http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/2780.pdf

Media

Part of Wenecja jest kobietą / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4

extracted text
Wenecja
jest kobietą.
Rzecz o wyobraźni
Dariusz Czaja
Agnieszce

V. Carpaccio, // Leone di S. Marco (fragm.)
I . Powiada się. może nie bez racji, że miasta, zwłaszcza te,
których obraz nosimy w swoim prywatnym archiwum pamięci,
ale także i te, których wizerunek jest - niezależnie od naszych
osobistych upodobań - częścią wyobraźni zbiorowej, mają swój
szczególny ..klimat" i niepowtarzalna . . a u r ę " . Czepiając się
podręcznego repertuaru metafor, próbujemy tym sposobem
nazwać to, czego nazwać się wprost nie da, to coś. czego nic
można zobaczyć, a co przecież całkiem realnie w nas/.) cli
odczuciach istnieje. Usiłujemy jakoś opisać tę nieco bezkształ­
tna materie, przestrzeń w której, jak chce przyzwyczajenie
językowe. ..pogrążamy s i ę " . ..zatapiamy", „ r o z p ł y w a m y " .
Obok tych atmosferycznych i akwatycznych skojarzeń wyko­
rzystywanych w charakterystyce miast i ich cech istotnych,
pojawiają się również inne: mówimy więc. że miasta obdarzone
sa własna osobowością, odznaczają się niepowtarzalną in­
dywidualnością, a nawet - co musi szczególnie dziwić umysły
sceptyczne - mają dusze. Jeśli tak jest w istocie, jeśli w swoich
opisach nie potrafimy uciec od samonarzucających się per­
sonifikacji, to nie sposób równocześnie nie powziąć takiego oto
podejrzenia, żc miasto, będąc w jakiś nie całkiem zrozumiał)
sposób bytem człekokształtnym, powinno posiadać płeć. A l ­
bowiem, zauważmy bystrze, nie znamy gatunku ludzkiego
\\ postaci bezpłciowej, ale wyłącznie w jego płciowym /róż­
nicowaniu. Jeśli zatem miasta naszej wyobraźni są osobami . to
najczęściej jedno z dwojga: albo muszą być obdarzone cechami
kobiecymi albo męskimi (nic można przy tym zapominać
o urbanistycznej androgynii, zjawisku rzadkim acz fascynują­
cym przez to, że łamie rygor taksonomicznej czystości).
Dla ilustracji powyższej tezy przywołajmy pewien inslruktywn) przykład. W systemie kultury rosyjskiej mającej, jeśli
wierzyć badaczom tartuskim, szczególnie semiotyczny charak­
ter, wiele kulturowych zjawisk sprowadzanych było do szeroko
pojętej problematyki znakowej. Charakterystyczne dla lej kul­
tury myślenie opozycjami znalazło swój wyraz między innymi
w semiotycznym nacechowaniu dwóch rosyjskich stolic: Mosk­
wy i Petersburga. Rozkład znaczeń odbywał się według opozy­
cyjne] pary: męskic-żeńskie. Podstawa znakowej kwalifikacji
nic były jedynie, jak można by sądzić, kategorie gramatyczne.
Chodziło o rzecz / п а с / n i c bardziej podstawową. W klasyfikacji

tej uwidocznił się bowiem ukryty podział rosyjskiej kultury.
Obydwa elementy tej opozycji należą do dwóch przeciwstaw­
nych tendencji w kulturze rosyjskiej. Moskwa jest niska,
miękka, rozłożysta, okrągła, po kobiecemu biodrzasta. Peters­
burg jest granitowo twardy, wysoki, wysmukły z wyraźnie
falloidalnym znamieniem. Tego rodzaju intuicje były częstym
motywem literackim. Wiktor Szkłowski: „Moskwa jest cała
okrągła. Moskwa była jak ciasto zabełtane wielką war/ąchwią".
Władimir Majakowski: ..Mnie / Moskwa dusiła w objęciach
/ swych nieskończonych Sadowych o b r ę c z ą " . Petersburg nato­
miast dumnie pręży swą męskość. Andriej Biełyj: „dręczące
niemiłosiernie błyszcząc, wbiła się w wysokie niebo prze­
szywająca pietropawłowska iglica". Szkłowski: „wznosi się
wysoka, jak centrum wiersza lirycznego, iglica twierdzy Pietr o p a w ł o w s k i e j " . Komentuje semiotyk: „ T o symboliczne mał­
żeństwo stolic było skłócone. Petersburg został stworzony
z niczego, wolą cara Piotra 1. Pierwiastek żeński. Moskwa,
istniał wcześniej. Odwrotnie niż w Genezis. W Rosji pierwias­
tek męski został utworzony z cząstki pierwiastka żeńskiego.
Z Moskwy została wyjęta jej stoliczność. W Petersburgu byl car,
dwór, był środek państwa. Jaki dziwny, bo przecież na granicy
Rosji, w błotach, gdzie świat się kończył. Przesunięcie centrum
z geograficznego środka na granicę zachwiało strukturę całości.
Żeńska Moskwa była w opozycji. Nie tylko symbolicznie, ale
realnie. Odsunięci od tronu bojarzy skupiali się w Moskwie. (...)
Cała stara arystokracja, cala stara kobiecość Rosji patrzyła stąd
nieufnie na północ, patrzyła z realnego środka na nowy środek
semiotyczny, który wydawał się czymś nierealnym, niesamowi­
tym, nienormalnym." Trudno się dziwić. Przeniesienie stolicy
na północ oznaczało nie tylko bolesną zmianę środka i utratę
przez Moskwę politycznego prymatu, było również wyrazem
ogromnej zmiany cywilizacyjnej: na miejsce ksenofobicznej,
kobiecej Rosji wchodził z impetem Petersburg - otwarty na
inność, ciekawy świata, Europejczyk. Tę europejskość odnaleźć
będzie można jeszcze dwieście lat później, nie tylko w architek­
turze, ale również w nazwie jakiej w odniesieniu do swojego
miasta używali mieszkańcy zsowielyzowanego Leningradu
1

2

- .,Piter".Przypomina ono imię Piotra I , imperatora i projektu;
dawcy Sankt Petersburga, i co ważne - jak odnotowuje Brodski
- „brzmi z lekka obcojęzycznie, co odpowiada czemuś bez
wątpienia cudzoziemskiemu, obcemu w atmosferze tego mias;
ta: budynkom o europejskim wyglądzie, a może i samej
lokalizacji w delcie północnej rzeki, wpływającej w otwaruwrogie morze" . Czy miasto o takim imieniu może być kobietą
Nie. Piter to jest zdecydowanie mężczyzna.
A inne miasta o osobliwej „ a t m o s f e r z e " i niepowtarzalnej
„osobowości"'.'Weźmy Pragę. W liście do przyjaciela,
^
się z lekka przerażony Kafka: ..Praga nie wypuszcza. t \
wypuści żadnego z nas. To mateczka z pazurami" - ^
Prochazka dopowiadał w tym samym tonie, eksponując hardzi
1

z

4

• T e k s t jest r o z d z i a ł e m p r z y g o t o w y w a n e j

rażona.
146

książki

Wenecja wyob­

W

,

e

Ф

jeszc/.e demoniczną naturę miasta: „Nigdy nie przestaje mamić
swoimi czarami - ta stara diablica Praga" . W komentarzu do
tych stwierdzeń Angelo Ripellino stawia kropkę nad „ i " : „Gdy
cię usidli, otoczy swoją mgłą, swoim urokiem, swoim trującym
miodem, to j u ż nie popuści, nie wybaczy"''. Mamy więc Pragę
magiczną, złudną, fantomatyczną , ale nade wszystko kobiecokuszącą. Praga anektuje, wsysa, wciąga w siebie, nie wypuszcza
ze swych objęć. Czarownica z kompleksem modliszki. Bez
wątpienia - kobieta.
Nieco podobnie prezentuje się Paryż Andre Bretona.
W Nadji, Paryż widziany okiem surrealisty staje się miejscem
cudowności, przypadku, jasnowidzenia. Ale jest to również,
miasto-kobieta. Kontakt z miastem, wejście w przestrzeń
paryskich ulic jest dla Bretona rodzajem intymnego spotkania,
miejscem spełnienia, doznaniem parareligijnej natury. Płeć
Paryża nie jest jednak aż tak, jak to miało miejsce w przypadku
Pragi, jednoznaczna. Z racji obecności w nim Wieży Eiffla
- tego najbardziej znanego emblematu i skrótowego obrazu
miasta - w której bez trudu odnajdziemy semantyczny od­
powiednik petersburskiej iglicy, przyjmuje czasem Paryż bar­
dziej męski charakter." Byłby więc wyobraźniowy Paryż zawie­
szony między kobiecą, uległą „ n a t u r ą " (może jej architek­
toniczny ekwiwalent dałoby się dostrzec w niepokojącym
prześwicie Łuku Triumfalnego?) a mocno w nim zaakcen­
towanym pierwiastkiem męskim.
Porzućmy jednak freudowskie asocjacje, bo nie w nich sedno
rzeczy. Tych kilka, wybranych bez troski o chronologię i syste­
matykę, przykładów, przekonuje chyba dowodnie, żc miasta
naznaczone historią, miasta naszych olśnień i fascynacji mają
płeć. że wyobraźnia przydając im osobowość, tożsamość i duszę
nie zapomina o tym. by wyposażyć je w atrybuty kobiecej bądź,
męskiej „natury".Kwalifikacje le mają wymiar nie tylko czysto
formalny. Niosą ze sobą całe bogactwo znaczeń i sensów. Toteż
niezmiernie zajmującym zadaniem byłoby bliższe przyjrzenie
się pod tym względem obrazom miast utrwalonym w literaturze.
Jak nacechowany jest Petersburg Dostojewskiego? Rzym Mandelsztama? Dublin Joyce'a? Berlin Dóblina? Aleksandria Kawafisa? Wiedeń Musila? Nowy Jork Dos Passosa? A - czemu
nie! - Warszawa Tyrmanda. Konwickiego. Kisielewskiego.
Biuloszewskiego i, całkiem świeże świadectwo, Tulli? Czy są to
organizmy męskie, żeńskie, czy obojnacze? I chociaż możliwo­
ści odpowiedzi jest niewiele (włączając androgynię - ledwie
trzy), to tego rodzaju studium z anatomii wyobraźni z całą
pewnością byłoby grzechu (poznawczego) warte.' Bo wyob­
rażone, nie znaczy - nierzeczywiste. Wyobraźnia jest ogromną
sferą sensotwórczą. Dostarczane przez nią obrazy i fantazmaty
mają swój ciężar a nierzadko moc silniejszą niż „ o b i e k t y w n e "
sądy i stwierdzenia. Te pierwsze, zdarza się, stanowią istotną
i nieusuwalną część doświadczenia egzystencjalnego, te drugie,
mieszczą się zaledwie w porządku dyskursywnego rozumu.
5

7

1

2. W przypadku Wenecji nie można mieć najmniejszych
wątpliwości: we wszystkich nieomal wyobrażeniowych od­
słonach, w każdym bez mala literackim przejawie Wenecja
była. jest, i wszystko na to wskazuje, że j u ż dozgonnie
pozostanie, kobietą. Ta kobieta niejedno ma imię , w rozlicz­
nych maskach o wyniosłym, radosnym bądź potwornym ob­
liczu, w szykownych kostiumach, ale i skromnych przebraniach.
Pojawia się w dziejach europejskiej wyobraźni. La donna
\Venezia) e mobile. Od początków swojej świetności, od czasów
Politycznej, militarnej i gospodarczej dominacji przywdziała.
na długo w nich pozostała, szaty monarsze. To bodaj
najbardziej znane i najbardziej zbanalizowane wyobrażenie
miasta: Wenecja jako królowa. Oto, z nie skrywanym zadowolenteni i dumą, odnotowuje historyk: „Pierwsza wielkość WencV, namacalna i zarazem kłopotliwa, to ta wynikająca z jej
[tyumfów materialnych i politycznych. Była królową Adriaty­
ku, władczynią Morza Śródziemnego. Od chwili pokonania
1381 roku Genui samotnie góruje przez ponad wiek nad
'nnymi miastami i państwami europejskimi"'". Byron ubrał
europejską monarchinię w skrzące przepychem orientalne szaty
'nadal jej twarzy rysy wschodniej bogini:
1

w

Majestatycznie ta Cybela morza,
Strojna w tyjarę pysznych wież u skroni.
W dal powietrznego spogląda przestworza.
Królowa fali, pani morskiej toni,
A taką była! - łup narodów trwoni
Na wiano cór swych; płomienne klejnoty
Wschód dla niej sypał z nieprzebranej dłoni:
Lśniła purpurą; królów stół jej złoty
Ściągał, dumnych, że uczt jej dzielili ochoty."
W malarstwie Veronesa, Wenecja jest królową o dwóch
obliczach: raz jest zwalistą, pozbawioną wdzięku imperatrycą
upojoną potęgą swej władzy, innym razem pojawia się pod
postacią młodej kobiety o zamyślonym i skupionym wyrazie
twarzy. Pierwszą odnaleźć można w Triumfie Wenecji w Pałacu
Dożów, drugą w obrazie Wenecja, Herkules i Ceres w Akade­
mii. „Te dwie kobiety stale pojawiają się w malarstwie
Veronesa, w Wenecji, w Veneto, we wszystkich wielkich
zbiorach świata, czasem jako Wenus, jako Europa, czasem jako
święta Katarzyna, to znów jako postacie alegoryczne: Praco­
witość, Obfitość. Harmonia. Ale bez względu na oficjalne
tytuły, te dwie współmonarchinie - otłuszczona imperatorowa
i piękna zadumana królewna - wciąż uosabiają Wenecję w jej
dwoistym aspekcie."'" Obydwie one wyrażają, każda na swój
sposób, majestat, potęgę i trwałość Wenecji. Ale i jej świetność
nie miała trwać wiecznie. Wielkość i upadek Wenecji w orygi­
nalnym skrócie zreferował Chateaubriand. Stojąc naPiazzetcie.
okiem historyka raczej niż turysty, odczytywał w okolicznych
budowlach kamienną kronikę miasta spisaną przez czas i sztukę.
Jednym rzutem ogarnął dzieje Wenecji od wieku X I (campanila)
po wiek X I X (kawiarnia w ogrodzie pałacu królewskiego). Jego
konstatacja była dość kwaśna: „Wenecja zaczyna się u stóp
dzwonnicy, a kończy przy kawiarni: poprzez kolejne stulecia
i arcydzieła zmierza od bazyliki Świętego Marka do szynku."'•'
Ale agonia Wenecji rozpoczęła się nieco wcześniej, w roku
1797. z chwilą kiedy miasto abdykowało na rzecz Napoleona.
By zobrazować dobitnie ten fakt, Chateaubriand przywołuje
znany j u ż obraz Wenecji-królowej, tyle że nie jest to monarehini
w pełni imperialnego blasku, ale przedwcześnie zgasła , upoko­
rzona i zniewolona kobieta ze śladami niegdysiejszej piękności:
„Odtąd zgrzybiała Wenecja ze swoją fryzurą z dzwonnic,
marmurowym czołem i złotymi zmarszczkami była przed­
miotem sprzedaży i targów niczym jakaś paka z jej dawnym
towarem: wreszcie stała się własnością Austrii, ostatniego
licytanta ofiarującego najwyższą stawkę. Teraz wzdycha przy­
kuta do stóp A l p frijulijskicfi jak niegdyś królowa Palmiry u stóp
gór sabińskieh." ' Tak ginęła, wedle Chateaubrianda, wład­
czyni udzielna i niezwyciężona, Serenissima, Najjaśniejsza, Jej
Wysokość Wenecja.
Nie całkiem przecież miasto poległo, odradzać się miało
jeszcze wielokrotnie w wyobraźni poetów i pisarzy pod różnymi
imionami, acz wciąż w jednej postaci. Jakiej? Cherchez la
femntel
Wenecja, jak do znudzenia czytamy we wszystkich nieomal
relacjach o niej i utworach jej poświęconych, jest miastem
okolonym wodą, położonym na wodzie, wyrastającym wręcz
z wodnego żywiołu. Wśród powodzi (to chyba stosowne słowo)
akwatycznego banału zdarzają się czasem odkrycia. To miasto,
jak w niezwykłej frazie Rilkego, „wciąż jak gdyby ze związku
wód przypływu z nieba błyskiem poczyna się, a nigdy być nic
m o ż e . " „ W e n e c k i m " esejem Brodskiego rządzi , wciąż na
nowo komentowana i rozwijana, formuła: woda alias czas."'
W pewnym miejscu, opuszczając czas teraźniejszy, zanurza się
on w głębinową przeszłość, w czas początku, czyli czas
poczęcia. Próbuje „ z r e k o n s t r u o w a ć " cud narodzin miasta:
„Przy całym szacunku należnym stosunkowo najlepszej z do­
stępnych doktryn, muszę zauważyć, że moim zdaniem to
miejsce nie mogło się rozwinąć drogą ewolucji triumfalnej czy
też nie wyłącznie naszego sławetnego strunowca. Podejrzewam
i kładę pod rozwagę, że rozwinęło się przede wszystkim
z samego żywiołu, który owemu strunowcowi dał życie i schro­
nienie, a który, dla mnie przynajmniej jest synonimem czasu.
1 4

15

147

Żywioł ten pojawia się w wielu postaciach i odcieniach oraz
głównego bohatera hymnu na cześć Wenecji-kobiety (przyjdzie
obdarzony bywa wieloma jeszcze różnymi właściwościami
za chwilę powrócić do tego fragmentu) pojawia się znane nam
poza tymi, które cechują Afrodytę i Zbawiciela: występuje jako
j u ż porównanie: Wenecja „potężna jak Wenus, jak Wenus
cisza morska, sztorm, grzebień fali, sama fala, piana, zmarszcz­
narodziła się z piany morskiej, przyświadczając ponownie i raz
ka na powierzchni itp., nie wspominając o żyjących w wodzie
na zawsze, że każdy symbol ma swój cielesny odpowiednik, i że
stworzeniach. W moim wyobrażeniu, to miasto jest odwzorowa­
każde marzenie ma swoją r e a l n o ś ć " . Wynurzająca się w pra­
niem wszystkich dających się wykryć modeli istnienia żywiołu
czasie z wód pierwotnych Wenecja jest, nieporównywalną
i tego, co się w nim znajduje. W swoich bryzgach, blaskach,
z niczym, materializacją idei piękna, jest darem, który otrzyma­
błyskach, migotach żywioł od tak dawna usiłował poderwać się
liśmy (od kogo?) za darmo i bez żadnej zasługi. Jest także
wzwyż, że nie może zaskakiwać fakt. iż niektóre z tych
dowodem, danym „raz na zawsze", że marzenia czasem się
przejawów po jakimś czasie nabrały masy, ciała, stałości.
spełniają. Po to właśnie, ex aquae, narodziła się Wenecja.
Czemu to nastąpiło akurat tutaj, nie mam pojęcia. Przypuszczal­
Pozostańmy jeszcze chwilę w kręgu odniesień mitologicz­
nie dlatego, że żywioł nasłuchał się tu sporo włoskiej m o w y . "
nych i biblijnych. Jak widzieliśmy, była j u ż Wenecja i frygijską
Illud tempus ma więc u Brodskiego postać wodnego chaosu, boginią Kybele, i grecką Afrodytą, i rzymską Wenus. Czyje
z którego niespodziewanie, bez wyraźnej przyczyny poczyna
imię może jeszcze przybrać? Na przykład bohaterki Odysei.
się miasto. Wyłania się z wody dokładnie tak, jak niegdyś
Fernand Braudel zauważył mimochodem jak wielkim szczęś­
Afrodyta narodziła się naga z morskiej piany. I tak jak ona,
ciem dla Wenecji były prawie niezmienne, w porównaniu
będzie Wenecja kusić, zniewalać swoim wdziękiem, budzić
z innymi wyspami weneckiego archipelagu (smutny casus
największe namiętności. Nade wszystko zaś świadczyć będzie
Torcello) warunki klimatyczne: „Jednak woda nie zdradziła
nieustannie, że piękno nie jest chwilowym przywidzeniem,
Wenecji; ludzie robili co mogli, i robią nadal, by j ą ratować za
iluzją ludzkiego gatunku, ale że jest wielkością stałą, niepodatną
każdym razem, kiedy znajdzie się w zagrożeniu. Wenecja jest
na upływ czasu.
Penelopą tkającą całun. Ża tę cenę rozrosła się i rozwinęła,
a ponieważ miejsca starczyło tylko na jeden sukces budowlany,
W Cantos Ezry Pounda, jeszcze jednego z tych, których
inne wyspy radziły sobie jak mogły, żyjąc w cieniu Wenecji."
Wenecja uwiodła „na śmierć i ż y c i e " (został pochowany
Brodski, z wielkim dysgustem, odnotowuje zakusy polityków
w weneckiej nekropolii na San Michele), miasto również
i wielkich firm wobec przyszłości tego miasta, w których to
przyjmuje kształty bogini. T y m razem jest to rzymska edycja
działaniach pod pozorami filantropii odnaleźć można jedynie
Afrodyty-Wenus. Pośród niezliczonej ilości bogiń z różnych
troskę o rozgłos i własną kieszeń. Szczęśliwie: „Tym, co ratuje
mitologii, które występują w tym cyklu, Wenus pełni rolę
Wenecję, jak Pcnelopę. przed zalotnikami, jest ich rywaliza­
szczególną. Można nawet powiedzieć, że wszystkie one to
cja." Żadnego Odyseusza w pobliżu nie widać i miastuwłaściwie różne wcielenia jednej bogini, tyle że oglądanej
-Penelopie „tkającej swoje desenie w dzień i prującej je
w coraz to odmiennym świetle. To Venus genetrix. Wenus
w n o c y " pozostaje j u ż tylko towarzystwo morza.
pojawiająca się w epopei Pounda (poeta wzorował się na
21

17

22

21

24

Dantem i Homerze) częstokroć przywołuje, nie zawsze jedno­
znacznie i bezpośrednio, inne imię: Venice. Tony Tanner,
znakomity egzegeta Cantos, zwłaszcza zaszyfrowanych w nich
aluzji i odniesień do Wenecji, ukuł nawet aforyzm zalecający się
zgrabną aliteracją: where Venus, there Venice.'* Tak jak
Botticelli namalował swoją wizję-narodzin Wenus (motyw len
pojawia się wprost w Canto I ) . tak Pound zostawił nam obraz
narodzin Wenecji. Oto fragment „ w e n e c k i e g o " Canto X V I I :
Przede mną płaska tafla wody
i drzewa w wodzie rosnące.
Marmurowe pnie wynurzają się z ciszy,
A dalej za palazzi,
w ciszy.
Teraz światło, nie światło słońca.
Chryzopraz,
I wody zielone i czyste, niebieskie i czyste;
Dalej, do urwisk z bursztynu.
Pomiędzy nimi;
Grota Nerei
i ona. jak wielka wygięta muszla.
I łódź bezgłośnie płynąca
Bez smrodu smoły i nadgniłych lin.
Bez krzyku ptaka, bez dźwięku fali ruchliwej,
W grocie Nerea,
jak wygięta muszla
W łagodnej słodyczy skały
Tak właśnie, w dojmującej ciszy, „bez krzyku ptaka, bez
dźwięku fali ruchliwej" wynurzyła się powoli z wód pierwo­
tnych Wenecja. Od razu cała w marmurze, bursztynie i złocie,
świecąca wewnętrznym światłem, a nie tym, pożyczonym od
słońca. Być może akuszerką była Nerea, córka Nereusa - boga
morza, którą widzimy jako wielką wygiętą muszlę. W niej to
przyszła na świat - równie tajemniczo, nierealnie i nieoczekiwa­
nie jak Wenecja - bogini Wenus i ten wyjątkowy moment
utrwalił w swym obrazie Botticelli. Również Goethemu wyob­
raźnia podsuwa obraz Wenecji, która pojawia się nagle, jak
kaprys bogów, powiada on, że „ten ogrom bytu (...) wyskoczył
z morza jak Pallada z głowy Jowisza":" W Miłosnym wtajem­
niczeniu Oskara Miłosza, w zakończeniu wygłaszanego przez

148

Brodski jest autorem jeszcze jednego porównania, które,
oprócz swych walorów poetyckich, trafia w istotę współczes­
nego, zmasowanego ataku turystów na Wenecję. Oto kolejna
kobieta. W księdze Daniela (13. 1-64 ) mamy opowieść
o pięknej a cnotliwej Zuzannie zaskoczonej w kąpieli przez
lubieżnych starców. Już w Strofach weneckich (2) z 1982 roku
wykorzystuje poeta ów motyw.
Świt się przedłuża. Nagi, chłodny marmur bioder
współczesnej nam Zuzanny towarzyszy w głębi
kamerom nowych starców, wpuszczanym pod w o d ę

25

W Znaku wodnym (1989) wraca Brodski do tego obrazu.
Wspomina o perwersyjnej przyjemności, której mógłby zaży­
wać z którymś z przedstawicieli miejscowego plemienia:
„Tonęlibyśmy w głębokich fotelach, wymieniając jadowite
uwagi o nowych kohortach Niemców albo o wszechobecnych
Japończykach podglądających przez swoje kamery to Zuzannopodobne miasto, zanurzające blade, nagie, marmurowe uda
w zimnych, zabarwionych zachodem słońca, pluskających
o brzegi wodach." " Raz jeszcze Wenecja pojawia się jako
piękno wcielone, niedostrzegalne jednak i niedostępne dla oka
nazbyt chciwego i nawykłego do pospolitych widoków.
Feminizacja obrazu miasta nie ogranicza się tylko i wyłącznie
do wynajdywania coraz to kunsztowniejszych porównań z imio­
nami słynących z piękna, cnót i potęgi postaci kobiecych.
W Wenecji, jeśli dobrze się przyjrzeć, nawet zwykłe obiekty
nabierają cech kobiecych. Pasternak, w ten właśnie sposób,
zobaczył najbardziej stereotypowy wenecki rekwizyt-gondole„Bezgłośnie wypłynęła na kanał z bocznego zaułka i ległszy
w poprzek zaczęła dobijać do najbliższego pałacowego portalu
Jak gdyby podano ją z podwórza przed główne wejście na obłym
wybrzuszeniu powoli wytaczającej się fali. (...) Była po kobij
cemu ogromna, jak ogromne jest wszystko co doskona
w kształcie i niewspółmierne z miejscem, zajmowanym V
ciało w przestrzeni." Do wskazywanych wcześniej р ) ' °
tów kobiecości, Pasternak dorzuca, w jakże zaskakujący
kontekście, doskonałość. Jeszcze bardziej intrygujące P °
,
żenię odnaleźć można w dziennikach Jana Cybisa. W jediy '
z fragmentów, zastanawiając się nad wybitnie „ m p.
charakterem malarstwa Caravaggia, kontrastuje malarstwo
2

atl

27

г г

s

т ,

s l r z

e s

rencji, z której wywodził się artysta i malarstwo weneckie.
Spójrzmy na wynik: „ W y b ó r tematów w sztuce nie jest tak
dowolny, jakby ktoś mógł sądzić. Skąd biorą się te szeregi
młodziutkich św. Janów, Dawidów, a zwłaszcza jego Bakchus
o spojrzeniu prowokującym? Tematyka Caravaggia jest typowo
florencka, to znaczy męska, a we Florencji każdy artysta
uprawia miłość grecką. Wenecja jest żeńska. Nowatorska
gwałtowność Caravaggia zwrócona jest głównie przeciwko
Wenecji." * Żal, że Cybis nie rozwinął tej notatki. Pewnego
rodzaju dopełnieniem tej lakonicznej uwagi jest fragment
z Obrazów Włoch Muratowa poświęcony jednemu z dzieł
Giovanni Belliniego, malarza do trzewi i weneckiego. Mowa jest
tam o pewnym obrazie alegorycznym, którego treść przez długi
czas budziła spory. Muratów przychyla się do którejś z inter­
pretacji, by w chwilę później oświadczyć, żc w dalszym ciągu
pozostaje w obrazie wiele niejasności domagających się wy­
tłumaczenia. I sam, nie bardzo widać przejmując się ist­
niejącymi wyjaśnieniami, daje swoją wykładnię, w której nacisk
pada na „ w e n e c k o ś ć " obrazu Belliniego. W wodzie, w której
odbijają się obłoki dostrzega wody letejskie, te same, o których
pisał parę stron wcześniej chcąc oddać naturę wody płynącej
w weneckich kanałach. Ale w zasadzie cały obraz, niemal
wszystkie elementy świata przedstawionego przywodzą na myśl
Wenecję, a jej najgłębszą istotę niesie w sobie jak wieczno­
trwały depozyt - jakżeby inaczej! - kobieta. „Na tym obrazie
bowiem zewsząd wyziera Wenecja: z różnobarwnych płyt
tarasu, z marmuru ogrodzenia i tronu, z uśmiechu spokojnych
wód, z przejrzystego nieba, ze spojrzenia, które wybiega ku linii
gór i z czarnej chustki na ramionach młodej, smukłej kobiety.
A czy owa kobieta, która jest świadkiem tajemnicy dusz
zeszłych z tego świata i przygląda się temu światu, roz­
taczającemu na pożegnanie wszystkie swoje uroki, nie stanowi
przypadkiem uosobienia Wenecji? Czy to nie jej właśnie dusza,
pełna spokoju i matowego blasku, ożyła na owym obrazie,
stworzonym przez najbardziej marzycielskiego i abstrakcyj­
nego z jej malarzy?" ' Retoryczne pytania.
2

2 1

W kilku innych jeszcze utworach kobieta stanie się per­
sonifikacją Wenecji. W sztuce Simone Weil, Venise sauvee,
osnutej wokół udokumentowanego historycznie spisku Habs­
burgów (1618), w wyniku którego obalona miała zostać
Republika Wenecka, miasto uosabia młoda dziewczyna o imie­
niu Violette. W tej historii o konflikcie nagiej siły i bezbronnego
piękna. Violette jest nieświadomym niczego przedmiotem
w spiskowej grze. Jak nietrudno się domyślić, jest krucha
i niewinna jak sama Wenecja."' Jednorazowym, bo dyktowa­
nym przez doraźne okoliczności, wcieleniem miasta stała się
kobieta, której twarz Roland Barthes z wielką intuicją umieścił
swego czasu w platońskim niebie idei. Oto bowiem, chcąc
wytłumaczyć swoim niezbyt rozgarniętym rozmówcom, jak
wygląda Wenecja w zimie i dlaczego w tym właśnie czasie
wyprawia się do tego miasta, Brodski , dostrzegłszy po chwili
beznadziejność swoich wysiłków, rezygnuje z subtelnych wyja­
śnień i sięga po ciężki kaliber porównań - przywołuje na pomoc
jlieśmiertelny boski ideał: „Jak w y g l ą d a - p o w t ó r z y ł e m pytanie.
JakGreta Garbo w basenie p ł y w a c k i m ' . " Złośliwiej chyba się
już nic da.
1

W chronologicznie najwcześniejszym z trzech weneckich
Wierszy Błoka pojawia się dość tajemnicza, bliżej nieokreślona
kobieta. Cały utwór przenika zamierzona, można domniemy­
wać, dwuznaczność. Posłuchajmy początkowego fragmentu:
Z nią wyruszałem w morze,
Z nią opuszczałem brzeg
Z nią bywałem daleko
Z nią zapomniałem o bliskich...
O, czerwony żaglu
W zielonej dali!
Czarny cekinie
Na ciemnym szalu!'
2

" f n i ą " - czyli z kim? O kim mowa w wierszu? Czy
^zidentyfikowana nieznajoma to po prostu realna kobieta
tradycyjnym weneckim stroju (ciemny szal), czy leż jest to

może owa wenecjanka z obrazu Belliniego. w której Muratów
dojrzał doskonale wcielenie Wenecji? Czy kończące wiersz:
„żegnaj, ż e g n a j " , t o pożegnanie poety (zapomnijmy na chwilę
0 podmiocie lirycznym) z konkretną kobietą czy z uosobioną
Wenecją? A może z j e d n ą i z drugą? Jakkolwiek by było,
a szczęśliwie nie ma metody, aby rozwikłać ostatecznie prob­
lem, pozostaje faktem, że i w tym sentymentalnym wyznaniu
niedaleko pada wenecjanka od Wenecji - miasto wciąż ujawnia
swą kobiecą „ n a t u r ę " .
To. co u Błoka pozostaje w zagadkowym niedomówieniu,
bohater powieści Oskara Miłosza rozwija z całą oczywistością:
„Rzeczy dokoła wzbudzały we mnie przemożne zaciekawienie;
moja czułość dla Wenecji dorównała miłości do Annaleny.
W moim umyśle Kobieta i Miasto stopiły się w jedno istnienie.
Czy są zresztą dwie rzeczy na świecie bardziej stworzone do
wzajemnego zrozumienia się i połączenia niż boska miłość
1 archanielska Wenecja? (...) Zbyt szlachetna na kurtyzanę, zbyt
powabna żeby zostać matroną, czarodziejska Wenecja jest
kochanką tylko i wyłącznie kochanką; zachwycającą do łez, zna
ona ponadto siłę starych pogańskich uroków i rządzi naszymi
sercami równie chętnie używając tajemnicy, jak siły wdzię­
k u . " Tu j u ż nie może być żadnych wątpliwości: miasto staje
się obiektem miłości, pragnienia i pożądania dokładnie tak samo
i w tym samym stopniu jak kocha się, pragnie i pożąda kobiety,
a jest tak dlatego, gdyż w swej najgłębszej wyobrażeniowej na­
turze Wenecja j e s t kobietą! To pełna, istotowa tożsamość.
We właściwym momencie pojawia się ten egzaltowany
wybuch uczuć. Wprowadza bowiem do naszej galerii kobietWcnccji nową postać. Bo j u ż mogłoby się wydawać, że
Wenecja to jedynie czyste piękno, bezgraniczna cnotliwość,
olimpijska wyniosłość i doskonałość bez skazy. A tu nie­
spodziewanie - kochanka! Tę ciemną tonację kobiecej Wenecji
i weneckiej kobiecości odnajdziemy i w innych świadectwach.
Już w opowiadaniu Manna mówi się o Wenecji jako o „przymil­
nej i podejrzanej p i ę k n o ś c i " " sugerując aluzyjnie profesję tej
niewiasty. Maurice Barres trwa w drażniącym rozdwojeniu nie
mogąc ustalić prawdziwej - mimo że wie doskonale, iż ma
przed sobą kobietę - „ n a t u r y " Wenecji. Wciąż dostrzega jej
niigotliwość i esencjalną dwuznaczność. Pyta, czy jest ona
bardziej Eurypidesową Ifigenią czy biblijną Jezabel. a w bar­
dziej precyzyjnych określeniach: czy jest to „dziewica ofiarna"
czy „rozwiązła starucha"?" Podobnie Ruskin, który bieglej
nawet niż Chateaubriand czytał w znakach utrwalonych w ka­
mieniach weneckich, odnalazł obok pięknego, także upiorne
oblicze miasta. Dostrzegł je w głowie wyrzeźbionej w pod­
stawie wieży jednego z kościołów Wenecji. W pomnikowym
dziele The Stones of Venice mamy zapis tego odkrycia: „Głowa
- ogromna, nieludzka, potworna - spoglądająca ze zwierzęcym
zwyrodnieniem, zbyt wstrętna, by j ą namalować czy opisać,
albo by j ą oglądać dłużej niż przez chwilę. Można ją znieść tylko
przez moment, jako że w tę głowę wcielił się rodzaj złego ducha,
któremu Wenecja została oddana w czwartym okresie swojego
upadku; i to dobrze, że w tym miejscu powinniśmy widzieć
i odczuwać pełny strach na jej widok oraz wiedzieć jaka zaraza
przyszła i spadła na jej piękno, zanim zniknęła jak biała chmura
nad starożytną przestrzenią Santa Maria Formosa." Nie trzeba
wielkiej przenikliwości, zresztą Ruskin kilkadziesiąt stron dalej
mówi o tym wprost, aby pojąć, że spojrzał on, z widocznym
obrzydzeniem - zrozumiałe dlaczego ledwie przez krótką
chwilę - w potworną twarz Meduzy. Wenecji - Meduzy. I takie
kształty może przybrać sfeminizowany wenecki fantazmat.
V1

16

Również u Rilkego odsłania Wenecja, nie tak już może
przejmującą, ale nieznaną nam wcześniej, negatywną stronę
swej „ n a t u r y " : świadoma swego piękna, przeciąga się leniwie
o poranku, zakochana we własnym odbiciu, egoistyczna i próż­
na.
Naprzód opalem, który ku ozdobie
był miastu w przeddzień, muszą ranka zorze
błysnąć stolicy z kanałów zwierciadła
sznur odbić dobywając, żeby sobie
chciała przypomnieć, ulegle opadła
jak nimfa, Zeusa wypełniona grzechem.

149

Ucho jej brząknąć zausznicą skore;
podnosi więc San Giorgio Maggiore
gnuśnym witając piękną rzecz u ś m i e c h e m "

wojny prezentuje się ona „z niezrównaną elegancją, godnością
i tajemną wyniosłością istoty nietykalnej, miasta tak dumnego,
że nie ma śmiałka zdolnego podnieść na nie r ę k ę . " Tak
rozpoczęło się jego miłosne wtajemniczenie w Wenecję. Uczu­
cie do miasta szybko nabierało intensywności. „Zakochiwałem
się z każdym dniem mocniej w mieście, o którym poeta mówi,
że jest zbudowane z widzeń sennych, a które ja podziwiałem za
szczególny związek, chciałoby się powiedzieć: za zaślubiny,
snu z j a w ą . Ten krótki moment przebudzenia, gdy ulatujący sen
jeszcze trwa i już rozwiewa się w świetle dziennym. Taki był,
dla mnie, budulec Wenecji. (...) To właśnie w niej z goryczą
i równocześnie zachwytem się kochałem, przemierzając ją od
świtu do nocy wszystkimi dostępnymi szlakami. Lecz prawdą,
której nie wolno mi zamilczeć, było i to, że od pierwszej chwili
Wenecją mojej miłości była również kobieta, u której zamiesz­
k a ł e m . " W istocie, contessa, u której przez parę tygodni
przemieszkiwał narrator, określona niezbyt ciepło przez brytyj­
skiego żołnierza jako a bitch and a witch, okazała się nie tylko
wybornym znawcą malarstwa weneckiego i nadzwyczaj biegłą
w rzemiośle kopistką, ale, może przede wszystkim, kobietą,
w której istota Wenecji znalazła kongenialne spełnienie. Przyj­
rzyjmy się temu, rysowanemu prostymi pociągnięciami pióra,
portretowi: „Wydobywała się z niej także czarownica, gdy w jej
czarnych płonących oczach, kontrastujących z długimi i bardzo
jasnymi włosami, pojawiała się furia. Wyglądała wtedy groźnie,
nic tracąc nic ze swej urody, ba - rzadkiej piękności. W chwilę
później jej twarz powlekała się ciemnym, łagodnym aksamitem,
czarne oczy nie tyle gasły, co uciekały gdzieś daleko, w rejony
nieosiągalne poza nią samą. Wysoka, szczupła, zgrabna, nie
wyglądająca nawet na swoje przypuszczalnie czterdzieści lat,
miała dar błyskawicznych transformacji, jakby zależało jej na
tym, by ciągłe mutacje w zamieszanie wprawiały patrzącego.
Zdawała sobie sprawę ze swej piękności, ale bez cienia
próżności. Jeśli pominąć dochodzące w niej czasem do głosu
gniewne wybuchy, była po anielsku łagodna, rozmarzona
i skupiona, adorując dwie rzeczy: syna i malarstwo (syn był
zaw.sze tematem tabu, malarstwo weneckie tematem zawsze
otwartym do rozmów). Nie zadawała pytań i najostrożniejsze
próby indagacji zbywała zmarszczeniem brwi i zaciśnięciem
ust. Zdawała się świadomie, celowo strzec swojej zagadkowości. (...) Rychło powstała mi w głowie szalona myśl: była po
jakiemuś uosobioną Wenecją, nie, nie w tym sensie, że była (jak
to się mówi) nieodrodną córką miasta na lagunie, odtwarzającą
niektóre jego cechy, ale w tym sensie, że była sama Wenecją,
przedmiotem podziwu włączonym integralnie do cudownego
miasta, jak świat uwięziony na zawsze w zwierciadle kanałów.
Była dzieckiem plebejskim, w którym nabyta arystokratyczna
patyna stworzyła czysty, dźwięczny stop z niskim pochodze­
niem."
41

Przeglądającą się we własnym odbiciu, narcystyczną Wene­
cję Rilkego, jak i grozę, którą objawiła ona Ruskinowi,
odnajdziemy, w jakże zaskakującym przetworzeniu, w wenec­
kim arcydziele Osipa Mandelsztama. W utworze, który od
pierwszej do ostatniej zwrotki przenika egzystencjalne napięcie,
spotykamy wyobrażenie Wenecji jako Vanitas.
0 Wenecjo, tak jałowa i posępna.
Twe znaczenie jasne mi się stało.
Oto się wpatrujesz zimno uśmiechnięta
W szkła niebieskość oszroniała.

42

Lekkie tchnienie skóry. Żyłkowanie sine.
Biały śnieg. Brokaty szmaragdowe.
Sennych, ciepłych się rozbiera z peleryny.
Kładzie się na nosze cyprysowe.
1 jaśnieją w koszach świece, płoną,
Jakby gołąb wpadł do arki niespodzianie.
Na spektaklu czy na balu w noc szaloną
Serce nagle bić przestanie.
Bo nie ujdziesz przed miłością i przed strachem.
Cięższy od platyny krąg Saturna.
Czarnym aksamitem zasłonięty szafot
1 przepiękna twarz, i urna.
Jakże ciężkie masz. Wenecjo, stroje:
Wszędzie lustra w cyprysowych ramach.
Szron niebieski szkła w sypialni twojej.
Aura twoja szlifowana.
Tylko róża albo fiolka w ręce Żegnaj, Adriatyku zielony.
C z e m u ż nie chcesz, wenecjanko, mówić więcej?
Jak uniknąć, mów, kwietnego skonu?
W lustrze się odbija czarny blask Wespera.
Wszystko mija. Ciemna prawda mami.
Człowiek rodzi się. Perła umiera.
A Zuzanna musi zostać ze starcami. *
5

W tej elegii na odejście piękna, którego nie jest w stanie
zatrzymać nic. nawet lustrzane odbicia, Wenecja przypomina
i świadczy o wliczonych w cenę życia: rozpadzie i przemijaniu.
Czas zwycięża nad wszystkimi formami widzialnymi, również
i tymi („cięższy od platyny krąg Saturna"),które zdają się jemu
niepodległe. Poznanie prawdy rzeczy to iluzoryczna pogoń za
uciekającym horyzontem. Odwrotną stroną miłości, tej najwyż­
szej formy potwierdzenia ciężaru istnienia jest strach przed
świata i naszym unicestwieniem. Wszystko to odsłania się
w nieco ironicznym, wszechwiedzącym, jakby z „drugiego
brzegu" wychodzącym spojrzeniu Wenecji. Być może jest to
Wenecja w masce śmierci. Nie sposób nie zapytać przy okazji:
czy obecne u Mandelsztama lustra i elegijna gra zwierciad­
lanych odbić nie tkwiły gdzieś w pamięci Brodskiego przy
pisaniu Znaku wodnego i czy jego „Zuzannopodobne miasto"
nie jest w jakimś stopniu dalekim refleksem ostatniej linijki
wiersza autora Zeszytów woroneskich. Wiadomo skądinąd, że
literacki kanon „rosyjskiej Wenecji" zna takie przypadki,
chociaż, inaczej niż u Brodskiego, funkcjonują one z reguły
w formie prostych zapożyczeń bądź poetyckich cliches. )
W jednym z najnowszych i . dodajmy, najznakomitszych
z napisanych dotąd „ w e n e c k i c h " tekstów, Portrecie
weneckim
Gustawa Herlinga-Grudzińskiego (1993), raz jeszcze miasto
pojawia się pod postacią kobiety, jak gdyby tym utożsamieniem
rządził ponadczasowy i ponadjednostkowy, kategoryczny nie­
omal imperatyw wyobraźni.
Narratorowi (przypomina on aż. nazbyt ostentacyjnie samego
autora "), który przybywa do Wenecji w rok po zakończeniu
9

4

150

41

W niej to właśnie, w tej osobliwej kobiecie będącej żywym
obrazem jedności przeciwieństw, odnaleźć można większość
kobiet-Wenecji, o których mowa była wcześniej. W bohaterce
Portretu weneckiego zmieszały się bowiem i niepokojąco Я
sobą współistniały: piękno z grozą, plebejska dzikość z arysto­
kratyczną wyniosłością, zachwyt życiem, jego zmysłową po­
włoką z ciemnym stygmatem śmierci. Jednak najgłębsza uwaga
narratora (samego Herlinga?) zamyka się w takiej oto rewelacji
tak jak niepodobna dotrzeć do wciąż zmiennej, wieloznacznej,
niepochwytnej istoty contessy Terzan. tak też nie jest możliwe
przebicie się do wnętrza Wenecji: „ B o go nie ma. Nie ma jądra
czy serca Wenecji, zbyt płynnej i ulotnej, uchwytnej i umykają­
c e j . " Bowiem niewypowiedzianym imieniem Wenecji i boha­
terki opowiadania jest tajemnica. I w tym ich obydwu lustrzane
podobieństwo, w tym niepodzielna jedność ich symetryczny^
odbić.
44

1

Jak zatem widzieliśmy, Wenecja wyobraźni to kobiet
różnoimienna. W coraz to innej postaci odsłania w historii swoja,
kobiecą „ n a t u r ę " . Bywała królową ze wszystkimi atrybutami
monarszej władzy, wynurzającą się z piany morskiej wiecznw
młodą boginią, Penelopą bez godnych jej zalotników,
z nieodłącznym całunem, cnotliwą Zuzanną podglądaną P .
starców, dziewicą wydaną na ofiarę, bezbronną Violette. bo17

Gretą, ale również kobiecym wcieleniem Vanitas, potworem
0 twarzy Meduzy, pięknością z kompleksem Narcyza, znającą
silę swoich wdzięków hipnotyczną kochanką, zepsutą staruchą,
a nawet - excuse:, le mot - kurwą. To nieomal cale, dające się
pomyśleć, spektrum typów kobiet i ról przez nie pełnionych.
3. Pora na proste, czyli najtrudniejsze, pytania. Dlaczego
Wenecja jest kobietą.' Dla jakich racji, tak często to miasto
przyjmuje w wyobrażeniu kształty kobiece? Dlaczego, jak
wskazują na to nasze teksty. Wenecja m u s i być kobietą? I co
to bliżej znaczy? Pytania trudne z metodologicznych względów,
ale także ryzykowne, jako że nieuchronnie zahaczają o wywoła­
ną przez ruch feministyczny (czasem przytomną i potrzebną,
a czasem zatracającą granice zdrowego rozsądku) ideologiczną
debatę o kobiecości i różnych jej aspektach.
Powiedzmy od razu: nie ma dobrych, to znaczy jedynie
słusznych, niedyskusyjnych i „ostatecznych" odpowiedzi na
postawione pytania. Rzecz jasna, odpowiedzi tego rodzaju są
możliwe, ale tylko za cenę popadnięcia w ideologiczny dogmatyzm. Można by więc, próbując rozjaśnić wspomniane
kwestie, przykładowo, reanimować na okoliczność „tematu
kobiecego" freudowską machinę interpretacyjną pogrążoną
w falloidalno-vaginalnych obsesjach, zstępować w ciemne
głębie jungowskiej pary anima - animus, albo, wybierając inną
jeszcze drogę, zagrać w „męskie/żeńskie" - ulubioną grę
towarzyską bractwa strukturalistów. Te rozwiązania już znamy
1 wiemy dokąd prowadzą. Stąd też w miejsce „wszystko
wyjaśniających" podejść zaproponujmy nieco metodologicznej
ostrożności i powściągliwości. Jeśli uchylić - bo nie odrzucić
zupełnie - wyjaśnienia typu biologicznego i psychologicznego,
apozostać na poziomie rozumienia kultury przez kulturę, to dwa
tropy interpretacyjne rysują się dość wyraźnie.
Pierwszy, narzucający się od razu, jest natury j ę z у к o w e j .
(la) Venezia, (la) Venise. (das) Venedig, (she) Venice, (eta)
Wicniecija. (ta) Wenecja - w kilku, jeśli nie w większości,
języków europejskich nazwa miasta jest rodzaju żeńskiego. I ta
gramatyczna okoliczność w „ n a t u r a l n y " sposób przyczynia się
do tego, że o Wenecji mówi się jak o „ n i e j " , o kobiecie. Język
wymusza niejako na wyobraźni pewien zespół skojarzeń,
podsuwa gotowe formy obrazowania. Ten gramatyczny przy­
mus nie jest. bo być nie może. ani jedynym ani najważniejszym
„wyjaśnieniem" kobiecości Wenecji. Bez wątpienia jednak
wyznacza ogólne ramy. daje formę, która oczekuje na wypeł­
nienie konkretnymi treściami.
I tu dotykamy wymiaru m i t y c z n e g o naszych „wenec­
kich" fantazmatów. Jeśli Wenecja jest kobietą, to na mocy
definicji, musi posiadać te same, co kobieta cechy? Ale jaka
kobieta? K i m „naprawdę' 'jest kobieta? Jakie cechy są „naprawdę"kobiece? Kultura europejska dysponuje szerokim zestawem
gotowych, dobrze zafiksowanych w zbiorowej pamięci od­
powiedzi. Jak widzieliśmy, w zgromadzonych tekstach ożywio­
ne zostały obydwa bieguny zmitologizowanej i utrwalonej
w językowym, literackim i społecznym stereotypie kobiecości.
W zależności od potrzeb jest więc kobieca Wenecja „ p i ę k n a " ,
..krucha", „ u l e g ł a " , „ b e z b r o n n a " , „ c n o t l i w a " , „ w i e r n a " , ale
równocześnie „ l e n i w a " , „ p r ó ż n a " , „ r o z p u s t n a " , „ p o t w o r n a " ,
..dzika", „ g r o ź n a " . Ponad tymi biegunowymi znaczeniowo
określeniami, umieścić można inne jeszcze, j u ż nie tak jedno­
znaczne charakterystyki: „ d o s k o n a ł a " , „czarodziejska", „nie­
dostępna", „ n i e u c h w y t n a " , „ b o s k a " , „tajemnicza". Te przy­
miotniki kryptonimują niepodzielną jedność sprzecznych wo­
bec niej odczuć: zauroczenie i strach, podziw i drżenie. Odsłania
'e w nich Wenecja tremeiuium et fascinans. Niezwykle przy
tym ciekawy (a dla feministek chyba budujący) jest fakt, że
* wyobrażeniach kobiecej Wenecji w tak niewielkim, relatyw­
ne rzecz biorąc, stopniu obecny jest wyłącznie „ n e g a t y w n y "
gun stereotypu kobiety, który dominował przecież w euro^Jskiej mentalności - by nic sięgać do przeszłości starszej
' j * era chrześcijańska - od jawnie mizoginicznych pism
°jców Kościoła, przez, diaboliczny obraz kobiety w Malleus
""ilcficurum, niezliczone femmes fatales. modliszki, wamj?y. bestie literatury modernistycznej, po antykobiecą histerię
•ona Wciningera.' Z pewnością, wpływem Zeitgeistu
s

0le

r

przełomu wieków i nadzwyczajnym podówczas urodzajem na
kobiety upadające lub zgoła upadłe, trzeba tłumaczyć wyjąt­
kowe raczej wśród naszych świadectw „ n e g a t y w n e " obrazy
Wenecji-kobiety u Barresa i Manna, które, nawiasem mówiąc,
znakomicie harmonizują z eksponowanym w ich utworach
całkiem realnie rozpadającym się, umierającym miastem. Naj­
częściej wizerunek kobiecej Wenecji jest „ p o z y t y w n y " albo,
jak u Herlinga-Grudzińskiego. opalizuje jednością przeci­
wieństw.
Odpowiadając na podobne do naszego pytanie - dlaczego
rewolucja jest kobietą? - Maria Janion, obok przytoczonych za
Maurice Agulhonem argumentów gramatycznych, estetycz­
nych i społeczno-kulturalnych sięga po eksplikacje mitycznosymbolicznc. Szczególnie eksponuje ambiwalencję znaczeń,
nieustannie przeplatających się w wyobrażeniach rewolucji jako
kobiety. W relacjach pamiętnikarskich z rewolucji 1848 roku
pojawia się znaczący obrazek: oto podczas frenetycznego i ,
z istoty swej. transgresyjnego święta rewolucyjnego prostytut­
ka, z piką w dłoni i czerwonym czepku na głowie, na oczach
ludzi nieruchomieje w pozycji „ p o m n i k o w e j " , przeistaczając
się na jakiś czas w żywą alegorię „czystej i niewinnej"
Wolności. Tego rodzaju znacząca inwersja w pełni mieściła się
w logice rewolucyjnej zmiany. „Przekroczenie staje się naru­
szeniem granicy społecznej i moralnej, ambiwalencja ' d z i w k i '
i 'dziewicy' odpowiada dwuznaczności rewolucji, niszczącej
i budującej, niemoralnej'i 'moralnej'.świętej i przeklętej, oraz
łączy się ze stale obecnym w erotycznej kulturze Europy
przeciwstawieniem 'kurwy' i 'Madonny'.
Ta dwuznaczność
ma zakorzenienie w głębszej jeszcze, poświadczonej w wielu
tradycjach mitologicznych, antynomicznej arche kobiecości:
kobieta, dając życie, daje równocześnie śmierć, podobnie
i w rewolucji obydwa bieguny - kreacji i destrukcji - współist­
nieją nierozdzielnie. To prawda, że obraz kobiety jako Rewolu­
cji i kobiety jako Wolności szybko zastygał w wygładzonych
i konwencjonalnych alegoriach, ale nawet one, w sprzyjających
okolicznościach emanować mogą wieloznaczną, żywą i poru­
szającą m o w ą symbolu.
46

Podobnie, niezwykle bogaty obraz Wenecji-kobiety ma
tendencję do przechodzenia w gładkie i pełniące ledwie funkcje
dekoracyjne wizerunki alegoryczne (królowa mórz. Afrodyta,
Wenus itd.). Od czasu do czasu jednak, spod retorycznych
gładzizn i wytartych stereotypowych formuł przebija ciemna,
paradoksalna materia symboliczna. To w niej właśnie stapiają
się w jedno: piękne i odrażające, cielesne i duchowe. Eros
i Thanatos, w niej odsłania się (nigdy nie do końca) tajemnicza
„ n a t u r a " kobiecej Wenecji. Ale dlaczego to kobieta, za każdym
razem, staje się uosobieniem tej niezgłębialnej, trudnej do ujęcia
w słowie, dwuznaczności Wenecji? Z konieczności, odpowiedź
może być tylko próbną hipotezą, nieśmiałym przybliżeniem.
Posłuchajmy intuicji artysty: „Jeżeli malarza interesuje problem
cielesności, jakiś sposób łączenia spraw duchowych ze światem
bytów fizycznych, to zupełnie naturalne jest, że zaczyna się
interesować wyglądem kobiety. To sprawa zasadnicza i długo
można by o niej mówić. Zresztą na ten temat prawie wszystko
zostało powiedziane i napisane. Nie j a to wymyśliłem, to jest
powszechna intuicja całej sztuki światowej w przekroju zarów­
no geograficznym, jak i historycznym. Przecież główną fas­
cynacją wszelkiej figuracji, jeśli chodzi o postać ludzką, jest
właśnie postać kobieca. Nie bez p o w o d ó w . Widocznie jest to
wynikiem bardzo głęboko umiejscowionego przeświadczenia,
że pełna realizacja, pełna synteza spraw duchowych z rzeczywi­
stością empiryczną dokonuje się właśnie w postaci kobiety."
Może w tej wypowiedzi kryje się, przynajmniej część wyjaś­
nienia kwestii: dlaczego Wenecja wyobraźni nie tylko jest, ale
m u s i być kobietą. Ale czy tak odpowiadając nie popadamy
w kolejną iluzję? Czy przesłaniających rzeczywistość kulturo­
wych masek nie bierzemy za rzeczywistość samą? Bo może, jak
chcą niektórzy, niczego oprócz i poza owymi maskami nie ma,
a wówczas każda próba dotknięcia „ i s t o t y " rzeczy skazana jest
na śmieszność? Te wątpliwości można wysłowić i tak jeszcze:
czy ostatecznie rozum „ w y j a ś n i a " mit, czy też on sam w akcie
uczestnictwa „ w y j a ś n i a " się w micie? That's the question.
JK

15

151

P R Z Y P I S Y
I

Przytaczam za niezwykle inspirującą metodologicznie i ..dująca, do
m y ś l e n i a " książką W ł a d y s ł a w a Panasa. W kręgu metody semiotycznej, Lublin
1991, s. 102
Tamże.
' J. Brodski, Przewodnik po przemianowanym mieście, tl. A.Mietkowski. w:
tenże, Śpiew waluidhi, Paryż 19X9. s. 49
Cyt. za: A. Ripellino. Prago magiczna, tł. J . U s z y ń s k i . ,,Zeszyty Literac­
kie" nr 52:1995. s. I I
' Tamże.
" Tamże.
Por. M. Baranowska. Sio radna wyobraźnia
i poezja. Warszawa 19X4, s.
140
* O funkcjonującym w potocznych wyobrażeniach skojarzeniu w i e ż y Eiffla
i fallusa. żob. L . Stomma, Uroda ludzkiej pomyłki.
„Polska Sztuka Ludowa
- Konteksty" nr 1:1991, s. 12-13
' Inspiracje metodologiczne można by czerpać z klasycznych studiów na
temat wyobraźni poetyckiej i pisarskiej: G . Bachelarda. G . Pouleta. J .
Starobinskiego. J.P. Richarda.
"' F . Braudel i in.. Morze Śródziemne.
Przestrzeń
i historia.
Ludzie
i dziedzictwo. Warszawa 1994. s. 232
" G . G . Byron. Wędrówki
Chajld Harolda, Pieśń I V , 10—18. tł. J . Kasp­
rowicz, w: tenże. Wybór dziel. 1. I. Warszawa 1986
M. McCarthy, Col Tempo, przeł M. Wolanin, „Zeszyty Literackie" nr
39:1992 (fragment rozdziału V I I z Venice observed,^.
Heineman Ltd., 1961).
" F . R . de Chateaubriand, Księga o Wenecji, tł. P. Hertz, „Zeszyty Literac­
kie" nr 39:1992, s. X5
Tamże.
R M . Rilke. Ranek Wenecji, tł. A. Pomorski, w: R M . Rilke. Sonety do
Orfeusza i inne wiersze. Kraków 1994, s. 283
" J . Brodski, Znak wodny. U . S . Barańczak, „ Z e s z y ł y Literackie"ш 39:1992
T a m ż e . s. 43
T . Tanner. Venice Desired, Blackwell . Oxford 1992
" E . Pound. Pieśń XVII. przeł L . Engelking, „Literatura na ś w i e c i e " nr
1-2:1995, s. 75
:

4

7

14

15

II

'" J.W. Goethe. Potlróż whska. It. H . Krzeezkowski. Warszawa 19X0.s. I I X
O. Miłosz. Miłosne
wtajemniczenie, tłum. i wstęp A. Międzyrzecki.
Kraków 1978. s. 61
Braudel, op.cit., s. 224
' Brodski, op.cit., s. 45
T a m ż e , s. 47
.1. Brodski. Strofy weneckie 121, tł. K . Krzyżewska, w: J. Brodski. Lustro
weneckie, Kraków 199.3. s. 91
' Brodski, Znak..., s. 29
B. Pasternak, Drogi napowietrzne i inne utwory, tłum. i wstęp S. Pollak,
Warszawa 1973, s.467-468

'" Por. E . Kuryluk, Wenecja uratowana, w: tenże. Podróż, do granic sztuki
Kraków 1982. s. 6 0 - 7 6

" Brodski. Znak..., s. 41
A. Błok. Wieniecija, tłum. filologiczne D C (nie znalazłem tego utworu
wśród polskich tłumaczeń Błoka). przekład za wersja rosyjska z a m i e s z c z o n ą w:
L . \ogt\. Aleksandr Blok. The Journey to Italy. Cornell University Press. Ithaca
1973, s. 224
" Miłosz, op.cit.. s. 59 i 61
T . Mann, Śmierć w Wenecji, tł. L . Staff, w: tenże. Wybór nowel i esejów
opr. N. Honsza. W r o c ł a w 1975, s. 252
Cyt. za: P. Jourda, IM Venice de Maurice Barns,
w: Venezia nelle
letleruture modernę, ed. C . Pellegrini, Venezia-Roma, b.d.
" Cyt. za: Tanner, op. cit., s. 119.
" Rilke, op. cii.
™ O. Mandelszlam. O. Wenecjo.... tł. M. Leśniewska, w: tenże. Poezje
W r o c ł a w - K r a k ó w 1983, s. 177
" Wnikliwy przegląd różnych obrazów Wenecji w literaturze rosyjskiej -od
Puszkina po w s p ó ł c z e s n o ś ć - w kontekście ..weneckiego" eseju Brodskiego,
daje Lev Loseff w ś w i e t n y m artykule Wieniecija Josifa Brodskogo (maszyno­
pis). Jest to tekst referatu w y g ł o s z o n e g o na sesji panelowej poświęconej
Brodskiemu na U W w lipcu 1995 i . Dziękuję Autorowi za udostępnienie
niediukowanego jeszcze tekstu: o ukrytych i bezpośrednich odwołaniach do
Wenecji Błoka w twórczości B i e ł e g o zob. Vogel, op. cit., s. 59
14

M

4,1

Jednym z atutów opowiadania i r ó w n o c z e ś n i e wyzwaniem dla czytelnika
jest napięcie i gra p o m i ę d z y postacią narratora a samym autorem. Herling
wpisuje w biografię narratora wiele łatwo sprawdzalnych i udokumentowanych
faklów z w ł a s n e g o życia. W pewnym miejscu (s.36) rozpoznać można cytowane
nieomal in extenso fragmenty jego uwag o Wenecji rozrzuconych po różnych
stronach Dziennika pisanego nocą. Wszystko to, prawie mimowolnie, wywołu­
je kilka kwestii z gutunku „ n a i w n y c h " : gdzie k o ń c z y się Wahrheit własnej,
intymnej biografii, a zaczyna Dichtung literackiej fikcji? jak pierwsza prze­
chodzi w druga? jak rozdzielić w tekście obydwie te jakości'' Nie ma chyba na te
pytania w pełni rozstrzygających i jednoznacznych odpowiedzi. I bardzo
dobrze! Jakiekolwiek by były. to i lak, dla nas, czytelników, wątpliwości
pozostaną. I tez. dobrze.
41

21

:

25

ll

; 7

:

" J. Cybis, Notatki malarskie. Dzienniki 1954-1966,

Warszawa 19X0, s. 91

G.

Hcrling-Grudziński.

Portret

wenecki.

4 2

'' P. Muralow, Obrazy
s. 17

Wioch,

przeł. P.

Hertz, Warszawa

V . C a r p a c c i o , / / miracolo

752

delia

1972,

1.1.

rcliquia

dc

nr

1-2:1994,

T a m ż e , s. 37
T a m ż e . s. 39^40
T a m ż e . s. 37
' Por. np. J . Delumeau, Strach w kulturze Zachodu. XIV- XVIII wiek, przeł.
A. Szymanowski. Warszawa 1986, s. 287-324; M. Podraza-Kwiatkowsla,
Symbolizm i symbolika w poezji Młodej Polski. Teoria i praktyka, Kraków 1975,
s' .363-383; Ó. Weininger. Pleć i charakter. Ił. O. Orlwin. Warszawa 1995
" M. Janion. Dlaczego rewolucja jest kobietą'.', w: Historia i wyobraźnia.
Studia ofiarowane B r o n i s ł a w o w i Baczce. Warszawa 1992, s. 114
T a m ż e . s. I 13
* Z. Podgórzec. Wokół ikony. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim. Warszawa
1985, s. 182
4 1

4 4

4

4

4 1

4

:

„Kultura"

s. 36

/ Santa

Crocc,

W e n e c j a . F r a g m e n t y obrazu

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.