http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/2139.pdf

Media

Part of Uroda ludzkiej pomyłki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1

extracted text
Ludwik Stomma

U R O D A LUDZKIEJ POMYŁKI
Pamięci Profesora Aleksandra

Jackiewicza

A k t I. Wieża Eiffela
Powstała Wieża Eiffela z okazji Wystawy Światowej 1889,
której miała być ozdobą i atrakcją. Jej twórcą był, jak nazwa
wskazuje, inżynier Gustaw Eiffel, znany wcześniej jako konstruk­
tor wiaduktu nad Sioule (1869), mostu w Porto (1876), a przede
wszystkim wysokiego na 122 m wiaduktu Garabit (1878) - cudu
techniki owych czasów. Wieża przyniosła mu nie tylko nieśmier­
telną sławę, ale również Legię Honorową, którą udekorował go
w dniu inauguracji (31.03.1 889) minister handlu Edward Lockroy (w zastępstwie premiera Piotra Emanuela Tirarda, który
dostawszy zadyszki nie dotarł na najwyższą platformę, jako ze
windy założono dopiero parę tygodni później). Wysokość Wieży:
300 metrów i 1 centymetr, waga: 9699 ton.
,,Jest ta wieża spełnieniem odwiecznego marzenia..." - powie­
dział w inauguracyjnym przemówieniu premier Tirard i niewiele
przesadził. Projekty wysokich konstrukcji „na miarę stolicy świa­
ta" przedstawiano już Karolowi VIII, Franciszkowi I, Henrykowi
IV, Ludwikowi XV, Napoleonowi... Realizacji monumentalnego
pomysłu Alfreda Picarda przeszkodziła niemal w ostatniej chwili
Rewolucja Lipcowa. Konkurentem zaś Eiffela był, aż do końca
1886, Juliusz Bourdais - zwolennik budowy cylindrycznej wieży,
również na 300 m wysokiej, zwieńczonej koroną stu potężnych
reflektorów, które „oświetlałyby równomiernie nie tylko cały
Paryż, ale także Lasek Buloński, Neuilly i Levallois aż po
Sekwanę". „Zważywszy wysokość naszych domów - pisał o tym
projekcie złośliwy dziennikarz - stojących jak skały wzdłuż
wąskich kanionów, jak i to, że ulice Paryża nie rozchodzą się
koncentrycznie z miejsca przeznaczonego na tę monstrualną
kolumnę, przypuszczać należy, iż tylko dachy miasta zalane
zostaną światłem; tak więc, co zapewne nie jest w zamiarze
twórców, skorzystają na tym nasze koty, podczas gdy przechod­
nie po staremu łamać będą nogi w ciemnościach."
1

Pomimo „odwiecznych marzeń" ostateczna decyzja o przy­
stąpieniu do budowy „konstrukcji stalowej podług wyliczeń
inżyniera Gustawa Eiffela", podpisana 8 stycznia 1887 przez
Edwarda Lockroy'a i prefekta Paryża Eugeniusza Poubelle'a (tak!
- tego od pojemników na śmieci), wywołała burzę najsolenniejszych protestów.
14 lutego publikuje „Le Temps" list otwarty do Adolfa Alphanda - naczelnego architekta Paryża. Podpisują go między innymi:
Guy de Maupassant, Aleksander Dumas, Sully Prudhomme,
poeci: Franciszek Coppee, Leconte de Lisie; malarze: Jan Ludwik
Meissonier, Leon Bonnat, Adolf Bouguerau, Adolf Willette;
architekci z twórcą Opery paryskiej Karolem Garnier na czele,
muzycy z Karolem Gounodem, aktorzy z Wiktorianem Sardou...
„Obywatelu i drogi rodaku! - My, niżej podpisani, pisarze,
malarze, rzeźbiarze, architekci, wielbiciele nieskażonego dotąd
piękna Paryża, w imię dobrego gustu Francuzów, w imię Francji,
jej historii i sztuki, protestujemy z oburzeniem przeciw planowa­
nemu wzniesieniu w samym sercu stolicy bezużytecznej i mon­
strualnej Wieży Eiffela, którą głos gminu, pełen zdrowego rozsąd­
ku, obwołał już teraz nową wieżą Babel. Bez popadania w szowi­
nistyczną przesadę możemy śmiało stwierdzić, iż jest Paryż
bezsprzecznie najpiękniejszym miastem świata. Wzdłuż jego ulic,
szerokich bulwarów, zachwycających nadbrzeży i promenad,
wznoszą się najwspanialsze dzieła ludzkości. Dusza Francji,
twórczyni tych arcydzieł, delektuje się tym rozkwitem kamien­
nego dostojeństwa. Włosi, Niemcy, Holendrzy, acz słusznie
dumni ze swojego dziedzictwa artystycznego, nie posiadają nic.

co byłoby porównywalne z naszym i dlatego tez budzi Paryż
ciekawość i uwielbienie po wszech zakątkach świata. Czyż mamy
to wszystko sprofanować? Czy Paryż ma się podporządkować
kupieckiej wyobraźni konstruktora maszyn tracąc piękno i honor?
Tak! - Ta wieża, której nie chciałaby nawet skomercjalizowana
Ameryka, jest ponad wszelką wątpliwość obelgą dla miasta.
Wszyscy to czują, wszyscy to powtarzaj, wszyscy tym się trapią;
jesteśmy tylko słabym echem jakże słusznie zaniepokojonej opinii
publicznej. Cudzoziemcy przybywający na naszą wystawę za­
krzykną zdumieni: „ A więc taką to obrzydliwość wybrali Francuzi,
aby dać świadectwo swoim gustom!? I tak kpiąc z nas bezlitośnie
będą mieli rację. Bowiem Paryż wzniosłych gotyków, Paryż Jana
Goujon, Pilona, Pugeta, Rude'a, de Barye'a, etc... stanie się
Paryżem pana Eiffela. By zrozumieć zasadność naszego oburze­
nia, wystarczy wyobrazić sobie tylko tę ośmieszającą Wieżę
panującą nad Paryżem niczym gigantyczny słup czarnego, fab­
rycznego dymu i przywalającą swoim barbarzyńskim ciężarem
Notre-Dame, Saint-Chapelle, Wieżę św. Jakuba, Luwr, kopułę
Inwalidów, Łuk Triumfalny... Oto wszystkie nasze zabytki upoko­
rzone i pomniejszone, znikające w tym obłąkanym śnie. Przez
długich dwadzieścia lat będziemy zmuszeni patrzeć, jak na to
miasto, drżące niespokojnym geniuszem wieków kładzie się jak
plamę atramentu, ohydny cień ohydnej kolumny z poskręcanej
mutrami blachy. - Zwracamy się do Pana, który tak kochasz Paryż,
który tyle mu piękna przydałeś, który tyle razy broniłeś go przed
dewastacją i wandalizmem przemysłu, do którego więc należy
honor bronić go raz jeszcze. Zwracamy się do Pana broniąc
sprawy Paryża, gdyż wiemy, iż jako artysta miłujący to, co piękne,
wielkie i sprawiedliwe, poświęcisz jej całą swoją energię i elok­
wencję. A jeśli nasze wołanie na alarm nie zostanie wysłuchane,
jeśli odrzucone zostaną i pańskie argumenty, jeśli Paryż uprze się,
by być zhańbionym, zostawimy przynajmniej potomności - Pan
i niżej podpisani - ten protest, który przynosi nam zaszczyt."
2

3

Riposta nie dała na siebie czekać. „Wieża nie jest obiektem
bezużytecznym - replikował sam Lockroy - nie jest też zwykłą
atrakcją Wystawy Światowej; przeciwnie oddaje nauce nieoce­
nione usługi." „Jest Wieża - stwierdzał Eugeniusz-Melchior de
Vogue - wiekopomnym zwycięstwem lóż masońskich nad skar­
lałymi klerykałami, ciosem w parafialne mistyfikacje, rewanżem za
porażkę wolnomularzy z Senaaru, uosobieniem wszechpotęgi
nauki wznoszącej wieżę Babel, budowy, której biblijny Bóg
zakazał." „Wspaniały dowód potęgi przemysłowej naszego
kraju"; „pomnik świeckiego geniuszu"; „niebywały wzlot myśli
świeckiej"... - dorzucali inni. Zaś Gaston Tissandier konkludował:
4

„Ta Wieża symbolizować będzie nie tylko kunszt współczesnej
inżynierii, lecz cały ten wiek Nauki i Przemysłu, w którym żyjemy;
stanie się pomnikiem wdzięczności dla bohaterów odrodzenia
naukowego w końcu XVIII wieku i Rewolucji 1789 roku, którzy
wytyczali drogi postępu."
W miarę posuwania się robót i podnoszenia się Wieży, głosy
zwolenników stawały się coraz głośniejsze i bardziej egzal­
towane. Znany nam już de Vogue zwracał się w imieniu Wieży
Eiffela do dzwonnic katedry Notre-Dame: „O wy - stare, opusz­
czone wieże, których nikt już nie słucha. Czyż nie widzicie, iż
zmieniły się bieguny Ziemi krążącej teraz wokół mojej stalowej
osi? Jestem siłą wszechświata ujętą w karby geniuszem rachun­
ku. Myśl ludzka biegnie wzdłuż moich członków. Moje czoło
opasane jest blaskiem przyniesionym ze źródeł światła. Wy
byłyście ciemnotą, ja jestem Nauką!" W niemniej podniosłym
tonie sekunduje mu anonimowy autor Oficjalnego przewodnika
po Wieży Eiffela: „To stąd tylko (z drugiej platformy Wieży
- przyp. LS) ogarnąć można wielkość postępu Dziejów. Natura
i Historia ukazują tutaj swoją pełnię. To tam - na tej równinie
rozciągniętej u waszych stóp dokonała się przeszłość. To tutaj (na
Wieży - LS) wypełni się przyszłość. (...) Dzięki swojej formie
fabrycznego komina wprowadza Wieża triumfalnie do Paryża ten
przemysł, którego starano się go pozbawić. Wznosząc się dumnie
przypomina niebom o potędze postępu, o zwycięstwie Nauki
i Przemysłu." Wieńczy peany poświęcona Wieży kompozycja
Adolfa Davida Poemat symfoniczny, opus 63:
,,- Inżynierowie i robotnicy przybywają na Pola Marsowe (lento)
- Początki prac i fundamenty Wieży (moderato)
- Szczęk żelaza (moderato e martellato)
- Pracownicy żelaza (allegro et gaiement)
- Zmieszanie i obawy pośród robotników (allegro mouvemente)
- Pierwsza platforma, Wieża się wznosi, coraz bliżej szczyt
(andante cantabile)
- Ludzie na Wieży (moderato accelerando e crescendo jusqu' a la
fin)
- Hymn i flaga francuska (lento e grandioso)".
Dodać wypada, iż lokalizacja Wieży Eiffela podkreślała
w oczach zwolenników jej symboliczny wymiar. Aż do 1765 roku
pokrywały Pola Marsowe winnice, przez piętnaście następnych
lat były one placem ćwiczeń elewów pobliskiej Szkoły Wojs­
kowej. Od tego jednak czasu rozsławiły Pola liczne spektakularne
wydarzenia:
1783 - Bracia Robert ekspediują stąd wielki balon (który
spadnie w Gonesse, koło Ecouen, siejąc panikę wśród wieś­
niaków).
1794 - Balon Blancharda.
14 lipca 1790 - Święto Federacji pod przewodnictwem Tal­
leyranda. Ponad 300000 Paryżan składa w ulewnym deszczu
przysięgę na wierność Narodowi i Konstytucji.
10 listopada 1794 - Egzekucja Jana Bailly - astronoma i mera
Paryża (tego właśnie, który na zwróconą przez kata uwagę, że
drży ze strachu przed śmiercią, miał powiedzieć: - „Ależ nie
przyjacielu, to z zimna").
8 czerwca 1794 - Święto Apoteozy Istoty Najwyższej zor­
ganizowane przez Robespierre'a.
10 listopada 1804 - Napoleon rozdaje legiom orły.
1863 - Start dwugondolowego balonu „Le Geant" skon­
struowanego przez Nadara.
1867 - Wystawa Techniczna.
1878 - Wystawa Światowa.
Budowa Wieży trwała 26 miesięcy (dokładnie 795 dni). Prasa
paryska relacjonowała jej przebieg z wzrastającym entuzjazmem:
„Robotnicy rywalizują ze sobą w zapale i uwielbieniu dla
wspólnego dzieła. Nie straszne im zmęczenie ani niepogoda; czy
to zima, czy najgorętsze dni lata, pracują z całkowitym oddaniem,
odwagą i niezłomną wolą zwycięskiego zwieńczenia Wieży"
- donosił „Le cri du peuple" z czerwca 1887. Zaś „Le Rappel"
dorzucał 13 sierpnia: „Liczba ciekawskich, przyglądających się
budowie wciąż rośnie. Cudzoziemcy, przejazdem w Paryżu,
wracają z terenów wielkiego przedsięwzięcia zachwyceni i nieco
5

6

7

12

zazdrośni. (...) Wszyscy są zgodni, że Wieża wyrasta jakby sama
z siebie."
Wreszcie, 1 kwietnia 1889, po przemówieniach, celebrach,
orderach i wstęgach, wtargnęli na Wieżę turyści. Księga pamiąt­
kowa wyłożona przy wejściu na schody pozwala nam poznać ich
pierwsze wrażenia : „Jakich szczytów sięgnie geniusz Fran­
cuzów w 1989? - Odpowiedzą obłoki!" (gość z Brazylii); „O
Egipcie, ukochana moja ojczyzno, jakże chciałbym zobaczyć
kiedyś, ze szczytów piramid, wzniesione rękami twoich dzieci,
dzieło równie potężne i wspaniałe, jak Wieża Eiffela!"; „O moja
ojczyzno! Kiedy ty taki sukces osiągniesz?" (Węgier); „Geniuszu
francuski, ty zawsze pierwszym będziesz w świecie!"; „Widząc
Wieżę Eiffela jestem dumna, że jestem Francuzką"; „Tak, jak na
wieży Babel, jest i tutaj wielkie poplątanie języków, lecz nie dzieli
ono ludzi - przeciwnie, łączy w jednogłośnym uwielbieniu
Francji" (Greczynka); „Znalazłem na Wieży bezmiar ojczystych
mórz" (Bretończyk). I tylko niejaka Bloumette zdobyła się na
nieco dystansu odnotowując: „Im bardziej podziwiam Wieżę
Eiffela, tym bardziej odczuwam znikomość wysokich obcasów";
zaś sierżant 18 regimentu piechoty, wyprzedzając wszelkie reinterpretacje freudowskie, skreślił dosadnie i krótko: „Imponujący
penis!". Natomiast jedyna reakcja sceptyczna i zgorzkniała nale­
żała tego dnia (czyż to nie dodatkowy symbol?) do rodaka znad
Wisły: „Budujemy coraz wyżej, upadamy coraz niżej. Stanislas
Skarżyński." Ale głos jego zniknął na szczęście w ogólnej
wrzawie.
8

Przeciwnicy wytaczali przeciw Wieży argumenty natury es­
tetycznej: „jest monstrualna", „obrzydliwa", „ośmieszająca",
„ohydna", „nie jest z kamienia" ale „z poskręcanej mutrami
blachy", „przywala barbarzyńskim ciężarem zabytki miasta",
powoduje że „Paryż gotyków stanie się Paryżem pana Eiffela"
etc; etycznej: „Wieża profanuje", „odbiera honor", „upokarza",
„jest obelgą", „jest nową wieżą Babel"...; utylitarne: „jest bez­
użyteczna" i wreszcie socjoideologiczne: stworzyła Wieżę „ k u ­
piecka wyobraźnia konstruktora maszyn", „nie chciałaby jej
nawet skomercjalizowana Ameryka", „jest wytworem przemys­
łowym"...
Wśród kontrargumentów odnajdujemy natomiast: „zwycięst­
wo nad klerem", nad ,, parafialnymi mistyfikacjami", „ciemnotą",
„przeszłością"; triumf „żelaza", „ przemysłu", „nauki", „wolnej
myśli", „świeckiego geniuszu", „przyszłości", „tradycji Oświece­
nia i Rewolucji Francuskiej", „użyteczności" i patetyczne wy­
znanie: „Tak, jest to nowa wieża Babel".
Nietrudno zauważyć symetrię argumentów i kontrargumen­
tów. Układają się one jakby w dwa cykle opozycji:
1 - przemysł : sztuka; inżynier : artysta; żelazo : kamień
2 - przyszłość : przeszłość; nauka : religia; wolność : tradycja
Zacznijmy od pierwszego zestawienia - przemysł: sztuka.
Francuskie słowo 1'industrie (zresztą i w polskim: industrializacja)
wywodzi się z łacińskiego Industrie, czyli działalność zbiorowa,
działalność zamkniętej grupy wtajemniczonych... Jeszcze w XVI II
w. „chevalier d'industrie" oznaczało rzezimieszka, członka gangu
złodziejskiego. Negatywne zabarwienie słowa przetrwało aż do
połowy XIX w., sugerując działalność niestosowną, gminną,
a nawet poniżającą. Sztuka natomiast - 1'art, z łacińskiego ars-tis
(zdolność, talent) i głębiej - indueuropejskiego aritus/ritus od­
wołuje do obrzędu, działalności sakralnej, świętości, jednostko­
wego ze świętością spotkania.
Na poziomie etymologicznym rozróżnienie przemysłu i sztuki
wyznacza więc dalsze przeciwstawienia:
przemysł

sztuka

zbiorowe

indywidualne

świeckie

sakralne

Równolegle opozycja żelazo : kamień, gdzie żelazo jest tworzy­
wem przetworzonym, kamień zaś „bez interwencji ludzkiej po­
częty", stawia nas wobec fundamentalnej, strukturalnej opozycji
kultura

natura

„ M i t - twierdził Roland Barthes - polega na odwróceniu kultury
w naturę, lub co najmniej społecznego, kulturowego, ideologicz­
nego, historycznego - w 'naturalne': to co jest tylko wynikiem
podziałów społecznych, estetycznych, moralnych, przedstawia­
ne jest nam jako 'oczywiste samo z siebie', ,zdrowy rozsądek',
.słuszne prawa', .norma', .natura ludzka'... jednym słowem DOXA
(rzecz dana u początków)." Podstawowa funkcja wyobrażeń
zbiorowych polega więc na permanentnym przetwarzaniu kul­
turowego w naturalne, na mitycznym usprawiedliwianiu i integ­
rowaniu kultury. Tymczasem, w osobliwym przypadku zwolen­
ników Wieży Eiffela, mamy do czynienia z tendencją dokładnie
odwrotną. - My odrzucamy naturę! Opowiadamy się świadomie
po stronie przetworzonego. Nie chcemy objawionych tradycji,
lecz prawd przez nas samych ukutych. Jesteśmy przyszłością!
Jesteśmy heretykami!... - Ileż w tym snów Castorpa i Settembriniego, zapowiedzi futuryzmu i surrealizmu.
9

Antropolog wie jednak, i w tym bolesna dolegliwość jego
(nomen omen) zawodu, że prawdy nie ma i że nie ma wolności, że
mit tylko mit poprzedni zastępuje. Mitem zwolenników Wieży
stało się społeczeństwo wyzwolone - bez tradycji, religii, prze­
szłości; z postępem pnące się ku wolności niewzruszonej i już, już
jej sięgające. Wolności, w której nie ma nudnych zakazów
i otępiałych tabu sprzed lat. Przemysł, żelazo, nauka!
W pięćdziesiąt lat później małe wieżyczki Eiffela reklamowały
(a niekiedy i dziś reklamują) miejsca intymnych schadzek w Po­
rtugalii, Ameryce Środkowej, na Dalekim Wschodzie, „po wszech
zakątkach świata". Dekoracje przedstawiające Wieżę Eiffela są
też, i w naszej dobie, niezbędnym elementem paryskich kabare­
tów, które, jak „Folies Bergere" czy „Crazy Horse" czują się lub
sprzedają, jako „po parysku" prawdziwie wyzwolone. Nawet
w prywatnych apartamentach burdelowych przy St. Denis mała,
złota makietka Wieży jest obiektem rytualnie nieuniknionym.
Ongiś przemysł, żelazo, nauka; teraz nagość, pióra, Chanel...
Nowe pokolenia nieubłaganie strawestowały idee zwolenników
inżyniera Eiffela. Czy jednak naprawdę zdradziły przesłanie?
W czerwcu 1984 roku lesbijki Paryża, domagające się prawa
legalnego zawierania związków małżeńskich, niosły na czele
pochodu kartonową Wieżę Eiffela. Z tyłu widać było transparent:
„Niech zwycięży myśl świecka"... Słońce wyszło zza obłoków
i uśmiechnęło się do Wieży.

A k t II. Łuk T r i u m f a l n y
Zadekretowana przez Napoleona na polu bitwy pod Austerlitz
budowa Łuku Triumfalnego potrwała lat trzydzieści (15.08.1806
- 29.07.1836). W międzyczasie obejrzała Francja upadek Cesars­
twa, wkroczenie kozaków do Paryża, Restaurację Burbonów, Sto
dni, powtórną Restaurację, Rewolucję Lipcową, początek rzą­
dów Ludwika Filipa...
Pierwotnie przewidywano lokalizację Łuku w okolicach dzi­
siejszego Placu Bastylii, tamtędy bowiem, przez ulicę Przedmieś­
cia św. Antoniego, wracały armie ze wschodu. Zmiana tego
projektu jest zasługą ministra spraw wewnętrznych, Jana Chrzci­
ciela Champagny, który zręcznie zasugerował Cesarzowi, iż
wznosząc się na rogatce Gwiazdy będzie Łuk widoczny z Tuilerii,
a więc „zawsze przed oczyma Triumfatora", a co więcej „Najjaś­
niejszy Pan będzie pod nim przejeżdżał udając się do Malmaison..."

1830, dymisję Gousta. Triumf Huyota jest jednak krótki. W pięć
miesięcy później Rewolucja Lipcowa zmiata Burbonów. Ludwik
Filip powraca do pierwotnej koncepcji Łuku - pomnika chwały
zwycięstw Rewolucji i Cesarstwa, a jej realizacja powierzona
zostaje Ablowi Blouet, którego też imię wyryte zostanie, na
wieczną rzeczy pamiątkę, u szczytu wschodniego filaru.
Ma Łuk 49,5 m wysokości i 22 głębokości. Zdobią go rzeźby,
płaskorzeźby i liczne inskrypcje.
1. Rzeźby. - Od strony Pól Elizejskich:
na prawym filarze „Wymarsz ochotników" Franciszka Rude'a
(ucznia Cartelliera); rzeźba znana dziś popularnie pod nazwą
„Marsylianki" od dominującej grupę kobiecej postaci „geniusza
wojny";
na lewym filarze „Triumf Napoleona" Jana Piotra Cortota.
- Od strony Neuilly:
dwa alegoryczne przedstawienia Antoniego Etexa: „Obrona
Francji przed koalicją 1814" (po prawej) i „Pokój" (po lewej).
2. Płaskorzeźby. - Od strony Pól Elizejskich:
po prawej: Śmierć Franciszka Marceau pod Altenkirchen 21
września 1796,
po lewej: Bitwa pod Aboukir (25 lipca 1799). Kincei Mustafa
poddaje się Bonapartemu i Muratowi.
- Od strony Neuilly:
po prawej: Atak na most pod Arcole (17 listopada 1796). Na
pierwszym planie Bonaparte i dobosz Andrzej Etienne;
po lewej: Zdobycie Aleksandrii przez Klebera (2 lipca 1798).
- Od strony aleji Wagram:
Bitwa pod Austerlitz (2 grudnia 1805). Napoleon wyprowadza
Gwardię do ataku.
- Od strony aleji Klebera:
Bitwa pod Jemmapes (6 listopada 1792). Karol Dumoriez
rozpoczyna atak kawalerii. Wgłębi, pośród sztabowców, rozpoz­
nać można postać hrabiego Chartres - późniejszego króla Lud­
wika Filipa.
3. Inskrypcje.
A. 150 nazw miejscowości związanych z sukcesami orężnymi
Republiki, Dyrektoriatu i Cesarstwa. Patrząc na mapę współczes­
nej Europy, 35 spośród nich odnajdujemy we Włoszech, 29
w RFN, 25 w Hiszpanii, 10 we Francji, 9 w ZSRR, 8 w NRD,
7 w Belgii, po 5 w Egipcie, Austrii i Polsce (zachowując pisownię
z Łuku: Pułtusk, Ostrolenka, Eylau, Danzig, Breslaw), 4 w Holan­
dii, 2 w Portugalii, oraz po jednej w Czechosłowacji (Austerlitz),
Luksemburgu (Louxembourg), Jugosławii (Montenegro),
Szwajcarii (Zurich), Izraelu (Jaffa) i na Węgrzech (Raab-Gyór).
B. Nazwiska 660 dowódców wojskowych reprezentujących
znów kilkanaście narodowości. Oprócz Francuzów są tu Niemcy,
Włosi, Belgowie, Holendrzy, Szwajcarzy, Hiszpanie, siedmiu

10

Mury Łuku wznosiły się na 5,40 m, gdy zmarł nagle (20.1.1811)
twórca jego projektu i naczelny architekt Jan Franciszek Chalgrin.
Prace pod nadzo.rem jego wiernego ucznia Gousta doprowadziły
budowlę, w tragicznych dniach upadku Cesarstwa, do wysokości
20 m. Nastąpiła teraz siedmioletnia przerwa. Wznowiono budo­
wę dopiero 9 października 1823 na mocy zarządzenia Ludwika
XVIII, z nowym jednak programem dekoracyjno-ideowym; Łuk
rozsławiać miał teraz burbońskie przewagi w Wojnie Hiszpańs­
kiej. Goustowi przydzielony zostaje polityczny kontroler - ultrarojalistyczny architekt Huyot, który kwestionując systematycznie
wszystkie rysunki Chalgrina powoduje ostatecznie, w lutym

13

Polaków: Kniaziewicz, Poniatowsky (Poniatowski), Lasowski
(Łazowski), Dombrowsky (Dąbrowski), Zayonscheck (Zają­
czek), Sulkosky (Sułkowski), Klopisky (Chłapowski)... a nawet
i przybysze z Austrii (Scherer), Irlandii (Kilmaine), Dominikany
(Bruix) czy Wenezueli (Miranda).
Z wieńczonego przez Łuk Triumfalny placu Gwiazdy (obecnie
place Charles de Gaulle-Etoile) rozchodzi się promieniście dwa­
naście (od 1854) szerokich alej: Pola Elizejskie oraz - licząc od
nich w kierunku ruchu wskazówek zegara - aleja Marceau
(Franciszek Marceau-Desgraviers, 1769-1796 - rewolucyjny
generał, zwycięzca spod Koblencji i Neuwied, ginie pod Altenkirchen w wieku 27 lat), aleja Jeny (zwycięstwo Napoleona nad
armią pruską 14 października 1806), aleja Klebera (Jan Chrzciciel
Kleber, 1753-1800 - zwycięzca spod Fleurus, dowódca armii
egipskiej, zasztyletowany w Kairze), aleja Wiktora Hugo, aleja
Focha, aleja Wielkiej Armii (od 1805 nazwa oficjalna armii
Napoleona), aleja Carnota (Łazarz Carnot, 1753-1823 - czołowy
działacz Rewolucji Francuskiej, członek Dyrektoriatu, przejścio­
wo minister wojny Napoleona, później jego przeciwnik, przyj­
muje jednak podczas 100 dni tekę ministra spraw wewnętrznych,
wypędzony w 1816 r. poświęca się pracy naukowej), aleja Mac
Mahona (Edme-Patryk Mac Mahoń, 1808-1898 - generał,
rojalista, zasłużony podczas Wojny Krymskiej i pod Magenta,
pogromca Komuny Paryskiej, prezydent Francji, 1873-1879),
aleja Wagram (zwycięstwo Napoleona nad Austriakami 4-6 lipca
1809), aleja Hoche'a (Łazarz-Ludwik Hoche, 1768-1797 - gene­
rał rewolucyjny, okrutny pacyfikator Wandei) i aleja Friedland
(zwycięstwo Napoleona nad armią rosyjską 14 lipca 1807).
Zamyka Łuk jedna z najpiękniejszych perspektyw urbanistyki
światowej: Plac Gwiazdy - Pola Elizejskie - plac Zgody z obelis­
kiem luksorskim (XIII w. przed Chrystusem) - Ogrody Tuileryjskie
- Łuk Karuzelu - Luwr.
„Wielkość kamienia na wielkości chwały" - napisał Wiktor
Hugo (w poemacie zadedykowanym skądinąd swojemu ojcu,
generałowi, „dla nazwiska którego nie znalazło się miejsce na
Łuku Triumfalnym"). Miał być Łuk Triumfalny pomnikiem siły
oręża francuskiego, dumy narodowej, niezłomnej potęgi im­
perium. To stąd wyruszyły wojskowe kondukty pogrzebowe
Ferdynanda Focha (1926), Józefa Joffre'a (1931), Filipa Lecler­
ca (1947), Jana-Marii Lattre de Tassigny (1952) czy bohatera
wojen kolonialnych, Ludwika Lyautey (1961). To tu, przy
ustanowionym w 1921 roku Grobie Nieznanego Żołnierza, doko­
nują się uroczyste zmiany wart. To tędy wiedzie obowiązkowa
trasa wszystkich dętych wojennych parad...
Turyści jednak, z radosną nieznajomością splamionych kart
militarnych dziejów, w kolorowym Paryżu tak odległym od huku
armat i bitewnego kurzu, z zadartymi głowami wypatrują na Łuku
nazw rodzinnych miejscowości lub swojsko brzmiących nazwisk.
Anglicy przywłaszczają sobie Clarke'a, MacDonalda, Hatry'a,
Pirce'a; Niemcy - Kellermana, Stroltza, Stengela...; Hiszpanie
- Almerasa, Miquela, Loverda... Portugalczycy - Cosmao, Dugua... Litwini - Baltusa, Czesi (sam słyszałem!) - Zayonschecka...
I nieważne, że owi w grobach się pewnie przewracają. W beztros­
kim języków pomieszaniu staje się Łuk Triumfalny znakiem
kosmopolityzmu, wyrasta ponad narody, granice, armie i szabelkowe spuścizny.
Paradoksalnie, to właśnie nieświadomi rzeczy turyści mają
najgłębszą rację. Od samych bowiem początków, acz niezależnie
od intencji owych twórców (o ile oczywiście uznawać będziemy
za nich kreślące szkice jednostki, a nie zbiorowy geniusz historii),
był już Łuk symbolem tego, co najbardziej bodaj obce sile oręża
i potęgom imperiów - symbolem tolerancji, jedyna to być może
budowla na świecie, z której spoglądają zgodnie rewolucjonista
Dumouriez, cesarz Napoleon i król - Burbon Ludwik Filip; na
którą otwierają się wyloty alej ku chwale królobójcy Carnota
i reakcyjnego monarchisty Mac Mahona, Mac Mahona - kata
komunardów i obrońcy prawa azylu dla tychże Wiktora Hugo
(został za to wysiedlony z Belgii), krwawego wroga religii Hocha
i Focha - zdeklarowanego klerykała... A przypomnijmy sobie
jeszcze tę perspektywę zstępującą od Łuku, poprzez XIX wiek
11

14

(Pola Elizejskie), ku starożytnemu Egiptowi, wiekom XVI (ogrody
Tuileryjskie) i XIII (Luwr)... Okaże się wtedy, że jest plac Gwiazdy
miejscem przezwyciężenia i zniesienia przeciwieństw między
epokami, ideologiami i narodami. Miejscem jedności, miejscem
dla każdego, miejscem azylu. Coincidentio
oppositorum.
Tym bardziej, że patronuje temu miejscu pogodzenia sprzecz­
ności potężny cień Tego, który był jednocześnie Bogiem wojny
i małym kapralem, monarchą i wyzwolicielem narodów w imię
ideałów rewolucji, włoskim Korsykaninem i „największym
z Francuzów", tyranem i tym który „ludziom wolność śle z wy­
gnania" (Puszkin) .
Oczywiście, powiedzieć zawsze można, że są to tylko intelek­
tualne spekulacje i teoretyczne paradoksy. Spójrzmy więc do
księgi pamiątkowej Łuku. - „Jakież szczęście zobaczyć wrota
do wolności" (Czech); „Dwa tylko razy w życiu dane mi było
przeżyć podobne wzruszenie - widząc Statuę Wolności w No­
wym Jorku i Łuk Triumfalny w Paryżu!" (Marokańczyk); „Witaj
ziemio azylu i praw człowieka!" (Rumun); „Francjo! Ty jesteś
zawsze ojczyzną wolności!" (turysta spod Lyonu)... - To nie
przypadek, iż przewodniki i albumy ukazujące Paryż jako miasto
wielokulturowe, stolicę wolności, mają z reguły Łuk Triumfalny
na okładkach; wraz z nocnym życiem i szaleństwami miasta
pojawia się natomiast nasza stara znajoma Wieża Eiffela.
Dopóki Ravic z Łuku Triumfalnego Ericha Marii Remarque'a
znajduje w Paryżu ucieczkę i schronienie, dopóty „wysoko
w górze wznosi się jak z płynnego srebra masywny, szary kształt
Łuku Triumfalnego" . Gdy jednak policja francuska aresztuje
i wysiedla uciekinierów, gdy wiemy, że powraca mroczny czas
hord narodowych i ideologii „Plac stał się morzem ciemności.
Zginął w niej nawet Łuk Triumfalny" .
12

13

14

15

A k t III. Bazylika Sacre-Coeur
Winnice, młyny, drewniane chatki, dwanaście krystalicznych
źródeł, głębokie groty pozostałe po onegdysiejszych kopalniach
gipsu, mały kościółek św. Piotra, osiem przytulnych uliczek, mały
placyk. Fakt, że wzgórze Montmartre (od martray - miejsce
straceń) zachowało az po lata siedemdziesiąte XIX w. swój
arkadyjski charakter, dziwnym jest kaprysem historii, zważywszy,
że już Ludwik XVI chciał tu postawić królewską nekropolię
(projekt zaawansowany), Dyrektoriat - mauzoleum, Napoleon
- świątynię Pokoju, Ludwik XVIII - monumentalną kolumnę
(rozpoczęto subskrypcję). Nie oszczędzała też wzgórza historia.
W 1814 r. biwakowały tu (i spaliły pół wieku) wojska rosyjskie
w 1815 r. - angielskie. W czerwcu 1848 r. powstańcy stoczyli tu
swoją ostatnią, krwawą bitwę; 22 maja 1871 r. słynny pluton
kobiecy komunardek z Luizą Michel i Elżbietą Dmitrieff stawił
rozpaczliwy opór I Korpusowi wojsk wersalskich generała Ladmiraulta. - Lecz znów zieleniły się winnice, rozkwitały sady,
drzewa zapominały...
16

To właśnie ułudna tęsknota za sielanką i wolnością oraz
- bardziej racjonalne - za tańszym życiem, przywiodła tutaj,
w latach 1860-1865, młodych malarzy, tak zwaną „Manetową
Kompanię", którzy określają się na wzgórzu. Renoir ma pracow­
nie, kolejno, na ulicach: Tourlaque, Caulaincourt ( t o trochę niżej)
i Cortot; Degas - na Blanche, Lepie i Fontaine; Cezanne - na
Hegśsippe-Moreau; Van Gogh z bratem Teo zamieszkają na
Lepie. A jeszcze Manet, Monet, Pissarro, Sisley... Ta grupa
rówieśników (najstarszy - Pissarro ma w 1865 r. 35 lat, najmłod­
szy - Renoir 24) rozsławi Montmartre na całym świecie. Miejsce
ich spotkań - Cafe Guerbois, przejdzie do legendy. Stanie się to
jednak wtedy... gdy już ich na wzgórzu od dawne nie będzie.
24 maja 1873 roku 362 głosami przeciw 342 zmuszony jest do
dymisji rząd Adolfa Thiersa. Tego samego Thiersa, którego
polskie podręczniki historii przedstawiają jako reakcjonistę i kata
Komuny Paryskiej, który jednak uznany zostaje oto przez par­
lamentarną większość za nazbyt miękkiego, liberalnego i repub­
likańskiego. Jednym z pierwszych posunięć nowej, monarchistycznej ekipy jest zadekretowanie 24 lipca 1873 г., na wniosek

znanych ultrasów Huberta Rohault de Fleury i Aleksandra Legentil, budowy na szczycie Montmartre'u bazyliki Najświętszego
Serca (Sacrś-Coeur). Natychmiast rozpisany zostaje konkursijuż
w grudniu tegoż roku 1 8 7 3 " , spośród siedemdziesięciu ośmiu
prac nadesłanych, wybrany zostaje projekt architekta Pawła
Abadie, wzorowany na romańsko-bizantyjskim kościele w Saint- Front (Psrigueux).
W tekście uchwały z 24 lipca 1873 r. czytamy o „przebłaganiu
za haniebne dni komuny", jak również „za utratę władzy świec­
kiej przez Papiestwo..." - Stanowiła więc ona, co społeczeństwo
francuskie doskonale zrozumiało, arogancką demonstrację klerykalnego konserwatyzmu nowej władzy. Nie tylko wszakże.
W kraju częściowo jeszcze okupowanym przez wojsko pruskie
(opuszczą one Nancy 5 sierpnia 1873 г., a Conflans i Jarnay
dopiero 16 września) miała ona również posmak twardego
przeciwstawienia się, prowadzonej konsekwentnie przez Berlin,
antyreligijnej polityce „Kulturkampfu" (14 maja 1872 prawo
przeciw Jezuitom, 14 maja 1873 rozwiązanie seminariów mniej­
szych i ograniczenie jurysdykcji biskupów), a więc mutatis
mutandis posmak antyniemiecki. Wreszcie w wyborze projektu
Abadiego zauważyć można łatwo symboliczny gest prorosyjski.
Nie bez kozery zresztą na pierwszy pokaz makiety zaproszony
został uroczyście carski ambasador Aleksander Gorczakow. Od­
wołujące się do tradycji Wschodu białe kopuły Sacrś-Coeur
sugerować miały francusko-rosyjskie zbliżenie polityczne. Nie­
stety, nadmiar polityki nie ma na ogół nazbyt dobrego wpływu na
dzieła sztuki...
Budowa Sacrś-Coeur trwała lat 38 - od położenia kamienia
węgielnego 1 lutego 1874 r. zwieńczenie dzwonnicy w 1912 г.;
ale i wtedy jeszcze kontynuować musiano, przerywając je pod­
czas I Wojny Światowej, prace wykończeniowe we wnętrzu; tak,
że konsekracja bazyliki odbyła się ostatecznie dopiero 16 paź­
dziernika 1919 r. w obecności 9 kardynałów, 12 arcybiskupów
i 98 biskupów z całej Europy.
„Wszyscy są zgodni - pisze Josette Devin - co do niebywałej
brzydoty tej budowli, niestety jednej z najbardziej widocznych
i znanych w Paryżu. Wojna 1870 okazała się więc równie
nieszczęsna dla Francji, jak i dla piękna Paryża..." Po chwili
jednak dorzuca: „O dziwo, tak jak w brzydocie ukochanej twarzy
odnajdywać zaczynamy w końcu wdzięk i urodę. Paryzanie
przyzwyczaili się do Sacrś-Coeur, a nawet obdarzają bazylikę
szczerym uczuciem."
W rzeczywistości nie wszyscy musieli się przyzwyczajać. „Jest
ten kościół żywym dowodem francuskiej niefrasobliwości i poga­
rdy dla utartych kanonów piękna - pisał „Times" w październiku
1919 r. - tak jak impresjoniści przełamywali wyobrażenia es­
tetyczne swojej epoki, tak dzisiaj, na tym samym miejscu, te białe
mury..." Zaś reżyser Wilhelm Dieterle posuwa się jeszcze dalej
w wywiadzie udzielonym „Le Figaro" z okazji realizacji filmu Zola
and this Time (1937): „Nie dziwię się, iż impresjonistów tak
fascynowała paryska lekkość tej fantastycznej budowli w bielącej
poświacie"...
Gdy około 1907 roku mury Sacrś-Coeur wyrosły już na tyle, by
wyobrazić sobie można było ich ostateczny kształt; Maneta
18

( f 1 8 8 3 ) , Van Gogha ( f 1 8 9 0 ) , Sisleya ( f 1 8 9 9 ) , Pissarra
( t 1903), Cszanne'a ( t 1906) nie było już na tym świecie. Inni od
dawna wynieśli się z Montmartru, skąd wygonił ich między
innymi, jak Moneta, rejwach wielkiej budowy. Lecz cóż to komu
przeszkadza???
Na schodach wiodących ku bazylice zalegają dniami i nocami
barwne tabuny turystów, spragnionych niefrasobliwej lekkości
paryskiego życia, chcących chłonąć legendę Montmartru impres­
jonistów i bohemy, fotografujących się na tle bizantyjskich wrót
sanktuarium. Gdy pytałem ich - nie ze złośliwości, lecz ciekawo­
ści antropologa - jakie dzieło impresjonistów podoba im się
najbardziej, ponad 50% odpowiedziało - „Sacrś-Coeur". I nie
dziwić im się czytając podróżne prospekty, oglądając kolaże na
kartkach pocztowych lub płótna tysięcznych pacykarzy na placu
Tertre. Pomieszała się, sprzęgła bazylika z bohemą; tak zwane
historyczne fakty raz jeszcze okazały się nieistotne i rozwiały się
- tym razem - w oparach absyntu.
Posłowie
Uroda ludzkiej pomyłki? Właściwie trzech różnych pomyłek:
zmiany podmiotu ideologii (Wieża Eiffela), zmiany samej ideo­
logii (Łuk Triumfalny), wreszcie przemieszczenia chronologicz­
nego (Sacrś-Coeur). Różnice te mają jednak drugorzędne zna­
czenie. Istotą jest dynamika znaków emanowanych przez obiekty
- wydawałoby się - niezmienione i statyczne. „Wydawałoby się"
- gdyż jest to statyczność pozorna. Czym innym jest Wieża Eiffela
w pozytywnych i optymistycznych czasach Juliusza Vernego,
czym innym w namiętnej i dekadenckiej „Belle epoque". Podob­
nie zmienia się sens katedry Notre-Dame, Mony Lisy, Słonecz­
ników Van Gogha. Historyk sztuki ma opisać dzieło (historyk
- wydarzenie) samo w sobie lub, ewentualnie, na tle jego - dzieła
- czasów, „jego" - a więc tych dla których było przeznaczone.
Antropologa interesuje obiekt w dynamicznym kolntekście kul­
tury, obiekt wiecznie żywy, obiekt mityczny. Urok ludzkiej
pomyłki. - A czyż nie jest pomyłką już to choćby, że jest katedra
Nótre- Dame „zabytkiem", że chodzi się ją „zwiedzać", że policja
reguluje ruch w jej nawach podczas Pasterki? Czy nie jest to znak
nowy w nowym systemie wartości? Mit nowy? - Zarzuca się
antropologii strukturalnej, że „zgubiła autora", że nie pamięta już
kto był architektem Łuku Triumfalnego a kto namalował Słonecz­
niki. Cóż za nieporozumienie! Antropologia strukturalna nie
zajmuje się tym, co znaleźć można w każdym leksykonie. Za to
studiując subtelną grę znaczeń i mitów odnajduje wciąż na
powrót ich autora prawdziwego: uwikłany w labiryncie dziejów,
nieświadomy, a przecież niezmożony geniusz wyobrażeń społe­
cznych.
A poza tym wszystkim to prawda: jest Paryż miastem wolności,
niefrasobliwości, kosmopolityzmu, lekkości, swawolnej dwuzna­
czności, i jest także miejscem azylu, i stolicą świata, i coincidentio
oppositorum.
I każdy, kto położy się na trawniku pod Wieżą Eiffela poczuć
może, jak przebiega przez jego pępek oś świata - Axis Mundi.™

PRZYPISY
1

A. Picard, Tours de 300 metres de hauteur, „Revue de
I'architecture et des travaux publics" 1885, s. 32
Według pierwotnego projektu wieża miała być po 20 latach
rozebrana.
Wg. H. Leyrette, Gustave Eiffel, Paris 1986, s. 172 i 174
E.M. de Vogue, A travers /'Exposition, „Revue des Deux
Mondes" VII/1889, s. 19
G. Tissandier, La Tour, „Le Figaro" (ed. spec.) 2.IV.1889
de Vogue, op. cit., s. 24-25
Guide officiel de la Tour Eiffel, Paris 1987, s. 5-6
Wg. J.P. Spilmont, M. Friedman, Memoires de la Tour Eiffel,
Paris 1983, s. 191-193
R. Barthes, Changer I'objet lui-тёте, „ Esprit" t. IV/1970 s. 6
H. Dillange, L'Arc de Triomphe et le Carrousel, Rennes1983
2

3

4

5
6

7

8

s

10

11

V. Hugo, L'Arc de Triomphe, v. 1 -2
A. S. Puszkin, Napoleon, [w:] Dzieła wybrane Warszawa
1965, s. 92
Księga pamiątkowa Muzeum Łuku Triumfalnego, dostępna
w Muzeum - rocznik 1986
E. M. Remarque, Łuk Triumfalny, Warszawa 1973, s. 117
i 370
Tamże, s. 482
W. Serman, La Commune de Paris, Paris 1986, s. 500
J. Hillairet, Dictionnaire historique des rues de Paris, Paris
1980, t.l, s. 269
J. Devin, Paris de toujours, Paris 1968, s. 149
Myli się więc Salvador Dali - to nie na dworcu w Perpignan
znajduje się oś świata!
12

1 3

14

15

16
17

18
19

15

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.