http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/3735.pdf

Media

Part of Recenzje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1954 t.8 z.6

extracted text
SKARBY PODHALA
Opracowanie i materiały — Józef Grabomski, ilustracje — Maria Orłowska, kompozycja
graficzna — Aleksander Haupt, tekst — Maria Kann, redaktor techniczny — Adam Warchła.
Wydawnictwo „Sztuka", Warszawa 1954. Stron 24, format A-5. Nakład 15.000 egz.
Z prawdziwą radością powitaliśmy pierwsze popular­
ne wydawnictwo z zakresu sztuki ludowej. Wydaw­
nictwo to, w postaci broszury-prospektu z licznymi
jedno- i wielobarwnymi ilustracjami i rysunkami,
sprawiało wrażenie prawdziwie masowej publikacji,
tak potrzebnej dla szkół, świetlic i każdego miłośnika
ludowej sztuki. Atrakcyjność wydawnictwa podnosiła
niska cena — 5 zł!
Radość ta zmalała jednak po bliższym zapoznaniu
się z tomikiem. Co tu dużo mówić, książka — pomimo
szeregu interesujących zdjęć i słusznej ogólnej koncep­
cji — nie jest dobra. W „Skarbach Padha'a" trudno
dostrzec prawdziwe Podhale, a i skarby skutkiem nie­
frasobliwości ilustratora robią nieraz wrażenie fal­
syfikatów. Książkę odkłada się z uczuciem rozczaro­
wania i żalu do tych, którzy ją tak wydali.
Niedobrze by się jednak stało, gdyby „Sztuka", znie­
chęcona tym pierwszym nieudanym dzieckiem (a raczej
podrzutkiem dawnego wydawnictwa artystycznego
CPLiA), zrezygnowała w przyszłości z dalszych, oczy­
wiście lepszych pozycji tego typu. Obok poważnych,
naukowych opracowań czy popularno-naukowych mo­
nografii w rodzaju wydanych niedawno przez tę samą
„Sztukę" — Romana Reinfussa „Skrzyń ludowych" —
konieczne są popularne, barwne, tanie albumiki poka­
zujące piękno sztuki ludowej poszczególnych ziem, dają­
ce krótkie informacje i przegląd najlepszych prac
ośrodków, a więc malowanek Zalipia, wycinanek kur­
piowskich czy tematycznych wyklejanek łowickich.
Publikacje takie najpełniej realizować będą postulat
zbliżenia szerokich mas do piękna naszej ludowej sztu­
ki, rozbudzenia zainteresowań plastycznych w ruchu
świetlicowym itp. Ale jeden warunek — seria taka
musi być wydana z dużą pieczołowitością i fachowo­
ścią. Gdzie jak gdzie, ale w wydawnictwach popular­
nych każdy błąd czy niechlujstwo mści się najbardziej,
dylentatyzm i radosna niefrasobliwość stają się szkod­
nictwem.
Dlatego właśnie tak istotna jest odpowiedź na pyta­
nie — w czym leży źródło błędów „Skarbów Podhala"?
Zacznijmy od stwierdzenia, że maleńka ta książecz­
ka posiada, sądząc z winiety, wyjątkowo liczną obsadę
redakcyjno-autorską. Firmuje ją nazwisko poważnego
znawcy sztuki ludowej, miłośnika Podhala — dra J ó ­
zefa Grabowskiego. Piszę „firmuje" z całą świadomo­
ścią, trudno bowiem inaczej nazwać fakt użycia jako
parawanu nazwiska człowieka, który dał co prawda
koncepcję książki, ale — jak to łatwo stwierdzić po­
równując pierwotny tekst — koncepcję w dużej mierze
zniekształconą w dalszej realizacji. Dr Grabowski do­
starczył również materiały, z których część została bez
porozumienia z nim zamieniona. Pół biedy, jeśli cho­
dzi o ilustracje, gorzej, że na tekście opisowym doko­
nano takich operacji, które nie tylko zniekształcają
sens, ale dają szereg mylnych informacji. Tak np. baca
to nie najstarszy pasterz, jak to sugeruje tekst, ale
kierownik gospodarki pasterskiej na szałasie. Pudełko
przedstawione na ryc. 7 nie jest wykonane z łyka, lecz
plecione z korzeni jałowca. Przyrząd do przędzenia
włókna nie nazywa się „kołowrót", ale kołowrotek,
a na Podhalu „wózek". „Brembolce" (poprawniej „brymbulce") to nie ozdoby z czerwonej włóczki, lecz meta­
lowe ozdoby na łańcuszkach od spinek bądź też mo­
siężne kulki nanizane na sznurek i noszone jako na­
szyjniki (Antoniewicz: Spinki góralskie, s. 21). „Orna­
menty na wyrobach metalowych robione były ostrym
narzędziem." — Nieścisłe. Jakim? Do zdobienia zwyk­
łych wyrobów kowalskich używa się na Podhalu tłocz­
ków, czyli stempli! „Trudno spotkać kowala, który
zdobi młotki, okucia do drzwi czy też okucia do dyszla."
— Nieprawda. W każdej wsi na Podhalu żyją kowale,
którzy to potrafią i nadal wykonują. Potknięć takich
można wyl>zyć więcej.

W jmię czego dokonano tj ch „poprawek" pierwot­
nego tekstu? Jak się wydaje, wydawnictwo — w słusz­
nej trosce o dostępność tekstu dla najszerszych warstw
czytelniczych,
zwłaszcza
młodzieży
— przeka­
zało tekst pierwotny do opracowania literackiego
p. Marii Kann. Niestety, nie zadbało o to, aby skontro­
lować ostateczną wersję, aby uzgodnić ją z fachowcem,
który przecież figuruje na stronie tytułowej jako od­
powiedzialny za „opracowanie i materiały".
I tu sięgamy do sedna sprawy — współpracy wydaw­
nictwa (a ściślej właściwej redakcji merytorycznej)
z autorem opracowania.
Współpraca ta w fazie realizacji — niemal nie ist­
niała. Redakcja merytoryczna — jak się wydaje słabo
zorientowana w problematyce — w pogoni za wskaź­
nikami, normami, terminami, nie uważała za słuszne
przekonsultować z autorem ani tekstu (o czym wyżej),
ani strony ilustracyjnej. W rezultacie zaangażowano
grafika, który miał opracować ilustracje, dokonać licz­
nych kopii rysunkowych przedmiotów znajdujących się
w Muzeum Tatrzańskim i w innych muzeach. Nie
zwrócono jednak uwagi na to, że kopia etnograficznie
wierna — to sprawa, której nie można zawierzyć jedy­
nie artystycznemu wyczuciu grafika, po raz pierwszy
chyba stykającego się ze sztuką ludową. Brak kontroli
fachowej spowodował, że otrzymaliśmy w wielu wypad­
kach przedmioty sztuki ludowej „poprawione", „upięk­
szone". Trudno żądać od plastyka poszanowania sztuki
ludowej, to sprawa jego poglądów estetycznych i sma­
ku. Można natomiast chyba wymagać od wydawnictwa
prymitywnej w tym względzie rzetelności, zwłaszcza
gdy chodzi o popularyzację tejże ludowej sztuki.
Aby nie być gołosłownym — kilka przykładów.
Odrzwia (s. 4), cyrkiel (s. 7, ryc 9), maglownica (ryc.
12) czy grabie — rysowane są niedokładnie, niedbale
albo wręcz błędnie („Ospinki", ryc. 13). Przęślica" (ryc.
15) posiada złe proporcje (pióro zbyt masywne, przysiadka za krótka); łyżnik (ryc. 8) publikowany jest „do
góry nogami". Ornament na grabiach nieczytelny w ry­
sunku. Zawias żelazny (s. 8, ryc. 9) źle narysowany.
Główna sztaba pozioma jest pod kątem 45°, a boczne
odgałęzienia u góry. Zakończenie zawiasu zgięte pod
kątem prostym, co jest nonsensem, ponieważ zawias taki
nie da się przybić do drzwi. Młotek (ryc. 3) ma dowol­
nie zmieniony kształt i w szczegółach ornament. Spinka
(ryc 4) narysowana niedbale. Okrągłe wałki po krajach,
kształt „przekolaca" (nie „przekołaca", jak w tekście!)
podobny do strzałki na transformatorach wysokiego
napięcia. Jakże takim przekolacem przeczyścić fajkę?
Łańcuszek przy nim, złożony w rzeczywistości z po­
szczególnych ogniw, w interpretacji plastyka upodobnił
się do kręconego sznura, jakim przepasuje się szlaf­
rok. Fajka (ryc. 6) ma błędne proporcje i niewłaściwy
kształt cybucha. Czerpaki i warzecha (s. 18, 19) błędne
w proporcjach. Z powodu użycia 3 kolorów odnosimy
wrażenie, jakby ucha czerpaków były
malowane.
Zwierzę na rączce warzechy z powodu użycia odmien­
nego koloru sprawia wrażenie zrobionego z innego
materiału. Warzecha ta nie przypomina zresztą w n i ­
czym znanego wszystkim miłośnikom sztuki podha­
lańskiej oryginału, znajdującego się w Muzeum Ta­
trzańskim. Śliczny miś w realizacji grafika przypomi­
na szczura, niefortunnie przylepionego do rączki wa­
rzechy. Źle narysowane formy do wyciskania serków —
niezgodne z odciskiem (ryc. 7 i 8). W dziale instrumen­
tów muzycznych główka kozy w interpretacji plastyka
upodobniła się, do murzyńskiego fetysza. Jak na nie­
wielką publikację, ilość uchybień raczej niemała...
Nasuwa się pytanie: czy w przyszłości nie byłoby
bardziej celowe szersze posługiwanie się fotografią?
W wielu wypadkach było to możliwe i na pewno da­
łoby wierniejszy i piękniejszy dokument sztuki.

382

Inna rzecz, że oglądając fotografie zamieszczone w
„Skarbach Podhala" mimowoli myśli się o wyższości
rysunku... Ale to już sprawa inna — poziomu edytor­
skiego książki.
Wiemy, z jakimi trudnościami borykają się wydaw­
nictwa, jak wątła jest jeszcze baza poligraficzna zdol­
na do produkcji
wysokowartościowych
publikacji.
Praktyka pokazała, że „Sztuka" przezwycięża dawne
CPLiA-owskie grzechy, że niemal, z pozycji na po­
zycję widoczne jest podnoszenie się poziomu jej wydaw­
nictw. Niemniej z obowiązku recenzenckiego wspom­
nieć muszę o kilku usterkach szczególnie rażących w
omawianej książce. Kolor — niemal wszędzie jakiś
umowny, zwłaszcza nieudana zieleń
i niebieski.
Okładka nie sprawca przyjemnego wrażenia, i to
zarówno ze względu na kolory, jak też na jakąś
nieprzyjemną, „tłustą" konsystencję i samą kompozycję
(góral robi wrażenie woskowej figury). Fotografie re­
produkowane b. słabo. Odbitka redyku sprawia u nie­
wtajemniczonych wrażenie spędu psów, a nie owiec,
które na dalszym planie „zatarły się". Turystka, w i ­
doczna na zdjęciu ostatnim, wisi w powietrzu, a nie
stoi na ścieżce itd.
Należy również wspomnieć o paru błędach korektorskich. Istotny i niestety nie uwzględniony w żadnej
„erracie" — to pomylenie podpisów .pod strojami.
Napis „Spisz" umieszczony jest pod strojem oraw­
skim i odwrotnie.
Zastrzeżenia dotychczasowe skierowane były głów­
nie pod adresem wydawnictwa i w zasadzie sprowa­
dzają się do stwierdzenia, że duża ilość błędów i niechlujstw wynika z niedostatecznej koordynacji książki
przez fachowego autora, z wadliwej praktyki wewnątrz-redakcyjnej, sprowadzającej autora do roli szyldu
i parawanu, za którym dzieją się różne sprawy, redak­
cji tylko wiadome.
Niezależnie od tego trzeba jednak zgłosić zastrzeżenia
i pod adresem dra Grabowskiego. Autor, naszym zda­
niem, nie ma prawa w żadnym wypadku godzić się
na to, żeby jego kompetencje zostały naruszane. Jeśli
wydawnictwo nie zdradza zbytniej ochoty do konsulto­
wania się, uzgadniania zmian i tym podobnych poczy­
nań — obowiązkiem moralnym autora jest domagać się
tego, chociażby ze względu na to, że niezależnie od
wszystkiego, nie wydawca, ale autor odpowiada za
swe dzieło.
Z drem Grabowskim chciałabym ponadto posprzeczać
się o kilka spraw. Umieścił on w książce wnętrze izby
góralskiej, co nie może oczywiście budzić zastrzeżeń.
Kwestionowałabym natomiast słuszność wykonania ry­
sunkowej kopii na podstawie izby z Muzeum Etno­
graficznego w Krakowie, przez co powtórzono błędy tej
ekspozycji, jak — umieszczenie skrzyni sarkofagowej
nieznanej na Podhalu czy umieszczenie pościeli z kanafasu występującego na Spiszu. Dyskutować można
wysunięcie —• w ilustracji — stołu na środek izby, nie
wiem, czy taka licentia grafica była konieczna. Poza
tym wolałabym, aby spinka (ryc. 2) i spinka do pasa
(ryc. 7) miały kształt bardziej typowy dla zdobnictwa
góralskiego. Szkoda również, że — obok ciekawej i
słusznie umieszczonej skrzyni malowanej ze zbójni­
kiem z 1846 r. — nie pokazano typowych dla Podhala
skrzyń o ornamencie rysowanym.
Warto by również nieco szerzej omówić problem
rzeźby podhalańskiej, która — pod wpływem importu

z Tyrolu różnych eksperymentów Kovacsa czy Neużila —• zmieniła w ostatnich dziesiątkach lat swój cha­
rakter. Szkoda, że nie nawiązano w książce do prac
Szkoły Przemysłu Drzewnego w Zakopanem, która
zwłaszcza w ostatnich latach pod kierownictwem prof.
Kenara ma interesujące osiągnięcia, szczególnie w za­
kresie rzeźby, zabawki i pamiątkarstwa (ta pretensja
zresztą pod adresem wydawnictwa — jako że konspekt
autorski to przewidywał).
Pozostaje jeszcze problem rodzimości znanej nam na
Podhalu ceramiki. Oczywiście trudno tu zgłaszać pre­
tensje do autora, skoro zagadnienie nie jest jeszcze
opracowane od strony ściśle naukowej. Niemniej na
marginesie recenzji wdarto wysunąć ten problem, wy­
magający szczegółowego przebadania. Może Muzeum
Tatrzańskie lub PIS podejmą odpowiednie poszukiwa­
nia, i to zarówno w naszym terenie, jak i na Słowaczyźnie?
Lepiej wygląda sprawa ludowego malarstwa na szkle,
którego doskonałym znawcą jest właśnie dr Józef Gra­
bowski. Jak wiadomo, miał on jeszcze w 1947 r. za­
strzeżenia odnośnie do obrazu
przedstawiającego
„zbójników niosących dudki w kotliku", podejrzewa­
jąc tu import słowacki. Nowsze badania pozwoliły mu
na rewizję tego sądu, czego dowodem zamieszczenie
reprodukcji tego obrazu w „Skarbach Podhala".
Kończąc recenzję, dobrze chyba będzie krótko wy­
punktować nasuwające się wnioski:
1. Krytyczna ocena „Skarbów Podhala" wynika z du­
żej wagi, jaką do tego rodzaju publikacyj przywią­
zujemy. Dyskusji może też podlegać w przyszłych
pozycjach tego typu zarówno koncepcja układu,
jak i wygląd zewnętrzny (format, technika druku
itp.), poza dyskusją jest chyba jednak sama kwestia
celowości dalszych wydawnictw popularnych z za­
kresu sztuki ludowej.
2. Słuszna troska wydawnictwa o „jasny" wykład
nie może oznaczać ograniczenia kompetencji auto­
ra opracowania, który tylko w tym wypadku może
ponosić odpowiedzialność, jeśli istotnie koordynuje
prace „popularyzatora", ilustratora i grafika.
3. Żaden pośpiech i pogoń za realizacją planu nie
mogą usprawiedliwić
faktu
brakoróbstwa —
szczególnie w pracy popularyzatorskiej. Jedynie
kompetencja zespołu autorskiego i poważny sto­
sunek wydawnictwa do fachowych recenzji mogą
ustrzec przed takimi pomyłkami, jak szereg po­
zycji, wydanych w ostatnim czasie przez różne in­
stytucje (np. „Skarby Podhala" i „Stroje ludowe
Lubelszczyzny" J. Świeżego — wydane przez
„Sztukę", „Ubiory ludowe"
J. Rosen-Przeworskiej — nakład CRZZ czy niektóre przeźrocza wraz
z objaśnieniami — wydane przez „Fotoprzeźrocze").
4. Celowa jest fachowa specjalizacja grafików, re­
daktorów technicznych itp. — współpracujących
przy wydawnictwach z zakresu sztuki ludowej.
Nawet
najlepszy ilustrator, nie znający dosta­
tecznie zagadn.eń ludowej sztuki, może popełniać
żenujące błędy.
Wierzymy, że „Sztuka", która ma już poważne osiąg­
nięcia w swej pracy, pozwoli nam w przyszłości na
inne recenzje, tym bardziej że, jak się wydaje, na
„Skarbach Podhala" zaciążyły szczególnie mocno grze­
chy dawnego inicjatora-wydawcy.
Wanda Gentil-Tippenhauer

„ART P O P U L A I R E S L O V A Q U E "
Wyd. „Tatran", Bratislava
Każdego z etnografów zajmujących się zagadnie­
niami sztuki ludowej, a w szczególności tych, którzy
tkwią w zagadnieniach karpackich, zainteresować musi
piękne wydawnictwo albumowe, ilustrujące słowacką
ludową architekturę i strój wraz z haftem.
Poza kilkustronicowym wstępem
pióra
Rudolfa
Mrliana, album zawiera 265 ilustracji w postaci foto­
grafii jednokolorowych i 31 barwnych, zaopatrzonych
382

1953.

w zebrane na końcu krótkie objaśnienia opracowane
przez Jana Svetlika (architektura) i Sonie Kovaćevićovą (strój i haft).
We wstępie R. Mrlian szkicuje tło historyczne i spo­
łeczne, na którym rozwijała się słowacka sztuka l u ­
dowa, podkreślając feudalne niemal stosunki, jakie
istniały na Słowaczyźnie za czasów panowania wę­
gierskiego, zmiany, jakie nastąpiły po roku 1918, kiedy

Słowacja weszła w skład państwa czechosłowackiego,
oraz po I I wojnie światowej, gdy zagadnienie ludowej
twórczości artystycznej stało się przedmiotem zainte­
resowania państwa ludowego.
Omawiając dalej poszczególne działy ludowej twór­
czości plastycznej, autor wstępu wychodzi poza zakres
tematyki zawartej w części ilustracyjnej i zajmuje się
pokrótce ceramiką, rzeźbą i malarstwem.
Wstęp ze względu na swe szkicowe i popularne uję­
cie nie konkuruje z częścią ilustracyjną, która dla czy­
telnika polskiego stanowi przede wszystkim zbiór ma­
teriałów porównawczych, obrazujących bogactwo sztuki
ludowej naszych zakarpackich sąsiadów.
W części pierwszej albumu, poświęconej architekturze,
materiał zgromadzony został według nie zawsze konsek­
wentnie traktowanych regionów geograficznych, okre­
ślonych w dodatku w sposób bardzo ogólny („Słowacja
centralna", „północna" itd.). Poszczególne regiony ilu­
strują zdjęcia przedstawiające krajobraz, wsie na
tle krajobrazu, charakterystyczne zespoły architekto­
niczne, pojedyncze budynki i ich fragmenty. Stosunko­
wo najobficiej ilustrowany jest region podtatrzański,
wykazujący w wielu elementach (materiał, proporcje,
forma dachu z „koszyczkiem" i „pazdurem", z ryzowa­
nymi tragarzami) bezpośrednie analogie z ludową archi­
tekturą polskiej Góralszczyzny. Specjalną uwagę zwra­
cają w tej grupie dekoracje malowane wapnem na
zewnętrznej stronie obramienia okien w Żdziarze na
Spiszu, świadczące o rozwoju tej gałęzi zdobnictwa w
porównaniu z prymitywną dekoracją, jaką tam, przed
blisko półwieczem notował Władysław Matlakowski
(„Zdobienie i sprzęt ludu polskiego na Podhalu", ryc. 94
•— 98). Wśród fotografii ze Żdziaru znajdujemy rów­
nież piec malowany w kolorowe rozety i schematycz­
nie traktowane postacie ludzkie. Być może tak malo­
wane były dawniej piece na obszarze naszej Sądeczyzny, o czym wiemy z opowiadań starych informatorów,
a czego już dziś — jak się zdaje — w terenie nie znaj­
dujemy.
Uproszczony podział materiału według stron świata
spowodował, że architektura „Słowacji zachodniej"
przedstawia obraz dosyć niejednolity. Znajdujemy tam
bowiem zarówno piętrowe, bogato malowane domy
z Cicman (duża wieś leżąca w powiecie Żylina), nawią­
zujące raczej do budownictwa górskiego, i typowe n i ­
zinne glinobitki kryte strzechą z Suchej, Cataja czy
Traehovic, leżących na dolinnych terenach Słowacji,
na południe od Trnavy i Nitry.
Budownictwo centralnej i południowej Słowacji re­
prezentują budynki murowane, kryte słomianymi da­
chami czterospadowymi lub naczółkowymi o bogato
zdobionych szczytach (Sladkovićovo). Najsłabiej zilu­
strowane jest budownictwo „Słowacji wschodniej".
W serii zdjęć architektonicznych znajduje się kilka
interesujących fotografii wnętrz, dokonanych nie w
sztucznej muzea nej scenerii, jak to się często spotyka
w wydawnictwach naukowych, ale wprost w terenie.
Dział architektury zamykają doskonałe zdjęcia (nie­
stety nie kolorowe), przedstawiające znane już szeroko
polichromie wnętrz z Cataja (pow. Pez.nok), Vem'ćnego i Piestan (Piszczan) na zachodniej Słowaczyźnie.
Część druga albumu, obejmująca stroje, hafty i tka­
niny, jest trudniejsza do omówienia, gdyż zawarty w
niej materiał nie jest uporządkowany ani wedle tech­
nik, ani wedle regionów, zaś brak orientacyjnej mapy
bądź też informacji, w jakim powiecie leżą podane
miejscowości, utrudnia zlokalizowanie poszczególnych
zabytków. Rozdział ten, objętościowo przeszło trzy­
krotnie przerastający część pierwszą, poświęconą bu­
downictwu — otwiera seria haftów wykonanych tech­
niką „filet", zdobiących antepedia z końca X V I I I i po­
czątku X I X wieku. Szczególną uwagę zwraca w nich
sposób traktowania postaci ludzkiej oraz form zwierzę­
cych. Tendencja do dekoracyjnego ujmowania tematu
bierze tu często górę nad realną obserwacją. Ciekawe­
go przykładu dostarcza tu XIX-wieczny haft kolorowy,
pochodzący z miejscowości Cataj (południowo-zachod-

nia Słowacja), w którym jako jeden z elementów wy­
stępuje szereg sylwetek kobiecych o głowach w postaci
abstrakcyjnej formy ornamentalnej. Ludowe hafty
słowackie odznaczają się szerokim wachlarzem możli­
wości technicznych i kolorystycznych oraz niesłycha­
nie bogatym zespołem motywów i rozważań ornamen­
talnych.
Porównując ludowe hafty słowackie zawarte w al­
bumie z haftami występującymi na terenach sąsied­
nich, dostrzegamy liczne nici wiążące sztukę ludową
słowacką z sąsiadującym poprzez Dunaj obszarem Wę­
gier. Ta sama barwność, ten sam lęk przed pozosta­
wieniem wolnej przestrzeni, doprowadzający niekiedy
do zupełnego zaniku wolnego tła. Drugim rysem łączą­
cym hafty słowackie z węgierskimi jest stosunkowo sil­
ny wpływ hafciarstwa stylowego, zwłaszcza renesanso­
wego i barokowego. Poprzez to wspólne źródło — nie­
które hafty zakarpackie (np. złotogłowie) czy hafty z
okolicy Piestan przypominają niekiedy hafty polskie,
i to z terenów odległych, jak np. z Kaszub czy Mazurów.
Tymi samymi niezależnymi od siebie drogami mogły
wytworzyć się pewne podobieństwa, występujące np.
w hafcie płaskim białym czy kolorowym, o drobnym
wzorze roślinnym.
Materiału, który w przyszłych badaniach mógłby sta­
nowić okazję do rozważań na temat wzajemnych
wpływów kulturalnych, promieniujących poprzez Kar­
paty, dostarczają ciekawe wschodnio-słowackie hafty
z Soporni i Senicy, wykonane liczonym ściegiem płas­
kim o geometrycznych motywach, złożonych z wystę­
pujących w różnych kombinacjach prostokątów, kwa­
dratów i meandrów, przypominających nieco podobne
w charakterze hafty ludowe polskie z południowej
części powiatu łańcuckiego (Albigowa i in.).
Tkaniny dekoracyjne w postaci pasiastych lnianobawełnianych „kanafasów" i żeberkowanych kilkukolorowych rypsów, niekiedy urozmaiconych prostym
wzorem przetykanym, dają ciekawy materiał porów­
nawczy do naszych ludowych wyrobów tkackich z po­
łudniowo-wschodniej
Nowotarszczyzny i występują­
cych w centralnej i północno-wschodniej Polsce.
Stroje pokazane są zarówno w kompletach, jak i we
fragmentach. Przeważają ubiory kobiece, które zapew­
ne — podobnie jak i u nas — zachowały się w terenie
lepiej niż męskie.
Dobór ilustracyj daje ogólne pojęcie o bogactwie i
charakterze ludowego stroju słowackiego, wyczerpujący
jednak nie jest. Widzimy więc w albumie dosyć pry­
mitywne bieliźniane ubiory kobiece z okolicy Cicman
i przeładowane haftami stroje od Trenczyna, Pobedima,
czy fantastyczne
ubrania głowy kobiet z Cajkova.
Spośród ubiorów męskich reprezentowane są ubiory
spiskie (Żdziar) i dolnoorawskie, a z południowo-słowackich ubiory z Detvy, ale bez tak bardzo charakte­
rystycznej dla ludowego ubioru słowackiego „haleny".
Tego rodzaju luk dołaby się wskazać więcej (nie poka­
zano wspaniałych słowackich parzenic, pasów tłoczo­
nych, torb juhaskich itp.). Braki, których listę można by
znacznie przedłużyć, nie zawsze dadzą się wyjaśnić
kończącym wszelką dyskusję argumentem o „braku
miejsca". Przeglądając album, widzimy w niektórych
wypadkach nadmierne szafowanie zdjęciami podobny­
mi czy fragmentami, jakie bez szkody dałoby się usu­
nąć na rzecz tematycznego rozszerzenia doboru ilustra­
cyj.
' ;
Zdjęcia oraz poziom reprodukcji — bardzo dobre.
Doskonałe są zwłaszcza niektóre reprodukcje barwne,
robione wprost z oryginału z zachowaniem wszelkich
subtelności materiału i wykonania.
Komentarze do ilustracyj, umieszczone poza tekstem,
są treściwe i dobrze zredagowane. Jednym z poważ­
niejszych mankamentów jest wspomniany wyżej spo­
sób publikowania nazw drobnych miejscowości bez
podania dla orientacji jakiejś większej jednostki admi­
nistracyjnej, np. powiatu. Podawanie
proweniencji
„Dolny Ohaj — Slovaquie méridionale" nie jest wy­
starczające, zwłaszcza w wydaniu dla cudzoziemców,
którzy przecież ńie rozporządzają szczegółowymi ma­
pami.
Rss.

W r. 1955 czasopisma Państwowego Instytutu Sztuki będą w zasadzie rozprowadza­
ne drogą prenumeraty. W niewielkiej ilości pozostaną w sprzedaży komisowej
w księgarniach naukowych „Domu Książki" oraz w kioskach, sklepach PPK „Ruch".
Stołeczne Zakłady Graficzne Nr 1. Warszawa, Wiślana 6 Zam. 1897. Pap. ilustrac. kl. I I I 120 g
A l + karton biały kl. I I I 220 g A l . Nakład 3000 egz. B-6-840

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.