http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/4675.pdf
Media
Part of Poglądy i opinie / LUD 2000 t.84
- extracted text
-
Lud, t. 84, 2000
li. POGLĄDY I OPINIE
KU)[>OTY Z KULTURĄ
I PYTANIA O AUTENTYZM
Jak nie napisać ksiqżki podróżniczej, opowieści
przygodowej, grand reportage. sprawozdania z pielgrzymki, pełnego zachwytu (lub ironii) dostępu
do mądrości, etnograficznej bajki na temat kontaktu, humanistycznego obrzędu przejścia. naukowego mitu odkrycia, wędrówki w poszukiwaniu
(kobiety. dziwaczności, cierpienia. sztuki, odnowy,
autentycznego głosuj?
James Clifford
Nareszcie doczekaliśmy się polskiego przekładu intrygującej, szeroko komentowanej i przebogatej w rozl iczne inspiracje pracy: chodzi o Jamesa
Clifforda Predicament of Culture. Twentieth-Century Ethnography, Literature
and Artl (Kłopoty z ku/turą. Dwudziestowieczna etnografia. literatura i sztuka2).
Książka jest zbiorem esejów z lat) 979-7986 pisanych przez profesora historii świadomości z University ofCalifornia w Santa Cruz. Pierwotnie ukazała się
w roku 1988, a zatem wspólnie z Works and Lives Clifforda Geertza" która to
niezwykle istotna dla antropologii praca również opublikowana została ostatnio
w naszym krajLt Jeżeli jednak fraza Kłopoty z ku/turą raczej dobrze zdaje
sprawę z oryginalnych zamierzeń Clifforda, to Dzie/o i życie - jak oddano u nas
pierwotny tytuł esejów Geertza - odsyła gdzieś w pełną koturnowej powagi
i sztuczności hagiografię, miast nazywać finezyjne i pełne przenikliwości wizje
antropologii przedsięwzięciem odautorskim, czego w istocie dotyczą rozważania amerykańskiego badacza.
Nadzwyczajna ważność książki Clifforda została zasygnalizowana w Polsce
po raz pierwszy przez Zbigniewa Benedyktowicza w artykule napisanym dla
pisma "Polska Sztuka Ludowa. Konteksty"s. Skrótowe omówienie podstawowych tematów Proh/emf)\\, ku/tury, jak niezbyt fortunnie przetłumaczono wówczas tytuł pracy, zakOllczył Benedyktowicz zapewnieniem redaktora, iż "do tej
1 lIarvard
liniversilv' Press 1988,
, Warszawa 2000. r~zd r. Dżurak. J. Iracka, E. Kkkol,
M. Krupa, S. Sikora iM. Sznąjderman .
.• Works and /.in's. Ihe .·/nlhr0J!0loglsl as AlIthor. Slanford University Press 1988.
• /)::1('/0 1 lye/f'. Anlropologjako all/or. prze!. E. Dżurak i S. Sikora, Warszawa
1999.
s Z. Iknedyklowicz,
.Jollies Clij/ord. Problemy kllllwy. "Polska Sztuka Ludowa. Konteksty"
1991. nr I.
128
rzeczywiście niezwykłej i pasjonującej książki Clifforda warto będzie nie raz
jeszcze na naszych łamach powrócić". I tak się też stało. Oto już w tym samym
numerze warszawskiego kwartalnika, Monika Sznajderman wskazała na kilka
wątków romansu etnografii z ruchem surrealistycznym we Francji, czyniąc to
na podstawie wybranych ustałeJl i intuicji Clitforda('.
Lata następne przyniosły, zamieszczane w tychże samych "Kontekstach",
tłumaczenia trzech rozdziałów pracy Kłopoty z kulturq. Były to kolejno: Samokreacja etnograficzna: Conrad i Malinowski, O kolekcjonowaniu sztuki i kultury oraz O autorytecie etnograjicznym7. Ostatni z grupy tych tekstów przedrukowywany był jeszcze dwukrotnie: najpierw w wyborze Postmodernizm. Antologia tekstów redagowanym przez Ryszarda Nycza8, później także w (nader
interesującym i potrzebnym, chociaż tkwiącym w wydawnictwie przez kilka
lat!) zbiorze Amerykmiska antropologia postmodemistyczna pod redakcją Michała Buchowskiego9.
Zajmująca nas tutaj książka Clifforda stała się w połowie lat 90. - jeśli zważyć na ilość cytowałl, nawiązal1 jawnych, lecz również tych o charakterze bardziej alegorycznym - jednym z najczęściej przywoływanych przez krąg autorów "Kontekstów" źródeł z zakresu współczesnego pisarstwa antropologicznego. Warto w tym miejscu odnotować i to, że Wojciech 1. Burszta pierwszy bodaj w kraju zaproponował analizę Cliffordowskiego "systemu sztuka-kultura",
widząc w nim przede wszystkim oryginalny sposób na śledzenie dyskursów
.. k
10
dotyczącyc I1 tego, co postrzega SięJa
o autentyczne .
Owa dobrze pojęta popularność brała się, w pierwszym rzędzie, z rozległości
zagadnień poruszanych przez Clifforda. Oto cztery części jego książki dotyczą
naj goręcej dyskutowanych u schyłku XX wieku antropologicznych tematów
i rozterek. I tak, Kłopoty z kulturq ogniskują się wokół autorytetu etnografii
i jej złożonych wymiarów literackich; zwracają uwagę na wywrotowość tej
dziedziny wiedzy, na wpisany w nią rdzeń krytyki kulturow~i; ukazują przejściowość kategorii kultury i sztuki, które zwykło się traktować jako uniwersalne
esencje; ilustrują także dzisiejszą walkę społeczellstw niegdyś zdominowanych
o własną tożsamość i o uznanie, ich gorączkowe wysiłki tworzenia własnych
tradycji oraz potrzebę bycia autentycznymi. Taka perspektywa powoduje,
że Kłopoty z kulturą stają się kłopotami antropologii, historii, poezji, literatury,
historii sztuki; to z kolei wymaga działania na przecięciu wiciu dziedzin, wielu
świadomości i tradycji. Kultura jest dziś bytem, który żyje nie tylko dzięki
M. Sznajderman. O etnografic::nym slIrreali::mie. op. cit.
W podanej kolejności: ..Polska Sztuka Ludowa. Konteksty" 1992. nr 2-3. prze!. M Krupa
(w książce pl. O aIltokreac:ji etnograjic::nej): 1993. nr I. prze/. .I. Iracka: 1995. nr 3-4. prze!.
J. Iracka i S. Sikora.
8 Kraków
1997.
9 Warszawa
1999.
IQ W. 1. Burszla,
W obliC=IIIlo'spó/c::esności. Tr::ypr::yk/ad,v./ill1kcjonowania Hyobra::eń kllltllrowych. w: Po:;egnal1ie praradygll1atll:) Etnologia wobec H'sfJó/c::e.\·t/O.~ci.
red. W. J. Burszta
i J. Damrosz. Warszawa 1994.
6
7
129
energii światła, ale wzrasta także poprzez ciemność: jest tym, co jawne i głęboko ukryte; to wyłanianie się i obumieranie.
Imponujący wachlarz zainteresowań
autora pociąga za sobą wiele specyficznych ujęć, nowatorskich
zestawień, zaskakujących
wniosków - tych drobin
subiektywności,
którc w rezultacie składają się na obiektywność
dzieła. I właśnie ta obiektywna powierzchnia książki Clifforda spotkała się z wcale poważną
falą krytyki, wycelov.'aną we wszystkie niemal jej najważniejsze wątki.
Zarzucano mu złe rozumienie surrealizmu (Price i .lamin) oraz idei kolekcjonowania (Strathcrn), wytykano patronowanie kobiecej wersji nauki (sic!), mówiono
o tym, że jest przykladcm "siekania" poglądów Geeltza (Whitten), krytykowano
nawet promowanie przezeli antropologii refleksyjnej i dialogicznej, której zrozumienie jest rzekomo bardzo trudne, a czasem wręcz niemożliwe (Gledhill)ll.
Niepochlebne oceny K/opotów z ku/turą - zwłaszcza te najbardziej zjadliwedziwią o tyle, że Clifford nie proponuje jakiegoś totalnego programu, który
w zamyśle miałby wywrócić na nice nasze pisanie, czytanie, myślenie bądź życie .
.lego praca polega raczej na uwydatnianiu pomijanych problemów, na zestawianiu oddzielanych
kontekstów, krytycznym oglądzie konkretnego
stanu wiedzy
i świadomości. To seria eksperymentów,
a nie dyrektyw, wnikliwe spojrzenia,
nie zaś systematyczne obserwacje.
Najbardziej
sugestyvvny
i jedyny
dążący do skOllczoności
obraz, jaki
Clifford nakreślił, jest obrazem towarzyszącego
nam tutaj i teraz świata. "Obec-
II
S/cr/ej
na lemal
tej ~ryty~i
patrz:
.I. Iluntyk.
Ch{jard·.I·
FlllI1ographica.
"Critique
of An-
thropo!i!Y" I ()()X. vol. I X. nr 4. s .. 140. Ostatnią / Pl"i'.ytoczunyru wyżej opinii powtarzał nawet tej
~Iasy 111)~Iiciel. co Lrnest (;cllner. W swej intelektualnej
lilipce Postmodemi=lll.
rO::llm i religia,
W'ymierl:one.j pr/.ecm
zmorom
postmodernilmu
hiadał o ..ezoterycznośei"
i ..niejasnościach"
antropologii
..ohi'l~niai'!LTj" ('.'1). ClilTórd miałhy. według niego. d'lżyć do całkowitego
wyelimin\mania jasno~ci. ohie~t) \Ii/,mu i \\. n:llIltaeic
osi'lgać stan .. histerii subiektywności"
wyrażanej
ja~,!ś .. matapaplanin,,".
\Vs~a/,uj'lc na gł.;hi.; S\\ojcj rozpaczy
i niemożno~ei
zrozumienia.
pyta
Gellner: ..Co h)śm) pO\\ iedzieli o kimś. klO jest I.ainleresowany
jedynie tym. co Clinard
sądzi
o lymi. co s<\llzą inni"" (I'osIJllOdl'rlli::lI1. 1'11::1111/
i religia, przel. M. Kowalezuk.
Warszawa
1997.
". 57). I'oniewaj py tanic lo ' pomijaj,lC całą jego nicdorzec7llośćodnosi si.; wprost do czylelni~(l\\ lego leblu.
pO/llslawi.; je bez odpo\viedli.
Ważne .iest tutaj lo. je (jellner. popr/ez \Ispomnianą
pracę (napisaną u schyłku życia i akadeIllie~iej kariery). doh!czyl do nicchlubnego
grona pseudozlU1\\eów
i histerycznych
krytyków myślenia postlJ)Oliernistycznego.
~((·)r/.y przcczytawszy
(nicuważnie)
kilka prac mieszczących
się (lub nic)
\\ jego nurcie feruj,! o owym myśleniu ostateczne sądy. Gellner narzeka oto na bra~ dekalogu postIllodernistycznego.
sam opierając własne wyroki na lekturze niemal wyłącznic jedn",j pracy, a rniano\\ieie /Vriling CIIIIIII"I'. I Której niechlujnie przytacza pewne fragmenty (np. niewłaściwie
cza tytuł tekSIU (ieorge'a
L. Mareusa - Fthnography ill Ihe Modern World S:vstel1lzamiast
przytapopraw-
nego COIIII'IIII'()/"W)' I'ro/J!I'II/s ol 1~'lhnog/"aplzy in til(' Modem World S:vstem). Sięgnięcie
po inne
prace. choćby oma\\i,lIlą bi'lj~.; Clini.mla. dałoby mu do dyspozycji pewien zcstaw skrystalizowanych propo/.ycji metOliologicmych
i cpislelllologicmych.
chociaż o dekalogu rzeczywiście nic miałby
co marz) Ć. /.arwly Icgo rod/,aju moż,na mnojyć. CZ) m jest bowiem zaliczenie przczcń terminów
..dialogici'.llośC
i ..polili.1I1ia" do poslmockrnislyeZllcgo
zgiełku') Czy wskazuje to na nicznajomość
\\yTazislcj tradycji lilozotiunej.
~tóra si.; z nimi \\'ją/e (\\ymieńmy
tylko nazwiska Gadamera.
Baehtina i (jriee'a)" Trudny do przyj.;cia staje się oŚ\licceniowy
racjonalizm.
~tóry wyznawal jakoby Gellner. \\ takiej nierzetelnej. tcnckncyjncj
i pcinej złcj \\oli poznawczej.
postaci.
]30
nie w naszych urbanistycznych
archipelagach
wszyscy jesteśmy Karaibami .uzmysławia - Być może nikt już nie może powrócić do rodzinnej ziemi - zostały jedynie terenowe notatki, żeby ją ponownie odnaleźć" (s. 190). Życie jest
dzisiaj fragmentaryczne,
coraz powszechniejszym
doświadczeniem
staje się
"brak korzeni i mobilność" (s. 9). W ow~j wykorzenianej
nieustannie i przemieszczanej
teraźniejszości
dominują procesy zaniku tego, co było, ale także
wyłaniania się nowych różnic, na przekór walcowi homogenizacji.
Niwecząca
niegdysiejsze
źródła współczesność
sprawia, że wszystko jest w jakiś sposób
skażone, nicezyste, nieautentyczne
- nawet tak rozpo\vszcchniona
okoliczność,
że "coraz więcej osób korzysta ze środków masowej komunikacji. samochodów
i samolotów" (s. 21).
Bardzo wyraziste diagnozy Clifforda wspierane są i kontynuowane przez liczne fragmenty dzisiejszych dyskursów nauk o kulturze: Stephen Bertman ukuwa
termin no wist society na oznaczenie społeczellstwa
zdominowanego
przez "teraz", które zrywa z przeszłością i nie baczy na przyszłe skutki swoich działań 12;
Helga Novotny mówi o "rozszerzającej
się teraźniejszości"
unicestwiającej ciąl1
głość oraz trwanie ;
Ulf Hannerz wskazuje na globalną dewaluację wartości
tradycji, co określa mianem "slabnięcia kultury"I~. Podobne w duchu wypowiedzi
są chlebem powszednim humanistyki: o jego smaku przesądzają zaś gusta poszczególnych autorów. Świat, w którym żyjemy raz jest przerażający i pozbawiony głębi, kiedy indziej znów pełen nadziei, inwencji i witalności.
Chłodny stosunek części komentatorów
do postawy Clifforda wynika, jak
sądzę, z dwu zasadniczych
przesłanek (na których wspiera się także - pokrętna
jest logika naukowych sympatii - pozytywny jej odbiór). Pierwsza z owych
przesłanek jest natury ogólni~jszej: otóż interesujący nas autor powtarza wielokrotnie w swojej pracy (a jest to jedna z najbardziej
hapujących
opinii),
iż praktyki surrealistyczne
są stale obecne w akademickiej
antropologii.
Dwie
procedury dają się rozpoznać szczególnie często - a mianowicie "cięcie i integracje" (s. 162). Idzie tutaj o akty przeciwstawne,
skontliktowane
ze sobą, ale
dialektycznie
silnie powiązane, wzajemnie zależne. W myśl tej idei, antropolog
winien rozdzielać to, co zwykle społecznie spąja się ze sobą, a przykładem mogą być w tym przypadku muzea etnograficzne
i artefakty pochodzące z jakiejś
egzotycznej
kultury. Czy ich jedynym miejscem w przestrzeni Zachodu są etnograficzne sale wystawowe?
Dlaczego odmawia si<; tym przedmiotom lrakto-
l"
S. Bertmail. r~vfJercul/ure. 7hl! Human Cost oIS/Ned. I.ondon 199X. Czarowna moc ..teraz"
daje o sobie mać w zaiste zaskakujących
kontekstach.
Jednym z nich jest ..Twój paszport
do snów'·, jak reklamuje si.,: romanse z serii Harlequin. Krytyk literacki Ann Snito\\' pisze o nich
między innymi: ..Powieśei te nic m<\ją żadnej labuly w zwykłym tego slolla znaczeniu ( ... ). Nie
ma społeczeństwa.
tylko otoClenie. (... ) Występujące kohiety egzystują II nieprzerwanym
stanic
pOlenejalnej seksualności.
( ... ) Nic mają żadnej przeszlości i żadnego konIekslu. Żyją w wiecznym teraz seksualnych odezuC. Za: R. Goldstein. Ra:::gOlyeellie pomogra/ią. prze!. M. Pilarska
i Z. Zagajewski. w: Era/yeny impuls. oprac. D. Steinherg. (idańsk 1')')5. s. 1]0.
l) H. Novotny.
Time. The .Ilodem (/lid Pas/modern Ic:'pl!rienC<'.C<łmhridge 1994.
l4 U. Hannerz.
]i-a/ls/la/ional Connec/io/ls. 1.00ulon 1996.
131
wania w kategoriach sztuki, przejawu talentu albo geniuszu, które zasługują
na nobilitację i umieszczenie
w galerii obok wyrobów "naszych"
artystów?
Integracje z kolei polegają na wyobraźni zaskakujących
zestawień: "znak równości pomi<;dzy delektowaniem
się Europejczyków
afrykailszczyzną
a upodobaniem Afrykanów do tekstyliów, kanistrów, alkoholu i broni palnej" (s. 146147); zachwyt Indianina K wakiutl na widok jarmarku dziwów i samoobsługowych automatów na Times Square porównany z kondycją antropologii skazanej
na równie dziwaczne postrzeganie innych społecznych światów (s. 264).
Nie wszyscy godzą się na takie gry z rzeczywistością,
nie każdy musi dążyć
do wstrząśnięcia nią, do postawienia jej nagle przed zwierciadłem skrzywionym
inaczej niż zwykle. Skoligacanie
aktywności
naukowej z działalnością
aJ1ystyczną także nie ma wielu zwolenników,
mariaż wywrotowego
surrealizmu
z poważną etnografią postrzegano jako mezalians:
metodologii
poznania naukowego przypisuje się inne procedury i odmienny status od metod stosowanych przy tworzeniu artystycznych
portretów świata. 1 do tego właściwie sprowadza się pierwsza ze wspomnianych
przed momentem przesłanek.
N ie chcąc pozostawić tego wątku jedynie w takiej sygnalnej postaci, warto
może wskazać na to, w jaki sposób surrealistyczne
cięcia (czy w nich tkwi źródło "siekania" poglądów Geertza?) i integracje odciskają swoje niezacieralne
piętno w samym łonie etnografii. Każde badanie terenowe, choćby było przeprowadzane w paradygmacie
rygorystycznie
holistycznym,
to przecież pochylanie się nad częścią zaledwie. Całość w etnografii zawsze jest reprezentowana
przez fragment, zatem cięcie musi być wpisane w samoświadomość
antropologa pracującego w terenie. Ta sama okoliczność
terminowania
w odmiennym
kontekście kulturowym
pociąga za sobą konieczność
integracji, które inaczej
nie miałyby racji bytu: badacza i informatorów (najwyraźniej
widać to na czarno-białych .,westernowych"
fotografiach,
gdzie etnograf w jasnym uniformie
i kasku stoi na tle cicmncj gromadki tubylców), przedstawiciela
świata bibliotek
i uniwersytetów z reprezentantami
świata bohaterów skatalogowanych
w bibliotekach bądź będących tematem wykładów. Okazuje się w rezultacie (i to
wcale nie na mocy jakichś wielce skomplikowanych
dywagacji), że Cliffordowskie "cięcia i integracje" naprawdę przynależą do antropologii, jakkolwiek
surrealizm wydawałby się odległym i problematycznym
punktem odniesienia.
Umieszczone na wsttrpie motto wskazuje natomiast na drugą z przyczyn nieufnej recepcji oryginalnego
spojrzenia decydującego
o swoistości Kłopotów
= kU/furq. Mówi ono o tych formach tekstów etnograficznych, które są dla
Clifforda zdewaluowane,
niegodne zaufania i nieautentyczne.
Wszystkie postawy przyjmowane ongiś przez antropologów - chłodny przyjaciel, surowy obcy,
współczujący
ojciec, zainteresowany
opiekun, zobowiązany
powiernik,
handlarz czy słuchacz (s. 86) - niosą za sobą ryzyko ośmieszenia,
eksploatacji lub
zdolllinowania: siebie bądź innego.
Ta odmiana krytycyzlllu sytuuje Clifforda w bezpośredniej
bliskości Geertza. a zwłaszcza jego Works und Lives. Przy tej okazji objawia się pewne anegdotyczne pokrewiellstwo.
Otóż Geel1z nazwał - ze względu na wyraźne objawy
132
"choroby diariuszowej"
i .,zaświadczającego
Ja" - antropologów
w rodzaju
Crapanzano. Dwyera i Rabinowa. "dziećmi Malinowskiego'·IS.
Czy sugeruje to.
iż Geertz jest bratem tej matk i (matki-Polki ... ), a C Iifford synem tegoż brata?
Francuscy surrealiści także dużo miejsca poświęcali zagadnieniom
form pisarskich i samego języka. Breton, Eluard, Desnos, Soupault i inni udowadniali,
że język nie jest w żadnym razie przezroczysty,
że odmawia bycia tylko spojrzeniem, zewnętrznym
oglądem rzeczywistości.
I chociaż manifestowali
swoje
przekonania
w sposób właściwy gwałtowności,
obrazoburstwu
i herezji artystycznych awangard, to zdołali bardzo szeroko posiać ziarna zwątpienia. "Czy
surrealizm przestał istnieć - pyta tedy Maurice Blanchot -- Sęk w tym, że nie
występuje już tam, czy gdzie indziej; on jest wszędzie. To zjawa, olśniewające
nawiedzenie.
Ze swej strony doczekał się metamorfozy:
sam stał się surreali.,16
styczny
.
Świat przedstawiony
przez Clifforda jest zatem światem surrealistycznym.
A sam ten ruch - "ponieważ jest równocześnie
ruchem natchnionym
i ruchem
krytycznym, żeni ze sobą wszelkie możliwe punkty widzenia, postulaty, poszukiwania świadome
i niejasne ( ... ), poszukuje
pewnego typu istnienia, które
nie należałoby do porządku rzeczy «danych». gotowych, zastanych,,17 - staje się
figurą całej antropologii. a przynajmniej tej w wersji Clitforda.
W pewnym momencie proponuje się czytelnikowi
pewien rodzaj definicji
kultury, która mówi. że jest to "trwała zdolność grup ludzkich do tworzenia
rzeczywistej różnicy" (s. 296). Nieco dalej czytamy, iż ,,kultura nie ma żadnych
zasadniczych
rysów. Ani język, ani religia, ziemia, gospodarka, ani żadna instytucja czy zwyczaj nie [są] niezbędne. Kultura [to] przypadkowa
mieszanina
elementów" (s. 346-347). Radykalność takiego definiowania jest wyraźna. forma wyliczająca
to świadoma
antyteza
ujęć tradycyjnych,
z Tylorowskim
na czele. ,.Tworzenie
różnicy" pochopnie uznać można za efekt stosowania
modnej terminologii
(modnej głównie w tzw. gender studies), gdzie wszystko
sprowadza się do dawno rozpoznanych
procesów wyodrębniania
wspólnotowego orbis interior, odmiennego od świata obcych. Surrealistyczne
tło wszystkich
rozważai1 Clifforda oferuje jednak jeszcze inne rozumienie. Pisał na ten temat
Jean-Louis
Bedouin: ,,Prawdziwa
komunikacja.
owocna wymiana, głębokie
zrozumienie ( ... ) są bezpośrednio funkcją różnic i odległości ( ... ), funkcją prawa
danego nam do uświadomienia
i doświadczenia
tego. Temu służą różnice i od-
15 C.
Geatz,
D::ielo i =ycie. op. ci/., s. 128-138.
Problemowi
..pisania
stała książka. która ukazała się wcześniej niż pral:a Gecrtza. Chodzi
ClitTorda i George'a
E. Marcusa - a przywoływaną
jui. II" związku
re: The Poelics and Politics (if I:·thnography. Berkeley
różnej jakości.
które pOllstaly
Texts".
16 M. Blanchot.
jaku
rezultat
seminariulll
kultury"'
o redagowaną
z Gdlnerem-
1986. Pomieszczono
zatylu/o\l1l1lego
poświęcona
zo-
wspólnie
przez
lJ!riling Culw-
niej teksty. bardzo
..The Making ul" EthnoIV
graphic
nr 10, s. 133.
170p.cil .. s.141.
Refleksje o surreali::l1lie. prze/. K. Rodowska ... I.iteratura
na Świecie"
1996.
133
dalenia, stanowiące podstawę nieprzeliczalnych
form zależności,,18. Istotne jest
nie tylko to, aby zostać uznanym za członka rzeczywistej wspólnoty, ale także,
aby nasza tożsamość nabrała znamion, poprzez procesy zrozumienia
i samoświadomości,
autentyzmu,
podobn ie jak nasze pasje, identyfikacje
i innego
rodzaju przynależności,
zarówno te ze sfery publicznej, jak i prywatnej.
Stwierdzcnie o przypadkowości
składowych elementów kultury należy odczytywać w kontekście
innych odnoszących
się dOll uwag, inaczej jest ono
po prostu niezrozumiale.
Nic idzie w nim zatem o bliskie surrealistom przekonanie Lautremonta,
iż akt połączenia parasola z maszyną do szycia na stole
w prosektorium
pozwala na nieskrępowanąjuż
niczym zabawę w sklejanie rzel9
czy, których i tak nie spaja żaden rzeczywisty porządek . Clifford ustosunkowuje się bowicm tym razem przede wszystkim do "sztywnego"
pojęcia kultury
właściwego wielu etnografom, do faworyzowania
- mającego być może swoje
źródło w romantycznej
potrzebie egzotyzmu - przez badaczy kultur czystych,
"nieskalanych",
a lekceważenia tych, które trwają dzięki synkretyzmowi,
mieszaniu się, upodobnianiu do innych. Gdy etnograf obwieszcza o śmierci jakiejś
kultury, to często nie ma na myśli fizycznego nieistnienia jej depozytariuszy,
ale częściej ,.procesy zawłaszczania,
kompromisu,
podporządkowania,
wywrotu, maskowania,
wynalazczości"
(s. 362), które przerywając
historyczną ciągłość, dopisują kolejny rozdział do niekoJlczącej się elegii o "znikających
rasach". Przetrwanic we współczesnym
świecie "urbanistycznych
archipelagów"
oznacza bardzo często śmierć, ale zaraz potem późniejszą inkarnację w nowej,
zniekształconej,
ale aspirującej przecież do autentyczności,
formie.
Przyswojenie sobie Cliffordowskiej
wizji współczesnej
kultury i antropologii - nieustannie
odradzających
się, przyjmujących
nowe formy, wytrwale
wzrastających - wymaga pewncgo typu wrażliwości,
dostrzeżenia
za abstrakcyjną miejscami metaforyką własnych losów i losów innych; może także przeczucia tego, co zawarte jest w następnej chwili. Taki sposób postrzegania jest
bowiem, jak się wydaje, istotnym elementem jego refleksyjnej logiki.
W artykule z 1989 roku Clifford tłumaczył własną etymologię (po Heideggerze to nic nowego) terminu "teoria". Otóż greckie słowo theorein stosowano
dla nazwania człowieka, który był wysyłany przez własne polis do innego miasta, aby być tam bezpośrednim
świadkiem religijnej ceremonii. Drugie znaczenie, szersze i bardziej otwarte, wskazywało ogólnie na praktykę podróży i obserwacji. Teoretyzowanie
więc może być postrzegane jako produkt przemiesz-
Za: .J. Dąbkolvska-l.ydrOll. A:lIllllrolll'ńrc::a rola SlIrreali:mll. Poznań 1999. s. 126.
Rówlloczl:snl: pojalVil:llil: sit; Ila szczególnego rodzaju stole tych dwu niezwykłych przedmiotów - klórl: tei czasami I:horuj'l i trzeba je naprawić - musi skłaniać do rozstania się z pozorem niclllaściwości 1\' il:h połączeniu. trzeba tylko r a z kro i Ć tl: przedmioty i rozkroić. zanalizOI\ać ich stosunek" (C. Lćvi-Strauss. Spujr:enie:: oddali. prze!. W. Grajewski, L. Kolankiewicz,
\1. Kolankil:wiu . .I. Kord)s. Warszawa 1993. s. 396). 010 Lćvi-Strauss antyl:ypuje surrealistyczne spojrzenil: Clifforda. Czy on o tym wil:''!
IS
19 ••
]34
czenia, figura drogi na zewnątrz20. Skonfrontowanie
teorii z innym od macierzystego kontekstem,
takim, który stawia jej opór, nie poddaje się i zmusza
do przełamania
wewnętrznych
reguł, to obecnie punkt zerowy theorein. Tym
samym, teoria staje się nieodrodną częścią świata-w-podróży.
Teoria - ten bardzo szczególny rodzaj tożsamości - wikła się w przestrzeń
podróżowania,
przemieszczania,
zmiany miejsca. Interesujące jest to, że niecała
dekada wystarczyła Cliffordowi do uczynienia wielkiego kroku od świata modernizmu,
literatury,
sztuki i etnografii
(choć w postkolonialnej
formie),
do świata schyłku stulecia, do przejścia od "kłopotów z kulturą" do kultury
widzianej przez pryzmat jednego wielkiego zdarzenia, a mianowicie: podróży.
Wokół tego metaforycznie
ujętego, niemniej jednak globalnego,
zdarzenia
ogniskują się wszystkie rozważania pomieszczone
w opublikowanym
w 1997
roku Routes: Travel and Tram'lation in the Late T\,ł-'entiethCentur/I. Dodać
wypada koniecznie,
iż podróż nie jawi się tam wyłącznie jako peregrynacja
intelektualna, jakieś pielgrzymowanie
skryby po stronicach kolejnych tomików
kultur, ale wiąże się ona z istnieniem granic, płci, klas, zawiera w sobie akty
deportacji, procesy wykorzenienia,
zjawiska diaspory.
We wspomnianej
książce Clifford dopracowuje
idee zapoczątkowane
właśnie w Klopotach z kulturq, gdzie napisał, że: "Etnografia
ljest] równocześnie
formą zamieszkiwania
i podróży, w świecie, w którym te dwa doświadczenia
coraz mniej różnią się od siebie" (s. 16). W świecie, dodajmy jeszcze, w którym
dominuje
synkretyzm,
parodystyczna
inwencja, surrealistyczny
kolaż, gdzie
autentyzm jest doraźny, konstruowany,
niejednoznaczny.
Na szczególną uwagę zasługuje tutaj kategoria autentyzmu. Clifford wspomina o niej, jak starałem się pokazać, często i chętnie, a ostatnia część książki
zatytułowana
Tożsamość w Mashpee jest w istocie właśnie jej poświęcona.
Składają się naIl obrazki z procesu, jaki odbył się przed amerykallskim sądem:
chodziło o udowodnienie,
czy kilkusetosobowa
grupa mieszkańców
Mashpee
może zostać uznana przez prawo za autentyczne indiallskie plemię. A w rezultacie, czy należy oddać jej 16 tysięcy akrów ziemi stanowiących
trzy czwarte
obszaru tegoż miasta.
Trwający długie 41 dni proces - zeznania świadków,
pytania obrorlcÓW
i oskarżycieli,
przesłuchania
specjalnie powołanych
biegłych - zmieniły się
w kOI1cU w rywalizację między LIstną formą wiedzy (wspomnienia
świadków,
subiektywna
praktyka badarl terenowych)
a pisaną (oficjalne archiwa), w konflikt między antropologią
(nieudokumentowane
opinie i wielość definicji)
20 1. Clifford, Notes on Travel and TheOly w: li-aveling Theories, li-aveling Theorists. eds.
1. Clifford, V. Dhareshwar, Santa Cruz 1989. s. 177. Nie od rzeczy. jak sądzę, będzie przytoczenie przy tej okazji słów Jeana Pierre'a Vernanta: "Związek pomiędzy powstaniem miasta a narodzinami filozofii jest tak wyraźny. że nie możemy pominąć poszukiwania źródeł racjonalnego
myślenia w charakterystycznych dla greckiej polis strukturach" (za: H. I'aetzold. Architektura
i urbanistyka. w: Pisanie miasta - eytanie miasta. red. A. leidkr-.Ianiszewska.
Poznań ł997,
s. 195). Początki teorii rezydują. zgodnie z intuicjami CI ifforda, w antycznych polis.
21 Harvard University Press.
135
a historią (niezachwiany
autorytet źródeł), w spór między wieloznacznością,
a dosło\'.'llOścią. Ostatecznie,
argumenty
ustne, obserwacyjne,
doświadczalne
poniosły klęskę w konfrontacji
z literą dokumentów
pisanych: okazało się,
że od roku 1790 micszkaJlcy Mashpee, owszem, objawiali się jako plemię, ale
przeważały okresy nicjasności, wykorzenienia,
cięć i integracji. Sąd federalny
stwierdził zatem, iż są nicautentyczni.
W jednej z piosenek zielonogórski zespół Raz Dwa Trzy śpiewa: "Jestem Polakiem, mam na to papier"; film wyświetlany przy okazj i wystawy sztuki tubylczej w National Museum of American Indian w Nowym Jorku pokazuje długą
kłótnię dwóch kobiet spierających się o to, czy są Indiankami. Odwoływanie się
do tradycji, języka, noszonych ozdób, nie wystarcza. W końcu, jedna z nich sięga
po argument niepodważalny: "Siostro, pokaż mi swój dowód tożsamości!"
Ośrcdek Badania Opinii Publicznej podjął ostatnio, po dziesięcioletniej
przerwie, temat spolecznych
kryteriów polskości. Z przedstawionych
rezultatów
wynika. iż za najważniejsze
z owych kryteriów uznano "Poczucie, że się jest
Polakiem"; na drugim miejscu wymieniano
znajorność języka polskiego; trzecim niezbędnym warunkiem uznania czyjejś polskości jest "posiadanie obywatelstwa polskiego"n.
Czyżby więc autentyzm współczesnej
kultury był jedynie
rezultatem praktyki urzędników i dyskursów władzy?
AlIlhel/liko.\', z greckiego, oznacza zgodność z rzeczywistością
bądź prawdziwość przeżycia artystycznego
wyrażoną w dziele sztuki. Autentyk to oryginał, dokument lub dzieło. które nie jest ani kopią, ani falsyfikatem czy naśladownictwem; przymiotnik "autentyczny"
z kolei odsyła do prawdziwości
i nie· .' '1.
wątp II\\OSCIAutentyzm widziany poprzez pryzmat takiej modelowej definicji staje się
dobrem pożądanym nie tylko przez rozmaite wspólnoty, grupy, osoby, ale także
przez ideologie czy towary. Surrealistyczny
duch współczesności
doprowadził
jednak do sytuacj i, w której idealne kategorie ulegają zaburzeniom i refiguracjom.
Zaburzenia te nąjwcześniej
dały znać o sobie w elitarnym świecie sztuki.
Walter Benjamin wskazywał, że dziełu nieodmiennie
konieczna jest aura, pewien stan niepowtarzalnej
wyjątkowości
i autentyczności
- jej znaczenie osłabło wszelako radykalnie
w obliczu masowych
reprodukcji.
Emancypacyjna
wartość przybliżenia dzieł sztuki wielu odbiorcom w różnych miejscach oznacza w istocie upadek autonomii dzieła. Ta droga demokratyzacji
dokonań artystów, \\edle Bel~iamina, utowarowiła sztukę"", zrównała jej salony z salonami
fabryk samochodów czy kreatorów mody.
Zagadnieniem
nie dającym się w tym kontekście zbagatelizować
jest autentyzm towarów, ich swoista "aura". Posiadanie określonych
przedmiotów
staje
się bowiem nic tylko sugerowaniem
własnego prestiżu, ale także dowodem
ee E. Skolnicka-lIlasic\\iu
.. Rola państH'a wohec integracji europejskiej.
w: Integracja
pejs~a. /l11p/i~acie d/a {'olski. rcd . .I. Czaputowicz.
Kraków 1999. S. 111-112.
,; SIOll'J1ik ,,'vra'::ólI' ohn'C!/. Warszawa 1991. s. 85,
e. W, Iknia~in. ,Iniol lii\'!orii L\'(~ie, s.::kice,fi'agmen(v. wyhór i oprac, H. Orlowski, Pomań
euro-
1996,
136
na konkretną przynależność.
Dlaczego, zapytajmy, piłkarski klub Bayern Monachium sprzedaje w Hamburgu więcej koszulek ze swoją nazwą niż udaje się
to dwu lokalnym zespołom, HSV i St. -Pauli, razem wziętym? Czyżby fascynacja image'em zajmowała miejsce poczucia lokalnej wspólnoty?
Częste podkreślanie
przez badaczy tego, że tożsamości są obecnie bardzo
elastyczne, w ciągłym momencie stawania się, kreowane i wyobrażane, może
prowadzić do wniosku o ich utowarowieniu.
Tożsamość byłaby zatem jednym
z towarów globalnej konsumpcji symbolicznej,
a autcntyzm rodzajem metki na
tym towarze, jego gwarancji. Tak rozumiany, autentyzm ma charakter multilokalny: oto etykietę Made in Germany zastępuje się hasłami Made in Mercedes
albo Made in Ford, odwołując się do image'u i "aury" towaru raczej, niż do
tradycyjnej
siatki granic P3l1stwowych. BMW produkowany
jest w Stanach
Zjednoczonych,
Siemens ma swoje montownie w Anglii, Bosch w Walii, buty
Nike klei się w Indonezji, wyposażenie domu Ikea w południowej Azji, a Toyota więcej produkuje za granicą niż w rodzimej Japonii. Są to, oczywiście,
efekty chłodnej kalkulacji zysków i strat2', czy nie nakżałoby jednak dopatrywać się w tych procesach także ekspansji autentyzmu oderwanego już od lokalności i uczestniczącego w globalnym systemie popytu i podaży na przynależność?
Autentyzm stał się elementem tych zjawisk kulturowych,
którym cały czas
odmawia się bycia rzeczywistymi
rezultatami świadomcj i wartościowej działalności. Przykładem sztandarowym
jest tutaj, rzecz jasna, popkultura. Autentyzm ma być w jej przypadku rzekomo, przewrotny i obnażający. Demaskatorsko pisał Leo Lowenthal: ,Xultura popularna ma własne autentyczne cechy:
standaryzację,
stereotypowość,
kłami iwość ,,2(,. Wypow iedzianc już niemal
przed półwieczem słowa straciły na aktualności i przckształciły się dziś w swoją
antytczę. To kultura popularna jest obecnie rzecznikiem i propagatorem muzyki
z wyraźnymi korzeniami etnicznymi, ze znakiem kulturowego autentyzmu; to w jej
ramach realizują swoje projekty nie tylko latynoscy mucho w rodzaju Enrique
Iglesiasa czy Rickiego Martina, ale także leciwi muzycy kub3l1scy z Buena
Vista Social Club, orkiestra weselno-pogrzebowa
Gorana I3regovica czy lubelska Orkiestra
pod wezwaniem
św. Mikołaja, reanimująca
pieśni Hucułów
i Bojków, melodie z Podlasia i Zakarpacia. Popkultura doceniła autentyzm muzycznych trady~ii. przywracąjąc
wiele z nich do życia w kulturze, która jest
wielkim spotkaniem ludzi-w-podróży.
Autentyzm - to inwencja. Choćby o tak żywiołowym
charakterze, jaki cechuje ruch New Age. Właściwy mu ekspresjonizm
przywraca wagę wartościom
wolności, samorealizacji,
autentyzmu. Niezwykle istotne i popularne w nurcie
2' Patrz np. H.-I'. Martin
i II. Schumann,
byl, przel. M. ?ybur<!. Wroelaw I (N9.
26 L. I.owenthal.
!lisloriCLiI I'erspeclives
r/rls in America. cds. B. Rosenberg.
I'lIlapka glohalblcji
.. ·Jtak I/{/ demokracji: i dobro-
0/ Poplllul'
II:
D. M. While.
Gknoec
CIIIIIII'('.
Mass ClIlllIr(':
1957. s. 109.
nU! Popll/ur
137
New Age elementy tradycj i celtyckLch traktuje się nade wszystko ,Jako jakość,
a nie kwestię historycznego czy geograficznego
faktu"27.
Poza procesami wytwarzania tradycji i autentyzmu, mamy do czynienia także z wytwarzaniem
oryginalnych
obrazów. Czy można bowiem zarzucić fałsz
wizerunkowi ,.świętego mędrca" z długą brodą, którego fotografuje się na tle
tybetallskiej świątyni? Cóż z tego, że jest to jego etatowe zajęcie i sposób zarobkowania - każdy ,.święty mędrzec" w tym miejscu wygląda tak samo. Podobnie daje! się traktować informacje o inscenizowaniu
niektórych zdjęć z niedawnej wojny na Ba/kanach. Kanonada za pieniądze dziennikarzy jest tak samo
autentycznie śmiercionośna,
co i wystrzelona na rozkaz dowódców.
Moralna naganność postępowania
reporterów działających w ekstremalnych
warunkach (co gwarantuje
także ekstremalnie
sensacyjne
doniesienie)
koresponduje z uwagami na temat autentyzmu, jakie poczyniła Kirsten Hastrup.
Powiada ona, że autentyczność jest 'uwikłana i łączy się z trzema zjawiskami
wyraźnie zaznaczającymi
swoją obecność
w życiu współczesnych
społeczellstw. Są to kolejno: ideologia indywidualizmu,
rozpad wspólnej etyki oraz
28
domina~Ja rozumu instrumentalnego
nad innymi formami racjonalności .
Przyznanie racji tym stwierdzeniom,
które pokrywają się z wcześniejszymi
spostrzeżeniami,
powoduje, że autentyzm postrzegać należy jako kategorię niezmiernie istotni! przy rozpatrywaniu
bardzo różnych krajobrazów kulturowych:
od polityki i sztuki. poprzez ekonomię, kulturę popularną, aż do moralności.
Przy czym, bardzo ostrożnie wypada odnosić się do przytoczonej wyżej słownikowej definicji autentyzlllu. Jego kulturowe oblicze bliższe jest bowiem naśladownictwu raczej niż niepowtarzalności,
wytwarzaniu
rzeczywistości,
niż adekwatnemu zdawaniu sprawy z tego, czym ona jest. Ekonomiczny
globalizm,
utowarowienie sztuki, etos muzyki folkowej, ruch New Age - to zjawiska, które
poświadcz<uą o tym. że autentyzm jest fikcją kultury, geniuszem naśladownictwa, mas'Jwą aurą image ·u. Kultura powtarza (znowu!) zuchwały gest Marcela
Duchampa. który umieszczając
w galerii zwykły pisuar, kazał dopatrywać się
\V nilll war10ści estetycznych.
Arbitralność tej decyzji, wycięcie pewnych e/ementów i połączenie ich w nowym kontekście, stawia nas w nagłej sytuacji
oceny i wyboru: czy autentyczna jest moja płytoteka, mój księgozbiór,
moja
wiedza, marzenia, cele. wartości, a wreszcie i całe moje życie?
Jedno wszak wydaje się być pewne: tych kilka refleksji nasuwiUących się
przy lekturze KlojJo/ów :::kullurq Clifforda przesądza o autentyczności
jego
spojrzenia. Ilu antropologów może się tym dzisiiU pochwalić?
Waldemar
Kuligowski
~7 Za: i\. I:. Kubiak. () IIOIlO\1'oc::esno.ki
New Age ret::jes::ce.
w: Religia i kultura IV globali::ującym sil,' .vwiecie. red. M. Kemrny. G. Woronieeka.
Kraków 1999. s. 72.
2S K. H'L'i1ror... , p({.\"sII~eto Anthropology.
Betwf'en ł:,perif'nce and Theory. London 1995. s. 5-6.
138
KILKA UWAG bo ARTYKUŁU:
J. URRY, MARlA ANTONINA CZAPLlCKA. ŻYCIE I PRACA
W WIELKiEJ BRYTANII I NA SYBERII, "LUD" T. 82, 1998.
D. N. COLLINS,
Artykuł ten ma wyjątkową wagę naukową ponieważ bardzo dobrze zostały
w nim wyzyskane zarówno archiwalia, jak i dotychczasowa
literatura przedmiotu. Ponieważ sam przez długie lata zajmowałem się historią polskich badań
na Syberii, jestem w stanie bardzo wysoko ocenić tę pracę. N iemniej jednak
wydaje mi się, że należałoby autorom postawić jeszcze kilka pytall dla uzupełnienia obrazu:
I. Chyba autorom była znana, skoro korzystali 7 dokumentów, dokładna data, to jest dziell i miesiąc urodzenia M. Czaplickiej;
2. Autorzy porównują i przeciwstawiają
M. Czaplicką i 13. Malinowskiego,
bo jakże, akurat w tym samym 1910 roku przybywa do Londynu dwoje Polaków, którzy na pewno się znali (ślady tego są w Malinowskiego
Diary in the
Strict Sense ofthe Term, London 1967, s. 59, w którym Maria Antonina występuje jako Tośka), ale wydaje się, trafniej byłoby spojrzeć z trochę innego
punktu widzenia. Jak wynika z artykułu, musiała wówczas istnieć mała grupa
osób, z których prawie wszyscy zrobili kariery naukowe, a którzy pomiędzy
sobąjuż wówczas dobrze się znali. Myślę przede wszystkim o (por. s. 69 artykułu) Barbarze Freire-Marreco
(później Mrs. Aitken, a nie Aitkin!). Przecież to
ta sama osoba, którą B. Malinowski wspomina na pierwszym. miejscu we wstępie do Życia seksualnego dzikich (Warszawa
1957, s. XXV). Szkoda też,
że autorzy nie zacytowali
dokładnie nekrologu napisanego
przez B. FreireMarreco. A kolejnym ich kolegą mógł być Alfred Reginald Brown (RadcliffeBrown), który przecież w roku akademickim
1909-1910 występuje jako lecturer w LSE (zob. A. Kuper). W latach 1910-1912 Brown wyjeżdża na badania
i potem wraca do Londynu;
3. Nawiązując do s. 61, na temat studiów warszawskich.
Jej wykładowcami
byli m.in. Aniela Szycówna (1869-1921),
psycholog i pedagog, Stefan Kalinowski (1873-1946),
fizyk oraz najbardziej
fascynujący
Wacław Nałkowski
(1851-1911),
geograf, notabene ojciec pisarki Zofii Nałkowskiej, który też wywarł największy
wpływ, i u którego należy szukać powiązałl geograficznoetnograficznych ;
4. W sprawach dotyczących współpracy (s. 63), autorzy powołują się na samą Czaplicką,
która nie zawsze podawała
imiona (zob. Czaplicka,
1914a,
s. XIV): Mr. Maksimoff - mnie się wydaje, że należy się domyślać A. N. Maksimova (1872-1941),
publikującego już mniej więcej od 190 I roku, późniejszego profesora w Moskwie (1919-1930), później wyrzuconego,
który znany był
z bardzo obszernej kartoteki bibliograficznej;
5. Szkoda wielka, że autorzy, którzy napisali: "Odważnie analizowała sprawy płci ... " (s. 63), nawet nie zająknęli się o książce, którą zamordowała
postwiktoriaóska
cenzura. Myślę o pracy Shamanism and Sex, ed. by M. A. Czaplicka, Oxford 1914, Clarendon (cytowana w ,.Annual Review of Anthropo-
139
logy" vol. 16, 1987. s. 90), przecież tam jest jedyna znana mi wzmianka w literaturze przedmiotu. Miny'y dwie wojny światowe i drukowane katalogi bibliotek milczą. Wi«c co się stało z tą książką? Wątpię, ażeby została udostępniona
szerszej publiczności;
6. Na s. 68-69 przyczyny śmierci M. A. Czaplickiej. Szkoda wielka, że autorzy nie napisali o tym, co dla nich było zrozumiałe, że w Anglii nadal, jeszcze
po II wojnic światowc:i. obowiązywała
zasada więzienia za długi. Przecież
w Polsce mówiono głośno, że Zofia Kossak została wykupiona
przez PAX,
a S. Cat-Mackiewicz
ucicld do Polski, ażeby nie iść do więzienia. A to była
chyba przyczyna najważnicjsza
śmierci, tym bardziej, że Czaplicka nie dostała
przedłużenia kontraktu w Bristolu. Sami autorzy bardzo trafnie zaznaczyli jednak,
że w Polsce też miałaby trudności ze znalezieniem pracy. Wiadomo, że w roku
1919 objechała prawie cah, Polskę;
7. Dotyczy H. Halla, szkoda, że autorzy nie podali nawet roku jego urodzenia, zadawalając się jedynie rokiem śmierci - 1944. Poza tym przydałoby się
trochę więcej wiadomości
o nim, niezrozumiałe
dla mnie jest to, że autorzy
nie zacytowali nawet jego relacji z. ekspedycji syberyjskiej
(zob. Hall H. U.,
Tlie Siberian 1:~'(fJedifi(}n,"The MUSCliill Journal" vol. VII, 1916, s. 27-45, il. 27).
Oczywiście, wszystkie wymienione
przez autorów przyczyny mogły załamać i duż0 silniejszego czlowieka niż delikatną kobietę.
Podsumowując,
autorom należy się głęboka wdzięczność
za już dokonaną
pracę i prośba o ciąg dalszy. Najbardziej
cieszy zapowiadana
edycja dzieł
wszystkich M. A. Czaplickiej.
Witold Armon
