http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/2976.pdf

Media

Part of Dylematy błazna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4

extracted text
Dariusz Czaja

DYLEMATY BŁAZNA

Czy m o ż n a o p i s a ć n a t u r ę oceanu? Poszukiwanie odpowiedzi
na to banalne z pozoru p y t a n i e w p r a w i a w r u c h r e f l e k s j ę

an­

t r o p o l o g i c z n ą p r z e d s t a w i o n ą przez L u d w i k a S t o m m ę w t e k ś c i e
Słoń

a sprawa

1

etnologii .

dla p r z y k ł a d u , dostrzec w ceremoniach dekoracji orderem nie
tylko

otoczone

ale

nie t y l k o dopuszczalny, ale logicznie w y n i k a j ą c y z p r z y j ę t y c h
z a ł o ż e ń wydaje się t e m a t etnologicznego s t u d i u m : Virtuti

t e ż ocean

syntezą

fari jako

jak

w

Bowiem

kultury

i p o w a g i znaczenie ideowe,

czarny. N i e jest

b a r w . Jego n a t u r a jest nieopisywalna, nie istnieje nic takiego,
i s t o t a oceanu.

patosu

Ocean, okazuje się, nie jest n a p r a w d ę

zielony, niebieski, z ł o t y ,

Elementem

aurą

t a k ż e u c h w y c i ć l u d y c z n y w y m i a r zjawiska. W t y m k o n t e k ś c i e

ocean nie jest o b i e k t e m

są natomiast

kultury_

jego przedstawienia,

breloczek. K o n i e c w i e ń c z y d z i e ł o . T e z y

tekście p u e n t u j ą

znakomicie d w a z d j ę c i a .

Mili-

przedstawione

Pierwsze

przed­

kultu­

stawia g e n t e l m a n ó w , bez w ą t p i e n i a „ m a d e i n E u r o p e " , w k r y ­

rowe c h a r a k t e r y s t y k i jego n a t u r y . Te i t y l k o te d o s t ę p n e s ą

zach i szatach z d o b n y c h w ł a ń c u c h y i ordery. N a d r u g i m w i d ­

dla etnologicznego opisu.

nieją

R o z u m o w a n i e to wpisane jest w szerszy k o n t e k s t metodolo­

Murzynki

w

strojach

regionalnych: nagość

giczny. O t o jego z r ę b y : K u l t u r a jest w y n i k i e m poznawania i oswa­

jaką ujawniają

j a n i a n a t u r y przez c z ł o w i e k a . Proces t o n polega na n a z y w a n i u

d z i k a , d z i k o ś ć j a k b y bardziej swojska.

i u s t a n a w i a n i u relacji m i ę d z y n a z w a n y m . Jest to
dokonująca

się w h i s t o r i i kategoryzacja

czenia.

Nadawanie

praca

nad

sensu

przedstawia

porządkowaniem,

w istocie t k a n k i

permanentna

continuum

doświad­

przybrana

w k ó ł k a , k o l c z y k i , bransolety. W perspektywie antropologicznej
fotografie, s w o j s k o ś ć okazuje się j a k b y bardziej

Streszczony
zawiera

tutaj

tekst, o d a r t y z l e k k o ś c i i finezji

konsekwentną

propozycję

metodologiczną.

stylu,

Wszelakot

się j a k o

nieświadoma

poza n i e l i c z n y m i e n d e m i t a m i , k t ó r y c h p o g l ą d y dzielnie o p a r ł y

klasyfikowaniem

niepodzielnej

się p r ó b o m w ą t p i e n i a , dzielimy wszyscy w s p ó l n ą w i a r ę , ż e nie

rzeczywistości. K o n s e k w e n c j ą

takiego stano­

wiska jest o ż y w i o n a k a n t o w s k i m duchem w y p o w i e d ź :

„Świat

i s t n i e j ą niewinne m e t o d y , że wszystkie i m p l i k u j ą j a k ą ś
sensu,

że

projekt

humanistyki, w

którym

teorię

obowiązywałaby

jest b y ć m o ż e t a k i m , j a k i m jest; ale na pewno nie jest takim>

zasada „ W e r t f r e i h e i t " jest n i e m o ż l i w y do zrealizowania. W i e m y ,

j a k i m jest gdziekolwiek i k i e d y k o l w i e k

ż e n a u k a p r ó b u j ą c u s p r a w i e d l i w i ć swoje z a ł o ż e n i a czerpie z k o ­

przedstawiony. Dlatego

t e ż ś w i a t j a k i m jest, nie jest i b y ć nie m o ż e p r z e d m i o t e m refleksji
antropologicznej czy e t n o l o g i c z n o j . "
dawczej etnologa jest n a t o m i a s t

2

Przedmiotem pracy

świat społecznie

ba­

zobiektywi­

rzenia m i t u .

W o l n o zatem

zaproponować

odczytanie

powyż­

szego t e k s t u z jednej s t r o n y j a k o d e k l a r a c j i metodologicznej,
wobec niego

ka­

z o w a n y c h , a więc n a z w a n y c h , o p i s u j ą c y c h t o , co n i e o p i s y w a l n e »

z drugiej j a k o t e k s t u m i t y c z n e g o , s t o s u j ą c

tegorie wypracowane do opisu r z e c z y w i s t o ś c i k u l t u r o w e j .

Jest

f o r m l u d z k i e j a k t y w n o ś c i . I n t e r e s o w a ć go w i n n a interpretacja

to

e l e m e n t ó w całości tego, co z w y k l i ś m y n a z y w a ć k u l t u r ą , a co

t u p r ó b i e , nie r e z y g n u j ą c z opisu strategii poznawczej, c h c i a ł b y m

propozycja

uprawiania

metaetnologii.

jest s k o d y f i k o w a n y m , ze swej n a t u r y d o w o l n y m , j e d n o s t r o n ­

odsłonić

nym,



zoficznej,

która

ożywia

u s i ł o w a n i a t y c h , k t ó r z y p r a g n ą d o t r z e ć do p r a w d z i w e j i s t o t y

wartości,

które

umożliwiają

rzeczywistości przykładając d o ń jedną tylko skalę. Niemożliwy

i w y z n a c z a j ą rodzaj s t a w i a n y c h p y t a ń .

względnym

mitem rzeczywistości.

Złudne

i naiwne

jest, p r z y k ł a d o w o , opis n a t u r y s ł o n i a , m e t a f o r ę k t ó r e g o p r z y ­
w o ł u j e ż a r t o b l i w i e Mircea Eliade w s w y m Traktacie
religii,

o

historii

b y z i l u s t r o w a ć t e z ę o n i e r o z k ł a d a l n o ś c i fenomenu

reli­

gijnego i b a d a n i u go w jednej skali, religijnej, g d y ż t y l k o t y m
sposobem z d o ł a m y

uchwycić

jego i s t o t ę . R z e c z y w i s t o ś ć

isto-

t o w a , sama w sobie, t a k a j a k a jest nie istnieje, t o t e ż nie s p o s ó b
uchwycić

słonia

w skali j e m u właściwej.

słonie nazwano, w ł ą c z o n e do k u l t u r y ,

Istnieją

natomiast

te t y l k o m o g ą s t a ć się

p r z e d m i o t e m etnologicznego opisu.

kultury

do r a n g i podstawowego

szereg konsekwencji. Przede

przedrozumienia,

Nieoczekiwany

opisać

charakter

zaprezentowaną

kontekst

zarysowaną

dla

podejmowanej
wiary

aksjomatu

wszystkim ustają

filo*"

koncepcję,

nazwać

w

postawę

rozważań

tekście

o

naturze

słonia

i k r y j ą c y c h się za n i m i p r z e ś w i a d c z e ń , z n a j d u j e m y w p e w n y m
zapisie

z

Dzienników

G o m b r o w i c z a , gdzie

zjadliwość

opisu

zjawiska d o r ó w n u j e i n t e r p r e t a c y j n e j p r z e n i k l i w o ś c i . T y m razem
chodzi o k o n i a . „ D z i ś po ś n i a d a n i u

dyskusja

(...)

wywołana

m o j ą t e z ą , że c z ł o w i e k n a k o n i u jest d z i w a c t w e m , ś m i e s z n o ś c i ą
i o b r a z ą e s t e t y k i . W t y m k o ń s k i m A k r o p o l u teza r o z l e g ł a się
j a k g r o m b l u ź n i e r c z y . T ł u m a c z y ł e m , ż e z w i e r z ę nie r o d z i się
po t o a b y d ź w i g a ć na sobie inne z w i e r z ę . Człowiek n a

T a k i p u n k t widzenia, p o d n o s z ą c y t e z ę o k o n w e n c j o n a l n y m
charakterze

sferę

W

koniu

jest r ó w n i e dziwaczny j a k szczur na kogucie, k u r a na w i e l b ł ą d z i e ,

rodzi

m a ł p a n a krowie, pies na bawole. C z ł o w i e k na k o n i u t o skandal,

dla

z a k ł ó c e n i e naturalnego p o r z ą d k u , g w a ł c ą c a s z t u c z n o ś ć , dysonans,

powody,

k t ó r y c h nie t a k dawno jeszcze sensownym z a j ę o i e m

wydawało

brzydota. Powoływali

się u k ł a d a n i e k u l t u r n a hierarchicznej drabinie oraz

orzekanie

w i e k a konnego. J a r o z e ś m i a ł e m się i m w nos. P o s ą g i ! S z t u k a

o i c h r a c j o n a l n o ś c i , czy t o ż jej b r a k u . Rezygnacja z w i a r y
u p r z y w i l e j o w a n y charakter

własnej

kultury

w

prowadzi również

do praktycznego w n i o s k u : uznania m y ś l e n i a i zachowania w ł a ś c i ­
wego

zawsze h o ł d o w a ł a konwenansowi — prawie j a k m o d a ! O wszyst­
kim

decyduje

przyzwyczajenie.

Oglądamy

od

wieku

konne

p o s ą g i , podobnie j a k l u d z i na k o n i u , ale g d y b y ś m y p r z e m y l i

antropologicznej

sobie oczy i spojrzeli na ś w i e ż o , s k r z y w i l i b y ś m y się z niesma­

Po zainteresowaniu k u l t u r ą „ d z i k i c h " p r z y s z e d ł czas

k i e m — b o grzbiet k o ń s k i nie jest miejscem dla c z ł o w i e k a , podobnie

kulturze

refleksji.

się n a dzieła r z e ź b i a r z y , w i e l b i ą c e c z ł o .

europejskiej

za

przedmiot

na zajęcie się „ d z i k o ś c i ą " nas samych. W y m a g a to

przyjęcia

jak

grzbiet k r o w i . D y s k u t o w a l i ś m y

n a przechadzce

porannej

szczególnej p o s t a w y . P r z e b y w a j ą c w opisywanej k u l t u r z e trzeba

a sześćdziesiąt klaczy pełnej k r w i na pastwisku zwracało

b y ć z d o l n y m do zrzucenia j e j gorsetu, niejako do w y j ś c i a poza

n a m swoje m i ę k k i e , ciepłe oczy. I z a a t a k o w a ł e m j a z d ę

nią,

Rozkosz ? Zabawa p r z y j e m n a i p i ę k n a ? H a ! ha, h a ! P o d s k a k i w a ć

by

z

togo

stanowiska

naszych k u l t u r o w y c h

skonstatować

konwencjonalność

p o c z y n a ń . W i ą ż e się z t y m n i e w y g o d n a

bydlęciu, wznosić

się i o p a d a ć

z nogami rozkraczonymi,

jest

o b i j a j ą c się t y ł k i e m o ten grzbiet n i e u n i k n i o n y , m i e ć p o d s o b ą

powszechnie

b y d l ę toporne i g ł u p i e , n a k t ó r e t a k t r u d n o w l e ź ć , z k t ó r e g o

dla badacza w s p ó ł c z e s n o ś c i sytuacja, w k t ó r e j zmuszony
o d s ł a n i a ć m i t y c z n e p o k ł a d y zjawisk u c h o d z ą c y c h

na

za niewzruszone, ś w i ę t e . R e z y g n u j ą c z p o d j ę c i a takiego zadania

zleźć nie ł a t w o , k t ó r y m p r a w i e nie m o ż n a k i e r o w a ć ?

etnolog p r z e s t a ł b y b y ć s o b ą . Cóż w i ę c ? „ S z a r g a ć

na n i m z s z y b k o ś c i ą r o w e r u ? A l b o w k ó ł k o p o w t a r z a ć

Podejmując

ku

konną.

świętości?"

p r o g r a m o k r e ś l o n y t y m h a s ł e m etnolog p o w i n i e n ,

„Pędzić''
jedne

i t e n sam s t u t y s i ę c z n y skok przez p r z e s z k o d ę — na z w i e r z ę c i u ,

217

k t ó r e p r z e c i e ż z u p e ł n i e nie nadaje się do skoku ? W a l c z y ć z t ą
rozpaczliwą

niezdarnością

końską,

której

nigdy

nie

można

n a p r a w d ę p r z e z w y c i ę ż y ć ? Ależ te rzekome rozkosze to czysty
atawizm!

Kiedyś

k o ń rzeczywiście

był pożyteczny,

stanowił

0 w y w y ż s z e n i u c z ł o w i e k a , człowiek z k o n i a p a n o w a ł nad i n n y m i ,
koń

b y ł bogactwem, siłą, d u m ą

jeźdźca.

Z tamtych

czasów

p r z e d p o t o p o w y c h p o z o s t a ł w a m k u l t jazdy konnej i uwielbienie
czworonoga, k t ó r y j u ż .się p r z e ż y ł . A u t o m a t y c z n i e powtarzacie
z a c h w y t d z i a d k ó w waszych i obijacie sobie siedzenie k u ucz­
czeniu m i t u ! "

3

W krytycznym

spojrzeniu Gombrowicza z n i k a j ą

obdarzone

powszechnym uczuciem i u ś w i ę c o n e t r a d y c j ą husarskie s k r z y d ł a ,
s z a r ż e kawaleryjskie, u ł a ń s k i charme.

N a ich miejscu zjawia

się

kostiumu

wyekstrahowany

bydlęciu.

z

historycznego

Błyskotliwie

wychwytuje autor

człowiek

cechy

na

wyobrażenia

m i t y c z n e g o : a u t o m a t y z m , t o w a r z y s z ą c e m u emocje,

bezreflek-

s y j n o ś ć , o d p o r n o ś ć na z m i a n ę . F r a g m e n t ó w , szczególnie inte­
r e s u j ą c y ze w z g l ę d u na t r a f n y opis procesu mitologizacji,
ilustruje

Gombrowiczowską

dobrze

teorię F o r m y , zawiera t e ż zasad­

nicze r y s y jego a n t r o p o l o g i i . U d e r z a j ą c e s ą z b i e ż n o ś c i tej k o n ­
cepcji z p r z e d s t a w i o n y m uprzednio modelem rozumienia i i n ­
terpretacji

tekstów

kultury.

Warto

zatrzymać

się n a d

tym

bliżej.
K a t e g o r i a F o r m y m a u Gombrowicza wielorakie znaczenie.
N a j c z ę ś c i e j b y w a p o j m o w a n a j a k o s p o s ó b bycia, z e s p ó ł stereo­
typowych zachowań, utrwalony wzór postępowania, styl życia,
r

4

rola s p o ł e c z n a , konw enans. Relacja m i ę d z y c z ł o w i e k i e m i F o r m ą
jest z z a ł o ż e n i a d i a l e k t y c z n a : człowiek jest producentem F o r m y
1 sam jest przez n i ą stwarzany. F o r m a j e d n a k ż e to nie t y l k o
gotowe p r o d u k t y d z i a ł a ń k u l t u r o w y c h . Gombrowicz p r o t e s t o w a ł
przeciwko

utożsamianiu

jej

z obyczajem

czy

konwenansem,

nie godził się na w ą s k i e , socjologizujące w y k ł a d n i e tego t e r m i n u .
A k c e n t o w a ł d y n a m i c z n y charakter F o r m y , f a k t , że p o j a w i a się
ona

w

najbardziej

przypadkowych

jednostka zmuszona

spotkaniach,

w

których

jest n a d a ć k s z t a ł t , u t r w a l i ć w s z t y w n y m

schemacie d o ś w i a d c z e n i a

drugiej osoby, sama b ę d ą c

narażona

ш podobne operacje poznawcze. ,,Mocą tego, że j a jestem zawsze
dla

innego, obliczony na

cudze

widzenie, m o g ą c y

istnieć

w

s p o s ó b o k r e ś l o n y t y l k o dla k o g o ś i przez k o g o ś , e g z y s t u j ą c y —
j a k o f o r m a — poprzez innego. A więc nie idzie o t o , że mnie
środowisko

narzuca

konwenans,

lub mówiąc

za M a r k s e m , że

c z ł o w i e k jest p r o d u k t e m swojej klasy socjalnej, a o zobrazowanie
z e t k n i ę c i a c z ł o w i e k a z c z ł o w i e k i e m w całej jego p r z y p a d k o w o ś c i ,
b e z p o ś r e d n i o ś c i , d z i k o ś c i , o wykazanie j a k z t y c h p r z y p a d k o w y c h
z w i ą z k ó w r o d z i się F o r m a — i c z ę s t o najbardziej nieprzewi­
dziana,

absurdalna."

5

O d r ó ż n i e n i e F o r m y - ż y w i o ł u i F o r m y - k o n w e n a s u nie wyczer­
puje

t r e ś c i najistotniejszego

w a n t r o p o l o g i i Gombrowicza po­

jęcia. P r ó b o w a n o również widzieć F o r m ę w związkach z m y ś l ą
filozoficzną

i odnajdywać

transcendentalnej

jej

(Descartes,

sens na
Kant,

przedłużeniu

Husserl)

filozofii

podkreślającej

a k t y w n ą rolę r o z u m u w procesie d o ś w i a d c z a n i a ś w i a t a , p o r z ą d ­
kowania

danych

doświadczenia,

nadawania

W i n n y m jeszcze u j ę c i u , z r ó ż n i c o w a n y kosmos

sensu

empirii.

Gombrowiczów"

skich f o r m p r z y r ó w n y w a n o do a p r i o r y c z n y c h „ f o r m symbolicz­
n y c h " Cassirera,

d o w o d z ą c ich n i e m a l c a ł k o w i t e j

tożsamości.

6

M i m o r ó ż n i c , w y d o b y w a n i a coraz to innego aspektu r o z u m i e n i a
Formy, wspólne w tych

interpretacjach s ą d w a p r z e k o n a n i a :

że F o m a jest u c h w y t n a jedynie j a k o k u l t u r o w a ekspresja

i że

jest nieusuwalna z naszej percepcji ś w i a t a .
W ś r ó d r ó ż n y c h p r ó b p r z y k r o j e n i a k o n c e p c j i F o r m y do ist­
niejących już systemów myślowych, nurtów, tradycji

zabrakło

analogii, f r a p u j ą c e j

z p o r s p e k t y w y antropologicznej, z w ł a s z c z a

z koncepcją

Rolanda

mitu

7

Barthes'a .

M i t pojmowany

jest

p r z e z e ń j a k o w t ó r n y system semiologiczny ż e r u j ą c y na znacze­
niach, k t ó r e dostarcza

materia kultury.

M i t nie

r z e c z y w i s t o ś ć , ile j ą u s p r a w i e d l i w i a , znajduje

tyle

neguje

dla niej uzasad­

nienie u m i e s z c z a j ą c p o s z c z e g ó l n e elementy w y r w a n e z szerszego
u k ł a d u k u l t u r o w e g o w b e z d y s k u s y j n y m , t ł u m a c z ą c y m i c h sens

218

i

w s p o s ó b absolutny, p o r z ą d k u . Dobrze o d d a j ą te właściwości
m i t u s f o r m u ł o w a n i a : skradziony j ę z y k , słowo nadmiernie uza­
sadnione. M i t t r a k t o w a n y jest przez Barthes'a na w z ó r systemu
lingwistycznego i n a z y w a n y m e t a j ę z y k i e m . W jogo koncepcji
uchw ycona z o s t a ł a ś w i e t n i e s z c z e g ó l n a w ł a s n o ś ć naszego po­
strzegania, świata, p o l e g a j ą c a na, u s t a t y c z n i a n i u tego, co p ł y n n e ,
s c ł i e m a t y z o w a n i u tego, co d y n a m i c z n e . Z a u w a ż o n e z o s t a ł o
zjawisko upraszczania, „ z a o k r ą g l a n i a " r z e c z y w i s t o ś c i .
r

Po oczyszczeniu z semiologicznego ż a r g o n u m i t w r o z u m i e n i u
Barthes'a p r z y p o m i n a G o m b r o w i c z o w s k ą F o r m ę . W o b y d w u
p r z y p a d k a c h chodzi o z w r ó c e n i e uwagi na f a k t , że r z e c z y w i s t o ś ć
z n a j d u j ą c a się wciąż in statu nascendi krzepnie w d o ś w i a d c z e n i u
w t r w a l e , t r u d n o zmienne f o r m y , że w y t w o r y k u l t u r y b ę d ą c e
k a ż d o r a z o w o w y n i k i e m k o n k r e t n e j s y t u a c j i k u l t u r o w e j postrze­
gane s ą j a k o naturalne, oczywiste, samo przez się z r o z u m i a ł e .
To dlatego, m o c ą „ n a t u r a l n e j " więzi befsztyk i f r y t k i k o j a ­
rzone s ą z „ f r a n c u s k o ś c i ą " . T o dlatego „ o c z y w i s t e " poczucie
znosi n i e p r z y s t a w a l n o ś ć c z ł o w i e k a i k o n i a . T o dlatego, d o d a j m y ,
order w s p o s ó b „ s a m o r z u t n y " , nie b u d z ą c y w ą t p l i w o ś c i oznacza
chwałę i prestiż.
W s p ó l n y jest nerw w y w o d ó w p r o w a d z ą c y c h do kwestiono­
wania rzekomej o c z y w i s t o ś c i t y c h p o w i ą z a ń , p o k a z y w a n i a , że
są one p r o d u k t e m m i t y c z n e j ś w i a d o m o ś c i . W y w o d y te osadzone
s ą w szerszym zespole p r z e ś w i a d c z e ń i z a ł o ż e ń o g ó l n i e j s z y c h .
Ich wstępnie sporządzony katalog m ó g ł b y wyglądać n a s t ę p u j ą c o :
Człowiek nie m a n a t u r y . J e ś l i t e r m i n n a t u r a jest k r y p t o n i m e m
czegoś s t a ł e g o i t r w a ł e g o , t o nie da się tej właściwości przy­
p i s a ć l u d z i o m . Przeciwnie: j e s t e ś m y b y t a m i u w i k ł a n y m i w
h i s t o r i ę , a to oznacza u s t a w i c z n ą z m i e n n o ś ć . W o p i n i i G o m b r o ­
wicza człowiek to „ w i e c z n y a k t o r " . K o n t y n u u j ą c t ę t e a t r a l n ą
m e t a f o r y k ę , m o ż n a b y p o w i e d z i e ć r ó w n i e lapidarnie, że w p r z y ­
w o ł y w a n y c h koncepcjach h i s t o r i a rozumiana jest j a k o wielka
r e k w i z y t o r n i a , kolekcja l u d z k i c ł i masok i p r z e b r a ń , m a g a z y n
k o s t i u m ó w do sztuk, k t ó r e zeszły z afisza. Jeszcze inaczej: j a k o
p r z e s t r z e ń , w k t ó r e j wszelkie absoluty o k a z u j ą się czasowe,
w z g l ę d n e . „ D e s z c z b o g ó w sypie się z nieba na pogrzebie jednego
boga, k t ó r y się p r z e ż y ł . " P r z y p o m n i e ć m o ż n a w t y m k o n t e k ś c i e
w y p o w i e d ź O r t e g i у Gasseta, w h i s t o r y c z n o ś c i u p a t r u j ą c e g o
s p e c y f i k ę ludzkiego b y t o w a n i a : „ c z ł o w i e k nie m a n a t u r y , lecz
m a h i s t o r i ę ; l u b , co na jedno w y c h o d z i , n a t u r a jest w rzeczach,
historia jako res gestae, w c z ł o w i e k u " . Ze swej i s t o t y jest w i ę c
człowiek n i e a u t e n t y c z n y ; p o d m i o t o w o ś ć t o efekt naszego z ł u ­
dzenia. Gombrowicz b ę d z i e p o d k r e ś l a ł r o l ę F o r m y r o d z ą c e j się
w „ d z i k i c h " interpersonalnych k o n t a k t a c h oraz poddanie jed­
n o s t k i „ k o ś c i o ł o w i m i ę d z y l u d z k i e m u " , r ó ż n e g o rodzaju „ m o c o m
zbiorowym":
ś w i a t o p o g l ą d o w i , ideologii, r e l i g i i , d o k t r y n i e ,
nauce, modzie. Badacz k u l t u r y z obozu k o n w e n c j o n a l i s t ó w
(vide : Słoń a sprawa etnologii) a k c e n t o w a ł b ę d z i e siłę k u l t u r o w y c h
p r z y z w y c z a j e ń , s p o s o b ó w postrzegania r z e c z y w i s t o ś c i , postaw,
z a c h o w a ń , k t ó r e przez c z ł o w i e k a w y t w o r z o n e z w r o t n i e w y w i e ­
r a j ą na n i m n i e u ś w i a d o m i o n y p r z y m u s . ,,Ja" jest zatem albo
p r o d u k t e m „ m i ę d z y l u d z k o ś e i " , albo zmityzowanej k u l t u r y .
Myśl o naszej esencjalnej n i e t o ż s a m o ś c i trafnie oddaje f o r m u ł a
R i m b a u d a : „ J a to k t o ś i n n y " . W rezultacie k u l t u r a t o r ó w n i e ż
domena n i e a u t e n t y c z n o ś c i , s z t u c z n o ś c i , obszar zideologizow a n y c h w y t w o r ó w . Jest t o sfera ustanawiana przez r o z u m ,
k t ó r y a r b i t r a l n y m dekretem nadaje o c z y w i s t o ś ć t e m u , co nie
jest oczywiste, t e m u co konwencjonalne nadaje status b y t u
absolutnego, t o , co k u l t u r o w e p r z e k s z t a ł c a w n a t u r a l n e . W
a n t r o p o l o g i i Gombrowicza F o r m a jest t y m , co j e d n o s t k ę de­
graduje, zniewala, nie pozwala na osiągnięcie p e ł n i ekspresji.
W interpretacjach antropologicznych k ł a d ą c y c h nacisk na
konwencjonalny, m i t y c z n y charakter p o r z ą d k u s p o ł e c z n e g o ,
k u l t u r a j a w i się j a k o opresywny system nie z e z w a l a j ą c y na
o d s t ę p s t w a o d ustalonych r e g u ł p o s t ę p o w a n i a p o d g r o ź b ą eks- k o m u n i k a c j i t o znaczy znalezienia się poza o b o w i ą z u j ą c y m
w d a n y m systemie u m o w n y m kodeksem z a c h o w a ń , wyznacza­
j ą c y m r a m y m i ę d z y o s o b o w e g o porozumienia. T r u d n o o p r z e ć się
w r a ż e n i u , że k u l t u r a p o j m o w a n a jest t u przede w s z y s t k i m j a k o
„ ź r ó d ł o c i e r p i e ń " , uczestnicy z a ś skazani na jej t r a u m a t y c z n e
oddziaływanie.
8

9

W tej s y t u a c j i strategia poznawcza m o ż e b y ć t y l k o jedna.
Interpretacja

kultury

konkretnej,

wydzielonej p ł a s z c z y z n y

rzeczywistości.

Jest

jak

demityzacji,

dema-

ś m i e c h , c a ł o ś c i o w ą p o s t a w ą wobec tego, co istnieje, wobec b y t u .

Celem jest o b n a ż a n i e k u l t u r o w y c h

prze­

przyjmuje

postać

Nosi

znamiona

b r a ń . , . K r ó l jest n a g i " — w formule tej zawiera się p r o g r a m

tej

nowożytnej

antropologii

K i e r k e g a a r d . O k r e ś l a on j ą j a k o n i e s k o ń c z o n ą , a b s o l u t n ą nega-

skaoji, d e m i s t y f i k a c j i .
o

orientacji konwencjonalistycznej.

Król?

Jeśli

1 3

metafizyczne.
w

Jest

swym

Najbardziej

kształcie

negatywna,

bo

wnikliwą

postaci

ironii

analizę

pozostawił

symetria m a z o s t a ć zachowana i n t e r p r e t a t o r musi b y ć blaznem.

tywność.

B ł a z e n jest t y m , k t ó r y m ó w i „ n i e " . Żyje z tego, że się prze­

n i e s k o ń c z o n a , p o n i e w a ż negacji podlega k a ż d y m o ż l i w y przed­

w s z y s t k i e m u zaprzecza,

jest

c i w s t a w i a , p o d d a j ą c w w ą t p l i w o ś ć p r a w d y u c h o d z ą c e za oczy­

m i o t d o ś w i a d c z e n i a , jest absolutna, g d y ż znosi wszelkie p u n k t y

wiste. Jest a r y s t o k r a t ą d u c h a : n i e z a l e ż n o ś ć m y ś l i ł ą c z y z prze­

oparcia, nie ustala nic p o z y t y w n e g o . Wedle p i ę k n e g o s f o r m u ł o ­

n i k l i w ą w i e d z ą . Obraca się w d o b r y m t o w a r z y s t w i e , aby t y m

wania Kierkegaarda ironia „ j e s t b o s k i m o b ł ę d e m , k t ó r y

ł a t w i e j w y g ł a s z a ć impertynencje i n i c o w a ć uznawane

n i c z y m T a m e r l a n , nie p o z o s t a w i a j ą c z przeszłości k a m i e n i a na

świętości.

Z a u w a ż e n i e n i c n a t u r a l n o ś c i tego, co i n n i p o s t r z e g a j ą j a k o

na­

turalne w y m a g a specyficznej p o s t a w y : przebywania

w środku

grupy

obrębem,

przy

jednoczesnym

pozostawaniu

poza

jej

p r z y j ę c i a statusu obcego, outsidera. Dopiero z tej pozycji osiąg­
niętej

niełatwą

zapewne

autodemistyfikacyjną

pracą,

błazen

1 4

k a m i e n i u " . P o d i r o n i c z n y m spojrzeniem r z e c z y w i s t o ś ć
w a r t o ś ć , okazuje

się n i e d o s k o n a ł ą

formą

i ograni­

c z a j ą c ą j e d n o s t k ę . W i ę c e j : ś w i a t nie t y l k o przestaje

b y ć naj­

lepszym ze ś w i a t ó w , ale pozbaAviony absolutnej

sankcji staje

się absurdalny, p r z y p a d k o w y , niekonieczny. R a c j ą

najgłębszą,

k t ó r a przemawia za t a k ą o n t o l o g i ą jest nieusuwalna

strować

cierpienia,

i

względność

podawanych

za

absolutne

traci

krępującą

m o ż e ostrzej d o j r z e ć d z i w n o ś ć s k r y t ą za n o r m a l n o ś c i ą , demon­
sztuczność

szaleje

bólu,

śmierci.

Błazen

podejmuje

trud

obecność

wykazania

zasad. „ F i l o z o f i a b ł a z n ó w — c z y t a m y w k l a s y c z n y m j u ż w y ­

j a ł o w o ś c i wszelkich p r ó b usensownienia

k ł a d z i e — jest t ą w ł a ś n i e , k t ó r a w k a ż d e j epoce demaskuje j a k o

m i n u j e z obszaru intelektualnego n a m y s ł u i u n i e w a ż n i a p r o b l e m

z ł a , w rezultacie

eli­

w ą t p l i w e t o , co uchodzi za najbardziej niewzruszone, u j a w n i a

teodycei. I r o n i a u m o ż l i w i a p r z e n i k l i w y w g l ą d w r z e c z y w i s t o ś ć .

s p r z e c z n o ś c i tego, co wydaje się naoczne i bezsporne, w y s t a w i a

Sarkazm, a więc p e w n ą jej p o s t a ć czyni Barthes, we w s t ę p i e

na p o ś m i e w i s k o o c z y w i s t o ś c i zdrowego r o z s ą d k u i dopatruje się

do swych Mitologii,

r a c j i w absurdach — s ł o w e m podejmuje

c a ł y codzienny

zawodu b ł a z n a razem z n i e u c h r o n n y m ryz^'kiem

trud

śmieszności."

1 0

1 5

warunkiem p r a w d y .

Ś m i e c h i ironia

s t a n o w i ą c e o sile b ł a z n a wiele t e ż m ó w i ą

o jego s ł a b o ś c i a c h . J e ś l i , zgodnie ze s w y m p r o g r a m e m , ś m i e j e
się ze wszystkiego, ironizuje na k a ż d y t e m a t , to p r z y n a j m n i e j

Warunkiem

możliwości

odczytywania

tekstów

kultury

w

same te c z y n n o ś c i nie s t a j ą się o b i e k t e m a t a k u . T y m s a m y m

s p o s ó b w ł a ś c i w y b ł a z n o w i jest szczególne odniesienie do ś w i a t a .

z a ł o ż o n a r e l a t y w n o ś ć ujawnia swe nierelatywne korzenie. Z kolei,

N a j p e ł n i e j p o s t a w ę t ę o p i s u j ą kategorie ś m i e c h u i i r o n i i . Co istot­

o b y d w i o f o r m y , k t ó r y m i się p o s ł u g u j e , doprowadzone do skraj­

nego w y r a ż a , o c z y m m ó w i ś m i e c h b ł a z n a ? S i ę g n i j m y

n o ś c i same siebie z n o s z ą . N a t r a f i a m y w ten s p o s ó b na istotne

ment Księgi

śmiechu

i zapomnienia

Milana

po

frag­

Kundery: „Kiedy

a n i o ł po raz pierwszy u s ł y s z a ł ś m i e c h d i a b ł a , o s ł u p i a ł .

Odbyło

ograniczenia strategii b ł a z n a : z w i ą z a n e z j e j stosowaniem a n t y ­
nomie i niekonsekwencje. S p r ó b u j m y je p o k r ó t c e

przedstawić.

się to na j a k i e j ś uczcie, w k t ó r e j u c z e s t n i c z y ł o d u ż o l u d z i i wszyscy
B ł a z e n jest wcieleniem ducha sceptycznego.

o n i , jeden za d r u g i m , p r z y ł ą c z a l i się do diabelskiego ś m i e c h u ,
t a k bardzo b y ł o n z a r a ź l i w y . A n i o ł doskonale r o z u m i a ł , że t e u
ś m i e c h w y m i e r z o n y jest przeciw B o g u i powadze jego d z i e ł a .
W i e d z i a ł , że m u s i n a t y c h m i a s t z a r e a g o w a ć , lecz czuł się s ł a b y
i bezbronny. P o n i e w a ż sam nie p o t r a f i ł nic w y m y ś l e ć ,

zaczął

n a ś l a d o w a ć swego p r z e c i w n i k a . O t w o r z y ł usta i w y d a ł przery­
w a n y , m o d u l o w a n y d ź w i ę k z g ó r n y c h r e j e s t r ó w swej skali g ł o s u
i n a d a ł m u o d w r o t n y sens: podczas g d y ś m i e c h d i a b ł a w s k a z y w a ł
mądrze

u r z ą d z o n e , wspaniale w y m y ś l o n e , p i ę k n e , dobre i p e ł n e sensu.

łączy

w sobie w y k l u c z a j ą c e się p r a g n i e n i a : c h c i a ł b y wszystko i wszyst­
k i c h podda,ć w ą t p i e n i u , sam p o z o s t a j ą c poza w s z e l k i m podej­
rzeniem. K t o t w i e r d z i ,

że b ę d z i e k w e s t i o n o w a ł wszystko, po­

w i n i e n , jeśli chce b y ć z s o b ą zgodny, z a k w e s t i o n o w a ć samo to
twierdzenie. Programowe

z a ł o ż e n i e sceptyka, jest

sprzeczne.

może

Konsekwentny

b y ć sceptyk

wewnętrznie

tylko

wówczas

g d y sam siebie zmusi do milczenia.
Zarzuca się c z ę s t o postawie sceptycznej n i h i l i z m . Ze w z g l ę d u

n a b e z s e n s o w n o ś ć rzeczy, to ś m i e c h a n i o ł a — przeciwnie, w y ­
r a ż a ł r a d o ś ć z tego, że wszystko na, świecie jest t a k

Sceptyk

na

wspomnianą

niekonsekwencję

zarzut

ten

można

oddalić.

P r z e c i e ż jeśli b ł a z e n zwraca się przeciwko wszelkim w a r t o ś c i o m ,

D i a b e ł i anioł s t a l i więc na w p r o s t siebie, otwierali usta i w y d a ­

to w k a ż d y m razie jedno nie podlega d y s k u s j i : że w a r t o ś ć w i d z i

w a l i m n i e j więcej t a k i sam d ź w i ę k , lecz k a ż d y z nich

w s a m y m akcie ieh odrzucenia. B ł a z e ń s t w o jest ze swej i s t o t y

wyrażał

n i m c o ś innego. D i a b e ł p a t r z ą c na ś m i e j ą c e g o się a n i o ł a śmia,l

stanem

się coraz bardziej, głośniej i p r a w d z i w i e j ,

c z e m u ś dokonuje się w imię j a k i e j ś w a r t o ś c i . Ś m i e c h i ironiczne

był nieskończenie

śmieszniejszy."

bo ś m i e j ą c y się a n i o ł

usposobienie

11

że
Nietrudno

zauważyć,

permanentnego

że b ł a z e ń s k a

czapka

skrywa

przed

błazen

żadnycli

buntu. Jednakże

to nie t y l k o
w

swej

rozwiązań

pracy

narzędzia

każdy

bunt

przeciw

destrukcji. P r a w d ą

d e m i s t y f i k a t o r s k i e j nie

p o z y t y w n y c h ; pozostaje

czystą

jest,

proponuje
negatyw -

naszym w z r o k i e m diabelskie r o g i . Ś m i e c h d i a b ł a b o w i e m i ś m i e c h

nością.

o

tym

błazna odznaczają

nie wie, zawiera j a k o s w ó j warunek j a k ą ś a f i r m a c j ę . J a k

więc

się t ą s a m ą c e c h ą : w swych

najgłębszych

intencjach jest to śmiech m e t a f i z y c z n y . Ó w ś m i e c h jest szczególną
postacią

k r y t y k i świata. Przedmiotem

negatywna,

nawet

jeśli

widać, nihilizm błazna — choćby skłonny był weń uwierzyć —
jest czysto d e k l a r a t y w n y . Powstaje p y t o n i e : czy n i h i l i z m jest

j a k o b y ś w i a t u lad i sens, k t ó r e zagwarantowane są j u ż to s a n k c j ą

w ogóle m o ż l i w y , czy nie daje się p o m y ś l e ć , skoro nie j e s t e ś m y

r o z u m u , j u ż to p r z e d u s t a n o w i o n y m b o s k i m dekretem.

w stanie w y j ś ć poza k u l t u r ę , ta nieredukowalna sytuacja zawsze

wyjątkowo

kruchą

konstrukcją

d o b i t n i e , że p o r z ą d e k
ufundowaną

ona

działalność

nieodłączne

odsłania

czyni

Wszelako

Śmiech

jest

tylko

chimerycznym ludzkim

pro­

j e k t e m , z m i e n n y m historycznie i k u l t u r o w o ,

świata

a więc że ż a d e n

t a k i p o r z ą d e k nie istnieje. A f o r y z m Gombrowicza „ ż y c i e śmieje
się z r o z u m u " w y w o d z i się z tego ź r ó d ł a .
Podobne

cechy

rzeczywistości,

skazuje nas na j a k i ś sens.
J a k w y g l ą d a zatem o d w r o t n a strona d e s t r u k c y j n y c h zabie­
g ó w b ł a z n a . Co stanowi p r z e d m i o t jego u k r y t e j a f i r m a c j i . W r ó ć m y
do

Gombrowicza.

Forma,

inaczej

nieco

rozkładając

ironiczne.

doksalnie, ale

ironii

1 2

jest

wynikająca

zafałszowania.

Chociaż

brzmi

to

para­

historycznie

odmian

na

sytuację,

że to F o r m a cierpi

w s k u t e k deformacji, g d y ż nic takiego j a k

z z a u w a ż e n i a s p r z e c z n o ś c i , z k o n f r o n t a c j i tego, co

p o d m i o t , samoistne

„ j a " u Gombrowicza nie istnieje. W y j ś c i a

jakaś

zmiennych

ogra­

u n i e m o ż l i w i a jednostce a d e k w a t n ą e k s p r e s j ę , w y t w a r z a w niej
poczucie nieustannego

rysem

degraduje,

r

a k c e n t y , w y d o b y w a homologiczne w z g l ę d e m ś m i e c h u spojrzenie
Wspólnym

powiedzieliśmy,

nicza, wprowadza „ j a " w stan alienacji. Pow oduje b ó l , p o n i e w a ż

zasadnicza niezgoda

zastaną

jest, z t y m , co b y ć p o w i n n o . S p r z e c z n o ś ć p o m i ę d z y

precyzyjniej b y ł o b y

mówić

w t y m wypadku,

ideałem

z tej s y t u a c j i nie ma, bo przed F o r m ą nie da się uciec. P o r z u c i ć

a jego realizacjami lokalizowano w r ó ż n y c h sferach d o ś w i a d c z e n i a

F o r m ę m o ż n a t y l k o na rzecz innej F o r m y : „ U c i e k a m z g ę b ą

społecznego. Ironia

w r ę k a c h " — to ostatnie zdanie Ferdydurke.

b ł a z n a jest s z c z e g ó l n a :

nie odnosi się do

Wobec tego po-

219

zostaje n a m u ś w i a d o m i ć

sobie

t e n n i e w y g o d n y stan,

nabrać

porzucić zasadę „wszystkie kultury

s ą r ó w n e " w swej

pracy

dystansu do F o r m y . D o p o d o b n y c h w n i o s k ó w dochodzi etnolog-

badawczej, ale w i n i e n p a m i ę t a ć , że konsekwentna postawa re­

-błazen.

Podkreślając

akcentując

konwencjonalność

nieusuwalną

obecność

mitu

w i e d z ą c j e d n o c z e ś n i e , że m i t m o ż n a

naszych

zachowań,

l a t y w i s t y c z n a przeczy samej sobie. W i k ł a się w t ę s a m ą a n t y ­

w naszym

myśleniu,

n o m i ę , k t ó r ą r o d z i sceptycyzm. Postawa t a p o c i ą g a jeszcze j e d n ą

z a m i e n i ć t y l k o na m i t ,

n i e u c h r o n n ą k o n s e k w e n c j ę : zmusza do t a k i c h o p i s ó w

kultury,

k o n w e n c j ę na k o n w e n c j ę , sens swojej p r a c y w i d z i w u j a w n i a n i u

w k t ó r y c h k a ż d e , nawet najbardziej n a m w s t r ę t n e

zachowanie

tej s y t u a c j i . W o b y d w u w y p a d k a c h t y m , co steruje i c h poczy­

zostaje usprawiedliwione l o g i k ą systemu, w k t ó r y m

powstało.

naniami

Z r a c j i n i e m o ż n o ś c i uzgodnienia jednego, powszechnie

obowią­

jest

pragnienie

autentyczności.

Wartością,

której

s ł u ż ą jest s a m o ś w i a d o m o ś ć . A l e c h c ą c b y ć k o n s e k w e n t n i , r ó w n i e ż

zującego

p r o d u k t y w ł a s n e j s a m o ś w i a d o m o ś c i m u s z ą u z n a ć za r e l a t y w n e .

sytuuje się „ p o z a d o b r e m i z ł e m " . W tej s y t u a c j i u p r a w n i o n y

Zaprzeczają

więc sobie g d y t w i e r d z ą , że o d n a l e ź l i

absolutny

p u n k t oparcia. N i e m n i e j u ś w i a d a m i a n i e k o n i e c z n o ś c i

egzysto­

w a n i a w f a ł s z u j ą c o - m i t y c z n y m świecie k u l t u r y pozostaje w a r t o ś ­
c i ą d e k l a r a t y w n i e a b s o l u t n ą , ze w z g l ę d u n a k t ó r ą dokonuje się
interpretacji.
D o t y k a m y w t y m miejscu w a ż n e j k w e s t i i w i ą ż ą c e j się ze
stanowiskiem

konwencjonalistycznym:

problem

relatywizmu

k u l t u r o w e g o . K o n w e n c j o n a l i s t a powiada, że nie m a
ponadkulturowych,

transcendentalnych

kryteriów,

żadnych

które

po­

zwalałyby wartościować kultury, budować ich hierarchię. Mają
one swoje r e g u ł y funkcjonowania, w ł a s n e l o g i k i w e d ł u g k t ó r y c h
uczestnicy
zujące

postrzegają

rzeczywistość, jak również

nieobowią-

uniwersalnie modele r a c j o n a l n o ś c i . M o c ą tej

r o d n o ś c i s ą w i ę c r ó w n e . Twierdzenie t o , j a k

niejedno­

przekonywująco

u d o w a d n i a Leszek K o ł a k o w s k i , przeczy t e m u , co p o z y t y w n i e
ustanawia.
stopniu,

16

co

Jest t o twierdzenie w a r t o ś c i u j ą c e w t y m s a m y m
teza

przeciwstawna,

chociaż

afirmacja

wartości

kryterium wartościującego,

każdy

układ kulturowy

jest wniosek, że — p r z y k ł a d o w o — r ó ż n i c a m i ę d z y wegetariani­
nem

a l u d o ż e r c ą jest j e d y n i e k w e s t i ą

puentuje c a ł y p r o b l e m K o ł a k o w s k i .

smaku,

Stanowisko etnologia b ł a z n e m podszytego
zultacie: w wersji słabej

jak

pikantnie

1 7

niekonsekwentne,

jest więc w re­
w wersji

mocnej

samodestrukcyjne. N i e niweczy t o rzecz jasna s e n s o w n o ś c i jego
wysiłków,

wskazuje

tylko

na

istotne

trudności

tej

strategii

poznawczej. K o r z y s t a m y w s z a k ż e z o w o c ó w jego pracy
jeśli o t y m nie w i e m y . W y z w a l a j ą c y m
ś w i a t u j a k b y bardziej l u d z k i

śmiechem

nawet

nadaje

w y m i a r : znosi p o w a g ę

on

i patos

w i e l k o ś c i , n o b i l i t u j e t o , co rzekomo niegodne nas, m a ł e , nie­
chciane. K ł u j ą c ą i r o n i ą o d ś w i e ż a spojrzenie: sprawia, że w zet­
knięciu

z

wartościami

zmuszeni

t y m s a m y m niedopuszcza

jesteśmy

stracić

naiwność,

do i c h estetyzacji i zbanalizowania.

W ą t p i e n i e m podsyca w nas c z u j n o ś ć wobec ziemskich a b s o l u t ó w .
Tak

mógłby

wyglądać

zestaw n a j g ł ę b s z y c h

przeświadczeń

dokonuje s i ę t u nie w p r o s t . Przekonanie, ż e „ w s z y s t k i e k u l t u r y

etnologa w y k o r z y s t u j ą c e g o w swej p r a c y s t r a t e g i ę b ł a z n a ; t a k

s ą r ó w n e " u m o ż l i w i ł o powstanie a n t r o p o l o g i i k u l t u r y j a k o n a u k i .

m o g ł o b y p r z e d s t a w i a ć się jego wyznanie w i a r y . W i a r y p o j m o ­

W p r a k t y c e o z n a c z a ł o t o , że a b y z r o z u m i e ć i n n ą k u l t u r ę n a l e ż y

wanej nie konfesyjnie, ale j a k o nie d a j ą c y się u s p r a w i e d l i w i ć

zawiesić w ł a s n e n o r m y moralne i estetyczne, p o r z u c i ć k u l t u r o w o

d y s k u r s y w n i e a k t opowiedzenia się za p e w n y m i w a r t o ś c i a m i .

u w a r u n k o w a n e , a w i ę c w z g l ę d n e przyzwyczajenia, g d y ż

J e ś l i stwierdzenia te w y d a j ą się n a z b y t m i ę k k i e w s t o s u n k u do

tylko

w t e n s p o s ó b j e s t e ś m y w stanie z b l i ż y ć się do uchwycenia i n ­

twardych

n o ś c i innego, p o j ę c i a o b c o ś c i obcego. Wszelako ó w a k t zawie­

wobec o b i e k t y w n y o h r o s z c z e ń n a u k i , w a r t o p r z y p o m n i e ć w t y m

szenia m a

korzenie

kulturowe. Powzięty

został

w

Europie,

jakoby

intelektu,

zbyt

subiektywne

miejscu p y t a n i e , k t ó r e Claude Levi-Strauss u m i e ś c i ł w s w o i m

w kulturze, k t ó r a zakwestionowała wyższość własnych wartości

genewskim

b y w t e n s p o s ó b p o d j ą ć w y s i ł e k zrozumienia innego.

Rousseau: „ C z y

Istnieją

konstrukcji

wykładzie

poświęconym

etnolog pisze

pamięci

c o ś innego

niż

Jana

Jakuba

wyznania?"

1 8

w i ę c realne p o w o d y b y głosić, ż e k u l t u r a , k t ó r a tego d o k o n a ł a

R e t o r y c z n o ś ć tego p y t a n i a jest w y z w a n i e m nie t y l k o d l a z a k o n u

jest k u l t u r ą w y ż s z ą . N i e jest t o racja, dla k t ó r e j etnolog m i a ł b y

etnologów.

P R Z Y P I S Y

1

L . S t o m m a , Słoń a sprawa etnologii, „ P o l s k a Sztuka L u ­
d o w a " R . X X X V I , 1982 n r 1—4, s. 71—73
T a m ż e , s. 71
W . Gombrowicz, Dziennik
(1957—1961),
P a r y ż 1962 s.
34—36
Por. J . J a r z ę b s k i , Pojęcie „formy"
u Gombrowicza, ( w : )
Gombrowicz i krytycy, K r a k ó w 1984
Gombrowicz, op. c i t . , s. 10
J a r z ę b s k i , op. c i t . , s. 335
2

S

4

5

6

1 1

M . K u n d e r a , Księga
śmiechu
i zapomnienia,
Warszawa
1984, s. 38—39
P . L a g u n a , Ironia jako postawa i jako wyraz, K r a k ó w 1984
S. K i e r k e g a a r d , O powszechnym
znaczeniu ironii.
Ironia
Sokratesa,
( w : ) K . T o e p l i t z , Kierkegaard,
Warszawa 1980, s.
220
Tamże.
R . Barthes, Mythologies,
London—Toronto—Sydney—
New Y o r k , s. 12
L . K o ł a k o w s k i , Szukanie barbarzyńcy.
Złudzenia
uniwersa­
lizmu kulturowego, ( w : ) Gzy diabeł może być zbawiony i 27 innych
kazań, L o n d y n 1983, s. 11—24
L . K o ł a k o w s k i , Bałwochwalstwo
polityki,
„ K u l t u r a nie­
z a l e ż n a " n r 24—25: 1986, s. 8; por. t e ż : J . P a w ł o w s k a , Odwrót
od relatywizmu
kulturowego, „ S t u d i a F i l o z o f i c z n e " n r 2, 1987
C. L ś v i - S t r a u s s , Jan Jakub Rousseau,
twórca nauk
hu­
manistycznych,
„ T w ó r c z o ś ć " n r 6, 1984, s. 86
1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

7

Z o b . R . Barthes, Mit

i znak,

Warszawa 1970, s. 25—61

8

L . K o ł a k o w s k i , Kapłan
i błazen. Rozważania
o teologicznym
dziedzictwie
współczesnego
myślenia,
„ T w ó r c z o ś ć " n r 10: 1959
9

J . Ortega у Gasset, L'histoire
comme systeme, V I s. 4 1 , c y t .
za W . Buchner, Rozum i historia, „ Z n a k " , n r 387—388, 1987,
s. 44
1 0

t

K o ł a k o w s k i , op. c i t .

1 7

1 8

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.