http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/4945.pdf

Media

Part of O historii, literaturze, pamięci oraz innych formach zapominania/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4

extracted text
WALDEMAR KULIGOWSKI

K

ultura to pamięć, i to kategoryczne stwierdze­
nie nie ma być jedynie chytrym ukłonem
w stronę tematu niniejszej konferencji ani
usprawiedliwieniem swojej tutaj obecności. Grecka
mnem e jest przecież zdolnością do przechowywania
i odtwarzania pewnych wzorców, inform acji oraz do­
świadczeń; pozwala ona na rejestrowanie różnych ko­
dów, od najprostszych po wysoce symboliczne, zapisu­
je zarówno to, co jest jednostkowe, jak i to, co przyna­
leży do wiedzy pozaosobistej. Tak pojmowana pamięć
pełni swojego znaczenia nie ujawnia bynajmniej pod­
czas nauki chodzenia na obu nogach czy przełykania
pokarmów, ale raczej w trakcie przyswajania i powta­
rzania tych wszystkich zachowań, które czynią czło­
wieka istotą kulturową.
Owszem, pies, szympans czy delfin posiadają zdol­
ność zapamiętywania, ale nie znają pojęcia kanonu ani
tradycji. Obwieszczane ostatnio triumfy naukowców,
którzy do końca niemal przejrzeli ludzki genotyp, an­
tropologa niewiele tak naprawdę obchodzą - D N A nie
tłumaczy kultury, neurony nie powołują do życia mi­
tów, i z tego powodu wciąż nad biochemiczne struktu­
ry przedkładamy kontakt z pam iętającym informato­
rem. D la badacza kultury bowiem pamięć nie jest funk­
cją układu nerwowego, lecz relacją między ludźmi,
wzajemnością znaków, naturalnym środowiskiem trwa­
nia społeczeństw. Jeśli kultura w istocie jest „dziedzic­
twem przeszłości, które człowiek otrzymuje od swojego
społeczeństwa”, jak chciał tego Robert H. Lowie,1 „dzie­
dzictwem społecznym” w ujęciu Clyde’a Kluckhohna2
albo, mówiąc słowami Felixa M. Keesinga, „całością
doświadczeń możliwych do społecznego przekazania”,3
to umieszczone na wstępie równanie napełnia się trud­

re doprowadziły do obecnego porządku; jego bohatero­
wie tworzą społeczeństwo i rządzące nim reguły. Dla
Claude’a Levi-Straussa mitologie składają się na wspa­
niały pałac idei, tworzą wyimaginowaną totalizację
ludzkiego doświadczania natury i społeczeństwa.5 D o­
dajmy jeszcze, że mit jest równocześnie językiem i mo­
wą, a odległość między kodem indywidualnym i zbioro­
wym jest minimalna. Nie można egzystować „na ze­
wnątrz” mitu ani być jego zdystansowanym odbiorcą,
przynajmniej w społeczeństwach tradycyjnych.
Zgoła inaczej przedstawia się problem przekazywa­
nia społecznej pamięci przy użyciu historii. Historia to
przecież mniej lub bardziej usystematyzowana wiedza
o przeszłości empirycznej, o zdarzeniach udowadnialnych. Dotyczy ona ustanowienia społecznych ładów,
lecz jej bohateram i nie są jaguary, piżmowce czy księ­
życ, ale realne dynastie, znani z imienia wielcy wodzo­
wie. Historiografia nie opisywała bezkształtnego „kie­
dyś”, ale starała się wydarzenia poprzeć możliwie pre­
cyzyjnym datowaniem. Jako osobna gałąź nowoczesnej

ną do odparcia dosłownością.
Cały proces enkulturacji może być zatem trakto­
wany w kategoriach swoistej m nem otechniki, ułatwia­
jącej zapamiętywanie i kojarzenie. Wiemy aż nadto
dobrze, że sednem enkulturacji bardzo długo pozosta­
wała tradycja, która - znów! - polega na ćwiczeniu
pamięci. Okazuje się w rezultacie, broniąc tezy wyj­
ściowej, że kolebką kultury jest właśnie pamięć, że to
jej najważniejszy znaczeniowy rezerwuar, to jej ideowe
zaplecze, to jej wehikuł sensów.
Nie powinno przeto dziwić, że człowiek nie ustawał
w poszukiwaniu coraz doskonalszych metod ‘ulepsza­
nia’ pamięci, znajdywania dla niej pomocnych narzę­
dzi. Tym najstarszym bodaj środkiem m nem otechnicz­
nym jest mit. W kulturach opartych na przekazach ust­
nych był on głównym instrumentem komunikowania
pamięci społecznej. W ujęciach antropologicznych za­
kłada się, że mit poprzedza czas empiryczny i rzeczywi­
stość udowadnialną, choć jednocześnie nadaje im nad­
rzędny sens, pełni funkcję ponadczasowego wzorca;
zmienia, by odwołać się do znanej Barthesowskiej for­
muły, historię w naturę. Mityczna organizacja świata to
nic innego, jak zbiór reguł ustalających bezwarunkowy
sens realności.4 M it zdaje sprawę z serii wydarzeń, któ-

wiedzy historia dążyła do spójnej wizji tego, co minio­
ne, poszukiwała bezspornych źródeł i autentycznych
archiwów.
Nie tylko jednak armatura metody różni historię
od mitu: ta pierwsza nie musi wszak być niczym więcej
poza mową, czytelnik nie musi dzielić z historykiem
kodu pamięci. Tworzone na jej podstawie tożsamości
mogą mieć charakter idiosynkratyczny, dochodzi tu
także często do konfliktu doświadczeń, pojawiają się
grupy wykluczonych ze wspólnej historii albo takich,
którzy wykluczają się sami. Inicjatyw a powołania
w Polsce Instytutu Pamięci Narodowej jest właśnie
wyrazem tej tęsknoty za jednolitą pamięcią.
Przykłady mitu i historii pokazują wyraźnie, że
sztuka pamięci przybierała różne formy, uzależnione
od okoliczności czasu i przestrzeni. Raz ożywianie
przeszłości dokonywało się w trybie metaforycznym
(albo, mówiąc innymi słowy, fabulacja poprzedzała
mythopoiesis), kiedy indziej dominował tryb metonimiczny: narracja mitu zawierzała alegorii, narracja h i­
storiografii kazała widzieć siebie jako przedstawienie
literalne. Oczywiście, rozróżnienie powyższe daje się
przeprowadzić tylko dla celów analitycznych: m itolo­
gia Tewa była dla mieszkańców glinianych puebli real­

O historii, literaturze
s
i terazmejszosci
oraz innych formach
zapominania


79

.





/



W aldemar Kuligowski ♦ O H IST O R II, LITE R A T U R Z E I T ER A Ź N IEJSZ O ŚC I O R A Z IN N YCH FO R M A C H Z A PO M IN A N IA

nością,6 historiografia marksistowska natom iast wy­
raźnie ujawnia swój rys mityczny. M etafora i syntagma
przenikają się, co pozwala Kirsten Hastrup stwierdzić,
że „W sztuce pamięci mit i historia są sobie równe”.7
Tyle o oczywistościach, teraz chciałbym zwrócić
uwagę na kwestię dostrzeganą rzadziej - idzie m iano­
wicie o pojęcie świadomości historycznej. Zalicza się ją
zazwyczaj do zbioru ideologii,8 doraźnych dyskursów
służących konkretnym celom. Świadomość historycz­
na nastawiona jest na teraźniejszość i postrzega prze­
szłość w kategoriach współczesnych. N acisk kładzie
się w jej ramach na konstruowanie historii i wynikają­

Jednym z najżywiej u nas dyskutowanym wycin­
kiem przeszłości jest nadal stan wojenny, zainauguro­
wany 13 grudnia 1981 roku przez muzykę Chopina
w radiu, biało-czerwone róże w telewizji, wszędobyl­
skie flagi narodowe i różnej postaci białe orły (obno­
szone zresztą po obu stronach barykady). Symbole do­
sadnie dawały do zrozumienia, że oto dzieje się coś
o niezwykłej wadze dla życia narodu, że ponownie ra­
tuje się jego byt. Świadomość historyczna tycząca tego
wydarzenia jest mnoga: fakt, że ktoś był milicjantem,
działaczem opozycji, księdzem, kolaborantem, krew­
nym wysokiej rangi oficera wojska, młodym dziennika­
rzem „Tygodnika Powszechnego” albo starym prenu­
meratorem periodyku „Za wolność i lud” decyduje
o różnicach nie tylko w sferze wartościowania, ale n a­
wet w warstwie faktograficznej. Z tego powodu mamy
do dyspozycji wiele simulacrów jednej konkretnej prze­
szłości. Przykład ten przekonuje o tym, że świadomość
historyczna żywi się partykularnym punktem widze­
nia, jej domeną jest m nem e em ocjonalna, pamięć zro­
dzona przez postawy, idee, konkretne ideologie.
Współczesne tożsamości - uwolnione już od dyktatu
trójcy „krew, łóżko i kult” - budowane są, powiedzmy
to wprost, na zapominaniu.
Kolejnym - po micie i historii - krokiem w dosko­
naleniu kulturowych m nem otechnik było z całą pew­
nością pismo. Słusznie przeto Jacques Derrrida nazy­
wa Platona pierwszym filozofem, „który pisał” - wyna­
lazek pisma nie był li tylko nowinką technologiczną.
W ierzono przecież, że pismo pozwoli utrwalić ogrom
inform acji, których w normalnych warunkach jed ­
nostka nie mogła przyswoić, i stanie się w wyniku tego
wspaniałym, otwartym i wciąż uzupełnianym źródłem

cej z niej tożsamości: przypomnijmy sobie wszystkie
odwołania do ‘świadomości’: proletariackiej, inteli­
genckiej, narodowej, europejskiej, małoojczyźnianej,
kobiecej, ekologicznej, a rzecz stanie się namacalna.
Nie trzeba chyba dodawać, że pojmowana (i pobudza­
na) w ten sposób świadomość historyczna bardzo czę­
sto popada w kolizje z pamięcią, z indywidualnym
wspomnieniem, z próbą odtworzenia sposobu, w jaki
przeszłość została przeżyta. W literaturze oba te term i­
ny są jednak często mylone bądź utożsamiane ze sobą,
i nie powinno to specjalnie dziwić: wszak w życiu dzie­
je się podobnie. Ideologiczne narzędzie historycznej
świadomości przebierane bywa w szatki autentycznego
przeżycia pewnych minionych wydarzeń, a prywatne
wspomnienie jest jego legitymacją albo nieuzasadnio­
nym odszczepieństwem.
Tak czy inaczej, świadomość historyczna rozwinęła
się względnie niedawno, w momencie kiedy doświad­
czono bolesnych braków ciągłości historycznej
i współistnienia wielu różnych odczytań przeszłości.
I to właśnie podejście nazwane zostało przez Frydery­
ka Nietzschego „monumentalistycznym”9 - przeszłość
pełni tu rolę polityczną, legitymizuje pewną tradycję,
dostarcza wskazań dla współczesnych. Prawodawcy
i historiografowie w ładają publicznym dyskursem
i wspólną pamięcią, „piszą” historię - bitwy na Kosowym Polu, konkwisty, Holocaustu, monogamicznej ro­
dziny, liberalizmu czy imperialistycznej etnologii - któ­
ra zdaje się posiadać wszelkie znamiona prawdy. I tego
rodzaju sytuację zapewne przywoływał Hayden W hite,
(ten, który - zdaniem Dom inica LaCapry - zbudził h i­
storyków z dogmatycznego snu), mówiąc na jednej
z konferencji, że: „Historia jest praktyką rządzoną fan­
tazmatycznym stosunkiem do przeszłości, i dlatego ma
więcej wspólnego z etyką niż z epistemologią”.10
Toteż nie bez przyczyny Joh n G. A . Pocock powia­
da, iż warunkiem sine qua non nowożytnej świadomo­

wiedzy o świecie. Lévi-Strauss posługuje się nawet ter­
minem „sztuczna pam ięć” jako tym kryterium, które
miało zdecydowanie odróżniać cywilizowane centrum
od barbarzyńskich peryferii.11 Okazuje się jednak, przy
wnikliwszym spojrzeniu, że jedyną wielką zmianą kul­
turową, jaka miała miejsce w związku z wynalezieniem
pisma, była koncentracja ludzi w m iastach. Ta zaś po­
ciągnęła za sobą zhierarchizowanie społeczeństw:
„Używanie pisma w celach bezinteresownych, dla za­
dowolenia intelektualnego i estetycznego, jest rezulta­
tem wtórnym”12 - utrzymuje autor Smutku tropików:
pismo zniewoliło ludzi, nim zdołało ich oświecić. H i­
poteza ta nie ogranicza swego zasięgu do czasów odle­
głych, oto w wieku X X szlachetna jakoby walka z anal­
fabetyzmem prowadziła bowiem wprost do zwiększe­
nia kontroli państwa nad obywatelami. W momencie

ści historycznej jest „mnogość tradycji i wizji przeszło­
ści”. Każde społeczeństwo, zdaniem tego badacza, mo­
że posiadać tak wiele ujęć przeszłości, jak wiele ma
przeszłych, łączących z nią, związków. W tym wypad­
ku wykluczona jest pojedynczość mitu, w grę nie
wchodzi też rozgadana, ale jednak pojąca się z tego sa­
mego źródła (nie tylko wiedzy, lecz także władzy), n o­
woczesna historia.

kiedy wszyscy potrafią czytać, nikt nie wymknie się li­
terze prawa, tłumacząc się jego nieznajomością. Triada
pamięć-pismo-zniewolenie wydaje się dobrze oddawać
tego rodzaju przeświadczenia.
„Lekcja pisania” Lévi-Straussa, którą ten przepro­
wadził wśród brazylijskich Nambikwarów, a potem
przedstawił na kartach Smutku tropików , spotkała się
z rozbudowana krytyką Derridy. Promotor dekonstruk-

80

W aldemar Kuligowski ♦ O H IST O R II, LITE R A T U R Z E I T ER A Ź N IEJSZ O ŚC I O R A Z IN N YCH FO R M A C H Z A PO M IN A N IA

cji wytknął w niej capo di tutti capi strukturalizmu etnocentryczne zawężenie samego pojęcia pisma. Czyż de­
koracje na kalebasach, drzewo genealogiczne rysowane
na piasku czy pokazywane etnologowi tatuaże nie są
rodzajem pisma, czy nie należy w nich widzieć znaków
ożywiających pamięć?13 Tradycyjne, alfabetyczne zapi­
ski, które Derrida nazywa „pismem empirycznym”, to
ledwie „jawna sceneria zapisu”, która nie uwzględnia
innej metody archiwizowania. Niedającą się pominąć
postacią „protopisma” jest dla francuskiego badacza
akt nadawania imion własnych, czyli „wpisywanie unikatowości w system (...) zatracanie niepowtarzalności,
jaką zapewnia bezpośrednia obecność”.14 Tym samym pom ijając kontrowersyjność poglądów Derridy - raz
jeszcze podkreślona zostaje negatywność pisma jako
formy pamięci; ta negatywność, która współcześnie
wyrażana jest w przekonaniu o tym, że słowa nie łączą
się ze światem, że znak poprzedza doświadczenie, że fi­
gura pamięci utraciła empiryczny desygnat.15
Proces wpisywania pamięci w system pisma w rów­
nym stopniu dotyczył nauki, jak i literatury. Ta pierw­
sza zawierzać poczęła przede wszystkim świadectwom
pisanym, i w ogóle wizualnym, wysypisko nieweryfikowalnych wspomnień oddając pieczy literatów. I po­
nownie, mimo zarządzonych restrykcji, nie dostrzeżo­
no faktu, że pamięć jest wybiórcza, zawsze zapośredniczona, nigdy nie kompletna, że nie zachowuje ona
przeszłości, lecz dostosowuje ją do dzisiejszości.16
Ze świadomością tego faktu przyszło zmierzyć się
obu dziedzinom - początkowo dzieła literackie przypo­
minały nawet swoim stosunkiem do materii pamięci
zideologizowaną historiografię. „Całymi latami litera­
tura zdaje się sprzyjać uświęcaniu wartości - relacjo­
nuje Italo Calvino - podporządkowywaniu autoryte­
tom (...). Literatura pisana powstawała więc już z ba­
gażem powinności (...) potwierdzania istniejącego po­
rządku. O d bagażu tego uwalniała się ona przez tysiąc­
lecia, przenikając stopniowo w sferę prywatną (...) To
dzięki literaturze szlak ku wolności został przetarty”.17
Czy Calvino ma rację? Przyznaje mu ją pewien cykl
powieściowy. „Przez długi czas kładłem się spać wcze­
śnie. Niekiedy ledwie zgasiłem świecę, oczy zamykały
mi się tak szybko, że nie zdążyłem sobie powiedzieć za­
sypiam”.18 To rzecz jasna początek W poszukiwaniu
straconego czasu, wstęp do dobrego snu dzieciństwa,

daty, nazwy, znaki i tożsamości sprywatyzowały się, pi­
sarze uwolnili się od wampiryzmu obowiązkowej świa­
domości oficjalnej przeszłości, a sama proza stała się
rzeczywistą fikcją pamięci. Pewnie i dla tej racji powie­
ści Prousta uznano za natu ralne i kon ieczn e,21
a w Anglii za wręcz najbardziej podziwiane w całym
X X wieku.22 Osobną kwestią pozostaje to, że nagłe
przypływy pamięci, nazywane elegancko proustowskim doświadczeniem, przedostały się już do wiedzy
potocznej, będąc kolejną etykietą rzekomej erudycji.
Ważnym kulturowo instrumentem pomocniczym
pamięci miała być fotografia. Dzięki wynalazkowi ch e­
mików pozbywano się oto pośredników w docieraniu
do realności, w ponownym doświadczaniu tego, co m i­
nęło. Roland Barthes oddał to przekonanie słowami
o tym, że zdjęcie to „dowód według świętego niewier­
nego Tomasza- chcącego -włożyć-rękę -w-ranę - Chry­
stusa”.23 Znany semiotyk na poparcie tego stwierdze­
nia przytacza zdarzenie zapam iętane z własnego dzie­
ciństwa: zobaczył wówczas fotografię targu niewolni­
ków. Jego reakcją nań była groza pomieszana z wyraź­
ną fascynacją - „naprawdę tak było. To nie była kwe­
stia dokładności - pisał - ale rzeczywistości (...) nie­
wolnictwo było przedstawione bezpośrednio, fakt był
wykazany bez metody”.24 Odniesienie fotograficzne,
wierzono, tym różniło się od innych, że odsyłało do
rzeczy istniejącej koniecznie, takiej, która musiała
znaleźć się w pewnym m omencie przed obiektywem.
Stąd czysty, analogiczny realizm fotografii, dlatego jej
podstawowy przedmiot określano jako „to, co było”.
Zmącenie wiary w absolutną przezroczystość m e­
dium fotograficznego wiązało się nie tylko z nowinka­
mi technicznymi, które umożliwiły daleko idące ko­
rekty naświetlonych obrazów, ich retuszowanie i kom­
puterową obróbkę. Badacze wykazali ponadto wiele
zbieżności między społecznym charakterem tworzenia
wiedzy i takimż charakterem tworzenia zdjęć. W obu
wypadkach, rzeczywistość i metody jej postrzegania są
wypadkową określonych gier kulturowych.25 Fotograf
zawsze przecież wybiera pewien fragment realności, re­
jestruje to, co akurat uznaje za najistotniejsze i inter­
pretuje na podstawie przejętego paradygmatu. Kolejne
odczytania tej samej fotografii, dokonywane z per­
spektywy czasu, czynią semiozę przedsięwzięciem jesz­
cze bardziej problematycznym, jeszcze szerzej otwar­
tym na schematy ideologiczne współczesności. Tym
samym zatem fotografia upodabnia się nie tylko do
ujęć historyków - upodabnia się także do wszystkich
społecznych przedstawień i z nimi dzieli niedole wyni­
kające z trwającego ponoć nadal kryzysu reprezentacji.
Postawa trickstera przyjmowana w stosunku do pa­
m ięci nie oznacza bynajmniej, iż współczesna kultura
przestała jej zupełnie potrzebować. Ta odważna teza
wydaje się zrazu posiadać mizerne raczej podstawy już w pierwszym akapicie Przedwiośnia Stefan Zeromski pisał przecież o „nowoczesnych ludziach bez wczo­
raj”, a Jose Ortega y Gasset w rozprawie D ehum aniza­

niemającego nic wspólnego z Freudem, a wynikające­
go raczej z głębin świadomości. To sen, który można
zapisać, który dezorganizuje iluzoryczną logikę biogra­
fii, igra z usystematyzowaną pamięcią. Pisał M arcel
Proust w Contre Sainte-Beuve, ilustrując ów stan:
„Tkwiłem w bezruchu, gdy nagle runęły przegrody mej
pam ięci”.19 Jeden z jego biografów, George Painter,
słusznie zauważył, że Poszukiwanie... to „symboliczna
biografia, symboliczna historia życia”, a Joh n Keats do­
dał: „życie człowieka jest ciągłą alegorią”.20 Dzięki
złym manierom Proustów, którzy maczali ciasteczka
w herbacie, zmienił się krwiobieg światowej literatury:

81

W aldemar Kuligowski ♦ O H IST O R II, LITE R A T U R Z E I T ER A Ź N IEJSZ O ŚC I O R A Z IN N YCH FO R M A C H Z A PO M IN A N IA

cja sztuki z 1925 roku relacjonow ał pojawienie się ta­
kiego typu człowieka, który niczego nie pragnie zmie­
niać, lecz jedynie syci się tym, co jest. O becnie tego
rodzaju postawy uległy wyraźnemu wzmocnieniu („nie
chcemy zmieniać świata - brzmi obiegowa dewiza - je ­
dyne, co możemy zmienić, to poglądy”), a wielu dia­
gnostyków obecnego stanu kultury mówi głośno o jej
zdecydowanym nastawieniu na ‘teraz’. Czynią tak
A lvin Toffler26 i Czesław Miłosz,27 Zygmunt Bauman
i Stephen Bertm an, do pokolenia ‘teraz’ imiennie
zwracała się też popularna reklama C oca-C oli. O par­
cie na chwili obecnej ma być charakterystycznym ry­
sem osobowym dla poszukiwaczy doznań i łaknących
ciągle nowych wrażeń konsumentów,28 trwanie zastę­
puje się natychmiastowością, pamięć ustępuje miejsca
wrażeniom, zrywa się z historią i tradycją, co owocuje
powstaniem tzw. nowist society.29 N ic nie mija, bowiem
codzienne próbowanie śmierci - w kinach, na wideo,
w parkach rozrywki, na stadionach - przekonuje o odwracalności każdej utraty. N ic też nie musi trwać dłu­
żej, niż tego chcemy - program telewizyjny zmienić

wania za wywóz ich przodków na amerykańskie plan­
tacje, a Turcja zamierza przeprosić Orm ian za rzeź
z 1915 roku. Pam iętać nie znaczy jednak w żadnym ra­
zie nienawidzić: przeszłość zamieniona została po pro­
stu w atrakcyjną metkę, jest nowym towarem przezna­
czonym do natychmiastowej konsumpcji, kolejną for­
mą rozrywki. Świetnie zdają sobie sprawę z tego pomy­
słodawcy wykorzystania znaku „Polski walczącej”, k tó ­
ry noszą na koszulkach kibice piłkarskiego klubu Po­
goń Szczecin (AK-owski symbol znaczy teraz „Pogoń
walcząca”). Taki ludyczny użytek z historii staje się
obecnie bardziej popularny niż niegdysiejszy M iesiąc
Pam ięci Narodowej, jak i projektowane przed kilku la­
ty z całą powagą Muzeum Tysiącletniej Historii M ę­
czeństwa Narodu Polskiego.32
Zakończony w tym m iejscu ogląd dzisiejszości kul­

można równie łatwo, jak styl ubierania się, tożsamość
na internetowym „czacie” czy seksualnego partnera.
Sezonowości - czyli przemijania - nie dostrzeżemy
także w wielkich centrach handlowych, które zawsze
oferują ten sam asortyment towarów spożywczych.
N ic nie obliguje także do przywiązywania się do przed­
miotów: ulubiony magnetofon, który „tyle” pam ięta
z naszego życia, chętnie zmienimy na nowszy odtwa­
rzacz, zapewniający pełnię doznań i towarzyski aplauz.
Logika powtarzalnego happpy endu głosi, że śmierć,
przemijanie, starość i żal są zupełnie nie na miejscu.
Nawet jeśli uznamy powyższe opinie za adekwatnie
przylegające do dnia dzisiejszego, to warto pamiętać,
że wysoce ironiczny stosunek do pamięci i wydarzeń
minionych traktować można w kategoriach znaku roz­
poznawczego pokolenia X (które dopiero obecnie zda­
je się udomawiać w Polsce). Otóż niedosyt historii zo­
stał przez jego kronikarza Douglasa Couplanda opisa­
ny jako „życie w czasach, w których nic się nie dzieje.
Główne objawy to uzależnienie od gazet, czasopism
i wiadomości telewizyjnych”. Zjawisko odwrotne, czyli
przesyt historii to z kolei „życie w czasach, w których
dzieje się zbyt wiele. Główne objawy to uzależnienie
od gazet, czasopism i wiadomości telewizyjnych”.30

tury mógłby prowadzić do wniosku mówiącego, że
wszystko zostaje sprowadzone do poziomu konsump­
cyjnego „teraz”. Ale nawet przyjęcie tej perspektywy
nie pozwala na pominięcie ważnego zjawiska, jakim
stała się współczesna nostalgia. Jej klinicznym przykła­
dem jest oczywiście muzyka rockowa pojmowana jako
metonim ia przeszłości, jako aktualizowanie tego, co
naprawdę m inęło.33 W spólnota uczuciowa, jaka po­
wstaje na koncercie muzycznej sławy grającej od kilku
dekad, wyzwala nostalgię za mitycznym „tam” i „wte­
dy” (które, rzecz jasna, może znaczyć coś zgoła innego
dla rodziców i dzieci). I w tym właśnie znaczeniu n a­
wiązuje do nowołacińskiej etymologii, mówiącej, że
nóstos to powrót, a dlgos —cierpienie.
W łaściw a teraźniejszości forma nostalgii nie wy­
czerpuje się wszelako we wspólnocie spod znaku mu­
zyki rockowej. We Francji na przykład funkcjonuje po­
jęcie „nostalgierii” (pisze o nim choćby Derrida), od­
wołujące się do rzekomej francusko-algierskiej sym­
biozy z czasów przed rokiem 1960. Środkowoeuropejczykom natom iast znacznie bliższy jest ten rodzaj n o ­
stalgii, który pozwala na głośne wyrażanie tęsknoty za
czasami socjalizmu. „Nie wszystko było wtedy złe”,
rozpoczyna się popularna opowieść o epoce małej sta­
bilizacji, kończąca się zazwyczaj wyliczaniem ciem ­
nych stron dem okracji i wypaczeń wolnego rynku.
Polska nostalgia za PRL-em , wschodnioniemiecka
„ostalgia” (mieszkańcy byłej N R D to właśnie Ossi) czy
bałkańska „jugonostalgia” to nazwy przyjęte dla tych

W arto, jak sądzę, uzupełnić celne żarty Couplanda
istotną uwagą poczynioną przez Jeana Baudrillarda.
Francuski myśliciel powiada oto, że obsceniczny nad­
miar informacji, jej ulotność i implozywność doprowa­
dziły do sytuacji, w której na historię zwyczajnie nie
mamy czasu.31 Skoro wszystko pragnie być nade
wszystko aktualne, modne i głośne, tedy zagubieniu
uległo pojęcie historii i jej sens. Historia jest teraz al­
bo nie ma jej wcale. Dlatego papież kaja się za winy
Kościoła sprzed pięciu wieków, dlatego Aborygeni żą­
dają zwrotu ziem zagarniętych przez nieistniejące im­
perium, czarni adwokaci walczą w sądach o odszkodo­

postaw, które charakteryzują ludzi o słabej pamięci
i bardzo bogatych wspomnieniach. Dodajmy, że ów
specyficzny dyskurs wymazywania pewnych stref pa­
m ięci nie dotyczy wyłącznie bezrobotnych czy grup
spauperyzowanych: mówią o nim także artyści, polity­
cy czy znani pisarze.34
O
istotności pamięci, o próbach jej ożywiania i wy­
twarzania, przekonuje jeszcze jedno interesujące zja­
wisko. Nosi ono miano vintage, co oznacza rocznikowe
wino, ale także rzeczy stare collectible, posiadające ja ­
kąś wartość artystyczną albo znamię historii. N a coraz
liczniejszych internetowych aukcjach tego rodzaju

82

W aldemar Kuligowski ♦ O H IST O R II, LITE R A T U R Z E I T ER A Ź N IEJSZ O ŚC I O R A Z IN N YCH FO R M A C H Z A PO M IN A N IA

na, kogo reprezentują - te pytania pojawiają się za­
wsze, gdy komputer, przy którym akurat powstaje no­
wy tekst, pyta mnie, „Czy zapisać zmiany?”. Odpowia­
dając twierdząco, godząc się na poczynione wykreśle­
nia i dodane akapity, dołączam do odwiecznej pracy
pamięci, której szczytowym momentem jest zapomi­
nanie. Bez niego naszą kulturą, naszym życiem i tą
kartką nadal władaliby Kojot albo Kruk, kapłan albo
król, rewolucja albo reakcja - w każdym razie ktoś in ­
ny niż zapamiętały autor.

przedmiotów kupić można głównie ubrania: sukienkę
z balu giełdy na Wall Street z 1969 roku, smoking
z rautu w Resursie Kupieckiej z 1938, ale także stare
odmiany róż, przedwojenną gitarę strunową, kij bejsbolowy, którym New York Yankees grali w latach 60.,
radzieckie wieczne pióra z pływającą w środku rybką
czy lampy z plastikowych żyłek. Cenione jest to
wszystko, co różni się od współczesnej, perfekcyjnej
masówki, od tego, co anonimowe, co wywołuje do­
kuczliwą nudę identyczności. Vintage to, jak sądzę,
próba odnalezienia dla siebie jakiejś cząstki przeszło­
ści, wejścia w intymny związek z pamięcią w czasach,

Przypisy

kiedy wydają się, że są tożsamości i losy reprodukowa­
ne w m ilionach kopii.
Powtórzmy raz jeszcze - za Jorge Louisem Borgesem i Erichem Auerbachem - pamięć jest selektywna,
‘dziurawa’, czasem wsparta na subiektywnym „ja”, cza­
sem wywiedziona z obiektywizującego się zbiorowego
dyskursu. Kulturowy żywot pamięci skazuje różne for­
my jej przekazywania i archiwizowania (mit, historię,
świadomość historyczną, pismo, literaturę, fotografię,

1

R . H. Lowie, T h e H istory o f E thnological T h eory , N ew York

2

C. K lu kh ohn , M irror fo r M an : T h e R elation o f A nthropology to

3

F. M. Keesing, C ultu ral A nthropology: T h e S cience o f C ustom ,

1937, s. 3
the M odern L ife, New York and Toronto 1949, s. 17
N ew York 1958, s. 18
4

L. Kołakow ski, O b ecn o ść m itu, W rocław 1994, s. 7-9

5

C. Lévi-Strau ss, M yśl n ieosw ojona, przeł. A . Zajączkowski, W ar­

6

„Kiedy m ówicie o początkach, odnosicie to do archeologii - ko­

szawa 1969, s. 140-1 4 1
m entow ał pew ien współczesny Indianin - i do Cieśniny B e rin ­

kościół, muzeum, uniwersytet) na wcale niełatwe
współistnienie wielu kontrpamięci i kontrtradycji. Pa­
mięć staje się instrumentem społecznym wykorzysty­
wanym chętnie w edukacji, polityce, religii, sztuce,
sporcie. We wszystkich tych zastosowaniach możemy
wszelako wskazać na pierwiastek ludzki, na hum ani­
styczny współczynnik jej funkcjonowania. Czy z po­

ga (...) M y n ic nie wiemy o Cieśninie Beringa ani o m itach i le ­
gendach. M y w i e m y, kim jesteśm y i skąd pochodzimy. M ów ią
n am to starzy ludzie. M ów ią prawdę, a nie m ity” (M. M. Am es,
M useum , the Public a n d A nthropology. A Study in the A n th rop olo­
gy o f A nthropology, V ancouver-N ew D elhi, 1986, s. 4 3 ).
7

K. H astrup, Przedstaw ianie przeszłości. U w agi n a tem at m itu i hi­
storii, przeł. S. Sikora, „Polska Sztuka Ludowa. K on teksty”,
1997, nr 1-2, s. 25

dobną pewnością da się orzec to samo w odniesieniu
do pam ięci mierzonej megabajtami pojem ności kom­
puterów?
Każdy, kto choć raz korzystał z Internetu, musiał
zetknąć się ze zjawiskiem wirtualnych baz danych. Ich

8

Por. A . v an den Braem bussche, H istoria i pam ięć: kilka u w ag na
tem at ostatnich dyskusji, przeł. E. D om ańska, w: H istoria: o jeden
św iat za d a lek o , E. D om ańska (red.), Poznań 1997, s. 104 -1 1 1 .

9
10

O p. cit., s. 109
Patrz: E. D om ańska, W okół m etahistorii, w: H. W h ite , Poetyka pi­
sarstw a historycznego, pod red. E. D om ańskiej i M . W ilczyńskie­

nazwa jedynie pozornie pozwala na kojarzenie owych
baz z magazynami bibliotek bądź archiwami fotografii.
Różnica jest znacząca: otóż bazy danych są oddalone
od jakiejkolwiek kontroli, nie są ‘czyjeś’ ani też nie na­
leżą do wszystkich; nie przynależą do żadnego kon­
kretnego miejsca, nie ograniczają ich kotwice czasu ni
przestrzeni. Ich twórcami może być tak wiele podmio­

go, Karków 2 0 0 0 , s. 9
11

C. Lévi-Strauss, Sm utek tropików , przeł. A . Steinsberg, wstęp
L. Stom m a, posłowie J. Kuroń i A . Friszke, Łódź 1992, s. 296

12

O p. cit., s. 297

13

Patrz: Ch. Johnson, Derrida, przeł. J. Hołówka, Warszawa 1997, s. 41

14

O p. cit., s. 45 . P ełna polem ika z Lévi-Strau ssem w: J. Derrida,
O gram atologii, przeł. B. Banasiak, Warszawa 1999, s. 1 4 3 -1 9 4

tów, że zupełnie zbędne wydaje się tradycyjne pytanie
0 autorstwo czy autorytet.35 (Slavoj Zizek mówi na­
wet, posługując się psychoanalitycznym żargonem, że
wirtualność „zawiesza funkcję Pana”.36) Za tą hybrydą
stoi oczywiście kult informacji, który narodził się po II

15

Rozważaniom na te n tem at pośw ięcona jest duża część prac tej
form acji in telek tu aln ej, k tó rą zbiorczo nazywa się m ianem poststrukturalizm u: M ich el Foucault, Jacq ues D errida, Jacq ues L a­
can, Felix G u attari, a także neopragm atysta R ich ard Rorty
w U S A i na naszym gruncie choćby Jerzy K m ita, Ryszard Nycz
czy W o jciech J. Burszta.

wojnie światowej, wraz z teorią inform acji Shannona
1 W eavera.37 To wówczas oddzielono zawartość infor­
macyjną od niesionego przez nią znaczenia. Informa­
cję przedstawiono jako centrum zachowań kulturo­
wych, katalizator „rewolucji informatycznej” i akuszer­
kę „społeczeństwa informacyjnego”. Tradycyjną ko­
munikację zredukowano tym samym do technicznego
aktu otrzymywania informacji, a znak informacyjny
zastąpił to, co aktualnie istniejące.
W tym więc kontekście bazy danych to bezosobo­
we, a ściślej pozaosobowe megabity bezdomnych in ­
formacji. D o jakiego odnoszą się świata, kto je poczy­

16

D. Low enthal, T h e Past is a Foreign C ountry, Cam bridge 1985,

17

I. Calvino, K om bin atoryka a m it w sztuce opow iadan ia, przeł.

s. 2 1 0
T. Rutkow ska, „Polska Sztuka Ludowa. K on teksty”, 1992,
nr 3 -4 , s. 99
18

M. Proust, W poszukiw aniu straconego czasu, przeł. K . Rodow -

19

R . Barthes, Przez długi czas kładłem się s p ać w cześn ie, przeł. M. P.

ska, „Literatura na Św iecie”, 1998, nr 1-2, s. 3
M arkowski, „Literatura na Św iecie”, 1998, nr 1-2, s. 282
20

O p. cit., s. 2 84

21

A . T hib au d et, H istoria literatury fran cu skiej. O d R ew olucji F ran ­
cuskiej d o lat trzydziestych X X w ieku , przeł. J. Guze, Warszawa
1997, s. 4 87

83

W aldemar Kuligowski ♦ O H IST O R II, LITE R A T U R Z E I T ER A Ź N IEJSZ O ŚC I O R A Z IN N YCH FO R M A C H Z A PO M IN A N IA

22

E. W h ite , Proust, przeł. M . P. M arkowski, „Literatura na Św ie-

wiedzy Polaków antropologa powinny dziwić. A le nie ze wzglę­

cie: 1999, nr 7 -8, s. 39

du na wartości, jakie za nim i stoją („prawdziwy Polak musi znać

R . Barth es, Św iatło obrazu. U w agi o fotografii, przeł. J. Trznadel,

daty Grunwaldu, W ied nia i Somosierry, bezbłędnie rozpozna­

W arszawa 1995, s. 135

wać królów i marszałków oraz wiedzieć, kim są nasi odwieczni

24

Ibidem.

wrogowie”, pobrzmiewa te n znany refren ), lecz z uwagi na bez­

25

D. C heatw ood, C . Stasz, Visual Sociology, w: Im ages o f In form a ­

podstaw ność tak ich zdecydowanych sądów. O tóż dzisiejszego

23

26

tion: Still P hotography in the Social Sciences, Beverly H ills-L on ­

stanu owej świadomości nie m am y zwyczajnie z czym porów nać:

don, 19 7 9 , s. 2 6 5 -2 6 7

żadne badania na te n tem at w przeszłości nie były przecież pro­

R zadki o w o c spod Bogoty. R ozm ow a z futurologiem A lv in em Toffle-

wadzone. Po raz kolejny zatem dokonuje się p rojekcji m itu

rem , „Gazeta W yborcza” 2 3 -2 6 grudnia 2 0 0 0
27

współczesnego na m ilczącą przeszłość.

W trakcie wystąpienia otw ierającego W ykłady Polskiej Rady

33

W. J. Burszta, N ostalgia i mit, a lb o o m echan izm ie pow rotu, w: (te ­

34

Już w krótce, n akładem wydawnictwa Czarne, ukaże się praca

Biznesu w dniu 14 m arca 2 0 0 2 p o eta-n oblista stwierdził: „za­

goż) C zytan ie kultury. P ięć szkiców , Łódź 1996, s. 8 0 -1 0 6

czyna się tworzyć nowy typ człow ieka, który żyje teraźniejszo­
ścią i którego z trudem m ożna przekonać do zajm ow ania się

pod znaczącym tytułem N ostalgia. E seje o tęsknocie za kom uni­

tym, co niegdyś było” (za: Cz. M iłosz, O tożsam ości, „Newswe-

zm em prezentująca teksty m .in. Ju rija Andruchow ycza, D obra-

ek” 31 m arca 2 0 0 2

vki U gresić i T h om asa Brussiga. Jeśli naw et będzie to tom pe­

28

Z. Baum an, D w a szkice o m oraln ości ponow oczesnej

łen ironii i sarkazmu, to samo jego pojaw ienie się jest wyraźnym

29

S. Bertm an , H y p er C ulture. T h e H u m an C ost o f Speed, London

sygnałem o realnym istnieniu rozległego środowiska nostalgii za

1998
30
31

starym system em społecznym.

D. Coupland, Pokolenie X . O pow ieści n a czasy przyspieszającej

35

Patrz np. M. Poster, T h e S econ d M ed ia Age, Cam bridge 1995

kultury, przeł. J. Rybicki, W arszawa 19 9 9 , s. 13

36

W ięcej n a te n tem at: S. Ziźek, P rzekleństw o fantazji, przeł.

J. Baudrilllard, Przed koń cem . R ozm aw ia Philippe Petit, przeł. R.

A . Chm ielew ski, W rocław 2 0 0 1 , s. 185 -2 2 3

Lis, Warszawa 2 0 0 1 , s. 16
32

37

C h. Chesher, O ntologia dom en cyfrow ych, przeł. P Aptacy, w:

Podnoszone przez wielu historyków i obrońców zdrowia psy­

W idzieć, m yśleć, być. Technologie m ediów , wybór, wstęp i oprac.

chicznego społeczeństw a alarm y dotyczące stanu historycznej

A . Gwóźdź, Kraków 2 0 0 1 , s. 158

N epal. K atm andu. U liczny sklepik mięsny. Fot. A n n a B e ata Bohdziewicz

84

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.