http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/2209.pdf

Media

Part of Wenecja i śmierć: konteksty symboliczne / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4

extracted text
Wenecja i śmierć
Konteksty symboliczne
Dariusz Czaja
Oto miasto snu, miasto z z a ś w i a t a ,
miasto zamurowane w wodach Lety,
czy w podziemiu piekielnym.

1

G . d'Annunzio, Notturno

W europejskiej geografii mitycznej, Wenecja zajmuje
miejsce w y j ą t k o w e . T o p r z e s t r z e ń szczególnie w y r ó ż n i o n a ,
o d z n a c z a j ą c a się c h a r a k t e r y s t y c z n ą „ n a d w a r t o ś c i ą " . Bodaj
ż a d n e z europejskich miast nie w y w o ł y w a ł o i nie wywołuje
tak silnych w z r u s z e ń i r ó ż n o r o d n y c h emocji; ż a d n e nie b y ł o
obiektem tak często i c h ę t n i e manifestowanych u c z u ć fas­
cynacji i p o d z i w u . W s p ó ł t w o r z ą one, trwale obecny w w y o ­
b r a ź n i europejskiej m i t Wenecji. Z wielu mitogennych miast
Europy, jedynie Wenecja z n a l a z ł a tak szeroki i powszechny
niemal o d d ź w i ę k w poezji, prozie, literaturze p o d r ó ż n i c z e j .
0 ile zainteresowanie miastami t a k i m i j a k : P a r y ż (E. Sue,
R.de la Bretonne, B a l z a k ) , Petersburg (Puszkin, Dostojew­
ski, B ł o k , Biełyj) , D u b l i n (Joyce), W i e d e ń (Broch, M u s i l )
— p o z o s t a w a ł o raczej w o b r ę b i e w ł a s n e j , lokalnej tradycji
literackiej, o tyle obraz Wenecji z n a l a z ł swój wyraz w całej
prawie literaturze europejskiej. W ś r ó d tych, k t ó r z y o Wene­
cji pisali o d n a l e ź ć m o ż n a przedstawicieli wielu nacji: Ros­
j a n i e — A . Błok, W . I w a n o w , W . Rozanow, P. M u r a t ó w , O.
Mandelsztam, M . G u m i l o w , J. Brodski; Francuzi — M o n tesqieu, F . R . de Chateaubriand, J. de Maistre, A . de Musset,
T. Gautier, G . Sand, H . Taine, H . de Regnier, O. M i ł o s z , M .
Barres, M . Proust; A n g l i c y — B y r o n , Shelley, B r o w n i n g ,
F . W . Rolfe (bardziej znany j a k o b a r o n C o r v o ) , J. R u s k i n , H .
James (pisarz a m e r y k a ń s k i naturalizowany w A n g l i i ) , E.
Pound; Polacy — N o r w i d , Mickiewicz, J. Kremer, H .
Feldmanowski, J. Iwaszkiewicz, A . W a t , J. Stryjkowski, G .
H e r l i n g - G r u d z i ń s k i , W . K a r p i ń s k i , J. Błoński; Niemcy
— Goethe, A . v o n Platen, Nietzsche, Wagner, T . M a n n ,
a z pisarzy niemieckojęzycznych — H . v o n Hofmannsthal,
R . M . Rilke, G . T r a k i . Podczas m i ę d z y n a r o d o w e j konferen­
cji p o ś w i ę c o n e j r o l i i znaczeniu Wenecji w literaturze w s p ó ł ­
czesnej, w y g ł o s z o n o k o m u n i k a t y p r z e k o n u j ą c e o j e j obecno­
ści r ó w n i e ż w literaturze belgijskiej (francuskojęzycznej),
r u m u ń s k i e j , serbsko-chorwackiej, nowogreckiej, d u ń s k i e j
1 najsłabiej reprezentowanej literaturze... włoskiej (odnotuj­
m y t u w a ż n e nazwisko G . d ' A n n u n z i o ) . N a w e t ta w y b i ó r c z a
i niekompletna lista, w y r a ź n i e pokazuje, że fenomen Wenecji
nie ogranicza się do jednego obszaru j ę z y k o w e g o czy k u l ­
turowego, do jednej tradycji literackiej. Przekonuje, że
Wenecja jest zjawiskiem p o n a d n a r o d o w y m , p o n a d k u l t u r o wym.
D l a potocznej ś w i a d o m o ś c i jest to miasto-wzorzec, miasto-paradygmat. D o Wenecji p o r ó w n y w a n e są inne miasta,
k t ó r e w w y o b r a ż e n i u z b i o r o w y m w y k a z u j ą pewne z n i ą
p o d o b i e ń s t w a . O k r e ś l a n e są one n o b i l i t u j ą c y m mianem
„ W e n e c j i P ó ł n o c y " . W swoich poszukiwaniach n a t r a f i ł e m
na k i l k a tego rodzaju miast: Petersburg, Sztokholm, Amster­
dam, Brugia, a nawet — Bydgoszcz(l). Jedna z k r a k o w s k i c h
ulic n o s i ą n a z w ę Wenecja, a nad drzwiami p o d numerem
1 widnieje mozaika z weneckim g o d ł e m — lwem: „ D a w n i e j
p ł y n ę ł a t a m Rudawa i k o m u ś z b y w a l c ó w Wenecji skojarzyła
się z t y m m i a s t e m " . R ó w n i e ż i w tej spontanicznie po­
wstającej toponomastyce „ l u d o w e j " z a c h o w a ł się pewien
ślad fascynacji W e n e c j ą . W s p o m i n a m o t y m d r u g i m , obok
literackiego, nurcie „ p o p u l a r n y m " by i w t y m punkcie
2

3

4

5

6

58

z a z n a c z y ć powszechny, rzec by m o ż n a , egalitarny w y m i a r
m i t o l o g i i Wenecji. N i e należy ona b o w i e m wyłącznie do
k u l t u r y „ e l i t a r n e j " , j a k m o g ł o b y to w y n i k a ć z zaprezen­
towanej przed chwilą listy, ale przejawia się w r ó w n y m
stopniu i z r ó w n ą siłą w w y o b r a ź n i potocznej. T y m w s z a k ż e
r ó ż n i się ona od tradycji literackiej, że najczęściej jej ślady
p o z o s t a j ą nieuchwytne, nie zostają zarejestrowane. N i e
znaczy to, że nie istnieją. Wystarczy w s ł u c h a ć się w r ó ż n o ­
j ę z y c z n y t ł u m weneckich ulic, wystarczy p o s ł u c h a ć tych,
k t ó r z y podobnie j a k bohater jednego z licznych „ w e n e c k i c h "
u t w o r ó w , o p o w i a d a j ą „ o rzeczach, k t ó r e s k ł a d a j ą się na
śmieszną i w z r u s z a j ą c ą religię ludzi, k t ó r z y b y l i w Wenecji
i zostali n i ą d o t k n i ę c i : o kolorze wody, co nawet brudna
zachowuje z i e l o n k a w ą glazurę, szklistość i szlif agatu; o d r o ­
bnych falkach nacierających na o m a s z a ł e stopnie s c h o d ó w ;
o ł u p i n a c h p o m a r a ń c z y t a ń c z ą c y c h przy pasiastych, niebiesko-srebrnych palach do w i ą z a n i a g o n d o l i . "
Dopiero
u w z g l ę d n i e n i e o b y d w u n u r t ó w p o z w o l i ł o b y na rekonstruk­
cję p e ł n e g o obrazu m i t u weneckiego. Wobec b r a k u stosow­
nych ź r ó d e ł nasza interpretacja p o z o s t a ć musi n i e p e ł n a .
Czy jednak tego, co z w y k l i ś m y u w a ż a ć za „ n i s k i e " , nie da
się o d n a l e ź ć w kulturze „ w y s o k i e j " ? Czy wzruszenia, k t ó r e
t o w a r z y s z ą reakcjom „ p o p u l a r n y m " , obce s ą kulturze elit?
Fernand Braudel, autor „ r o z u m i e j ą c e g o " eseju p o ś w i ę c o n e ­
go Wenecji, jej znaczeniu w historii ś w i a t a ś r ó d z i e m n o m o r s ­
kiego, otwiera swój tekst znamiennym wyznaniem: „ J a k o
dzieci m a r z y l i ś m y wszyscy o szczęściu Robinsona Cruzoe,
0 statku o s i a d ł y m na mieliźnie przy wyspie. (...) T a k ż e
Wenecja jest w y s p ą , i n n y m ś w i a t e m d l a d o r o s ł y c h lub prawie
d o r o s ł y c h ludzi, dla dzieci, k t ó r e dojrzały, lecz wciąż jeszcze
m a r z ą . W y s p ą , k t ó r a na pewno nie jest n i e d o s t ę p n a , ale czy
jest kiedykolwiek o s i ą g a l n a ? W y o b r a ż a m y j ą sobie zbyt
dobrze przed jej poznaniem, aby dostrzec później j a k a jest
n a p r a w d ę . (...) Czar, złudzenie, p u ł a p k a , z n i e k s z t a ł c o n e
lustra, oto j a k a jest, j a k ą chcemy by była. (...) K a ż d y z nas na
swój s p o s ó b kocha Wenecję, odmienny od ludzi n a m bliskich
1 p o g r ą ż a się w niej inaczej, o d n a j d u j ą c w niej to czego
pragnie: r a d o ś ć życia, schyłek śmierci, wytchnienie, alibi,
d z i w n o ś ć l u b p r o s t o t ę ( . . . ) . " W metakomentarzu do własnej
fascynacji t y m miastem, francuski historyk zwraca u w a g ę na
fakt, że d o ś w i a d c z a ć Wenecji, m a r z y ć i pisać o niej, to sięgać
do p a m i ę c i dzieciństwa, do kreatywnej mocy w y o b r a ź n i , do
czegoś pierwotniejszego niż wykształcenie czy p r z y n a l e ż n o ś ć
do warstwy społecznej. Braudel, z o g r o m n ą intuicją ant­
r o p o l o g i c z n ą z a u w a ż a , że na poziomie w y o b r a ź n i , m a r z e ń ,
t ę s k n o t , tradycyjne szkolarskie p o d z i a ł y nie m a j ą w i ę k s z e g o
sensu, że w t y m p r z y p a d k u m a m y do czynienia z j e d n ą ,
n i e p o d z i e l n ą k u l t u r ą . P r z y w o ł a j m y jeszcze w y p o w i e d ź Bory­
sa Pasternaka, k t ó r y podobnie j a k Braudel, umieszcza
W e n e c j ę w d z i e c i ę c o - b a ś n i o w y m k o n t e k ś c i e : „Istnieją słowa:
c h a ł w a i Chaldeja, magowie i magnezja, Indie i indygo. D o
nich trzeba zaliczyć k o l o r y t nocnej Wenecji i jej w o d n y c h
o d z w i e r c i e d l e ń . " W j e d n y m z najbardziej w n i k l i w y c h , a jed­
n o c z e ś n i e i n t y m n y c h t e k s t ó w p o ś w i ę c o n y c h Wenecji, pisa­
n y m przez (urodzonego w Petersburgu) przedstawiciela
k u l t u r y „ w y s o k i e j " , znajdujemy t a k i oto fragment: „ J a k i ś
czas potem inny przyjaciel (...) p r z y n i ó s ł m i pewnego dnia
sfatygowany egzemplarz pisma ' L i f e ' , k t ó r y z a w i e r a ł oszała­
miające zdjęcie bazyliki Sw. M a r k a p o d śniegiem. Jeszcze
7

8

9

p ó ź n i e j dziewczyna, do k t ó r e j się w ó w c z a s zalecałem, poda­
r o w a ł a m i na urodziny h a r m o n i j k ę sepiowych p o c z t ó w e k ,
przywiezionych przez jej b a b k ę z przedrewolucyjnej p o d r ó ż y
p o ś l u b n e j d o Wenecji, i ślęczałem nad k a ż d y m obrazkiem ze
szkłem p o w i ę k s z a j ą c y m w r ę k u . Potem z kolei moja m a t k a
w y d o b y ł a B ó g wie s k ą d kwadracik taniego gobelinu, szmat­
k ę właściwie, na k t ó r e j w i d n i a ł a podobizna Palazzo Ducale;
tkanina z o s t a ł a u ż y t a do obicia z a g ł ó w k a mojej tureckiej
sofy, tak więc m i a ł e m p o d p o t y l i c ą s k o n d e n s o w a n ą historię
republiki. A d o r z u ć m y jeszcze do tego m a l e ń k ą m i e d z i a n ą
g o n d o l ę , k t ó r ą ojciec p r z y w i ó z ł z p o d r ó ż y służbowej po
Chinach i k t ó r ą rodzice trzymali na toalecie, j a k o pojemnik
na oderwane guziki, igły, znaczki pocztowe oraz (...) tabletki
i a m p u ł k i . " Z interesującego nas p u n k t u widzenia, ciekawe
jest t o , że B r o d s k i w s p o m i n a j ą c swoje pierwsze k o n t a k t y
z W e n e c j ą , czy raczej z jej obrazem, ideą, w y o b r a ż e n i e m ,
obok p r z y w o ł a n e j wcześniej powieści de Regniera, nie zapo­
m i n a w y m i e n i ć p r z e d m i o t ó w n i e w ą t p l i w i e „ n i s k i e g o " po­
chodzenia, p r o d u k t ó w masowej k u l t u r y . Wskazuje t y m
samym na i c h w a ż n y , m i t o t w ó r c z y charakter. Kicz i tandeta
z o s t a ł y z a p a m i ę t a n e i usprawiedliwione, j a k o że zajęły
miejsce w prywatnej m i t o l o g i i .
1 0

P r z y w o ł a n e wypowiedzi d o w o d z ą nieusuwalnej o b e c n o ś c i
w nurcie „ e l i t a r n y m " e l e m e n t ó w , k t ó r e kojarzymy zwykle
z k u l t u r ą „ p o p u l a r n ą " . W y m o w n i e świadczą o ich wzajem­
n y m przenikaniu. M o ż e więc brak, o b o k poniżej cytowanych
t e k s t ó w „ l i t e r a c k i c h " , ś w i a d e c t w k u l t u r y „ p o p u l a r n e j " , nie
zostanie uznany za metodologiczne uchybienie: d o ś w i a d ­
czenie tej ostatniej stanowi — co s t a r a ł e m się p o k a z a ć
— n i e o d ł ą c z n ą część t e k s t ó w wysokiego obiegu.
M i t Wenecji rozwija się w o k ó ł k i l k u w y r a ź n i e uchwyt­
nych, z n a c z ą c y c h m o t y w ó w i t e m a t ó w . Jednym z najczęst­
szych i najbardziej spektakularnie przejawiających się w r ó ż ­
nego rodzaju ś w i a d e c t w a c h jest temat ś m i e r c i . Znamienna
jest jego t r w a ł o ś ć i uporczywe powracanie w w y o b r a ź n i
europejskiej. Co najmniej od k o ń c a X V I I I wieku, m o t y w ten
przejawia się z d u ż ą siłą p o d wieloma o b r a z o w y m i po­
staciami, występuje w r ó ż n y c h symbolicznych u k ł a d a c h .
Wydane w r o k u 1911 opowiadanie Tomasza M a n n a Śmierć
w Wenecji, u t r w a l i ł o i w z m o c n i ł o obecny j u ż wcześniej
wizerunek Wenecji j a k o miasta śmierci. Obraz miasta na­
k r e ś l o n y przez M a n a jest niezwykle sugestywny i z a p a d a j ą c y
w p a m i ę ć . Symptomatyczne, że obecnie osoby pytane o j a ­
kieś skojarzenie z W e n e c j ą , w większości w y m i e n i a j ą opo­
wiadanie M a n n a (możliwe, że j a k ą ś rolę w utrwaleniu tego
skojarzenia, o d e g r a ł a ekranizacja noweli M a n n a zrobiona
przez L . Viscontiego — 1971). W y g l ą d a więc na t o , że
w ś w i a d o m o ś c i zbiorowej Wenecja nie t y l k o była, ale jest
i pewnie d ł u g o jeszcze pozostanie miastem k o j a r z o n y m ze
śmiercią. O t o kreatywna m o c literatury ( i filmu?) uchwycona
i n flagranti! Tomasza M a n n a m o ż n a więc u z n a ć za patrona
r o z w a ż a ń d o t y c z ą c y c h z w i ą z k u symbolicznego Wenecji
i śmierci a samo opowiadanie za jego m o d e l o w ą realizację.
Z a n i m jednak p r z y p o m n ę k i l k a f r a g m e n t ó w ze Śmierci
w Wenecji zobaczmy wcześniej j a k i e rysują się w s t ę p n i e
m o ż l i w o ś c i jego interpretacji.
11

M o ż n a zatem umieścić opowiadanie M a n n a p o ś r ó d i n ­
nych, bliskich m u czasowo „ w e n e c k i c h " t e k s t ó w ( H o f m a n nsthal, T r a k i , Barres) i wpisując w horyzont mentalny epoki,
r o z w a ż a ć je na tle powszechnego p o d ó w c z a s odczucia kryzy­
su k u l t u r y , ś w i a d o m o ś c i zmierzchu i r o z k ł a d u cywilizacji,
n a s t r o j ó w dekadenckich. M o ż n a r ó w n i e ż — zadanie nie­
zwykle frapujące — dostrzec w Śmierci w Wenecji temat
z o g r o m n ą i n t e n s y w n o ś c i ą pojawiający się w kulturze nie­
mieckiej. W t y m p r z y p a d k u u t w ó r M a n n a będzie k o n t y n u a ­
cją d o ś w i a d c z e n i a weneckiego zawartego w tekstach Platena, Nietzschego, Wagnera. I d ą c t y m t r o p e m m o ż n a by,
p r z y k ł a d o w o , p o k a z a ć że admiracja ż y w i o n a dla Wenecji jest
częścią szerszego n u r t u w e w n ą t r z k u l t u r y niemieckiej
— romantycznej egzaltacji P o ł u d n i e m d o p e ł n i a j ą c y m d u ­
chowe treści g e r m a ń s k i e j P ó ł n o c y ( W i n c k e l m a n n , Goethe,

H ó l d e r l i n , Hegel, Nietzsche): „ W e n e c j a będzie w y j ą t k o w y m
miastem w ł o s k i m p r z e m a w i a j ą c y m do niemieckiej w r a ż l i w o ­
ś c i " ; m o ż n a by r ó w n i e ż w s k a z a ć , że subtelne związki
łączące d o ś w i a d c z e n i e p i ę k n a i d o ś w i a d c z e n i e śmierci, w n i k ­
liwie r o z w a ż a n e przez M a n n a , p o d e j m o w a ł j u ż wcześniej
w swoich tekstach autor Sonetów weneckich August v o n
Platen ( „ K t o spojrzał raz na p i ę k n o swoimi oczyma, w taje­
mniczy s p o s ó b jest j u ż wydany na ś m i e r ć " ) i śledzić
o b e c n o ś ć tego w ą t k u w literaturze niemieckiej; m o ż n a by
wreszcie w y d o b y ć znaczenie jakie m i a ł a Wenecja dla niemie­
ckiej autoidentyfikacji.
1 2

1 3

D o s t r z e g a j ą c m o ż l i w o ś c i interpretacyjne, k t ó r e o t w i e r a j ą
te dwa podejścia, nie l e k c e w a ż ą c ich, c h c i a ł b y m umieścić
Śmierć w Wenecji w jeszcze szerszej — nie t y l k o historycznej
i nie t y l k o narodowej, lokalnej — perspektywie. M a m na
myśli p e r s p e k t y w ę s y m b o l i c z n ą . W y k o r z y s t u j ą c hermeneutyczny t y p lektury t e k s t ó w symbolicznych, chcę p o k a z a ć j a k
temat śmierci znajduje zakorzenienie w g ł ę b o k i c h p o k ł a d a c h
w y o b r a ź n i zbiorowej, w archaicznych strukturach postrze­
gania i p r z e ż y w a n i a świata; o d s ł o n i ć , obok wspomnianej j u ż
tradycji lokalnej, w y m i a r uniwersalny m i t u Wenecji. W t y m
celu konieczne stanie się umieszczenie opowiadania M a n n a
na tle szerszego kompleksu t e k s t ó w , co p o z w o l i na głębsze
i pełniejsze odczytywanie z n a c z e ń , u k a ż e też s p o i s t o ś ć sym­
b o l i k i związanej z W e n e c j ą .
Rozpocznijmy jednak od d o ś w i a d c z e n i a Wenecji, tak j a k
przedstawia się ono w utworze M a n n a . Istotne s ą dla nas te
miejsca, w k t ó r y c h w y s t ę p u j ą n a w i ą z a n i a , aluzje do tematu
śmierci. Spotykamy je j u ż w p o c z ą t k o w y c h partiach opowia­
dania. Przed wyjazdem do Wenecji, jeszcze w M o n a c h i u m ,
z a u w a ż a Aschenbach k o ł o cmentarnego m u r u obcego ( „ w i ­
docznie nie był tubylcem") w ę d r o w c a : „ p o s t a w a jego m i a ł a
w sobie c o ś w ł a d c z o daleko w i d z ą c e g o , ś m i a ł e g o l u b nawet
dzikiego; bo, czy to dlatego, że o ś l e p i o n y blaskiem w y ­
krzywiał się d o niskiego s ł o ń c a , czy też z a c h o d z i ł o t u stałe
zniekształcenie fizjonomii, wargi jego z d a w a ł y się zbyt
k r ó t k i e , nie osłaniały z ę b ó w , k t ó r e , o b n a ż o n e aż do dziąseł,
sterczały białe i d ł u g i e . " T e n demoniczny wizerunek obce­
go p o g ł ę b i a się jeszcze przy kolejnej „ z a p o w i e d z i " śmierci,
j a k a spotyka Aschenbacha na statku w i o z ą c y m go do
Wenecji: „ T o w a r z y s t w o pierwszego p o k ł a d u s t a n o w i ł a gru­
pa m ł o d y c h ludzi, zdaje się niższych u r z ę d n i k ó w handlowych
z Poli, k t ó r z y w podnieconych humorach wybierali się na
wycieczkę do W ł o c h . (...) Jeden z nich, w j a s n o ż ó ł t y m , wedle
ostatniej m o d y s k r o j o n y m letnim u b r a n i u (...) g ó r o w a ł nad
wszystkimi s k r z e c z ą c y m g ł o s e m i h u m o r e m . A l e gdy Aschen­
bach p r z y p a t r z y ł m u się d o k ł a d n i e j , p r z e k o n a ł się niemal
z p r z e r a ż e n i e m , że był to m ł o d z i e n i e c fałszywy. Był stary, nie
u l e g a ł o w ą t p l i w o ś c i . Zmarszczki o t a c z a ł y jego oczy i usta.
M a t o w y k a r m i n p o l i c z k ó w był s z m i n k ą , brunatne włosy p o d
b a r w n ą w s t ą ż k ą otoczonym kapeluszem były p e r u k ą ; jego
szyja zwiędła i żylasta, p o d k r ę c o n y w ą s i k i muszka p o d
d o l n ą w a r g ą ufarbowane; jego żółte i kompletne uzębienie,
k t ó r e p o k a z y w a ł w u ś m i e c h u , b y ł o t a n i ą n a m i a s t k ą , a ręce
z sygnetami na o b u w s k a z u j ą c y c h palcach r ę k a m i s t a r c a . "
Interesujące, że te i jeszcze k i l k a innych szczegółów i epizo­
d ó w opisanych w opowiadaniu, to wydarzenia autentyczne,
k t ó r e p r z y d a r z y ł y się samemu M a n n o w i przed i w czasie jego
p o d r ó ż y do W e n e c j i . W o p o w i a d a n i u p e ł n i ą one rolę r a m
konstrukcyjnych rozwijającej się fabuły. I wreszcie sam
moment wejścia do gondoli, k t ó r a ma przewieźć Aschen­
bacha na L i d o : „ K t ó ż nie m u s i a ł p o k o n y w a ć przelotnego
dreszczu, tajemnego strachu i niepokoju, gdy po długiej
n i e b y t n o ś c i m i a ł wsiąść do weneckiej gondoli? Osobliwa ta
ł ó d ź , zachowana w niezmienionym kształcie z z a m i e r z c h ł y c h
c z a s ó w i niesamowicie czarna, j a k b y w a j ą t y l k o t r u m n y
— przypomina nieme i zbrodnicze przygody w ś r ó d plus­
kającej nocy, p r z y p o m i n a bardziej jeszcze s a m ą śmierć,
mary, p o s ę p n y o b r z ę d i o s t a t n i ą m i l c z ą c ą p o d r ó ż . I czy k t o
z a u w a ż y ł , że siedzenie w takiej barce, ten trumienno-czarny,
czarno wyściełany fotel, jest n a j m i ę k s z y m , najrozkoszniej1 +

15

16

59

i

17

szym, najbardziej u s y p i a j ą c y m siedzeniem na ś w i e c i e . "
Pojawia się t u , najczęściej wymieniany wenecki rekwizyt
— gondola, k t ó r e j opisy przyjdzie p r z e d s t a w i ć nieco p ó ź n i e j .
N i e mniej tajemniczy niż gondola jest p r z e w o ź n i k - g o n d o l i e r
wiozący Aschenbacha. O t o k r ó t k a jego charakterystyka,
p r z y p o m i n a j ą c a przytoczone przed momentem portrety:
„Był to m ę ż c z y z n a o niemiłej, ba, brutalnej
fizjonomii,
w m a r y n a r s k i m g r a n a t o w y m u b r a n i u , przepasanym ż ó ł t ą
szarfą i w b e z k s z t a ł t n y m s ł o m k o w y m , na bakier w ł o ż o n y m
kapeluszu, k t ó r e g o plecionka zaczęła się strzępić. Rysy
twarzy, k r ę t y w ą s p o d k r ó t k i m , zadartym nosem nie ś w i a d ­
czyły o jego w ł o s k i m pochodzeniu. C h o ć był raczej szczupłej
budowy ciała, tak że m o ż n a b y ł o go u w a ż a ć za niezbyt
zdatnego do zawodu, w ł a d a ł bardzo energicznie w i o s ł e m ,
nalegając na nie c a ł y m c i a ł e m za k a ż d y m uderzeniem. K i l k a
razy p o d n i ó s ł z wysiłku wargi o d s ł a n i a j ą c białe zęby . " T r z y
razy „ o b c y " , trzy razy zęby, trzy razy u p i ó r — tak m o ż n a by
s k o m e n t o w a ć w aforystycznym s k r ó c i e charakterystyki
wspomnianych postaci, k t ó r e są jedynie antycypacjami
śmierci objawiającej swoją moc, j a k zobaczymy, na wiele
sposobów.
1 8

Stwierdzenie: Wenecja — miasto śmierci, jest o g ó l n e
i niewiele m ó w i ą c e . Zobaczmy zatem w j a k i s p o s ó b dokonuje
się w w y o b r a ź n i semiotyzacja przestrzeni weneckiej, j a k
p o s z c z e g ó l n e jej elementy zostają naznaczone s y m b o l i k ą
t a n a t y c z n ą . P o w r ó ć m y na moment jeszcze do opowiadania
M a n n a , do tego fragmentu, kiedy Aschenbach, nie bez
„ t a j e m n e g o strachu i n i e p o k o j u " w s i a d a ł do weneckiej
gondoli. P o s t a ć gondoliera otrzymuje w o p o w i a d a n i u w y r a ­
ź n e rysy Charona; gondola, przez skojarzenie z m a r a m i ,
śmiercią, p o s ę p n y m o b r z ę d e m przypomina statek śmierci.
P o d k r e ś l o n e zostaje to jeszcze u w a g ą , że przejazd g o n d o l ą
jest p o d r ó ż ą o s t a t n i ą . Pisze Gaston Bachelard: „ W szczegól­
ności funkcja z w y k ł e g o p r z e w o ź n i k a , jeśli t y l k o występuje

60

w dziele literackim, zawsze prawie wiąże się z s y m b o l i k ą
C h a r o n o w ą . C h o ć b y p r z e w o ź n i k przewoził jedynie przez
z w y k ł ą rzekę — ma w sobie coś z a ś w i a t o w e g o . " Siedząc
w k o n t e k ś c i e bogatej i wieloznacznej symboliki wody realiza­
cje m o t y w ó w statku, o k r ę t u , p r z e w o ź n i k a w w y o b r a ź n i
poetyckiej, zestawia je Bachelard z b r e t o ń s k ą t r a d y c j ą
f o l k l o r y s t y c z n ą z n a j ą c ą statek śmierci, o k r ę t y w i d m o w e
i piekielne, z wierzeniami z Szampanii p r z e c h o w u j ą c y m i
obraz postaci p r z e w o ź n i k a dusz, z c h i ń s k i m ś w i ę t e m zmar­
łych, gdzie w a ż n ą rolę odgrywa barka p r z e w o ż ą c a z m a r ł e
dusze. Pozwala m u to na wydobycie archetypicznego sensu
tych o b r a z ó w . W zestawieniu p r z e w o ź n i k a w i o z ą c e g o dusze
na „ t a m t e n ś w i a t " z ł o d z i ą i w o d ą , dostrzega pra-mit,
n a j p r o s t s z ą s t r u k t u r ę o b r a z o w ą i dlatego n a r z u c a j ą c ą się
z d u ż ą siłą w y o b r a ź n i , p o z o s t a j ą c ą w niej przez czas miesz­
czący się w kategoriach (bardzo) „ d ł u g i e g o t r w a n i a " . Pointa
w y w o d u Bachelarda zawarta jest j u ż w pierwszym akapicie
r o z d z i a ł u d o t y c z ą c e g o m . i n . z w i ą z k u symbolicznego postaci
Charona z w o d ą : „ D o p i e r o sprowadziwszy na ich pierwotny
p o z i o m wszystkie p o d ś w i a d o m e w a r t o ś c i , j a k i e obraz po­
d r ó ż y kojarzy z pogrzebem — m o ż e m y lepiej z r o z u m i e ć
znaczenie rzeki płynącej w k r ó l e s t w i e z m a r ł y c h oraz wszyst­
kie legendarne ' z s t ą p i e n i a do piekieł'. W myśl zracjonalizo­
wanych j u ż o b y c z a j ó w m o ż n a p o w i e r z a ć zwłoki ziemi albo
p ł o m i e n i o m , p o d ś w i a d o m o ś ć n o s z ą c a na sobie znak w o d y
będzie jednak nadal — niezależnie o d g r o b u i stosu — r o i ć
o odejściu szlakiem fal. Schodziwszy ziemię, przeszedłszy
przez o g i e ń , dusza p o w ę d r u j e na brzeg w o d y . W y o b r a ź n i a
g ł ę b i n n a , w y o b r a ź n i a materialna domaga się, aby woda
m i a ł a swój u d z i a ł w śmierci: potrzebuje w o d y , dzięki k t ó r e j
śmierć z a c h o w a ł a b y charakter p o d r ó ż y . Rozumiemy teraz,
iż dla takich nie k o ń c z ą c y c h się rojeń wszelkie dusze
— niezależnie o d rodzaju pogrzebu — m u s z ą w s t ą p i ć do
barki
Charona."
1 5

2 0

D o p i e r o dzięki t a k i m symbolicznym odniesieniom, obraz
Aschenbacha w s i a d a j ą c e g o do gondoli i wiezionego przez
dziwnego gondoliera na L i d o , staje się bogatszy w znaczenia.
M o ż n a by jednak p o s t a w i ć zarzut wobec takiej interpretacji,
ze względu na znane, znakomite wyczucie przez M a n n a
istoty mitycznego myślenia, i widzieć w powyższej scenie
ś w i a d o m e n a w i ą z a n i e do mitologicznego wzorca. P o r ó w ­
nanie z i n n y m i m a t e r i a ł a m i p o z w o l i z r o z u m i e ć , że skojarze­
nia w y o b r a ź n i pisarskiej M a n n a , jeśli nawet są ś w i a d o m ą
kreacją, nie są w y j ą t k o w e i że znajdują liczne odpowiedniki.
O t o k i l k a o p i s ó w , p o r ó w n a ń , o b r a z ó w poetyckich, od­
n o s z ą c y c h się do rekwizytu t y p o w o weneckiego — gondoli.
Wagner tak w s p o m i n a j ą w swojej autobiografii: „ P o g o d a
nagle się p o p s u ł a , w y g l ą d samej gondoli nieźle mnie prze­
straszył, g d y ż j a k k o l w i e k wiele słyszałem o tych swoistych,
na czarno pomalowanych pojazdach, to z a s k o c z y ł mnie
niemile ich w i d o k w rzeczywistości: kiedy m i a ł e m w s t ą p i ć
pod z a s ł o n i ę t y czarnym suknem dach, od razu o g a r n ę ł o mnie
w r a ż e n i e dawnej obawy przed c h o l e r ą , z d a w a ł o m i się, że
m u s z ę wziąć u d z i a ł w kondukcie pogrzebowym w czasie
dżumy."
Z a s k a k u j ą c e jest, w k o n t e k ś c i e opowiadania
M a n n a , to skojarzenie gondoli z ł o d z i ą z a d ż u m i o n y c h ,
z z a r a z ą . R ó w n i e ż zestawienie gondoli z pogrzebem nie jest
c z y m ś w y j ą t k o w y m , zważywszy na kolejne ś w i a d e c t w a .
Słynny wiersz B ł o k a rozpoczyna strofa:
2 1

Cisza i c h ł o d n y wiatr z laguny,
Gondole j a k trumienne d n a .
2 2

U Iwaszkiewicza znajdujemy podobny obraz:
W podwodziu błyszczy m a r t w y k a m i e ń ,
I ryby c h ł o n ą p o m a r a ń c z e .
A p r z y w i ą z a n e do o b r a m i e ń
Czarne trumnice klaszcząc t a ń c z ą . . .
2 3

W i n n y m wierszu p o d k r e ś l a się c z a r n ą ,
b a r w ę gondoli:

„śmiertelną"

A dziś w z a m a r ł y c h w ó d laguny
W y p ł y w a pusta, czarna ł ó d ź
2 4

I jeszcze jedno p o r ó w n a n i e : „ C a n a l e Grande połyskuje j a k
wielkomiejski asfalt. G ę s t o jest od barek i iluminowanych
łodzi. Cicho sunie stado gondol — stado czarnych ł a b ę ­
d z i . " Gdzie indziej m o w a jest o gondolach j a k o „ ł ó d k a c h
ż a ł o b n y c h " , „ d o m k a c h ż a ł o b n y c h " . Nieco bardziej wyra­
finowany poetycko obraz gondoli, acz bliski przytoczonym
fragmentom spotykamy u Rilkego:
2 5

2 6

P r z e p ł y w a j ą , podobne do
czarnych myśli,
i d ą c na spotkanie w i e c z o r u .

27

C z e r ń , trumna, pogrzeb, ż a ł o b a , zaraza, to wszystko
elementy w c h o d z ą c e w pole semantyczne śmierci. M a r y
M c C a r t h y , w wielu tekstach p o ś w i ę c o n y c h Wenecji, do­
strzega zjawisko konwencjonalizacji szeregu o b r a z ó w i p o r ó ­
w n a ń . D o jednych z bardziej zbanalizowanych zalicza te,
k t ó r e z w i ą z a n e są z opisami gondoli. Czy jednak spod tych
z u ż y t y c h p o r ó w n a ń , konwencjonalnych metafor, sztanc sko­
jarzeniowych nie przeziera niejasno p o d k ł a d symboliczny?
Czy w tych stereotypach obrazowych nie pobrzmiewa obraz
statku śmierci, k t ó r y płynie przez w o d y Styksu, obraz,
k t ó r e g o o b e c n o ś ć śledził Bachelard w w y o b r a ź n i poetyckiej?
Czy w elementach b u d u j ą c y c h stereo-typ nie o d ż y w a j ą treści
arche-typu? Pozostawanie t y l k o przy powierzchniowej, ze­
w n ę t r z n e j warstwie w y o b r a ż e ń , prowadzi do ich z u b o ż e n i a .
Wydaje się, że dopiero „ g ł ę b i n o w a " , symboliczna interpreta­
cja u m o ż l i w i a przebicie się przez p o z i o m estetyczny do
w a r u n k u j ą c e g o go d o ś w i a d c z e n i a egzystencjalnego; pozwala
na dotarcie do istotnych s e n s ó w weneckiego m i t u . Ten t r o p
interpretacyjny b ę d z i e m y dalej k o n t y n u o w a ć .
2 8

61

W charakterystykach miasta, opisach jego b u d o w l i , w o d y
w k a n a ł a c h , metaforyka jest u d e r z a j ą c o podobna do ob­
razowania w y s t ę p u j ą c e g o w przytoczonych j u ż fragmentach.
N a p o c z ą t e k c a ł o ś c i o w y wizerunek Wenecji, gdzie rozwijany
jest dalej w ą t e k tanatyczny:
W t y m mieście czarno-zielonkawym,
Pełnym różowych kościotrupów,
D z w o n y wzlatują h y m n e m ł z a w y m ,
Jak p t a k i nad stosami t r u p ó w .
N i k t nie wszedł dziś na plac m a r m u r u ,
P a ł a c e , kolumnady, d o m y
I p o ś r ó d głębin czarnych c h ó r u
T a sama b ł ą k a się Salome.
I w bizantyjskich w s p ó ł s p i ę t r z e n i a c h
Sieci z ł o t e g o śni p r z ę d z i w a ,
W chichocie r ó ż ó w , w d z w o n ó w pieniach
K o ś c i s t ą r ę k ą śmierci k i w a .
I podobny obraz: „ M i ł o ś ć i śmierć. G d z i e ż to się lepiej
rozumie, niż w t y m u m a r ł y m mieście p o d o b n y m do kupy
w y k o p a n y c h piszczeli?" P o s z c z e g ó l n e elementy miasta
zyskują w a l o r y z a c j ę t a n a t y c z n ą :
„ C a ł a m a r m u r o w a defilada p a ł a c ó w t o fasada olbrzymie­
go grobowca — martwego m i a s t a . "
„ P r z e c h o d z i m y przez mosty. L a m p k i świecą, j a k b ł ę d n e
ogniki cmentarne."
„ Ś r o d k i e m laguny długi szereg l a t a r ń ostrzegawczych na
białych palach — to śmiertelne gromnice u w e z g ł o w i a . "
„ O l b r z y m i e schody m a r m u r o w e były z m u r s z a ł e i ciemne.
P a c h n i a ł o mchem i s p a d a j ą c e krople wilgoci k a p a ł y dźwięcz­
nie. Czarna Wenecja, m a r t w a i cicha leżała za k a m i e n n y m i
ścianami."
W wierszu W . I w a n o w a , wenecka laguna zostaje p r z y r ó w ­
nana d o bladego k i r u . 1 jeszcze zapis z Podróży po Włoszech
H i p o l i t a Taine'a, w k t ó r y m p o j a w i a j ą się wszystkie wspo­
mniane j u ż akcesoria grobowo-cmentarne: „ D w a czy trzy
razy księżyc się wyłonił, i jego długie pasmo d r g a j ą c e b y ł o
podobne do pasma lampy pogrzebowej, zapalonej p o m i ę d z y
draperyjami zawieszonemi przed obiciem czarnym j a k i e g o ś
n i e s ł y c h a n e g o katafalku. N a w i d n o k r ę g u , j a k processyja
pochodni i g r o b ó w zatrzymanych na odległości bezgranicz­
nej, ukazuje się Wenecja ze swoimi blaskami i gmachami; t u
i ó w d z i e w i d a ć ściśniętą g r u p ę świateł, niby w i ą z k ę gromnic
w rogu t r u m n y . "
Elementem, jeszcze bardziej niż k a m i e ń p o d a t n y m na
symbolizację, jest w Wenecji woda, co m o ż n a b y ł o z a u w a ż y ć
j u ż w k i l k u cytowanych fragmentach. „ W o d a , wszędzie
woda: to jest materia, t w o r z y w o tego miasta" — notuje
B r a u d e l . S p r ó b u j m y o d c z y t a ć w a r t o ś c i symboliczne w o d y
płynącej w weneckich k a n a ł a c h . R ó w n i e ż w p r z y p a d k u
wody, symbolika, na r ó ż n y c h zresztą poziomach, z w i ą z a n a
jest z tematem śmierci. W s p o m n i e l i ś m y j u ż , p r z y w o ł u j ą c na
wstępie opowiadanie M a n n a , o p o d r ó ż y g o n d o l ą , k t ó r a to
scena niejasno, aluzyjnie o d w o ł u j e do obrazu p o d r ó ż y
ż a ł o b n e j , przejścia na „ d r u g ą s t r o n ę " przez w o d ę Styksu.
W wierszu W a t a to p o r ó w n a n i e rozwijane jest z całą
oczywistością:
2 9

30

31

32

3 3

3 4

3 5

3 6

37

N i k n i e głos d z i e ń d o g o r y w a
z ł o t o płynie w czarnej toni
pył z m o t y l a pawie łzy
k a p i ą z marmurowej rdzy.
N i k n i e cień głos dogorywa
m i l k n ą senne barytony
pluska w i o s ł o w trupiej b r y i .
Czarne w o d y czarny Styks.
J a d ę j a d ę na z a g ł a d ę
upojony duchem z ł y m .
W wierszu Iwaszkiewicza m ó w i się wprost o „ z m a r ł y c h
wodach l a g u n y " . W innej relacji czytamy: „ W o d a nadaje
całej Wenecji lekkiego k o l o r y t u z m o r y . "
Bezpośrednie
o d w o ł a n i e d o ś w i a t a podziemi w charakterystyce w ó d wene3 8

39

4 0

62
l

ckich, znajdujemy w opisie M u r a t o w a : „ D l a nas, ludzi
P ó ł n o c y , k t ó r z y w s t ę p u j ą na ziemię w ł o s k ą przez złote w r o t a
Wenecji, w o d y laguny są w istocie w o d a m i Lety. G d y stoimy
przed starymi obrazami z d o b i ą c y m i kościoły weneckie, gdy
p ł y n i e m y g o n d o l ą l u b gdy b ł ą d z i m y po milczących uliczkach
czy nawet wśród_ p r z y p ł y w ó w i o d p ł y w ó w gwarnej fali
ludzkiej na placu Św. M a r k a , wszędzie t a m pijemy ł a g o d n e ,
słodkie w i n o z a p o m n i e n i a . " W topografii w ó d Hadesu,
Lete (rzeka lub ź r ó d ł o ) w y s t ę p u j e obok Styksu, A c h e r o n u ,
K o k y t o s u i Periflegetonu. Wypicie w o d y letejskiej przynosi­
ło duszom zapomnienie i oczyszczenie. Inne opisy powtarza­
j ą te symboliczne skojarzenia w o d y ze śmiercią, tyle że na
i n n y m poziomie, gdzie z w i ą z e k ten nie jest tak oczywisty.
Z a u w a ż m y , że w wielu relacjach m o w a jest o wodzie
odbijającej, odzwierciedlającej obrazy. W o d a zostaje p o r ó w ­
nana do lustra, zwierciadła. Braudel, j a k p a m i ę t a m y , do­
strzegał w wodach weneckich „ z n i e k s z t a ł c o n e lustra". I raz
jeszcze M u r a t ó w : „ A woda! W o d a dziwnie p r z y k u w a do
siebie i p o c h ł a n i a wszystkie myśli, podobnie j a k t u p o c h ł a n i a
wszystkie dźwięki, t o t e ż najgłębsza cisza s p ł y w a n a m na
serce. N a j a k i m ś m o s t k u przerzuconym nad w ą s k i m kana­
ł e m (...) m o ż n a o d d a ć się marzeniom, z a s ł u c h a ć się, na d ł u g o
odejść spojrzeniem w zieloną g ł ą b z lekka k o ł y s z ą c y c h się
zwierciadlanych o b r a z ó w . "
I opis Kremera, k t ó r y nie
pozostawia ż a d n y c h w ą t p l i w o ś c i , co do r ó w n o w a ż n o ś c i
symbolicznej w o d y i zwierciadła: „ N i j a k niepodobna w y r a ­
zić barwy w o d y w noc p o d o b n ą (...). P o m a ł u oczy się
przyzwyczajają i czują nigdy nie g a s n ą c e ś w i a t ł o , k t ó r e wciąż
wytryskuje z niej. Jak lustro w p o k o j u u k r y t y m i za­
m k n i ę t y m , j a k jedno z tych zwierciadeł magicznych w głę­
biach nieznanych, o k t ó r y c h m ó w i ą legiendy, lśni się ciemno,
tajemniczo, ale zawsze się l ś n i . "
W archaicznych i l u d o w y c h strukturach m y ś l e n i a , k t ó r y c h
wyrazem s ą wierzenia i m i t y , zwierciadło często kojarzone
jest z z a ś w i a t a m i , śmiercią, d i a b ł e m . Przypomnijmy k i l k a
p r z y k ł a d ó w o b r a z u j ą c y c h t r w a ł o ś ć tego symbolicznego splo­
t u . Szeroko rozpowszechnione jest wierzenie, że w lustrze
dostrzec m o ż n a śmierć lub d i a b ł a . Popularne są liczne
b a ś n i e (Gęsta Romanorum, Baśnie z tysiąca i jednej nocy),
w k t ó r y c h m o w a jest o pojawianiu się w lustrze z m a r ł y c h .
Znany jest ze słowiańskiej tradycji ludowej zwyczaj za­
s ł a n i a n i a luster w d o m u , gdzie m i a ł miejsce zgon. W sym­
bolice s z a m a ń s k i e j z w i e r c i a d ł o jest znakiem z a ś w i a t ó w l u b
służy j a k o instrument u m o ż l i w i a j ą c y dostanie się w tamte
s t r o n y . O w z w i ą z e k lustra ze śmiercią z a c h o w a ł się r ó w n i e ż
we współczesnej w y o b r a ź n i poetyckiej. W wierszu F . G .
L o r k i czytamy: „ Z a k a ż d y m lustrem jest z m a r ł a g w i a z d a . "
Nie mniej istotne jest w tych „ l u s t r z a n y c h " fragmentach
d o ś w i a d c z e n i e czasu. Czas p r z e n i k a j ą c y obrazy z r ó w n u j ą c e
w o d ę ze z w i e r c i a d ł e m ma charakter zstępujący: kieruje się
w przeszłość. M o ż e p r o w a d z i ć do p o g r ą ż e n i a się w zapom­
nienie, w w o d y Lety. M o ż e też, j a k w kolejnym „ w e n e c k i m "
utworze Iwaszkiewicza, o d n o s i ć w inny s p o s ó b do ś w i a t a
podziemi. W o d a nazwana jest t a m „ s z a r ą o t c h ł a n i ą c z a s u " .
W i d z i m y zatem, że segmentarnemu odczuwaniu przestrzeni
miasta towarzyszy identyczne pojmowanie czasu. Wenecja
mieści się nie t y l k o w „ i n n e j " , tanatycznie waloryzowanej
przestrzeni, ale t a k ż e czas podlega p r z y p o r z ą d k o w a n i u p o l u
znaczeniowemu śmierci. Takie z a k ł ó c e n i e struktury czaso­
przestrzeni charakterystyczne jest dla myśli archaicznej.
Obraz Wenecji wyłaniający się z przedstawionych dotych­
czas f r a g m e n t ó w , u d e r z a j ą c o przypomina zaświaty, p o d ­
ziemia, k r a i n ę śmierci z wierzeń i m i t o l o g i i . S p r ó b u j m y na
kolejnych p r z y k ł a d a c h d o w i e ś ć tego p o d o b i e ń s t w a .
O b o k w y s t ę p u j ą c y c h j u ż e l e m e n t ó w c i e m n o ś c i , zapom­
nienia, przeszłości, bezczasu, charakterystycznych dla ar­
chaicznych w y o b r a ż e ń z a ś w i a t ó w , z d u ż ą częstotliwością
powtarza się w zebranych m a t e r i a ł a c h obraz Wenecji j a k o
przestrzeni ciszy. W k i l k u cytowanych fragmentach (Błok,
M u r a t ó w ) m o t y w ten kilkakrotnie się p o j a w i a ł . Teraz k i l k a
p a s s u s ó w m ó w i ą c y c h o t y m wprost:
41

42

4 3

4 4

4 5

4 6

47

48

49

„ C o istniało o d p o c z ą t k u ? O g r o m n a cisza laguny. W ka­
mieniach tego miasta bez ulic zawarta jest c i s z a . "
„ P r z e r a ż a ta cisza bezludnego martwego m i a s t a . "
„ Ł ó d ź się zbliża; na lewo w ciszy nadzwyczajnej, zagłębia
się k a n a ł Orfano, nieruchomy i pustynny; ten s p o k ó j w o d y
czarnej i lśniącej przejmuje wszystkie nerwy r o z k o s z ą i zgro­
zą. U m y s ł zatapia się m i m o w o l n i e w tych g ł ę b i n a c h zimnych.
Co za dziwne życie tej w o d y niemej i n o c n e j . "
„ Ś w i a t ł a sączyły się z k i l k u okiennic, s o n d u j ą c głębię tego
czarnego strumienia o d b i t y m i p r o m i e n i a m i ; jednak nad
wszystkim zalegała g ł ę b o k a c i s z a . "
I najdobitniejszy, metafizyczny obraz ciszy weneckiej
widziany oczami Sartre'a, w k t ó r y m r o z p o z n a ć m o ż n a
r ó w n i e ż ś r e d n i o w i e c z n e ikonograficzne w y o b r a ż e n i e śmie­
rci: „ N a n a d b r z e ż u blask zgasł, z a n u r z a j ą c budowle z po­
w r o t e m w i c h o g ó l n o ś ć . N a d o w ą bezsiną p a p l a n i n ą wznosi
się r ó ż o w o ś c i ą cegieł milczenie. Daleka t r ą b k a odzywa się
i milknie. O t o obrazek dla t u r y s t ó w : W i e c z n o ś ć osaczona
przez Dzianie się l u b świat rozumny u n o s z ą c y się nad
m a t e r i ą . C o ś jeszcze widzę: c i s z a l o d o w a t ą s w ą
k o s ą (podkr. D . C . ) ścięła wszelki h a ł a s . W Wenecji ciszę się
widzi, jest ona m i l c z ą c y m wezwaniem Drugiego B r z e g u . "
Cisza o b o k ciemności to istotny element składający się na
archaiczne i folklorystyczne wizje z a ś w i a t ó w . By nie m n o ­
żyć c y t a t ó w ponad p o t r z e b ę , p r z y w o ł a j m y j a k o m a t e r i a ł
p o r ó w n a w c z y jeden t y l k o p r z y k ł a d , Psalm 88, gdzie w ob­
razie z a ś w i a t ó w współistnieją wspomniane m o t y w y ciszy
i zapomnienia: „ C z y ż opowiadane będzie w mogile miłosier­
dzie Twoje i w i e r n o ś ć Twoja w miejscu zagłady? C z y ż znane
b ę d ą w c i e m n o ś c i a c h cuda Twoje i s p r a w i e d l i w o ś ć Twoja
w krainie z a p o m n i e n i a . "
Z a u w a ż m y przy okazji jeszcze j e d n ą i s t o t n ą zbieżność. M .
Sznajderman o p i s u j ą c mityczny wizerunek zarazy, śledząc
jego o b e c n o ś ć w wielu tradycjach mitologicznych, religijnych
i folklorystycznych, d o w o d z i p o k r e w i e ń s t w a s t r u k t u r y sym­
bolicznej obrazu z a ś w i a t ó w i w i z e r u n k u z a r a z y . Te same
elementy ( c i e m n o ś ć , milczenie, zapomnienie) akcentowane
są w opisach z a ś w i a t ó w , j a k i w relacjach z miejsc do­
t k n i ę t y c h „ m o r o w y m powietrzem". T o celne rozpoznanie
pozwala z r o z u m i e ć nieco głębsze znaczenie s k o j a r z e ń W a g ­
nera, kiedy p o r ó w n y w a ł c z a r n ą w e n e c k ą g o n d o l ę do łodzi
z a d ż u m i o n y c h , a p o d r ó ż n i ą p o d s u w a ł a m u obraz pogrzebu
w czasie d ż u m y . Dostarcza r ó w n i e ż , nie ujawnianych d o t ą d ,
p o d t e k s t ó w symbolicznych dla opowiadania M a n n a . Przy­
p o m n i j m y : Aschenbach, podczas swojego p o b y t u w Wenecji
dowiaduje się o rozwijającej się w mieście epidemii cholery.
T a informacja dziwnie przystaje do poczynionych przezeń
wcześniej obserwacji na temat „ m i a s t a ś m i e r c i " . W i e m y j u ż
dlaczego: obraz zarazy i wizerunek Wenecji są symbolicznie
ekwiwalentne. T o p o d o b i e ń s t w o sprawia, że p a n u j ą c a w We­
necji cholera nie t y l k o nie jest c z y m ś obcym, nie na miejscu,
ale przeciwnie: m o c ą symbolicznych o d p o w i e d n i o ś c i w r ę c z
p o j a w i ć się powinna!
50

51

S2

S3

S4

s s

56

51

Z w r ó ć m y jeszcze u w a g ę na k i l k a szczegółów w opisach
Wenecji. C z ę s t o pojawiają się w nich takie o k r e ś l e n i a j a k
d u s z n o ś ć , ciasnota, w i l g o t n o ś ć , z a m k n i ę c i e , k t ó r e z n ó w
o d w o ł u j ą do archaicznej wizji k r a i n y śmierci, opisywanej
przy pomocy tych w ł a ś n i e e l e m e n t ó w : „ W s t r ę t n i e parno b y ł o
na ulicach; powietrze było tak gęste, że zapachy p ł y n ą c e
z m i e s z k a ń , s k l e p ó w , j a d ł o d a j n i , wyziewy o l i w y , chmury
perfum i t y m podobne t w o r z y ł y nieruchome, nie rozprasza­
j ą c e się warstwy. D y m z papierosa wisiał w j e d n y m miejscu,
u s t ę p u j ą c p o w o l i . Ruch t ł u m u w ciasnocie p r z e s z k a d z a ł
tylko p r z e c h a d z a j ą c e m u się, zamiast go b a w i ć . " Z licznych
uwag na temat ciasnych uliczek, jeden t y l k o p r z y k ł a d : „ ż y w y
człowiek czuje się j a k wyspa: ściśnięty, o b e z w ł a d n i o n y .
Pieszo nie m o ż n a przejść z jednej strony na d r u g ą . T u się
przybija od brzegu do brzegu. (...) M o ż n a z a c h o r o w a ć na
a g o r a f o b i ę . " I jeszcze fantasmagoryczny, przerażający,
klaustrofobiczny, „ p i r a n e z y j s k i " z ducha obraz z opisu
Gautiera: „ B a r k a p ł y n ę ł a najpierw bardzo szerokim kana­
łem, u brzegu k t ó r e g o r y s o w a ł y się n i e w y r a ź n i e ciemne
S 8

5 9

budowle... Potem skręciła w zawiłe i w ą s k i e uliczki wodne,
k t ó r e m o ż e w y d a w a ł y się n a m takie, bo nie z n a l i ś m y drogi.
Burza, k t ó r a d o b i e g a ł a j u ż k o ń c a , oświetlała jeszcze niebo
b l a d y m blaskiem, o d s ł a n i a j ą c n a m głębokie perspektywy,
osobliwe k o r o n k i nieznanych p a ł a c ó w . . . Schody n u r z a ł y
stopnie w kanale, zdając się w z n o s i ć w m r o k u k u tajem­
niczym w i e ż o m Babel... Wszystko czego w c i e m n o ś c i a c h
d o t k n ę ł a zagubiona smuga światła, n a b i e r a ł o w y g l ą d u taje­
mniczego, fantastycznego, p r z e r a ż a j ą c e g o , pozbawionego
proporcji... Z d a w a ł o nam się, że w ę d r u j e m y w powieści
M a t h u r i n a , Lewisa albo A n n y Radcliffe, ilustrowanej przez
G o y ę , Piranesiego i R e m b r a n d t a . "
Jako m a t e r i a ł p o r ó w n a w c z y , p o s ł u ż y n a m opis piekła
s p o r z ą d z o n y przez św. Teresę z A v i l a : „Wejście przed­
s t a w i a ł o się na k s z t a ł t długiej i wąskiej uliczki, albo raczej na
k s z t a ł t bardzo nisko sklepionego, ciemnego, ciasnego lochu.
(...) N i e m o ż n a usiąść ani się p o ł o ż y ć w t y m ciasnym
zagłębieniu ściany, do k t ó r e g o b y ł a m w t ł o c z o n a , same te
ściany straszliwe na wejrzenie, c i ę ż a r e m swoim p r z y g n i a t a j ą
i d ł a w i ą ; nie m a t a m światła, d o k o ł a c i e m n o ś ć nieprzenik­
n i o n a . " Ten opis jest s c h r y s t i a n i z o w a n ą wersją przed­
chrześcijańskich, s t a r o ż y t n y c h w y o b r a ż e ń z a ś w i a t ó w , w k t ó ­
rych, obok e l e m e n t ó w wymienionych przez św. T e r e s ę ,
p o j a w i a j ą się — zwłaszcza nas interesujące — takie i c h cechy
j a k d u s z n o ś ć i w o d n i s t o ś ć . Przytoczone charakterystyki
Wenecji znakomicie mieszczą się w tych w y o b r a ż e n i a c h .
Widzieliśmy j u ż , że czerń, c i e m n o ś ć to k o l o r y s t y k a istotna
w opisach Wenecji. S t ą d nie t r u d n o z r o z u m i e ć , że noc
— esencja czerni, jest p o r ą szczególnie wysoko w a r t o ś ­
c i o w a n ą i często się o niej wspomina. O l b r z y m i a ilość relacji
zdaje s p r a w ę z tego nierozerwalnego, w odczuciach opisują­
cych, z w i ą z k u Wenecji i nocy. „ N o c w Wenecji! N i e ta
zwyczajna, niedzielna, maksymirska noc ze starymi, p o d ­
niszczonymi ł ó d k a m i na jeziorze (...) lecz ta prawdziwa,
tajemnicza, wenecka, z czarnymi g o n d o l a m i i m i g o t l i w y m i
ś w i a t ł a m i ! " Wiele z przytoczonych wcześniej f r a g m e n t ó w
w y r a ź n i e wskazuje, że noc wenecka jest kosmosem śmierci.
T o t e ż w t y m miejscu jedno t y l k o ś w i a d e c t w o , w y s t a r c z a j ą c o
jednoznaczne: „ N o c księżycowa, o ś w i e c o n a b r y l a n t a m i
gwiazd. Wenecya u m a r ł a , w t r u m n i o n a w p o w ł o k ę wieczys­
tych d y a m e n t ó w . "
Z w r ó ć m y przy t y m u w a g ę na jeszcze jeden aspekt ciemno­
ści nocy. E. M i n k o w s k i , w znakomitej ejdetycznej analizie
ś w i a t a j a s n o ś c i i ciemności, świata dnia i nocy, przekonuje, że
do opisania istoty przejścia z jednej sfery do drugiej, najlepiej
nadaje się w y r a ż e n i e „ucieleśnić s i ę " . Cielesność, materialn o ś ć jest rysem k o n s t y t u t y w n y m jasnej przestrzeni, jego
c e c h ą n i e r e d u k o w a l n ą . „ G d y c i e m n o ś ć ustępuje miejsca
j a s n o ś c i , to wcale nie o to chodzi, że ś w i a t ł o czyni teraz
widzialnymi w otoczeniu przedmioty, k t ó r e poprzednio się
tam z n a j d o w a ł y , lecz p o z o s t a w a ł y n i e d o s t ę p n e dla naszego
spojrzenia, ale chodzi o to, że cały świat zmienia swój aspekt,
poddaje się n o w y m p r a w o m , a między i n n y m i w ł a ś c i w o ś ­
ciami, zaludnia się j u ż nie u l o t n y m i cieniami lecz c i a ł a m i . "
O d w r o t n i e rzecz się m a przy przejściu ze sfery jasnej do
ciemnej: „ K o n t u r y rzeczy t r a c ą teraz swoją w y r a z i s t o ś ć ;
u s u w a j ą się, r o z p ł y w a j ą , najpierw w p ó ł m r o k u wieczoru,
później w ciemności nocy. A r ó w n o c z e ś n i e przedmioty
p o r z u c a j ą z d a w a ł o b y się ~ s w ą n i e r u c h o m o ś ć , p r z y b i e r a j ą
dziwaczne kształty (...). Ś w i a t d o k o ł a mnie zaludnia się
w i d m a m i , niesprecyzowanymi obrazami, ż y w y m i , tajem­
n i c z y m i . " U w a g i te d o p r o w a d z a j ą nas do kolejnego ob­
licza, k t ó r e o d s ł a n i a Wenecja. T y m razem będzie to miasto
widmowe. Skoro powiedzieliśmy wcześniej, że Wenecja
należy do obszaru nocy, z r o z u m i a ł a staje się akcentowana
wielokrotnie jej n i e m a t e r i a l n o ś ć , z j a w i s k o w o ś ć , w i d m o w o ś ć ,
co za chwilę p o k a ż e m y . „ Ś w i a t zaludnia się w i d m a m i "
60

6 1

6 2

6 3

6 4

6 5

66

— istotnie — Wenecja zaludniona zjawami, u p i o r a m i ,
w i d m a m i , to obraz nader często p o w t a r z a j ą c y się w zgroma­
dzonych przez nas tekstach. O t o opis Wenecji p o g r ą ż o n e j we
mgle: „ W y c h o d z i m y . Brniemy we mgle. M i a s t o jest p e ł n e
w i d m . Ludzie p r z e s u w a j ą się cicho, t o n ą w c i e m n o ś c i . (...)

63

Pijani śpiewają. W i d m a b ł ą k a j ą się. Z m a r l i c h o d z ą po ziemi
tej nocy, j a k w noc z dnia wszystkich świętych na dzień
z a d u s z n y . " W filmie Nicolasa Roega Nie oglądaj się teraz,
o p a r t y m na noweli D . d u M a u r i e r p o d t y m samym t y t u ł e m ,
jedna z postaci z a u w a ż a : „ T y l e t u cieni, to miasto m a r t w e " .
M a r i a Janion w swoich „ p r ó b a c h teorii fascynacji filmem"
śledząc w ą t e k wizyjny, fantazmatyczny, wizyjny, halucynacyjny w kinie, p r z y w o ł u j e — j a k ż e trafnie — film Roega:
„ W s z y s t k o , co realne, ulega tutaj ' p r z e s u n i ę c i u ' bardzo
delikatnemu, na tyle jednak odczuwalnemu, że znaczenie
rzeczywistości w t y m filmie musi b u d z i ć pewne zaniepokoje­
nie u widza. Z r e s z t ą najważniejsza jest t u w i d m o w a Wenecja
— ona faktycznie gra rolę tajemniczej, nieprzeniknionej
bohaterki filmu. T o Wenecja grozy, jakiej nie b y ł o jeszcze
w kinie — bo i Viscontiemu w Śmierci w Wenecji, c h o c i a ż
b y ł a d o t k n i ę t a z a r a z ą , nie u d a ł o się takiej p o k a z a ć . " 1 na
koniec tej prezentacji t e k s t ó w i ś w i a d e c t w rozwijających
w ą t e k „ w i d m o w y " , wiersz B ł o k a Wenecja, t y m razem w ca­
łości, gdzie m a m y do czynienia z c a ł y m nieomal z e s p o ł e m
symbolicznych e l e m e n t ó w , na k t ó r e uprzednio w s k a z y w a l i ś ­
my.
67

6 8

Cisza i c h ł o d n y wiatr z laguny,
Gondole j a k trumienne dna.
W ś r ó d nocy leżę w blasku luny
U s t ó p tajemniczego lwa.
N a baszcie p ó ł n o c m i nad g ł o w ą
Giganty biją j a k we śnie.
Marek ikonę swą widmową
U t o p i ł w księżycowej mgle.
Poprzez galerie w p ó ł widome,
Lękliwie spozierając w k r ą g ,
Przechodzi, kryjąc się, Salome
Z m ą k r w a w ą g ł o w ą w splocie r ą k .
I wszystko śpi — noc bezechowa
T y l k o w i d z i a d ł a chwiejny k r o k ,
T y l k o upiorna moja g ł o w a
Z t ę s k n o t ą patrzy z misy w m r o k .

7 1

7 2

64

73

7 4

6 9

Z obrazem Wenecji nierealnej, widmowej łączy się wizeru­
nek miasta, w k t ó r y m zaznaczona zostaje jego moc hip­
notyczna. Jest to obraz Wenecji j a k o przestrzeni snu. Z wielu
a u t o r ó w , chyba t y l k o Gustaw H e r l i n g - G r u d z i ń s k i d a ł tak
plastyczny wizerunek Wenecji j a k o snu. „ W y s t a r c z y (...)
u w o l n i ć się od Wenecji k a r n a w a ł o w o - w i d o w i s k o w e j , zanu­
rzyć się w niej n o c ą l u b o świcie, przyjechać t u jesienią czy
z i m ą , aby z r o z u m i e ć czym jest n a p r a w d ę . Snem ś n i o n y m na
jawie. (...) C o jest i s t o t ą snu — r e a l n o ś ć s p o t ę g o w a n a ,
n a t ę ż o n a , intensywna, w p o ł ą c z e n i u z u s t a w i c z n ą zmienno­
ścią, k r u c h o ś c i ą i u l o t n o ś c i ą — stanowi t a k ż e istotę Wene­
c j i . " W i n n y m miejscu powtarza t o samo H e r l i n g w poetyc­
k i m skrócie: „ W e n e c j a , kwintesencja snu, gdzie wszystko
zdaje się często b y ć odbiciem odbicia w n i e k o ń c z ą c y m się,
lustrzanym ł a ń c u c h u . " W k i l k u innych relacjach, u t w o r a c h
poetyckich, częściowo j u ż cytowanych, często wykorzys­
tywana jest metaforyka oniryczna do opisu miasta. D w u ­
z n a c z n o ś ć snu — „ r e a l n o ś ć s p o t ę g o w a n a " i „ u s t a w i c z n a
z m i e n n o ś ć " — odpowiada wielokrotnie p o d k e ś l a n e j d w u ­
z n a c z n o ś c i Wenecji. T ę j e d n o ś ć realności i nierealności,
p r a w d y i z ł u d z e n i a , b y t u i p o z o r u o d n a j d y w a n ą w Wenecji,
m o ż n a widzieć na głębszym jeszcze, bardziej elementarnym
poziomie, j a k uczynił to G . Simmel w swoim studium o t y m
mieście: „ d w u z n a c z n e jest p o d w ó j n e życie miasta, k t ó r e j u ż
to jest u k ł a d e m ulic, j u ż to u k ł a d e m k a n a ł ó w , tak że nie
należy ani do l ą d u ani do wody, jedno b o w i e m j a w i się j a k o
proteuszowa szata, zza k t ó r e j p r z e ś w i e c a k u s z ą c o to drugie
j a k o właściwe ciało; dwuznaczne są w ą s k i e ciemne k a n a ł y ,
gdzie w o d a drga niespokojnie i płynie, c h o ć nie m o ż n a
r o z p o z n a ć w j a k i m k i e r u n k u , porusza się nieustannie, ale
d o n i k ą d nie d ą ż y . Ż e życie nasze jest właściwie t y l k o f a s a d ą ,
za k t ó r ą stoi ś m i e r ć , jedyna rzecz pewna — oto dlaczego
życie, j a k m ó w i Schopenhauer, jest na w s k r o ś dwuznacz­
n e . " A więc sen ( i Wenecja zarazem) j a k o hybrydyczna
7 0

j e d n o ś ć życia i śmierci. Sen j a k o brama w z a ś w i a t y . „ O t o
miasto snu, miasto z z a ś w i a t a " — wymienia j e d n y m tchem
d ' A n n u n z i o . T o kolejny splot symboliczny, n i e z a u w a ż a l n y
przy powierzchniowym spojrzeniu. A wystarczy p r z y p o m ­
nieć kontekst mitologiczno-religijny. W m i t o l o g i i greckiej
Sen i Ś m i e r ć to bracia bliźniacy. R ó w n i e ż tradycja hebrajska
często p o r ó w n y w a ł a śmierć ze snem (Job 3,13—15; 3,17;
K o h 9,3; 9,10; Ps 88,7), św. P a w e ł w I liście do K o r y n t i a n
(15,18) nazywa śmierć snem. Polskie s ł o w o cmentarz, w y w o ­
dzi się od greckiego „ k o i m e t r i o n " , co oznacza „miejsce
z a ś n i e n i a " . Ł a c i ń s k i e p r z y s ł o w i e powtarza za g r e c k ą trady­
cją: „ S o m n u s est frater m o r t i s " . H o m o l o g i a sen-śmierć,
p o ś w i a d c z o n a jest szeroko w epigrafice nagrobnej: „ i n pace
bene d o r m i t " , „ d o r m i t i n somno pacis", „ i n pace s o m n i " ,
„ i n pace D o m i n i d o r m i a s " . W ę d r ó w k a p o onirycznym
mieście s t a n o w i ć m o ż e zatem odpowiednik zejścia w za­
światy, w y r a ż o n e g o j ę z y k i e m metaforyczno-symbolicznym.
G d y b y jeszcze z w i ą z e k Wenecji z z a ś w i a t a m i nie w y d a w a ł
się p r z e k o n u j ą c y , wspomnijmy jeszcze jeden szczegół, c z ę s t o
p o j a w i a j ą c y się w naszych opisach. K r ę t e uliczki weneckie
nieustannie p r z y r ó w n y w a n e są w nich do labiryntu. W samej
Śmierci w Wenecji m o t y w ten występuje parokrotnie: „ N a
najbliższym postoju wziął ł ó d ź i k a z a ł się wieźć na San M a r c o
przez p o s ę p n y labirynt k a n a ł ó w (...). O k r z y k gondoliera, na
p ó ł ostrzeżenie, na p ó ł pozdrowienie, o t r z y m y w a ł z dala,
z ciszy labiryntu, wedle osobliwej u m o w y o d p o w i e d ź . (...) Po
ś l a d a c h p i ę k n e g o c h ł o p c a zapuścił się Aschenbach pewnego
dnia w w e w n ę t r z n ą p l ą t a n i n ę chorego miasta. T r a c ą c orien­
tację, g d y ż uliczki, m a ł e k a n a ł y , mosty i place l a b i r y n t u były
zbyt do siebie podobne, niepewny j u ż stron ś w i a t a , baczył
jedynie aby nie stracić z oczu tęsknie ściganego obrazu
( . . . ) . " P o d o b n ą , c h o ć i r o n i c z n ą w tonacji, u w a g ę znaj­
dujemy u Brodskiego: „ T a k więc, w ę d r u j ą c przez te labiryn­
ty, nigdy nie wiemy czy ś c i g a m y j a k i ś cel, czy uciekamy od
samych siebie, czy j e s t e ś m y ł o w c ą , czy z w i e r z y n ą . Z p e w n o ś ­
cią nie ś w i ę t y m , ale m o ż e jeszcze nie smokiem na p e ł n ą skalę;
nie bardzo Tezeuszem, ale i nie M i n o t a u r e m z jego apetytem
na dziewice." Z u p e ł n i e nieoczekiwanie obraz Wenecji j a k o
l a b i r y n t u par excellence, pojawia się w Sklepach cynamono­
wych: „ Ł ó ż k a cały dzień nie zaścielone, zawalone pościelą
zmiętą i w y t a r z a n ą od ciężkich s n ó w , stały j a k g ł ę b o k i e
łodzie gotowe do o d p ł y w u w m o k r e i zawiłe labirynty jakiejś
czarnej, bezgwiezdnej W e n e c j i . " I jeszcze czterowiersz
z Sonetów weneckich A . v o n Platena:
75

76

Ten labirynt ulic i m o s t ó w przede m n ą ,
na tysiące s p o s o b ó w s p l ą t a n e
Przejść przez nie kiedyś — czy będzie m i dane?
Czy tę z a g a d k ę rozwiążę t a j e m n ą ?
7 7

W tekstach o Wenecji, często ' s p o t k a ć m o ż n a relacje
o z b ł ą d z e n i u w ś r ó d ulic, o t r u d n o ś c i a c h znalezienia miejsca,
k t ó r e g o się szuka, o zagubieniu. T o s p o s t r z e ż e n i e u ł a t w i a
n a m i n t e r p r e t a c j ę symbolicznego znaczenia weneckiego labi­
r y n t u . W ę d r ó w k i uliczkami Wenecji p r z y p o m i n a j ą znane
z wielu tradycji mitologicznych i folklorystycznych b ł ą d z e n i e
w labiryncie, k t ó r y jest metaforycznym obrazem „ k r ó l e s t w a
ś m i e r c i . " Błądzenie, zgubienie się, zejście z drogi i m ­
plikujące ruch wstecz, do tyłu — k u śmierci, t o czytelne
metafory zejścia w z a ś w i a t y : „ b ł ą k a n i e się jest sposobem
p o d r ó ż o w a n i a po t a m t y m świecie" konkluduje J.S. Wasilew­
ski w swoim eseju, p o ś w i ę c o n y m m o t y w o w i „ w ę d r ó w k i
w z a ś w i a t y " . „ L a b i r y n t ma p o d w ó j n e znaczenie: jeśli jego
k r ę t e korytarze p r z y w o ł u j ą na p a m i ę ć m ę k i P i e k ł a , to jednak
p r o w a d z ą one d o miejsca, gdzie d o k o n a się o l ś n i e n i e . "
Bowiem labirynt to t a k ż e p r z e s t r z e ń inicjacyjna, miejsce
wtajemniczenia. P o w r ó ć m y raz jeszcze do opowiadania
M a n n a , od k t ó r e g o r o z p o c z ę l i ś m y nasze r o z w a ż a n i a . A s ­
chenbach (niem. Asche — p o p i ó ł ) , ścigając w weneckim
labiryncie nieuchwytne p i ę k n o , w c h o d z ą c w k r a i n ę śmierci,
d o s t ę p u j e wtajemniczenia w los, rozświetlenia egzystencji,
iluminacji. „ N a j w i ę k s z e nasilenie tego stanu, p r o w a d z ą c e j u ż
do jasnowidzenia, do głębokiej, c h o ć pełnej grozy akceptacji,
7 8

7 9

8 0

pojawia się gdy p o ś r ó d tego p o ś c i g u dostrzega naraz szcze­
g ó l n y sens swego d o ś w i a d c z e n i a j a k o d o ś w i a d c z e n i a artysty.
I ta refleksja t o nie s t u d z ą c e , obce temu, co się w n i m
rozgrywa, d z i a ł a n i e ś w i a d o m o ś c i , lecz w ł a ś n i e wyraz afirm u j ą c e g o zrozumienia. M o ż n a p o w i e d z i e ć , że Aschenbach
p o w t ó r z y o d w i e c z n ą d r o g ę duszy wtajemniczanej w misteria
— a ż do zgody na samounicestwienie."
Mogliśmy zaobserwować z j a k ą niezwykłą konsekwencją,
nie z a n i e d b u j ą c ż a d n e g o szczegółu, w y o b r a ź n i a symboliczna
kreuje obraz Wenecji j a k o przestrzeni z a ś w i a t ó w . M i a s t o to
jest nie t y l k o „ c a ł k i e m i n n y m " ś w i a t e m — „ P o ł o ż e n i e
Wenecji jest w y j ą t k o w e ; m o ż n a nawet p o w i e d z i e ć , że leży
ona niemal poza W ł o c h a m i " — ale znajduje się blisko
81

8 2

„ t a m t e g o ś w i a t a " . Jest miejscem „ p r z e b i c i a " m i ę d z y ziemią
i podziemiami. Wejście w p r z e s t r z e ń w e n e c k ą jest ruchem
w dół, przywodzi na myśl to, co zawiera się w greckim
terminie „ k a t h a b a s i s " : zstąpienie do k r ó l e s t w a śmierci.
I n t e r e s u j ą c e jest to, że n o w o ż y t n a w y o b r a ź n i a symboliczna,
t w ó r c z o r e i n t e r p r e t u j ą c m o t y w y zawarte w warstwie wierzeń
i m i t ó w , wciąż tak m o c n o zakorzeniona jest w archaicznych
schematach m y ś l e n i a i postrzegania. Z o s t a j ą c , za jej p o ś r e d ­
nictwem, wprowadzeni w p r z e s t r z e ń Wenecji — d z i w n ą ,
n i e j e d n o z n a c z n ą , n i e p o j ę t ą — o d k r y w a m y , że ,jeśli po­
ddamy się jej w a r u n k o m , w ó w c z a s znajdziemy się w ś r o d k u
t a j e m n i c y " . We w n ę t r z u ciemnego, nieprzejrzystego sym­
bolu.
83

PRZYPISY:
3 4

Iwaszkiewicz, Koronki..., s.270
G. d'Annunzio, Notturno, Warszawa-Lwów-Poznań-Nowy Jork,
b.d., s.14
W. Iwanow, Kormczije zwiezdy, St. Petersburg 1903, s.103
Oczywiście zdarzały się również reakcje obojętne i negatywne,
H. Taine, Podróż po Włoszech, cz.II Florencja i Wenecja,
składające się na swoisty anty-mit Wenecji. M. McCarthy w swej pracy Warszawa 1887, s.292
Venice observed (London 1961) zestawia listę tych, którzy nie poddali
Braudel, op.cit., s.160
się urokom Wenecji: Znaleźli się na niej m.in. Montaigne, Stendhal,
A. Wat, Wiersze wybrane, Warszawa 1987, s.143
Spencer, Gibbon, D.H. Lawrence, Melville. Por. G. HerIwaszkiewicz, Wiersze..., s.499
ling-Grudziński, Dziennik pisany nocą 1973—1979, Warszawa 1990,
J.P. Sartre, Wenecja z mojego okna, „Twórczość", nr 10, 1962,
s.217
s.70
P. Muratów, Obrazy Włoch, Warszawa 1972, t.l, s. 18
Por. R. Caillois, Paryż, mit współczesny, (w:) Odpowiedzialność
Por. hasło „Lethe" (w:) Dictionnaire de la mythologie grecąue et
i styl. Eseje, Warszawa 1967
romaine, Paris 1951
Cały XVIII numer „Trudów po znakowym systiemam", zatytuło­
Muratów, op.cit., s.14
wany Semiotyka miasta i kultury miejskiej. Petersburg poświęcony
został interpretacjom obrazu tego miasta w literaturze rosyjskiej. Zob.
J. Kremer, Podróż do Wioch, Wilno 1859, t.l, s.235
omówienie tego numeru przez R. Mazurkiewicza, Semiotyka Peters­
M. Wallis, Dzieje zwierciadła, Warszawa 1973, s.87
burga, „Znak" nr 11—12 (384—385), 1986, s. 185—194
L . Stomma, Magia dzisiaj — zasady analizy (cz.II), „Polska
Materiały z konferencji zgromadzono w zbiorowym tomie: Vene- Sztuka Ludowa" nr 4, 1979, s.108
zia nelle letterature modernę, ed. C. Pellegrini, Venezia-Roma, b.d.
J.S. Wasilewski, Podróże do piekieł, Warszawa 1979, s.133
Wenecja w oczach Jerzego Nowosielskiego (wywiad J. Guze),
F . G . Lorca, Poezje wybrane, Warszawa 1968, s.126
„Twórczość" nr 10, 1988, s.120
Iwaszkiewicz, op.cit., s.494
E . Bieńkowska, Dane odebrane. Tryptyk wioski, Londyn 1985, s.8
A. Stokes, Venice, Illustrations by J. Piper, London 1965, s.9
F. Braudel, Venise, (w:) F. Braudel, G. Duby, La Mediteranee. Les
Feldmanowski, op.cit., s.13
Hommes et 1'heritage, b.m. 1986, s.157—158
Taine, op.cit., s.292
Ch. Dickens, Pictures from Italy, (w:) Great Expecta­
B. Pasternak, Drogi napowietrzne i inne utwory, Warszawa 1973,
tions-Pictures from Italy — American Notes, New York 1879, s.501
s.466-^67
J. Brodski, Znak wodny, „Zeszyty Literackie" nr 39, 1992, s.19
Sartre, op.cit., s.73
Inne znaczące wątki składające się na bogatą mitologię Wenecji
G. van der Leeuw, Fenomenologia religii, Warszawa 1978, s.367
omawiam w pracy Wenecja: twarze miasta. Etnologiczna interpretacja Księga Psalmów, tłum. Cz. Miłosz, Paris 1982, s.210
symbolicznego wymiaru zjawiska, mszp. pracy magisterskiej w dysp.
M. Sznajderman, Mityczny wizerunek zarazy, (w:) Szkice i próby
Katedry Etnologii UJ.
etnologiczne (Skawica 1982—1983), Kraków 1985, s.105—120
E . Bieńkowska, W poszukiwaniu królestwa człowieka. Utopia
Mann, op.cit., s.274
sztuki od Kanta do Tomasza Manna, Warszawa 1981, s.283. Praca ta
Stryjkowski, op.cit., s.41,40
zawiera rozdział „Muzyka wenecka", w którym autorka dokonuje
Cyt. za: G. Poulet, Metamorfozy czasu, Warszawa 1977,
znakomitej, wielowarstwowej analizy Śmierci w Wenecji odnosząc
s.513—514
opowiadanie Manna do kontekstu kultury, literatury,filozofiiniemie­
św. Teresa z Avila, Wizja pieklą, (w:) E . Renault, Święta Teresa
ckiej
z Avila, Kraków 1983, s. 122—123
A. von Platen, Tristan, (w.) Gedichte, Stuttgart 1968, s.23
Por. M. Sznajderman, op.cit., s.114
T. Mann, Śmierć w Wenecji, (w:) Nowele, Warszawa 1956, s.243
M. Matkovic, Ślady na ścieżce, „Literatura na Świecie" nr 1 (174),
Tamże, s.255—256
1986, s.181
„... w Śmierci w Wenecji nic nie zostało zmyślone: przechodzień
** d'Annunzio, op.cit., s.40
spotkany koło Cmentarza Północnego w Monachium, ponury statek
E . Minkowski, „Zaświecam lampę", „Znak" nr 271, 1977, s.58
odpływający z Poli, sędziwy fircyk, podejrzany gondolier, Tadzi i jego
Tamże, s.56
rodzina, wyjazd, który nie doszedł do skutku z powodu zamiany
d'Annunzio, op.cit., s.14
bagaży, cholera, uczciwy urzędnik biura podróży, złośliwy śpiewak
M. Janion, Odnawianie znaczeń, Kraków 1980, s.353
uliczny i cokolwiek by jeszcze przytoczyć...", T. Mann, O sobie,
Błok, op.cit.
Warszawa 1971, s.52
Herling-Grudziński, op.cit., s.217—218
Mann, Śmierć..., s.259
Tamże, s.334
Tamże, s.260
Cyt. za: E. Bertram, Wenecja (jest to rozdział z książki Nietzsche,
G. Bachelard, Wyobraźnia poetycka, Warszawa 1978, s.149
Versuch einer Mythologie, Bonn 1918), „Zeszyty Literackie" nr 26,
Tamże, s.146
1989, s.25—26
R. Wagner, Mein Leben, Munchen 1911, t.2, s.678
Por. M. Eliade, Aspect du mythe, Paris 1963, s.156
A. Błok, Poezje, Kraków 1981, s. 267
Mann, op.cit, s.275, 295, 311
J. Iwaszkiewicz, Wiersze zebrane, Warszawa 1968, s.496
Brodski, op.cit., s. 35
Tamże, s.499
B. Schulz, Sklepy cynamonowe, Kraków 1985, s.55
J. Stryjkowski, Pożegnanie z Italią, Warszawa 1954, s.41
A. von Platen, op.cit., s.51 (przekład K.Książek).
H. Feldmanowski, Wenecya w przededniu 1866 roku, Poznań
P. Santarcangeli, Księga labiryntu, Warszawa 1982, s.173; J.S.
1866, s.13, 21
Wasilewski, op.cit., s.234
R.M. Rilke, Gesammelte Werke, Insel 1930, t.l, s.197, cyt za:
J.S. Wasilewski, Po śmierci wędrować. Szkic z etnologii świata
Venezia nelle letterature... s.314
znaczeń (cz.II), „Teksty" nr 4(46), 1979, s.61
Por. Herling-Grudziński, op.cit., s.217
Santarcangeli, op.cit., s.175
Iwaszkiewicz, op.cit., s.495
E . Bieńkowska, W poszukiwaniu królestwa..., s.289
J. Iwaszkiewicz, Koronki weneckie II, (w:) Opowiadania, War­
Przytaczam za: L . E . Vogel, Aleksandr Blok, The Journey to Italy
szawa 1979, t.2, s.289
with English Translations of the Poems and Prose, Ithaca and London
Stryjkowski, op.cit., s.40
1973, s.42
G. d'Annunzio, op.cit., s.14
R.M. Rilke, Briefe aus den Jahren 1907—1914, Leipzig 1937,
Stryjkowski, op.cit., s.41
s.231
1

3 5

2

3 6

3 7

3 8

3 9

4 0

3

4 1

4 2

4

4 3

4 4
4 5

4 6

5

4 7

6

4 8

4 9

7

5 0

8

51

5 2

9

5 3

1 0

5 4

11

55
56

5 7

1 2

5 8

5 9
6 0

6 1

13

6 2

1 4

6 3

15

1 6

6 5

6 6

6 7
6 8

6 9

7 0

1 7

71

1 8

7 2

1 9
2 0
21

7 3

2 2

7 4

2 3

7 5

2 4

7 6

2 5

7 7

2 6

7 8

2 7

7 9

2 8

8 0

2 9

81

3 0

8 2

3 1

3 2

8 3

3 3

65

i

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.