http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/2751.pdf

Media

Part of Listy do redakcji / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1

extracted text
L I STY DO
ks. Henryk Paprocki
„URZĘDOWA LITURGIA"
W czasopiśmie „Polska Sztuka L u d o w a " Pani Maria Giedz opub­
likowała artykuł Święta Góra Grabarka ( 4 5 : 1 9 9 1 , z. 213, s. 2 5 — 3 5 ) ,
który uważam za obelżywy i wykazujący zdumiewającą nieznajomość
podstawowych problemów wiążących się z prawosławiem. Artykuł
ten świadczy dobitnie, że sformułowania głoszące „styk k u l t u r o w y "
i specjalną „misję" (domyślnie: w y j ą t k o w ą wiedzę) określonych grup
społeczeństwa polskiego w tej kwestii, są jedynie pustymi frazesami.
Seria „nieszczęść", związanych z artykułem pani Giedz, zaczyna
się już na okładce. Podpis pod zdjęciem brzmi: „Przywitanie w Graba­
rce Metropolity symbolicznymi kluczami". Tymczasem widzimy f o t o ­
grafię duchownego, przypominającą zdjęcia paszportowe. Poza tym
„Grabarka" jest nazwą góry (ściślej: wzgórza), a nie miasta lub wioski.
Po polsku więc w i n n o brzmieć: „na Grabarce", podobnie jak „na
Giewoncie", a nie „ w Giewoncie".
Autorka na początku artykułu raczy nas „ o d k r y w c z y m " sfor­
mułowaniem: „...nieporządek w rozmieszczeniu przestrzennym obie­
któw jest tylko pozorny, ponieważ całe prawosławie, nie tylko jego
duchowość, ale również cała jego materialna struktura w postaci
architektury, malarstwa, sprzętów liturgicznych, nie daje się zor­
ganizować, uformować" (s. 25). Myśl ta zostaje powtórzona na s. 27:
„...przypadkowe elementy. Dla prawosławia ważna jest funkcja
poszczególnych obiektów, a nie ich wygląd zewnętrzny". Autorka
przeczy sobie jednakże na s. 30: „...ścisła zależność architektury od
liturgii. Świątynia musi być przestrzenią zorganizowaną, bałagan jest
pozorny".
Trudno wymagać od Autorki, aby czytywała greckie komentarze
Ojców Kościoła, odnoszące się do liturgii i przestrzeni sakralnej.
Jednakże istnieje przekład na język polski pracy o. Pawła Fłorenskiego
Ikonostas (Ikonostas i inne szkice. Warszawa 1 9 8 1 , 1 9 8 4 ) i jak sądzę,
można tę publikację znaleźć w wielu bibliotekach. Można także
przejrzeć, nawet pobieżnie, przeróżne albumy dotyczące klasztorów
prawosławnych, aby przekonać się, że przestrzeń architektoniczna
jest doskonale zorganizowana. Poza tym nie bardzo rozumiem, jak
można „zorganizować" ... sprzęty liturgiczne, na przykład kielich (!).
Kwestii precyzyjnej zgodności architektury z liturgią i doskonałej
organizacji cerkwi, a także roli piękna w liturgii i architekturze,
poświęcono wiele prac, że przytoczę tylko dwie ostatnie: T. Mathews,
The Early Churches of Constantinople.
Architecture
and Liturgy,
London 1980 i słownik K. Onascha, Liturgie und Kunst der Ostkirche
in Stichorten, Leipzig 1 9 8 1 . Prawosławie kładzie w liturgii i architek­
turze akcent właśnie na harmonię i piękno. Cerkiew prawosławna jest
syntezą sztuk. Syntetyzuje bowiem w sobie sztukę ognia (oświetlenie
ikon rozedrganymi płomykami świec i lampek o l i w n y c h ) , sztukę
kadzielnego dymu (wnosi on pogłębienie i złagodzenie perspektywy
oglądu) i ta syntezy nie ogranicza się do sfery sztuk plastycznych, lecz
obejmuje swym zasięgiem sztukę wokalną i poetycką, przy czym
sztukę poetycką wszelkich rodzajów, sztukę choreografii cerkiewnej
określającej układy wejść i wyjść celebransów, układy procesji,
a także architekturę cerkwi i sztukę ikony. Święta przestrzeń cerkwi
syntetyzuje harmonijnie sztukę, przeto Cerkiew i jej liturgia są
najwyższym przejawem sztuki (P. Fłorenski, Liturgia jako synteza
sztuk, „Znak" 34: 1982, z. 387, s. 1 5 1 7 — 1 5 2 9 ; por. H. Paprocki,
Liturgia i estetyka, „Wiadomości Polskiego Autokefalicznego Koś­
cioła Prawosławnego" 2 0 : 1 9 9 0 , z. 77, s. 2 2 — 3 0 ) .
Cóż więc stało się na Grabarce? Klasztor powstał po II wojnie
światowej, w okresie stalinowskim i poststalinowskim. Autorka
powinna wiedzieć, że w tamtych czasach uzyskanie zgodny na
wybudowanie czegokolwiek było zadaniem właściwie niewykonal­
nym. Często b u d o w a n o bez zgody odnośnych władz obiekty p r o w i ­
zoryczne, które ciągle istnieją. Trzeba tu także zwrócić uwagą na
charakter miejsca i konieczność dostosowania różnych obiektów do
już istniejącej cerkwi, cmentarza oraz tysięcy krzyży.
Z dalszego tekstu wynika, że „bałagan" architektoniczny prawo­
sławia wiąże się „z mniejszą rolą racjonalizmu w prawosławiu" (s.
28). Jako prawosławny mogę być w oczach Autorki nawet irracjonal­
ny (Apostoł Paweł określił to jeszcze dobitniej: „staliśmy się bowiem
widowiskiem światu, aniołom i ludziom; my głupi dla Chrystusa",
1 Kor 1 , 9 — 1 0 ) , ale wtedy mogę oczekiwać, że w artykule zostanie
zademonstrowany przykład znakomitego racjonalizmu. Niestety, nie
udało mi się odnaleźć takich przykładów. Dotyczy to zwłaszcza
nazewnictwa. Autorka twierdzi, że jej respondenci nie używali
określenia „Przemienienie Pańskie" na święto patronalne Grabarki,
ale określenia „Spas", a nawet „św. Spas", utożsamiając owego
„Spasa" z jakimś świętym (s. 2 8 ) . Kwestia dotyczy terminologii,
należy więc w takim wypadku skorzystać z odpowiednich słowników.
Otóż Władimir Dal podaje: Spas — Święta Pańskie: Pierwyj Spas
— 1.VIII.: „Procesja z relikwiami Krzyża świętego", zwany Spas
miedowyj lub Spas mokryj; Wtoryj Spas — „Przemienienie Pańskie",
zwany też Spas jabłocznyj lub Spas na gorie; Trietij Spas — 16.VIII.:
święto „ N i e ręką ludzką uczynionej ikony Zbawiciela", zwane Spas na
połotnie (Totkowyj slowar' żywogo wielikorusskogo jazyka, Moskwa

REDAKCJI
1955, IV, s. 287). Kiedy respondenci mówili, że „Przemienienie
Pańskie" to nazwa katolicka (czyli polska), a „Spas" prawosławna
(czyli ruska), mieli rację. „ S p a s " jest bowiem popularnym okreś­
leniem święta Przemienienia Pańskiego ( w okolicach Grabarki funkc­
jonuje także nazwa starosłowiańska „Prieobrażenije"). A z tego
p o w o d u , że ktoś w Polsce m ó w i „ Ś w i ę t o Trzech Króli", a nie
„Objawienia Pańskiego" lub uczeniej „Teofania", bądź też w w y p a d ­
ku innych świąt stosuje nazwy „ M a t k i Boskiej Kwietnej" lub „ M a t k i
Boskiej Siewnej", nie wynika raczej, że nie wie o co chodzi, chociaż
wiedzieć nie musi.
Podobnie, jak niekiedy Autorzy różnych tekstów nie muszą
posiadać określonej wiedzy. Według Autorki „ w Armenii pogańskie
święto Vertovar ku czci Wenery lub Diany zastąpiono Przemienie­
n i e m " (s. 27). Chodzi tu o święto Wardawar („niesienia róż") ku czci
bogiń Asthik i Anahit (odpowiednikiem Wenus w mitologii ormiańs­
kiej była bogini Asthik, siostra Anahit — por. D. M. Lang, Armenia
kolebka cywilizacji. Warszawa 1975, s. 1 4 1 , 143). Armenia znała
chrześcijaństwo już w i l l wieku, oficjalne nawrócenie nastąpiło w 301
roku i chrześcijaństwo stało się religią państwową. Niestety, święto
Przemienienia ma niewiele wspólnego z Armenią. W IV wieku
cesarzowa Helena zbudowała cerkiew na Taborze i w tymże wieku
istniało już święto Przemienienia (zachowały się homilie Efrema
Syryjczyka i Jana Chryzostoma na to święto). Święto jest więc
znacznie wcześniejsze i pochodzi z Palestyny. Teksty liturgiczne,
obecnie używane, ułożyli Ojcowie Kościoła Kosmas z Majumy i Jan
z Damaszku. Święto to wypada 40 dni przed świętem Podwyższenia
Krzyża Świętego, gdyż Przemienienie miało miejsce 40 dni przed
Ukrzyżowaniem. Według Autorki podczas święta Wardawar „składa­
no dary z róż i innych kwiatów. Dzisiaj na Grabarce ofiaruje się Bogu
o w o c e " (s. 27). Przynoszenie w tym dniu do cerkwi jabłek jest
pozostałością zwyczaju przynoszenia pierwocin płodów rolnych na
rzecz cerkwi i duchowieństwa (źródła tego zwyczaju tkwią w Starym
Testamencie: Rdz 4, 2; Wj 13, 13; Lb 15, 1 4 — 2 1 ; Pwp 8, 14
i w N o w y m : 1 Kor 1 6 , 1 7 ) , a nie w pogaństwie (odpowiednie przepisy
liturgiczne regulują ofiarowanie różnych p ł o d ó w rolnych, co oznacza,
że ofiarowanie jabłek i innych o w o c ó w w dniu Przemienienia nie jest
praktyką pogańską, ale działaniem liturgicznym). W liturgiach wscho­
dnich ofiaruje się Bogu w określonych dniach roku różne owoce,
kwiaty, chleb, w i n o , olej, pszenicę. Jednakże sformułowanie „ w
liturgii syryjskiej w czasie Mszy Św. ofiaruje się owoce ziemi w postaci
chleba, wina i ośmiu białych k w i a t ó w " (przypis 18, s. 35) nie jest
precyzyjne. Będę wysoce zobowiązany za wskazanie mi takiej liturgii
Mszy Św., podczas której nie ofiaruje się chleba i wina. Podczas
różnych poświęceń przynosi się do cerkwi materię odnoszącą się do
sprawowania Eucharystii (winogrona zostały na północy zastąpione
przez jabłka). Poprzez poświęcenie następuje odniesienie materii do
Boga. Nic nie p o w i n n o pozostawać na swoim miejscu, wszystko
p o w i n n o dążyć do przemienienia. Poprzez poświęcenie materia
zostaje podniesiona do rzeczywistości Bożej, co jest antycypacją
„ n o w e g o nieba i nowej ziemi" (Ap 2 1 , 1 ) . Jest to funkcja teurgiczna
Kościoła, którego powołaniem jest przygotowanie świata (nie tylko
człowieka) na powtórne przyjście Chrystusa.
Z artykułu dowiaduję się ze zdumieniem, że d u c h o w n i prawosła­
w n i w okolicach Grabarki.i. pracują w fabryce: „...ksiądz, który jest
tylko poświęcony dla odprawiania liturgii, a poza tym prowadzi życie
zbliżone do życia przeciętnego parafianina, bo ma rodzinę, pracuje...
w fabryce... nie spełnia roli tajemniczej, uduchowionej postaci,
posiadającej znajomość tajników wiary otrzymaną od Boga" (s. 28).
Zapewniam, że d u c h o w n i prawosławni nie tylko odprawiają liturgię,
a poza tym nie znam w Polsce ani jednego duchownego prawosław­
nego, który pracuje w fabryce. Nie to jest jednak najważniejsze.
D u c h o w n y może bowiem pracować także w fabryce i byłoby to
chwalebne zajęcie (Notabene: w XX wieku d u c h o w n i prawosławni
pracowali głównie w obozach zagłady). Pod rozwagę podaję kilka
tekstów z N o w e g o Testamentu: „ A jako apostołowie Chrystusa
mogliśmy być dla was ciężarem... Pracowaliśmy dniem i nocą, aby
nikomu z was nie być ciężarem" (1 Tes 2, 7 ) ; „Jesteśmy utrudzeni
pracą rąk w ł a s n y c h " (1 Ko 4, 12); „Paweł zamieszkał u nich
i pracował, zajmowali się wyrobem n a m i o t ó w " (Dz 18, 3 ) ; „te ręce
zarabiały na potrzeby moje i moich towarzyszy" (Dz 20, 34); „ u
nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie
i zmęczeniu, w e dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem"
(2 Tes 3, 8 ) .
Zdumiewa mnie też istnienie w prawosławiu kultu zakonnic, i to
związanego z Sofią (zwłaszcza w świadomości mieszkańców okolic
Grabarki!) i z Matką Bożą (s. 28). Kult ten jakoby wynika z faktu, że
pracujący w fabryce duchowny, na dodatek (o zgrozo!) żonaty, nie
jest traktowany przez wiernych właściwie. Jest to w istocie kult osób
niewykształconych: „...mniszki są kobietami skromnymi i nie w y ­
kształconymi także w teologii. Ich informacje na temat święta Spasa
są na takim samym poziomie, jak informacje w i e r n y c h " (s. 28
— w rzeczywistości na Grabarce jest kilka zakonnic z wyższym
wykształceniem). Poza faktem, że jest to po prostu bełkot, pragnę
zwrócić uwagę na d w a teksty Apostoła Pawła: „Biskup ( w tamtych
czasach znaczyło to także „kapłan") powinien być nienaganny, mąż
jednej żony" (1 Tm 3, 1) i „Diakoni niech będą mężami jednej żony"
(1 Tm 3, 12). Być może, Autorka kierowała się fałszywym i błędnym

61

komentarzem „Idzie tu nie tyle o żony diakonów, ile o tzw. diakonisy
— charyzmatyczki oddane służbie Kościoła" (Pismo Święte N o w e g o
Testamentu i Księga Psalmów, Poznań 1 9 7 6 , s. 5 4 6 ) , podczas gdy
Apostoł m ó w i wyraźnie o żonach diakonów, a diakonisy to nie były
charyzmatyczki, lecz kobiety wyświęcone dla określonych funkcji
liturgicznych i kościelnych (U. Zanetti, / eutil des diaconesses en
Égypte?, „Vetera Christianorum" 2 7 : 1 9 9 0 , s. 3 6 9 — 3 7 3 ) .
Z artykułu można też dowiedzieć się, że „legendaryzm dotyczący
Grabarki narzucono odgórnie przez carat", który to carat popierał też
pogańskie zwyczaje (!), aby... zniszczyć unię (s. 2 6 ) . Garatowi można
przypisać wiele rzeczy, ale nawet najwięksi w r o g o w i e nie mówili, że
popiera zwyczaje pogańskie i legendy. Jest to swoiste novum
w traktowaniu roli carów, jakby nie było chrześcijańskich w ł a d c ó w .
Trudno też zrozumieć, dlaczego Autorka z uporem m ó w i o „ o f i c ­
jalnym prawosławiu" (sugeruje to istnienie w Polsce jakiegoś „ n i e o f i ­
cjalnego, podziemnego prawosławia") i o „urzędowej liturgii", która
„wychodzi na zewnątrz i łączy się ze zwyczajami l u d o w y m i " (s. 30).
Można pomyśleć, że nie w o l n o celebrować nabożeństw poza cerk­
wią, ale pogląd taki jest niezgodny z prawdą. Natomiast określenie
„urzędowa liturgia" odbieram jako uwłaczające mnie osobiście jako
duchownemu. Nie celebruję bowiem „urzędowej liturgii", ale „świętą
liturgię". Zwłaszcza, że Pani Beata Szydło w artykule ...Masz tę moc
od mego Syna i ode Mnie, opublikowanym w tym samym numerze
„Polskiej Sztuki L u d o w e j " (s. 2 1 — 2 4 ) i omawiającym rzekome
objawienia w Oławie m ó w i o „mszy Św." odprawianej na ogródkach
działkowych, a nie o „urzędowej liturgii". Chociaż miejsce celebracji
nie wydaje się być właściwym dla „urzędowej liturgii", (być może
sformułowania te są wynikiem nieznajomości odpowiedniej termino­
logii).
6

Grabarka jest też miejsce przelotnych miłostek i wspólnego picia
(s. 21), palenia papierosów, śpiewania wulgarnych piosenek i grupo-

Maria Giedz

ODPOWIEDŹ

Pięknie dziękuję za przesłanie mi kopii listu ks. Henryka Paproc­
kiego. Jestem zdziwiona tonem tego listu i możliwością podej­
rzewania mnie o nienawiść do prawosławia. Zawsze w y d a w a ł o mi się,
że dla tej tradycji religijnej mam duży szacunek i właśnie dlatego
chątnie oraz sporo o niej pisałam.
Ks. Paprockiego zawsze ceniłam i szanowałam za jego wiedzę,
mądrość i ekumeniczną postawę w kontaktach z przedstawicielami
innych wyznań. O Grabarce próbowałam z nim kilka razy rozmawiać,
aczkolwiek zawsze byłam odsyłana do osób bardziej kompetentnych.
Na przykład do świeckiego teologa prawosławnego — Michała
Klingera, który z kolei twierdził, że nie jest specjalistą od Grabarki...
Podpisy pod fotografiami wykonała redakcja lub autorzy zdjęć,
a za zmiany wprowadzone do mojego tekstu przez redakcję nie
odpowiadam.
Jeśli chodzi o zrozumienie mojej myśli w przytoczonych cytatach,
odwołuję się do książki Prawosławie Paula Evdokimowa, Warszawa
1986, zwłaszcza rozdziału: Budowla sakralna: Świątynia. Tam rów­
nież jest wytłumaczenie w sprawie organizacji przestrzeni. Poza tym
opinię na ten temat opieram o w y w i a d y z ludnością przybywającą na
Grabarkę. Wydaje mi się też, że jako katoliczka mam prawo postrzegać
inaczej, niż ks. Paprocki, Kościół prawosławny, mam prawo inaczej to
odczuwać i również w o l n o mi o tym mówić. Poza tym w kraju
o przeważającej większości katolików łatwiej jest tłumaczyć zjawiska
innej tradycji religijnej językiem powszechnie stosowanym.
Dla przeciętnego Polaka cerkiew jest miejscem, gdzie zbierają się
„heretycy", miejscem niezrozumiałym, ze sztuczną teatralną liturgią.
Zmiana takiego toku rozumowania jest trudna i wymaga lat przekony­
wania. Sądzę więc, że nie należy, nawet w tekstach naukowych,
używać terminologii niezrozumiałej, typowej wyłącznie dla t e o l o g ó w
prawosławnych, zwłaszcza w takim piśmie jak „Polska Sztuka Ludo­
w a " nie adresowanym do specjalistów od prawosławia.
Litetura, którą poleca ks. Paprocki w s w o i m liście, jest mi znana,
zresztą cytuję ją, co można zauważyć z przypisów do artykułu. Przykro
mi, że ks. Paprocki nie zrozumiał intencji mojego tekstu. Nie chodziło
mi bowiem o dokonanie wypisu ze s ł o w n i k ó w , wyjaśniającego słowo
„Spas", czy nazwę „Przemienienie Pańskie". Badanie kultury ludowej
polega na rozmowie z ludem i obserwacji tego ludu, i to stanowiło
istotę artykułu. Dotyczył Św. Góry Grabarki, związanej kultowo
z Kościołem unickim, a od 1839 r. oficjalnie przejętej przez Kościół
prawosławny, dzisiaj odwiedzanej przez w y z n a w c ó w różnych w y ­
znań. Jeśli więc opisuję zachowania ludzi, czynię to nie po to, by
osłabić powagę miejsca i uroczystości, lecz gwoli prawdzie. Zapew­
niam ks. Paprockiego, że pisząc o innych sanktuariach katolickich czy
o pielgrzymkach również dokładnie przyjrzę się negatywnym zjawis­
kom, ludowym przesądom, błądnemu nazewnictwu. Grabarka mimo
swojej niepowtarzalnej atmosfery, usytuowaniu, jest klasycznym
przykładem miejsca kultu, odwiedzanym przez wiernych o różnym
zasobie wiedzy i zaangażowaniu religijnym. I tak jest na całym świecie
w miejscach świętych. Zapewniam ks. Paprockiego, że poza d u c h o ­
wieństwem i to jak sądzę nielicznym, nikt z przybywających na
Grabarkę nie czytuje greckich komentarzy Ojców Kościoła, bo są to
ludzie prości, mieszkańcy wsi, małych miasteczek. Wielu z nich
w ogóle nie umie czytać. Ja obserwowałam tych właśnie ludzi, bo to
oni są ludem bożym, ludem pielgrzymującym. Na temat duchowieńst-

62

w y c h orgii w namiotach, co prawda poza „sferą sacrum" (s. 29).
Gdyby zjawiska te występowały jedynie na Grabarce, byłoby godnym
uwagi ich odnotowanie. Ponieważ jednak zdarzają się w każdym
miejscu, gdzie występuje ludzki tłum, ich szczególne podkreślanie jest
zdumiewające. Pisząc o zwyczajach l u d o w y c h związanych z Jasną
Górą nawet bym nie wspomniał o tym, że o. Damazy Macoch, paulin
z tego właśnie klasztoru, systematycznie sprzeniewierzał ofiary i w o t a
pielgrzymów, a na dodatek w 1910 roku zabił męża swej kochanki.
Zawsze bowiem tam, gdzie jest świętość, działa też szatan.
Na zakończenie Autorka informuje, że obecnie na Grabarce
„buduje się nową murowaną cerkiew, niestety w duchu budowli
bizantyjskiej z wieloma kopułami i wolnostojącym minaretem" (s.
3 4 ) . Nie są mi znane przyczyny dla których Autorka nie lubi stylu
bizantyjskiego, ale na Grabarce akurat dokonuje się rekonstrukcji
spalonej cerkwi. Cóż jednak wspólnego z tą cerkwią ma minaret?
Według słownika „Minaret (tur. minare, z arab. manara — miejsce,
gdzie jest ogień lub światło) — wieża meczetu, z której muezzin
w z y w a muzułmanów do m o d l i t w y " (Słownik
wyrazów
obcych.
Warszawa 1 9 7 1 , s. 4 7 9 ) . Wydaje mi się, że tym razem Autorka
pomyliła (co mnie specjalnie nie dziwi) prawosławnych z muzuł­
manami, bądę też posunęła swój „ e k u m e n i z m " tak daleko, iż uważa,
że na Grabarce muezzin z minaretu powinien wzywać... tylko do
czego? Czy do zbiorowych orgii (oczywiście, poza „sferą sacrum"),
czy też może Autorkę do przemyślenia treści swego artykułu?
Z artykułu wybrałem jedynie „bardziej smakowite" fragmenty.
Niestety, drobnych potknięć jest jeszcze sporo. Byłoby więc rzeczą
właściwą, aby w wypadkach, mówiąc delikatnie, w ą t p l i w y c h , redak­
cje zwracały się do kompetentnych osób z prośbą o zrecenzowanie
prac naukowych, a nie publikowały tekstów, które z rzetelnością
w przedstawianiu obiektywnego stanu nie wiele mają wspólnego.

wa napisałam zaledwie kilka zdań, ponieważ to nie teolodzy nadają
rangę temu miejscu. Nie chodziło mi o teologiczną wykładnię święta
Spasa, tylko o intepretację l u d o w ą tego święta. Zgadzam się z ks.
Paprockim, że chłop katolicki też często nie wie co oznacza święto
Trzech Króli. Wręcz odczuwam brak badań nad religijnością ludu.
Zapewne moja praca nie jest doskonała, ale jest pierwszym i chyba
dotąd jedynym opracowaniem Grabarki.
Jeśli chodzi o przynoszenie darów, p ł o d ó w ziemi do cerkwi
i poświęcanie ich, rozumiem, że ks. Paprocki chce udowodnić, że jest
to zwyczaj starotestamentowy, a nie pogański. Tylko że ja nie używam
słowa „ p o g a ń s k i " i nie neguję ofiarowania w Starym Testamencie.
Ludzkość w różnych rejonach świata przechodziła podobne etapy
rozwoju. Śmiem nawet twierdzić, co zapewne w teologii prawosław­
nej jest herezją, że istnieje tylko jeden Bóg, ale różne są drogi
dochodzenia do Niego. Składanie darów Bogu, zwłaszcza tych
w postaci p ł o d ó w rolnych, nie jest wyjątkiem występującym wyłącz­
nie w prawosławiu. Jednakże prawosławie najbardziej ze wszystkich
Kościołów chrześcijańskich korzysta z tradycji. Oczywiście każdy
element ma swoje uzasadnienie teologiczne, ale dla bardzo wielu
wiernych istotnym jest fakt, że tak czyni się z dziada pradziada i jest na
to ludowe wytłumaczenie. Ludzie byli, są i będą zabobonni.
Kontynuując wątek ofiary składanej Bogu, to nie rozumiem o co
chodzi ks. Paprockiemu. Ja tego zwyczaju nie tłumaczę z punktu
widzenia teologa, tylko obserwatora. Sama, jeżdżąc po świecie,
uczestniczyłam w przeróżnych liturgiach, niekoniecznie chrześcijańs­
kich, gdzie w ofiarowaniu występowała, zamiast w i n a , w o d a lub
oliwa. Prawie w każdej znanej mi liturgii ofiarowuje się chleb, czasem
w zależności od klimatu i tradycji podarowuje się Bogu owoce,
warzywa, kwiaty, zboże. Jak to się ma do teologii? — nie wiem i nie
interesuje mnie to. Ja zajmuję się zwyczajem i tłumaczeniem go tak,
jak rozumieją go zwykli uczestnicy liturgii.
Ks. Paprocki wnosi zastrzeżenia co do uprawiania różnych zawo­
d ó w przez d u c h o w n y c h prawosławnych. Otóż znam księży pracują­
cych również w fabryce. Poznałam ich podczas wielu podróży po
byłym Związku Radzieckim. Nie dotyczy to jednak rejonu Grabarki,
gdzie ani na wzgórzu, ani na wsi i w całej okolicy żadnej fabryki nie
ma.
Bardzo cieszy mnie fakt, że wśród monaszek na Grabarce są
obecnie kobiety wykształcone. Żałuję tylko, że gdy tam bywałam,
w latach 1 9 8 4 — 8 6 , poza świątej pamięci Matką Barbarą, ciężko
chorą, pozostałe mniszki nie odznaczały się wiedzą teologiczną
i umiejętnością jej przekazania.
Przykro mi, że ks. Paprocki tak konserwatywnie traktuje kulturę
ludową, która nie ma nic wspólnego z teologią sensu stricto.
U m o w n i e dzielę prawosławie na „oficjalne" i „ l u d o w e " , można
oczywiście podzielić je inaczej. Ale pielgrzymi różnych wyznań
przybywający na Grabarkę postrzegają sprawowaną tam liturgię pod
kątem tradycji, wiary, a nie nauki.
Na temat minaretu wydaje mi się, że wynikło nieporozumienie, bo
nie zamieściłam zdjęcia projektu wykonanego i prezentowanego
zaraz po spaleniu cerkwi. Projekt ten, na szczęście, nie został
zatwierdzony, o czym dowiedziałam się dużo później. Przedstawiał
niemalże kopię bizantyjskiej, wielokopułowej cerkwi, którą w latach
późniejszych przerobiono na meczet, przez dodanie wysokiej wieży,
zwanej w islamie minaretem.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.