http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/5232.pdf

Media

Part of Recenzje/B arbarzyńca 2009 nr 3-4 (16-17)

extracted text
recenzje

139

islam. Orientacja. Ornament
Ilość paciorków u ż y t y c h do m u z u ł m a ń s k i c h s z n u r ó w modlitewnych nie
jest dowolna. Najczęściej jest to jedna z wielokrotności liczby trzy: 33, 66,
99, o z n a c z a j ą c a imiona Allaha. Po dodaniu ostatniego, znanego tylko Jemu
imienia - 100. To tylko jeden przykład matematycznego u p o r z ą d k o w a n i a
religijnego instrumentarium i metafizycznego znaczenia, jakie przypisuje
się liczbom.
„Czystość formy i doskonałość stylu świadczy o czystości duszy" - to
werset Koranu ozdobnie wykaligrafowany na mosiężnej lampie z Maroka.
Doskonałość sztuki w pojęciu m u z u ł m a n ó w była m o ż l i w a jedynie jako od­
wzorowanie idealnego porządku wszechświata. J u ż po przekroczeniu progu
wystawy podziwiamy zawieszony nad głowami perski kobierzec z motywem
ogrodu o b r a z u j ą c y m zasady kierujące kosmosem. Porządek ten poznawano
dzięki naukom: astronomii, fizyce i przede wszystkim matematyce. Ich sens
Islam. Orientacja.
w y n i k a ł jednak z metafizyki będącej podstawą wszechrzeczy. Idąc dalej,
Ornament
przekonujemy się o zapomnianej przez nas bliskości p o m i ę d z y tymi gałę­
M u z e u m Etnograficzne
ziami wiedzy a wierzeniami, o łączącym je j ę z y k u liczb i symboli.
w Krakowie
W n ę t r z e sali budzi skojarzenie ze szkatułką, swoim dopracowaniem
3.10.2009-26.09.2010
bliską dziełu sztuki. Światła gwiazd powoli p r z e s u w a j ą się po posadzce
i ściankach, w których misternie wycięto wzory ze świata islamu. Oriental­
ne w n ę t r z a stają się bliskie, kolejne segmenty przywołują sfery codziennego życia: w domu, w świątyni,
w podróży, na wojnie. Ekspozycja maksymalnie wykorzystuje niewielką p o w i e r z c h n i ę , przekształcając ją
w świątynię liczb. Pomieszczenie p o d p o r z ą d k o w a n o zasadzie centrum - peryferia: w środkowym kręgu
poznajemy znaczenie motywów, których rozwinięcie wytropimy w głębi sali. Zgodnie z tym w berberyjskim naszyjniku odkryjemy myśl o boskiej doskonałości, opozycji płci i ziemskiej w ę d r ó w c e . S z k a t u ł k a
okazuje się być łamigłówką, bo jej zaszyfrowaną zawartość m o ż n a odczytać dopiero po z ł a m a n i u kodu;
wcześniej jesteśmy tylko analfabetami zachwyconymi barwami szatami, wyszywanym obuwiem, l u sterkiem-oczkiem pierścienia, biżuterią i amuletami. Posługując się specjalnym „dekoderem", m o ż e m y
odczytać informacje zapisane w dywanach koczowników. Wystawa pozwala nam pogodzić estetyczną
kontemplację z intelektualną lekturą.
Cenzura literacka owocuje czasami z a g a d k o w ą literaturą. Dyscyplina islamu spowodowała natomiast
n i e z w y k ł y rozwój sztuki charakteryzującej się horror vacui w kierunku ornamentyki. Z takich form sym­
bolicznych, jak koło (Allah), trójkąt (człowiek) czy gwiazda sześcioramienna (rozprzestrzenianie się reli­
gii) wyprowadzano w geometryczny sposób coraz bardziej fantazyjne motywy dekoracyjne. Jednak tabu
sporządzania w i z e r u n k ó w stworzeń nie zawsze było poparte lękiem przed numinosum, stąd naginano
zakaz, nadając wzorom kształt kojarzący się z poszczególnymi z w i e r z ę t a m i . Wśród figur geometrycznych
m o ż n a zatem napotkać postacie zwierzęce i ludzkie.
Pieczołowicie przygotowana ekspozycja o starannie p r z e m y ś l a n y m kształcie prezentuje nieprzypadkowość form, jakie przybierały przedmioty codziennego u ż y t k u i ewolucję zdobiących je ornamentów. Ujaw­
nia tropy z n a c z e ń w przystępny sposób, poprzez strukturę równie regularną j ak one. Z budynku muzeum
wyjdziemy z dopracowanymi na ś w i a t o w y m poziomie materiałami informacyjnymi - przewodnikiem
i „dekoderem dywanowym", ale co w a ż n i e j s z e , bogatsi o jeden z kluczy do kultury świata islamu.
Michał

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

Nałęcz-N

leniewsk

recenzje

140

Czy barbarzyńcy marzą o r ó ż o w y c h owcach?
Wydaje się, że zmiany w postrzeganiu ludowości, polegające na rozsze­
rzaniu pola jej definiowania, przyswajaniu muzeum najpopularniejszych
m e d i ó w (fotografii, video), zmienianiu instytucji z a m k n i ę t e j i sierjoznej
w otwartą i a w a n g a r d o w ą - to robota na całe pokolenie. Ludzie M E K - u
od dwóch lat konsekwentnie oczyszczają kulturę etnograficzną z obciachowości i przywracają ją do u ż y t k u publicznego. Robiąc burze m ó z g ó w w jakuzzi w y p e ł n i o n y m k a w ą (inaczej być nie m o ż e ) , w y t w a r z a j ą kolejne pro­
jekty w ramach szeroko zakrojonego programu powodowania, że na widok
zawartości muzeum z tak trudnym PR-owo materiałem jak eksponaty etno­
graficzne człowiek m ó w i : „Wow". Co jest dziś najbardziej trendy? Dizajn.
Co to jest etnodizajn?
Pokazali więc dizajn zaszczepiony etnografią, czyli etnodizajn. Wydaje się,
oraz Naturalne zasoby
że tym dokonaniem uderzyli w sufit, bo nie da się w y m y ś l i ć j u ż nic bardziej
polskiego dizajnu
„wow" - lecz w y g l ą d a na to, że ich nie interesuje, co się komu wydaje.
M u z e u m Etnograficzne
W g ł ó w n y m gmachu M E K - u (wystawa Co to jest etnodizajn?), niczym
w Krakowie
w n u k i na kolanach dziadków, siedzą eksponaty etnodizajnerskie wśród
3.10.2009-26.09.2010
obiektów stałej ekspozycji zastanych in situ. Te nowe m a s k u j ą się wśród
starych jak drapieżniki w d ż u n g l i , dlatego na podłodze p r z e r y w a n ą linią
wykreślono kierunek zwiedzania, a czerwonymi iksami - obecność etnodizajnu. Jest to r o z w i ą z a n i e naj­
prostsze z m o ż l i w y c h - niczego nie r u s z a ć , tylko umieścić obiekt przetworzony dziś obok pierwowzoru
sprzed wieku - a j ednocześnie trudne chyba do w y m y ś l e n i a , bo naturalnym odruchem muzealniczym j est
ustawienie eksponatów w pustej, białej sali. Czerwone krzesło o ośmiu nogach umieszczono obok krzesła
wiejsko-przaśnego, lampa „ d m u c h a w i e c " z metalowych profili wisi przy podobnym „ d m u c h a w c u " , czyli
ludowym „świecie" z papieru i wstążek. Nałożenie na siebie dwóch przestrzeni wystawienniczych daje
potrójny efekt. Legitymizuje dizajnerski przedmiot. T ł u m a c z y go widzowi (czasem m o ż e zbyt dosłow­
nie, a czasem poza pierwotnym sensem, ale przecież chodzi o wzór, nie o sens). Przy okazji zaś w y c i ą g a
przedmiot prototypowy z kurzu i półmroku „ekspozycji stałej" - pokazuje, że potencjalnie on też mógłby
stać się pokarmem dizajnera albo nawet widza. Wszak k a ż d y z nas ma w sobie coś z bricoleura. W o d z ą c
spojrzeniem dookoła etnodizajnerskie) rzeczy, dostrzega się mnóstwo eksponatów, które też m o ż n a by
przejąć, przerobić, postawić sobie w domu. Efekt poznawczy takiego działania jest fenomenalny. Starocie
zaczynają żyć. N o w i n k i nabierają prestiżu. W i d z zamienia się w uczestnika.
W sierpniu z w i e d z i ł e m prze­
krojową w y s t a w ę dizajnu włoskiego
w muzeum Triennale w Mediolanie.
Była liczebnie bogatsza, umieszczo­
na w szeregu przestronnych białych
sal, ale zarazem zimna specyficznym
chłodem, który powstaje z lęku zwy­
kłego przechodnia wobec wzornictwa
przemysłowego (bo taki l ę k jest, to
lęk bycia nie na czasie). W dodatku
i m bardziej ergonomiczny, pluszowy
czy wygodny, tym większą czuło się
frustrację z powodu tabliczki: „Nie
dotykać" (i spojrzenia czujnej pani).
„ N i e d o t y k a ć " w m u z e u m przed­
miotów, w które gromady d i z a j n e r ó w

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

recenzje

141

i fabrykantów włożyły swoje naj­
lepsze koncepcje i środki właśnie
po to, by je u c z y n i ć dotykalnymi!
W M E K - u niestety frustracja „Nie
dotykać" pozostaje - nie m o ż n a
usiąść na krześle ani pojeździć na
rowerze - ale przynajmniej znika
chłód w atmosferze radosnego sa­
fari, w y ł a w i a n i a dizajnu z ciepłej,
zagęszczonej przestrzeni etno.
W Esterce są z kolei Naturalne
zasoby polskiego dizajnu przywie­
zione ze Stalowej Woli i wyeks­
ponowane w ś r ó d autentycznej,
p a c h n ą c e j słomy, która leży na
podłodze. Tylko polskie wyroby:
od n a d r u k ó w na koszulki, przez
dziwne,pustewśrodkuskorupy,po
drewniany k r z y ż z pamięcią flash.
Że też to się w Polsce dziej e. Serce rośnie i u ś m i e c h na twarz wypływa. („Chłopska miłość", gejowski T-shirt
z nadrukiem a la wycinanka kaszubska).
Obie te wystawy w M E K - u są takie ciekawe, bo p o k a z u j ą przedmioty, które chciałoby się m i e ć , wyj ść
znimi.Samzchęciąodjechałbymdodomunaetnorowerze,natomiastredaktornaczelnanamoichoczach,
pod nieobecność obsługi, głaskała różową owcę i fdcowy fotel. Rzeczy b u d z ą tęsknotę, a w r ę c z p o ż ą d a n i e :
to z u p e ł n i e odwrotnie n i ż na typowej ekspozycj i , gdzie c z ł o w i e k porusza się w ś r ó d wyalienowanych
o b i e k t ó w o niejasnych znaczeniach. Efektem aureoli r o z c i ą g a j ą e t n o d i z a j n e r s k ą fajność na etnograficzność w ogóle. J e d n o c z e ś n i e m o t y w u j ą do d z i a ł a n i a , g d y ż takie eksponaty m o ż n a m i e ć , m o ż n a
ich skutecznie p o s z u k i w a ć - są w sprzedaży, i n s p i r u j ą c o d z i e n n o ś ć . Po zaliczeniu MEK-owskich
wystaw, c h o d z ą c w T-shircie z ludowym
kogutkiem, m o ż n a się w dodatku p o c z u ć
k i m ś bardziej wtajemniczonym. M o ż e to
prozaiczne, ale tego typu powierzchowne
wtajemniczenia są w stanie z m i e n i a ć ludz­
kie postawy.
I jeszcze jedno: wystawa nie wymaga
prawie ż a d n e j w s t ę p n e j wiedzy, by m o ż n a
c z e r p a ć z niej d u ż o satysfakcji. W dysku­
sji, którą prowokuje (czy ta rzecz jest etno
czy eko?, a w tej rzeczy co takiego jest
etno?, a czy ta p a s o w a ł a b y m i do d u ż e g o
pokoju?), u c z e s t n i c z y ć m o ż e i chce k a ż ­
dy. Krakowskie muzeum, t w o r z ą c p e w n ą
o d m i a n ę ponowoczesnej c h ł o p o m a n i i , po
raz kolejny pokazuje, ż e etnograficzność
to niekoniecznie obciach. To w z b i e r a j ą c a
fala.
Dariusz

3-1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

Żukowski

recenzje

142
Jak być dewiantem

Wydana przez P W N w serii Biblioteka Socjologiczna książka Outsiderzy
to sztandarowy przykład pracy poświęconej dewiacji i tekst kluczowy dla teo­
rii etykietowania. Materiał empiryczny Howard S. Becker zebrał w barwnym
otoczeniu palaczy marihuany i m u z y k ó w rozrywkowych w końcu lat czterdzie­
stych w słynnym z badań terenowych nad grupami marginalizowanymi mieście
Chicago. U w a ż n a obserwacja, dokładna analiza uzyskanych danych prowadź,
autora do ciekawych wniosków, dz.ęk, którym tworzy bogaty obraz dewiacji.
Becker stara się opisać outsiderów zarówno jako członków grup dewiacyj­
nych, jak i ludzi uwikłanych w sieć relacji z konformistami - osobami które nie
dopuszczają się czynów uznawanych za dewiacyjne. Dlatego pisząc o muzy­
kach, obserwuje, jaki wpływ na ich decyzje mają opinie ich małżonek, pisząc
o palaczach marihuany, przygląda się policjantom .prawodawcom usiłującym
stworzyć formalne b J e r y unieniożUwiaiace dostęp do konop,, Przez a n a l L ę
Howard S. Becker
stanowiska osób łamiących społecznie uznane normy opowiada o tych którzy je
Outsiderzy. Studia
tworzą, przestrzega,ąich Jednocześnie sygnalizuje ze prosty podz,ał'naosoby
które popełniają czyny dewiacyjne, te które tego nie robią nie wyczerpuje da­
z socjologii dewiacji
jących
s,ę zaobserwować postaw dlatego wyróżnia jeszcze owa typy zachowam
P W N , Warszawa 2009
fałszywe oskarżanie i działanie skrycie dewiacyjne!
Punktem wviśria dla teoretvrznei stronv nrarv Iwłn zwrócenie nwacri na to iak nsnłw trzecie klawfiknia
zachowana
ustano"
S y c h o s ó b Ł

zaczynu

fcór3S

(U
J
> ^
konsekwencją zastosowania przez mnych reguł sankc,, wobec
Becker, jak i inni przedstawiciele nurtu interakcjonizmu symbolicznego, wykorzystuje pojęcie kariery do
opisu zmiennego stosunku podmiotu do czynów dewiacyjnych. Słowo to, użyte poza kontekstem życia zawo­
dowego, nie implikuje tendencji wzrostowej, wspinania się po szczeblach. Przebieg kariery zależy od rodzaju
i jakości interakcji człowieka - w tym przypadku dewianta - z otoczeniem. Dlatego też może prowadzić do
chwilowego wycofania, porzucenia czynów dewiacyjnych bądź ich nasilenia.
Bardzo przyjemna w lekturze jest część pracy poświęcona analizie materiału empirycznego. Autor, sta­
rając się pokazać, jak może się potoczyć kariera palacza marihuany, śledzi proces opanowywania techniki
palenia, podkreśla rolę bardziej doświadczonych dewiantów w toku nauki dostrzegania efektów palenia
i, co kluczowe, czerpania z nich przyjemności. Do tego jednak dojść może dopiero wtedy, gdy przyszły palacz
zbagatelizuje obawy ewentualnych sankcj, ze strony otaczających go niepalących oraz gdy znajdzie źródło
dystrybucji narkotyku Pracując jako muzyk rozrywkowy Becker poznał język ideały i dylematy tej grupy
zawodowe, Przedstawia konflikt pomiędzy muzykam,, ich odbiorcami oraz związany z tym problem grania
muzyk, komercyjnej kosztem rezygnacji z osobistych ambicji Doprowadza to do polaryzacji postaw wśród
m u z y k ó w z których każdy racjonalizuje swój wybór Osobny rozdział poświęcony jest wojującym reforma­
torom" krzyżowcom moralis om" którzy według Beckera chcąc osiągnąć swój cel - stworzyć nowe reguły
- wykorzystują wsparcie profesjonalistów, ń a przykład, psychologów .psychiatrów.
W ostatnim rozdziale, który powstał kilka lat po napisaniu pozostałych, autor ustosunkowuje się do krytyki
przedstawianych przez siebie tez . Wytykano mu, że nie wytłumaczył, dlaczego niektórzy decydują się łamać
powszechnie przyjęte normy. Becker przyznaje, że to, co niefortunnie nazwano „teorią etykietowania", teorią
sensu stncto nie jest. To jednak me zmienia faktu, ze serdecznie polecam lekturę tej książki, bo nawet jeśli
me odpowiada napytame „dlaczego?", mów, w,ele o tym „jak?".
e d n o s t k a

Katarzyna

BARBARZYŃCA

Nowak

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

recenzje

143

Brud to coś, co nie jest na swoim miejscu
arjun appadurai
Te słowa Mary Douglas z Czystości i zmazy są trafną metaforą pojęcia
mniejszości. Jednostki inne, różniące się od ogółu przeszkadzają - są jak
brud i trzeba je usunąć. Problem znika, gdy mniejszości pozostają na swoim
esej o geografii gniewu
miejscu, w swoim kraju. Na obcej ziemi stają się zapalnikiem konfliktu, któ­
ry wybuchnie nieuchronnie i nieodwołalnie. O logice, zalążkach i skutkach
tego procesu traktuje najnowsza książka Arjuna Appaduraia.
We wstępie autor wyjaśnia, że Strach przed mniejszościami
jest próbą
znalezienia sposobów na to, by „globalizacja zaczęła działać na rzecz tych,
którzy potrzebują jej najbardziej i mają z niej najmniej" (s. 9). Appadurai
szuka odpowiedzi na zasadnicze pytanie: dlaczego idea globalizacji wpro­
wadzona w życie czasem skutkuje czystkami etnicznymi czy skrajnymi
formami przemocy politycznej wymierzonej w ludność cywilną. Zwraca
uwagę na to, że istnieje prosta droga od narodzin ducha narodowego i to­
A r j u n Appadurai
talnej kosmologii świętego narodu do pojęcia czystości etnicznej, którego Strach przed
mniejszościami.
konsekwencją jest etnocyd. Ów schemat powstawania przemocy nałożony
Esej o geografii gniewu
na współczesną dynamikę globalizacji potęguje wzrost nierówności pomię­
P W N , Warszawa 2009
dzy narodami, klasami, regionami.
Kto jest lontem w tym dynamicie, dowiadujemy się z pierwszych stron
książki, ale co działa jak płomień? Refleksja Appaduraia, oparta na wła­
snych obserwacjach oraz wnioskach innych komentatorów rzeczywistości,
prowadzi do dwóch wniosków.
Pierwszy z nich to „lęk przed niezupełnością". Przemoc jest nienawiścią w akcji, a nienawiść pojawia
się, gdy istnienie nielicznych przypomina większości „o niewielkiej luce pomiędzy ich kondycją jako
większości a horyzontem nieskalanej narodowej całości, czystego i nieskażonego narodowego ethnosu"
(s. 18). Autor dostrzega niepokojącą prawidłowość w dobie nowoczesności: na coraz większąskalę rozwija
się podejrzliwość różnych narodów co do prawdziwej tożsamości etnicznej sąsiadów. Powoduje ją ciągłe
liczenie i określanie populacji oraz troska o własną narodowość, która w konsekwencji może prowadzić
do poczucia wyjątkowości własnej nacji, a tym samym chęci chronienia jej czystości. Historia dostarcza
nam przykładów pokazuj ących, co się dziej e później. Appadurai ilustruj e swoj e rozważania przypadkiem
muzułmanów w Indiach, a dokładnie ich pogromem w stanie Gudżarat w 2002 roku.
Drugi wniosek dotyczy strachu. Strachu przed małymi liczbami. Przed jednostkami, które kojarzą się
z elitami, oligopolami i tyraniami. Przed wybudzonym upiorem spiskowca, szpiega, zdrajcy czy rewolu­
cjonisty. Przed wprowadzanym w sferę interesów publicznych wątkiem prywatności. Appadurai naświetla
problemy, które, choć niewątpliwie istotne, są niezauważalne i zanurzone w mroku codzienności. Strach
przed mniejszościami
stawia przed nami wielki znak: „STOP" i zmusza do zastanowienia.
Esej napisany jest przystępnym językiem i zabarwiony ironią, a teorię popierają przykłady z prze­
szłości i współczesności. Obraz rzeczywistości, który wyłania się z książki, przytłacza. Do kogo ten tekst
jest skierowany? Nie tylko do przeciwników podążającej w złą stronę globalizacji czy globalizacji w ogó­
le, lecz przede wszystkim do entuzjastów tego procesu, by dostrzegli to, na co dotychczas nie zwracali
lub nie chcieli zwracać uwagi. Na postępującą geografię gniewu, na ideobójstwo i cywilizacjobójstwo,
na skutki, których nie wzięli pod uwagę.
Beata

3-1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVÑCA

Turek

recenzje

144
Mówiąc o n i e w y r a ż a l n y m
Pojednanie powinno oznaczać
Polityka pojednania oznacza równy podział

zaufanie.
nieufności.

- Innocent Rwililiza
Strategia antylop to wstrząsająca opowieść o losach m i e s z k a ń c ó w powiatu
Nyamat leżącego na południe od Kigali, stolicy Rwandy. Kraju, w k t ó r y m
w 1994 roku dokonano ludobójstwa - w jego wyniku śmierć poniosło blisko
milion ludzi. 1 stycznia 2003 roku wszedł w życie prezydencki dekret po­
z w a l a j ą c y na warunkowe zwolnienie z w i ę z i e ń części u c z e s t n i k ó w masakr.
S k a z a ń c y po odbyciu zorganizowanego przez rząd szkolenia powrócili w ro­
dzinne strony. Tam zobaczyli własne pola, które j u ż do nich nie należały.
Spotkali swoich bliskich, którzy często, w ciągu dziesięcioletniej rozłąki,
Jean Hatzfeld
o ułożyli sobie życie. Musieli stanąć twarzą w twarz z przyjaciółmi
Strategia antylop
[ krewnymi swoich ofiar. Ale przede wszystkim ci, którzy kilka lat wcześniej
Czarne, Wołowiec 2009
ukrywali się przed uzbrojonymi w maczety sąsiadami, dziś z n ó w mieli żyć
obok nich.
Jean Hatzfeld pracował jako korespondent wojenny na terenie Konga, Haiti, byłej Jugosławii, Algierii,
Burundi. Jednak to właśnie Rwanda i konflikt p o m i ę d z y H u t u i Tutsi stały się jego obsesją, której owo­
cem są książki Dans le nu de la vie („Nagość ż y c i a " ) , Une saison de machettes („Sezon maczet"), Strategia
antylop. O ile w pierwszej z nich autor w y s ł u c h u j e relacji ocalałych, o tyle w drugiej oddaje głos katom.
Trzecia to p o r u s z a j ą c a dokumentacja procesu pojednania m i ę d z y jednymi i drugimi.
Francuski reportażysta z a u w a ż a , że osoby, które ocalały z klęsk żywiołowych lub katastrof, takich jak
wojny, czystki etniczne, okupacje, potrzebują dać świadectwo tego, czego doświadczyły i robią to w spo­
sób spontaniczny. Ale „po p r z e ż y c i a c h z czasów ludobójstwa ocaleni i zbrodniarze wybierają milczenie,
z trudem przychodzi i m opowiadanie o eksterminacji, której doświadczyli" (s. 86). Hatzfeldowi udaje się
skłonić ich do rozmów. Pisarz długo powstrzymuje się od własnych komentarzy. Dzięki temu czytelnik
pozostaje sam na sam z bohaterami, musi się z nimi z m i e r z y ć osobiście. N i k t nie pomaga, nie amortyzu­
je tego d o ś w i a d c z e n i a . Autor pojawia się w momencie, gdy ciężar tego „bezpośredniego" kontaktu staje
się niemal nie do u d ź w i g n i ę c i a . Przychodzi z pomocą, m ó w i , czym dla niego jest dramat rwandyjskiego
ludobójstwa i jak sam się z n i m zmaga.
Z wypowiedzi ofiar i oprawców w y ł a n i a się świat n a b r z m i a ł y od niepewności i nieufności, niewypo­
wiedzianych oskarżeń, ale też k o m p r o m i s ó w i nadziei na b e z k r w a w ą przyszłość. Wydaje się, że wysiłek
włożony w bezkonfliktowe życie w sąsiedztwie jest tak niewyobrażalny, jak n i e m o ż l i w e jest ostateczne
pojednanie, którego podstawy starają się tworzyć rząd i organizacje humanitarne. M i e s z k a ń c y Kraju
Tysiąca W z g ó r z co dzień mierzą się z tymi emocjami, żyjąc obok siebie, chodząc do tych samych barów
i kościołów. K a ż d e g o dnia zastanawiają się, jak w tej sytuacji z a c h o w a ć godność. Czy podanie ręki lub
wypicie piwa z mordercą jest r ó w n o z n a c z n e z brakiem szacunku dla bliskich? Jaka jest różnica m i ę d z y
z a p o m n i e ć a w y b a c z y ć ? Jak m ó w i ć o ludobójstwie, kiedy jest się jednym z nielicznych, którzy ocaleli?
Czy mamy prawo w y p o w i a d a ć się w imieniu tych, którzy stracili życie ? Pytania, które nurtują r o z m ó w c ó w
Hatzfelda, dają poruszający obraz sytuacji H u t u i Tutsi. Jednocześnie m ó w i ą jednak o tym, co wspólne
nam wszystkim: wspomnieniach, wybaczeniu, pojednaniu, nadziei.
n

a

n o W

Katarzyna

BARBARZYŃCA

Nowak

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

recenzje

145

Emocjonalni socjologowie
Kiedy August Comte tworzył podwaliny nauki pozytywnej, w s k a z u j ą c
na jej królową socjologię jako najbardziej rzetelną z nauk, pragnął wyeli­
m i n o w a ć spekulację i emocje z metod poznania. Te drugie nie tylko nie
powinny targać duszą badacza, który w n i e z m ą c o n y m spokoju tworzył po­
zytywny wymiar praw naukowych, ale nawet nie n a d a w a ł y się na porządny
przedmiot obserwacji, k t ó r y m były fakty fizyczne. Niespełna sto pięćdzie­
siąt lat po śmierci Comte'a rodzi się jednak dziedzina, której nazwa brzmi
jak oksymoron w kontekście nauk wielkiego mistrza. Najbardziej ciemny
i nieopanowany element w człowieku, coś, co wydostaje się spod w s z ę d o ­
bylskiej w ł a d z y butnego rozumu - emocje - staje się nową k a n w ą r o z w a ż a ń
naukowych, kanonem w dziedzinie wiedzy, która od niego uciekała i która
z założenia nie była n i m zainteresowana.
W latach siedemdziesiątych rodzi się socjologia emocji. Rozróżnienie
Jonathan H . Turner
Maxa Webera na d z i a ł a n i a racjonalne i afektywne nie tylko traci na ostrości, ale chyba także gubi swój sens. Najnowsze badania neurobiologiczne
Socjologia emocji
w s k a z u j ą jednoznacznie, że emocje i rozum nie są j u ż p r z e c i w i e ń s t w a m i ,
> Warszawa 2009
a co w i ę c e j , rozum nie jest m o ż l i w y bez afektywnego komponentu psychiki.
Emocje są żyroskopem postępowania. Pozwalają na utrzymanie kursu pod­
jętej działalności w różnych sytuacjach i dzięki n i m jednostki mogą doświadczać pozytywnych przeżyć
a u n i k a ć negatywnych. Skąd emocje pojawiły się w socjologii? C o ś musiało ulec zmianie - czy emocje
zmieniły się na tyle, by mogły w k r o c z y ć do b a d a ń socjologicznych, czy m o ż e z m i e n i ł a się socjologia? Jak
się przekonamy, z a r ó w n o jedno, jak i drugie.
W ciągu trzydziestu lat istnienia socjologia emocji przerodziła się w samodzielną dyscyplinę z dość pokaź­
nym dorobkiem i wieloma znanymi w środowisku socjologicznym nazwiskami, dlatego nie dziwi pojawienie
się całościowego opracowania i zbiorczego zestawienia jej dotychczasowych osiągnięć. Nakładem Wydaw­
nictwa P W N ukazała się na polskim rynku książka Jonathana H . Turnera i Jana E. Stetsa Socjologia emocji.
Publikacja ta ma przedstawiać stan badań nad emocjami. Autorzy, dostrzegając złożoność i wieloaspektowość
dotychczasowych prac badawczych, wyróżniają siedem różnych podejść teoretycznych, w których pojawiają
się emocje w socjologii. Są to: teorie dramaturgiczne i kulturowe, teoria rytuału, interakcjonizm symboliczny,
interakcjonizm symboliczny z elementami psychoanalitycznymi, teoria wymiany, teoria strukturalna oraz
teoria ewolucyjna. Należy dodać, że zaproponowany podział nie jest ani wyczerpujący, ani jedyny możliwy,
w opinii autorów ma ułatwić orientację w prezentowanej materii badań.
Każdy rozdział pokazuje dotychczasowy dorobek i sposób prowadzenia badań nad emocjami w poszcze­
gólnych szkołach. W latach siedemdziesiątych pierwszorzędnym przedmiotem zainteresowania socjologów
emocji był wpływ emocji na jaźń, a także sposób, w jaki interakcje są kształtowane przez emocje, „jak w lu­
dziach wytwarza się przywiązanie i zaangażowanie emocjonalne wobec struktur społecznych i symboli kul­
turowych, jak emocje podtrzymują i zmieniają struktury społeczne i symbole kulturowe oraz jak struktury
społeczne i symbole ograniczają doświadczenie i ekspresję emocji" (s. 38).
Z kolejnych rozdziałów książki dowiadujemy się, dzięki czemu możliwe stało się wkroczenie tematy­
ki emocji do socjologii. Od czasów Comte'a zmieniła się i sama dyscyplina, i sposób podejścia do emocji.
Teorie dramaturgiczne oraz kulturowe akcentują występ jako sposób funkcjonowania człowieka w świecie
społecznym. „Scenariuszem przedstawienia są przekonania kulturowe i normy dotyczące tego, jakie emocje
mogą i powinny być doświadczane oraz w y r a ż a n e w określonych sytuacjach" (s. 38). Teorie rytuału wskazują
na znaczenie interakcj i, które synchronizuj ą i rytmizuj ą ludzkie stosunki. Emocj e są pobudzane właśnie przez
relacje i rytm, a następnie reprezentowane symbolicznie, szczególnie w sytuacjach solidarności grupowej.
Po zajściu procesu symbolizacji j u ż same myśli o symbolach mogą wywoływać emocje.
T a n E

P

3-1

(1G-11) 3 0 0 3

BARBARZYŃCA

W

N

S t e t s

recenzje

146

Teorie interakcjonizmu symbolicznego akcentują znaczenie potwierdzania i podtrzymywania własnej kon­
cepcji siebie jako jednostki określonego rodzaju, co przynosi pozytywne emocje. Interakcjonizm symboliczny
z elementami psychoanalizy podkreśla również, że gdy jaźń nie jest potwierdzana w interakcji, jednostki czę­
sto stosują strategie obronne i odwołują się do mechanizmów obronnych, które zakłócają ich doświadczenie
i ekspresję emocji.
W teoriach wymiany jednostki postrzegane są jako dążące do zysku i dysponujące pewnym kapitałem,
który należy korzystnie wymienić. Tym kapitałem mogą być same emocje lub reakcje emocjonalne towarzy­
szące procesowi wymiany. Osiągając zysk, odczuwają pozytywne emocje, gdy tracą - pojawiają się emocje
negatywne.
Teorie strukturalne zajmują się emocjami w kontekście umiejscowienia jednostki w strukturze społecz­
nej - emocje uzależnione są od prestiżu zajmowanej pozycji. Jednostki wchodzą w interakcje i w momencie
uzyskania potwierdzenia własnego miejsca, doznają emocji pozytywnych, zaś rodzące się w przeciwnym wy­
padku emocje negatywne mają moc mobilizującą. Mówią o tym teorie statusu i władzy.
Ostatnim kierunkiem jest podejście ewolucyjne, które ujmuje afektywność jako skutek doboru naturalnego.
Ewolucjoniści badają mechanizmy biologiczne będące podstawą wytwarzania ludzkich emocji. Zajmują się
także związkiem między tymi procesami a istniejącymi formacjami społeczno-kulturowymi.
Każda z zaprezentowanych teorii wyjaśnia inny moment dynamiki emocjonalnej, pokazując, jak wielo­
aspektowo ujmowana jest tematyka emocji we współczesnej socjologii. Autorzy prezentowanego tomu, poza
skategoryzowaniem stanu wiedzy o emocj ach w socj ologii, postawili sobie j eszcze j eden, chyba ważniej szy, cel pragnęli w kontekście tak różnorodnego dorobku teoretycznego zrobić pierwsze kroki ku stworzeniu wspólnej
i zunifikowanej teorii socjologicznej traktującej o emocjach. Jest to przedmiotem ostatniego rozdziału.
Książka w sposób czytelny prezentuj e pokaźny dorobek trzydziestu lat pracy socjologów nad trudną materią
emocji. Typologia jest przejrzysta i dobrze dobrana. Prezentowany podział nie jest, co prawda, wyczerpujący,
a przy wielu autorach nie do końca uzasadniony, rzuca j ednak światło na dorobek teoretyczny poszczególnych
badaczy. Książka z powodzeniem może pełnić funkcję zarówno wprowadzenia w tematykę emocji w socjo­
logii, jak i katalogu dostępnej wiedzy.
Mariusz

Nieroda

Pożegnanie Woltera

Leszek Kołakowski
Czy Pan
Bógmoiebyć
szczęśliwy
i inne pytania
Znak, K r a k ó w 2009

Jedni mówią o nim jako o wielkim filozofie, inni temu zaprzeczają, podając
całkiem rozsądne argumenty. Z pewnością był jednym z najbardziej rozpozna­
walnych, utytułowanych i nagradzanych polskich filozofów ostatnich dziesięcio­
leci (wykładał w Yale, Berkeley, na Oksfordzie). Publikacje w prasie codziennej,
uczestnictwo w programach radiowych i telewizyj nych pozwalały Kołakowskie­
mu dotrzeć do wyobraźni szerokiej grupy osób, na pewno o wiele większej od tej
zgromadzonej przez niedawno zmarłych profesor Barbarę Skargę oraz profesora
Jerzego Perzanowskiego. Ze swojej strony Leszka Kołakowskiego postrzegałem
jako polskiego Woltera, a może nawet Woltera X X wieku. Idee Woltera nie
wpłynęły w istotny sposób na historię filozofii, jednak znacząco oddziaływały
na wielu ludzi, którzy filozofią nie zajmowali się „zawodowo". Nie twierdzę, że
obaj panowie interesowali się rzeczami błahymi, nic podobnego! Książki Koła­
kowskiego poruszają problemy nadal żywo dyskutowane w wąskim środowisku
filozofów, lecz są również ciekawe dla przeciętnego Kowalskiego.
Ostatnia publikacja radomskiego myśliciela to zbiór już wcześniej publiko­
wanych a rozproszonych tekstów, które z jakichś powodów znalazły się w jed­
nym tomie. Nadinterpretacją byłoby uważać go za formę testamentu lub garść

BARBARZYŃCA

3 - 3 ( 1 G - 1 1 ) 3DD3

recenzje

147

wróżb. Nie łączyłbym śmierci autora z wydaniem książki. Tak bywa - nie pierwszy i nie ostatni raz jesteśmy
świadkami zbiegu okoliczności.
Przyznać muszę, że publikacja wymaga od recenzenta znajomości wielu zagadnień, których niepodobna
poznać w czasie przeznaczonym na lekturę. Nie sposób odnieść się do wszystkich poruszonych w niej tema­
tów. Należałoby odpowiedzieć książką, nie recenzją.
Warto zastanowić się nad tym, co łączy zgromadzone eseje. Można myśleć o tej publikacji jak o zbiorze
anegdotycznych opowieści, skądinąd ciekawych i pouczających. Wtedy każdy rozdział będzie osobną całością,
którą z kolejnym łączy tylko sąsiedztwo. Takie czytanie wydaje się być uzasadnione i wcale nie zuboży lektury.
Niemniej poszukajmy czegoś innego
Być może zestawienie tekstów nie było dziełem przypadku. We wstępie autor zastrzega, że jest to książka
o wszystkim. Pisanie o wszystkim stać się może pisaniem o niczym. Zatem o czym pisze Leszek Kołakowski ?
O wszystkim, ale o takim wszystkim, nad którym zastanawia się od lat: o historii fdozofii. Wydał już na jej
temat kilka książek, doskonałych uzupełnień tekstów kanonicznych. Od wielu lat komentował też bieżące
wydarzenia z życia politycznego i społecznego. W ostatniej publikacji szczególnie interesuje go los Europy.
W części O tym, co dobre i co prawdziwe śledzi sprawy, które wydają się przyrodzone, lecz w rzeczywistości
są sprawą konwenansu i to powstałego niedawno. Na myśli mam przede wszystkim dwa rozdziały o prawie
naturalnym, którego Kołakowski nie dewaluuje, lecz wskazuje trudności z jego uzasadnieniem oraz potoczne
sposoby posługiwania się nim w sposób nie zawsze słuszny. Nie mogło też zabraknąć tematu Boga. Radomski
myśliciel od lat stara się przekonać czytelnika o możliwości bycia fdozofem (szerzej, naukowcem) i człowie­
kiem wierzącym w Jego istnienie (Ciekawą odpowiedzią na stanowisko Kołakowskiego jest książka Heleny
Eilstein Jeśli się nie wierzy w Boga... Czytając Kołakowskiego).
Oprócz tego znajdziemy kilka komentarzy
do encykliki Jana Pawła II. Jeżeli być wierzącym, to z pewnością wierzącym uważnym i refleksyjnym.
Podsumowaniem i swego rodzaju kluczem do książki jest rozdział ostatni. Leszek Kołakowski parafra­
zuje w nim koncepcję bycia-w-świecie Martina Heideggera. „Jest zatem czas rzeczywistością najzwyklejszą,
ale też najbardziej przerażającą. Cztery byty wspomniane są sposobami naszymi uporania się z tym przera­
żeniem" - pisze. Te cztery sposoby to: Rozum, Bóg, Miłość, Śmierć. Metafizyka Kołakowskiego zamyka się
w nieubłaganym Czasie. W końcu Czas każdego z nas się skończy. Filozoficzne, teologiczne i codzienne spory
nie są niczym innym jak sposobami oswajania, zrozumienia rzeczywistości. Byleby tylko nie przykryły istoty
naszej egzystencji - Czasu.
Leszek Kołakowski pisał o rzeczach ważnych. Pisał o nich w sposób szczególny, bo na ogół zrozumiale.
Pytanie, czy przystępne przedstawienie spraw trudnych i zawiłych to zaleta czy wada? Eseistyczny styl Koła­
kowskiego budzi ambiwalentne uczucia: zachwytu i wątpliwości.
Najpierw o wątpliwościach. Zapewne profesor zdawał sobie sprawę z zagrożeń, jakie niesie misja popu­
laryzowania myśli filozoficznej, nakłaniania do refleksji. Ale do jakiego momentu myśl popularyzatorska
nasyca czytelnika? Czy w pewnej chwili nie mamy wrażenia uproszczenia sprawy, omijania detali, ale detali
znaczących? Eseistyka musi zawierać w sobie nutkę trywialności, inaczej nie będzie spełniać swojej roli. Twór­
czość Kołakowskiego rzadko bywała filozoficzna w sensie ścisłym. Był on raczej historykiem filozofii bądź
historykiem idei. Wśród pokolenia naukowców, do którego należał, znajdują się postaci mogące pochwalić
się bardziej „filozoficznymi" osiągnięciami. Nie jest moim celem umniejszanie zasług Kołakowskiego, są one
niezaprzeczalne, chciałbym jedynie nakłonić do postrzegania go nie jako filozofa, ale myśliciela, jako Diderota
lub Woltera XX wieku.
Na koniec o zachwycie. Leszek Kołakowski kolejny raz czaruje swoim kunsztem. Swoboda, z którą po­
rusza się między zagadnieniami, łączy fakty, argumentuje, przypomina lekkość i skuteczność ruchów mi­
strza fechtunku. Doprawdy mało znam eseistów, którzy piszą w taki sposób. Słowem książka udowadnia,
że filozofia i problemy dnia codziennego wcale nie są od siebie odległe. Filozofa i Kowalskiego interesują
te same zagadnienia. Różni ich subtelność odpowiedzi. Publikacje Kołakowskiego podobne do ostatniej książki
uwrażliwiają na skomplikowanie świata, mnogość dróg, dowodów i argumentów.
Łukasz

3 - 3 ( I G - l l ) 3DD3

BARBARZYŃCA

Sochacki

recenzje

148

Pitrrc

W p o ś p i e c h u nie daje się myśleć

BOURDIEU
Û telewizji. PjniMVjnit d z i e l i n i k j r ï h i i i

cyjny. Teraz mogą dodatkowo poprzeć swój lifestyle autorytetem Bourdieu. Książka jest
króciótka, w dodatku zrozumiała i napisana za pomocą klarownych akapitów, które
wręcz proszą się o cytowanie jak pasaże Beniamina albo refleksie Ciorana.
pięLe rz etłurnaczona ra ca zawiera'dwa wykłady wygłoszone w 1996 roku
C

ą

p

C

]

P

p

i i i l i l i i i i ^
wszelkiej z n i u a n s o w a n e j ś l i o d r e f e r e n e m a s , c z t e z t o , c o dziennikarze wyobramy

Pierre Bourdieu
O telewizji.

Panowanie

dziennikarstwa

PWN, Warszawa 2009



¡



P

P

q



y

¡



1

Jeszcze dzisia/rano s i a ł e m w r
^
ostami bestseller, powiedział: .Filozofia jest w tym roku modna, ponieważ Świat Zofii

wmmmimm
przez media telewizyjnych socjologów. „Dziennikarze", mówi Bourdieu, „ze swoimi okularami, ze swoimi kategoriami

r^ardz^ct^

rzyXem^cTslçr^

Dariusz Ż u k o w s k i

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

recenzje

149

Witajcie w szoku
Henryk Dederko, znany z kontrowersyjnego filmu odsłaniającego kulisy
działalności korporacji Amway Witajcie w życiu, w roku 2008 nakręcił materiał
poświęcony subkulturze gotyckiej. Zdjęcia do dokumentu rozpoczęły się w lip­
cu na festiwalu Castle Party 2008 w Bolkowie, największej gotyckiej imprezie
w Europie środkowowschodniej, a zakończyły w październiku 2008 w Łodzi,
gdzie spotkali się wszyscy bohaterowie tumu.
Ich dobór obejmuje szerokie spektrum indywidualności realizujących się
w ramach szeroko pojętego „mroku". Warto pokrótce omówić te postaci. Montur
i Sybilla to założyciele pierwszej polskiej strony poświęconej tematyce nekrofilii,
na co dzień przedsiębiorcy pogrzebowi, sami mówiący o sobie „tanatolodzy",
„archeolodzy śmierci". Są znam w związku z serią artykułów, które ukazały
się niedawno na ich temat w mediach. Mefisto - wampir energetyczny z Łodzi

Witajcie w mroku
rei. Henryk Dederko
79 min., 2008

Sam reżyser twierdzi w wywiadzie dla łódzkiego „Echa", ze meritum są tu jednak kwestie inne mz „mroczna"
estetyka i image sceniczny: chodzi o „inne sposoby przeżywania duchowości", poglądy na temat śmierci, bólu,
przemijania, miłości, piękna.
Film Witajcie w mroku z pewnością będzie budził emocje. Dla osoby memającej pojęcia o gotach może
wiązać się z L k i e m w L J y m i światopoglądowym,
' a ludzi ziazanycS z s ^ u l t u r ą ^ o t y c k ą me
będzie przełomem, za to na pewno spowoduje ożywione dyskusje. Reżyserowi zależało być może na rzetel­
nym przedstawieniu subkultury, lecz nawet osoby związane z gotykiem spierają się między sobą o to, czym
on faktycznie jest, gdzie lezą granice „mroku", jak odróżnić autentyczność od fałszu i pozerstwa. Podkreśla
się różnicę między gotykiem sprzed dekady czy dwóch a obecnym, spod znaku nowej kolekcji ubrań H & M .
z

a

ś

dl

WMËËÈÈË
poglądem. Ich model życia w znaczący sposób odbiega od tego wszystkiego, co u w a ż a się za normalne, i choć
mag chaosu jest gotem?, czy każdy fanatyk body modifications jest gotem?, czy każdy wampir jest gotem?, a

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVNCA

recenzje

150

mmmmm

ra dokumentów! wiarygodność. Warto wspomnieć o tym, ze jedna z bohaterek dokumentu, autorka pokazu

M e i n A i L e m A . k u m L u jes, rozbieżno^ m i ę / , , „tulem, am,e,ze„,em , o
z

s t a K

c z „ m efek.em.
y

nych zjawisk - jako osoba zorientowana w tematyce byłam w stanie odebrać produkcję świadomie, ale ktoś

W filmie występuje antropolog Jan Witold Suliga, który w różnych kulturach i religiach przez lata poszu-

filmie dokumentalnym. Zabiera on widza w kolorowa podróż po estetyce okołogotyckiej raczej mz w świat
subkultury gotyckiej. Jeśli takie było jego zamierzenie, można powiedzieć, ze w dużym stopniu odniósł sukces
i wówczas uzasadnione jest przedstawienie wampiryzmu, nekrofilu, obrazu własnego pogrzebu, performansu
artystycznego z pogrania S M, upodobania d o ^ i a n g u , spania w trumnach i w s f e l f c i innydr scen łamiąP

&

T r u d n o jednoznacznie powiedzieć, o czym jest dokument Dederki, jednak z całą pewnością me jest to
reportaż o przebierańcach kołyszących się do muzyki na bolkowskim zamku lub gimnazjalistkach, chowa­
jących żyletki do plecaków w kształcie trumienek. Reżyser podejmuje próbę przedstawienia motywów, które
kręgi okołogotyckie wykorzystują do budowania własnego imageu i które stają się elementem „gotyckości"
nOW

i światopoglądem kręgów okołogotyckich.
Fora, na których toczą się dyskusje na temat filmu Dederki: darknation.pl, mysteriousart.dbv.pl,
castleparty.com/forum. W filmie wykorzystano muzykę m.in. Trumny (www.freewebs.com/trumnaproject), Deathcamp
Project (www.deathcampproject.com), Closterkelleru.
Agnieszka

B u k o w c z a n - Rz e s z u t

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.