http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/5180.pdf
Media
Part of Etnografia żywych ludzi/ Barbarzyńca 2008 nr 2(12)
- extracted text
-
Antoni Bartosz jest doktorem nauk humanistycznych
Université Paris IV en Sorbonne, znawcą literatury francuskiego średniowiecza, tłumaczem,
wykładowcą akademickim na Uniwersytecie Jagiellońskim.
W latach 2001-2007 był dyrektorem Małopolskiego Instytutu Kultury,
obecnie pełni funkcję dyrektora Muzeum Etnograficznego
im. Seweryna Udzieli w Krakowie.
atia
Z Antonim Bartoszem rozmawia Weronika
Jest Pan z wykształcenia filologiem. Dlaczego wy
brał Pan muzeum etnograficzne?
Chodacz
tam przeżywane wówczas gesty, odłożyły się
we mnie głęboko. Wtedy robiły na mnie przede
wszystkim mocne wrażenie, a dziś widzę w nich
o etnografia jest dla mnie ważna. Mówi instynktowną, tajemną relację ze światem, jaką
wiele o mnie samym, mówi wiele o dru utrzymywali moi dziadkowie i rodzice i w jaką
gim człowieku. Uświadamia znaki toż mnie wprowadzali.
samości, sposoby życia. Mam też jeszcze inne
Co niedzielę obchodziłem z dziadkiem nasze
motywacje osobiste. Otóż bez względu na to, pola i zastanawiałem się, co my na tych polach
kim jestem z wykształcenia, a jestem romanista, właściwie robimy. Dziadek mówił: „Trzeba je,
mediewistą i — jak mawia mój szwagier — „po synku, obejrzeć". Dziś myślę, że on wychodził
robiłem jakieś sorbońskie nauki", jestem przede i patrzył na to, co odziedziczył, że to właśnie był
wszystkim chłopskim synem, który kiedyś wy jeden z takich rytuałów, który opierał się na prze¬
szedł w świat ze swojej wioski. Dobrze pamię konaniu, że to, co się otrzymało, co się ma pod
B
nU
BARBARZVÑCA
Wywiad
4
opieką, należy w Dzień Pański na nowo zoba
czyć i ocenić stan spraw. Kiedy miałem j u ż naście
lat, na święto Matki Boskiej Zielnej obchodziłem
pola ze święconą wodą, żeby je pokropić. Czu
łem wtedy, że robię coś ważnego. Zastanawia¬
łem się, czy dzięki temu ziemia obrodzi nam
lepiej, w każdym razie czułem, że powierzano
mi coś ważnego. W wigilię Bożego Narodzenia
rano mama dawała mi paczkę, zwykle wiktuały,
i wysyłała mnie „z kolędą". Słowo „kolęda" j u ż
wcześniej rozumiałem jako podarunek, dar, ro¬
dzaj premii na koniec roku, dopiero na drugim
miejscu jako pieśń.
Wychowałem się więc w atmosferze, w której
gesty wobec drugiego człowieka i wobec świata
były ważne. To mi zostało do dziś. A jednocze¬
śnie mocno interesuje mnie kultura jako zjawi¬
sko, a to zainteresowanie rozwinęło się głównie
poprzez mediewistyczne wykształcenie.
Studia francuskiego średniowiecza pokazały
mi ciekawy model kultury, który nie przestaje
mnie inspirować. Zaintrygowało mnie to, jak
literatura tego obszaru i tego okresu tworzyła się
i była przekazywana. W pewnym sensie była naj
pierw wspólnotą wyobraźni, stąd tylu anonimo
wych autorów. Jednocześnie w a ż n a była sztuka
wariacji. Ten sam „tekst" (z zastrzeżeniem, że
współczesne pojęcia tekstu, autora, czytelnika
itd. mają niewiele wspólnego z ówczesnym rozu
mieniem tych ról i pojęć) zyskiwał nową jakość
właśnie poprzez świadomą wariację. Przy czym
stopień wyrafinowania sięgał tu zawrotnych
wyżyn, jak w przypadku trubadurów, a obieg
kultury zakładał aktywny odbiór, rodzaj nie¬
ustannego napięcia pomiędzy kreacją a typem
odbiorcy i sposobem interpretacji. Na przykład
pieśń epicka żyła przez ponad dwa wieki właśnie
dzięki nieustającemu dialogowi z publicznością,
niezależnie od tego, czy przestrzenią odbioru
były karczmy, czy dziedzińce świątyń. Na tym
polu średniowiecze ukazało m i to, co stano
wi o jakości kultury: osobiste zaangażowanie.
Dziś nasz system kultury jest w dużej mierze
„serwisowy", wyklucza strukturalnie głębszą
aktywność odbiorcy, nie daje mu na to szans, jest
spełnianiem oczekiwań bardzo przeciętnych.
Jeśli jednak postawimy odważnie na tworzenie
sytuacji i programów, w których liczyć się będzie
osobisty dialog odbiorcy z wartościami kultury,
a w ostateczności jego rozwój (a każdy chce się
rozwijać, choć nie zawsze to od razu wie), to
wówczas kultura zacznie nabierać rzeczywistego
znaczenia, zacznie stawać się tym, czym w głębi
jest: podstawą człowieczeństwa.
I tu dochodzimy do etnografii. W sposób
wybitny etnografia ma właśnie to „coś". Ma
istotową, rzec można, ofertę człowieczeństwa,
sama w sobie jest ciągłym poszukiwaniem, re¬
fleksją. Dlatego kiedy myślę o muzeum etno¬
graficznym jako o „moim muzeum — muzeum
0 mnie", w znaczeniu muzeum, które jest ważne
dla każdego, to czerpię i z inspiracji chłopskich,
1 z inspiracji, które przyniósł mi uniwersytet.
Jakie są Pana plany na muzeum etnograficzne?
Obecna ekspozycja stała ma charakter bardziej
historyczny niż etnograficzny.
Zacznę od najstarszej części wystawy, po
wstałej w latach 50. ubiegłego wieku. U w a ż a m ,
że należy pozostawić ją w niezmienionej formie,
stwarzając jednak lepsze narzędzia do zrozu¬
mienia tego, z czego jej kształt wynika, jakimi
wartościami kierowali się wtedy etnografowie
w wystawiennictwie. Bo to także jest ważne i cie¬
kawe. Nie należy gubić historii, nie sądzę też, że
dziś jesteśmy pod jakimś względem lepsi. Jestem
za tym, żeby tę historię — całą, taką jaka jest —
umieć przyjąć. Co prawda patrzymy dziś ina¬
czej na wiele spraw, ale to także jest tylko punkt
widzenia, który kiedyś wpisze się w historię tego
muzeum, stanowiąc pewien etap.
Łatwo jest nam dziś perorować na temat wła¬
ściwych zasad budowania kolekcji z nutą depre-
BARBARZVNCA
Z Antonim Bartoszem rozmawia Weronika Chodacz
cjonującą niegdysiejsze wybory. Należy jednak
pamiętać, że kolekcja Muzeum Etnograficznego
w Krakowie w ogóle powstała i stworzyli ją lu¬
dzie o ogromnej pasji. Seweryn Udziela w spo¬
sób intuicyjny, wielkim nakładem pracy, tworzył
kolekcję na temat świata, który go intrygował.
Przeczuwał, że kultura chłopska zawiera nie¬
doceniane skarby także dla tych, którzy nie są
chłopami. Warto jego punkt widzenia zrozumieć
i go pokazać. Jednocześnie jest oczywiste, że te¬
mat kultury chłopskiej czy też kultury ludowej
(jak ją nazwali inteligenci) stawia dziś zupełnie
nowe wyzwania. Kultura chłopska bezpowrotnie
minęła. Jak zatem mądrze o niej pamiętać? A je¬
śli rzeczywiście istnieje jeszcze dzisiaj kultura
ludowa, to jak ją opisać i określić? Jak brzmią
dobre pytania, które pozwolą szukać na to od¬
powiedzi?
Wracając do ekspozycji stałej: najstarszą część
zachowamy, a nowsze aranżacje zostaną przepra¬
cowane. W przyszłości, kiedy uwolnimy ratusz
od funkcji magazynowych, stworzymy wystawę
stałą także z naszych zbiorów egzotycznych oraz
z kolekcji dotyczącej kultur europejskich.
Czy na ekspozycji w muzeum etnograficznym jest
miejsce na przedmioty współcześnie
używane, pro
dukowane masowo, które należą do kultury popu
larnej, chociaż może nie mają szczególnej
wartości
artystycznej? Czy raczej muzeum powinno się
skoncentrować
na odtwarzaniu historii?
Wszystko zależy od punktu widzenia, który
obieramy dla pokazania jakiejś rzeczy. Ważne,
by ten punkt widzenia ujawnić, wskazać jasno
kryteria, jakimi się posługujemy. Tu mała dy¬
gresja. Miałem okazję pobyć dłużej w Muzeum
Etnograficznym w Neuchatel w Szwajcarii.
Tamtejsze publikacje do wystaw opisują proces
powstawania tychże wystaw od A do Z. Wszyst¬
ko wiadomo: kto tworzył scenariusz (zwykle
grupa), czym się kierował, opisane są sytuacje
PD08
BARBARZYŃCA
5
impasu, zabrnięcia w ślepe zaułki, drogi po¬
szukiwania rozwiązań, aż do opisu ostatecznej
propozycji.
Wracając do pytania: jest dla mnie jasne, że
przedmioty będące wytworami współczesnej
kultury popularnej powinny być pokazywane na
naszych wystawach — choćby po to, żeby uświa¬
domić zwiedzającym proces ewolucji: kiedyś
żyliśmy w klimacie takich wzorów, dziś wytwa¬
rzamy takie.
Równolegle muzeum etnograficzne powin¬
no promować wzorce źródłowe, które zawiera
stuletnia kolekcja. Tak czyni obecna wystawa
zabawek krakowskich. Można na niej zobaczyć
zabawki sprzed stu lat oraz poznać ich wytwór¬
ców. To pierwszy krok. Krok drugi to odtworze¬
nie tych zabawek, między innymi po to, by poja¬
wiła się alternatywa dla wzorów cepeliowskich.
W przyszłości będziemy mieli własny kram na
emausie, na rękawce, i nie tylko tam, aby pokazy¬
wać wzorce oryginalne. Jeśli taką zabawkę kupię,
to po to, by moje dzieci miały kontakt z czymś,
co u w a ż a m za wartościowy wzór estetyczny,
a jest też wspomnieniem z mojego dzieciństwa.
Ale przecież nie stanę się przez to ludowy. Ten
zakup będzie znaczył tylko tyle, i aż tyle, że cenię
świat rzeczy dawnej kultury chłopskiej i wpro¬
wadzam go w świat własny. Ale bez popadania
w folkloryzm. Szanuję tę tradycję i z jej wzorów
chcę zaczerpnąć dziś, ale na swój sposób. Trochę
z potrzeby, trochę z intuicji, resztę kształtuje ży¬
cie. Taki „przekład" jest autentyczny, wyklucza
sztuczność, pozę „ludowości". Jednocześnie jest
to możliwe dzięki temu, że ktoś strzeże wzoru
i go udostępnia.
A czy Pana zdaniem na wystawie zabawek kra
kowskich mogłaby się pojawić lalka Barbie?
Jak najbardziej, można by wtedy pokazać
przejście od pierwszych ręcznie wykonywanych
zabawek po współczesne „automaty". Mógłby
6
też pojawić się Harry Potter (dla jasności: to nie
mój ulubiony bohater, ale jest dziś znaczącym
zjawiskiem). Ponieważ na wystawie, o której
mowa, są bardzo ciekawe zabawki z Panem
Twardowskim, zestawienie z nimi postaci Potte¬
ra doprowadziłoby, być może, do interesujących
wniosków. Ale to tylko hipoteza.
Co zrobić, żeby widz rozumiał, co ogląda w mu
zeum etnograficznym? Jak Pan się odnosi do dys
kusji w muzealnictwie na temat tego, czy lepiej
eksponaty podpisywać,
czy umieszczać je w kon
tekście?
Wywiad
działa. Innymi słowy, żeby móc przeżyć ekspo¬
zycję, widz musi otrzymać szansę osobistego jej
zrozumienia, na różne sposoby, niekoniecznie
w towarzystwie przewodnika.
Przy okazji podkreślę, że kontekstem dla
przedmiotu może być także metafora. Na przy¬
kład gwasze, które teraz pokazujemy na wysta¬
wie „Raslila — taneczne wyzwolenie", a które
obrazują hinduski taniec religijny, wpisane zo¬
stały właśnie w metaforę kolistego ruchu. Nie
materializujemy tam szerokiego kontekstu tych
tańców (prócz kilku wybranych przedmiotów),
kreujemy jednak za pomocą analogii ducha
tych tańców. To innego rodzaju kontekst, ale nie
mniej pożyteczny dla zrozumienia rzeczy.
Jestem zdecydowanie za budowaniem kon
tekstu. W dotychczasowej tradycji muzealnej
eksponat jest eksponatem samotnym. Nawet Bywa tak, że człowiek w muzeum etnograficznym
jeśli kołyska jest ustawiona w całkowicie od czuje się wyobcowany. W jaki sposób można zaan
tworzonej izbie, nawet jeśli stoi w miarę na gażować widza w
ekspozycję?
swoim miejscu albo zwisa z sufitu, to gdy wcho
dzimy, wciąż nie wiemy, jaki był rytm dnia,
Na przykład poprzez rodzaj gry, w której bę¬
jaka krzątanina, kiedy dziecko w tej kołysce dzie mógł wziąć udział, jeśli zechce. Wspomnia¬
przebywało, kto je bawił, jak się wychowywało. na wystawa o „Raslili" taką szansę daje. W cenie
Nie znamy całego kontekstu. Widzimy wiszą biletu widz otrzymuje lusterko. Wchodząc na
ce portki. Ale kiedy je zakładano? I czy należy ekspozycję, trafi na wolno wirujące kręgi, dojrzy
pokazywać tylko te odświętne? Czy nie należy też na suficie dziwne napisy. Wszystko to narzu¬
również pokazać najzwyczajniejszej w świecie ca pytanie o ukryty sens tych instalacji, o funk¬
koszuli z tamtych czasów? Jeśli więc chcemy cję treści na suficie. A lusterko okaże się bardzo
dać opis autentycznego przeżywania tamtego pomocne. Myślę, że na „Raslili" nie poczuje się
świata przez tamtych chłopów, jak w cytowa¬ pani wyobcowana, przeciwnie: poczuje się pani
nym przypadku, powinniśmy też dać widzowi zaproszona do myślenia. Bo wizyta w muzeum
narzędzia do pełniejszego poznania przedsta¬ etnograficznym ma nade wszystko wywołać
wianej sytuacji.
pytania, nie dostarczając koniecznie gotowych
W związku z tym wypracujemy nowe „kody odpowiedzi.
dostępu" dla rozumienia odtworzonych izb
ludowej
i warsztatów na ekspozycji stałej. Nie zawsze Czy zamierza Pan oprócz twórczości
przedmioty seryjnej produkcji współ¬
chodzi o nowe technologie, choć na przykład gromadzić
w foluszu posłużymy się projekcją wideo (mało cześnie na wsi używane?
kto j u ż ma pojęcie, jak folusz funkcjonował).
Dotyka tu pani podstawowej kwestii, jaką
Chcemy też stworzyć kopie eksponatów, które
jest
budowanie kolekcji dzisiaj. J u ż zaczęliśmy
znajdą się w osobnej sali. Widz będzie mógł
wziąć każdą rzecz do ręki, przekonać się, jak w muzeum dyskusję na ten temat. Te poszuki-
BARBARZYŃCA
PD08
Z Antonim Bartoszem rozmawia Weronika Chodacz
wania chcemy prowadzić wspólnie ze środowi¬
skami uniwersyteckimi. Jestem przekonany, że
i teoretycy, i praktycy znajdą na tym polu poży¬
teczną cząstkę dla siebie. Wśród istotnych pytań
jest i to: co za 50 lat z tych zakupów, które robimy
dzisiaj, okaże się zakupem w a ż n y m ? To oczywi¬
ste, że trzeba myśleć nie tylko o tym, co zakupu¬
jemy z przeszłości, ale też z dzisiejszego świata.
Choć za 50 lat, czy tu jeszcze będziemy, czy nie,
powinniśmy się móc wytłumaczyć z przyjętych
kryteriów, dlaczego kupiliśmy taki przedmiot,
a z takiego zrezygnowaliśmy, jak również sze¬
rzej: czym w ogóle była dla nas etnografia na
początku X X I wieku?
Formułowany jest mocno postulat, że współ
czesna etnografia powinna się zająć szeroko
pojętym obyczajem, zarówno na terenach wiej¬
skich, które dziś z tradycyjną wsią nie mają wiele
wspólnego, jak i na terenach miejskich; że na
przykład dzisiejsze subkultury należą właśnie
do szeroko rozumianej kultury ludowej czy po¬
pularnej i w związku z tym stanowią naturalny
przedmiot badań dla etnografów. Odpowiedź na
te postulaty to dla nas kwestia fundamentalna.
Istnieje ryzyko, że popadniemy we wszystko¬
izm. Co nie znaczy, że mamy się uchylać od
odpowiedzi. Musimy na przykład zdefiniować,
jaki zakres miejskości u w a ż a m y za istotny dla
opisu, jeśli uznamy, że także obyczaj „miejski"
jest domeną naszych powinności. Mamy tu pew¬
ne intuicje, ale czy potrafimy jasno je uzasadnić
dla samych siebie? Boję się, że niekiedy kryteria
będziemy formułować post factum. I jeszcze
jedno istotne w tym wszystkim kryterium: wier¬
ność historii, wierność podskórnej tradycji tego
muzeum. To oczywiście kwestia interpretacji
(wierność nie znaczy powtarzalność). Powinna
się dokonać w spojrzeniu tyleż od wewnątrz, co
od zewnątrz. Ale nie możemy jej zaniedbać. Tę
pracę, skądinąd pasjonującą, musimy wykonać
sumiennie, jeśli chcemy zwiększyć szanse traf¬
ności wyborów na przyszłość.
nU
BARBARZYŃCA
Jakie są tematy ludowe we współczesnej
miejskiej?
7
kulturze
Na przykład temat ogródków działkowych.
Jest to z jednej strony temat bardzo miejski,
z drugiej chłopski, z trzeciej jeszcze nomadyczny. Czemu jestem tak przywiązany do miniatu¬
rowego niekiedy kawałka ziemi? Dlaczego go¬
dzę się na to, by był wyspą w morzu innych wysp,
wyspą, którą ogradzam, a pośrodku klecę altankę
z przeróżnych materiałów? Przecież i tak nie je¬
stem zupełnie u siebie! Dlaczego więc uciekam
do tego erzacu niezależności pośrodku innych
wysepek, które takie samo poczucie niezależno¬
ści mają dawać ich właścicielom? Ów wzorzec
ogródka działkowego jest niezwykle mocny.
W Krakowie istnieją osiedla, gdzie działki wci¬
skają się pomiędzy bloki mieszkalne. Co prawda
nie jest to temat ludowy w znaczeniu ścisłym
(choć wątek ziemi jest właśnie chłopski), ale jest
ludowy w znaczeniu powszechniejącego oby¬
czaju i zachowań magicznych, które są widoczne
w owym sposobie spędzania wolnego czasu, czy
w ogóle sporych przestrzeni życia, przez miasto¬
wych. Zresztą, jakkolwiek by go kwalifikować,
jest to temat wybitnie etnograficzny.
W swoich projektach kładzie Pan duży nacisk na
relacje ze społecznością
lokalną. Jak by to miało
wyglądać?
Mieszkam blisko pewnego muzeum i nigdy
nie otrzymałem stamtąd zaproszenia czy choćby
informacji. Chociaż jestem jego sąsiadem, owo
muzeum w ogóle się mną, jako sąsiadem, nie
interesuje. Ostatnio kupowałem chleb w piekar¬
ni przy placu Wolnica, gdzie mieści się siedziba
naszego muzeum. Z rozmowy ze sprzedawczy¬
nią wyszło, że nigdy w tym muzeum nie była,
choć od jego gmachu dzieli ją odległość 50 me¬
trów. Powinnością muzeum jest wyjść do niej,
do okolicznych mieszkańców, umieć dotrzeć do
8
Wywiad
sąsiada Kowalskiego, sprawić, że nie tylko będą
oni odwiedzali wystawy, ale uznają to miejsce za
ważne dla siebie.
Osobnym wyzwaniem jest zagospodarowa¬
nie placu Wolnica, który graniczy z budynkiem
muzeum. Po pierwsze, planujemy umieszczać
tam, jeśli warunki na to pozwolą, zwiastuny na¬
szych wystaw. Na przykład przy okazji wystawy
o ogródkach działkowych zamierzamy założyć na
placu autentyczną rabatę z altaną, którą widzowie
będą mogli zagospodarować, a stamtąd przybyć
na wystawę o działkach... Po drugie, przygotowu
jemy duży, kompleksowy program etnograficznej
obecności na placu. Między innymi budujemy
nowe ścieżki edukacyjne, w szczególności dla
licealistów, które plac Wolnica będą miały za na¬
turalny plener dla wielokulturowych tematów.
|
Nawiązujemy współpracę z muzeami na Ka
zimierzu i w Podgórzu, żeby przez jeden dzień
w tygodniu były czynne do późnego wieczoru,
tak aby każdy mógł spokojnie zdążyć po pracy.
Nie tylko raz w roku, w ramach Nocy Muzeów,
ale każdego tygodnia. Chciałbym wyjść z ofertą do
ludzi starszych, którzy są grupą zwykle pomijaną,
ale mającą dużo ciekawych rzeczy i do powiedze
nia, i do zrealizowania. Trzydziesto- i czterdziestolatkowie to osobna grupa, która żyje często
w szalonym biegu, a którą chciałbym do muzeum
etnograficznego przekonać. Wizyta u nas mogłaby
przypomnieć im temat korzeni, skłonić do prze¬
myślenia od nowa ważnych spraw.
Jakie inne działania oprócz wystawiennictwa za¬
mierza Pan podejmować
w muzeum?
Muzeum Etnograficzne w Krakowie imienia Seweryna Udzieli
M E K t o najstarsze w Polsce m u z e u m e t n o g r a f i c z n e . W 1 9 0 4 r o k u p o w s t a t oddziat e t n o g r a f i c z n y p r z y M u z e u m
N a r o d o w y m . Z inicjatywy S e w e r y n a U d z i e l i , n a u c z y c i e l a i k o l e k c j o n e r a , o r a z p o p i e r a j ą c y c h g o p r o f e s o r ó w U J ,
m . i n . Juliana T a l k o - H r y n c e w i c z a i F r a n c i s z k a B u j a k a , w 1 9 1 0 r o k u p o w o ł a n o d o ż y c i a T o w a r z y s t w o E t n o g r a f i c z n e ,
k t ó r e g o c e l e m byto u t w o r z e n i e M u z e u m E t n o g r a f i c z n e g o . S t a r a n i e m c z t e r n a s t u c z ł o n k ó w z a ł o ż y c i e l i , z w y k o
r z y s t a n i e m m . i n . e k s p o n a t ó w o t r z y m a n y c h o d m i e s z k a ń c ó w K r a k o w a , w l u t y m 1911 r o k u o t w o r z o n o p i e r w s z ą
w y s t a w ę w b u d y n k u p r z y ulicy S t u d e n c k i e j . D w a lata p ó ź n i e j m u z e u m p r z e n i e s i o n o n a W z g ó r z e W a w e l s k i e .
P r a c o w n i c y M E K - u k o n c e n t r o w a l i się g ł ó w n i e n a p o s z e r z a n i u z b i o r ó w d o t y c z ą c y c h t e r e n ó w Polski i k r a j ó w
o ś c i e n n y c h . J e d n a k j u ż w 1 9 1 3 r o k u m u z e u m m o g ł o się p o s z c z y c i ć blisko 8 0 0 o b i e k t a m i
sprezentowanymi
p r z e z p o d r ó ż n i k ó w Stefana Szolca-Rogozińskiego (kolekcja afrykańska) i B e n e d y k t a D y b o w s k i e g o (zbiory z Sy
berii). O k r e s m i ę d z y w o j e n n y t o c z a s i n t e n s y w n e j działalności o ś w i a t o w e j i s z e r e g u inicjatyw a d r e s o w a n y c h d o
l u d n o ś c i w i e j s k i e j . W 1 9 3 7 r o k u z m a r ł S e w e r y n U d z i e l a , j e g o n a s t ę p c ą n a s t a n o w i s k u d y r e k t o r a m u z e u m został
T a d e u s z S e w e r y n . P o d c z a s drugiej w o j n y ś w i a t o w e j z n i s z c z e n i u uległo o k o ł o 1 2 % kolekcji m u z e a l n e j . W 1 9 4 8
r o k u m u z e u m p r z y d z i e l o n o b u d y n e k r a t u s z a n a placu W o l n i c a , a w 1 9 8 6 r o k u t a k ż e t z w . D o m E s t e r e k p r z y ulicy
Krakowskiej. O b e c n i e M u z e u m Etnograficzne dysponuje przeszło 8 0 tysiącami eksponatów.
BARBARZYŃCA
ł[\ł) P D 0 8
Z Antonim Bartoszem rozmawia Weronika Chodacz
9
Muzeum na pewno będzie prowadzić in¬ Czy zamierza Pan współpracować
z Instytutem
tensywną działalność wydawniczą. Planujemy Etnologii UJ?
na przykład stworzyć obszerną monografię,
Nie wyobrażam sobie naszego muzeum bez
która pokaże, jak zróżnicowana jest Małopol¬
ska, a turystom uświadomi, że Małopolska to współpracy z Instytutem. Nawiązaliśmy już pierw
nie tylko Kraków i Zakopane. Będą publikacje sze kontakty. Z jednej strony muzeum powinno
naukowe, uruchomimy też serię, która będzie umieć samodzielnie prowadzić badanie terenowe
zaproszeniem do etnograficznego patrzenia na i dawać opisy rzeczywistości takiej, jaką przebada
ło. Z drugiej jednak wiele wyzwań, w tym także
rzeczywistość.
badania,
powinniśmy podejmować wspólnie z et
Innym projektem są krótkie filmy etnogra¬
ficzne na współczesne tematy, kilkunastominu- nologią uniwersytecką oraz z innymi środowiska
towe etiudy dotyczące ciekawych zjawisk i osób. mi twórczej myśli. Przy czym muzeum powinno
Na przykład człowieka zawodowo rejestrujące¬ zachować swoje przywiązanie do pierwszych me
go kamerą wesela. Jego praca stała się j u ż nowym tod etnograficznych, które wcale nie przeminęły
zawodem czy zwyczajem. A zawód ten powstał, i pozostają znakomitym narzędziem.
bo zachodzi znacząca ewolucja w innym z kolei
W etnografii musimy przywrócić też miej¬
obyczaju, jakim jest wesele.
sce ludziom bardzo osobnym, indywidualnym,
Bardzo w a ż n a będzie strona internetowa, żywym. Stawiamy na etnografię żywych ludzi
nie tylko jako środek informacji o najnowszych i chcemy być miejscem, w którym każdy, kto wej
wydarzeniach, ale i o kolekcji. Muzeum ma po¬ dzie w nasze progi, wejdzie na powrót we własne
nad 80 tysięcy eksponatów i 200 000 jednostek buty (świetnie pisał o tym Michera).
w Dziale Dokumentacji Kultury Ludowej i Hi¬
storii Muzeum. To oczywisty materiał na stronę Na koniec kilka słów do
barbarzyńców.
internetową, skierowaną zarówno do szerokiej
publiczności, jak i w przyszłości — w formie bazy
W 11. numerze „Barbarzyńcy" znalazłem
danych — do środowisk badaczy. Już teraz na cytat ze Stanisława Lema, który wydaje m i się
stronie prezentujemy obiekt tygodnia. Z pierw¬ inspirujący i dla barbarzyńców, i dla Muzeum
szych reakcji wynika, że rubryka ta cieszy się Etnograficznego w Krakowie: „Gdyby ludzie
dużym zainteresowaniem. Strona internetowa robili tylko to, co wyglądało na możliwe, do
będzie też odsłaniać pracę muzealników: tematy
dzisiaj siedzieliby w jaskiniach". Żyjemy w cza¬
kwerend w dziale dokumentacji, pracę konser¬ sie, w którym etnografia stoi przed rozlicznymi
watorów, komisji zakupów, tematy i przebieg wyborami co do przedmiotu swoich prac i co do
badań terenowych itd.
sposobów angażowania się w świat. Taki czas
Powstaje szeroko zakrojony program wolon- potrzebuje wizjonerstwa, odwagi umysłu. Życz¬
taryjny. Po pierwszej kampanii medialnej zgła¬ my sobie nawzajem, by tych przymiotów nam
szają się chętni, młodsi i starsi, do współpracy nie zabrakło. Z drugiej strony bądźmy świadomi
z MEK-iem. Zapewniam, że zakresy prac będą ryzyka, z jakim dokonywanie tychże wyborów
ciekawe, a nasi wolontariusze nie będą pomoc¬ się wiąże, ale pamiętajmy też, żeby obawa przed
pomyłką nie pętała nam wyobraźni i rąk.
nikami, lecz partnerami.
Wywiad opracowały
Weronika Chodacz i Katarzyna Nowak
P0 08
BARBARZYŃCA
