http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/3179.pdf

Media

Part of Pejzaż z pamięci (referat z sesji) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4

extracted text
Adam Czyżewski

PEJZAŻ Z PAMIĘCI CZYLI W SPRAWIE N I E D O K O Ń C Z O N E G O PRZYPISU
, , I t e m słyszeliście, że Jeruzalom loży w ś r o d k u ś w i a t a .
K i e d y więc j a d ą s t a m t ą d n a w s c h ó d tyle dni ile po­
trzeba, aby s t ą d dotrzeć do Jeruzalem osiągają g r a ­
nice tamtego ś w i a t a . . . "
(sir J o h n Mandeville)
1

P r z y z n a j ę , że niejasna p r z e w r o t n o ś ć k r y j ą c a się za tym
t y t u ł e m jest trochę n i e z r ę c z n y m zaproszeniem do lektury, jeśli
jodnak, drogi czytelniku, zaufasz autorowi i dasz w i a r ę , że nie
tylko s k ł o n n o ś ć do krygowania się przed T o b ą p o d y k t o w a ł a m u
te s ł o w a , to u kresu w ę d r ó w k i , do której Cię teraz namawiam,
odnajdziesz b y ć m o ż e w y t ł u m a c z e n i e .
Locz zanim skierujemy się na w ł a ś c i w y trop, p o z w ó l , żo
w y j a ś n i ę jedno s ł o w o , które w dalszoj części tego szkicu powróci
wielokrotnie w r ó ż n y c h kontekstach. Droga (bo o niej tu mowa)
symbolizuje p o s z u k u j ą c e d ą ż e n i e Podobne temu zdanie usłysza­
ł e m k i e d y ś n a w y k ł a d z i e prof. W ł a d y s ł a w a S t r ó ż e w s k i e g o , po­
ś w i ę c o n y m filozofii Parmenidesa. U ś w i a d o m i ł e m sobie wtedy, że
wszechobecna w dziejach m y ś l i metafora drogi oznacza coś
w i ę c e j n i ż tylko p u s t ą figurę retoryczną z d o l n ą p r z e m y c i ć k a ż d ą
treść. I jeśli przedmiot tego szkicu zmusza mnie wręcz, bym
m ó w i ł o „ d r o d z e " , to to nie znaczy wcale, że „ w ę d r ó w k a " jako
swego rodzaju p o s t ę p o w a n i e badawcze, które t u p r o p o n u j ę ,
wprost w y n i k a z przedmiotu. Przeciwnie, w i ą ż ą c się z nim,
jednocześnie zachowuje a u t o n o m i ę i pozostaje m e t a f o r ą . N a l e ż y
u t r z y m y w a ć w ł a ś c i w ą m i ę d z y nimi r ó w n o w a g ę ; tzn. nie trak­
t o w a ć metafory n a prawach niewygodnego ś w i a d k a naszej
b e z r a d n o ś c i interpretacyjnej, lecz u ś w i a d o m i ć sobie, że dopiero
metafora u m o ż l i w i a interpretację. P o r u s z a j ą c się w obszarze
metafory, w c z y t u j ą c się w n i ą r ó w n o c z e ś n i e w j a k i m ś stopniu
w s p ó ł t w o r z y m y jej sens. Podobnie jest z m e t a f o r ą drogi. Jakie­
kolwiek poszukiwania intelektualne zawsze c z e r p a ł y rozmach
z przestrzeni, p o n i e w a ż w niej dynamizuje się j ę z y k . Nie m o ż n a
sobie nawet w y o b r a z i ć takiego d ą ż e n i a do „ ł a d u " , k t ó r e m u
z a b r a k ł o b y perspoktywy drogi —• „ d r o g a odkrywa, otwiera".
Często jednak przechodzimy mimo niej, nie zdając sobie sprawy
z jej istnienia. To prawda, że droga „ o d k r y w a " , ałe dopiero pod
warunkiem, że się ją z a u w a ż y . I tu tkwi źródło niepokoju, nie
tylko filozoficznego, bowiem k a ż d a sztuka interpretacji wymaga
takiego zadziwienia, refleksji, a więc zatrzymania się nad c z y m ś .

marytaninie ( V wiek): „ W skutek sprzeniewierzenia się A d a m a ,
l u d z k o ś ć straciła prawo bytu w raju, miejscu wysoko p o ł o ż o n y m ,
spokojnym, wolnym od cierpień i cudownym, które słusznie
nazwano tutaj Jeruzalem, g d y ż nazwa t a oznacza „ p o k ó j B o ż y " .
I zstępuje ona do J e r y c h a , krainy pustej i z a p a d ł e j , w której
u p a ł jest d u s z ą c y . Jerycho, to g o r ą c z k o w e ż y c i e ś w i a t a , ż y c i e
o d r y w a j ą c e od Boga i p o c i ą g a j ą c e w dół. Ogień najbardziej
bezwstydnych p r z y j e m n o ś c i powoduje w nim d u s z n o ś ć i wyczer­
panie."
3

T a pesymistyczna wizja d o c z e s n o ś c i zyskuje sobie aspokt

2

W r a c a j ą c do etnologii, najlepiej p r z y b l i ż y nam to zjawisko
Złota Gałąź Frazera. Otwiera ją, pozornie nieistotny, antyczny
r y t i na dalszych kartach d z i e ł a b ł y s k a w i c z n i e przeradza się
w i s t n ą l a w i n ę c y t a t ó w , o d n i e s i e ń , p r z y p o m n i e ń . E t a p po etapie
ś c i e ż k a interpretacji wprowadza c z y t a j ą c e g o w rozległy ś w i a t
z n a c z e ń . R o z w i j a j ą c y się w ą t e k nie powoduje r o z ł a d o w a n i a
n a p i ę c i a lecz p o t ę g u j e je. Nic więc dziwnego, że „ m i m o wszystko"
Złota
Gałąź z a c h o w a ł a do dzisiaj s w o j ą p i e r w o t n ą ś w i e ż o ś ć
i nadal inspiruje. Pobudza z w ł a s z c z a tych, k t ó r z y p o s z u k u j ą
odpowiedzi nie tyle na pytanie — „ c z y m jest etnografia?",
ile — „ j a k ą w a r t o ś ć m o ż e m i e ć dla etnografa jej uprawianie?".
Mam n a d z i e j ę , że w ten s p o s ó b u s p r a w i e d l i w i ł e m tok wywo­
du, k t ó r y z a p r e z e n t u j ę p o n i ż e j .
D ° w y j a ś n i e n i a pozostało nam jeszcze drugie znaczenio
„ d r o g i " . Odnajdujemy je r ó w n i e c z ę s t o w filozofii greckiej, j a k
i w m y ś l i chrześcijańskiej, mimo iż nie odnosi się już do „drogi
prawdy". B e z w z g l ę d u n a to jak p o j m o w a ć „ z b a w i e n i e " , „ d r o ­
ga" w wizji chrześcijańskiej t a k ż e stanowi jego o d w r o t n o ś ć ,
a więc „ u p a d e k " . D l a p r z y k ł a d u o d w o ł a m się do fragmentu
homilii Sewera z Antioohii z a t y t u ł o w a n e j O Miłosiernym
Sa-

pozytywny dopiero w o g ó l n y m planie zbawienia. Tymczasem
jednak p i ę t n o grzechu A d a m a sprowadza jego potomnych w chao­
tyczny dół, gdzie „ g o r ą c " i „ d u s z n o ś ć " przepełniają ich ż y c i e
cierpieniem.
N a podobne skojarzenie „ d r o g i upadku" z pierwiastkiem
„ d u s z n o ś c i " i „ g o r ą c z k o w o ś c i " zwrócił u w a g ę W ł a d y m i r Topo­
rów w ciekawej analizie Zbrodni i kary Fiodora Dostojewskiego.
Poprzez ustalenie etymologii n i e k t ó r y c h s ł ó w , szczególnie prze­
s y c a j ą c y c h j ę z y k powieści, T o p o r ó w doszedł do wniosku, że Zbrod­
nia i kara rozwija archetypiczne przedstawienia chaosu i kos­
mosu, t k w i ą c e korzeniami w opozycji wedyjskich s ł ó w „ a m h a s "
i „ u r u loka". Pierwszo oznacza „resztki chaotycznej w ą s k o ś c i ,
ślepego z a u ł k a , braku dóbr z a r ó w n o w strukturze makrokosmosu,
jak i duszy c z ł o w i e k a " , drugie natomiast — „szeroki ś w i a t " . *
T a k zrekonstruowana opozycja jest dla Zbrodni i kary o s i ą
jej dynamiki. Uczestniczy w w ę d r ó w c e Raskolnikowa po Peters­
burgu i wyznacza kierunek jego ewolucji etycznej. Zapewnia
osobowości t ę pełnię c z ł o w i e c z e ń s t w a , której nie m o ż n a o s i ą g n ą ć
inaczej, j a k poprzez p e ł n ą jej u t r a t ę . Tyle Dostojewski.
Chociaż nie określiłem jeszcze wszystkich a s p e k t ó w „ d r o g i " ,
k t ó r ą przyjdzie nam p r z e m i e r z y ć , n a d e s z ł a już pora, aby wyzna­
c z y ć jej p o c z ą t e k .
W dalszej części wspomnianej analizy T o p o r ó w dorzuca do
opisu „ ś r o d k a " jeszcze jedno spostrzeżenie. Otóż nie d o s y ć , że
owo „ c e n t r u m c i e m n o ś c i " jest duszne, w ą s k i e , to jeszcze na
dodatek — żółte. Czy jest się czemu d z i w i ć ? Czy przejawiająca
się m e l a n c h o l i ą „ n a t u r a l n a reakcja" na widok p o ż ó ł k ł y c h tapet,
kryje jeszcze coś poza s o b ą ? O c z y w i ś c i e m o ż n a u z a s a d n i ć to
c i ą g i e m skojarzeń t y p u : żółte — pożółkłe — u w i ą d — destrukcja
— śmierć i pewnie stąd w ł a ś n i e p r z y g n ę b i e n i e . Ale po cóż s t a w i a ć
pytania, skoro o d p o w i e d ź jest już gotowa, tzn. „ u z a s a d n i o n a " .
M u s i a ł e m je odrzucić, tak j a k to zrobił T o p o r ó w , gdy p o p r z e s t a ł
jedynie n a stwierdzeniu z w i ą z k u m i ę d z y „ c h a o t y c z n y m ś r o d k i e m "
a s z c z e g ó l n ą k o l o r y s t y k ą . W przypisie do tej uwagi czytamy:
„ n a p r z y k ł a d : ż ó ł t y kolor tapet, ż ó ł t e meble, ż ó ł t e ramki u sta­
ruchy, żółte meble u Porfirego, ż ó ł t a woda w kantorze; blada
zżółkła cera Raskolnikowa i K a t a r z y n y Iwanowny".*
W y d a ć b y się m o g ł o , że ten „ n i e d o k o ń c z o n y przypis"
Toporowa prowadzi nas w ś l e p ą uliczkę. P r z y z n a m , że i j a tak
m y ś l a ł e m aż do chwili, kiedy w moje ręce trafił inny tekst —•
d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n y p a m i ę t n i k niemieckiego p o d r ó ż n i k a P a u l a
Harro H a r r i n g a . Jogo charakterystyczny rys ponownie o d s y ł a
nas do symboliki koloru ż ó ł t e g o . S z c z e g ó ł ten, j a k obraz utajony
6

75

I

w kliszy fotograficznej, pewnie u m k n ą ł b y m i , gdyby nie w c z e ś ­

naszego wozu. T o b y ł o wszystko — poza t y m s t ę s k n i o n y wzrok

niejsza lektura a r t y k u ł u Toporowa.

d o s ł o w n i e na niczym nie m ó g ł się oprzeć.

Zatem nie pozostaje nic innego j a k , k o r z y s t a j ą c z usług

Gnębiło mnie pragnienie, poleciłom więc pocztylionowi, by

nowego przewodnika, ruszyć w dalszą podróż. Zawiedzie nas

zatrzymał

ona do K r ó l e s t w a Kongresowego, w k t ó r y m ten romantyczny

prawdziwie świeżej wody. Milcząc z b o c z y ł nieco w lewo, w po­

peregrynator z a w i t a ł w roku 1828. Pobudki, jakimi się kierował,

bliże jednej ze strzech, g ł ę b o k o osuniętej nad r o z p a d a j ą c ą się

w y p ł y w a ł y z klimatu epoki. Nie dziwimy się przeto, że p e ł e n

lepianką.

wziuszającej

naiwności

„postanowił

podjąć

zaszczyt

służby

w wojsku polskim", które j a k głosiła prasa niemiecka g o t o w a ł o

w ó z przed szynkiem dla pokrzepienia się

łykiem

To b y ł a pierwsza, tzn. p i e r w s z o r z ę d n a gospoda.
Wysiadłem,

zapytałem,

co m o g ę

d o s t a ć , bo przecież



się w ł a ś n i e do walki z T u r k a m i . I chociaż na miejscu pogłoski

stosownie do przywileju o b e r ż y s t y — nio m o g ł e m

o k a z a ł y się f a ł s z y w e , fatum, które zaciążyło nad losem Harringa

tylko na szklance wody. Kobieta — któroj opisowi sprzeciwiają

poprzestać

b y ł o n i e u b ł a g a n e . Trafił więc do armii, a ściślej m ó w i ą c zwerbo­

się prawa estetyki — z d a w a ł a się b y ć g ł u c h o n i e m a i wreszcie

wano go tam pod przymusem i , co jeszcze bardziej rozmijało

o d p o w i e d z i a ł a , że nie posiada nic innego poza w ó d k ą .

się z jego planami, b y ł a to armia nie polska a rosyjska. Odsłużył

W ó d k ę , a — na wszelki wypadek — t a k ż e t r o c h ę wina m i a ł e m

w niej dwa lata, p o d e j m u j ą c w m i ę d z y c z a s i e szereg prób wy­

z sobą, ale m ó j język p r a g n ą ł świeżego p ł y n u , p o p r o s i ł e m przeto,

dostania się z Polski. Wszystkie s p a l i ł y na panewce.

Został

zadowolony, o szklankę czystej wody.

po nich ślad w p a m i ę t n i k u , gdzie czytamy: „ P o l s k a

wydała

D o b r ą r a d ą nie n a l e ż y g a r d z i ć : kobieta z a p r o w a d z i ł a mnie,

m i s i ę (...) p e ł n ą słoniny p u ł a p k ą na myszy (świń t a m dosłownie

brodząc przez b ł o t o i g n ó j , na oddalone o kilka k r o k ó w po­

i w p r z e n o ś n i nie brak), do której bardzo ł a t w o m o ż n a się wśliz­

dwórze i w s k a z a ł a mi s t u d n i ę — o k r o p n ą j a m ę , o t o c z o n ą poręczą

n ą ć , ale c a ł y problem pologa na t y m , by się s t a m t ą d w y d o s t a ć .

z trzech desek, o b l a n ą brunatnym sosem. Z głębi studni d o b y w a ł

P r z y w y j ś c i u w s z ę d z i e m o ż n a uderzyć nosem o druty, na k t ó r y c h

się fetor

niejeden u t k n ą ł . "

7

Dopiero

po

ciężkiej

kontuzji, jako

nieprzydatny dla celów wojskowych, u z y s k a ł Harring

obiekt

żółtej

posoki,

ściekającej po s p l e ś n i a ł y c h grzybach,

p o k r y w a j ą c y c h glininą c e m b r o w i n ę .

zezwole­

— Czy to wasza studnia, dobra kobieto ? —• z a p y t a ł e m na

nie na w y j a z d . Po powrocie do Niemiec, w 1831 г., w y d a ł ksią­

p o ł y z u ś m i e c h e m , na p o ł y wzruszony t ą l u d z k ą n ę d z ą , która tu

żeczkę z a t y t u ł o w a n ą

n a z y w a ł a się ż y c i e m .

rosyjskim.

Wspomnienia

o Polsce

pod

panowaniem

Zawiera ona wnikliwy, do dziś b u d z ą c y zgrozę, opis

stosunków

między

władzą

a

społeczeństwem

Kongresówki.

— T a k , to jest, j a k pan widzi, studnia, ale wiadro znajduje
się w głębi, a drąg jest z ł a m a n y .

P o w r ó c ę do niego p ó ź n i e j , a tymczasem p o s ł u c h a j m y j a k H a r ­

Z p e ł n y m rezygnacji spojrzeniem, które p a d ł o na g r o m a d k ę

ring wspomina przekraczanie granicy tej „ k r a i n y bez powrotu".

całkowicie nagich dzieci, t a r z a j ą c y c h się w piachu, w s i a d ł e m

„ N i e m i e c k i czytelniku! Gdyby kaprys losu m i a ł cię k i e d y ś

do pojazdu. Podczas ślimaczej jazdy m i a ł e m d o s y ć czasu na

s p r o w a d z i ć do Polski i k i e r o w a ł b y ś się przypadkiem przez Wro­

ponowne p r z y g l ą d a n i e się okolicy. Bardzo m u s i a ł e m się zasta­

cław do K a l i s z a , przypatrz się d o k ł a d n i e dumnym d ę b o m w oko­

n o w i ć , czy w jakimkolwiek k r a j u poza P o l s k ą w i d z i a ł e m podobny

licy Milicza, uciesz się urokiem ich zieleni, lub jeśli to b ę d z i e

obraz. J a k daleko wzrok sięgał —- nic tylko p r z e s t r z e ń , w której

zima, s k r z ą c y m szronem, otwórz swe serce na ten widok, p o ż e ­

z ł a t w o ś c i ą m o ż n a by w k r ó t c e s t w o r z y ć ś w i a t .

gnaj się z Niemcami — ale n a s t ę p n i e zamknij swe serce, a t a k ż e

Z rozpaczy p o c i ą g n ą ł e m

z flaszki p o t ę ż n y

łyk, nabiłem

s w ó j kufer, jeśli dotychczas go nie z a b e z p i e c z y ł e ś , i bacz na k a ż d e

fajkę i d u m a ł e m nad s z c z ę ś c i e m n a r o d ó w , nad dolą l u d z k ą i nad

s ł o w o , j a k i na s w o j ą s a k i e w k ę , bo jedziesz do Polski.

s ł o w a m i francuskiego gwardzisty, k t ó r y k i e d y ś , w tej okolicy,

Zmiana krajobrazu niemieckiego

na polski dokonuje eię

stopniowo, jeżeli w ogóle krajobrazem m o ż n a n a z w a ć to, co
nas otacza na t y m skrawku ziemi, k t ó r y stanowi z a c z ą t e k właści­
wej Polski.

wśród

przekleństw

wykrzyknął:

, , I to

nazywają

Polacy oj­

c z y z n ą ?"
Z a p a d ł w i e c z ó r , przeszła noc. K i e d y z n a d c h o d z ą c y m po­
rankiem z b u d z i ł e m się z mojej ostatniej drzemki, b y ł o mi ciężko

Polski ? — cóż m ó w i ę ! Nie m a przecież P o l s k i ! S ą jeszcze

na sercu. W y d a w a ł o mi s i ę , j a k gdybym d o t a r ł na koniec ś w i a t a ,

j a k dotychczas, R o s j a , Prusy i Austria, nie ma jednak Polski.

w miejscu, gdzie winien b y ć już zabity deskami. Z i m n y poranek

Ale jedziemy, j a k szybko to m o ż l i w e , przez t ę część p a ń s t w a

wiosenny ś w i t a ł na horyzoncie, ale t u nie z n a l a z ł wiosny. Cztery

pruskiego,

która

poprzez

monotonię

szarzyzny

doprowadzi

pory roku z d a w a ł y się t u b y ć w z a c i e k ł y m sporze nad s p r a w ą
śmierci natury. Nawet jej elementy z d a w a ł y się istnieć jedynie

nas nad granicę rosyjską.
Droga z W r o c ł a w i a do K a l i s z a jest j e d n ą z najgorszych,
j a k ą kiedykolwiek przejeżdżałem — powiadam: p r z e j e ż d ż a ł e m ;
prowadzi na d u ż y m odcinku przez bagna, które — jak k a ż d e
bagno — m o g ł o b y dopiero s t a ć się drogą.

w stanie s z c z ą t k o w y m . Powietrze, ziemia, bagniska i tylko tjde
ognia, by s ł u ż y ł o na zapalenie fajki.
Wreszcie, na lewo od drogi, u k a z a ł się wysoki budynek
kamienny — pruski u r z ą d graniczny czy j a k się tam

zwał.

P o j a z d y b y ł y dostosowano do drogi, tzn. wybitnie się po-

Pocztylion doręczył s w ó j papierek i szlaban p o d n i ó s ł się w górę.

p o g o r s z y ł y od chwili, kiedy m i n ą ł e m p i e r w s z ą stację, z a Wro­

S k r z y p i ą c z a m k n ą ł się za nami, ten odgłos p r z e s z y ł mi serce.

c ł a w i e m , dumnym miastem prowincjonalnym, b ę d ą c y m jeszcze

T a k więc z n a l a z ł e m się formalnie r o z ł ą c z o n y •— odzielony

w z a s i ę g u dobrodziejstw kultury... u n o s i ł e m się w tej na p o ł y

od k r a j u d ę b ó w , k t ó r e w r z e c z y w i s t o ś c i o p u ś c i ł e m j u ż około

p ł y n n e j bryi, na przestrzeni trzeciej stacji...
Czy

zdołasz

sobio w y i m a g i n o w a ć ,

dwudziestu godzin temu. Czułem ucisk serca. Z n a j d o w a ł e m się

drogi czytelniku, j a k

właściwie

w kraju bezpańskim,

bo

dopiero

po przejechaniu

d w ó c h , a m o ż e półtorej wiorsty od miejsoa, gdzie w i d n i a ł ostatni

m ó g ł ś w i a t w y g l ą d a ć jeszcze przed jego stworzeniem ?
odbywałem

orzeł z czarnych i b i a ł y c h desek, u k a z a ł się d w u g ł o w y przy

podróż przez P o l s k ę pod zaborem pruskim. W ś r ó d t y s i ą c a obra­

czerwonobiałej rogatce. Co za kontrast m i ę d z y granicami p r u s k ą

Doskonale

mogę

sobie to

wyobrazić,

odkąd

z ó w , utrwalonych w mojej p a m i ę c i , n a j w y r a ź n i e j w y ł a n i a się

i r o s y j s k ą ! P r z y pierwszej ani szyldwacha, ani żołnierza, ani

przede m n ą obraz, k t ó r y m o ż n a by wiernie o d t w o r z y ć za p o m o c ą

jeźdźca granicznego; tu rogatka, K o z a c y , inspektorzy, strzelcy

piasku, bagna, gliny, s ł o m y i wielu steit gnoju. Przede wszyst­

graniczni, herby, b r o ń . "

8

k i m jednak w mojej w y o b r a ź n i unosi się obraz pewnej wsi —

Od czasów, kiedy sir J o h n Mandeville p i s a ł swój przewodnik

nazwa ta dla tej najnędzniejszej z osad jest bezsprzecznie obraź-

po Ziemi Ś w i ę t e j , dzieli nas wiele stuleci. Z m i e n i ł y się u k ł a d y

liwa, niomniej z o w i ą ją wsią.

polityczne,

Niebo i chaos — oto główne t ł o tego obrazu. Ziemia nie

inaczej przebiegają

szlaki komunikacyjne i nikt

nie traktuje d o s ł o w n i e zwrotu „ n a k r a ń c a c h ziemi". Wystarczy

b y ł a jeszcze, zdajo się, stworzona, t u i ó w d z i e w i d n i a ł y rozpada­

jednak p r z y w o ł a ć taki c h o ć b y opis Harringa, by

jące się strzechy, p o p ę k a n e mury gliniane i c u c h n ą c e

kupy

sobie, ż e do dzisiaj ż y j e m y w świecie o ś r e d n i o w i e c z n y c h zarysach.

gnoju na piasku bezdennym,

koła

T a sama intuioja geograficzna, istniejąca w m y ś l e n i u

76

przesypującym

s i ę przez

uświadomić
stereo-

typowym, wytycza granicę m i ę d z y zachodem a wschodem,
p o d n o s z ą c j ą do rangi „ k o ń c a ś w i a t a " . Poza e k u m e n ą nie m a
cywilizacji, kultury, dobrych o b y c z a j ó w , poczty z a c h o w u j ą c e j
t a j e m n i c ę korespondencji itd. J e ż e l i trafi się w y j ą t e k , to t y m
gorzej dla niego, p o n i e w a ż to, co „ u nas" jest normalne, t r w a ł e
i dobre, „ t a m " istnieje na zasadzie diabelskiej p r z e w r o t n o ś c i ,
m a s k u j ą c dewiacje, niestałość i o g ó l n y chaos. W s p a n i a ł y m
p r z y k ł a d e m takiej inwersji jest reakcja Harringa n a niespodzie­
wanie dobry stan dróg W Polsce. Twierdzi, że chociaż „wjeż­
d ż a j ą c e m u do Polski wydaje się ten kraj wzorem kultury, zwłasz­
cza gdy wzrok jogo przesuwa się po ś w i e t n e j szosie biegnącej
p r o s t o j a k strzelił", to „ n i e d a l e k o z a s z e d ł b y filozof, gdyby
w e d ł u g stanu tej drogi w n i o s k o w a ł o stanie kraju... D o s z e d ł b y
wtedy do wniosku, że bardzo jest kiepsko z p r a c o w i t o ś c i ą na
Ś l ą s k u , natomiast bardzo wysoko s t o j ą w Polsce p r z e m y s ł
i sztuka. Tymczasem w s z y s t k o j e s t w ł a ś n i e n a o d ­
w r ó t " . (podkr. A . C . ) Ostatnie zdanie dostarcza nam gotowej
formy stereotypowego widzenia zagranicy. Zgodnie z t ą z a s a d ą
„ p r o s t a droga" odniesiona do negatywnej całości jest p r z e d ł u ­
ż e n i e m i ekwiwalentem „ b e z d r o ż y " .
9

W ramach t y c h uniwersalnych s c h e m a t ó w m i e ś c i się t a k ż e
wizja „ d r o g i upadku", której wiele miejsca p o ś w i ę c i ł e m na
p o c z ą t k u szkicu. W e d ł u g Harringa naród polski j a k owa l u d z k o ś ć
z s t ę p u j ą c a do dusznego J e r y h a , oddala się od w s p a n i a ł e j s p u ś ­
cizny swoich p r z o d k ó w . Z a jakie grzechy Polacy cierpią, tego
Harring nie precyzuje, ale i nie czyni i m ż a d n y c h obietnic, że
kiedykolwiek osiągną „ n i e b i e s k i e Jeruzalem". Widocznie prze­
sunięcie granicy tamtego ś w i a t a już na zawsze w y r w a ł o P o l s k ę
z „ z a s i ę g u dobrodziejstw kultury". Historia p o k a z a ł a czy s t a ł o
się tak r z e c z y w i ś c i e , reszta jest już tylko milczeniem. Mimo,
że „ d r o g a u p a d k u " tworzy wraz z p o z o s t a ł y m i stereotypami
jeden syndrom, w y r ó ż n i a s i ę zdecydowanie swoim chrześcijań­
skim rodowodem i zasługuje n a potraktowanie jako przedmiot
odrębnych badań.
T a sama p o d r ó ż Harringa u k a ż e się w nieco odmiennym
ś w i e t l e , gdy z a u w a ż y m y , że jej przebieg jest wiernym odwzoro­
waniem mitycznej p o d r ó ż y w z a ś w i a t y . M a m n a m y ś l i typowe
dla niej o d k s z t a ł c e n i e czasu i przestrzeni, szczególnie narzucające
się w zdaniu k o ń c z ą c y m cytowany fragment p a m i ę t n i k a . J a k
sobie przypominamy Harring zatrzymuje się przed r o s y j s k ą
strażnicą i ze zdumieniem stwierdza, że od czasu kiedy opuścił
„ k r a i n ę d ę b ó w " m i n ę ł o przeszło d w a d z i e ś c i a godzin. „Czas
przejścia" jest plaski, a przestrzeń — amorficzna. D w a d z i e ś c i a
godzin stanowi w przeszłości l u k ę , k t ó r e j Harringowi nie udaje
się tak ł a t w o zapołnić.
T e n p o b i e ż n y p r z e g l ą d r ó ż n y c h a s p e k t ó w drogi w z a ś w i a t y
jest zarazem wykazem r ó ż n y c h m o ż l i w o ś c i interpretacyjnych.
I stale p a m i ę t a j ą c o nich s p r ó b u j ę p r z y j ą ć nieco odmienny
k ą t widzenia.
Otóż wydaje m i się zasadnym potraktowanie tej relacji jako
swego rodzaju ś w i a d e c t w a p r z e ż y c i a estetycznego. Jego przed­
miotem intencjonalnym b y ł b y t u krajobraz w y w o ł a n y z pa­
m i ę c i , a w i ę c już pewien obraz, w c i e l a j ą c y ustalony p o r z ą d o k
w a r t o ś c i . I chociaż trudno m ó w i ć o p o r z ą d k u w a r t o ś c i w przy­
padku obrazu, z k t ó r e g o wyziera powszechny chaos, postaram
się w y k a z a ć w jaki s p o s ó b antyostetyka m o ż e b y ć produktem
określonej estetyki i z w i ą z a n e g o z n i ą p o r z ą d k u w a r t o ś c i .
P r z e j d ź m y teraz do tekstu i wynotujmy z niego te fragmen­
ty, które o d p o w i a d a j ą interesującej nas kolorystyce. J u ż pobież­
n a analiza w y k a ż e , że najczęściej pojawia się piasek, strzechy,
gliniano m u r y , kupy gnoju, bagna i w jednej sytuacji (w fabule
p a m i ę t n i k a znajduje ona p o z y c j ę w y r a ź n i e k u l m i n a c y j n ą ) —
ż ó ł t a posoka. Z w y j ą t k i e m ostatniego, wszystkie poprzednie
elementy krajobrazu d o p u s z c z a j ą bardzo rozległą t o n a c j ę ,
jednak zawsze b ę d ą to pochodne koloru ż ó ł t e g o . Ogólnie rzecz
biorąc, po dołączeniu „ b r u n a t n e g o sosu", kolorystyka taka oddaje
„ m o n o t o n n ą s z a r z y z n ę " . D l a przeciętnego Europejczyka nie
stanowi ona zaskoczenia, z w ł a s z c z a po u w z g l ę d n i e n i u całego
kontekstu, ale w ł a ś n i e ten kontekst p o m i n ą ł e m celowo, po to

aby go odnaleźć w innych tekstach i dopiero później powrócić
do w s p o m n i e ń Harringa. Inaczej m ó w i ą c , da się z a a r a n ż o w a ć
s y t u a c j ę , w której w y p o w i e d ź będzie się t ł u m a c z y ć przez wy­
powiedź.
Wspomnienia Harringa są typowym wytworem romantyzmu
i nie sprzeczając się już o zasięg tego pojęcia, prowadzi nas ono do
k i l k u , różnej rangi postaci epoki: Goethego, Delacroix, Rungego czy nieco wcześniejszego Price'a. Wszyscy oni zajmowali się
rolą, znaczeniem koloru w p r z e ż y c i a c h estetycznych, niekiedy
czyniąc to z prawdziwie naukowym zacięciem, j a k w p r z y p a d k u
Goethego czy Rungego.
Goethe w Nauce o barwach pisze o barwie ż ó ł t e j : „ J e ż e l i
barwa t a w swej c z y s t o ś c i i jasnej postaci działa przyjemnie
i r a d o ś n i e , w p e ł n y m nasyceniu m a coś z pogody i s z l a c h e t n o ś c i ,
to gdy zostanie zabrudzona lub w pewnym stopniu p r z e c i ą g n i ę t a
na stronę m i n u s o w ą , okazuje się na to niezmiernie w r a ż l i w a
i działa bardzo nieprzyjemnie. I tak kolor siarki, p o s i a d a j ą c y
lekki odcień zieloni sprawia nieprzyjemne wrażenie.
Takie w ł a ś n i e wrażenie powstaje, jeśli kolorem ż ó ł t y m za­
barwimy powierzchnie nieczyste i nieszlachetne, np. z w y k ł e
sukno, filo itp. na k t ó r y c h nie ukazuje się on z c a ł ą s w ą siłą.
Przez nieznaczne i niedostrzegalne przesunięcie odczuwamy
teraz to, co robi w s p a n i a ł e wrażenie ogni i z ł o t a , jako plugawe:
barwa c h w a ł y i rozkoszy zostaje zamieniona w barwę h a ń b y ,
w s t r ę t u i niesmaku. S t ą d t e ż prawdopodobnie w z i ę ł y się żółte
kapelusze b a n k r u t ó w , żółte pierścienie na p ł a s z c z a c h Ż y d ó w .
T a k ż e tak zwany kolor rogaczy nie jest niczym i n n y m j a k brud­
n y m kolorem ż ó ł t y m . "
1 0

Od siebie dorzucę tylko ż ó ł t e ł a t k i dla Ż y d ó w za c z a s ó w
I I I Rzeszy, ż ó ł t e kwiaty oznaczające zazdrość, żółte worki pokut u j ą o y c h przed Ś w i ę t ą I n k w i z y c j ą , czy żółte habity t y c h , k t ó r y c h
oddawano w ł a d z y ś w i e c k i e j n a stracenie. Odwróoenie dokonane
przez Goethego polega n a t y m , ż e kolor siarki sprawia nieprzy­
jemne wrażenie, nie tylko ze w z g l ę d u n a lekki o d c i e ń zieleni,
ile z powodu nieprzyjemnego zapachu kojarzącego się z p i e k ł e m ,
a oo do Ż y d ó w to znany jest antysemityzm Goethego.
P o s z u k u j ą c p o r z ą d k u aksjomatycznego dla antyestetyki
obrazu Harringa, docieramy do jeszcze jednego aspektu nobili­
tacji koloru w X I X w. Jest to jego aspekt kosmiczny. R o m a n ­
t y z m u p r a w i a ł m i s t y k ę barw, czerpiąc obficie ze średniowiecznej
alchemii k t ó r ą Schelling n a z w a ł „ s z t u k ą destylowania substancji
boskiej z substancji ziemskiej". Znana b y ł a t e ż k s i ą ż k a J a k o b a
Boehme z 1620 roku, gdzie p o s z o z e g ó l n y m barwom o d p o w i a d a j ą
określone Osoby T r ó j c y Ś w i ę t e j .
P r z y t o c z ę cytaty z d w ó c h g ł ó w n y c h d z i e ł teorii koloru, t y m
ciekawszych, że p o w s t a ł y c h w t y m s a m y m czasie i do pewnego
stopnia niezależnie od siebie. Pierwszy pochodzi z d z i e ł a Philippa
Otto Rungego Farbenkugel: „ K o l o r jest o s t a t n i ą s z t u k ą , która
zawsze pozostanie t a j e m n i c ą . Zawiera s y m b o l i k ę T r ó j c y : ś w i a t ł o ,
czyli biel i c i e m n o ś ć , czyli czerń, które nie są kolorami. Ś w i a t ł o ś ć
jest dobrem, c i e m n o ś ć — z ł e m . . . Nie m o ż e m y p o j ą ć ś w i a t ł a i nie
m o ż e m y p o j ą ć ciemności. Dlatego ludziom dane z o s t a ł o obja­
wienie i barwy p r z y s z ł y n a ś w i a t , a oto: błękit, c z e r w i e ń i żółcień.
B ł ę k i t jest Ojcem, c z e r w i e ń jest w i ę z i ą m i ę d z y niebem a z i e m i ą .
G d y obie z n i k n ą , ukazuje się w nocy o g i e ń , k t ó r y jest ż ó ł t y ;
jest to zesłanie Parakleta, dlatego księżyc jest ż ó ł t y . "
1 1

Drugi cytat pochodzi od Goethego: „ J e ż e l i zdamy sobie
s p r a w ę z k r a ń c o w y c h opozycji barwy ż ó ł t e j i niebieskiej i jeśli
dostatecznie długo p r z y g l ą d a ć się b ę d z i e m y ich intensyfikacji k u
czerwieni, co sprawia, iż p r z e c i w i e ń s t w a z a c z y n a j ą się s k ł a n i a ć
k u sobie i łączą się w c z y m ś trzecim, w ó w c z a s n a pewno powsta­
nie pewne, s z c z e g ó l n e , tajemnicze w y o b r a ż e n i e , że t y m oddzielo­
n y m od siebie, przeciwstawnym sobie dwom istnieniom m o ż n a
by p r z y p i s a ć znaczenie w sferze ducha. W i d z ą c j a k k u d o ł o w i
w y t w a r z a j ą one z i e l e ń , a k u górze c z e r w i e ń , z trudom powstrzy­
mamy s i ę od p o m y ś l e n i a tam o ziemskich, a tu o niebieskich
bytaoh, które E l o h i m s t w o r z y ł y . "
1 2

Ż e b y określić p o z y c j ę ozerwieni w koncepcjach, trzeba naj­
pierw p r z y p o m n i e ć

zasadę trójkąta

barw podstawowych,

na

77

I

której obie się wspierają. Oto g ó r n y w i e r z c h o ł e k trójkąta zajmuje

serce na ten widok, p o ż e g n a j się z Niemcami, ale n a s t ę p n i e zam­

c z e r w i e ń , a u jego podstawy s y t u u j ą się kolory niebieski i ż ó ł t y .

knij swe serce"; „ b y ł o mi ciężko n a sercu"; „ t e n odgłos p r z e s z y ł

Te dwa ostatnie, j a k pisze Goethe, mimo że opozycyjne, znajdu­

mi serce"; „ c z u ł e m ucisk serca".

ją jedność w czerwieni, natomiast w dole, mieszając się w akcie

G d y uważniej p r z y j r z y m y się inwokacji, to z a u w a ż y m y , że

kreacji, emanacji, t w o r z ą zieleń, kolor bliski materii, symbol

jeden szozegół zdecydowanie w y r ó ż n i a ją z całego p a m i ę t n i k a .

ziemi. Nie trudno teraz dopatrzeć się w czerwieni trzeciej, bra­

Przeczytajmy jeszcze raz „ p r z y p a t r z

kującej Osoby Trójcy — D u c h a Ś w i ę t e g o , k t ó r y będąc z a s a d ą

d ę b o m w okolicy Milicza, uciesz oko urokiem ich zieleni, lub

T r ó j c y jest zarazem, j a k czytamy u Bungego

„więzią między

jeśli b ę d z i e to zima, s k r z ą c y m szronem..." i r z e c z y w i ś c i e , poza

niebem a ziemią". N a tej w i ę z i wspiera się c a ł y porządek kos­

t y m jednym, s z c z e g ó l n y m przypadkiem, w c a ł y m tekście ani

miczny, krótko m ó w i ą c kosmos.

się dokładnie

dumnym

razu nie pada słowo „ z i e l e ń " , z a s t ę p u j e ją za to monotonio, barw,

Sakralny charakter t r ó j k ą t a uwypukla ambiwalenoję

two­

p o c h o d z ą c y c h od „żółci". Ż e b y wyjaśnić na czym polega

r z ą c y c h go barw podstawowych. Np. c z e r w i e ń , która jest gwa­

wymiana, musimy ponownie o d w o ł a ć się do kosmicznego

rantem harmonii kolorystycznej, posiada również c i e m n ą i groźną

k ą t a barw.

s t r o n ę : „ P u r p u r o w e s z k ł o ukazuje dobrze o ś w i e t l o n y krajobraz
w ś w i e t l e p r z e r a ż a j ą c y m . W barwy tej tonacji spowite m u s i a ł y
by b y ć niebo i ziemia w D n i u S ą d u

Ostatecznego".

13

Kolor

ta

trój­

zielony symbolizuje w nim ziemię. Opisana przez

Goethego coincidentia oppositorum d w ó c h barw —. żółtej i nie­
bieskiej — z a k ł a d a trzeci czynnik — czerwień. J e j brak lub

B ł ę k i t wg Goethego jest jeszcze bardziej u w i k ł a n y w sprzecz­

o b e c n o ś ć kieruje rocznym cyklem wegetacji. W niej spełnia się

n o ś c i : ,,(...) o błękicie m o ż n a p o w i e d z i e ć , iż posiada właściwości

odwieczny dramat przyrody. Wiosna przynosi zieleń, jesień —•

c z e g o ś ciemnego. B a r w a ta na oko oddziałuje szczególnie, czego

s k r z ą c y się szron. Tymczasem kraina, do której dotarł Harring,

nie da się n i e m a l ż e bliżej określić. Jako barwa jest energią,

nie zna n a s t ę p s t w a pór roku — „ Z i m o w y poranek ś w i t a ł na ho­

j e d n a k o w o ż n a l e ż y do strony negatywnej i w swej najczystszej

ryzoncie, ale t u nie znalazł wiosny. Cztery pory roku w y d a w a ł y

postaci jest niejako nicością, k t ó r a pobudza. Spoglądając

na

się t u b y ć w z a c i e k ł y m sporze nad s p r a w ą śmierci natury. Nawet

nią dostrzegamy sprzeczność m i ę d z y p o d n i e t ą a spokojem (...)

jej elementy z d a w a ł y się istnieć jedynie w stanie s z c z ą t k o w y m " .

T a k j a k chętnie gonimy za u m y k a j ą c y m

przed nami m i ł y m

R o z p a d a j ą się wszystkie w i ę z i łączące do tej pory niebo i z i e m i ę .

przedmiotem, tak s p o g l ą d a m y c h ę t n i e na błękit nie dlatego, że

Chaos p o c h ł a n i a resztki zieleni i w postaci zdegradowanej żółci

nam się narzuca, lecz dlatego, że nas za s o b ą p o c i ą g a . "

1 4

unosi je na swojej powierzchni. „ N i e b o i chaos — to g ł ó w n e

J e d y n y m kolorem pozbawionym tej ambiw.ilencji (pomijając

tło tego obrazu. Ziemia nie b y ł a jeszcze, zdaje się, stworzona..."

d w o i s t o ś ć żółtej barwy, o czym p i s a ł e m wcześniej) jest z i e l e ń :

czas nieba i chaosu jest czasem kosmicznej katastrofy, k t ó r ą

„ O k o nasze znajduje w niej realne zaspokojenie. Jeżeli obie

dopełnia rozpad trójkąta barw. I chociaż ó w D z i e ń S ą d u Osta­

podstawowe

tecznego powinien o b j a w i ć się grozą płonącej purpury, w obrazie

barwy mieszając się p o z o s t a n ą w idealnej r ó w n o ­

wadze, tak że jedna nie dominuje nad drugą, to oko i dusza spo­

Harringa nie znajdujemy czerwieni, ognia, w s z ę d z i e „ p o w i e t r z e ,

c z y w a j ą n a p o w s t a ł e j barwie jako na c z y m ś prostym. Człowiek

ziemia, bagniska i tylko tyle ognia, by służyło na zapalenie

nie chce p ó j ś ć dalej i nie m o ż e . Dlatego też na t a p e t ę w pokoju,

fajki".

w k t ó r y m się stale przebywa, wybiera się najczęściej kolor zie­
lony."

13

Zdziwimy się bardzo, gdy ta sama żółć w koncepcji Rungego
o k a ż e się Parakletem — pocieszycielem. Jestem g ł ę b o k o przeko­

Skoro j e s t e ś m y teraz bogatsi o symboliczny kontekst, oto­

nany, że jedno nie przeczy drugiemu, a p o w y ż s z a interpretacja

czenie, z którego p r z e m a w i a j ą do nas „ b a r w y ziemi", s p r ó b u j m y

poddaje się tej ambiwalencji. N a l e ż y bowiem do natury zjawisk

z o r g a n i z o w a ć w o k ó ł nich poszczególne elementy obrazu H a r r i n -

symbolicznych to, że są ono wieloznaczne. W i e l o z n a c z n o ś ć nie

ga. Inwokacja do „ n i e m i e c k i e g o czytelnika", otwierająca pa­

oznacza sprzeczności. Istotna różnica m i ę d z y pozytywnym a ne­

m i ę t n i k , wprowadza nas w k o s m o l o g i ę c h a r a k t e r y s t y c z n ą dla

gatywnym odniesieniem barwy ż ó ł t e j , m o ż e tracić na swej istot­

czasu przejścia. P o d r ó ż n i k powinien p o ż e g n a ć się z Niemcami

ności podobnie, jak pozorne wykluczanie się „ d r o g i p r a w d y "

i p r z y g o t o w a ć swe serce na spotkanie z c z y m ś „ i n n y m " , bowiem

i „drogi upadku" w chrześcijańskim planie zbawienia. Widocznie

„ d u m n e d ę b y w okolicy Milicza" są już ostatnim znamieniem

nie wystarczy o d w o ł a ć się do archetypu tak, jak to zrobił Topo­

swojskiego

rów. Niech to ostatnie

krajobrazu i solidnej, trwałej

„niemieckości". Z a

zdanie b ę d z i e konkluzją tego szkicu,

nimi rozpościera się p l ą t a n i n a b e z d r o ż y , b ł o t n i s t e koleiny pro­

a p o n i e w a ż droga, k t ó r ą p r z e b y l i ś m y , nie jest ś l e p ą

w a d z ą c e do nikąd. Nie m o ż n a m ó w i ć o drodze, p o n i e w a ż ta „jak

z a c h ę c a m do g ł ę b s z e g o wczytania się w Zbrodnię

k a ż d e bagno -—• m o g ł a b y dopiero s t a ć się d r o g ą . " I nie tylko

kolorystykę,

za k t ó r ą

kryje

się n i e m a ł e

uliczką,

i karę,

bogactwo

jej

znaczeń.

wzrok, k t ó r y „ d o s ł o w n i e na niczym nie m ó g ł się oprzeć", ale

A m o ż e r o z w i ą z a n i e przyniesie fragment tajemniczej księgi,

i s ł o w a nie p r z y l e g a j ą do swoich d e s y g n a t ó w . „ D r o g a " właściwie

którą niodawno odnaleziono w j a k i m ś starym dworku n a kresach

nie jest drogą, „pierwszorzędna gospoda"

p ó ł n o c n o - w s c h o d n i c h ? Przeczytajmy go na z a k o ń c z e n i e :

k a ż e się d o m y ś l a ć

n ę d z n e j lepianki, a „ c z y s t a woda" okazuje się żółtą posoką.

„ A czy Sędzia, rzekł Major, Żółtą K s i ę g ę c z y t a ł ?

Ó w stan zawieszenia, w k t ó r y m „ o b r a z " jest co prawda „ u t r w a ­

Co to za Żółta K s i ę g a ? P a n Sędzia z a p y t a ł .

lony w p a m i ę c i " , lecz zarazem „ w y ł a n i a s i ę " „unosi s i ę " , kiorujo

K s i ę g a , rzekł Major, lepsza niż wasze statuty

t a k ż e p r z e m i a n ą emocji. G w a ł t o w n e skoki w rytmie uczuć to­

A w niej pisze co s ł o w o : stryczek, Sybir, k n u t y :

w a r z y s z ą pokonywaniu kolejnych barier. Chciałoby się p o w i e d z i e ć ,

K s i ę g a ustaw wojennych, teraz w Litwie całej

że ta magia Alkmeny wciela się w i s t o t n ą m a g i ę serca — „ o t w ó r z

O g ł o s z o n y c h , już pod stół wasze t r y b u n a ł y " .

PR
1

2

J o h n Mandeville
Stróżowski W ł a d y s ł a w , Istnienie

K r a k ó w 1981

Harring, op. cit., s. 333
t a m ż e , s. 326—329
t a m ż e , g. 333
J a n W . Goethe, Nmtka o barwach (w:) Wybór pism este­
tycznych, Warszawa 1981, ss. 296—297
Maria R z e p i ń s k a , Historia, kołom w dziejach
małarstwa
europejskiego,
t. 2, K r a k ó w 1979, s. 90
Goethe, op. cit., s. 324
t a m ż e , s. 303
t a m ż e , s, 299
t a m ż e , s. 304
A d a m Mickiewicz, Pan Tadeusz, w. 165—170
8

9

s. 5
3

Sewer z Antiochii Miłosierny
Samarytanin
(w:) Henri de
L u b a c , Katolicyzm,
K r a k ó w 1961 s. 183
W ł a d y m i r N . T o p o r ó w , Poetyka Dostojcwskiego a archaiczne
schematy myśłenia
mitologicznego, ,,Literatura na świecie", 1981,
nr 118, s 305—331
t a m ż e , s. 318
P a u l Harro Harring, Wspomnienia
z Połski
Kongresowej
(w:) Cudzoziemcy o Polsce. Bełacje i opinie, K r a k ó w 1971, s.
325—354
4

5

6

78

Y P I S Y
7

i wartość,

1 6

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.