http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/4638.pdf
Media
Part of Kilka uwag o monstrach i potworach/ Antropolog wobec współczesności
- extracted text
-
WOBEC
CIELESNOŚCI
Piotr Kowalski
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ
Kilka uwag o monstrach i potworach
Chłopi w karczmie, niepomni na rozgrywające się obok nich dramatyczne wydarze
nia, pełne egzystencjalnego napięcia, od czasu do czasu podnoszą się znad kufli
i dzielą sensacyjnymi doniesieniami.
C H Ł O P I Ł o ń s k i e g o r o k u , p r z e d samą wiliją, k r o w a c o ś mówiła d o M a r c i n a .
C H Ł O P I I O p o w i e d z c i e no, k u m i e .
C H Ł O P I A n o , p o s z e d ł M a r c i n d o o b o r y a k r o w a powiedziała d o niego w e d l e ż ł o ba: „ N i e jest d o b r z e , M a r c i n i e " .
C H Ł O P I I I C o nie jest d o b r z e ?
C H Ł O P I T a k ż e samo i M a r c i n ją zapytał: „ C o nie jest d o b r z e , k r o w o ? " . A k r o w a na
t o : „A tak, w o g ó l e t o n i e jest d o b r z e " - i t y l k o siano jadła. M a r c i n jeszcze t r o c h ę
p o c z e k a ł , b o myślał, ż e m o ż e co w i ę c e j p o w i e . S t o i , a ona nic, t y l k o siano je. Postał g o
dzinę, p o s t a ł i d w i e , aż g o n o g i zabolały i w y s z e d ł ( M r o ż e k 1983, s. 3 3 ) .
W kolejnej chwili przytomności, gdy ockną się z prawdziwie metafizycznej nie
mocy wspomną o t y m , że Maciejowi zaskroniec wpadł do barszczu. Chłop p o
wiedział wtedy że nie będzie więcej jadł, i rzeczywiście nie jadł. Za czas jakiś przy¬
pomina i m się też niezwykłe zdarzenie:
C H Ł O P I Z a s i ę jeden był silny okrutnie.
C H Ł O P I I O p o w i e d z c i e no, k u m i e .
C H Ł O P I A n o , zadziwił c i się o n raz, aż się za g ł o w ę złapał...
C H Ł O P I I I T o i co, ż e się złapał za g ł o w ę ? N i e d z i w o t a .
C H Ł O P I Poczekajcie k r z y n ę . Z ł a p a ł c i się o n , a jako ż e s i l n y b y ł o k r u t n i e , głowa m u
w r ę k a c h została.
C H Ł O P I I M u s i w s z y i b y ł słaby
C H Ł O P I W s z y i b y ł słaby ale za t o w r ę k a c h silny
C H Ł O P I I I S i l n y m t e ż nie jest d o b r z e . . . ( M r o ż e k 1983, s. 5 8 ) .
Głęboka prawda, cała mądrość ludu zdaje się objawiać w tych krótkich porusze
niach ducha, które każą przerwać chłopom bezdenną medytację swojego losu. Po
tęga ludowych przemyśleń jest porażająca - krowy gadają, jako że są wiedzące, choć
181
Piotr Kowalski
barany zapewne wiedzą więcej, niedobrze silnemu, bo ręce może silniejsze ma od
szyi. M i m o wszystko zatroskanie krowy sytuacją świata czy bezgłowy korpus m o
carza nie okazują się faktami na tyle elektryzującymi, żeby przynieść pijącym
otrzeźwienie i zmusić do podjęcia jakiejkolwiek działalności. N i e m o c chłopskich
bohaterów stanowi manifestację, jak pisywał Witkacy zaniku uczuć metafizycz
nych - oznacza więc zgodę na oczywistość świata, niemożność dostrzeżenia cze¬
gokolwiek poza t y m , co naskórkowo doświadczane, poniechanie trudu rozumienia.
Spłaszczenie obrazu świata tłumaczy bierność, brak emocji, gotowości do zdziwie
nia, tego niezbędnego warunku człowieczeństwa . W zaniku ciekawości, wygaśnię
ciu odkrywczego i poruszającego zdumienia zobaczyć można symptomy tendencji
generalnych - oto przyczynek do charakterystyki sposobu bytowania „jednowy
miarowego człowieka" , którego poznawcze i egzystencjalne problemy komplikują
się jeszcze bardziej w kontekście ponowoczesnej presji obrazów, luster i ekranów.
C h o ć na razie dramat nierozróżnialności tego, co jest rzeczywistością, i jej przed
stawień zdaje się nie dotykać codziennego życia, to jednak dyskretnie, acz skutecz
niej symulakry zawłaszczają coraz większe obszary doświadczenia. Gadająca kro¬
wa, zaskroniec w zupie czy bezgłowy siłacz może być medialną ciekawostką, ale
przecież nie źródłem zadumy nad dziwnością istnienia.
1
2
*
G d y w X V I w. kolekcjonerzy zaczynali tworzyć gabinety osobliwości, ich zaan
gażowanie i pasja były symptomem zjawiska znacznie poważniejszego: zmiany sto
sunku do Wszechświata, nowej definicji człowieka i jego miejsca w Kosmosie, a więc
najpierw - w naturze.
Natura może powoływać do istnienia różne dziwaczne formy, trafiają się pomyłki,
w y b r y k i czy nieudaczności. To one są atrakcjami w gabinetach osobliwości, w któ
rych kolekcjonerzy zaspokajając swoją ciekawość i żądzę posiadania, układają w ga¬
blotach, w szafach i na półkach okazy fauny i flory, minerały, pozostałości po dawnej
kulturze, szczególne miejsce rezerwując dla zdumiewających kuriozów. Niejedno¬
krotnie w kolekcjach znajdowały się słoje z potworkami zanurzonymi w konserwu¬
jących płynach. Okazy zwyczajne i te, które kwestionują normę, są po to, by ukazać
1
Tę starą formułę, prowadzącą d o refleksji o potrzebie poznania i doświadczenia metafizycznego,
przypomniał w swej naukowej, i jednocześnie głęboko humanistycznej, pracy Erich F r o m m : „Jeżeli
prawdą jest, że z d o l n o ś ć d o dziwienia się jest początkiem mądrości, t o prawda ta stanowi smutny ko
mentarz d o mądrości współczesnego człowieka. Przy w s z y s t k i c h zaletach wynikających z osiągnięcia
wysokiego stopnia literackiej i powszechnej edukacji - utraciliśmy ów dar dziwienia się czemukol
w i e k " ( F r o m m 1972, s. 25). Książka, jak i inne ważne dzieła amerykańskiego psychoanalityka -
co
w a r t o pamiętać - powstawała w czasach pierwszej powojennej debaty o k r y z y s i e wartości, zagroże
niach ze strony k u l t u r y masowej, niebezpieczeństwach społeczeństwa d o b r o b y t u i t d .
2
Tytuł głośnej książki H e r b e r t a Marcusego stał się skrótową prezentacją egzystencjalnych zagro
żeń, jakie niesie ze sobą nowoczesna cywilizacja i rozwój k o n s u m p c j o n i z m u (Marcuse 1991).
182
Kilka uwag o monstrach i potworach
wielobarwność świata; ich gromadzenie i prezentacja, wymagające poukładania
eksponatów, jednocześnie ujawniają tęsknotę za porządkiem, za taksonomią, której
przyznać wypada rangę podstawowej zasady organizującej świat.
Tym, co wypełnia gabloty gabinetów osobliwości, są przede wszystkim żmudnie
gromadzone okazy, reprezentujące klasy, grupy, gatunki roślin, zwierząt, rodzaje mi¬
nerałów i t d . Atrakcją szczególną pozostawać będą curiositates, rzeczy dziwne, zaska¬
kujące przez to, że nie udaje się ich ulokować w którymkolwiek miejscu kolekcji.
C h o ć bowiem nad wszystkim panuje idea taksonomii, to przecież kolekcjoner za¬
wsze „interesuje się przede wszystkimi wydarzeniami, rzadkimi, a nawet wyjątkowy
mi epizodami, które według niego tworzą historię" (Pomian 2001, s. 70). T y m samym
istotą kolekcjonerskiego stosunku do świata jest z jednej strony jego uprzedmioto¬
wienie, z drugiej zaś zachłanne zawłaszczanie przez zbieracza i nasycanie znacze¬
niami wynikającymi z jego doświadczenia czy taksonomicznych przeświadczeń:
T a k kolekcjoner, jak i ocalający je [dawne k u l t u r y ] etnograf m o g l i b y się u b i e g a ć o ostat
nie miejsce w ś r ó d o b r o ń c ó w „prawdy r z e c z y " . A u t e n t y z m [ . . . ] w y t w a r z a się b o w i e m
w trakcie usuwania przedmiotów i zwyczajów z ich bieżącej sytuacji historycznej
( C l i f f o r d 2 0 0 0 , s. 2 4 6 ) .
Curiosum to przedmiot, zjawisko czy zdarzenie, które manifestuje się szczególnie
dobitnie w działaniach kolekcjonera, albo ogólniej - w ramach wyobrażenia o po¬
znawczych powinnościach i perspektywach człowieka. Poszukiwanie osobliwości,
jakie stanowić mogłyby atrakcyjne eksponaty z coraz częściej w X V I I w. udostęp¬
nianych prywatnych zbiorów, wpisuje się w ogólną tendencję epoki - o t o tworzy
się formacja nazywana „kulturą ciekawości". Podejmowane wówczas próby opisania
i poznania świata wynikają z dostrzeżenia zbyt wielkiej liczby faktów, które nie pa¬
sują d o ustabilizowanego wcześniejszego obrazu świata. Ciekawość definiuje się
wówczas jako pasję, która bywa ryzykowna, bo zmusza do przekraczania granic po¬
znania, naruszenia standardów, a nawet naruszania podziałów na dyscypliny pozna
nia i gatunki pisarstwa. W wypowiedziach ówczesnych uczonych wyraźnie rysują
się konsekwencje ciekawości: to emocjonalne pobudzenie i fascynacja, to zdumienie,
które wstrzymuje oddech i wywołuje wypieki na twarzy.. .(Kenny 2004, s. 41-47).
Curiosum odpowiada ciekawości, ale na poziomie poznawanej rzeczywistości - to
w niej samej przecież tkwią źródła poznawczych pasji, które wywołują wątpliwości
etyczne i religijne: czy taka ciekawość nie wiedzie do postaw niebezpiecznych
i grzesznych? C z y skupienie na curiosum, na czymś, co samym swoim skandalicznym
istnieniem każe wziąć w ironiczny cudzysłów dogmatyczne prawdy o świecie, nie
prowadzi do kwestionowania spraw o wiele istotniejszych?
Niedorzeczności natury owe poszukiwane, gromadzone i chętnie opisywane raritates, przez swe nieoczekiwane, niemożliwe istnienie prowokują d o poszukiwania
ukrytego ładu, innego niż ten, który znany jest z doświadczenia i rutyny codziennoś¬
ci, ale też odmiennego od wizji sankcjonowanej przez naukę i Kościół. Naruszenie
183
Piotr Kowalski
porządku, dziwaczny w y b r y k natury porządek ten poddaje szczególnie spektaku¬
larnej próbie odporności. Skandal istnienia monstrów wymaga uporu w poszukiwa
niach zasad, które w ich obliczu zdają się ulegać niebezpiecznej erozji. By takie oswo
jenie umożliwić, żeby przywrócić pewność i spokój, potrzeba ładu spełniającego się
w dostojnym rytmie regałów i gablot.
Ratujące spokój i bezpieczeństwo rutyny codzienności estetyzowanie tego, co
budzi najgłębszy, paraliżujący lęk, musi być operacją ustanawiania dystansu, odsu¬
wania źródła grozy, zamiany powodu przerażenia w przedmiot ciekawości, w rzecz
nadającą się do oglądania, podziwiania, a nawet pogardliwego odrzucenia. Z cza
sem proces estetyzowania i kolekcjonerskich zabiegów taksonomicznych doprowa¬
dzić też może do ukształtowania skutecznej ochronnej techniki marginalizowania
zagrożeń, usuwania groźnej obcości. A b y się nie bać, że niesie z sobą ryzyko rozsa¬
dzenia bezpiecznego porządku świata, trzeba ten nośnik obcości wyprowadzić po¬
za obszar ekumeny. „Klasyfikacja" bywa poręcznym chwytem, by pozbyć się tego,
co może zranić, przerazić, dotknąć, bo jest zbyt bliskie, namacalne i tkwi w samym
centrum życia obserwatora.
Taksonomie gabinetów osobliwości tkwią w t y m samym stosunku do świata,
w którego ramach powstawały wielkie systemy porządkujące cały Kosmos - Systema
Naturae (1735) Karola Linneusza jest niezwykłym dziełem pewności, że można cały
świat: rośliny i zwierzęta, umieścić w precyzyjnie skategoryzowanym systemie. Taką
samą siatką objąć można także i człowieka, porządkując rasy występujące na świe¬
cie. O p t y m i z m poznawczy twórców „wielkich narracji", jakimi są naukowe systema¬
tyki, nie powinien przesłonić ich możliwych, dwuznacznych konsekwencji. Różni¬
cowanie świata, wytyczanie rodzajowych granic służy też nazbyt często do budowa¬
nia hierarchii, układania „eksponatów" wedle „naukowych" taksonomii, spod których
wyglądają także decyzje aksjologiczne.
*
Staropolscy pamiętnikarze i kronikarze zapisali w swych dziełach niezwykły
obraz świata i historii. W ich zapisach można odnaleźć wydarzenia istotne w planie
historycznym - najbliższej okolicy, księstwa, państwa, czasem Europy czy świata.
N o t a t k i o nich sąsiadują z tym, co dotyczyło prywatnych doświadczeń autorów, ro¬
dzinnych perypetii, urodzin, chorób, ślubów, zgonów... Nierzadkie bywały infor¬
macje innej zupełnie natury:
T e g o ż r o k u p o jesień u G a b r i e l a Sałtyska, półrolnika w e w s i C i ś c u w farze m i l o w s k i e j ,
W e r o n i k a żona j e g o urodziła t r o j e d z i e c i , samych s y n ó w j e d n y m u r o d z e n i e m . Z k t ó
r y c h d w u o k r z c z o n o , a t r z e c i n i e ż y w y u r o d z i ł się. Z a K r a k o w e m zaś t e g o r o k u
1727
dnia 23 k w i e t n i a w e w s i N i e d ź w i e d z i u z a g r o d n i c z k a urodziła d w u c h ł o p c z y k ó w z s o b ą
z r o ś n i ę t y c h o j e d n y c h w n ę t r z n o ś c i a c h i sercu, co z n a c z y ł j e d e n p ę p e k i prążka s p o
jona, a te l e d w o o k r z c z o n o , j e d n e m u W o j c i e c h e m , a d r u g i e g o Jerzem. A te w z i ę t o ja
ko j e d n o m o n s t r u m d o A k a d e m i e j K r a k o w s k i e j i n a p u ś c i w s z y s p i r i t u v i n i dla dalszej
184
Kilka uwag o monstrach i potworach
k o n s e r w a c y j e j [ i ] o d m a l o w a w s z y , z a c h o w a n o . Z n o w u t e g o ż r o k u 1727 d n i a 7 czerw¬
ca m i e s z c z k a k r a k o w s k a urodziła płód, k t ó r e miało g ł o w ę c z ł o w i e c z ą a t w a r z świnią,
kły w i e l k i e , usta szerokie, w nosie d z i u r e k nie było, płuca na w i e r z c h u p r z y r o s ł e ; za¬
l e d w i e okrzczone, umarło. A t o z tej o k a z y j e j p r z y d a ł o się, że w t y m d o m u w y m a l o w a
n y b y ł Z y d na świni j a d ą c y i tak z a p a t r z y w s z y się żona, t a k i e urodziła p o d o b i e ń s t w o
( K o m o n i e c k i 1987, s. 5 6 6 ) .
Kronikarz w jednej notatce zgromadził informacje o serii podobnych, bulwersu¬
jących zdarzeń, podobnych do tych, które nie były w stanie obudzić Mrożkowskich
chłopów. Wiadomości o monstrach poruszały żyjących w świecie, w którym nie było
miejsca na przypadkowe zdarzenia - choć niektóre notatki nie zostały opatrzone
komentarzem, to jednak rozpoznanie sensu ostatniego ze zdarzeń wyraźnie poka¬
zuje, że poszukiwanie znaczenia było zadaniem nie tylko poznawczo, ale także eg¬
zystencjalnie istotnym. A tropów interpretacyjnych jest wiele - najprostszym jest
odwołanie do przeświadczenia o skutkach zapatrzenia się przez kobietę ciężarną.
Monstrum było przerażające, bo budziło inne jeszcze skojarzenia - ta hybryda ludzko-zwierzęca nie miała dziurek w nosie, co było jednym z symptomów demonicz¬
nych koligacji. Z y d na świni i diabelskie elementy potwora otwierają kolejne moż¬
liwe drogi poszukiwania znaczeń.
O funkcji podobnych zapisów wiele mówi poetyka pamiętników i kronik, która
pozwala na zestawienia ich z działaniami kolekcjonerów. I tak nawet „portrety ludzi,
ich psychologia, refleksja filozoficzna, wreszcie tło opisowe są w nich słabiej r o z w i
nięte w porównaniu z pierwszorzędnym znaczeniem rejestracji zdarzeń" (Rytel 1962,
s. 62). To zdarzenia wraz z okolicznościami (Michałowska 1970, s. 160-161) były
zbierane przez pisarzy - są niczym przedmioty w gablotach gabinetów osobliwości.
To kolekcjonowanie zdarzeń wydaje się dobrze tłumaczyć jako przedłużenie myśle¬
nia w ramach kultury oralnej, której liczne ślady znajdują się w prozie pamiętnikar¬
skiej i kronikarskiej (Kowalski 2006) - to przecież dzięki zapamiętanym zdarze¬
niom przechowywane są w tamtej kulturze prawdy i informacje społecznie ważne
(Assmann 2008, s. 5 3 - 5 4 ) .
*
C o znaczą owe zapisy, uwaga poświęcana i m przez tych, którzy przede wszyst¬
kim pisują o historii lokalnej i wielkiej bądź prowadzą księgę przypadków swoich
i najbliższej rodziny? Jakie były kształty potocznego imaginarium w tamtej dobie,
jakie mechanizmy rządziły ówczesnymi procedurami tłumaczenia świata, według
jakich standardów nadawano sens elementom rzeczywistości - przedmiotom, zja¬
wiskom, postaciom itd.?
Dwie lekcje świata wydają się szczególnie ważne: z jednej strony to wyobrażenie
religijne, w którym za pomocą pojęcia grzechu tłumaczy się wszelkie anomalie po¬
jawiające się w świecie i nadaje i m sens albo kary albo signum zbliżających się klęsk.
Z drugiej strony działają już mechanizmy kultury ciekawości, którą wiązać trzeba
185
Piotr Kowalski
z taksonomicznymi nadziejami ówczesnych uczonych. C h o ć myśl naukowa nieko
niecznie inspiruje myślenie potoczne, to jednak wyrasta na gruncie pewnych stan
dardów wyobrażeniowych, jakie w potoczności są dostępne, poza t y m zaś historia
naturalna obecna była w kulturze europejskiej od wielu już wieków.
Załamanie koniunktury ekonomicznej, klęski żywiołowe, plagi, wojny i wszelkie
inne czynniki prowadzące do utraty poczucia bezpieczeństwa często wiodą do kryzy
su świadomości. Swoją dramatyczną rolę odegrał także Kościół, w którego działaniach
propagandowych, zwłaszcza w czasach kontrreformacji, szczególnie w nauczaniu
w poetyce „kaznodziejstwa strachu", wizje eschatologiczne, w zamyśle dyscyplinują
ce, raczej pogłębiały lęk i dezorientację. W dyskursie ówczesnej pedagogii często
pojawiały się rzeczy dziwne i straszne. Wykładnia niezwykłych zjawisk i anomalii w y
dawała się nietrudna do wyprowadzenia: to grzech spowodował chaos i pomiesza¬
nie w naturze.
S k o r o na tej z i e m i jest t y l u s z a l e ń c ó w , iż z a m ę t , j a k i t u panuje, s t a n o w i j a k b y z a p o
w i e d ź p o m i e s z a n i a w p i e k l e - k t ó r e jest m i e j s c e m chaosu par excellence - c ó ż d z i w
nego, że m a m y uczucie, j a k b y n a t u r a l n y p o r z ą d e k świata t a k ż e stracił „ z d r o w y " r o z s ą
dek? G r z e c h c z ł o w i e k a r o z c i ą g n ą ł się na naturę, k t ó r a za p r z y z w o l e n i e m B o ż y m i dla
p o u c z e n i a g r z e s z n i k ó w zdaje się o g a r n i ę t a „dziwnym s z a l e ń s t w e m " . Pozwala ona so
b i e na „tysiąc działań s p r z e c z n y c h m i ę d z y s o b ą l u b n i e p o d o b n y c h d o siebie". R ó ż n o
r o d n o ś ć o b r a c a się w n i e d o r z e c z n e „mieszaniny": m a c i o r a „oprosiła się", w y d a j ą c na
świat w i e p r z k a o l u d z k i m o b l i c z u ; t o z n o w u m a m y r y b ę o ł b i e lwa i p ł a c z ą c ą jak c z ł o
w i e k . Te p o t w o r n o ś c i są ilustracją g r z e c h u . ( D e l u m e a u 1994, s. 196; z o b . t a k ż e S c h i n
d l e r 2 0 0 2 , s. 3 7 2 - 4 4 9 ) .
Monstra opisywano od dawna - nowożytni komentatorzy do wykorzystania mie
li dzieła różne - od przekazów mitologicznych po uznane dzieła naukowe i kompen
dia symbolograficzne. Sięgano d o Arystotelesa, czytywano Pliniusza. Monstra i be
stie zadomowiły się w wyobraźni średniowiecznej, kiedy stopniowo, dzięki pracy
Kościoła, dokonywało się głębokie przekształcenie bóstw pogańskich i ich ikono¬
grafii w demony w przedstawienia szatanów i ich popleczników . Monstra, potwory
hybrydy z zoologii mitologicznej, z obszaru zaświatów, istot związanych np. z ry¬
tami inicjacyjnymi, przesunięto do demonologii i związano z grzesznymi pokuszeniami, z działaniami diabła albo czarownic, wymierzonymi przeciwko człowiekowi.
Monstra mitologiczne nie miały aksjologicznego nacechowania - potwory w chrześ¬
cijańskiej wizji świata mają już jednoznacznie negatywne wartościowanie. Bywają
przedstawiane jako konsekwencje grzechu, np. jako efekt bestialstwa, seksualnego po¬
łączenia człowieka i zwierzęcia. Trwałość połączeń monstrualności - animalności - be¬
stialstwa - demoniczności i t d . wciąż czeka na swojego badacza.
3
3
O roli zwierzęcych i h y b r y d y c z n y c h wcieleń w wyobrażeniach czarownic i szatana zob. G i n z b u r g
1991, s. 182-204. O popularnej ikonografii demonów z m o t y w a m i zwierzęcymi zob. W a r d i Steeds 2008.
186
Kilka uwag o monstrach i potworach
Łączenie monstrualności i demoniczności, a następnie grzeszności pozwoliło na
dodanie kolejnych wyobrażeń, znaczeń i połączeń, co nasilało się szczególne w mo¬
mentach społecznych, politycznych i egzystencjalnych kryzysów, w które w Europie
obfitowały wieki X V I I i X V I I I . I nie jest łatwe, a może nawet jest niewykonalne zwe
ryfikowanie poruszających wypadków, o których wiele mówiono i pisano w pełnych
grozy i oburzenia broszurach. Czy stało się tak naprawdę, że urodziły się dzieci bez
głowy? Czy relacje świadków są wiarygodne, czy też należą do argumentacji polityczno-propagandowej? Czy widziano takie przerażające monstra, czy też wyobraże¬
nie było na tyle sugestywne, że spodziewano się je zobaczyć?
O t o np. Anglia około 1640 r. żyła doniesieniami o przyjściu na świat dziecka bez
głowy. W jarmarcznych drukach i politycznych pamfletach przedstawiono historię
kobiety, która dziecko takie powiła. Opowiadano o katoliczce, której zwyrodniałe
obyczaje i grzeszne życie zostało napiętnowane zdumiewającym porodem. Kato¬
licy odpowiedzieli opowieścią o zbrodniach protestantów, zdziczeniu obyczajów,
których skutkami są kolejne monstra. W ferworze publicznej awantury na rycinach
przedstawiających przywódców religijnych prezentuje się ich z ogonami i innymi
zwierzęcymi atrybutami. Opowieści o bezgłowych noworodkach służyły tworzeniu
„sugestywnego obrazu kobiecego szaleństwa, błędów katolików i koneksji z czarow
nicami" (Crossy 2004, s. 53). Podejmowały „problem kontroli nad wyzwalającymi
się kobietami w czasie, kiedy patriarchalna dyscyplina, podobnie jak inne formy au
torytetu, wydawały się rozsypywać" (Crossy 2004, s. 54). Konflikty społeczne, woj¬
na wyznaniowa i monstrualność pozostawały w ścisłym związku. C h o ć za każdym
razem miały precyzyjnie zdefiniowanego zwyrodniałego wroga, to łączyły je wspól¬
ne wyobrażenia na temat kobiecej niesforności i podatności na demoralizację.
Monstra pojawiające się w dyskursie publicystycznym były sugestywnymi figu¬
rami diagnozy stanu świata i społeczeństwa. Służyły wskazywaniu przykładów spo
łecznej patologii, upadku religijności i wykroczenia poza naturalny porządek. Pisa¬
rze, prezentując w popularnych broszurach monstrualne noworodki i znajdując
oparcie w standardach normalności, traktowali je jako „znaki tego, że to świat stanął
na głowie".
„Związek między monstrualnymi istotami a monstrualnymi zachowaniami" (Cro
ssy 2004, s. 48) wydawać się musiał sprawą „naturalną", wpisaną w porządek świata.
To, co kulturowe i społeczne, podlegało więc somatyzacji - obyczaje i ciało, cieles¬
ność, biologiczność znajdowało się na jednej płaszczyźnie dyskursu. Monstrualność, poza kontekstem myśli mitycznej, gdzie była wpisana w porządek zaświatów
(więcej: Kowalski 2000), stawała się argumentem politycznym, już na poziomie
zmetaforyzowanych sensów słów i obrazów. W Nowych Atenach ks. Benedykt
Chmielowski rozdział zatytułowany O innych cudownych i osobliwych ludziach w świecie
4
4
W ten sposób m o n s t r u m stawało się e l e m e n t e m m i t o l o g i z a c j i w r o z u m i e n i u Barthes'owskim,
jako zamiana porządku n a t u r y i k u l t u r y (Barthes 2000).
187
Piotr Kowalski
to jest o Anacephalach alias bez głowy, o Cynocephalach alias psią głową mających i o innych dzi
wnej formy ludziach wypełnił informacjami o t y m , że
N a g ó r a c h i n d y j s k i c h znajdują się l u d z i e z głowami p s i e m i i g ł o s e m p s i m , alias szcze
k a n i e m . [ . . . ] W M o s k i e w s k i m zaś państwie, w k r a j u L u k o m o r a d o S a m o i e d y i należą
c y m koło r z e k i T a c h n i n l u d z i e się znajdują obrośli o psiej głowie, r y b a t a k ż e w r z e c e
w s p o m n i a n e j łowi się g ł o w ę , g ę b ę , nos, o c z y r ę c e l u d z k i e mająca, jako t a m e c z n i k r a j o p i s y światu oznajmują; w t e j ż e k r a i n i e na z i m ę l u d z i e zamierają, si c e r d e n d u m . [ . . . ]
L u d z i e na P ó ł n o c n y c h Insułach się z n a j d u j ą c y t a k w i e l k i e u s z y mają, ż e c a ł e ciało,
k i e d y t e g o p o t r z e b a pokrywają, co r o z u m i e m c z y n i ą o d s ł o t y i w i a t r ó w tej z a ż y w a j ą c
o d n a t u r y s o b i e p o z w o l o n e j o p o ń c z y a l b o [ . . . ] takową się przykrywają kołdrą b ę d ą c
zawsze n a g i e m i ( C h m i e l o w s k i 1 7 4 5 - 1 7 4 6 , s. 9 1 - 9 5 ) .
Dyskredytując przedstawicieli obcych nacji czy polityków, przypisuje się i m
hybrydyczne formy rozpoznaje animalne właściwości, obdarza epitetami, które
mają źródła często alegoryczne i sprawdzają się w gestach odrzucenia. Przekonujące
musiały być epitety sugerujące rzeczywistą monstrualność opozycji, parlamentu,
przedstawicieli Kościoła i t d .
Propagandowe mieszanie porządków i używanie w nauczaniu czy socjalizacji
stereotypowych wyobrażeń z przesunięciem semantycznym oznacza uczenie
pożądanego widzenia rzeczywistości, z ich pomocą wdrukowuje w podświadomość
pewne metody interpretacji świata, uczy dostrzegania czegoś i uruchamiania podej¬
rzliwości wobec innych.
Interpretacja monstrualności w ramach myślenia magicznego, religijnego, prze¬
niesiona do debaty politycznej współistniała z „kulturą ciekawości". Kolekcjoner¬
skie taksonomie są jednym z przykładów takich zabiegów porządkujących, u któ¬
rych podstaw leży przeświadczenie o istnieniu takiego porządku i o konieczności
lokowania każdego przedmiotu czy zjawiska w odpowiednim miejscu siatki takso¬
nomicznej. Fascynujące zbieraczy curiositates nie mają zatem znamion cudowności,
lecz raczej okazują się ekstremalną próbą falsyfikowalności porządku taksonomicz¬
nego.
W pamiętnikach i kronikach zobaczyć można swoiste kolekcje, których jednost¬
kami katalogowymi są zdarzenia. Kolekcjonuje się przypadki mogące być świadect¬
wem naruszenia ładu świata, który został nie tylko rozpoznany opisany i zadekreto¬
wany w naukowych systematykach, lecz także sprawdzony w praktykach życia
codziennego.
*
Pisarskie decyzje rozstrzygają o t y m , co pozostanie w społecznej pamięci jako
informacja znacząca, powiązana z prawdami istotnymi dla społeczności, czy może
nawet świata. Piszący nadaje rangę zdarzeniom: spośród tego, co działo się w da¬
nym roku, wybiera jedynie kilka, czasem kilkanaście istotnych, jego zdaniem, zda188
Kilka uwag o monstrach i potworach
rzeń-opowieści. Takie raritates na tyle go poruszają, że chce, by pozostały w zaso¬
bach pamięci potomnych, by świadczyły o t y m , ile ważnych spraw rozgrywało się
w okolicy, w której mieszkał. Poświęcone zdarzeniom mikronarracje są wyodręb¬
nionymi jednostkami tekstowymi: to informacja wydzielona akapitem, podobieńst¬
wem inicjalnych słów (np. wskazaniem czasu, nawet dnia tygodnia) i umieszczona
w serii podobnych akapitów-wyliczeń. Jak w muzealnej gablocie - ma swój indeks,
chronologię, ale najczęściej także nie ma dalszego ciągu. Bywa i tak, że dziejopis
chce ten dalszy ciąg ustalić - próbując się z klasyfikacją, musi wykroczyć poza po¬
rządek historii naturalnej. Czytać należy wszak uważnie Księgę Stworzenia, by
uchwycić nie tylko boski plan, harmonię tego, co w Naturze, ale pamiętając o do¬
świadczeniu alegorezy i wciąż atrakcyjnych praktykach różnego w proweniencji
prognostykarstwa, szukać znaczeń, przesłań, które zakodowane zostały w t y m , co
w spektakularny sposób naruszało normę. Wykroczenie poza porządek, złamanie ta¬
ksonomii skupia uwagę obserwatora: to, co odmienne, zawsze jest bogate w treści
- trzeba tylko odnaleźć nie zawsze jawne przesłania tego, co przyciągnęło wzrok.
T e g o ż r o k u [1705 - P K . ] 7 J u n i i w d z i e ń Ś w i ę t e j T r ó j c e u M a t i a s z a S t a n k o w i c z a ,
m i e s z c z a n i n a ż y w i e c k i e g o kokosz a l b o k u r a wysiedziała jaj 13, z k t ó r y c h j e d n o kur¬
c z ę w y k l u ł o się o d w u pyskach, a o t r z e c h o k a c h , c z e m u się d z i w o w a n o . K t ó r e mon¬
s t r u m wyjawiło się, b o k o n t r y b u c j a s z w e d z k a nastąpiła n i e z n o ś n a na m i a s t o i w s i , c o
t e ż i księża musieli o n ę p ł a c i ć i u s p o k o j a ć ( C h m i e l o w s k i 1 7 4 5 - 1 7 4 6 , s. 2 9 9 ) .
Monstrualność poddaje próbie ład potocznego doświadczenia. Pojawia się
wszak tak blisko świata codziennego, że trudno ją odesłać d o zoologicznych cieka¬
wostek. Ptak o dwóch głowach jest anomalią przeczącą rutynie życia, szokuje i każe
spodziewać się nadejścia rzeczy najgorszych. Jeszcze większą grozę budzić musi
potwór urodzony z kobiety: ludzkie dziecko okazuje się nie-ludzkie, hybrydyczne,
bestialskie. Jego pojawienie się wprawia w ruch ustabilizowane wyobrażenie o świe¬
cie, destrukturalizuje ład, potwierdzony przez wiekowe doświadczenie i automa¬
t y z m potocznych przyzwyczajeń. Jednocześnie fascynacja relacjami o potworach
ujawnia uporczywie tkwiącą w człowieku skłonność d o igrania z niebezpieczeń¬
stwem, sięgania do spraw, tematów, wyobrażeń, które bywają nocnymi koszmarami,
ale równie często - są materią plotek czy sensacyjnych doniesień. Już wówczas:
W y o b r a ź n i ę c z y t e l n i k ó w gazet p o d s y c a ł y niewątpliwie c z ę s t e w i a d o m o ś c i o n a r o d z i
nach jakichś p o t w o r k ó w i l u d z k o z w i e r z ę c y c h d z i w o l ą g ó w . W 1723 r. „ze L w o w a " n a
deszła np. p o g ł o s k a , ż e „W Ż u b r z e j w s i [ . . . ] mila stąd m o n s t r u m k r o w a w p u ł [!] c z ł o
w i e k a , w p u ł [!] ciele urodziła". N a t o m i a s t z W o ł y n i a dotarła w i a d o m o ś ć , „że t a m
J e y m ś ć Pani Ł ą k o w i e c k a starościna k i j o w s k a miała p o r o d z i ć p u ł człeka, puł b y d l ę c i a ,
t o m o n s t r u m ż y j ą c trwało 3 n i e d z i e l e z w i e l k i m p o d z i w i e n i e m i z j a z d e m s z l a c h t y
i r ó ż n y c h l u d z i na d z i w , samy J e y m o ś ć Pani starościna p o p o r o d z e n i u t y l k o t y d z i e ń
189
Piotr Kowalski
żyła". I n f o r m o w a n o t e z o l i c z n y c h t e g o r o d z a j u p r z y p a d k a c h w i n n y c h krajach. „ G a z e t t y C u d z o z i e m s k i e " z 1720 r. z całą p o w a g ą d o n o s i ł y m . i n . , ż e w L i z b o n i e „pewna
b i a ł o g ł o w a p i e r w s z y m p o r o d z e n i e m wydała na świat c z w o r o d z i e c i , d r u g i m zaś 7 sy¬
nów, z k t ó r y c h p i ę c i o r o p o k r z c i e świętym umarło, a d w o j e jeszcze ż y j ą " [ . . . ] Jako
r z e c z g o d n ą u w a g i s y g n o w a ł np. w a r s z a w s k i k o r e s p o n d e n t w i a d o m o ś ć , iż „w bliskoś
ci K r a k o w a u r o d z i ł o się n i e d a w n o m o n s t r u m m a j ą c e n o g i 4, r ę c e 3, g ł o w ę 1 , a t w a
r z y 2. N a jednej s t r o n i e 2 oka, na d r u g i e j j e d n o , w środku czoła, ale o d w ó c h z d r z e n i cach o c h r z c z o n e p o d kondycją, ż e bliźnięta, u m a r ł o w g o d z i n ę . G ł o w a d o A k a d e m i j
p r z y w i e z i o n a , c o n s e r v a t u r i n S p i r i t u V i n i et ex i n d y c i l i s , d o c h o d z ą , ż e t o bliźnięta
były" (Maliszewski 2001, 179-180) .
5
Świadectwo gazet jest ważne: ich szeroki jak na ówczesne możliwości komunika¬
cyjne obieg, rola informacji pochodzących z obiegu ustnego wskazują, że odpowia¬
dały ówczesnej potocznej mentalności i swoim autorytetem jej standardy dodatko¬
wo wspierały.
Szansa pojawienia się anomalii jest równa na każdym obszarze - to wszak kwestia
przypadku w świecie przyrody Inną sprawą jest uwaga poświęcana i m przez ów¬
czesnych; nie do końca rozstrzygalne może być to, czy zdarzenia takie rzeczywiś¬
cie miały miejsce, czy też w kronikach czy pamiętnikach notowano to, o czym się
wówczas mówiło, co wzbudzało społeczne emocje i niepokoje. M o ż e to były tylko
pogłoski, może późniejsze „ustalenia" poczynione wobec faktów nieszczęsnych,
które wymagały zinterpretowania? Może wreszcie pisano i mówiono o tym, co p o
jawiło się w prasie, w informacjach przywiezionych z daleka, o czym mówiła stugębna plotka? Może widziano to, o czym wiedziano, że zobaczyć się powinno?
Kronikarz czy pamiętnikarz, notując znane sobie - jak często się zastrzegają au
torzy - z autopsji fakty i to, o czym wówczas chętnie rozprawiano, dokumentuje tę
dwuznaczną i ryzykowną ciekawość, która kazała poszukiwać bulwersujących do¬
niesień, plotek i pogłosek. To ona zmuszała do wsłuchiwania się w doniesienia o dzi¬
wach przyrody, o monstrach, potworach, które pojawiają się niedaleko bezpieczne¬
go, codziennego życia. Niekiedy nie są to nawet szczególnie przerażające swoją fi¬
zyczną nienormalnością przypadki, lecz serie dziwnych zdarzeń; taka powtarzal¬
ność czegoś, co mieści się na skraju normalności, poddaje szczególnej próbie gra¬
nice dopuszczalnych „niedorzeczności" natury Tak jest np., gdy rodzą się bliźnięta.
Zdarza się to nieczęsto, ale takie porody uwagi nie wymagają. Zupełnie inaczej, gdy
to, co rzadkie, powtarza się regularnie. Kiedy w rodzinie bliźnięta rodzą się wielo¬
krotnie, trzeba już się zacząć nad t y m bardzo poważnie zastanawiać. O coś wszak
może t u chodzić, o czymś mają te zdarzenia powiedzieć:
5
„W Italii pojawiło się m o n s t r u m - pół człowiek, pół wół. N a czole ma j e d n o oko, a o b o k uszu rogi.
Pojawiło się, jak mówią, nie wcześniej niż p r z e d d w o m a miesiącami" ( R u d o m i c z 2002, s. 198). Spo
śród obfitości w i d z i a n y c h miejsc z wyraźnym u p o d o b a n i e m ówcześni sarmaccy wędrowcy podają
informacje o p o t w o r k a c h , k u r i o z a c h i relikwiach. Przykładem m o ż e być pamiętnik Jakuba Sobies
kiego (1991).
190
Kilka uwag o monstrach i potworach
D n i a 3 l i s t o p a d a [1717] A g n e s k a K a l f a s i o n k a t u z Ż y w c a r o d z i c z k a w S t o p n i c a c h
w P o d g ó r z u się w y d a w s z y za syna sołtysiego, p o p o ł o g u umarła, z r o d z i w s z y d w o j e
bliźniąt, a p r z e d t e m t e ż miała i p o r o d z i ł a p o r z ą d k ą d w a r a z y p o d w o j e bliźniąt. C o się
d z i w o w a n o , ż e p o t r z y r a z y j e d n o p o d r u g i m t o się stało. A te w s z y s t k i e pomarły,
t y l k o j e d n o zostało.
Z n o w u p r z y d a ł o się t e ż na M i l o w c e u M a c i e j a Szabla, ż e D o r o t a S z c z o t k o w n a , mał¬
żonka jego troje bliźniąt porządką porodziła, a t y l k o b y ł między n i e m i syn jeden. T a k ż e
w m i e ś c i e Ż y w c u p r z y g o d z i ł o się W e r o n i c e Gniłkowej, mieszczce żywieckiej ( C h m i e
l o w s k i 1 7 4 5 - 1 7 4 6 , s. 5 0 0 ) .
W mitologii bliźnięta nie budzą dobrych skojarzeń (więcej: Kowalski 1998,
s. 28-29), ale - sądząc po zapisach XVIII-wiecznego kronikarza - w mniemaniu p o
tocznym nie było już śladów podejrzeń o demoniczne koneksje, nie ma też niepoko¬
ju o „naturę" każdego z narodzonych dzieci. Niepokoić zaczynają dopiero dziwne
zbiegi okoliczności, gdy zdarzenie możliwe, lecz rzadko spotykane, powtarza się
nazbyt często. Seria identycznych, uporczywie powracających raritates, wywoływała
wiele niespokojnych myśli i podejrzeń u ludzi zazwyczaj skoncentrowanych na ocze¬
kiwaniu znaków i cudownych ingerencji.
Inne przypadki o wiele większe wywołują zdziwienie i emocje, być może niosą
także ze sobą zagrożenia (bądź ich zapowiedzi), o jakich nawet nie śni się wścibskim spektatorom. Nawet skupieni na swojej prywatności pamiętnikarze odnoto¬
wują wiadomości, których bohaterowie chcieliby je skrzętnie ukrywać:
Pani B u n i a t o w i c z o w a urodziła p r z e d w c z e ś n i e syna [ . . . ] na s k u t e k uniesienia się
g n i e w e m . U s z y i twarz dziecka były p o d o b n e d o zajęczych. Niemowlę żyło przez
t y d z i e ń całkowicie b e z j e d z e n i a c i e r p i ą c ciągle na epilepsję. M ó w i ą , że B u n i e w i c z o w a poślubiła swego k r e w n e g o p o śmierci p i e r w s z e g o męża. N i e chciała ona, ż e b y l u
d z i e oglądali o w o c tego p o ł o g u , a n a w e t starała się z a t a i ć g o ze w z g l ę d u na o b o w i ą z e k
c h r z t u ( R u d o m i c z 2 0 0 2 , s. 179).
Zapewne lęk przed gawiedzią i komentarzami na temat wdowy musiał powodować
kobietą, że nie chciała przyznać się do swojego nieszczęścia. Niekiedy jednak spięt¬
rzenie potworności bywało tak wielkie, że musiało przyciągać powszechną uwagę:
T e g o ż r o k u [1710] przydawały się r ó ż n e d z i w o w i s k a i p r z y p a d k i . N a p r z ó d w e w s i
U s o ł a c h o w c a p o r o d z i ł a p i ę c i o r o jagniąt j e d n y m r o d z a j e m . U M a r c i n a Łabusa w Sop o t n i na Ś r e d n i m k r o w a urodziła c z w o r o cieląt, b ę d ą c jako s z c z e n i ę t a , t r o j e b y ł o ż y
w y c h , a c z w a r t e nieżywe,- a te p r z e d z i w n i e b e c z ą c , p o z d y c h a ł y ; k t ó r e d o z i e m i e za¬
kopano. Z n o w u na d w o r z e o b s z a r s k i m k r o w a urodziła c i e l ę o d w u g ł o w a c h żywe, a t o
k a z a n o z a k o p a ć . W K r a k o w i e zaś w miesiącu l u t y m na S z c z e p a ń s k i e j u l i c y n a r o d z i ł o
się d z i e c i ę , m a j ą c e d w i e g ł o w y z jednej szyje w y c h o d z ą c e , t a k ż e r ę c e i n o g i p o d w ó j ¬
ne, k t ó r e b y ł y spojone a l b o z r o ś n i o n e j e d n a w drugą. Z k t ó r y c h g ł ó w jedna r a n o
umarła, a d r u g a p o południu. A t o r o z p r u w s z y z n a l e z i o n o w n i m d w o j e w n ę t r z n o ś c i ,
a t y l k o j e d n o serce. K t ó r e m o n s t r u m d a n o o d m a l o w a ć i na r a t u s z u k r a k o w s k i m na
w i d o k l u d z i o m p r z y b i t o . C o t o b y ł o p r o g n o s t y k i e m r o z d w o j e n i a w Polsce panów,
191
Piotr Kowalski
b ę d ą c k r ó l ó w d w ó c h u k o r o n o w a n y c h , o c o w o j n y z [ s ] p u s t o s z e n i e m w Polsce były.
A na t o d z i e c i ę sam c a r o w i c m o s k i e w s k i patrzał, k t ó r y w K r a k o w i e r e z y d o w a ł i d o ca
ra ojca swego kazał o d m a l o w a n e o d e s ł a ć ( C h m i e l o w s k i 1 7 4 5 - 1 7 4 6 , s. 3 4 1 ) .
Szokować musiała seria bulwersujących wypadków z udziałem zwierząt, i jeszcze
to potworkowate dziecię, którego zadziwiające kształty kazano utrwalić na odesła¬
nym do Krakowa obrazie. Zainteresował się nim sam carewicz i swoim zdumieniem
zapragnął podzielić się z carem-ojcem - wszystkie te utrwalone zdarzenia układają
się w przerażający inwentarz raritates, które zdarzyły się tylko w jednym roku, i to
w niezbyt odległych od siebie miejscach. Wszystkie zdają się wpisywać w porządek
natury, ale obfitość przypadków i to, że jeden z nich d o t y c z y człowieka, nadwerę¬
żają pewność oczywistego i wszechogarniającego działania praw natury Czy jest to
już powód, by rozważać tę kwestionowaną oczywistość, czy sięgnąć do prognostykarskiej lektury świata, a może szukać jeszcze innego klucza lekturowego? D z i waczność nie jest jedynie problemem estetycznym, stwierdzeniem możliwych po¬
myłek w świecie natury. W kulturze tamtej d o b y jest przede wszystkim poważnym
zadaniem semiotycznym.
Monstra są dla kronikarza, a zapewne także dla jego współczesnych, „niedo¬
rzecznością natury" bądź znakiem, ostrzeżeniem przed nadciągającymi katakliz¬
mami. Pisarz jednak w przykuwającym uwagę zdarzeniu nie upatruje już kary wyko
nanej na osobie czy społeczności. W dokumentacji wieków dawniejszych, od śred¬
niowiecza począwszy, w kalectwie, monstrualności, a nawet trądzie widziano kon¬
sekwencje złamania nakazów boskich, działanie przeciw moralnemu i kosmicznemu
porządkowi. Odbywanie stosunków seksualnych w czasie, gdy kobieta była nieczys
ta - jak powtarzały to liczne dokumenty soborowe - ujawniało się np. ciężkimi cho¬
robami dzieci . Tej semiotyki znaków cielesnych dziejopis jednak nie stosuje - to
interesujące, jako że skądinąd nieobce mu było nakładanie lektury zdarzeń jako prog¬
nostyków i tych samych zdarzeń jako już dokonanej oceny tego, co miało miejsce, to
zaś z kolei traktowane było przez niego i współczesnych jako zapowiedź następ¬
nych wypadków.
6
Narodziny monstrualnego cielaka mogły okazać się złowieszczym prognosty¬
kiem śmierci dwojga ludzi, ale pisarz nie wiąże już zapowiedzi przyszłych zdarzeń
z winą, grzechem tych, których wieszczba dotyczyła:
T e g o ż r o k u [1698] w miesiącu m a r c u w l i p o w s k i m f o l w a r k u k r o w a urodziła cielę,
k t ó r e b y ł o o d w u g ł o w a c h , a o c z t e r e c h n o g a c h , p o c z y m k r o w a zaraz z d e c h ł a i c i e l ę
6
Przykładem m o ż e być o b j ę c i e tabu k o b i e t y miesiączkującej - o d b y w a n i e z nią stosunków seksu
alnych kończyć się miało szczególnie niebezpieczną nieczystością (mówi o t y m już Stary Testament,
Kpł 20, 18). Złamanie tabu miało prowadzić do p o c z ę c i a istot kalekich, trędowatych, epileptyków,
dzieci dotkniętych k a l e c t w e m (por. np. Zaremska 1986, s. 119).
192
Kilka uwag o monstrach i potworach
za nią p o d n i u j e d n y m . K t ó r e m o n s t r u m t o wyjawiło, ż e u r z ę d n i k Jan K o z i e ł n a z w a n y
z T r z e b i n i e t e g o ż d w o r u p r ę d k o umarł, a żona j e g o zasię p o n i m w n i e d z i e l c z t e r y
umarła i c ó r k a jej także, U r s z u l a . A t ę s k ó r k ę z t e g o c i e l ę c i a d a n o d o kuśnierza
w y p r a w i ć i d o K r a k o w a o n ę panu p o s ł a n o ( C h m i e l o w s k i 1 7 4 5 - 1 7 4 6 , s. 2 6 7 ) .
G d y rodzi się dziecko, które jest i dziewczynką, i chłopcem jednocześnie, gdy
pomieszane zostają seksualności, podstawowa zasada taksonomicznego ładu, „dzi
wowanie się ludzi" jest reakcją najłagodniejszą z możliwych:
T e g o ż r o k u [1709] d n i a 15 marca Jana Pruskiego, falbierza ż y w i e c k i e g o żona narodziła
d z i e c i ę , k t ó r e miało d w o j e p r z y r o d z e n i a , m ę ż c z y z n y i b i a ł e j g ł o w y ale w i ę c e j na m ę ż
c z y z n ę p o k a z o w a ł o . A t e m u d a n o imię J ó z e f na k r z c i e świętym, c z e m u się l u d z i e d z i
w o w a l i . A t o b y ł o u m a r ł o w d z i e ń ś w i ę t y c h Filipa [ i ] Jakuba A p o s t o ł ó w ( C h m i e l o
w s k i 1 7 4 5 - 1 7 4 6 , s. 3 3 4 ) .
Spotkanie z bestią, monstrum, które zdaje się należeć d o świata człowieka (zro¬
dzone przez kobietę, przypomina swoim ciałem człowieka), wystawia na ciężką pró¬
bę potoczne wyobrażenie o sensowności świata, jego harmonii i celowości każdego
z elementów. W takich sytuacjach pojawić się muszą pytania dramatyczne o samego
człowieka, jego szczególną pozycję we wszechświecie itd. Monstrum jest zbyt ludz
kie, by nie prowokować pytań podstawowych ani nie prowadzić d o poczucia po¬
mieszania, lęku, a nawet światopoglądowego kryzysu.
T e g o ż r o k u [1709] i n O c t o b r o mense w K ę t a c h niewiasta jedna urodziła d w o j e d z i e c i
j e d n y m p o r o d z e n i e m : j e d n o b y ł o martwe, a d r u g i e m o n s t r u m , mając g ł o w ę wielką i n i e foremną, a j e g o cielsko miało k i e l k a o g o n ó w . Po k t ó r y m p o r o d z e n i u w k i e l k a d n i taż
niewiasta umarła ( C h m i e l o w s k i 1 7 4 5 - 1 7 4 6 , s. 3 3 8 ) .
Pojawienie się w ekumenie potwora, który w jakiś sposób lokuje się wśród istot
ludzkich (bądź na ryzykownie otwierającej się ku transgresji granicy), wprowadza
poruszenie w codziennym bytowaniu. Ostatecznie trzeba zastanawiać się nad t y m ,
co w doświadczeniu potocznym znajduje się poza obszarem refleksji, przyjmowane
powszechnie, jakby przezroczyste w swojej oczywistości. Takie pytania pociągają
za sobą kolejne: o gwarancje bezpieczeństwa bycia w t y m oswojonym, t j . pozna¬
nym i przewidywalnym, świecie, gdzie takie rzeczy mogą się jednak wydarzyć. Sama
obecność monstrum prowadzi do zawieszenia pewności na temat obowiązywania
oczywistych, przez pokolenia wypracowanych taksonomii, może wręcz obnażyć ich
kruchość, zakwestionować adekwatność opisu rzeczywistości; obnaży wątpliwą
prawdę o t y m świecie budowaną na przeświadczeniu, że owa taksonomia jest nie
tylko scjentystyczną konwencją, lecz przede wszystkim zasadą samego bytu. Mon¬
strum, zniekształcony fizycznie potwór czy ludzka bestia, szalony morderca, wariat
- wszystkie te przypadki to swoiste epistemologiczne (a dalej - aksjologiczne)
193
Piotr Kowalski
skandale w doświadczaniu świata. G d y monstrualność ujawnia się zbyt blisko
domeny zwyczajnej społeczności, pojawia się też niepokój dotyczący istoty po¬
rządku moralnego. Takie zdarzenie godzi w same podstawy wizji świata, która od
lekcji Biblii, powtórzonej i ugruntowanej przez myśl chrześcijańską w najwcześniej¬
szych czasach, a dodatkowo argumentowanej w refleksji humanistycznej, ustawia
człowieka poza przyrodą. Człowiek, stworzenie boskie, jest wszak ponad resztą na¬
tury, która oddana mu została we władanie. Odrębność człowieka uzasadniano na
wiele sposobów - jednym z nich jest opinia o harmonijności, symetryczności, funk
cjonalności ludzkiego ciała. Kierujący się rozumem, wyprostowany i sprawny czło
wiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże; zwierzęta zaś - choć też są
dziełem Boga - tych walorów są pozbawione. Jeżeli „składność członków" albo ro¬
zum nie są właściwością jednostki, to jej miejsce wśród ludzi, albo przynajmniej jej
wartości, muszą budzić poważne wątpliwości:
S ą p r z y c z y n y s k ł a d n o ś c i a u s t a w i e n i a w s z y t k i c h c z ł o n k ó w c z ł o w i e c z y c h , tak t e ż t u
b ę d ą w y p i s a n y z n a m i o n a o s o b l i w i e k a ż d e g o członka, c o sie t y c z ę d o b r o c i a l b o z ł o ś c i
p r z y r o d z e n i a , aby k a ż d y m ó g ł w i e d z i e ć , z k i m ma t o w a r z y s z y ć a l b o k o g o sie chronić,
t y m o b y c z a j e m , jako w y s z e j napisano ( r o z u m i e j m i e d z y t y m i ludźmi, k t ó r z y są z w i e
r z ę c y t o jest, k t ó r z y się nie r o z u m e m , ale z m y s ł y t y l k o sprawują) ( A n d r z e j z K o b y l i n a
1893, s.126).
G d y więc właściwości konkretnego człowieka nie odpowiadają wyobrażeniom
na ten temat, pojawia się pokusa wykluczenia, albo przynajmniej zmarginalizowa¬
nia kogoś, k t o w ten sposób przeczy porządkowi świata. W kodeksach prawnych,
ale i w praktyce sądowej do X V I I I w., można znaleźć przyzwolenie na ekstermina¬
cję potworów, które - dla zniesienia ewentualnych wątpliwości - nie są traktowane
w kategoriach ludzkich. Bartłomiej Groicki dopuszczał wręcz zabijanie potworkowatych dzieci, pisząc, że uwolnieni od kary za mężobójstwo mają być ci,
k t ó r z y zabijają d z i e c i d z i w n i e się r o d z ą c e , nie w e d l e w y o b r a ż e n i a l u d z k i e g o , ale na
kształt jakiej b e s t y j e k . A l b o w i e m i t a k i e nie mają b y ć chrzczone, ale zarazem zadaw i o n e abo k t ó r y m k o l w i e k o b y c z a j e m mają b y ć zatracone. K t ó r e t o d z i w n e r o d z e n i e
[ . . . ] p o s p o l i c i e się f i g u r u j e w ż y w o c i e m a t k i z zapatrzenia jakiej b e s t y j e k a z z a m y ś l e
nia o niej czasu p o c z ę c i e ( G r o i c k i 1953, s. 213).
W Kronice Jazowskiej, z podkarpackiej wsi Jazowsko, o zarazie, która pustoszyła zie
mie polskie w 1708 r., można przeczytać informację pełną niepokoju i przerażenia:
R o k u t e g o p o w i e t r z e m o r o w e nie t y l k o w K r a k o w i e , ale i w W i e l k i e j Polszcze, w M a z o [ w ] s z a c h , w W a r s z a w i e , c i r c u m c i r c a W a r s z a w y w S ę d o m i e r z u etc., etc., etc. w i e l
k i e panowało. W k t ó r y m p o w i e t r z u l u d z i e szaleli, j e d e n d r u g i e g o c z ł e k c z ł e k a na p o t
k a n i u z ę b a m i kąsali i o k r u t n i e r o z d z i e r a l i . P o w i e t r z e m w t y m ż e r o k u u m a r ł o w L i m a
n o w e j l u d z i 75, na K a n i n i e i z x i ę d z e m plebanem u m a r ł o l u d z i t a k ż e p o w i e t r z e m 33,
w S t r o n i u u m a r ł o l u d z i 7. W i n s z y c h miejscach i w s i a c h t u koło nas b l i s k i c h , z łaski
194
Kilka uwag o monstrach i potworach
B o g a n a j w y ż s z e g o t u koło nas w g ó r a c h nie b y ł o p o w i e t r z a , za c o n i e c h b ę d z i e B o g u
w i e c z n a chwała, t y l k o t o na K a n i n i e , w S t r o n i u , w L i m a n o w e j , w S o w l i n a c h , w Jodłow¬
n i k u etc. (Kronika
Jazowska
1971, s. 2 0 9 ) .
Ludzie zamieniają się w dzikie bestie, niczym zwierzęta z kłami i pazurami rzu¬
cają się na siebie. Niemożliwa staje się komunikacja, zawieszone zostają zasady rzą¬
dzące człowieczym światem. Zaraza, wtargnięcie szaleństwa w granice ekumeny,
zamienia ją w zaświaty, w krainę śmierci i odwróconych wartości. C i , którzy ulegną
temu obłąkaniu, sytuują się na zewnątrz, w obszarze transgresji, poza światem co¬
dzienności.
Taki też był przypadek nieszczęsnego Piotra Riviere'a, przedstawiony przez M i chela Foucaulta, czy opisanej przez uczonego sytuacji ludzi uznanych za chorych
umysłowo, za szalonych „w dobie klasycyzmu" (Foucault 1987). Opowieść o nich
staje się świadectwem szczególnego doświadczenia historii: oto bowiem bohate¬
rem relacji nie jest już władca, postać eksponowana i przyciągająca spojrzenie i w ten
sposób organizująca społeczną przestrzeń. T y m razem jest to ktoś nieważny, z lu¬
du, ale za to znany z bezpośrednich spotkań bądź możliwy d o wskazania przez roz¬
poznawalność realiów znanych z codzienności. Wykładnikiem takich sytuacji jest
też niezatarta w kronikarskich notatkach oralność dawnych przekazów, które trak¬
towały o podobnych zdarzeniach. Residua ustności poświadczają także obecność
w tekście szczególnego typu wyobraźni, która chętnie wspierała się na fizycznym
konkrecie i była jednocześnie stabilizowana przez legendowe przekazy wizji świata.
N a r r a c j e te b ę d ą o d g r y w a ł y rolę p o ś r e d n i k a m i ę d z y t y m , c o p r y w a t n e , a t y m c o g o d
ne pamięci, m i ę d z y c o d z i e n n o ś c i ą a h i s t o r y c z n o ś c i ą . P o ś r e d n i c t w o t o w y m a g a doko¬
nania t r z e c h z a s a d n i c z y c h o p e r a c j i . To, co l u d z i e w i d z i e l i własnymi o c z y m a , i d o t ą d
przekazują s o b i e z ust d o ust, w s z y s t k i e te o b i e g a j ą c e g r a n i c e w s i c z y
okręgu
o p o w i a s t k i , k i e d y stają się c z y m ś n i e z w y k ł y m , o p o w i a d a n e są k a ż d e m u - uniwersal¬
nie t r a n s k r y b o w a l n e i w r e s z c i e g o d n e d r u k o w a n e g o p a p i e r u [ . . . ] . R ó w n o c z e ś n i e nar
racja z m i e n i a status; t o już nie wątpliwa p l o t k a [ . . . ] , t o n o w i n a ustalona raz na zawsze
w e w s z y s t k i c h k a n o n i c z n y c h s z c z e g ó ł a c h [ . . . ] . Przez co nareszcie wieś c z y u l i c a o k a
zują się [ . . . ] twórcami h i s t o r i i [ . . . ] . W s z y s t k i e te o p o w i a d a n i a mówią o h i s t o r i i b e z
panów, z a l u d n i o n e j a u t o n o m i c z n y m i i s z a l e ń c z y m i w y d a r z e n i a m i , o w y r a s t a j ą c e j p o d
p o z i o m e m w ł a d z y h i s t o r i i , k t ó r a b ę d z i e p o t y k a ć się o p r a w o ( F o u c a u l t 2 0 0 2 , s. 2 2 5 ) .
Ludzka bestia, gdy swoją obecnością, a jeszcze bardziej - swoim destrukcyjny
mi, dzikimi czynami wkracza w domenę utrwalonego, odwiecznego (a więc - oczy¬
wistego i przezroczystego) porządku, narusza jego stabilność i budzić musi naj¬
gorszy strach: lęk przed groźbą destrukturalizacji codziennego środowiska, oswojo
nego świata potoczności. Tremendum wyłaniające się z obecności monstrum, aby nie
rozsadziło usilnie chronionego ładu, przekształcić trzeba w informację sensacyjną,
curiosum, któremu „ludzie się dziwowali". Mityzacja dystansu do potwora, tzn. operacja
195
Piotr Kowalski
przekładu tego, co kulturowe, na to, co naturalne , jest jednak ledwie pierwszym
krokiem, jaki trzeba poczynić, by uporać się z jego monstrualnością. M o n s t r u m jest
przecież w istocie skandalem w porządku i ontycznym, i etycznym. Rozwiązaniem
ostatecznym problemu jest eksterminacja. Wcześniej dokonuje się operacji znacznie
trudniejszej: eliminuje się potwora z obszaru ekumeny w sposób o wiele bardziej
radykalny niż jego uśmiercenie. Usuwa się ten egzystencjalny filozoficzny i estetycz¬
ny skandal, pokazując, że bestia czy wszelkie - nawet ludzkie - monstrum do po¬
rządku ludzkiego nie należy. Po tej interpretacyjnej operacji, która wspiera się na
autorytecie „oczywistych", ówczesnych reguł taksonomicznych, skandal zostaje
w pewnym stopniu zażegnany - ładowi świata, zagrożonemu gwałtowną erozją wy¬
wołaną przez pojawienie się symptomu chaosu, przypadkowości, przywrócić moż¬
na nadwątloną pewność. Takie odruchowe wykluczenie przekonać ma o t y m , że
właściwie nic szczególnego się nie stało - monstrum nie należy przecież do świata
człowieka, jest nie-ludzkie, dzikie i obce, można więc powrócić do wyjaśnienia go
w porządku natury i przyjąć do wiadomości jego nieprzewidywalność i dzikość. To
w nim wszak mieszczą się również rozmaite dziwactwa i niedorzeczności. W taki to
sposób zobaczyć można, dlaczego kategoria monstrualności jest tak istotna dla
dyskursu najszerzej pojętej władzy - jest jej poręcznym i zawsze skutecznym orę
żem (Crossy 2004).
7
Najprościej monstrualność wskazać na poziomie wyglądów, kształtów i form.
G d y jednak podejrzliwym spojrzeniem na otaczający świat czujnie śledzi się to, co
ukryte, gdy wydobywa się prawdziwe i istotne znaczenia zawarte w pozornie bła¬
hych i zwyczajnych nawet zdarzeniach, gdy umysł wdrożony jest do lekcji alegorezy bądź wytrwałego odczytywania Księgi Natury, wychwytywania znaków i pro¬
gnostyków, człowiek nie może dać się uwieść temu, co zewnętrznie powabne, albo
poprzestawać na śledzeniu tego, co ohydne. Monstrualność objawić się może we
wszelkich działaniach, które naruszają ład świata - społeczny i moralny porządek
społeczny który jednak ma swoją legitymizację o wiele bardziej zasadniczą: w bos¬
kim porządku kosmicznym.
W
krajach E u r o p y Z a c h o d n i e j
p o n o ć jeszcze w X V I I I
stuleciu zdarzało
się
wytaczanie formalnych p r o c e s ó w zwierzętom, zakończonych w y r o k a m i skazującymi
na karę śmierci c z y n a w e t e k s k o m u n i k i . T a k daleko p o s u n i ę t a
odpowiedzialność
karna z w i e r z ą t była - jak się w y d a j e - o b c a p r a w u m i e j s k i e m u w Polsce. N i e m n i e j
jeszcze s z e s n a s t o w i e c z n i pisarze t e g o prawa w s p o m i n a l i p o d w p ł y w e m Starego Testa
mentu o u k a m i e n o w a n i u wołu, k t ó r y z a b i ł b y człowieka, p r z y t a c z a l i t e ż b e z k r y t y c z n i e
przepis p r a w a saskiego n a k a z u j ą c y ś c i n a n i e z w i e r z ą t z n a j d u j ą c y c h się w m i e j s c u
z g w a ł c e n i a k o b i e t y . J e d n o c z e ś n i e t w i e r d z o n o j e d n a k , ż e z w i e r z ę nie m o ż e p o p e ł n i ć
7
M i t w Barthes'owskim znaczeniu jest skuteczną operacją przeniesienia porządków: k u l t u r o w e
standardy, np. o b c o ś c i , zostają zamienione w kategorie naturalne (a nawet somatyczne), i o d w r o t n i e
to, co naturalne, zyskuje rangę rozstrzygającego a r g u m e n t u - to, co zgodne bądź niezgodne z naturą
(zob. Barthes 2000).
196
Kilka uwag o monstrach i potworach
p r z e s t ę p s t w a , „ponieważ r o z u m u nie ma i gwałtu u c z y n k i e m s w y m nie c z y n i " . Póź¬
niejsi a u t o r z y z a j m u j ą c y się p r a w e m m i e j s k i m b y l i z n a c z n i e b a r d z i e j k o n s e k w e n t n i .
P r z y t a c z a l i jeszcze co p r a w d a w s p o m n i a n e n o r m y m ó w i ą c e o z g ł a d z e n i u z w i e r z ą t
o b e c n y c h p r z y z g w a ł c e n i u . S t w i e r d z a l i j e d n a k , że w i c h czasach p r a k t y k u j e się t y l k o
spalenie w r a z ze sprawcą s o d o m i i s t w o r z e n i a , z k t ó r y m ó w c z ł o w i e k d o p u ś c i ł się
s p r z e c z n e g o z naturą w y s t ę p k u ( z n o w u w y r a ź n y w p ł y w Pisma Ś w i ę t e g o ) ( M i k o ł a j
c z y k 1998, s. 23).
Za zachowania szczególnie odrażające, bo naruszające boski porządek, uważano
sodomię. Zagrożona była karą najwyższą - była przecież występkiem przeciw na¬
turalnemu porządkowi świata. Tak sprawę traktowała Biblia, ale podobne prze¬
świadczenia zapisane są w tradycjach odleglejszych - obcowanie ze zwierzęciem
prowadzi wszak do bestialstwa, do mieszania tego, co ludzkie, z t y m , co zwierzęce,
a więc oddzielone i ulokowane w innym porządku. Broniąc się przed zarzutami
sodomii, podsądni odwoływali się do tego, że jednak ostatecznie nie doszło d o sek¬
sualnego spełnienia, a więc zasłaniali się t y m , że nie sprowadzili ryzyka spłodzenia
potwora, ludzko-zwierzęcej hybrydy:
N p . w 1758 r. oskarżony twierdził, iż „z głupości m o j e j dopuściłem się g r z e c h u z krową,
ale p ł o d u swego w k r o w ę nie w p u ś c i ł e m " [ . . . ] . I n n y o s k a r ż o n y o takież p r z e s t ę p s t w o
twierdził: „członek swój miałem w c z ł o n k u tej kobyłki, ale nic nie w y s z ł o ze m n i e " [ . . . ] .
Sąd k r a k o w s k i odrzucał te tłumaczenia, nie w i a d o m o jednak, c z y wynikało t o z o d m i e n ¬
nej i n t e r p r e t a c j i p o j ę c i a d o k o n a n i a , c z y p o p r o s t u nie dawał o n w i a r y o s k a r ż o n y m .
Z a u w a ż m y b o w i e m , ż e J. C z e c h o w i c z o d r ó ż n i a ł c u d z o ł ó s t w o d o k o n a n e („ze s k u t
k i e m " ) o d takiego, k t ó r e g o s p r a w c y „immissione seminis consumatur nie w y p e ł n i l i " [ . . . ] ,
a w 1688 r. w D o b c z y c a c h o d n o t o w a n o s k r u p u l a t n i e , iż s o d o m i t a d o k o n a ł swego c z y
nu „z u k o n t e n t o w a n i e m c i e l e s n y m , alias cum polubione" ( M i k o ł a j c z y k 1998, s. 4 8 ) .
W dawnych systemach karnych sodomia obejmowała wszelką aktywność seksual¬
ną niezgodną z naturą, a więc zarówno bestialstwo, czyli spółkowanie ze zwierzęta¬
mi, jak i homoseksualizm. G d y sprawy takie stawały przed sądem, ławnicy nie mu¬
sieli nawet rozważać szczegółowo motywów postępowania sprawców - z w y r o d niałość wynikała z podszeptów szatana czy była znamieniem opętania, owładnięcia
przez demony, które pragną zniszczyć boski porządek (Kaczor 2005, s. 156) . A b y
8
8
D l a Komonieckiego p r z y p a d k i te są tak bulwersujące, że opowiadając o n i c h , zapomniał powie¬
dzieć o karze, jaka spadła na homoseksualistę-zbrodniarza: „ [ . . . ] Michał Kucharczyk wójt oszczadnicki
komornicę swoje jeszcze brzemienną o k r u t n i e zabił z tej okazyjej, że on był styran albo mieszaniec,
t o jest męskie i białogłowskie miał p r z y r o d z e n i e w sobie, więcej na białogłowskie ściągając. A t e n ,
c h o ć żonę miał, z nią nie przestawał, t y l k o sobie pachołka chował, z którym osobno legał i w n i m się
kochał, a t e n pachołek nad wolą jego ożenił się i została z n i m praegna[n]s. O n zawiszcząc jej tego,
wywiódł żonę jego k u o w c o m i tam o k r u t n i e z owczarzem zabił" (Kronika
Jazowska 1971, s. 4 5 7 ) .
W a r t o jednak zwrócić uwagę na przesunięcia w znaczeniach i ocenach bestialstwa w zależności o d
t y p u k u l t u r o w e g o dyskursu. W myśli m i t o l o g i c z n e j takie sytuacje prowadziły najczęściej do powsta-
197
Piotr Kowalski
podobne orzeczenia sądowe nie budziły żadnych wątpliwości, zdarzenia takie wstęp
nie wymagały intelektualnego, mentalnego zmarginalizowania - grzech sodomii na¬
zywano w średniowieczu peccatum mutum: niemy grzech, ponieważ uważano, że jego
grozy nie można wyrazić słowami. A b y rozwiązać kryzys, który objął ład społecz¬
nego świata, należało dokonać zabiegu przesunięcia zbrodniarza z obszaru kultury
do świata dzikości, usytuować poza społecznością. Czyniąc z niego bestię, łatwiej
było utrzymywać dotychczasowe wyobrażenie porządku, które musiałoby być nad¬
werężone, gdyby potwór był jednym z nas. Istotę nie-ludzką następnie należało
rzeczywiście wyeliminować, bo tak jak wilk, niedźwiedź i inne dzikie zwierzę za¬
grażała podstawom moralnego i kosmicznego ładu (rudymentarnego podziału ta¬
ksonomicznego na ludzi i zwierzęta):
D i e 4 Julii w e ś r o d ę S t a n i s ł a w U r b a s z P i e t r z y k o w i c o p o r u b s t w o a l b o u c z y n e k s p r o ś
n y b e s t y j a l s k i z k l a c z ą w Ż y w c u p o d j u s t y c j ą spalon; k t ó r e g o J ę d r z e j D y b e k z Pewle
w w i e r b i n a c h p i e t r z y k o w s k i c h z a s t a ł i p r z e d sądem jego pokonawszy, ś w i a d e c t w e m
p o p r z y s i ą g ł . O k t ó r y m w y s t ę p k u w Ż y w c u jeszcze nie słychano. Przy k t ó r y m t e g o ż
d n i a zaraz M a r e k W o j c i u r a z S z c z e r k u , c z ł o w i e k stary o rabunek S k o c z o w a miastecz¬
ka w Śląsku e g z e k w o w a n , b ę d ą c m u ręka o d c i ę t a i na p r ę d z e p r z y b i t a , a p o t y m ś c i ę t
i ć w i e r t o w a n (Kronika
Jazowska
1971, s. 4 4 8 ) .
9
Spalenie było karą przewidzianą przez kodeksy karne, ale też głęboko osadzoną
w myśleniu, w którym wina była jednocześnie grzechem, a lęk przed jej nierozliczeniem wynikał z obawy o nieunikniony gniew i słuszną pomstę Boga. W dodatku te
go rodzaju występek - zgodnie ze strukturami myślenia magicznego obecnymi w synkretycznej religijności d o b y staropolskiej - sprowadzał rytualną nieczystość na całą
społeczność. „Spalenie delikwenta (wypalenie ogniem zbrodni) było symbolicznym
aktem przywrócenia spowodowanego przezeń naruszenia porządku rzeczy (na za¬
sadzie: przestępstwo sprzeczne z naturą może implikować zmianę biegu rzeczy)" (Ka¬
czor 2005, s. 306). W y b ó r miejsca egzekucji, której poddawano i sprawcę, i zwie¬
rzę, także nie mógł być przypadkowy:
D n i a 12 l i p c a w p o n i e d z i a ł e k w K ę t a c h o b e s t y j a l s k i e u c z y n k i z k l a c z a m i , k r o w y i ko¬
z a m i , j e d e n p a r o b e k ze w s i zginął. K t ó r e g o na g r a n i c y k o b i e r n i c k i e j ś c i ę t o i na stosie
d r e w spalono. C z y n i ą c za g ł u p i e g o siebie (Kronika
Jazowska
1971, s. 5 6 9 ) .
nia groźnych h y b r y d ( c h o ć b y Leda i łabędź), w t r a d y c j i chrześcijańskiej w subtelnych i alegorycznych
przedstawieniach sprawy przedstawiają się inaczej - nie wskazując na akt seksualny, przedstawia się
b o w i e m skomplikowane przesłania, wymagające radykalnego odejścia o d naturalistycznej lektury (jak
np. w scenach zwiastowania, w których j e d n o r o ż e c składa na łonie Panny swój r ó g ) . W późniejszych
przedstawieniach dominują jednak o b r a z y grzeszności i p o t w o r n y c h skutków zbliżenia człowieka
i zwierzęcia (zob. Dekkers 2000).
9
Księgi sądowe w t y m też r o k u odnotowały p o d o b n y przypadek: „Wołek z suskiego państwa także
o p o r u b s t w o z krową spalon w Suchej, a krowę psi poszarpali" (Szczotka 1952, s. 9 9 ) .
198
Kilka uwag o monstrach i potworach
Na granicy, na miedzach, pod lasem chowano samobójców, to było też miejsce
pochówku wszelkich nieczystych zmarłych, których ciała mogłyby skalać poświę¬
coną ziemię, bądź nawet przez tę ziemię mogłyby nie zostać przyjęte. Granica jest
obszarem niczyim o nieredukowalnie przejściowym charakterze (Kowalski 1998);
w t y m miejscu przejścia mogły dziać się rzeczy różne, tam też przebywały duchy
tych, którzy nie byli ani martwi, ani żywi... Za granicą rozciąga się obszar natury
- zwierząt, bestii i wszelkiej dzikości, właściwy dla tych, którzy swoimi czynami sa¬
mi postawili siebie w obszarze transgresji, poza ekumeną.
Podobnie traktowano kazirodztwo. Incest naruszał podstawowe normy życia
społecznego, którego taksonomia miała zaczepienie w boskim, kosmicznym ładzie.
Warto pamiętać o t y m pomieszaniu argumentacji religijnej i społecznej (cywilno¬
prawnej): w wielu wypadkach bowiem za czyn kazirodczy uznawano także stosun¬
ki seksualne między ojczymem a pasierbicą, a więc sytuację, kiedy nie zachodziło
pokrewieństwo biologiczne. Najczęściej karą było powieszenie mężczyzny i ścię¬
cie kobiety, a następnie spalenie ich ciał:
D n i a 11 l i p c a [1716] w s o b o t ę była egzekucyja p r z e z sąd m i e j s k i żywiecki na I g n a c e g o
Szuffa z Z a b ł o c i a , w z g l ę d e m w y s t ę p k u k a z i r o d z t w a , ż e m a j ą c ż o n ę , z A n n ą b r a t a
swego r o d z o n e g o c ó r k ą c i e l e s n o ś ć p o p e ł n i ł . Z a co ś r ó d r y n k u ś c i ę t i miał b y d ź spalon, ale iż u p r o s z o n o p o t y m , u Ś w i ę t e g o K r z y ż a k o ś c i o ł a p o g r z e b i o n . P r z y k t ó r y m
A d a m S z c z o t k a b y ł i n l o c o s u p p l i c i i ś c i ę t i ć w i e r t o w a n , ż e z o j c e m S z c z o t k i alias M a
d e j e m p o r a b u n k a c h c h o d z i ł ; k t ó r e g o b y ł b r a t z d r a d l i w i e na spaniu w lesie zabił, a o n
o d niego u c i e k ł (Kronika
Jazowska
1971, s. 4 8 4 ) .
Ochronna funkcja lokowania monstrum w porządku natury i traktowania p o t w o
ra jako zdarzającego się przypadku jej niedorzeczności nie wyczerpuje listy sposo¬
bów podchodzenia do podobnych dramatycznych zdarzeń. Zawieszenie norm co¬
dziennego życia, destrukturalizacja zwyczajnego, dobrze oswojonego środowiska
człowieka budzi najgłębsze egzystencjalne lęki, ale też pozwala na podjęcie trudu
poszukiwania znaczeń, przesłań faktu, który swoją odrębnością musiał szczególnie
wyraziście objawić się obserwatorom.
T e g o ż r o k u [1708 - P K . ] dnia 26 A u g u s t i w n i e d z i e l ę Petronela S k o r u p i o n k a a K a s p r a
F o r n a l i k a k u c h a r z a małżonka, p o r o d z i w s z y t e g o ż dnia c ó r k ę R o z a l i ę n a p r z ó d , a p o t y m jakąś wielką b a n i ę s k ó r y t w a r d e j i g r u b e j z siebie z wielką b o l e ś c i ą z a l e d w i e
p o z b y ł a . K t ó r ą b a n i ę r o z e r ż n ą w s z y w e środku jej b y ł o m o n s t r u m a l b o d z i w o w i s k o
p o d o b n e d o córki, b e z g ł o w y i rąk, t y l k o t u ł ó w z n o g a m i , w jednej n o d z e d w a palce,
a w d r u g i e j trzy, a k ę d y miała b y d ź szyja i głowa, t o jakieś włosiska w y r o s ł e były.
Z czego t r z e c i e g o d n i a umarła, a t o m o n s t r u m z a k o p a n o d o z i e m i e (Kronika
Jazowska
1971, s. 3 2 2 ) .
Były też zdarzenia z innego porządku: o t o coś niepokojącego rozgrywało się
w przyrodzie i to, co oglądano na niebie i wokół siebie, nie mogło być przecież jedynie
199
Piotr Kowalski
nieszczęśliwym zrządzeniem przypadku: „Tegoż roku i miesiąca w ogrodach
niegdzie róża, a w sadach jabłonie i gruszki miejscami kwitnęły czemu [się] lud p o
spolity dziwował" (Kronika Jazowska 1971, s. 323). Prawdziwe zaniepokojenie, a mo¬
że nawet emocje silniejsze budziły przede wszystkim uporczywie pojawiające się
wówczas znaki na niebie:
T e g o ż r o k u d i e 24 S e p t e m b r i s w e d n i e s ł o ń c e i miesiąc w n o c y k u pełni nabierający
się, t e g o ż d n i a i n o c y o b o j e c z e r w o n a w o j a k o b y k r w a w e w e m g l e t y l k o świeciły się,
p r z e m i e n i a j ą c się różnie, c z e m u się l u d z i e d z i [ w o ] w a l i . C o p o t y m z n a c z y ł o krwawą
w o j n ę w Polsce, s z w e d z k ą i m o s k i e w s k ą , k t ó r a przypadła i jej b i t w y dzień d i e 9 m e n sis O c t o b r i s , iż w i e l e w o j s k a z o b u s t r o n padło, s z w e d z k i e g o króla i m o s k i e w s k i e g o
cara, k t ó r z y się o K o r o n ę polską b i l i (Kronika
Jazowska
1971, s. 3 2 3 ) .
G d y takich niecodziennych zdarzeń przytrafia się zbyt wiele, nie można już
poprzestać na tłumaczeniu anomalii, które także i w Księdze Stworzenia mogły się
niekiedy pojawiać. Nagromadzenie przypadków pozbawia pewności siebie, rozbra
ja skuteczne procedury praktycznego rozumu, przede wszystkim zaś - kwestionuje
stosowalność wygodnej formuły tłumaczącej: przypadku. Trzeba znaleźć jakieś inne
wytłumaczenie, wykroczyć poza to, co przynosi codzienne, zwykłe życie w świecie
natury. N i e wystarczy ono, trzeba - patrząc na to, co jeszcze niedawno wydawało
się poddawać tej lekturze - szukać klucza gdzie indziej, wybrać inną poetykę lektu¬
ry, inaczej spojrzeć na świat. Można w jednym spojrzeniu uruchomić doświadcze¬
nie poszukiwań w świecie alegorii, otworzyć procedury alegorezy, które prowadzą
do odkrywania głębszych przesłań o świecie i życiu. M o ż e jednak być i tak, że same
zdarzenia, zwłaszcza zaś ich serie, utworzą sugestywny przekaz prognostykarski:
T a k ż e przeszłego r o k u [1721] p o d l e tej w s i na U s o ł a c h przydało się, że u niejakiego na¬
zwanego Bosego, zarębnika, poroniła żona jego K o c z o n i a n k a dziecię, k t ó r e b y ł o o d w u
g ł o w a c h , c z t e r e c h r ę k a c h i n o g a c h a o j e d n y m tułowiu, a g d y b y d o swego czasu przy¬
szło, b y ł a b y go nie urodziła, ale ż e niewczesne i n i e ż y w e było, z a l e d w i e g o z siebie
pozbyła. [...]
Z n o w u t e g o r o k u za C i e s z y n e m c i e l ę t a się urodziły g o ł e b e z sierci i k u r z ę w y l ę g ł o się
z jaja o n o g a c h c z t e r o c h . [ . . . ] W p i e r w s z e d n i miesiąca maja w Państwie Ś l e m i e ń s k i m
w e w s i O c z k o w i e w farze r y c h w a l d s k i e j u K a z i m i e r z a K o l a n k a , p o d d a n e g o pańskiego,
u r o d z i ł o się c i e l ę b e z o c z u , nie m a j ą c ź r z e n i c , t y l k o dołki w m i e j s c u o c z u , i tak ślepe
t y l k o było. C o t e ż j a g n i ę t a m ż e się p r z e d t y m t a k i e urodziło. [ . . . ] D n i a 29 maja w pią
t e k w m i e ś c i e Ż y w c u P i o t r o w i Gielacie, słudze w ó j t o w s k i e m u n a r o d z i ł się s y n z A g neski, małżonki jego, k t ó r y i dziąseł nie miał, t a k ż e nos c u d o w n i e płaski miał, a z n i e g o
jako i n d y k o w i z a k r ę c o n e mięsisko wisiało. A t e m u na k r z c i e d a n o imię Jan. K t ó r y nie
p o ż y w a j ą c p i e r s i , zaraz na d r u g i dzień u m a r ł (Kronika
Jazowska
1971, s. 5 3 9 ) .
M o n s t r u m poddaje próbie standardy kultury. Paradoksalnie jak długo postrzega
się monstrum jako monstrum, gdy dziwi się, napotykając curiosum, tak długo kultura
jest trwała i w sytuacjach zapowiadających kryzys potrafi uruchamiać mechanizmy
200
Kilka uwag o monstrach i potworach
ochronne. O w e nieszczęsne istoty, swoją obecnością wprowadzające dramatyczną
konfuzję, trzeba ulokować na granicy ludzkiego świata, nieopodal N a t u r y na drodze
prowadzącej w zaświaty - ale ten ruch, być może barbarzyński z punktu widzenia
doświadczeń współczesnego człowieka, był konieczny, aby trwać mógł ład, dająca
bezpieczeństwo pewność kształtów i taksonomii. Taki sposób traktowania p o t w o
rów i cudowności, wykorzystywany często w debacie politycznej , wyjaśnia też osob
liwy fenomen obfitości monstrów w pewnych szczególnych momentach historycz
nych. W czasach kryzysów zdaje się ludziom, że do tej pory nigdy jeszcze nie poja¬
wiło się tak wiele potworności i cudowności. Astrolog Maksymiliana I stwierdził
10
w 1508 r.:
C z y t a m y ż e w czasach n a s z y c h p r z o d k ó w p o k a z a ł o się na niebie i na z i e m i m n ó s t w o
rzeczy c u d o w n y c h , że c z ę s t o w i d z i a n o p o t w o r n e stworzenia.
C z y ż jednak epoki,
w k t ó r y c h o w e c u d o w n e zjawiska miały miejsce, m o g ą r ó w n a ć się z n a s z y m i czasami,
jeśli c h o d z i o c z ę s t o t l i w o ś ć w y d a r z e ń t e g o r o d z a j u i o z d z i w i e n i e , jakie b u d z ą ? .
F a k t e m n i e p o d w a ż a l n y m jest to, ż e t r u d n o b y ł o b y z n a l e ź ć e p o k ę , w k t ó r e j t y l e z a d z i
w i a j ą c y c h c u d o w n o ś c i z a j m o w a ł o b y ś m i e r t e l n i k ó w , ile dzisiaj.
Luter, p r z y g o t o w u j ą c w W a r t b u r g u kazanie na a d w e n t , b y ł t e g o samego zdania:
W o k r e s i e d z i e s i ę c i u l u b d w u n a s t u lat w i d z i e l i ś m y i słyszeliśmy t a k i e w i a t r y i g r z m o
t y - nie l i c z ą c n a w e t tego, co p r z y j d z i e p ó ź n i e j - ż e t r u d n o m i u w i e r z y ć , b y d a w n i e j
jaka epoka słyszała w i a t r y i g r z m o t y t a k w i e l k i e i l i c z n e . . . A l b o w i e m nasze czasy w i ¬
dzą j e d n o c z e ś n i e , jak s ł o ń c e i k s i ę ż y c tracą swój blask, jak spadają gwiazdy, l u d z i ogar¬
nia t r w o g a , a w i e l k i e w i a t r y i w o d y r y c z ą s t r a s z l i w i e .
W s z y s t k o t o następuje jedno¬
cześnie. Tak z a t e m widzieliśmy również k o m e t y a n i e d a w n o w i e l e k r z y ż y spadło z nie¬
ba i w t y m czasie p r z y b y ł a d o nas n o w a , niesłychana c h o r o b a , c h o r o b a F r a n c u z ó w
( D e l u m e a u 1994, s. 199).
G d y z różnych powodów - kryzysu politycznego, gospodarczego, głodu, nara¬
stającego bandytyzmu, kataklizmów, zarazy itd. - świat wyskoczył ze swoich kolein,
gdy rozum usypia, rodzą się demony T r u d n o rozstrzygać - czy najpierw są potwo¬
ry, potem zaś groza egzystencjalnego doświadczenia, czy też raczej jest odwrotnie
- gdy wzrasta lęk, mnożą się monstra wszelakie.
*
Może przyczyny naturalne wyjaśniają poszczególne przypadki, ale sądzono, że
mają one innego jeszcze reżysera. Wyjaśnienia wymagają radykalnie odmiennej her¬
meneutyki, w której przywołać trzeba apokaliptyczny zwierzyniec, bestie wielkie
i małe, które w eschatologicznych sytuacjach dopełniają wyroków boskich. To na¬
rzędzie wymierzania kary ale też sposób na komunikację - zżerające kapustę gąsie
nice, gdy namnożą się nadmiernie, co tłumaczy się racjonalnie, są złowieszczą zapo-
10
Z o b . np. ikonografię związaną z diabłem, zwłaszcza g d y pojawiała się ona w kontekście p o l e m i
k i p o l i t y c z n e j bądź w y z n a n i o w e j (di N o l a , 1997, zob. także: Basista, 2007, Dziechcińska 1976).
201
Piotr Kowalski
wiedzią tego, co nieuchronnie nadchodzi. Język biblijnych skojarzeń łączy się z figu¬
rami myślenia magicznego. Gąsienice, motyle, ćmy, rojące się robactwo wpisane było
w porządek zaświatowy, związane z negatywnie wartościowaną transgresją: zmrok,
ciemność, cisza i piekielny zgiełk, brak porządku, a więc wszystko to, co ulokowane
było w sferze granicznej i po drugiej stronie granicy ekumeny (Kowalski 1998).
Zmiany w przyrodzie zwiastują plagi, pomór, nieszczęścia wszelakie. Śmierć zapo¬
wiadana jest przez to, że „psy spuszczając pyski ku ziemi zaczynają wyć, krety ryją
ziemię, wznosząc kopce niby mogiłki, sowy huczą nocą przeraźliwie, wiatr kopie
wydmy niby groby" (Biegeleisen 1929, s. 290). W kulturze ludowej d o X I X w. prze¬
trwały potwierdzone wcześniejszymi zapisami potoczne przeświadczenia, że „na¬
mnożenie się robactwa, gadziny z ogonami jak u raków [ . . . ] , niezwykła obfitość żab,
szczurów, komarów, motyli i much, które się z gniłości, nie nasienia rodzą, biegun¬
ki, czerwonki, wrzody i plamy [ . . . ] mnogość grzybów" (Giedroyć 1899, s. 75; cyt.
za: Sznajderman 1994, s. 25) . Krajobraz czasów zarazy wygląda przerażająco - py¬
tanie, jakie warto stawiać, dotyczy tego, jak był on konstruowany w konkretnych
przypadkach - czy z wiarą, że symptomy nieubłaganie ujawniają to, co się stanie,
czy raczej jako metaforyczny, a może alegoryczny obraz służący do opisu narasta¬
jącego klimatu grozy? Czy rozmnożone robactwo przeraża, bo zapewne zeżre
kapustę, czy jest groźbą spełniającej się właśnie apokalipsy, choćby tylko małej,
doraźnej kary będącej ostrzeżeniem przed sprawami poważniejszymi?
11
*
Monstra w staropolskim dyskursie znaczą przez odniesienia do magicznego
modelu świata, myślenia religijnego o grzechu i karze czy w kategoriach boskich signów. Niemniej ważne są także zdroworozsądkowe, potoczne wyobrażenia o p o
rządku świata. W kulturze ciekawości monstra stanowią frapujący przykład „niedo¬
rzeczności natury", to curiositates, których samo istnienie musi zdumiewać ludzi; t y m
samym weryfikuje granice wytrzymałości taksonomicznego porządku, który wciąż
wydaje się wystarczający do tłumaczenia świata. Z czasem etykieta monstrualności
zacznie służyć za wygodny argument w dyskursie władzy albo przynajmniej społe
czeństwa broniącego samego siebie przed zwątpieniem w to, czy aby na pewno jest
dobrze urządzone.
Początek X X w. przyniesie medykalizację wyobrażeń o potworach, powoła na¬
wet specjalną dyscypliną badawczą - teratologię, która podobnie jak teratogenia,
służyć musi
s p r a w i e g ł ę b s z y c h u o g ó l n i e ń w zakresie m o r f o l o g i i zwierząt. Bez t e g o b y ł y b y one t y l
ko „ c i e k a w o s t k ą " naukową, nie o w i e l e p r z e w y ż s z a j ą c ą g ł ę b i ę p i e r w s z e g o lepszego
„ p a n o p t i c u m " z k i e p s k i m p r e p a r a t e m c i e l ę c i a o d w ó c h g ł o w a c h i sfałszowaną f o t o g r a -
11
D o kanonu europejskich wyobrażeń weszły już zapisy z książek: Defoe 1993; Pypes 1966.
202
Kilka uwag o monstrach i potworach
fią „braci s y j a m s k i c h " . O b i e te n a u k i są c z ę ś c i a m i składowymi m o r f o l o g i i i w r a z z in¬
n y m i jej d z i e d z i n a m i s ł u ż y ć mają c e l o w i n a j g ł ę b s z e m u tej gałęzi badania -
ogólnej
p r z y r o d n i c z e j f i l o z o f i i k s z t a ł t u ( T u r 1927, s. 9 ) .
Medykalizacja ma swoje filozoficzne i światopoglądowe konsekwencje, ale za¬
nim potwory zostaną sprowadzone do rangi medycznych okazów, w potocznym my¬
śleniu i tak straszyć będę monstra, o których nie wiadomo, czy nie pochodzą z de¬
monicznego nadania, albo przynajmniej nie są efektem grzechu. Zapewne lękiem
będzie napełniać inne jeszcze podejrzenie, które choć stare w samym sformułowa¬
niu, zyska nową interpretację: monstrualne wyglądy, potworność członków, zosta¬
je na zawsze skojarzona z potwornością, zwyrodnieniem obyczajów. O t o dlaczego
tak bardzo musiał przerazić bohater Milczenia owiec, Hannibal Lecter - bo nie moż¬
na było w nim poznać monstrum.
Zanim jednak przyjdzie nam przerazić się na dobre, zawsze trzeba mieć nadzie¬
ję, że może uda się, jak udało chłopom, coś skosić lub zaorać w całkiem normalnym,
naszym świecie. N i e gubiąc przy t y m umiejętności dziwienia się.
Bibliografia
Andrzej z Kobylina
1893
Qadki o składnościach członków człowieczych z Arystotelesa i też inszych mędrców
wybrane. 1535, Kraków
Assmann J.
2008
Pamięć kulturowa. Pismo, zapamiętywanie i polityczna tożsamość w cywilizacjach
starożytnych, przeł. A. Kryczyńska-Pham, Warszawa
Basista J.
2007
Propaganda religijna w przededniu i pierwszych latach angielskiej wojny domowej,
Kraków
Barthes R.
2000
Mit dzisiaj, w: Mitologie, przeł. A. Dziadek, Warszawa
Biegeleisen H .
1929
Lecznictwo ludu polskiego, Lwów
Chmielowski B.
1745-1746 Nowe Ateny albo Akademia wszelkiej sciencyi pełna, na różne tytuły, jak na classes
podzielona, mądrym dla memoryału, idiotom dla nauki, politykom dla praktyki, melancholikom dla rozrywki erygowana, t. 1, Lwów
203
Piotr Kowalski
Clifford J.
2000
Kłopoty z kulturą. Dwudziestowieczna etnografia, literatura i sztuka, przeł. E. Dżurak i in., Warszawa
Crossy D.
2004
Lamentable, strange, and wonderful. Headless monsters in English Revolution, w : Mon
strous Bodies / Political Monstrosities in Early Modern Europe, red. L. Lunger
Knoppers, J.B. Landes, London
Defoe D.
1993
Dziennik czasów zarazy, przeł. J. Dmochowska, Londyn
Dekkers M .
2000
Dearest Pet. On Bestiality, London, N e w York
Delumeau J.
1994
Qrzech i strach. Poczucie winy w kulturze Zachodu XJJJ-XVJJJ
w., przeł. A . Szy
manowski, Warszawa
D i Nola A . M .
1997
Diabeł. O formach, historii i kolejach losu Szatana, a także o jego powszechnej a złowro
giej obecności wśród wszystkich ludów, od czasów starożytnych aż po teraźniejszość,
przeł. I . Kania, Kraków
Dziechcińska H .
1976
W krzywym zwierciadle. O karykaturze i pamflecie czasów renesansu, Wrocław
Foucault M .
1987
2002
Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu, przeł. H . Kęszycka, Warszawa
Morderstwa, o których głośno, w: Ja Piotr Riviere, skorom już zaszlachtował moją
matkę, moja siostrę i brata mego.... Przypadek matkobójcy zXJXwieku,
przedstawił
M . Foucault, przeł. T Komendant i G. Wilczyński, Gdańsk
Fromm E.
1972
Zapomniany język.. Wstęp do rozumienia snów, baśni i mitów, przeł. J. Marzęcki,
Warszawa
Giedroyć F
1899
Mór w Polsce w wiekach ubiegłych. Zarys historyczny, Warszawa
Ginzburg C.
1991
Ecstasies. Deciphering the Witches Sabbath, Chicago
Groicki B.
1953
Porządek sądów i spraw miejskich prawa magdeburskiego w Koronie Polskiej, Warsza¬
wa
204
Kilka uwag o monstrach i potworach
Kaczor D
2005
Przestępczość kryminalna i wymiar sprawiedliwości w Gdańsku w XW-XVJJ3
ku, Gdańsk
wie
Kenny N .
2004
The Uses of Curiosity In Early Modern France and Germany, O x f o r d
Komoniecki A.
1987
Chronografia albo Dziejopis żywiecki, Żywiec
Kowalski P.
1998
hasła: Bliźnięta, Granica, Cisza/Hałas, Ćma, Grzyb, Mrówka, Mysz, Noc,
w: Leksykon. Znaki świata. Omen - przesąd - znaczenie, Wrocław-Warszawa
2000
Zwierzoczłekoupiory, wampiry i inne bestie. Krwiożercze bestie i erozja symbolicznej
interpretacji, Kraków
2006
O porządkowaniu przestrzeni, znakach i pisaniu kroniki, w: Literatura i wiedza,
red. W Bolecki i E. Dąbrowska, Warszawa
Kronika Jazowska
1971
Kronika Jazowska, „Teki Archiwalne", t. X I I I
Maliszewski K.
2001
Komunikacja społeczna w kulturze staropolskiej. Studia z dziejów kształtowania się
form i treści społecznego przekazu w Rzeczypospolitej szlacheckiej, Toruń
Marcuse H .
1991
Człowiek jednowymiarowy. Badania nad ideologią rozwiniętego społeczeństwa przemy
słowego, przeł. S. Konopacki i in., Warszawa
Michałowska T.
1970
Między poezją a wymową. Konwencje i tradycje staropolskiej prozy nowelistycznej,
Wrocław
Mikołajczyk M .
1998
Przestępstwo i kara w prawie miast Polski południowej XVJ-XVJJ]
wieku, Katowice
Mrożek S.
1983
Indyk, w: Wybór dramatów, Kraków
Pomian K.
2001
Zbieracze i osobliwości. Paryż - Wenecja XV3-XVJJ3
wiek, Lublin
Pypes S.
1966
Dziennik, przeł. M . Dąbrowska, Warszawa
Rudomicz B.
2002
Efemeros, czyli diariusz prywatny pisany w Zamościu w latach 1656-1672, cz. 1:
1656-1664, przeł. W Froch, Lublin
205
Piotr Kowalski
Rytel J.
1962
„Pamiętniki" Paska na tle pamiętnikarstwa staropolskiego. Szkic z dziejów prozy narra
cyjnej, Wrocław
Schindler N .
2002
Ludzie prości, ludzie niepokorni. Kultura ludowa w początkach dziejów nowożytnych,
przeł. B. Ostrowska, Warszawa
Sobieski J.
1991
Peregrynacja po Europie [1607] i Droga do Baden [ms],
cław
oprac. J. Długosz, Wro¬
Szczotka S.
1952
Materiały
do dziejów zbójnictwa góralskiego z lat 15S9-17S2, Lubin, Łódź
Sznajderman M .
1994
Zaraza. Mitologia dżumy, cholery i AIDS, Warszawa
Tur J.
1927
Potwory i ich rozwój. Zarys teratologii i teratogenii, Warszawa
Ward L., Steeds W
2008
Demony. Wizje zła w sztuce, przeł. E. Romkowska, Warszawa
Zaremska H .
1986
Niegodne rzemiosło. Kat w społeczeństwie Polski XJV-XV3
206
w, Warszawa
