http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/2202.pdf
Media
Part of Samokreacja etnograficzna: Conrad i Malinowski / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4
- extracted text
-
O etnograficznej autokreacji:
Conrad i Malinowski
James Clifford
... ta epoka, w której koczujemy, j a k o s z o ł o m i e n i p o d r ó ż n i
w krzykliwym, niewygodnym hotelu.
Joseph C o n r a d ,
Zwycięstwo
C a ł a moja etyka jest oparta na podstawowym instynkcie
spójnej o s o b o w o ś c i .
B r o n i s ł a w Malinowski, Trobriand Field Diary
Truizmem stało się stwierdzenie, ze jednostka jest kulturo
wo uwarunkowana. Jesteśmy przyzwyczajeni do opinii, że
mieszkaniec Bali, członek plemienia H o p i , lub społeczeństwa
średniowiecznego, jest odmienny - ma inne doświadczenie
czasu i przestrzeni, inne rozumienie p o k r e w i e ń s t w a i cielesnej
tożsamości - od jednostki żyjącej w mieszczańskiej Europie
lub we współczesnej Ameryce. Z a k ł a d a m y , prawie bez za
strzeżenia, że jednostka należy do określonego kulturowego
świata, podobnie j a k to, że m ó w i rodzimym językiem: jedno
„ j a " , jedna kultura, jeden język. Nie chcę r o z w a ż a ć godnej
uwagi prawdy, zawartej w nawet tak jałowej formule; idea, że
indywidualność w y r a ż a się w e w n ą t r z światów znaczenia, k t ó r e
są kolektywne i ograniczone, nie jest t u naszym problemem.
Chcę j e d n a k ż e uhistorycznić stwierdzenie, że „ j a " jest ukształ
towane kulturowo, b a d a j ą c ów moment w o k ó ł r o k u 1900,
kiedy idea ta zaczęła b y ć rozumiana tak j a k dzisiaj.
Stwierdzenie, że jednostka jest kulturowo ograniczona,
znaczyło coś zupełnie innego w połowie dziewiętnastego
stulecia niż znaczy dziś. „ K u l t u r a " odnosiła się do pojedyn
czego procesu ewolucyjnego. Ideał autonomicznej indywidual
ności europejskiego mieszczaństwa był - j a k powszechnie
wierzono - naturalnym wynikiem długiego rozwoju, proce
sem, k t ó r y chociaż z a g r o ż o n y przez rozmaite rozdarcia był
- j a k z a k ł a d a n o - podstawowym, p o s t ę p o w y m ruchem ludz
kości. J e d n a k ż e na przełomie wieków ta ewolucjonistyczna
wiara zaczęła się chwiać, a nowa etnograficzna koncepcja
kultury stała się możliwa. Słowa „ k u l t u r a " zaczęto używać
w liczbie mnogiej, sugerującej świat oddzielnych, wyróżniają
cych się i r ó w n i e pełnych znaczenia s p o s o b ó w życia. Ideał
autonomicznej, wykształconej jednostki, m ó g ł pojawić się
j a k o lokalny pomysł, a nie j a k o telos dla całego rodzaju
ludzkiego.
Właściwe powody owego ideologicznego rozwoju wykra
czają w t y m miejscu poza zasięg moich z a i t e r e s o w a ń . C h c ę
tylko zwrócić u w a g ę na rozwój nowej „etnograficznej subiek
t y w n o ś c i " na p o c z ą t k u dwudziestego stulecia. Współczesna
antropologia - N a u k a o Człowieku z w i ą z a n a blisko z kulturo
w y m opisem - z a k ł a d a z góry ironiczną p o s t a w ę obserwacji
uczestniczącej. Poprzez profesjonalizację b a d a ń terenowych,
antropologia przekształciła szeroko rozpowszechnione k ł o p o
tliwe położenie w m e t o d ę n a u k o w ą . Wiedza etnograficzna nie
m o ż e b y ć własnością j a k i e g o ś pojedynczego dyskursu czy
dyscypliny: kondycja bycia poza centrum, w świecie odmniennych systemów znaczeniowych, stan bycia w kulturze podczas
patrzenia na k u l t u r ę , przenika dwudziestowieczne pisarstwo
i sztukę. Nietzsche wyraźnie zapowiedział tę n o w ą p o s t a w ę
w słynnym tekście z a t y t u ł o w a n y m O prawdzie i kłamstwie
w znaczeniu pozamoralnym, pytając: „ C z y m zatem jest praw
da? Z m i e n n ą a r m i ą metafor, metonimii i a n t r o p o m o r f i z m ó w
1
2
- k r ó t k o m ó w i ą c s u m ą ludzkich s t o s u n k ó w , k t ó r e zostały
s p o t ę g o w a n e , przekształcone, poetycko i retorycznie upięk-
10
szone i k t ó r e na skutek długiego u ż y t k o w a n i a wydają się
ludowi niezmienne, kanoniczne i o b o w i ą z u j ą c e " (Kaufman
1954:46). Nietzsche, być m o ż e bardziej niż Tylor, był g ł ó w n y m
o d k r y w c ą relatywistycznej koncepcji kultury: rozdział ten
m ó g ł być równie dobrze z a t y t u ł o w a n y „ O prawdzie i kłamst
wie w znaczeniu k u l t u r o w y m " .
Zamiast tego zaczerpnąłem m ó j tytuł z książki Stephena
Greenblatta Renaissance Self-Fashioning (1980), pracy, k t ó r a
kreśli wyłaniające się, mieszczańskie, zmienne, kosmopolitycz
ne znaczenie własnego „ j a " . Etnograficzna subiektywność,
k t ó r ą się zajmuję, m o ż e być traktowana j a k o jego późny
wariant. Szesnastowieczne postacie - M o r e , Spenser, M a r
lowe, Tyndale, W y a t t i Shakespeare - s t a n o w i ą dla Greenblat
ta przykład „wzrastającej s a m o ś w i a d o m o ś c i tego, że kształ
towanie ludzkiej tożsamości jest dającym się m a n i p u l o w a ć ,
przemyślnym procesem" (s. 2). Nie m o g ę t u o d d a ć sprawied
liwości subtelności tej książki i p r z e k o n y w a j ą c y m poszczegól
nym analizom, ale chciałbym o d n o t o w a ć etnograficzny punkt
widzenia Greenblatta, całościowe podejście, k t ó r e zachowuje
on wobec wykreowanych jednostek, włączając w to również
samego siebie. Ś w i a d o m y jest on stopnia w j a k i m nowe
pytania o wolność, t o ż s a m o ś ć i język, ukształtowały k o n
s t r u o w a n ą przez niego wersję szesnastowiecznej kultury. Greenblatt wprowadza do swojego m a t e r i a ł u współczesne, kryty
czne podejście. A l e pisze on jednocześnie j a k k t o ś uwiedziony
tradycją i lojalny wobec niej. W poruszającym epilogu autor
uparcie dopuszcza możliwość kształtowania czyjejś t o ż s a m o
ści, nawet jeśli oznacza to tylko „ o s o b o w o ś ć r o z u m i a n ą j a k o
fikcję" (s. 257). Prowadzi to Greenblatta do tego, co Conrad
a p r o b u j ą c o nazwał „ p r z e m y ś l a n ą w i a r ą " .
Greenblatt jest uczestnikiem-analitykiem, k o n s t r u u j ą c y m
i z a a n g a ż o w a n y m w k u l t u r o w ą formację, k t ó r a jest odległa od
szesnastego stulecia, j a k i dialektycznie bliska teraźniejszości.
Jego „ p ó ź n a " , refleksyjna wersja autokreowania się Renesan
su, opiera się na zdecydowanie a r t y k u ł o w a n y m etnograficz
nym punkcie widzenia. U k s z t a ł t o w a n e , fikcyjne „ j a " jest
zawsze umieszczone w kontekście, odniesione do swojej kul
tury, zakodowanych s p o s o b ó w ekspresji, do swojego języka.
Studium Greenblatta kończy się wnioskiem, że autokreowanie
się Renesansu bynajmniej nie jest swobodnym powstawaniem
nowej jednostkowej autonomii. S u b i e k t y w n o ś ć , k t ó r ą od
krywa, nie jest „epifanią wybranej dowolnie tożsamości, lecz
k u l t u r o w y m artefaktem" (s. 256), p o n i e w a ż jednostka manew
ruje w obrębie ograniczeń i możliwości danych przez zinstytuc
jonalizowany zestaw zbiorowych praktyk i k o d ó w . Greenblatt
odwołuje się do antropologii symboliczno-interpretującej,
szczególnie do prac Geertza (ale również do takich a u t o r ó w ,
j a k Boon, Douglas, Duvignaud, R a b i n ó w i Turner); a ponadto
wie on, że kulturowe symbole i przedstawienia nabierają
kształtu w sytuacjach związanych z władzą i d o m i n a c j ą .
W ostrzeżeniu Greenblatta słychać echo Foucaulta: „ W ł a d z a
nadawania k o m u ś kształtu jest przejawem bardziej ogólnej
władzy kontrolowania tożsamości - tożsamości innych co
najmniej w t y m samym stopniu, co swojej w ł a s n e j " (s. 1).
W y n i k a z tego, że etnograficzny dyskurs, włączając jego
* Przekład i przedruk 3 rozdziału książki Jamesa Clifforda, The Predica
ment of Culture. Twentieth - Century Ethnography, Literature, and Art,
Cambridge, MA: Harvard University Press za zgodą wydawcy, Copyright
© 1988 by The President and Fellows of Harvard College.
literacką o d m i a n ę Greenblatta, funkcjonuje w taki p o d w ó j n y
s p o s ó b . C h o c i a ż przedstawia on inne, j a " j a k o ukonstytuowa
ne kulturowo, to również modeluje tożsamość u p o w a ż n i o n ą
do reprezentowania i tłumaczenia prawd sprzecznych świa
t ó w , a nawet zawierzenia i m - jakkolwiek wiara ta zawsze
zabarwiona jest ironią.
Etnograficzna subiektywność s k ł a d a się z obserwacji uczest
niczącej w świecie „ k u l t u r o w y c h a r t e f a k t ó w " związanej (na
tym polega oryginalność s f o r m u ł o w a n i a Nietzschego) z n o w ą
koncepcją języka - albo lepiej j ę z y k ó w - widzianych j a k o
o d r ę b n e systemy z n a k ó w . O p r ó c z Nietzschego, myślicielami,
którzy wytyczają sferę moich b a d a ń są Boas, D u r k h e i m
i Malinowski (twórcy i popularyzatorzy etnograficznego poję
cia kultury) oraz Saussure. Wprowadzili oni i zespoili zestaw
założeń, k t ó r e dziś, w ostatniej ćwierci dwudziestego wieku,
stają się właśnie oczywiste. Historyk formacji intelektualnej
r o k u 2010, jeżeli m o ż n a w y o b r a z i ć sobie t a k ą p o s t a ć , m ó g ł b y
nawet spojrzeć wstecz na p o c z ą t k o w e dwie trzecie naszego
stulecia i spostrzec, że był to czas, kiedy zachodni intelektuali
ści byli zaabsorbowani podstawami znaczenia i tożsamości
tego, co nazywali „ k u l t u r ą " i „językiem" (nieledwie w taki sam
s p o s ó b , w j a k i patrzymy teraz na dziewiętnaste stulecie
i postrzegamy w n i m p r o b l e m a t y k ę dotyczącą ewolucjonistycznej „ h i s t o r i i " i „ p o s t ę p u " ) . Sądzę, że dostrzegamy oznaki
tego, iż przywilej dany j ę z y k o m naturalnym, i niejako natural
nym k u l t u r o m , zanika. Te przedmioty i epistemologiczne
podstawy ukazują się teraz j a k o konstrukcje, dokonane fikcje,
k t ó r e zawierają i oswajają r ó ż n o r o d n o ś ć j ę z y k ó w (heteroglosię). W świecie, w k t ó r y m zbyt wiele głosów m ó w i jedno
cześnie, świecie w k t ó r y m synkretyzm i parodystyczna inwen
cja stają się regułą, a nie wyjątkiem, w zurbanizowanym
wielonarodowym świecie instytucjonalnej tymczasowości
- gdzie a m e r y k a ń s k i e ubrania produkowane w K o r e i noszone
są przez m ł o d y c h ludzi w Rosji, gdzie „ k o r z e n i e " k a ż d e g o są
w pewnym stopniu podcięte - w t a k i m świecie coraz trudniej
szą rzeczą staje się połączenie ludzkiej tożsamości i znaczenia
ze spójną „ k u l t u r ą " czy „językiem".
P r z y w o ł a ł e m tę synkretyczną, „ p o s t k u l t u r o w ą " sytuację
tylko po to, by w s k a z a ć punkt widzenia (chociaż nie m o ż e on
być tak ł a t w o osadzony w przestrzeni), stan niepewności,
w k t ó r y m się znajduję, pisząc te słowa. Ale m ó j niepokój nie
jest związany z możliwym rozpadem subiektywności zakot
wiczonej w kulturze i języku. C h c i a ł b y m raczej z b a d a ć dwie
potężne artykulacje tej subiektywności w dziełach Conrada
i Malinowskiego, d w ó c h o s ó b wyrwanych ze swego ś r o d o w i s
ka, z k t ó r y c h każdy zmagał się na p o c z ą t k u dwudziestego
wieku z kosmopolityzmem i stworzył swoją własną wersję „ O
prawdzie i kłamstwie w znaczeniu k u l t u r o w y m " . Conrad m ó g ł
głębiej wejrzeć w istotę rzeczy, gdyż z b u d o w a ł w swoim dziele
wizję skonstruowanej istoty kultury i języka, p o w a ż n ą fikcję
literacką, k t ó r ą ujął w s p o s ó b przemyślany, niemal absurdal
nie. A l e p o r ó w n y w a l n e borykanie się z k u l t u r ą i językiem
m o ż n a zobaczyć w pracach Malinowskiego, szczególnie w tru
dnym doświadczeniu i literackim przedstawieniu jego słyn
nych b a d a ń terenowych na Trobriandach. (Badania te po
służyły za rodzaj aktu założycielskiego dla dwudziestowiecznej
dyscypliny - antropologii.) Conrad osiągnął rzecz niemal
niemożliwą, stał się wielkim pisarzem języka angielskiego (jego
wzorem był Flaubert), swojego trzeciego języka, k t ó r y zaczął
przyswajać sobie w wieku lat dwudziestu. Nie dziwi, że w jego
książkach odnajdujemy poczucie równoczesnej biegłości
w sztuce słowa, j a k i konieczność kulturowych, językowych
konwencji. Dzieje jego pisarstwa, wytrwałego stawania się
pisarzem angielskim, oferują paradygmat dla etnograficznej
subiektywności; odtwarzają i ustanawiają s t r u k t u r ę poczucia
nieustannego uwikłania w tłumaczenie p o m i ę d z y językami,
ś w i a d o m o ś ć g ł ę b o k o zdającą sobie sprawę z arbitralności
konwencji, nowy świecki relatywizm.
Malinowski powiedział kiedyś, „ [ W . H . R . ] Rivers jest Riderem Haggardem Antropologii: j a będę Conradem!" (do B.Z.
Seligmana, cytowane u Firtha 1957:6). Prawdopodobnie miał
on ś w i a d o m o ś ć różnic p o m i ę d z y w i e l o k u l t u r o w ą o p i s o w ą
m e t o d o l o g i ą Riversa ( g r o m a d z ą c ą cechy i genealogie) i swoimi
własnymi intensywnymi studiami pojedynczej grupy. D l a
Malinowskiego nazwisko Conrada było symbolem głębi,
złożoności i subtelności. ( O d w o ł y w a ł się do niego w t y m sensie
w swoim dzienniku b a d a ń terenowych.) A l e M a l i n o w s k i nie
był Conradem antropologii. Jego najbardziej b e z p o ś r e d n i m
modelem literackim był z pewnością James Frazer; a w wielu
własnych książkach p r z y p o m i n a ł Zolę - naturalistycznie
przedstawiając fakty i d o d a j ą c do nich p o d n i o s ł ą „ a t m o s f e r ę " ,
jego naukowo-kulturowe opisy niosą moralnie zabarwione,
humanistyczne alegorie. Antropologia wciąż czeka na swojego
Conrada.
Moje p o r ó w n a n i e Malinowskiego i Conrada skupia się na
ich t r u d n y m dojściu do pełnej o d k r y ć profesjonalnej ekspresji.
Jądro ciemności (1899) jest najbardziej głęboką medytacją
Conrada na temat trudnego procesu oddawania siebie A n g l i i
i angielszczyźnie. K s i ą ż k a ta została napisana w latach
1898-99, zaraz po t y m j a k zdecydował się on wieść l ą d o w e
życie pisarza; i s p o g l ą d a ł a wstecz na p o c z ą t k i tego procesu, na
ostatnią, najbardziej z u c h w a ł ą p o d r ó ż Conrada do „najdal
szego p u n k t u żeglugi". W p o d r ó ż y w g ó r ę rzeki K o n g o
dziesięć lat wcześniej, K o n r a d Korzeniowski wiózł ze sobą
p o c z ą t k o w e rozdziały swojej pierwszej powieści
Szaleństwo
Almayera, napisane w niezdarnej, c h o ć bardzo sugestywnej
angielszczyźnie. M o j a lektura Jądra ciemności ogarnia z ł o ż o n ą
d e k a d ę wyboru lat dziewięćdziesiątych dziewiętnastego stule
cia, k t ó r a rozpoczyna się p o d r ó ż ą afrykańską, a k o ń c z y jej
opisem. W y b ó r ten p o w o d o w a ł uwikłanie się w karierę, język
i kulturowe związki. Paralelne doświadczenie Malinowskiego
jest zaznaczone przez dwa dzieła, k t ó r e m o ż n a t r a k t o w a ć j a k o
pojedynczy, rozszerzający się tekst: A Diary in the Strict Sense
of the Term (1967) (Dziennik we właściwym sensie tego słowa),
osobisty dziennik z T r o b r i a n d ó w za lata 1914-1918, i przez
klasyczne dzieło etnograficzne, p o w s t a ł e na podstawie b a d a ń
terenowych, Argonautów zachodniego Pacyfiku (1922).
N a początek potrzebne jest słowo metodologicznej prze
strogi. Ł ą c z n e potraktowanie Dziennika i Argonautów nie musi
z a k ł a d a ć , że ten pierwszy jest prawdziwym objawieniem b a d a ń
terenowych Malinowskiego. (Tak właśnie szeroko rozumiano
Dziennik po jego publikacji w r o k u 1967). D o ś w i a d c z e n i a
z b a d a ń terenowych na Trobriandach nie są wyczerpane ani
przez Argonautów, ani przez Dziennik, ani przez ich połącze
nie. Te dwa teksty są częściowymi refrakcjami, specyficznymi
eksperymentami pisarskimi. Dziennik, pisany w przeważającej
części po polsku i w oczywisty s p o s ó b nie przeznaczony do
publikacji, wywołał pomniejszy skandal w publicznym obrazie
antropologii - chociaż badacze terenowi rozpoznali wiele
dobrze sobie znanych rzeczy. Oto jeden z założycieli dyscyp
liny został pokazany w sytuacjach, gdy o d c z u w a ł prawdziwy
gniew wobec swoich tubylczych i n f o r m a t o r ó w . D o ś w i a d c z e
nie b a d a ń terenowych, k t ó r e ustaliło standard dla naukowego
opisu kulturowego, łączyło się z ambiwalencją. Obdarzony
autorytetem antropolog w swoim poufnym dzienniku wy
stępuje j a k o zaabsorbowany samym sobą hipochondryk,
osoba często p r z y g n ę b i o n a , ofiara stałych fantazji na temat
europejskich i trobriandzkich kobiet, schwytana w p u ł a p k ę
niekończących się z m a g a ń o podtrzymanie się na duchu,
0 zebranie się w sobie. Był postacią M e r k u r y c z n ą , żywą j a k
rtęć, p r ó b u j ą c ą p r z e m a w i a ć r ó ż n y m i głosami. U d r ę k a , zmie
szanie, podniecenie i gniew Dziennika wydają się zostawiać
niewiele miejsca dla stałej, rozumiejącej postawy, czy wręcz
pozy relatywistycznej etnografii. Ponadto w swojej surowości
1 słabych punktach, bezspornej szczerości i bezkonkluzyjności,
Dziennik wydaje się d o s t a r c z a ć nam n a g ą rzeczywistość. Ale
jest to tylko jedna w a ż n a wersja złożonej, intersubiektywnej
sytuacji ( k t ó r a wytworzyła również Argonautów i inne etno
graficzne i popularne opisy). Dziennik jest p o m y s ł o w y m ,
polifonicznym tekstem. D l a historii antropologii jest on
tekstem p r z e ł o m o w y m nie dlatego, że objawia rzeczywistość
etnograficznego doświadczenia, ale ponieważ zmusza nas do
3
U
borykania się ze złożonością takich s p o t k a ń , potyczek oraz do
traktowania wszystkich tekstowych s p r a w o z d a ń opartych na
badaniach terenowych, j a k o stronniczych interpretacji.
4
*
Malinowski i Conrad znali się osobiście. Z uwag s p o r z ą d z o
nych przez Malinowskiego na temat starszego, d o b r z e . j u ż
znanego pisarza, wynika jasno, że miał o n poczucie głębokie
go, wzajemnego powinowactwa w ich t r u d n y m położeniu. Nie
bez powodu - obaj byli Polakami skazanymi przez historyczny
przypadek na k o s m o p o l i t y c z n ą europejską t o ż s a m o ś ć ; obaj
dążyli do ambitnej kariery pisarskiej w A n g l i i . Odwołując się
do znakomitych s t u d i ó w Zdzisława Najdera o Conradzie,
m o ż n a sądzić, że udziałem tych d w ó c h u c h o d ź c ó w był osob
liwy polski kulturowy dystans, gdyż w y w o d z ą się z narodu,
k t ó r y od osiemnastego stulecia istniał jedynie j a k o fikcja
zbiorowej tożsamości - lecz fikcja, w k t ó r ą gorliwie wierzono.
Ponadto szczególna struktura społeczna Polski - znajdująca
szerokie oparcie w drobnej szlachcie - uczyniła arystokratycz
ne wartości niezwykle oczywistymi dla wszystkich warstw
społecznych. Było m a ł o prawdopodobne, by wykształceni
polscy uchodźcy mogli b y ć urzeczeni p a n u j ą c y m i w Europie
wartościami mieszczańskimi: mogli oni z a c h o w a ć dystans.
Ten punkt widzenia spoza społeczeństwa mieszczańskiego
(choć utrzymywany do pewnego stopnia sztucznie - podobnie
j a k p u n k t widzenia Balzaca we Francji lat trzydziestych
dziewiętnastego wieku) jest być m o ż e szczególnie k o r z y s t n ą ,
„ e t n o g r a f i c z n ą " pozycją. Jakkolwiek by nie było nie ma
wątpliwości co do silnej sympatii Malinowskiego dla Conrada.
( T u ż przed wojną, p o d a r o w a ł temu starszemu panu, egzemp
larz swojej pierwszej książki, The Family among the Australian
Aborigines z p o l s k ą dedykacją; co Conrad pojął z koncepcji
ojcostwa plemienia A r u n t a pozostaje - być m o ż e na szczęście
- nieznane). C h o c i a ż ich znajomość była k r ó t k a , M a l i n o w s k i
często przedstawiał swoje życie w kategoriach conradowskich
i w swoim dzienniku wydaje się on czasami p o w t a r z a ć
i p r z e r a b i a ć tematy z Jądra
ciemności.
Niemal k a ż d y komentator Dziennika pozornie słusznie
p o r ó w n y w a ł go z afrykańską opowieścią Conrada (patrz na
przykład Stocking 1974). Z a r ó w n o Jądro ciemności, j a k
i Dziennik, wydają się p o r t r e t o w a ć kryzys tożsamości - walkę
na granicach cywilizacji zachodniej przeciwko groźbie moral
nego r o z k ł a d u . Oczywiście walka ta i potrzeba osobistego
umiaru, jest b a n a ł e m literatury kolonialnej. Wobec tego,
p o r ó w n a n i e takie nie jest szczególnie odkrywcze poza t y m , że
pokazuje życie (Dziennik) naśladujące „ l i t e r a t u r ę " (Jądro
ciemności). Jako dodatek do moralnego r o z k ł a d u Kurtza,
Conrad wprowadza bardziej głęboki, wywrotowy temat: słyn
ne „ k ł a m s t w o " - faktycznie szereg kłamstw, k t ó r e w Jądrze
ciemności z a r ó w n o p o d k o p u j ą , j a k i w pewien s p o s ó b czynią
możliwą, złożoną p r a w d ę narracji M a r l o w a . Najbardziej
wydatnym z tych k ł a m s t w jest oczywiście to, gdy M a r l o w
odmawia p o w t ó r z e n i a narzeczonej Kurtza jego ostatnich słów
- „ Z g r o z a ! Zgroza!" i zastępuje je słowami, k t ó r e m o g ł a
przyjąć. K ł a m s t w o to jest później zestawione z p r a w d ą
- również wielce u w a r u n k o w a n ą okolicznościami - opowie
d z i a n ą w y o d r ę b n i o n e j grupie A n g l i k ó w na p o k ł a d z i e krążącej
po morzu j o l k i Nellie. „ R o z s t r o j o n y " Dziennik Malinows
kiego wydaje się przedstawiać temat rozpadu. A l e co z kłamst
wem? Z wszystkimi zbyt wiarygodnymi opisami? Ocalającą
fikcją [saving fiction] Malinowskiego - czego d o w i o d ę - jest
klasyczna etnografia Argonautów zachodniego Pacyfiku.
Jądro ciemności daje się nieustannie i n t e r p r e t o w a ć , ale
jednym z t e m a t ó w , k t ó r e g o nie s p o s ó b u n i k n ą ć , jest problem
p r a w d o m ó w n o ś c i , wzajemna gra prawdy i k ł a m s t w a w opo
wieści M a r l o w a . K ł a m s t w o wobec narzeczonej K u r t z a roz
w a ż a n o j u ż wyczerpująco. M ó w i ą c bardzo schematycznie,
m o i m zdaniem, k ł a m s t w o to jest k ł a m s t w e m ocalającym.
Oszczędzając narzeczonej K u r t z a jego ostatnich słów, M a r l o w
uznaje i wyznacza r ó ż n e domeny prawdy - m ę s k ą i kobiecą,
12
j a k również p r a w d ę metropolii i pogranicza. Prawdy te
odbijają podstawowe struktury w tworzeniu u p o r z ą d k o w a
nych znaczeń - wiedzy podzielonej przez płeć oraz przez
kulturowe centrum i peryferie. K ł a m s t w o wobec narzeczonej
jest zestawione z inną p r a w d ą ( k t ó r a jest także ograniczona,
zależna od kontekstu i problematyczna), o p o w i e d z i a n ą na
pokładzie Nellie A n g l i k o m , o k r e ś l o n y m jedynie j a k o typy
społeczne - Prawnik, Buchalter, Dyrektor. Jeżeli M a r l o w o w i
u d a ł o się z nimi p o r o z u m i e ć , to tylko w ramach tej ograniczo
nej domeny. Jako czytelnicy u t o ż s a m i a m y się j e d n a k ż e z niezi
dentyfikowaną o s o b ą , k t ó r a śledzi ciemne prawdy i jasne
k ł a m s t w a M a r l o w a , odegrane na scenie p o k ł a d u j o l k i . T a
opowieść drugiego narratora nie jest sama przez się pod
w a ż o n a ani ograniczona. Reprezentuje ona - m o i m zdaniem
- etnograficzny punkt widzenia, s u b i e k t y w n ą pozycję i his
toryczne miejsce osoby narratora, k t ó r a w s p o s ó b prawdziwy
zestawia trudne prawdy. C h o c i a ż M a r l o w p o c z ą t k o w o „brzy
dzi się k ł a m s t w e m " , to jednak uczy się k ł a m a ć - są to
częściowe fikcje życia kulturowego, konieczne by porozumie
wać się w e w n ą t r z społeczności. Opowiada on gotowe historie.
D r u g i narrator ratuje, ocala, p o r ó w n u j e ( i z ironią) wierzy w te
odegrane prawdy. Jest to osiągnięcie perspektywy p o w a ż n e g o
interpretatora kultur, lokalnej, cząstkowej wiedzy. G ł o s "naj
bardziej z e w n ę t r z n e g o " narratora u Conrada jest głosem
stabilizującym, k t ó r e g o słowa nie są przeznaczone po to, by i m
nie d o w i e r z a ć .
Jądro ciemności oferuje zatem paradygmat etnograficznej
subiektywności. W dalszym ciągu będę b a d a ł szczególne echa
i analogie, łączące sytuację kulturowej graniczności Conrada
w K o n g u , z sytuacją Malinowskiego na Trobriandach. Jed
n a k ż e z g o d n o ś ć ta nie jest d o k ł a d n a . Być m o ż e najważniejsza
różnica tekstowa polega na tym, że Conrad przyjmuje p o s t a w ę
ironiczną, z szacunkiem dla przedstawionej prawdy, p o s t a w ę
z a w a r t ą tylko p o ś r e d n i o w pismach Malinowskiego. A u t o r
Argonautów poświęca się konstruowaniu realistycznej, k u l
turowej fikcji, podczas gdy Conrad, chociaż podobnie zaan
g a ż o w a n y , przedstawia działanie j a k o kontekstualnie ograni
c z o n ą p r a k t y k ę opowiadania h i s t o r i i .
W p o r ó w n y w a n i u doświadczeń Malinowskiego i Conrada,
uderza nas ich naddatek języków. W obu przypadkach są
w użyciu trzy języki, p o w o d u j ą c ciągłe tłumaczenie i inter
ferencje. Trudna sytuacja Conrada jest nadzwyczaj złożona.
T u ż przed odjazdem do A f r y k i z niezrozumiałych p o w o d ó w
zaczął pisać to, co stało się później powieścią
Szaleństwo
Almayera. Po napisaniu p o c z ą t k o w y c h rozdziałów n a t k n ą ł się
na przeszkody. Mniej więcej w t y m czasie p o z n a ł swoją
p o w i n o w a t ą , Marguerite P o r a d o w s k ą , z k t ó r ą w znaczący
s p o s ó b związał się uczuciowo. Była k o b i e t ą z a m ę ż n ą i dobrze
z n a n ą francuską pisarką; było to w znacznej mierze literackie
uwikłanie. Conrad pisał do niej bardzo uczuciowe i otwarte
listy po francusku. P o r a d o w s k ą , k t ó r a mieszkała w Brukseli,
p o m o g ł a m u w znalezieniu zatrudnienia w K o n g u . N a s t ę p n i e ,
kilka miesięcy przed wyjazdem do A f r y k i , Conrad wrócił do
Polski po raz pierwszy od czasu, gdy piętnaście lat wcześniej
uciekł na morze. Wizyta ta odświeżyła jego polszczyznę, k t ó r a
p o z o s t a w a ł a niezła, oraz ożywiła jej związki z miejscami
dzieciństwa i ambiwalentne uczucia. Z Polski (wówczas rosyjs
kiej U k r a i n y ) pospieszył niemal prosto, by objąć p o s a d ę
w K o n g u . T a m mówił po francusku, w obcym języku,
w k t ó r y m osiągnął największą biegłość, ale dziennik prowadził
po angielsku i w t y m języku m ó g ł p r a c o w a ć nad rozdziałami
Almayera. (Potwierdza to w „Biographical N o t e " z roku
1900). W Afryce Conrad nawiązał przyjaźń z Irlandczykiem
Rogerem Casement i całkowicie przejął p o z ę angielskiego
gentelemana związanego z morzem. Wciąż pisał gorące listy do
Poradowskiej, j a k zwykle po francusku. Jego język ojczysty
został niedawno ożywiony. Doświadczenie K o n g a było cza
sem największej językowej złożoności. W j a k i m języku Conrad
stale myślał? N i e ma nic dziwnego w t y m , że słowa i rzeczy
w Jądrze ciemności często sprawiają wrażenie, że nie łączą się
ze sobą, j a k b y M a r l o w szukał w ciemności znaczeń i dialogu.
5
6
Malinowski zaś - p r o w a d z i ł w terenie swój prywatny
dziennik po polsku i w t y m języku k o r e s p o n d o w a ł z m a t k ą ,
k t ó r a p r z e b y w a ł a za liniami wroga w A u s t r i i . N a tematy
antropologiczne pisał po angielsku do L o n d y n u , do swojego
profesora C G . Seligmana. W t y m języku pisywał również
często do swojej narzeczonej „ E . R . M . " (Elsie R. Masson) do
Australii. Ale pojawiły się w jego myślach również co najmniej
dwie inne kobiety, dawne kochanki; przynajmniej jedna z nich
miała coś wspólnego z Polską. Jego ś w i a d o m o ś ć nawiedzał
także najserdeczniejszy polski przyjaciel Stanisław Ignacy
Witkiewicz ( „ S t a ś " w Dzienniku), k t ó r y w k r ó t c e stał się
g ł ó w n y m awangardowym artystą i pisarzem. P o d r ó ż o w a l i oni
razem po Pacyfiku i pokłócili się t u ż przed pobytem Malinows
kiego na Trobriandach. Malinowski tęsknił za t y m , aby
odzyskać tę przyjaźń, ale jego przyjaciel był j u ż w t y m czasie
w Rosji. Te silne angielskie i polskie związki były z a k ł ó c o n e
przez trzeci j ę z y k o w o zakodowany świat - wszechświat T r o b riandów - w k t ó r y m musiał żyć i wydajnie p r a c o w a ć . Codzien
ne kontakty Malinowskiego z Trobriandczykami były prowa
dzone w języku kiriwińskim i w t y m czasie większość notatek
sporządził w t y m właśnie tubylczym j ę z y k u .
M o ż e m y z a p r o p o n o w a ć p r ó b n ą s t r u k t u r ę dla tych trzech
j ę z y k ó w u ż y w a n y c h przez Conrada i Malinowskiego, w trak
cie ich egzotycznych doświadczeń. Pomiędzy język polski
- ojczysty, i angielski - język przyszłej kariery i małżeństwa,
wchodzi język trzeci, związany z erotyzmem i p r z e m o c ą .
Francuszczyzna Conrada łączy się z P o r a d o w s k ą , problematy
cznym przedmiotem miłości (była ona z a r ó w n o zbyt onieś
mielająca, j a k i zbyt intymna); język francuski wiąże się także
z l e k k o m y ś l n ą m ł o d o ś c i ą Conrada w Marsylii i z imperialnym
Kongiem, do k t ó r e g o Conrad czuł o d r a z ę za g w a ł t o w n o ś ć
i drapieżność. D l a Malinowskiego językiem w p r o w a d z a j ą c y m
z a m ę t był kiriwiński, związany ze szczególną bujnością i ludycznym brakiem umiaru (który p o d o b a ł się Malinowskiemu
i został przez niego z s y m p a t i ą ukazany w opisach r y t u a ł ó w
kula i zwyczajów seksualnych), jak również z erotycznymi
pokusami ze strony trobriandzkich kobiet. Dziennik zmaga się
nieustannie z tą sferą p o ż ą d a n i a w y t w o r z o n ą przez lokalny
język.
A więc możliwe jest wyróżnienie w k a ż d y m z p r z y p a d k ó w
j ę z y k a ojczystego, j ę z y k a przekroczenia i języka powściągliwo
ści (małżeństwa i zawodu pisarskiego). Jest to z pewnością
formuła nazbyt zręczna. Języki m o g ł y były p r z e n i k a ć się
wzajemnie i k o l i d o w a ć na wysoce przypadkowe sposoby, ale
powiedziano j u ż być m o ż e wystarczająco d u ż o , by sfor
m u ł o w a ć konkluzję. Z a r ó w n o Conrad w K o n g u , j a k i M a l i n o
wski na Trobriandach, byli w p l ą t a n i w sieć złożonych subiek
tywnie przeciwstawnych sytuacji, d o c h o d z ą c y c h do głosu na
poziomie języka, p o ż ą d a n i a i k u l t u r o w y c h afiliacji.
7
Z a r ó w n o w Jądrze ciemności, j a k i w Dzienniku, widzimy
kryzys , j a " , w samym „najdalszym punkcie żeglugi". Obie te
książki wyrażają doświadczenie s a m o t n o ś c i , ale takiej samo
tności, k t ó r a jest w y p e ł n i o n a innymi ludźmi, innymi akcen
tami, k t ó r a nie pozwala na poczucie „bycia w ś r o d k u " , spójny
dialog lub a u t e n t y c z n ą w s p ó l n o t ę . W K o n g u Conrada jego
biali towarzysze są dwulicowi i nieopanowani. D ż u n g l a jest
kakofoniczna, p r z e p e ł n i o n a zbyt wielu głosami - przeto
głucha, niema i chaotyczna. Malinowski nie był oczywiście na
Trobriandach odizolowany ani od tubylców, ani od przebywa
jących tam białych. Lecz Dziennik przedstawia niestabilne
zmieszanie innych głosów i światów: m a t k i , kochanek, narze
czonej, najlepszego przyjaciela, T r o b r i a n d c z y k ó w , miejsco
wych misjonarzy, k u p c ó w , j a k również głosów z eskapistycznych światów - powieści, k t ó r y m nigdy nie potrafił się oprzeć.
Większość badaczy terenowych rozpozna ten wielogłosowy
dylemat. Lecz Malinowski doświadczał (albo przynajmniej
przedstawia to jego Dziennik) coś podobnego do rzeczywistego
duchowego i emocjonalnego kryzysu - k a ż d y z głosów re
prezentuje p o k u s ę ; autor jest szarpany w zbyt wielu kierun
kach. Tak, j a k M a r l o w w Jądrze ciemności, Malinowski lgnie
do rutyny swojej pracy, rutyny procedur swoich b a d a ń
i swojego dziennika - gdzie w zmieszaniu, z trudem łączy on
w całość swoje rozbieżne światy i pragnienia.
Następujący ustęp z Dziennika ilustruje ten dylemat:
„7.18.18... O teorii religii. Moje etyczne stanowisko w stosun
k u do M a t k i , Stasia, E . R . M . U k ł ó c i a świadomości wynikające
z braku zintegrowanych uczuć i prawdy w stosunku do innych
o s ó b . C a ł a moja etyka jest oparta na podstawowym p o c i ą g u
do spójnej osobowości. W y p ł y w a z tego potrzeba bycia t a k i m
samym w r ó ż n y c h sytuacjach (prawda w stosunku do siebie
samego) i potrzeba, niezbędność, szczerości: cała w a r t o ś ć
przyjaźni opiera się na możliwości w y r a ż a n i a siebie, bycia s o b ą
z całkowitą o t w a r t o ś c i ą . Alternatywa p o m i ę d z y k ł a m s t w e m
i popsuciem wzajemnych relacji. ( M o j a postawa wobec M a t k i ,
Stasia i wszystkich moich przyjaciół była n a p i ę t a ) . M i ł o ś ć nie
wypływa z etyki, lecz etyka z miłości. Nie ma sposobu by
w y d e d u k o w a ć z mojej teorii etykę chrześcijańską. Ale ta etyka
nigdy nie wyraziła rzeczywistej prawdy - kochaj bliźniego
swego - w stopniu faktycznie możliwym. Rzeczywisty problem
to: dlaczego musisz zawsze z a c h o w y w a ć się tak, j a k gdyby B ó g
cię o b s e r w o w a ł ? " (s. 296-297).
Powyższy fragment wywołuje z a k ł o p o t a n i e , ale być m o ż e
uda nam się w y d o b y ć z niego główną kwestię: n i e m o ż n o ś ć
bycia szczerym i n i e m o ż n o ś ć posiadania t y m samym etycznego
centrum. Malinowski odczuwa w y m ó g spójności swojej oso
by. K a r z ą c y Bóg obserwuje k a ż d y jego (niekonsekwentny)
ruch. Nie jest on zatem wolny, by p r z y j m o w a ć r ó ż n e postawy
w odmiennych sytuacjach. Cierpi z powodu faktu, że zasada
szczerości, etyka spójnej o s o b o w o ś c i , oznacza, że będzie
musiał być w nieprzyjemny s p o s ó b p r a w d o m ó w n y wobec
różnych przyjaciół i ukochanych o s ó b . A to by znaczyło - j u ż
znaczy - u t r a t ę przyjaciół: „ A l t e r n a t y w a p o m i ę d z y k ł a m s t
wem i popsuciem wzajemnych relacji".
Nie ma wyjścia. M u s i być wyjście. Z b y t wielka doza
p r a w d o m ó w n o ś c i podkopuje kompromisy życia zbiorowego.
R o z w i ą z a n i e Malinowskiego s k ł a d a się z budowania d w ó c h
spokrewnionych fikcji - swojego, j a " i kultury. C h o c i a ż m o i m
zadaniem nie jest analiza psychologiczna ani biograficzna,
pozwolę sobie po prostu zasugerować, że o d p o w i e d z i ą na ten
dylemat był jego osobisty styl - ekstrawagancki, operowy
- k t ó r y z a r ó w n o oczarował, j a k i irytował współczesnych
Malinowskiemu. D a w a ł o n upust swojej „słowiańskiej" skraj
ności; jego rewelacje na temat samego siebie i swojej pracy byty
wyolbrzymione i zagadkowo parodystyczne. Przybierał nagle
pozy (twierdził, że posiada osobiście wynalezioną „ m e t o d ę
f u n k c j o n a l n ą " ) , p r o w o k u j ą c dosłownie myślących do zwróce
nia uwagi na fakt, że te osobiste prawdy były w pewnym
stopniu fikcją. Jego charakter był teatralny, lecz również
prawdziwy, b y ł a to poza, lecz m i m o to autentyczna. Jednym ze
s p o s o b ó w w j a k i Malinowski starał się z a p a n o w a ć nad s o b ą ,
było pisanie etnografii. Tutaj u k s z t a ł t o w a n e całości , j a "
i kultury, w y d a w a ł y się wzajemnie w z m a c n i a ć alegorie toż
samości. Esej Harry'ego Payne'a Malinowski's Style (1981)
sugestywnie śledzi złożone połączenie powagi autorytetu i f i k cyjności, k t ó r e ustanawia narracyjna forma
Argonautów.
„ W e w n ą t r z ogromnego zakresu [jej] struktury, M a l i n o w s k i
m o ż e określić zmiany w nastawieniu ostrości, tonację i przed
mioty; cykliczny w ą t e k zawsze dostarcza miejsca, do k t ó r e g o
m o ż n a p o w r ó c i ć . Funkcjonalistyczna terapia działa jedynie
heurystycznie. O d k ą d wszystko wiąże się ze wszystkim, m o ż n a
w ę d r o w a ć nie p o p a d a j ą c w chaos" (s. 438). Literacki problem
autorskiego p u n k t u widzenia, wymaganie Jamesa by k a ż d a
powieść była odbiciem „kontrolującej inteligencji", było bole
snym, osobistym problemem autora dziennika trobriandzkiego. Rozległa, wieloperspektywiczna, m e a n d r u j ą c a struk
tura Argonautów, rozwiązuje ten kryzys szczerości. W rezul
tacie, j a k o naukowy, p r z e k o n u j ą c y autor tej fikcji, M a l i n o w s k i
m o ż e być j a k B ó g Flauberta, wszechobecny w tekście, aran
żując entuzjastyczne opisy i naukowe wyjaśnienia, opisując grę
zdarzeń z r ó ż n y c h p u n k t ó w widzenia, zamieszczając osobiste
wyznania i tak dalej.
8
13
Opisy kulturowe w stylu funkcjonalizmu Malinowskiego,
starają się osiągnąć rodzaj ujednoliconego charakteru, lecz
przekonywające uogólnienie zawsze i m umyka. Malinowski
nigdy nie zebrał w całość trobriandzkiej kultury, stworzył on
nie syntetyczny portret, lecz jedynie gęsto skontekstualizowane monografie w a ż n y c h instytucji. Ponadto jego obsesyjne
włączanie do tekstu danych, „ i m p o n d e r a b i l i ó w " i tekstów
w j ę z y k u tubylczym, m o ż n a odczytać j a k o pragnienie z a r ó w n o
niszczenia, j a k i scalania; taki polegający na dodawaniu,
metonimiczny empiryzm p o d w a ż a konstrukcję funkcjonal
nych, synekdochicznych w y o b r a ż e ń . Opisy etnograficzne M a
linowskiego - inaczej niż oszczędne, analityczne, funkcjonalne
przedstawienia Radcliffe-Browna - stanowią r ó ż n o r o d n e ,
swobodne, lecz retorycznie udane formy narracyjne (Payne
1981: 420-421). Fikcyjne ekspresje kultury i tego co subiek
tywne dostarczyły sposobu wyjścia ze s k r ę p o w a n i a szczerością
i całościowością, z Conradowskiej problematyki k ł a m s t w a ,
będącej także zagadnieniem Dziennika.
Istnieją bardziej specyficzne echa Jądra ciemności w osobis
t y m , polskim tekście Malinowskiego. M ó w i ą c o swoich trobriandzkich informatorach, którzy nie chcą w s p ó ł p r a c o w a ć
przy badaniach, przeklina ich słowami Kurtza: „ C h w i l a m i
byłem na nich wściekły, szczególnie dlatego, że po t y m j a k
d a ł e m i m ich porcje tytoniu, wszyscy odeszli. Wszystkie moje
uczucia wobec krajowców stanowczo skłaniają się do zdania
„wytępić te bestie" (s. 69). Malinowski flirtował z rozmaitymi
kolonialnymi rolami białych - włączając w to podobny j a k
w przypadku K u r t z a eksces. W t y m miejscu ta ironiczna
inwokacja daje m u urojone poczucie zapanowania nad stresa
m i b a d a ń terenowych i nad gwałtownością swoich uczuć.
Podobnie j a k M a r l o w w swojej ambiwalentnej dwulicowości
wobec K u r t z a , w Dzienniku Malinowski często stawia czoła
nie dającym się rozdzielić p o r z ą d k o m dyskursu i władzy. M u s i
walczyć o panowanie nad s o b ą w etnograficznych spotkaniach
i potyczkach.
Inne, nieironiczne echo Jądra ciemności daje się słyszeć
w reakcji g ł ę b o k o zmartwionego Malinowskiego na wiado
m o ś ć o śmierci matki, reakcji, k t ó r a wyziera z ostatnich
stronic Dziennika: „ S t r a s z n a tajemnica, k t ó r a otacza śmierć
k o g o ś drogiego, bliskiego. Niewypowiedziane ostatnie słowo
- c o ś , co istniało po to, by rzucać światło, jest pogrzebane,
reszta życia spoczywa w p ó ł ukryta w c i e m n o ś c i " (s. 293).
Malinowski czuje, że pozbawiono go talizmanu M a r l o w a ,
i dwuznacznie pełnego iluminacji i mocy ostatniego słowa
wyszeptanego w momencie śmierci.
Poza mniej lub bardziej bezpośrednimi cytatami, w Dzien
niku m o ż n a z a u w a ż y ć również bardziej o g ó l n e i strukturalne
paralele z Jądrem ciemności. Obie te książki są zapisami
białych mężczyzn znajdujących się na granicy, w miejscu
zagrożenia i rozpadu. W obydwu pojawia się problem płciowości: obydwie przedstawiają innego j a k o konwencjonalnie
sfeminizowanego, jednocześnie niebezpiecznego i kuszącego.
Postacie kobiece w obu tekstach są ujęte albo w duchowe
(miękkie), albo w zmysłowe (twarde) kategorie. Istnieje wspól
na tematyzacja ciągu p o ż ą d a n i a lub braku umiaru zaledwie
kontrolowanego przez pewne decydujące ograniczenie. D l a
Malinowskiego ograniczenie to ucieleśnia się w postaci jego
narzeczonej, k t ó r a wiąże się w jego myślach z angielską karierą
a k a d e m i c k ą , wzniosłą miłością i z małżeństwem. „ M y ś l
o E . R . M . ..." jest w Dzienniku cenzorem dla lubieżnych myśli
o kobietach, miejscowych b ą d ź białych: „ N i e wolno m i
z d r a d z a ć E . R . M . w myśli, to jest p r z y w o ł y w a ć moich wcześ
niejszych s t o s u n k ó w z kobietami, albo myśleć o przyszłych...
Z a c h o w a ć zasadniczą, w e w n ę t r z n ą o s o b o w o ś ć poprzez wszys
tkie t r u d n o ś c i i zmienne koleje. Nie wolno m i nigdy poświęcać
zasad moralnych ani koniecznej pracy, by p o z o w a ć na wesoły
Stimmung i t d . M o i m głównym zadaniem musi być praca.
Ergo: p r a c o w a ć ! " (s. 268).
Jak protagonista Conrada, etnograf zmaga się wciąż by
z a c h o w a ć p o d s t a w o w ą d u c h o w ą niezależność - swoje „własne
prawdziwe j a " , j a k ujmuje to M a r l o w . Przyciąganie niebez
piecznych obcych, dezintegrująca granica, jest odpierana
14
dzięki metodycznej, zdyscyplinowanej pracy. D l a M a r l o w a
n a t r ę t n e zajmowanie się parowcem i żeglugą daje m u „ p o
wierzchowną m ą d r o ś ć " konieczną dla zachowania osobowo
ści. Odwołując się do Dziennika m o ż n a powiedzieć, że nauko
wa praca Malinowskiego służyła podobnemu celowi. Po
wściągliwą, etyczną o s o b o w o ś ć m o ż n a osiągnąć jedynie po
przez pracę. Ta struktura uczucia m o ż e być umiejscowiona
z p e w n ą precyzją w historycznej kategorii p ó ź n o w i k t o r i a ń s kich kolonialnych wyższych sfer i odnosi się ściśle do po
wstawania etnograficznej kultury.
W i k t o r i a ń s c y krytycy społeczni dostrzegli przenikliwy kry
zys, k t ó r e g o p o d s t a w o w ą diagnozę dostarczyła książka M a t hew A r n o l d a Culture and Anarchy: naprzeciw fragmentacji
współczesnego życia stał p o r z ą d e k i całościowość kultury.
Raymond Williams (1966) przedstawił subtelny opis humanis
tycznych reakcji na b e z p r z y k ł a d n ą technologiczną i ideo
logiczną transformację jakiej uległa praca w połowie dziewięt
nastego stulecia. Charakterystyczne jest niezwykłe twierdzenie
George Eliot: z trzech słów „ B ó g " , „ N i e ś m i e r t e l n o ś ć " i „ O b o
w i ą z e k " , k t ó r e wypowiada "ze straszną p o w a g ą , j a k ż e niepo
jęte jest pierwsze, j a k ż e niewiarygodne drugie i jeszcze j a k ż e
ostateczne i absolutne trzeciel" (cytowane u Houghtona
1957:43). O b o w i ą z e k stał się p r z e m y ś l a n y m wierzeniem, upra
g n i o n ą wiernością przejawom konwencji i pracy (rozwiązanie
Carlyle'a). Ian W a t t p r z e k o n y w a j ą c o powiązał Conrada z t a k ą
właśnie odpowiedzią (1979:148-151). M a r l o w w ś r o d k u A f
ryki, dla ratowania drogiego życia, uczepił się swojego parow
ca, rutynowych o b o w i ą z k ó w związanych z jego o b s ł u g ą
i żeglowaniem. Struktura ta trwa w Dzienniku Malinowskiego,
z jego stałym napominaniem siebie by u n i k a ć rozwiązłych
dystrakcji i zabierać się do pracy. W problematyce kultury
i anarchii ( k t ó r a w pluralistycznych, antropologicznych poję
ciach kultury obstaje przy przewadze p o r z ą d k u i systemu nad
nieładem i konfliktem), osobowa i zbiorowa istota rzeczy musi
być wciąż podtrzymywana. Etnograficzny punkt widzenia,
k t ó r y m się t u zajmujemy, znajduje się połowicznie poza tymi
procesami, zachowując ich lokalne, dowolne lecz nieodzowne
wytwory.
K u l t u r a , fikcyjne wyobrażenie zbiorowe, jest p o d s t a w ą dla
indywidualnej tożsamości i wolności. J a ź ń , „własne praw
dziwe j a " M a r l o w a , jest produktem pracy, ideologiczną
konstrukcją, k t ó r a jest m i m o to konieczna, jest p o d w a l i n ą
etyki. A l e od kiedy zaczęto spostrzegać k u l t u r ę j a k o przedmiot
i p o d s t a w ę , j a k o jeden z systemów znaczeń, etnograficzne „ j a "
nie m o ż e j u ż dłużej zapuszczać korzeni w bezpośredniej
tożsamości. Edward Said powiedział o Conradzie, że jego
g ł ó w n y m wysiłkiem, odzwierciedlonym w pisarstwie, było
„osiągnięcie charakteru" (1966:13). Rzeczywiście, zrekonst
r u o w a ł on samego siebie d o ś ć starannie w postaci „angiels
kiego" pisarza, postaci mówiącej w słowie „ o d autora", k t ó r e
m ó g ł później d o d a w a ć do k a ż d e g o ze swoich u t w o r ó w . T a
konstrukcja własnego „ j a " była z a r ó w n o sztuczna, j a k i śmier
telnie p o w a ż n a . ( M o ż n a zobaczyć ten proces sparodiowany
w Jądrze ciemności przez Buchaltera, k t ó r y wydaje się dosłow
nie „ t r z y m a ć w sobie" dzięki swojemu śmiesznie formalnemu,
lecz w pewien s p o s ó b godnemu podziwu, ubiorowi.) A wszyst
ko to nadaje szczególnej pikanterii zdaniu, k t ó r e kończy
opublikowany Dziennik: „ N a p r a w d ę brak m i prawdziwego
charakteru."
J e d n a k ż e Malinowski u r a t o w a ł własne , j a " przed dezinteg
racją i depresją. O w o , j a " m i a ł o się wiązać, tak j a k u Conrada,
z procesem pisania. W t y m kontekście warto z b a d a ć i n n ą
strefę p o d o b i e ń s t w a p o m i ę d z y Dziennikiem i Jądrem ciemno
ści: rolę nie przystających do siebie tekstów. P o k a w a ł k o w a n a
subiektywność w y r a ż o n a w obydwu książkach jest subiektyw
nością pisarza, a siła ciążenia r ó ż n y c h p r a g n i e ń i j ę z y k ó w
manifestuje się w szeregu pełnych sprzeczności zapisów.
Najsłynniejszym p r z y k ł a d e m w Jądrze ciemności, jest na
strojony na zbyt w y s o k ą n u t ę referat K u r t z a na temat tępienia
dzikich obyczajów, raptownie przekreślony jego własną na-
g r y z m o l o n ą u w a g ą „wytępić wszystkie te bestie". A l e innym,
równie znaczącym tekstem, porzuconym w dżungli Conrada
jest dziwna książka, k t ó r ą odkrywa M a r l o w podczas jednego
z d w ó c h tylko, niebezpiecznych m o m e n t ó w opuszczenia po
k ł a d u swojego parowca (podczas drugiego mocuje się z K u r t zem, by wrócił on z dziczy). W szopie na brzegu rzeki M a r l o w
popada w niemal mistyczną z a d u m ę :
„ P o z o s t a ł prymitywny stół - deska na d w ó c h pniakach; kupa
śmieci leżała w ciemnym kącie, a k o ł o drzwi p o d n i o s ł e m
z ziemi książkę. Nie m i a ł a o k ł a d k i , k a r t k i jej od częstego
użytku stały się niezmiernie brudne i miękkie; ale grzbiet
zeszyto troskliwie na nowo białą b a w e ł n ą , k t ó r a wyglądała
jeszcze czysto. Znalezienie tej książki b y ł o czymś nadzwy
czajnym. T y t u ł jej brzmiał: Badania dotyczące pewnych zagad
nień marynarskich przez j a k i e g o ś Towsera, Towsona czy c o ś
w t y m rodzaju, kapitana marynarki jego królewskiej mości.
W y g l ą d a ł o to na dość n u d n ą lekturę, i l u s t r o w a n ą wykresami
i odstręczającymi tablicami - a ów egzemplarz pochodził
sprzed sześćdziesięciu lat. O g l ą d a ł e m zdumiewający antyk
z j a k największą delikatnością, aby m i się nie rozleciał
w rękach. Towson czy Towser rozpisywał się z p o w a g ą
o nadmiernym przeciążeniu o k r ę t o w y c h ł a ń c u c h ó w i takielunk u tudzież innych t y m podobnych m a t e r i a ł a c h . Niezbyt
porywająca książka; ale na pierwszy rzut oka dostrzegało się
w niej szczery zamiar, uczciwą troskę o właściwe ujęcie tematu
- i to sprawiało, że nie tylko światło wiedzy biło ze skromnych
kartek, k t ó r e powstały przed t y l u laty. Dzięki prostemu
staremu marynarzowi i jego opowiadaniu o ł a ń c u c h a c h i dźwi
gach z a p o m n i a ł e m o dżungli i pielgrzymach w rozkosznym
poczuciu, że z e t k n ą ł e m się z czymś bezsprzecznie realnym. J u ż
znalezienie tam takiej książki było zadziwiające, ale bardziej
jeszcze zdumiały mnie notatki skreślone ołówkiem na mar
ginesach, o d n o s z ą c e się wyraźnie do tekstu. Nie chciałem
wierzyć w ł a s n y m oczom! Były pisane szyfrem! Tak, to wy
glądało na szyfr. W y o b r a ź c i e sobie człowieka, k t ó r y taszczy za
sobą w bezludzie książkę tego rodzaju i studiuje j ą - i robi
notatki - szyfrem w dodatku! Była to cudaczna tajemnica."
(s. 58-59)
9
Powyższy fragment ma religijne akcenty - cudowne szczą
t k i , raptowny ruch gry w y o b r a ź n i - od brudu i upadku po
transcendencję i światło a stąd w tajemnicę, naiwne świad
czenie o chwili prawdy. Musimy b y ć ostrożni, by nie interp
retować zainteresowania M a r l o w a Badaniami j a k o zwykłej
nostalgii za morzem, chociaż t u leży część ich czaru. Rosyjski
„ a r l e k i n " , k t ó r y okazuje się b y ć właścicielem książki, wydaje
się czytać j ą przede wszystkim w ten s p o s ó b , gdyż prowadzi
d o k ł a d n e notatki, przypuszczalnie dotyczące treści książki,
tak j a k gdyby studiował sztukę żeglarską. J e d n a k ż e dla
M a r l o w a inspiracja wypływająca z tej książki p o d ą ż a w pe
wien s p o s ó b d o k ł a d n i e poza to, co w niej zapisane, wykracza
j ą c poza łańcuchy, statki i takielunek, „ r o z ś w i e t l a j ą innym niż
zawodowe światłem". M a r l o w zwraca u w a g ę nie na treść, lecz
na język. Interesuje go staranne rzemiosło starego żeglarza;
s p o s ó b w j a k i sprawia on, że książka i jego „ w y w ó d " wydają
się b y ć konkretne - aż po abstrakcyjne tablice pełne liczb.
T o , co urzeka M a r l o w a , nie wiąże się przede wszystkim
z możliwością ustalenia autorstwa. Stary w i l k morski „ T o w s e r
czy Towson, czy coś w t y m rodzaju, kapitan marynarki jego
królewskiej m o ś c i " , jest osobiście nieuchwytny, to nie jego
istnienie ma tutaj znaczenie, lecz język. Człowiek ten wydaje
się rozpływać w bliżej nieokreślonej typowości; to, co ma
znaczenie, to jego prosta angielszczyzna. Z n a c z ą c e jest zatem,
że tekstowi nie udaje się zjednoczyć tych d w ó c h swoich równie
zagorzałych czytelników; a kiedy w k o ń c u się spotkają,
Rosjanin nie posiada się z radości, m o g ą c p o w i t a ć kolegę
marynarza, podczas gdy M a r l o w jest rozczarowany, że nie
znalazł w n i m Anglika. Problemem jest t u lektura i w s p ó l n o t a
lektury. Ten sam egzemplarz książki wywołuje różne, c h o ć
r ó w n i e pełne szacunku reakcje. N i e m o g ę z b a d a ć w t y m
miejscu biograficznego znaczenia tej rozbieżności: Conrad
pozbył się właśnie oficjalnej
rosyjskiej przynależności
p a ń s t w o w e j , przyjmując obywatelstwo brytyjskie, a arlekin
w s p o s ó b uzasadniony łączy się z m ł o d y m w ę d r o w c e m ,
Korzeniowskim, k t ó r y stał się Conradem. Wystarczy to, by
zauważyć radykalny relatywizm: dystans p o m i ę d z y dwoma
sposobami czytania. „Szyfr" udowadnia to graficznie, a jeśli
uwagi na marginesie okazują się później napisane w języku
europejskim, to w żaden s p o s ó b nie pomniejsza to graficznego
obrazu odrębności. (Przypomina to uczucie niepokoju jakiego
doświadcza się znajdując dziwne znaki w książce, k t ó r e później
rozpoznaje się j a k o swoje własne, uczynione - w innej osobie
- podczas wcześniejszej lektury.)
T y m co istnieje dalej, jest jedynie książka sama w sobie.
Zaczytana i pozbawiona o k ł a d e k - czegoś, co m o ż e sym
bolizować kontekst jej oryginalnej publikacji - tekst pisany
musi b y ć odporny na zniszczenie, kiedy p o d r ó ż u j e przez
przestrzeń i czas. Po sześćdziesięciu latach - czyli tyle, co
długość życia ludzkiego - przychodzi chwila dezintegracji.
Dziełu autora grozi pójście w niepamięć, lecz czytelnik z t r o s k ą
zszywa stronice w j e d n ą całość. N a s t ę p n i e książka oddana jest
na zatracenie gdzieś na obcym kontynencie, jej żeglarska treść
osiada na mieliźnie z braku kontekstu - i raz jeszcze czytelnik
przychodzi jej na ratunek. Ratunek jest jednym z kluczowych
o b r a z ó w w dziele Conrada; akt pisania zawsze poszukuje
ocalenia w w y o b r a ż o n y m akcie czytania. Z n a c z ą c o tekst,
k t ó r y w Jądrze ciemności znaczy najwięcej, jest jednocześnie
tekstem najmniej o d n o s z ą c y m się do kontekstu całości.
Doświadczenie b a d a ń terenowych Malinowskiego jest wy
pełnione pełnymi sprzeczności zapiskami: szczegółowymi no
tatkami terenowymi z b a d a ń pisanymi po angielsku i w j ę z y k u
kiriwiriskim; tekstami w języku tubylczym zapisywanymi
często na odwrocie listów z zagranicy; polskimi (faktycznie
wielojęzycznymi) zapiskami w dzienniku; k o r e s p o n d e n c j ą
p r o w a d z o n ą w wielu językach; i wreszcie zbiorem tekstów, nad
k t ó r y m warto z a t r z y m a ć się przez chwilę - a mianowicie nad
powieściami, k t ó r y m nie potrafił się oprzeć. Te ostatnie
zawierają całość opisanych światów, k t ó r e wydają się czasami
bardziej realne (w k a ż d y m razie bardziej p o ż ą d a n e ) , niż
codzienna praca badawcza, z towarzyszącymi jej wieloma
niepełnymi, sprzecznymi notatkami, w r a ż e n i a m i , danymi,
k t ó r e trzeba uczynić spójnymi. Malinowski łapie się na
„ucieczce o d " trobriandzkiej rzeczywistości „ d o towarzystwa
londyńskich s n o b ó w Thackeraya i chęci p o d ą ż a n i a za nimi
ochoczo ulicami wielkiego miasta". (Eskapistyczne lektury
etnografów przebywających w terenie, w y m a g a j ą o d r ę b n e g o
eseju.)
Powieści, k t ó r e pochłaniają Malinowskiego, sugerują od
słaniającą się, chociaż n i e d o s k o n a ł ą p a r a r e l n o ś ć z Badaniami
Towsera - z i n n ą , cudownie nie dającą się o d e p r z e ć fikcją,
k t ó r a pojawia się w samym centrum pełnego konfuzji do
świadczenia. K s i ą ż k a Towsera pokazuje możliwość m ó w i e n i a
prawdy osobiście i autentycznie; i wskazuje na pisarstwo
(cudowna o b e c n o ś ć w nieobecności) j a k o na ratunek. A l e
Towser jest również p o k u s ą , j a k powieści w przypadku
Malinowskiego: odciąga M a r l o w a od pracy, parowca i wpro
wadza w rodzaj marzenia przyprawiającego o z a w r ó t głowy.
Takie lektury są upragnionymi sferami łączności duchowej,
miejscami, gdzie s p ó j n a subiektywność m o ż e zostać odzys
kana w fikcyjnej powieściowej identyfikacji z p e ł n y m głosem
albo światem. Towser i te powieści p r o p o n u j ą ż y w o t n ą d r o g ę
ponad fragmentarycznością, p r z e z n a c z o n ą nie tyle dla oczaro
wanego nimi czytelnika, lecz dla ciężko pracującego, twór
czego pisarza. D l a Malinowskiego ratunek leży w tworzeniu
realistycznych kulturowych fikcji, z k t ó r y c h Argonauci stali się
jego pierwszym urzeczywistnionym sukcesem. Z a r ó w n o w po
wieściach, j a k i w pracach etnograficznych, „ j a " j a k o autor
przedstawia r ó ż n o r a k i e dyskursy i sceny wiarygodnego świa
ta.
*
Porzucone, nie p o w i ą z a n e z całością teksty w Jądrze ciemno
ści i Dzienniku, są strzępami światów; tak j a k nie p o w i ą z a n e są
notatki z b a d a ń terenowych. Trzeba z nich zbudować praw
dopodobny opis. A b y zunifikować tę niechlujną scenę pisars-
15
k ą , konieczne jest wybranie, połączenie, przerobienie (i w ten
s p o s ó b usunięcie w cień) tych tekstów. D l a Malinowskiego
p r a w d z i w ą fikcją, rezultatem tych zabiegów, są Argonauci
i cała seria etnograficznych prac z T r o b r i a n d ó w , a dla
Conrada Szaleństwo
Almayera i długi proces uczenia się
pisania książek po angielsku, k t ó r y c h kulminacją było jego
pierwsze arcydzieło, Jądro ciemności. Oczywiście są to r ó ż n e
doświadczenia pisarskie: prace etnograficzne są równocześnie
podobne i niepodobne do powieści. A l e w pewien znaczący
ogólny s p o s ó b te dwa doświadczenia ustanawiają proces
fikcyjnej autokreacji w o d n o ś n y c h systemach kultury i języka,
k t ó r e nazywam etnograficznymi. Jądro ciemności odtwarza
i w s p o s ó b ironiczny zwraca u w a g ę na ten proces. Argonauci są
książką mniej refleksyjną, ale z a r ó w n o t w o r z ą k u l t u r o w ą
fikcję, j a k i ogłaszają pojawienie się obdarzonej autorytetem
postaci: Bronisława Malinowskiego - antropologa w n o w y m
stylu. P o s t a ć ta, w y p o s a ż o n a w coś, co Malinowski n a z w a ł
„ m a g i ą etnografa", nowy rodzaj intuicji i doświadczenia, nie
p o w s t a ł a szczerze m ó w i ą c w czasie b a d a ń w terenie. N i e
przedstawia ona doświadczenia badawczego, lecz je racjonali
zuje. Dziennik pokazuje to wyraźnie, p o n i e w a ż badania tere
nowe, j a k i większość podobnych b a d a ń , były ambiwalentne
i niezdyscyplinowane. Skonfudowana subiektywność, k t ó r ą
opisują, jest zdecydowanie r ó ż n a od tej zainscenizowanej
i p o w t ó r n i e opisanej w Argonautach. Kiedy Dziennik został po
raz pierwszy opublikowany w r o k u 1967, rozbieżność ta
szokowała, p o n i e w a ż obdarzony autorytetem obserwator
uczestniczący, j a k i postawa życzliwego rozumienia innego,
jest tam po prostu nieuchwytna. N a o d w r ó t , to co widoczne, to
w y r a ź n a ambiwalencja w stosunku do T r o b r i a n d c z y k ó w ,
empatia pomieszana z p o ż ą d a n i e m i awersją, nie występująca
nigdzie w Argonautach, gdzie p a n u j ą zrozumienie, skrupulat
n o ś ć i wielkoduszność.
Istnieje pokusa, by z a p r o p o n o w a ć stwierdzenie, że etno
graficzny s p o s ó b rozumienia (spójna postawa w s p ó ł o d c z u w a nia i hermeneutycznego z a a n g a ż o w a n i a ) ukazuje się bardziej
jako kreacja etnograficznego pisarstwa niż konsekwentna
j a k o ś ć etnograficznego doświadczenia. W k a ż d y m razie to, co
Malinowski osiągnął w pisarstwie, było jednocześnie (1)
fikcyjną inwencją na temat T r o b r i a n d c z y k ó w , wynikłą z masy
notatek z b a d a ń w terenie, d o k u m e n t ó w , w s p o m n i e ń i tak
dalej, oraz (2) konstruowaniem nowej publicznej postaci,
antropologa j a k o badacza terenowego, persony, której status
m ó g ł być dalej szczegółowo opracowany przez Margaret
Mead i innych. W a r t o zauważyć, że osoba antropologa j a k o
obserwatora uczestniczącego nie była profesjonalnym wize
runkiem, na temat k t ó r e g o Malinowski fantazjował w Dzien
niku (wizerunkiem, k t ó r y pociągałby za s o b ą rycerstwo,
„ T o w a r z y s t w a K r ó l e w s k i e " , " N o w e H u m a n i z m y " i t y m po
dobne). Był o n raczej artefaktem wersji, k t ó r ą retrospektywnie
z b u d o w a ł w Argonautach. Ł ą c z ą c a n t r o p o l o g i ę z badaniami
terenowymi, Malinowskiemu u d a ł o się stworzyć najlepszą
opowieść, optymalnie sprostać wymogom okoliczności.
Uwagi te p r o w a d z ą nas do problemu obecnego w roz
w a ż a n i a c h nad etnograficznymi pracami Malinowskiego,
a w rzeczywistości niemalże całej twórczości etnograficznej.
Dzięki wzrastającej ilości konfesyjnych i analitycznych opi
sów, wiemy coraz więcej o doświadczeniach i ograniczeniach
związanych z badaniami terenowymi. A l e faktyczny proces
pisania prac etnograficznych, pozostaje niejasny i niezanalizowany. Wiemy co nieco o badaniach Malinowskiego na T r o b
riandach w 1914 i 1918 roku, ale nie wiemy faktycznie nic
o t y m , co robił na Wyspach Kanaryjskich w latach 1920 i 1921.
(Pisał w ó w c z a s Argonautów zachodniego Pacyfiku.)
Dziennik pozostawia nas w zawieszeniu. Istnieje nagła luka
w pisaniu, k t ó r a , j a k dowiadujemy się ze skąpych ujawnień,
kiedy tekst zmaga się z podejmowaniem w ą t k u na nowo,
sygnalizuje przybycie w i a d o m o ś c i o śmierci m a t k i . Pojawia się
rozpaczliwa,. k o ń c z ą c a strofa: „ N a p r a w d ę brak m i praw
dziwego charakteru". Milczenie. Trzy lata później M a l i n o w s k i
pojawia się ponownie j a k o autor Argonautów, b ę d ą c y c h aktem
kreującym nowy typ antropologa-badacza terenowego. Co
16
zaszło w t y m czasie? Podobnie j a k Conrad w okresie p o m i ę d z y
b e z ł a d n y m odwrotem ze swojej afrykańskiej przygody, a suk
cesem Jądra ciemności, M a l i n o w s k i z a a k c e p t o w a ł trzy główne
zobowiązania: (1) wobec pisarstwa, (2) wobec m a ł ż e ń s t w a i (3)
wobec określonej publiczności, a t a k ż e o k r e ś l o n e g o języka
i kultury.
Wyspy Kanaryjskie są intrygującą scenerią dla pisarskiej
kuracji Malinowskiego. U d a ł się tam dla zdrowia, ale w y b ó r
ten był p r z e s ą d z o n y z góry. Kusi by spojrzeć na to miejsce j a k o
graniczny punkt najdalszego k r a ń c a Europy, odpowiedni dla
wyrwanego ze swego ś r o d o w i s k a Polaka, który pisze o etno
grafii wysp Pacyfiku. J e d n a k ż e ważniejszy jest fakt, że j u ż
wcześniej spędził o n na Wyspach Kanaryjskich wakacje z
m a t k ą . Teraz jest t u znowu, ze swoją n o w ą ż o n ą , k o ń c z ą c
swoje pierwsze ważne dzieło. Przebywa całkowicie w sferze
zastępczej, składającej się z serii k o m p r o m i s ó w i zastępstw.
D l a Malinowskiego, tak j a k dla Conrada, trzy z tych zastępstw
są najistotniejsze: (1) rodzina, w której ż o n a zastępuje m a t k ę ;
(2) język, gdzie język macierzysty zostaje porzucony na rzecz
angielskiego; i (3) pisarstwo, gdzie zapisy i teksty zastępują
bezpośrednie doświadczenie rozmowy. Ostatecznie pierwszeń
stwo uzyskał arbitralny k o d jednego języka: angielskiego.
Język macierzysty ustępuje, a (w t y m punkcie sprawy osobiste
i polityczne zbiegają się) angielski dominuje: w n i m znajduje
swą reprezentację i tłumaczenie kiriwiński. K u l t u r o w a przyna
leżność jest ustanowiona przez m a ł ż e ń s t w o . T ę s k n o t a za
szczerą w y m i a n ą myśli ustępuje przed g r ą pisanych namiastek.
W niektórych z tych zmian i zastępstw z pewnością szło
o powodzenie w pisaniu na Wyspach Kanaryjskich. Dziennik
Malinowskiego kończy się wraz ze śmiercią jego matki;
Argonauci są ratunkiem, zapisem k u l t u r y .
10
Jeszcze kilka k o ń c o w y c h uwag o współczesnym statusie
autora prac etnograficznych: kiedy po raz pierwszy opub
likowano Dziennik Malinowskiego, w y d a w a ł się on skan
daliczny. W z o r o w y antropolog z Argonautów, faktycznie nie
zawsze zachowywał pełne zrozumienia i życzliwe podejście
wobec swoich i n f o r m a t o r ó w ; stan jego umysłu w czasie b a d a ń
w terenie z pewnością nie był ani c h ł o d n y ani obiektywny;
opowieść o etnograficznych badaniach włączona w s k o ń c z o n ą
m o n o g r a f i ę , była stylizowana i wybiórcza. Fakty te, raz
włączone w publiczne świadectwa antropologii, wstrząsnęły
fikcją kulturowego relatywizmu j a k o stabilnej subiektywności,
zakwestionowały punkt widzenia „ j a " , k t ó r e rozumie i przed
stawia k u l t u r o w o innego. Po pojawieniu się
Dzienników
m i ę d z y k u l t u r o w e zrozumienie o k a z a ł o się retorycznym к о п struktem, k t ó r e g o w y w a ż o n e zrozumienie zostało przecięte
przez ambiwalencję i siłę.
Przywołajmy los g w a ł t o w n y c h b a z g r o ł ó w K u r t z a w Jądrze
ciemności, „ W y t ę p i ć wszystkie te bestie". M a r l o w odrywa ó w
przeklęty, prawdziwy suplement, o d d a j ą c do belgijskiej prasy
r o z p r a w ę K u r t z a na temat dzikich obyczajów. Jest to wymow
ny gest i podsuwa on kłopotliwe pytanie dotyczące Malinows
kiego i antropologii: Co jest zawsze odrywane, niejako po to,
by b u d o w a ć publiczny, wiarygodny dyskurs? W Argonautach
Dziennik został wyłączony, niejako „ p o w t ó r n i e napisany",
w procesie nadawania całości kulturze (trobriandzkiej) i włas
nemu „ j a " (uczonemu etnografowi). W ten s p o s ó b antropolo
gia oparta na badaniach terenowych, konstytuuje swój auto
rytet, konstruuje i rekonstruuje spójnych k u l t u r o w o innych
i interpretujące „ j a " . Jeżeli ta etnograficzna autokreacja
z a k ł a d a z góry k ł a m s t w a pominięcia i k ł a m s t w a retoryki, czyni
ona również m o ż l i w y m mówienie mocnych prawd. A l e tak j a k
opowieść M a r l o w a na p o k ł a d z i e Nellie, prawdy kulturowych
opisów są pełne znaczenia dla określonych społeczności,
w k t ó r y c h dokonuje się interpretacja w określonych historycz
nych warunkach. W ten s p o s ó b „ o d r y w a n i e " , przypomina
Nietzsche, jest równocześnie aktem cenzury, jak i aktem
znaczącego tworzenia, zniesieniem niespójności i przeciwstawności. Najlepsze etnograficzne fikcje s ą - j a k u Malinowskiego
- zawile prawdziwe; lecz zawarte w nich fakty, j a k wszystkie
fakty w naukach o człowieku, są poklasyfikowane, skontekstualizowane, włączone w narrację i wyostrzone.
W ostatnich latach pojawiły się nowe formy etnograficznego
realizmu, bardziej dialogiczne i nie k o ń c z ą c e się w swoim
narracyjnym stylu. „ J a " i ten inny, kultura i jej interpretatorzy,
występują j a k o byty mniej godne zaufania. S p o ś r ó d tych,
którzy zrewidowali autorytet i r e t o r y k ę etnografii w y c h o d z ą c
z jej wnętrza, chciałbym w s p o m n i e ć tylko trzech ( k t ó r y c h
Clifford Geertz wyróżnił za krytycyzm w serii prowokacyj
nych w y k ł a d ó w na temat pisania etnografii): Paula Rabinowa,
Kevina Dwyera i Vincenta Crapanzano. ( Z powodu grzechu
samochwalstwa, Geertz n a z w a ł ich „dziećmi Malinowskie
go".) Tych trzech m o ż e r e p r e z e n t o w a ć wielu innych aktualnie
zajmujących się złożoną dziedziną tekstowych e k s p e r y m e n t ó w
na pograniczu akademickiej e t n o g r a f i i . Powiedziałem, że
antropologia wciąż czeka na swojego Conrada. Współcześni
eksperymentatorzy na wiele s p o s o b ó w spełniają tę rolę. Balan
sują t w ó r c z o , tak j a k robił to Conrad - i j a k , w s p o s ó b bardziej
ambiwalentny, balansuje sam Geertz - p o m i ę d z y realizmem
a modernizmem. Eksperymentatorzy odsłaniają w swoich
pracach ostre odczucie wykreowanego, przypadkowego stanu
11
12
PRZ
1
Na temat rozwoju pojęcia kultury patrz Williams 1966, Stoc
king 1968 i rozdział 10 tej książki. Na nowość i kruchość zachod
niego pojęcia jednostki zwrócił uwagę Mauss 1938. Było to być może
pierwsze etnograficzne ujęcie tego tematu.
Pełna analiza zmian w „kulturze" powinna z góry zakładać
istnienie sił uznanych przez Raymonda Williamsa (1966) za deter
minanty: uprzemysłowienia, konfliktu społecznego, narodzin kul
tury masowej. Należałoby dodać do nich potrzebę rozumienia przez
wysokie warstwy społeczeństw kolonialnych coraz bardziej dostęp
nej różnorodności naszej planety jako rozproszonej całości. Przed
stawianie na mapie ludzkiego porządkowania świata jako odręb
nych kultur potwierdza, że trzymają się one razem - będąc
odrębnymi.
Interpretacja, którą tutaj proponuję, sporo zawdzięcza wcześ
niejszym interpretatorom Conrada; najbardziej godnymi uwagi
spośród nich są Edward Said i Ian Watt. W warstwie biograficznej
czerpie ona z klasycznych prac takich autorów, jak: Baines 1960;
Watt 1979; Karl 1979 i Najder 1983. Moje podejście do Jądra
ciemności jako alegorii pisarstwa oraz borykanie się z językiem
i kulturą, tak jak wyłaniają się one w dwudziestowiecznych definic
jach, jest - jak sądzę - podejściem nowym, ale czerpie ono w wielu
punktach z dobrze ustalonych już kwestii w studiach conradows
kich. Nie cytuję poszczególnych źródeł dla faktów biograficznych,
oprócz tych, które nie były - według mojej wiedzy - rozważane
w literaturze przedmiotu.
Zestawiam Argonautów i Dziennik, by naświetlić krytyczną
sprzeczność pomiędzy dwoma najbardziej znanymi zapisami meto
dy badawczej Malinowskiego. Czasem przesadnie upraszczam prze
bieg badań i pisarstwa Malinowskiego; Dziennik rzeczywiście opisu
je pracę wykonaną na Trobriandach i Mailu. Koncentrując się na
tych dwóch tekstach pomijam inne zapisy, które wprowadziłyby
komplikacje, w szczególności pewne nie publikowane i aktualnie
niedostępne dzienniki, łącznie z Natives of Mailu (1915) i Baloma:
The Spirits of the Dead in the Trobriand Islands (1916) Malinows
kiego. W tych dwóch ostatnich pracach można dostrzec jak
wypracowuje on osobisty i naukowy etnograficzny styl, który osiąga
swój pełny wyraz w Argonautach. Sporządzając biograficzny zapis,
całościowy portret pracy terenowej Malinowskiego albo opis melanezyjskiej kultury i historii, każde z tych podejść pociągnęłoby za
sobą wybór innego zbioru dokumentów. Ponadto zatrzymując się
na roku 1922 pomijam fakt, że Malinowski stale na nowo przerabiał
dialog z Trobriandami. Jego ostatnia wielka monografia Ogrody
koralowe i ich magia w ważny sposób eksperymentalnie i samokrytycznie kwestionuje retoryczną postawę, którą zajmował w Ar
gonautach.
Podobny do mojej rodzaj lektury, lecz z innym ogólnym
rozłożeniem akcentów, prezentuje J. Hillis Miller 1965. Znajdujemy
tam mocne argumenty, by spojrzeć na Jądro ciemności niejako na
pozytywny wybór „kulturowego kłamstwa", ale jako coś, co
2
3
4
5
wszelkich kulturowych opisów (i wszystkich a u t o r ó w o p i s ó w
kulturowych).
Ci obdarzeni autorefleksją pisarze, zajmują ironiczną po
stawę w ramach o g ó l n e g o projektu etnograficznej subiektyw
ności i kulturowego opisu. Stoją oni, j a k i m y wszyscy, na
niepewnym historycznym gruncie, w miejscu, z k t ó r e g o m o ż e
my rozpocząć analizę ideologicznej matrycy, k t ó r a wytworzy
ła etnografię, m n o g o ś ć definicji kultury, i J a " usytuowane
tak, by m e d i o w a ć pomiędzy sprzecznymi światami znaczenia.
(Stwierdzenie, że ten historyczny grunt jest, na przykład,
postkolonialny b ą d ź postmodernistyczny, nie m ó w i wiele
- z wyjątkiem faktu nazwania tego, co m o ż n a mieć nadzieję, że
nie musi j u ż dłużej istnieć.) Faktycznie większość piszących
dzisiaj s a m o ś w i a d o m y c h e t n o g r a f ó w o nastawieniu hermeneutycznym sięga przynajmniej tak daleko j a k czynił to
Conrad w Jądrze ciemności, przynajmniej w przedstawianiu
narracyjnego znaczenia. W s k a z u j ą oni teraz na zagadnienie
drugiego narratora na p o k ł a d z i e Nellie, j a k gdyby mówili
razem z M a r l o w e m : „ W y , koledzy, możecie z tego oczywiście
więcej zrozumieć niż j a p o d ó w c z a s . W y rozumiecie mnie,
k t ó r e g o znacie." (s. 42)
Przełożył Maciej K r u p a
PISY
podkopuje wszelką prawdę, jako bardziej tragiczny, ciemny, czy
wreszcie nihilistyczny tekst. Niewątpliwie zarówno w formie, jak
i w treści, opowieść ta zmaga się z nihilizmem. Mimo to dramatyzuje
ona udaną konstrukcję fikcji, przypadkową, podkopaną, lecz osta
tecznie potężną opowieść, pełną znaczenia ekonomię prawd
i kłamstw. Świadectwo biograficzne wzmacnia moją sugestię, że
Jądro ciemności jest historią ograniczonego, lecz wyraźnego sukcesu
w mówieniu prawdy. Jak już wcześniej zaznaczyłem, historia ta
została napisana zaraz po tym, gdy Conrad ostatecznie zdecydował
postawić wszystko na swoją karierę pisarską w języku angielskim.
Jesienią 1898 roku opuścił Essex i ujście Tamizy (miejsce pomiędzy
lądem a morzem) dla Kentu, by mieszkać blisko innych pisarzy,
takich jak H.G. Wells, Stephen Crane, Ford Maddox Ford^Henry
James. Przeprowadzka ta, która nastąpiła zaraz po ostatnim
udokumentowanym poszukiwaniu posady morskiej, rozpoczęła
najbardziej produktywne lata pracy literackiej Conrada. Złamana
została poważna pisarska blokada; Jądro ciemności wyłoniło się
w nietypowym dla niego pośpiechu. Z punktu widzenia tej decyzji
opowieść sięga dekadę wstecz, do początków zwrotu Korzenio
wskiego w stronę pisarstwa, kiedy to w Kongu jego bagaż zawierał
pierwsze rozdziały Szaleństwa Almayera. W próbie odczytania, jaką
próbuję tu naszkicować, Jądro ciemności dotyczy głównie pisarstwa,
mówienia prawdy w jej najbardziej odstręczającej, niedialogicznej
formie. Conradowi udało się zostać angielskim pisarzem, ograniczo
nym głosicielem prawdy. Nie ma zatem nic dziwnego w tym, że
w zmąconej kakofonii dżungli Marlow tęskni za angielskimi słowa
mi. Kurtz częściowo kształcił się w Anglii, a jego matka - przypom
nijmy - była na wpół Angielką. Od samego początku Marlow szuka
osobistego i zasadniczego głosu Kurtza; i w końcu „ten wtajem
niczony duch, który przyszedł z głębi nicości, zaszczycił mnie
zdumiewającą ufnością przed swym ostatecznym zniknięciem. A to
z tego powodu, że mógł mówić ze mną po angielsku" (s. 76). Nie
mogę tutaj rozważać wielu złożoności w prezentowaniu i ocenianiu
różnych języków w Jądrze ciemności.
6
W książce Reading for the Plot (1984:259-260) Peter Brooks
subtelnie zauważa, że Jądro ciemności prezentuje swoje prawdy
raczej jako „narracyjne sprawozdanie" niż „rekapitulację" (jak
w ostatnich słowach Kurtza). Znaczenie w opowiadaniu nie jest
odsłaniającym się jądrem; istnieje poza nim, dialogicznie, w szcze
gólnych przekazach; jest ono „umiejscowione w szczelinach pomię
dzy opowieścią a jej ramą, rodzi się ze stosunku pomiędzy opowiada
jącymi a słuchaczami". Podkreślając „nieskończoną analizę" tej
powieści, Brooks minimalizuje stabilizującą funkcję pierwszego
narratora jako szczególnego słuchacza (czytelnika), nie nazwanego,
ani nie ograniczonego kulturową funkcją jak pozostałe osoby na
pokładzie. Ta nieuchwytność słuchacza gwarantuje szczególną
ironiczną władzę, możliwość patrzenia i bycia niewidocznym, mó
wienia o względnych prawdach bez napotykania sprzeciwu lub
decydowania o ich nierozstrzygalności.
17
7
„Polski" dziennik jest niezwykle wielojęzyczny. Mario Bick
(1967:299), którego zamiarem było zestawienie słownika i ogólne
„posortowanie tej lingwistycznej mieszaniny", precyzuje, że Malino
wski pisał „po polsku, często używając angielskiego, słów i zdań po
niemiecku, francusku, grecku, hiszpańsku i po łacinie oraz oczywiś
cie terminów pochodzących z języków tubylczych" (były to cztery
języki: motu, mailu, kiriwiński i pidgin).
Występuje tutaj interesujący przeskok pomiędzy cytowanym
fragmentem, a przypisem do niego: funkcjonalistyczna „terapia"
staje się funkcjonalistyczna „teorią".
Numerację stron podajemy tu i gdzie indziej za wydaniem
wydawnictwa SEN, Warszawa 1991, przełożyła Aniela Zagórska
(przyp. tłum.)
Byłoby rzeczą interesującą systematycznie przeanalizować jak
z wielojęzycznych spotkań w badaniach terenowych, etnografowie
budują teksty, w których dominujący język ostatecznie lekceważy,
reprezentuje lub tłumaczy inne języki. Tutaj koncepcja uporczywej,
8
9
1 0
BIBLIO
Asad, Talal
1986 The Concept of Cultural Translation in British Social Anth
ropology, (w:) Writins Culture: The Poetics and Politics of
Enthnography, wyd. James Clifford i George Marcus, s.
141-164, Berkeley: University of California Press
Baines, Jocelyn
1960 Joseph Conrad: A Critical Biography, New York: McGraw-Hill
Bick, Mario
1967 An Index of Native Terms, (w:) Bronisław Malinowski,
A Diary in the Strict Sense of the Term, s. 299-315, New York:
Harcourt, Brace, and World
Brooks, Peter
1984 Reading for the Plot: Design and Intention in Narrative, New
York: Knopf
Clifford, James
1979 Naming Names, „Canto: Review of the Arts" 3 (1): 142-153
1980 Fieldwork, Reciprocity, and the Making of Ethnographic
Texts, „Man" 15: 518-532.
1982a Person and Myth: Maurice Leenhardt in the Melanesian
World, Berkeley: University of California Press
1982b Review of Nisa, by Marjorie Shostak, „London Times
Literary Supplement" Sept. 17: 994-995
1986a Partial Truths (w:) Writing Culture, wyd. James Clifford
i George Marcus, s. 1-26, Berkeley: University of California
Press
1986b On Ethnographic Allegory (w:) Writing Culture, wyd. James
Clifford i George Marcus, s. 98-121, Berkeley: University of
California Press
1986c The Tropological Realism of Michel Leiris, Introduction do
„Sulfur" 15 (numer specjalny poświęcony przekładom Leirisa), wyd. James Clifford, s. 4-20
Clifford James i George Marcus (wyd.)
1986 Writing Culture: The Poetics and Politics of Ethnography,
Berkeley: University of California Press
Conrad, Joseph
1899 Heart of Darkness, New York: Norton Critical Editions,
1971 (w tłumaczeniu użyto przekładu Anieli Zagórskiej,
Warszawa 1991, Wydawnictwo SEN - przyp. tłum.)
1911 Victory, London: Methuen. (wyd. pol. Zwycięstwo, War
szawa 1957)
Crapanzano, Vincent
1980 Tuhami: Portrait of a Moroccan, Chicago: University of
Chicago Press
Dwyer, Kevin
1982 Moroccan Dialogues, Baltimore: Johns Hopkins University
Press
Firth, Raymond
1957 Man and Culture: An Evaluation of the Work of Bronisław
Malinowski London: Routledge and Kegan Paul
Geertz, Clifford
1983 Works and Lives: The Anthropologist as Author, Lectures
delivered at Stanford University, March 1983, Stanford,
California: Stanford University Press, 1988
Greenblatt, Stephen
1980 Renaissance Self-Fashioning: From More to Shakespeare,
Chicago: University of Chicago Press
18
strukturalnej nieprzystawalności języków Talala Asada, nadaje
polityczną i historyczną treść jawnie neutralnym procesom kulturo
wego przekładu (Asad 1986).
1 1
Wykłady Geertza (1983), „Works and Lives: The Anthropoligist as Author", nie zostały jeszcze opublikowane do chwili, w której
piszę te słowa. We fragmencie dotyczącym ustnej prezentacji,
zajmuję się tym, co Geertz odniósł przede wszystkim do na
stępujących prac: Rabinów 1977; Crapanzano 1980 i Dwyer 1982.
(Wspomniana wyżej książka Geertza ukazała się drukiem w roku
i 988, nakładem Stanford University Press, Stanford, California
- przyp. tłum.).
1 2
Ta dyskursywna dziedzina nie może oczywiście być ograniczo
na do antropologii lub jej pograniczy, nie jest ona też adekwatnie
uchwycona w takich kategoriach, jak refleksyjna lub dialogiczna.
Dla zapoznania się ze wstępnym przeglądem tej tematyki patrz
Marcus i Cushman 1982; Clifford 1986a i rozdział 1 tej książki.
RAFIA
Houghton, Walter
1957 The Victorian Frame of Mind, New Haven: Yale University
Press
Karl, Frederick
1979 Joseph Conrad: The Three Lives, New York: Farrar, Straus,
and Giroux
Kaufman, Walter (wyd.)
1954 The Portable Nietzsche, New York: Vintage
Malinowski, Bronisław
1915 The Natives of Mailu, „Transactions of the Royal Society of
Southern Australia", 39: 49-706
1916 Baloma: Spirits of the Dead in the Trobriand Islands, (w:)
Magic, Science and Religion, Garden City, N.Y.: Natural
History Press
1922 Argonauts of the Western Pacific, London: Routledge. (Wy
danie polskie: Argonauci zachodniego Pacyfiku, Warszawa
1967; wydanie II - Warszawa 1981, Dzieła, tom 3 - przyp.
tłum.)
1935 Coral Gardens and Their Magic, Bloomington: University of
Indiana Press. (Wydanie polskie: Ogrody koralowe i ich
magia, Warszawa 1986, Dzieła, tom 4 - przyp. tłum.)
1967 A Diary in the Strict Sense of the Term, New York: Harcourt,
Brace, and World, (brak polskiego wydania - przyp. tłum.).
Marcus, George, i Dick Cushman
1982 Ethnographies as Texts, „Annual Review of Anthropology"
11: 25-69
Mauss, Marcel
1938 Une cat'egorie de I'esprit humain: La notion de personne, celle
de 'moi', (w:) Sociologie et anthropologie s. 333-362, Paris:
Presses Universitaires de la France, 1950. (Wydanie polskie:
Socjologia i antropologia, Warszawa 1973)
Miller, J. Hillis
1965 Conrad's Darkness, (w:) Poets of Reality, rozdz. 1, Cambrid
ge, Mass.: Harvard University Press
Najder, Zdzisław
1964 Conrad's Polish Background: Letters to and from Polish
Friends, Oxford: Oxford University Press
1983 Joseph Conrad: A Chronicle, New Brunswick, N.J.: Rutgers
University Press
Payne, Harry
1981 Malinowski's Style, „Proceedings of the American Philosop
hical Society", 125: 416-440
Rabinów, Paul
1977 Reflections on Fieldwork in Morocco, Berkeley: University of
California Press
Said, Edward
1966 Joseph Conrad and the Fiction of Autobiography, Cambridge,
Mass.: Harvard University Press
Stocking, George
1968 Arnold, Tylor and the Uses of Invention, (w:) Race, Culture
and Evolution, s. 69-90, New York: The Free Press
1974 Empathy and Antipathy in ..Heart of Darkness", (w:) Rea
dings in the History of Anthropology, wyd. Regna Darnell, s.
85-98 New York: Harper and Row,
Watt Ian
1979 Conrad in the Nineteenth Century, Berkeley: University of
California Press
Williams, Raymond
1966 Culture and Society, 1780-1950, New York: Harper and Row
