stawał się stopniowo, w wielu krajach bardzo powoli,
obywatelem. Znamienna jest ewolucja tego pojęcia w XIX i w XX wieku.
Badacze9 podkreślają, że miało ono charakter patriarchalny. Średniowieczna
zasada przyznawania domicylu ojcu rodziny, który występował w imieniu
żony, dzieci, służby, zależnych od niego krewnych rezydentów, była stosowana
jeszcze w XIX w. w wyborach do Parlamentu Francuskiego. Jednostki zależne
od ojca rodziny nie miały prawa głosu, bo nie miały statusu obywateli. Przez
wiele lat także nie mieli prawa głosu szeregowi zakonnicy w zakonach, w ich
imieniu głosowali przeorzy, i analfabeci. Lista tych wykluczonych kategorii
osób była całkiem spora.
Jeżeli chodzi o status kobiet, to ilustruje je znane powiedzenie pani de
Staël: Les femmes sont dans la nature et pas dans la société („kobiety należą do
natury, nie do społeczeństwa”). Już w 1793 r. Mary Wollstonecraft wypowiadała
się publicznie za przyznaniem kobietom praw obywatelskich10. Gdy ogłoszono
Francuską Deklarację Praw Człowieka i Obywatela, okazało się, że kobietom
przyznano miejsce „matek republikanów”, pozostawiając je nadal pod opieką
ojców, mężów i braci i nie dając im praw obywatelskich. Upłynęło ponad sto
lat, zanim w różnych krajach w różnym czasie przyznano kobietom prawa do
dysponowania własnym majątkiem, występowania we własnych sprawach
w sądach, decydowania w sprawach małżeństwa, edukacji i drogi zawodowej
i wreszcie – prawa polityczne, prawa głosu. W Australii kobiety otrzymały prawa
obywatelskie w 1902 roku, w Polsce po uzyskaniu niepodległości w 1918 r.,
w USA dopiero w 1920, a w Wielkiej Brytanii kobiety po ukończeniu 30 roku
życia częściowe prawa uzyskały w 1918 r., a pełne prawo wyborcze dopiero
w 1928 roku. Republikańska Francja przyznała je im w 1945 roku!
Odrębną kategorię osób długo pozbawianych praw obywatelskich stanowiły tak zwane rdzenne ludy obszarów kolonizowanych przez Europejczyków.
Po I wojnie światowej Indianie, którzy jako ochotnicy zaciągnęli się do armii
kanadyjskiej, otrzymali obywatelstwo Kanady. Nie dotyczyło to ich rodzin.
Afroamerykanie w USA otrzymali je dopiero po uchwalonych za prezydenta
9
R. B r u b a k e r, Citizenship and Nationhood in France and Germany, Harvard Univ. Press
1992, s. 37, passim.
10
M. Wo l l s t o n e c r a f t, A Vindication of the Rights of Woman, New York 1975, s. 145–146,
189, za: C. P a t e r m a n, Egality, difference, subordination: The politics of motherhood and woman’s
citizenship, w: Beyond Equality and Difference, Citizenship, Feminist Politics and Female Subjectivity,
ed. G. Bock, S. James, London – New York, s. 17–32.
Paradoksy obywatelstwa: wolność wobec równości i tożsamości
21
Johnsona ustawach integracyjnych w 1964 roku. Kwestia obywatelstwa to
jedna z ważniejszych i bolesnych spraw rozliczeniowych epoki kolonialnej.
A dziś mamy w całym niemal świecie, ale przede wszystkim w Europie
i USA, trudny problem imigrantów, zda się w swoim ciężarze gatunkowym
przerastający wszystkie poprzednio wymienione.
Edward Shils, autorytet w kwestii pluralizmu kulturowego, twierdzi, że
społeczeństwo obywatelskie jest najlepszą odpowiedzią na fakt pluralizmu11.
Zapewnia ludziom równość. Zastanówmy się, jak należy rozumieć pluralizm
i jak fakt pluralizmu wpływa na rozumienie i praktykowanie wolności i równości przez jednostki i grupy.
Podstawowe jednostki w analizie praw obywatelskich to państwo i obywatel. To między nimi trwa skomplikowana gra o zachowanie równowagi między
zapewnieniem obywatelowi jego praw przez państwo, za które z kolei tenże
obywatel ponosi część odpowiedzialności. Jednakże, opisując społeczeństwo,
oprócz państwa i obywatela znajdujemy w nim wiele innych jeszcze grup,
o innym niż obywatelski charakterze, choć niekoniecznie pozostających z obywatelstwem w kolizji. Shils nazywa te grupy pierwotnymi, gdyż odwołują się
one do zasady pokrewieństwa lub wspólnego zamieszkiwania, jak rodzina
i wszelkiego rodzaju grupy krewniacze, grupy rówieśnicze, sąsiedzkie, lokalne.
Do tej kategorii należą grupy etniczne i narody, które zazwyczaj zakładają
wspólne pochodzenie, nawet jeżeli ma ono charakter mityczny, a więzi krwi
z dzisiejszego punktu widzenia i naszej wiedzy historycznej można uważać
za problematyczne. Możemy tu też zaliczyć grupy regionalne złączone więzią
terytorialną czasami zupełnie świeżą, ale czasami sięgającą głęboko w historię.
Obok tych grup pierwotnych jesteśmy świadkami ciągłych narodzin
i przekształcania się innego typu grup powstających na gruncie zamożności,
klas społecznych, ludzi o różnym wykształceniu i udziale w tworzeniu wiedzy,
wyznania, grup typu korporacyjnego, związkowego, kombatantów, młodzieżowych grup muzycznych, grup rodziców dzieci o rzadkich chorobach, niepełnosprawnych itp. Wiele z tych grup organizuje się w tak zwane organizacje
pozarządowe. Od lat siedemdziesiątych XX w. mówimy nadto o wykluczonych,
czyli tych, „o których zapomniał postęp gospodarczy”, a więc bezrobotnych,
bezdomnych, samotnych matkach i ojcach, niepełnosprawnych, o całej „słabszej” ekonomicznie części społeczeństwa. Te grupy też, na miarę swoich sił,
walczą o prawa obywatelskie. W opinii R. Dahrendorfa ludzie ci faktycznie
są ich pozbawieni12. Dahrendorf na początku lat dziewięćdziesiątych XX w.
11
12
E. S h i l s, Co to jest społeczeństwo obywatelskie?, art. cyt., s. 25n.
Za P. C l o s e, Citizenship, Europe and change, Macmillan Press Ltd., 1995, s. 1–2, passim.
22
Zofia Sokolewicz
oceniał ich liczbę na 5% ludności Wielkiej Brytanii. Można sądzić, że ta liczba
we wszystkich krajach Europy rośnie skokowo w miarę upływu czasu.
Każda z wymienionych grup, a także wiele innych powstających na różnych
zasadach, oprócz przywilejów wynikających z praw obywatelskich i obowiązków wobec państwa, ma swoje własne interesy, a nierzadko reprezentuje też
inne grupy wartości. Grupy rodzinne nierzadko tworzą układy o charakterze
nepotycznym, grupy korporacyjne pod pozorem utrzymywania profesjonalnego
poziomu i pozostawania wiernym zasadzie merytokracji tworzą podobnie zamknięte układy z utrudnionym dostępem do nich. Interesy grup regionalnych
niejednokrotnie są sprzeczne z interesami państwa jako całości. Wszystkie te
grupy powołując się na ideę wolności mogą kwestionować zasadę równości,
walcząc o przywileje dla siebie i wysuwając kolejne roszczenia. Grupy te tworzą
specyficzną hierarchię, dążąc do zajęcia wyższego w niej miejsca. Zwłaszcza
dziś, w epoce Internetu, jesteśmy świadkami powstawania grup w określonym
celu, rozwiązujących się po jego uzyskaniu, jak np. tzw. matki pierwszego
kwartału, czyli kobiety walczące o prawo do rocznego urlopu macierzyńskiego
od stycznia 2013 r. wbrew planom rządu przyznającego ten przywilej jedynie
matkom dzieci urodzonych po 17 marca 2013 roku. Tkanka społeczna jest
więc niezwykle różnorodna i rozwija się dynamicznie, sprawczość obywateli
w zakresie nawiązywania więzi i ich unieważniania jest niezmiernie wysoka.
Sprzyja temu zwiększona mobilność społeczeństwa.
Wydaje się jednak, że w pewnych sytuacjach to więzi etniczne i narodowe
biorą górę nad innymi. Dzieje się tak przede wszystkim w czasie kryzysów
ekonomicznych, wtedy gdy interesy „tubylców” zostają, w ich mniemaniu,
zagrożone przez imigrantów. Ci ostatni mogą być obwiniani o bezrobocie,
wysokość wydatków socjalnych państwa, zajmowanie mieszkań socjalnych,
zwiększoną przestępczość i wiele innych, niepożądanych zjawisk. Demonstracja
młodzieży z kręgu radykalnej prawicy w dniu 1 maja 2013 roku odbywała się
w Warszawie pod hasłem „praca w Polsce dla Polaków”.
Przedmiotem sporu stają się więc w dużej mierze również prawa obywatelskie. Co komu przysługuje z tytułu bycia obywatelem, a kto sięga po to
samo pod fałszywym pozorem? Prawa obywatelskie są niezmiernie cenne.
Podzielone na prawa wolnościowe, polityczne i obywatelskie sensu stricto
(jest to jeden z możliwych podziałów) zapewniają obywatelowi wolność sfery
prywatnej, to jest nietykalność osoby w sensie fizycznym, a także jej własności, wolność sumienia i wyznania, słowa, a także wolność określenia własnej
narodowości. Jest to sfera, w którą państwo nie powinno ingerować. Prawa
polityczne rozumiane są jako uprawnienie obywatela do udziału w rządach,
wyboru reprezentacji, udziału w instytucjach samorządowych i wszelkich
Paradoksy obywatelstwa: wolność wobec równości i tożsamości
23
innych, które umożliwiają obywatelowi wywieranie wpływu na sprawowanie
rządów w państwie, jak tworzenie partii politycznych, udział w wyborach
itp. Natomiast prawa obywatelskie w ścisłym sensie tego słowa oznaczają
uprawnienia do korzystania z instytucji państwa i jego ustawodawstwa.
Do obowiązków państwa należy tu tworzenie warunków dla takich działań
obywateli, by mogli utrzymać siebie i swoją rodzinę, zapewnić im udziały
w korzyściach płynących z podziału podatków, ochronę zdrowia, prawo do
edukacji, prawo do pracy.
Jak z tego wynika, korzyści, jakie może czerpać obywatel z tytułu swoich
praw, są nader cenne i konsekwencją tego są ograniczenia w przyznawaniu
praw obywatelskich cudzoziemcom, co jest przedmiotem nieustannych dyskusji
i akcji politycznych w Europie i w świecie. Jednym z istotnych argumentów
w dyskursie politycznym na temat obywatelstwa jest kwestia tożsamości
cudzoziemców, którzy dążą do zachowania swojej odrębności i nie do końca
utożsamiają się z państwem-gospodarzem. To jest problem, który wynika nie
tylko z politycznej sytuacji danego państwa, ale ma głębsze korzenie w założeniach nowoczesności.
U początków nowoczesności leży sprawa podmiotowości jednostki. Pozycja
jednostki w społeczeństwie do czasu rewolucji mieszczańskich była określana
przez miejsce zajmowane przez nią w strukturze stanowej państwa, a także
przez miejsce w strukturze rodzinnej i szerzej pokrewieństwa. Po rewolucjach
uzyskała wolność określenia się, kim jest. Znamienne jest motto książki Juliana
Alfreda Pitt-Riversa The People of the Sierra stanowiące fragment wypowiedzi
jego rozmówcy, że „jego krewnymi są ci, których sam sobie wybierze”13. Oznacza oswobodzenie się jednostki z więzów systemu pokrewieństwa. Oznacza
także, że jednostka musiała się w tym względzie sama określić. W swoich
pracach analizujących mechanizmy nowoczesności Anthony Giddens podkreśla wielokrotnie (i nie tylko on), że odpowiedź na pytanie „kim jestem”, to
znaczy określenie swojej tożsamości, stanowi dla jednostki ważne zadanie.
Właśnie zadanie.
Nie jest przypadkiem, że co najmniej od lat siedemdziesiątych XX w.
to pojęcie tożsamości intryguje badaczy i jemu poświęcają swe prace, ono
w pewien sposób organizuje materiał badawczy. Staje się zarówno pojęciem
opisowym, jak i analitycznym. Był to dość skokowy awans, zważywszy, że
pojęcie to w encyklopediach okresu międzywojennego (Encyclopaedia of Social
Sciences) określało jeszcze identyfikację osoby w procesie prawniczym i wiązało
się z daktyloskopią. Jego szersze znaczenie i użycie wiążemy z książką Erika
13
J.P. R i v e r s, The People of the Sierra, Chicago 1971.
Zofia Sokolewicz
24
Eriksona z 1968 r. pt. Identity: Youth and Crisis14, antropologowie niemalże
natychmiast przenoszą je na grunt wspólnot etnicznych i mniejszości narodowych, rozszerzając pojęcie tożsamości jednostki na tożsamość grupową15.
Rewolucje mieszczańskie w pewnym sensie wywróciły świat do góry
nogami, jednostka straciła swoje oparcie w grupie, którą w wyniku zmian
i zwiększonej mobilności społecznej najczęściej musiała opuścić i, pozostawiona
sama sobie, musiała znaleźć odpowiedź na pytanie „kim jestem?”. Musiała,
ale i zapewne chciała. Miała wolność wyboru choćby wspomnianych przez
rozmówcę Pitt-Riversa krewnych, określenia drogi życiowej, w tym edukacji,
rodzaju zawodu, pracy. Ernest Gellner poszukując mechanizmów będących
u podstaw nowoczesnych społeczeństw i państw epoki przemysłowej, znajduje je w niezwykłej mobilności ludności, zwłaszcza wiejskiej16. Zgodnie
z dość rozpowszechnionym poglądem w epoce wiktoriańskiej wydano więcej
podręczników savoir vivre’u niż w jakiejkolwiek innej epoce. Większa część
ludności miast to byli „nuworysze”, którzy musieli się dowiedzieć, jak należy
się zachowywać. I musieli odpowiedzieć na, nieraz bardzo trudne, sądząc
z lektury powieści XIX-wiecznych, pytanie „kim jestem”.
Wydawałoby się więc, że ich dzieci nie powinny już mieć problemów
z tożsamością. A jednak nie. Ruchy emancypacyjne XIX w. zaowocowały jeszcze
przed I wojną światową akceptacją wielu różnic. Jak czytamy w powieściach
Henry’ego Jamesa, kobiety z towarzystwa musiały zaakceptować na przykład
fakt, że ich przewodnik po Europie siada razem z nimi do stołu, zamiast jadać
razem ze służbą. W tym ujawniała się zarówno wolność, jak i równość. Ten
sam James opisuje stopniowe wyzwalanie się kobiet spod opieki męskiej części
rodziny. W XX w. zaakceptowano także podmiotowość dziecka – choć stało się
to dopiero w latach sześćdziesiątych, a także podmiotowość niepełnosprawnych, choć i do tego doszło dopiero w drugiej połowie XX wieku. Uznano trzy
rodzaje seksualności: hetero, homo- i biseksualność. Prawa człowieka skłoniły
ludzi do uznania równości ras. I jednostka otrzymała prawo, by indywidualnie
określać swój stosunek do tych różnic, by uwzględniać je w budowaniu swej
własnej tożsamości.
Tu jednak powstaje pewien problem. Społeczeństwo przednowoczesne
oparte było w zasadniczej mierze na tradycji i autorytetach. W okresie noE.H. E r i k s o n, Identity: Youth and Crisis, London 1968.
Identity, Personal and Socio-Cultural, red. A. Jacobson-Widding, Uppsala 1983; Z. S o k o l e w i c z, Co dalej z tożsamością europejską? Uwagi na marginesie polityki kulturalnej Wspólnoty Europejskiej i Rady Europy, w: Czas zmiany, czas trwania, red. J. Kowalska, S. Szynkiewicz,
R. Tomicki, Warszawa 2003, s. 323n.
16
E. G e l l n e r, Narody i nacjonalizm, Warszawa 2009.
14
15
Paradoksy obywatelstwa: wolność wobec równości i tożsamości
25
woczesności o zasadności takiego, a nie innego rozwiązania miał decydować
rozum, ściślej nauka. Nie oznaczało to jednak, że społeczeństwo rezygnowało
ze swojego zdania w kwestiach wyborów dokonywanych indywidualnie przez
jednostkę. Aby to wyjaśnić, Charles Taylor wprowadza teorię uznania17. Nasze decyzje podlegają ocenie innych i muszą być przez nich uznane. Uznanie
zastępuje autorytety i tradycję właściwą społeczeństwu przednowoczesnemu.
Społeczeństwo nie jest wolną amerykanką, nikt nie może działać przeciwko
społeczeństwu. Według Rorty’ego granicę wolności jednostki stanowi przecież
zagrożenie dobra wspólnego.
Niemniej jednak, przyjmując nawet to ograniczenie, jednostka ma wolność
działania i przede wszystkim określenia, kim jest. Uznanie wymienionych
wyżej różnic znacznie poszerza pole jej wyborów. Niektóre z nich spotykają
się jednak z protestami, jeżeli nie całego, to części społeczeństwa. Taką sprawą jest chociażby wybór orientacji seksualnej. Homoseksualizm, stanowiący
przestępstwo karane jeszcze na przełomie wieku XIX i XX, jest obecnie uznawanym przez prawo wolnym wyborem. To nie znaczy, że jest akceptowany
przez wszystkie grupy społeczne. Okazuje się, że nie jesteśmy panami swojej
własnej tożsamości, nie zawsze możemy znaleźć dla niej uznanie. Wynika to
z wielu przyczyn, ale za podstawową byłabym skłonna uznać różnice wartości.
Nie tylko różnice interesów, ale i różnice wartości sprawiają, że społeczeństwo
obywatelskie nie jest jednorodne. Są one źródłem wielu głębokich konfliktów
i kolidują z zasadą zarówno wolności, jak i równości, będąc jednocześnie
podstawą tożsamości. Jest to niezmiernie istotne, gdyż żadna z jednostek nie
wydaje się być gotowa do rezygnacji z własnej tożsamości. Tożsamość jako
zadanie została uznana za wielką zdobycz obywateli XX i XXI wieku.
Pozostawiając sprawę możliwego konfliktu na tym polu, spróbuję odnieść się do ogromnie dyskusyjnej sprawy tożsamości grupowej. Otóż prawa
człowieka dotyczą jednostek. Wieloletnia dyskusja na temat praw ochrony
mniejszości narodowych i etnicznych zakończyła się salomonowym rozwiązaniem. Aby uniknąć terminu „prawa grupowe”, ustalono, że prawa mniejszości
narodowych to takie prawa, które jednostka dzieli z innymi. Podobnie długa,
ponad dwudziestoletnia, dyskusja toczyła się na forum komisji ONZ zajmującej
się prawami ludów rdzennych (indigenous), które walczyły o uznanie swoich
praw grupowych. Uchwalona w jej wyniku Deklaracja ONZ z 2007 r. nie kończy jej i obie strony zapowiadają dalsze prace nad tą materią. Tymczasem to
życie komplikuje sprawy. Obradujący w Genewie w marcu 2013 r. członkowie
Ch. Ta y l o r, The Politics of Recognition, w: Multiculturalism and „the politics of Recognition”, ed. A. Gutman, Princeton University Press, 1992:1995.
17
26
Zofia Sokolewicz
Komitetu Praw Człowieka ONZ doszli do wniosku, że wychodząc z założenia,
że prawa człowieka mają jednostkowy charakter, nie są w stanie skutecznie
występować w obronie chrześcijan prześladowanych w różnych częściach
świata. Łamane są zarówno ich prawa człowieka, jak i prawa obywatelskie.
Zapowiada się więc kolejny etap dyskusji na temat praw indywidualnych
i grupowych, wspólnotowych, tym ważniejszy, że niektóre pozaeuropejskie
cywilizacje, jak chociażby islam, uznają właśnie i przedkładają prawa grupowe
nad indywidualnymi. Reprezentanci takich poglądów stanowią przeważającą
część imigrantów w Europie i większość z nich, przynajmniej w dzisiejszych
czasach, nie zamierza rezygnować z własnej tożsamości, z tego co można
określić jako dziedzictwo.
I to jest źródłem bardziej i mniej poważnych konfliktów. Imigranci w Norwegii, w dużej części pochodzący z krajów południowej Azji i Bliskiego Wschodu, proszeni są przez gospodarzy o przestrzeganie ważnych dla Norwegów
praw równości mężczyzn i kobiet oraz podmiotowości dziecka18. Można wątpić
czy imigranci rozumieją, o co tu może chodzić, a jeżeli nawet rozumieją, to
na pewno nie zamierzają się dostosować, bo stanowi to poważną ingerencję
w istotne dla ich kultury relacje władzy. Ten brak akceptacji stał się źródłem
szeregu, znanych właśnie ze Skandynawii, tzw. zbrodni honoru dokonywanych
w grupach imigrantów. To nie jest dla nich kwestia do negocjacji, do uznania
przez kogokolwiek. Podobnie jak kwestia znacznie mniejszej wagi, wczesnych
małżeństw dziewcząt w grupach Polska Roma, na większość których polskie
sądownictwo po prostu przymyka oczy. To też jest częścią tożsamości zarówno
grupowej, jak i indywidualnej, a tradycji się nie negocjuje.
Tak więc różnice wartości leżące u podstaw tożsamości zarówno indywidualnej, jak i grupowej mogą stanowić istotną przeszkodę w realizacji zarówno
wolności, jak i równości w społeczeństwie obywatelskim. I nie musi to zależeć
od aparatu państwa, ale od postaw współobywateli i ich gotowości do uznania
decyzji tożsamościowych innych osób.
18
U. V i k a n, Culture, a new concept of race, „The Journal of The European Association of
Social Anthropologists”, v. 7, part 1, 1999, s. 59.
