http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/5779.pdf

Media

Part of Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych e Internecie/ LUD 2011 t.95

extracted text
Lud, t. 95,2011

EWA A. JAGIEŁŁO
NOEMI MODNICKA
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet Łódzki

PU ŁAPK I SIECI
O ETY CZN Y M W YM IA RZE
B A D A Ń A N TRO PO LO G IC ZN Y CH W IN TERNECIE

W dzisiejszych czasach spotkanie badacza i badanego odbywa się coraz czę­
ściej w Internecie, w przestrzeni, która z jednej strony jest konstruktem złożonym
ze słów, dźwięków i obrazów, z drugiej zaś strony tworzona jest przez ludzi wcho­
dzących ze sobą w interakcje różnego rodzaju. Ten nowy obszar, eksplorowany na
wielorakie sposoby przez antropologów i innych badaczy jakościowych, bywa rów­
nież uwzględniany (zwłaszcza w publikacjach zagranicznych) w rozważaniach nad
etyką zawodową. W polskim środowisku akademickim tymczasem wciąż brakuje,
naszym zdaniem, pogłębionej dysputy dotyczącej potrzeby i możliwości dostoso­
wania czy choćby przeglądu istniejących zasad etycznych w świetle wyzwań, jakie
niosą ze sobąbadania prowadzone w Internecie. Co więcej, dyskusje podczas kon­
ferencji czy seminariów poświęconych problemom etycznym, w których uczestni­
czyłyśmy w ostatnich latach, pokazują, że dyskutanci koncentrują się zazwyczaj na
drobnych rozbieżnościach dotyczących kwestii praktycznych, nieświadomi tego,
że różnice w ich podejściu do konkretnych zagadnień wypływają z głęboko zako­
rzenionych - choć często nieuświadamianych i niewerbalizowanych - sądów do­
tyczących prawa moralnego. Wprawdzie głównym celem artykułu jest prezentacja
proponowanych, przede wszystkim w ramach literatury anglojęzycznej, podejść do
zagadnień etycznych w badaniach jakościowych w Sieci, musimy jednak rozpo­
cząć rozważania od nakreślenia choćby pokrótce wzajemnych zależności między
różnymi systemami normatywnymi.

Między moralnością, normami etycznymi a prawem
O zagadnieniach etycznych można mówić zarówno w sensie normatywnym
(ustalając właściwe, tj. pożądane zachowanie), jak i w sensie opisowym (przed­
stawiając obraz poczynań ludzkich w danej dziedzinie w danym czasie). Gdy

106

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

podobne kwestie rozważa antropolog, nie aksjolog, może przyjąć za motto słynne
(acz nieco żartobliwe) zdanie wypowiedziane przez Clifforda Geertza w eseju Anty-antyrelatywizm: „rozpraszanie wątpliwości to zajęcie dla innych, m y je rozbudza­
my” (Geertz 2003: 86). Stwierdzenie Geertza skłania nas zatem do pewnej po­
wściągliwości w ferowaniu sądów; powściągliwości, którą spróbujemy zachować,
przyjmując raczej strategię opisową, to znaczy referując różne postawy przyjmo­
wane przez antropologów prowadzących szeroko rozumiane badania w Internecie.
Nie sposób zabierać głos w kwestiach etycznych, nie przypominając, że - jak
zauważa Maria Groenwald - „z perspektywy moralnej postępowanie ludzi jest
podporządkowane trojakiego rodzaju wyznacznikom”: prawu moralnemu, nor­
mom etycznym i normom prawnym (Groenwald 2006: 183-184).
W jaki sposób owe wyznaczniki czy systemy normatywne przejawiają się
w życiu i działaniu badacza (w naszym przypadku - antropologa)? Świadomie
przyjęte prawo moralne, czyli wartości i normy uznawane lub odrzucane przez
jednostkę w zgodzie ze swym sumieniem, kształtują osobistą etykę badacza1.
W dzisiejszych czasach prawdopodobnie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej
zdajemy sobie sprawę z istnienia różnych, nie zawsze zgodnych z sobą, systemów
aksjologicznych. Najczęściej dyskutowanymi są bez wątpienia etyka deontologiczna (zwana także etyką powinności bądź etyką środków) i etyka teleologiczna
(zwana także etyką celów). Pierwsza kojarzona jest z filozofiąi etyką Immanuela
Kanta, druga zaś głównie z Arystotelesem12, choć jednym z najbardziej skrajnych
jej przejawów jest XIX-wieczny utylitaryzm (związany z postacią Jeremy’ego
Benthama)3. Autorzy publikacji przedstawiających różne stanowiska etyczne nie
próbują zwykle wykazać wyższości jednego systemu etycznego nad innym. Pod­
kreślają jedynie konieczność uświadomienia sobie, że owo przyjęte przez jed ­
nostkę prawo moralne określa w największym stopniu ramy, w jakich porusza
się badacz, i że właśnie owe ramy wyznaczają w istocie granice dla wszelkich
podejmowanych przez niego decyzji, rozstrzygając jednocześnie o stosunku do
dwóch pozostałych systemów normatywnych.
Jedną z prób porównania etyki deontologicznej i teleologicznej podjął Nor­
man Geisler, który skontrastował je za pom ocą trzech kategorii. Pierwszym kryte­
rium odróżniającym te dwa stanowiska etyczne jest wzajemna zależność między
zasadą a rezultatem (efektem, skutkiem). W przypadku etyki deontologicznej to
zasada determinuje, określa rezultat czy skutek. W przypadku etyki teleologicz1Jako antropolodzy zdajemy sobie oczywiście sprawę z tego, że przyjęcie takiego a nie innego prawa
moralnego nie jest wyborem czysto indywidualnym, ale wynika w dużym stopniu z nieuświadomionej
internalizacji dominujących wzorów kulturowych przekazywanych nam w procesie szeroko rozumianej
socjalizacji.
2 Tradycja bezpośredniego wywodzenia idei utylitarystycznych z filozofii i etyki Arystotelesa obec­
na jest w refleksji amerykańskiej. Świadome, iż jest to znaczne uproszczenie, przyjmujemy ją n a użytek
tego artykułu, który opiera się przede wszystkim na literaturze anglosaskiej.
3 Współczesne opracowania przywołują jako odrębną kategorię np. etykę feministyczną zwaną
również etyką troski (por. Środa 2010).

Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

107

nej, etyki celu - rezultat, skutek determinuje zasadę (stąd popularne powiedzenie
„cel uświęca środki”). Drugim kryterium jest dla Geislera to, co określa podstawę
danego czynu. W odniesieniu do etyki deontologicznej konsekwentnie podstawą
czynu jest zasada, etyka środków uznaje za podstawę czynu rezultat czy skutek
działania. Omawiane stanowiska etyczne różnią się więc także w zależności od
oceny zasad. Dla zwolennika systemu deontologicznego zasada jest dobra nieza­
leżnie od rezultatu, dla kogoś reprezentującego stanowisko teleologiczne zasada
uznawana jest za dobrą ze względu na dobre skutki, jakie przynosi, dlatego też
przewidywany rezultat może czasem spowodować złamanie zasady. Ten, kto re­
prezentuje stanowisko deontologiczne, nie lekceważy wprawdzie skutków dzia­
łań, ale rozpatruje je zawsze w świetle zasad i norm. Żaden przewidywany czy
projektowany rezultat nie może - jego zdaniem - sam w sobie usprawiedliwić
złamania prawa moralnego, czyli zasad (Geisler 2007: 24).
Przyjęcie, głębokie zintemalizowanie konkretnego stanowiska etycznego, nie­
sie ze sobąpoważne konsekwencje. Niemniej ludzie często nie zdają sobie sprawy
z tego, że wychowanie w rodzinie, partycypacja w grupach szkolnych, rówieśni­
czych i uczestnictwo w dyskursach kulturowych doprowadziło ich do internali­
zacji pewnego stanowiska moralnego. Prawidłowość ta dotyczy również antropo­
logów, wpływając w znaczący sposób na ich działalność zawodową (począwszy
od wyboru tematu badań, poprzez pracę w terenie, aż po analizę i interpretację).
Świadome bądź nieświadome opowiedzenie się za systemem deontologicznym czy
teleologicznym wpływa zatem na wszystkie podejmowane przez badacza decyzje,
nadając jednocześnie swoisty kształt dylematom moralnym, przed którymi staje.
W zależności od przyjętego stanowiska niektóre z owych dylematów m ogąw ogó­
le nie być postrzegane jako kwestie do rozstrzygnięcia. Z myślenia w kategoriach
teleologicznych wypływa bowiem przekonanie o tak zwanym „dobru badań”, które
- traktowane jako cel - usprawiedliwia podjęte kroki. Tylko badacz skłaniający się
ku utylitaryzmowi lub innej, łagodniejszej postaci teleologii, może używać argu­
mentów uzasadniających obserwację ukrytą lub okłamywanie badanych „dla dobra
badania”, dla „zdobycia wiedzy”, dla „dokonania odkryć naukowych” itp. Badacz
sytuujący się po stronie deontologicznej w ogóle nie dopuszcza tego rodzaju argu­
mentów, z założenia odrzucając pewne sposoby prowadzenia badań (jak choćby
wspomnianą obserwację ukrytą)4.
Drugi z trzech wymienionych przez Groenwald systemów normatywnych sta­
nowią normy etyczne, które, jak twierdzi (za S. Dziamskim) autorka:
wyznaczają społeczne obowiązki jednostki oraz oceniająjej zachowania społeczne
i funkcjonują jako niepisana umowa społeczna lub jako reguły spisane w kodek­
sach (...). Płaszczyzną odniesienia dla norm zawartych w kodeksach są stosunki
4
Świadome naszych preferencji deontologicznych, postaramy się jednakże możliwie bezstronnie
przedstawiać istniejące wątpliwości, podkreślając, że ostateczne rozwiązanie konkretnych problemów
będzie zdeterminowane uprzednio przyjętym przez badacza stanowiskiem etycznym.

108

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

międzyludzkie oraz koncepcja dobra moralnego, które uwzględnia interes wspól­
noty lub grupy społecznej (Groenwald 2006: 183).

Normy etyczne powinny być zatem zgodne z obowiązującym (bądź po­
wszechnym) w danej grupie prawem moralnym - czyli wartościami i normami,
co do których istnieje pewien społeczny konsensus. Do norm etycznych zaliczyć
można nieformalne bądź formalne kodeksy zawodowe czy kodeksy środowisko­
we. Jak wyjaśnia Groenwald, kodeks
określa szczegółowe zasady wykonywania zawodu lub podejmowanych czynności
zawodowych, zawarte w nim normy cechuje precyzja mniejsza niż w przypadku
norm prawa stanowionego i brak wyraźnych konsekwencji w razie odstępstwa od
nich (Groenwald 2006: 184).

Tworzenie sformalizowanych kodeksów na gruncie poszczególnych dyscyplin
jest rzeczą dyskusyjną. Pojawiają się nawet wątpliwości, czy ich istnienie można
uznać za rezultat rodzenia się większej moralnej odpowiedzialności i świado­
mości środowisk naukowych, czy też wręcz przeciwnie - świadczy ono o zani­
ku umiejętności przekładania ogólnych norm moralnych na konkretne działania
zawodowe (por. Andrzejuk 2006: 255). Poszczególne gałęzie nauki różnią się
podejściem do kodeksów zawodowych. Andrzej Kmiecik dostrzega związek po­
między istnieniem branżowych kodeksów etycznych a stopniem rozwoju danej
dyscypliny. Twierdzi zatem, że
dojrzałe zawody posiadają kodeks etyczny, który obowiązuje ich przedstawicieli.
Złamanie kodeksu może pociągać za sobą odebranie prawa do wykonywania za­
wodu. Nad tym wszystkim czuwa społeczność danej profesji. Ta społeczność zaj­
muje się akredytacją szkoleń, przyznawaniem certyfikatów i licencji, sprawdza­
niem, czy kodeks etyczny jest przestrzegany (Kmiecik 2006: 306)5.

Przytoczone spostrzeżenie Kmiecik odnosi do informatyki - szczególnie dy­
namicznie rozwijającej się w ostatnich latach dyscypliny o bardzo wyraźnym
zastosowaniu praktycznym. Przestaje być ono jednak tak oczywiste, jeśli wzięli­
byśmy pod uwagę inne dyscypliny czy kierunki uniwersyteckie, które dają wy­
kształcenie, a nie zawód. Brak sztywnych kodeksów zawodowych nie musi za­
tem świadczyć o niedojrzałości dyscypliny, ale ojej celach i charakterze.
Wstępne rozważania dotyczące zagadnień etycznych nie m ogą pominąć trze­
ciego z wymienionych przez Groenwald systemów normatywnych, stosowanych
do oceny ludzkich zachowań, czyli norm prawnych,
na mocy których pod groźbą kary egzekwowany jest obowiązek podporządkowa­
nia się im niezależnie od tego, czy ktoś określa je jako słuszne czy niesłuszne mo­
5
W przeciwieństwie do Groenwald, Kmiecik uznaje, że złamanie zasad zawartych w sformalizowanym
kodeksie może skutkować jasno określonymi konsekwencjami, takimi jak zakaz wykonywania zawodu.

Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

109

ralnie. Prawo jest bowiem stanowione przez państwo lub w jego imieniu. Obejmuje
wszystkich obywateli, a na jego straży stoi system sankcji administrowanych przez
uprawnionych do tego funkcjonariuszy lub instytucje (Groenwald 2006: 184).

Normy prawne współkształtują zatem dopuszczalne w różnych dziedzinach
nauki procedury i nakładają na badaczy rozmaite ograniczenia. Spójrzmy na ten
problem w odniesieniu do badań społecznych w Internecie. W krajach Unii Euro­
pejskiej, w tym również w Polsce, obowiązuje szczególnie restrykcyjna Ustawa
o ochronie danych osobowych (Dz.U. nr 133 poz. 883 z dn. 29 sierpnia 1997 r.):
aby zbierać jakiekolwiek dane o tym charakterze, trzeba uzyskać świadomą zgodę
zainteresowanych, którzy powinni zostać poinformowani o celu, w jakim się je
gromadzi i mieć możliwość ich poprawienia, m ają też prawo odmówić udostęp­
nienia tego rodzaju informacji czy wycofać swoją zgodę. Dane te m uszą też być
zabezpieczone przed wyciekiem do krajów o mniej restrykcyjnym prawie. Ochro­
nie prawnej podlegają jednak dane „rzeczywiste”, czyli takie, które dotyczą ziden­
tyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej, w szczególności
jej numer identyfikacyjny, ale również czynniki określające tożsamość, takie jak
cechy fizyczne, ekonomiczne czy umysłowe. Ponadto ustawa zastrzega, że infor­
macji nie uznaje się za umożliwiającą identyfikację tożsamości osoby, jeżeli taka
identyfikacja wymagałaby nadmiernych kosztów, czasu lub działań. Jednocześnie
ten sam akt prawny zakazuje przetwarzania takich danych, jak pochodzenie ra­
sowe, etniczne, przynależność religijna, poglądy polityczne, życie seksualne czy
zdrowie, chyba że jest to niezbędne do prowadzenia badań naukowych, przygoto­
wywania publikacji lub zdobywania stopni naukowych. W tych przypadkach usta­
wa zobowiązuje badaczy do zachowania poufności: materiały nie m ogą być zatem
publikowane w formie, która umożliwiałaby identyfikację uczestników badania.
Innym dokumentem prawnym, który odnosi się do badań w Internecie, jest
Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. nr 24 poz. 83 z dn.
24 lutego 1994 r.), w myśl której ochronie prawnej podlega każdy przejaw działal­
ności twórczej człowieka, mający indywidualny charakter, ustalony w jakikolwiek
sposób. Korzystanie z tekstów, takich jak błogi czy inne wypowiedzi autorskie,
podobnie jak z filmów lub zdjęć, musi zatem odbywać się z uwzględnieniem tej
właśnie normy prawnej6.

6
Warto wspomnieć, że upowszechnienie Internetu w świecie i jego differentia specifica stanowią
poważne wyzwanie dla prawodawców. Okazuje się bowiem, że prawo o ochronie danych osobowych
ma wiele luk. Stąd zapowiedź zmian zawarta w strategii Komisji Europejskiej (Europa. Communiqués
de presse RAPID, http://europa.eu/rapid, 15.05.2011) czy rezolucja wystosowana w listopadzie 2010
roku na 30. Konferencji Ministrów Sprawiedliwości Rady Europy w Stambule (por. Rekomendacja...
2010) oraz odnoszący się do tych kwestii projekt RESPECT dotyczący badań społecznych i ekono­
micznych w społeczeństwie informacyjnym (Respect. Professional andEthical Codes..., www.respectproject.org, 15.05.2011). Niejasności prawne wpływająteż na praktykę badawczą. Internet to przecież
środowisko międzynarodowe, co zmusza do postawienia pytania, który porządek prawny powinien
mieć zastosowanie przy badaniach prowadzonych wśród ludzi wywodzących się z różnych państw.

110

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

Podsumowując dotychczasowe rozważania, warto podkreślić, że wszystkie
trzy systemy - prawo moralne, normy etyczne i normy prawne - są od siebie
zależne, choćby w tym sensie, że prawo moralne decyduje o postawie wobec po­
zostałych systemów, zaś normy etyczne i normy prawne nie powinny wchodzić
z nim w kolizję. Wszystkie trzy są również brane pod uwagę w działalności roz­
maitych instytucji, które - w oparciu o zasady wypracowane na gruncie poszcze­
gólnych dyscyplin naukowych - zajm ują się tworzeniem kodeksów zawodowych
czy oceną projektów badawczych pod kątem etyki i norm prawnych.
Działalność tego rodzaju organizacji może mieć na celu sprawowanie bezpo­
średniej kontroli nad etycznymi aspektami procesów badawczych, co skutkuje nie
tylko lepszą ochroną uczestników badań, ale zabezpiecza także samą instytucję
prowadzącą badania poprzez rozpatrywanie jej działań w świetle obowiązującego
prawa. Przykładem takich struktur są amerykańskie Institutional Review Boards
(IRB) - rady funkcjonujące przy uniwersytetach, które sprawują pieczę nad prze­
strzeganiem standardów etycznych w badaniach prowadzonych przez zespoły aka­
demickie, w oparciu o zasady prawa federalnego dotyczące ochrony podmiotów
ludzkich (Protection o f Humań Subjects). W niektórych kraj ach Europy funkcjonu­
j ą odpowiedniki IRB (np. w Wielkiej Brytanii i w Skandynawii)7.
Obok tak sformalizowanych struktur, w poszczególnych państwach działa­
j ą również inne organizacje, które formułują bardziej ogólne zalecenia czy też
zwracają uwagę środowiska akademickiego na problematyczne i kontrowersyjne
zagadnienia związane z etycznym wymiarem działalności naukowej, rozpatrując
je w odniesieniu do konkretnych dyscyplin lub przedmiotu badań. Dotyczy to
również interesującego nas tematu, czyli badań w Internecie. Do instytucji, które
zajm ują się etyką badań w Sieci, należą między innymi Association o f Internet
Researchers (AOIR), National Committee for Research Ethics in the Social Scien­
ces and the Humanities (NESH) czy The Interagency Advisory Panel on Research
Ethics (PRE). Pierwsza z organizacji ma strukturę międzynarodową i multidyscyplinamą, co wymusza określoną strategię - we wskazaniach etycznych dla
badaczy Internetu zawarte są raczej ogólne zalecenia niż sztywne zasady; każdy
kontrowersyjny problem etyczny jest jednak poddawany szczegółowej analizie.
Niewątpliwie służy to dobrze rozwojowi kultury badawczej. To właśnie świado­
mość problemu, a nie uniwersalne, gotowe rozwiązania stwarzają pole, na któ­
rym rozwija się pogłębiony dyskurs dotyczący standardów etycznych w nauce.

7
W Szwecji na przykład działa Central Ethical Review Board (CERB), organ, który dzieli się
na sześć oddziałów regionalnych. Każdy z tych oddziałów jest niezależny i składa się z co najmniej
dwóch sekcji, z których jedna zajmuje się szeroko rozumianymi badaniami medycznymi, druga zaś
wszystkimi innymi rodzajami działalności naukowej. Sekcje skupiają mianowanych przez państwo,
doświadczonych ekspertów o wysokich kwalifikacjach. Każda instytucja upoważniona do prowadzenia
badań w danym regionie Szwecji podlega konkretnemu oddziałowi CERB, który ocenia pod kątem
prawnym, czy zaproponowany projekt jest zgodny z obowiązującymi przepisami.

Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

111

Interesująco przedstawia się porównanie zaleceń AOIR orazN ESH, organiza­
cji działającej wNorw egii, która również poświęca uwagę etycznemu wymiarowi
badań w Internecie. Proponowane przez nią zalecenia utrzymane są w duchu nor­
matywnym i wyraźnie wypływają z perspektywy deontologicznej - najważniej­
sze jest dobro badanego, nad którym piecza należy do podstawowych obowiąz­
ków badacza. Badani oraz osoby trzecie, które pośrednio m ogą zostać dotknięte
skutkami badań, podlegają zatem najwyższej możliwej ochronie. Żadne cele czy
racje nie m ogą zostać uznane za nadrzędne wobec szeroko pojmowanego dobra
uczestników badania.
The Interagency Advisory Panel on Research Ethics to organizacja powstała
w Kanadzie dzięki porozumieniu trzech instytucji, z których każda zajmowała się
problematyką etyczną w różnych gałęziach nauki - w badaniach medycznych,
w dziedzinach technicznych oraz w badaniach społecznych i humanistycznych.
Wśród różnych dokumentów dotyczących szerokiego zakresu zagadnień etycznych
pojawiało się wyczerpujące opracowanie na temat badań internetowych, stworzone
przez interdyscyplinarny komitet pracowników akademickich z różnych uczelni
kanadyjskich. W opracowaniu, które powstało w 2008 roku, autorzy odnoszą się
zarówno do zaleceń AOIR, jak i NESH, sami jednak przyjmują bardziej liberalną
postawę. Prezentują wiele kontrowersyjnych obszarów, ale nie proponują konkret­
nych rozstrzygnięć, nawołują jedynie do namysłu i debaty nad nimi.
Przechodząc na grunt polski, zauważmy, że nie istnieją opracowania komen­
tujące określone standardy etyczne w badaniach prowadzonych online. Musimy
zatem odwołać się do tekstu zajmującego się kwestiami etycznymi na wyższym
poziomie ogólności, mianowicie do publikacji istniejącego od 1992 roku Komi­
tetu Etyki w Nauce przy Prezydium PAN, pod znamiennym tytułem: Zbiór za­
sad i wytycznych pt. „Dobre obyczaje w nauce”. Jak piszą autorzy opracowania,
publikacja (wydana po raz trzeci w 2000 r.) od początku spotykała się z krytyką
środowisk naukowych - niektórzy negowali potrzebę regulacji tego rodzaju, inni
mieli autorom za złe podjęcie próby narzucenia kanonu postępowania całej spo­
łeczności akademickiej.
Adresowany do szerokiego grona dokument nie może ze swej natury uwzględ­
niać specyfiki poszczególnych dyscyplin. Jego autorzy ograniczają się zatem do
najbardziej ogólnych zaleceń: badaniom z udziałem ludzi powinna towarzyszyć
zasada dobrowolności, świadomej zgody oraz poufności. Uczestnik ma prawo
wycofać się z badań w każdym momencie, zaś w wypadku projektów zakładają­
cych udział dzieci należy uzyskać pozwolenie ich prawnych opiekunów. W opra­
cowaniu wyraźnie przyjęto strategię teleologiczną. Nauka i jej cele usprawiedli­
w iają niedogodności, na jakie narażony może być badany:
W przypadku badań dolegliwych obowiązkiem pracownika nauki jest analiza ko­
nieczności takich badań, ograniczenie ich rozmiaru, zminimalizowanie stopnia ich
dolegliwości i przywrócenie osób badanych do stanu sprzed podjęcia badań.

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

112

Osoba badana powinna być w pełni uświadomiona co do charakteru, celu i skut­
ków badań. Naruszenie tej normy jest dopuszczalne tylko w tych szczególnych sy­
tuacjach, gdy uprzednia pełna informacja o badaniach mogłaby zniweczyć wartość
wyników badań {Zbiór zasad i wytycznych... 2000: 7-8).

Ten pobieżny przegląd dokumentów pokazuje, jak głębokie różnice dzielą
tradycje badawcze różnych krajów i regionów. To jednocześnie świadectwo róż­
nego stopnia świadomości społecznej oraz refleksji dotyczącej nauki i jej roli.
W zależności od przyjętej optyki - nakierowania na stanowisko teleologiczne lub
deontologiczne - proponowane są i dopuszczane odmienne rozwiązania. Jesz­
cze większy dystans dzieli poszczególne dyscypliny. W naukach społecznych
często przyjmowany jest model medyczny. W ramach tego paradygmatu mieści
się szczególna troska o dobro i prawa tak zwanego ludzkiego podmiotu bada­
nia. W wielu naukach humanistycznych, ale również w psychologii społecznej,
z uwagi na poprawność procedur badawczych dopuszcza się obserwację ukrytą
(coraz powszechniej odrzucaną przez antropologów jako nieetyczną) czy utrzy­
mywanie uczestników badania w nieświadomości aż do jego zakończenia.

Antropolog w Sieci - dylematy etyczne
Przejdźmy do samych badań antropologicznych, koncentrując się zwłaszcza
na badaniach prowadzonych w Internecie. Klasyczne już, acz skrótowe, zesta­
wienie podstawowych zagadnień etycznych ujawniających się z całą siłą w etno­
graficznych badaniach terenowych zawiera praca Martyna Hammersleya i Paula
Atkinsona Metody badań terenowych (Hammersley, Atkinson 2000: 268-291).
Autorzy zaliczyli do kwestii podstawowych świadomą zgodę, prywatność, szko­
dliwość, wykorzystywanie i konsekwencje dla przyszłych badań. Choć problemy
związane z etycznym wymiarem badań łączą się ze sobą, przenikając się nawza­
jem i nie poddając się łatwej analizie, na potrzeby naszych rozważań spróbujemy
spojrzeć na niektóre z nich bardziej szczegółowo, nie tracąc z oczu ich wzajem­
nych powiązań. W przypadku badań w Internecie szczególnie interesować nas
będą świadoma zgoda i prywatność, oraz szkodliwość.

Świadom a zgoda i pryw atność
Podobnie jak w tradycyjnych badaniach antropologicznych, badaczom Inter­
netu zaleca się postępowanie według najbardziej fundamentalnej zasady - przede
wszystkim nie szkodzić. Jest ona rekomendowana przez wszystkie organizacje
i komitety zajmujące się etyką zawodową. Kiedy próbujemy przełożyć ową zasa­
dę na możliwe i rzeczywiste konsekwencje obecności antropologa w Sieci, ujaw­

Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

113

nia się szereg specyficznych problemów, które wynikają z bezcielesnej formy
komunikacji pomiędzy badaczem a badanymi.
Uzyskanie zgody biorących udział w badaniach - z całą świadomością za­
strzeżeń i wątpliwości, jakie budzi to zalecenie - jest obecnie standardem w an­
tropologicznych badaniach terenowych. Zalecenia sformułowane przez AOIR
czy NESH, podobnie jak zasady etyczne rozważane, przyjmowane lub zalecane
przez badaczy Internetu, kładą nacisk na konieczność uzyskania świadomej zgo­
dy również w projektach realizowanych online (por. Kozinets 2010; Markham
2009; Emerton 2003; Sveningsson 2004). Rzeczywistość wirtualna i szczególne
formy obecności ludzi w tej rzeczywistości przysparzają jednak wielu dodatko­
wych kłopotów. Pojawiają się więc pytania o to, w jakich sytuacjach i na jakim
etapie realizacji projektu uzyskiwać zgodę, kogo o nią prosić oraz w jaki sposób
to robić, zważywszy, że kontakt pomiędzy uczestnikami badania często odby­
wa się poprzez tekst, a zatem wyłączone zostają „prawdziwe”, czyli zmysłowe
formy rozpoznania drugiego człowieka. Owe trudności można sprowadzić wy­
łącznie do problemów technicznych czy logistycznych. Jeśli jednak przyjrzeć się
uważniej, wyłania się bardziej fundamentalne pytanie o to, kim jest człowiek,
z którym jako badacze kontaktujemy się poprzez Internet. Interesujących reflek­
sji na ten temat dostarcza Anette Markham. Autorka pokazuje, że w badaniach
jakościowych procedura badawcza rozbita jest na dwa etapy, z których pierwszy
polega na zmysłowym doświadczaniu terenu przez badacza, drugi zaś wiąże się
z odcieleśnieniem tego doświadczenia i z przeniesieniem działań do sfery inte­
lektualnej, na poziom deskryptywny i analityczny. Spotkanie z innym człowie­
kiem w Internecie często wiąże się z pominięciem zmysłowego doświadczenia,
cielesności i wizualności - dotyczy to zarówno badacza, jak i badanego. Takie
badanie staje się zatem formą spotkania umysłów, czy może inaczej - zderzeniem
intencji, by zaprezentować siebie bezcieleśnie poprzez tekst (uczestnik) i goto­
wości do przyjęcia i zrozumienia takiej prezentacji (badacz). Odcieleśniona oso­
ba wirtualna jest tym samym bardziej płynna, zmienna, możliwa do uchwycenia
jedynie w cząstce wirtualnej przestrzeni (Markham 2009: 240-241).
Problem świadomej zgody i relacji badacz - badany nabiera dodatkowego
znaczenia wobec niejasnego statusu antropologa, który nieustannie występuje
w podwójnej roli: prowadząc badania antropologiczne - nie przestaje być osobą
pozostając prywatnym człowiekiem - nie przestaje być antropologiem. Jako oso­
ba uwikłany jest w szereg prywatnych interakcji online, które m ogą dostarczyć
inspiracji bądź przerodzić się w zalążek przyszłego projektu badawczego. Owa
płynność i przechodniość tożsamości staje się problematyczna, kiedy w publika­
cji naukowej opisać trzeba prywatne wirtualne doświadczenia badacza. O uzy­
skaniu świadomej zgody w takiej sytuacji najczęściej nie może być mowy. Ten
rodzaj doświadczenia towarzyszy nam jednak nie tylko w świecie online, ale
też w świecie rzeczywistym. Zwłaszcza współcześnie, w nurcie antropologii co­
dzienności, badacz nieustannie czerpie z prywatnych spostrzeżeń, jakich dokonał,

114

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

zanim jeszcze określił jasno sytuację badawczą i zdefiniował samego siebie jako
badacza. Każdy z nas musi wciąż od nowa i w różnych sytuacjach stawiać czoło
temu wyzwaniu.
Owo uwikłanie antropologa w wielość ról wyjątkowo mocno uwypukla kolej­
n ą kwestię powiązaną z zagadnieniem świadomej zgody, a mianowicie moment,
w którym należy jąuzyskać. Opisując swoje doświadczenia w Sieci, badacze poka­
zują, że przesunięcia w czasie - czyli proszenie o zgodę już po rozpoczęciu badania
- m ogą skutkować nieufnością, złością lub gniewem uczestników (por. Hudson,
Bruckman 2002). Choć również na gruncie antropologii pojawiają się projekty,
których założenia wymagają wstępnej nieświadomości biorących w nich udział,
to należą one do rzadkości (por. Wasilewska-Krawczyk 2010). Większość bada­
czy anglojęzycznych przyjmuje stanowisko deontologiczne: uczestnik musi zostać
zapytany o zgodę jeszcze przed przystąpieniem do badań. Różnorodność typów
komunikacji internetowej, podobnie jak forma obecności badacza w Sieci (obser­
wator lub uczestnik świata online), ma wpływ na sposób uzyskiwania owej akcep­
tacji. Z tego punktu widzenia istotne jest rozróżnienie na to, co w Internecie jest
publiczne, a co prywatne. Wbrew pozorom, nie istnieje prosta odpowiedź na to py­
tanie. Poprzez swój zasięg i dostępność Internet bywa postrzegany jako przestrzeń
„z natury” publiczna i anonimowa, w której działają ludzie świadomi charakteru
medium, a tym samym gotowi do dzielenia się bez ograniczeń swoim wirtualnym
istnieniem. Te optymistyczne i intuicyjne sądy w węższym lub szerszym zakresie
towarzyszyły zagranicznym projektom na wczesnych etapach rozwoju, zaś w Pol­
sce - gdzie wciąż brakuje dyskusji nad kwestiami etycznymi w badaniach interne­
towych - przyjmowane bywają nadal jako milczące założenia.
Tymczasem późniejsze badania nad obecnością i tożsamością ludzi w Sieci
kazały w sposób jednoznaczny zrewidować te potoczne i - przyznajmy otwar­
cie - wygodne dla badacza przekonania. Ich wyniki uwzględnione zostały we
wskazaniach publikowanych przez AOIR, NESH i PRE, które akcentują stopniowalność poczucia prywatności w poszczególnych formach internetowych - od
ogólnodostępnych stron www, poprzez szerokie listy mejlingowe, otwarte fora
dyskusyjne i grupy robocze, po przestrzenie, do których dostęp podlega ograni­
czeniu. Nie bez znaczenia jest zatem to, w jakim miejscu Sieci dochodzi do dzia­
łania badawczego czy interakcji z drugim człowiekiem. Musimy również zważać
na to, że opinia badanych na temat zakresu prywatności danej przestrzeni może
w znaczący sposób różnić się od perspektywy badacza, nawet jeżeli działania do­
tyczą najbardziej publicznych, ogólnodostępnych miejsc w Internecie. W krocze­
nie w konkretny obszar świata online jest równoznaczne z wejściem w określoną
wirtualną społeczność, do czego należy się uważnie przygotować, nawet jeśli
unikamy interakcji na rzecz badania archiwalnych, tekstowych danych. Prze­
studiowanie obowiązujących regulaminów i zasad netykiety8 może dać wstępne
„Netykieta” to słowo używane do określenia etykiety obowiązującej w Sieci.

Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

115

pojęcie o tym, jak to, co publiczne i prywatne, jest definiowane przez samych
zainteresowanych9. Istotny jest również sam temat projektu, „wrażliwość” da­
nych, jakie zbieramy, oraz ich rodzaj. Czy obraz lub film - formy często bardzo
prywatne i pozwalające na „zmysłową” identyfikację ludzi - należy traktować
z tą sam ą swobodą, co tekst?
Nawet w wypadku dokonywania analizy zawartości, czyli poruszania się na
najbardziej publicznym poziomie Sieci, pojawia się zasadnicza wątpliwość, czy
ludzie są świadomi faktu, że generowane przez nich treści m ogą na różne spo­
soby zostać wykorzystane, czy też zobowiązani jesteśm y jednak do uzyskiwania
ich zgody. A jeśli taka aprobata jest konieczna, czy powinniśmy otrzymać j ą od
wszystkich zainteresowanych, czy tylko od administratora lub właściciela danej
domeny? Nie istnieją gotowe rozwiązania tej kwestii. Jedni doradzają traktować
takie materiały podobnie jak teksty w gazetach, przekazy telewizyjne czy obser­
wacje w rzeczywistym miejscu publicznym, takim jak skwer czy park (Extending
the Spectrum... 2008). Inni jednakże stoją na stanowisku, że należy zachować
ostrożność przy przyjmowaniu tego rodzaju metafor. Jak wskazuje Robert Kozinets, Internet nie jest w swej istocie ani przestrzenią ani tekstem, na pewno nato­
miast jest Internetem, czyli swoistą jakością która rządzi się własnymi prawami
(Kozinets 2010: 142). Dopiero po przyjęciu takiego założenia można przymie­
rzyć się do użycia konkretnej metafory i płynących z tego konsekwencji.
Markham kładzie nacisk na nierówny rozkład sił pomiędzy badaczem a in­
nymi uczestnikami badania, podkreślając jednocześnie różnicę pomiędzy ba­
daniami offline i online. W wywiadzie etnograficznym rejestrowane są również
materiały audiowizualne, które dalej, na mocy umowy z badanym, pozostają
w dyspozycji antropologa. Przed włączeniem dyktafonu lub kamery zawsze jed ­
nak pytamy o przyzwolenie na rejestrację. Wyrażając zgodę, nasz rozmówca ma
szansę zaprezentować siebie w realnej sytuacji badawczej, co daje mu choćby
minimalną kontrolę nad tym, co zostanie przekształcone w dane. To, co w ujęciu
teleologicznym jest słabością takiej relacji, prowadzić może bowiem do gorszych
wyników badawczych, w ujęciu deontologicznym jest jej siłą ponieważ daje
wsparcie osobie stojącej na mniej uprzywilejowanej pozycji. Markham uważa, że
materiały archiwalne, z których korzystamy w badaniach zawartości Sieci można
potraktować jako coś pośredniego pomiędzy opublikowanym tekstem a zareje­
strowaną wypowiedzią. Musimy jednak pamiętać, że badany - nawet jeśli nie
sprzeciwia się upublicznianiu treści - nie ma na nie wpływu. A zatem pozytywne
z badawczego punktu widzenia ograniczenie zjawiska wymuszenia danych ma
swoją drugą ciemniejszą stronę, daje bowiem badaczowi istotną przewagę. To
on przecież - przeglądając zarchiwizowane wypowiedzi, kojarząc ze sobą po­

9
Przytoczmy przykład ogólnodostępnych portali muzułmańskich. O ile stałych i przypadkowych
gości zachęca się do odwiedzania forum, o tyle jedną z ważnych zasad jest omijanie przez osoby płci
przeciwnej działów zarezerwowanych dla kobiet lub mężczyzn.

116

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

szczególne fragmenty i ewentualnie je cytując - konstruuje sytuację i sprawuje
niepodzielnie kontrolę (Markham 2009: 248).
W większości rozważań na ten temat zaleca się zasadę złotego środka, cze­
mu towarzyszy postulat poszukiwania etycznie właściwego rozwiązania przy
uwzględnieniu takich właściwości, jak charakter miejsca, rodzaj zbieranych da­
nych, typ aktywności badawczej i domniemane założenia badanych co do stopnia
prywatności danej przestrzeni wirtualnej. Podczas badania zarchiwizowanych
treści na ogólnodostępnych stronach www, przy neutralnej tematyce i zakłada­
nej otwartości uczestników, dopuszcza się poprzestanie na uzyskaniu zgody ad­
ministratora (por. Ess 2002). Interesującą próbą częściowego „wyrównania” sił
pomiędzy badaczem i badanymi oraz dostarczenia możliwie pełnej informacji,
może być założenie strony www poświęconej opisowi badania, funkcjonującej
w ramach serwisu instytucji delegującej badacza albo odesłanie chętnych do wła­
snej strony internetowej, na której antropolog prezentuje siebie, własne poglądy
i dokonania (Kozinets 2010).
Inaczej przedstawia się sprawa, gdy chodzi o miejsca z różnych względów de­
finiowane jako prywatne lub o sytuację nawiązywania bezpośrednich kontaktów
z ludźmi. W takich okolicznościach jednoznacznie zaleca się dążenie do uzyska­
nia świadomej zgody od każdego uczestnika badań, czemu jednak nieuchronnie
towarzyszą problemy praktyczne. Skład poszczególnych grup nie jest stały, obec­
ność ludzi w Internecie często ma przejściowy charakter, internauci na przykład
logują się na czacie, a później szybko go opuszczają, nie pozostawiając po sobie
śladu. Czy możliwe i konieczne jest więc zdobycie indywidualnej zgody wszyst­
kich osób obecnych w konkretnym miejscu w trakcie realizacji projektu, jeśli ba­
dacz uczestniczy w grupowych interakcjach definiowanych jako prywatne? I czy
dobrym rozwiązaniem jest wysyłanie do wszystkich wiadomości mejlowych,
które m ogą irytować i zostać odczytane przez internautów jako spam?
Konieczność uzyskania świadomej zgody nastręcza kolejnego problemu. Ist­
nieją przecież grupy, na których ciążą pewne ograniczenia i powinno to zostać
uwzględnione w konstruowaniu treści formularza zgody. W śród takich grup naj­
częściej wymieniane są dzieci, nieletni oraz niepełnosprawni umysłowo. Można
jeszcze dodać czasowe ograniczenia związane z nietrzeźwością albo stanami po
zażyciu środków psychoaktywnych, które w istotny sposób zaburzają zrozu­
mienie konsekwencji płynących z przystąpienia do badań. W przypadku projek­
tów z udziałem dzieci, rekomenduje się pozyskiwanie zgody od rodziców, zaś
wśród młodzieży - jednocześnie od rodziców i samych uczestników badania.
Zważywszy jednak na charakter interakcji, jedynie wybrane komunikatory inter­
netowe dają możliwość zmysłowej weryfikacji tożsamości deklarowanej przez
daną osobę. Jeśli zatem poprzestajemy na elektronicznej formie pisemnej albo
domagamy się przesłania jej faksem, nie wiemy, czy rzeczywiście jest to zgo­
da tej, a nie innej osoby i czy osoba ta nie podlega wymienionym wcześniej
ograniczeniom.

Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

117

Ważnym zagadnieniem jest treść przesyłanego formularza świadomej zgody.
Standardowo zamieszcza się w nim najważniejsze informacje przedstawiające
możliwie najpełniej cele projektu, sposób prowadzenia badań, przechowywania
danych i raportowania wyników, naświetlające równocześnie ewentualne zagro­
żenia, jakie m ogą towarzyszyć uczestnictwu w projekcie. Należy też zaznaczyć
wyraźnie, jak ą formę przyjmie wieńcząca projekt publikacja w zakresie przyta­
czania cytatów oraz podawania informacji, które mogłyby pozwolić na identyfi­
kację uczestników. Przy podejmowaniu takich decyzji trzeba odrzucić milczące
założenie, że Internet zapewnia anonimowość, a nasza obecność w wirtualnej
rzeczywistości rządzi się prawami całkowicie odmiennymi niż w świecie praw­
dziwym. Przede wszystkim, rzeczywista i wirtualna tożsamość m ogą się krzyżo­
wać. Bywa, że pseudonim przekazuje bardzo osobiste informacje - o płci, wieku,
zainteresowaniach, politycznych preferencjach, zawodzie, ideałach, stanie cywil­
nym czy orientacji seksualnej. Zachowanie poufności zgromadzonych danych
nie powinno zatem ograniczać się jedynie do ukrycia rzeczywistej tożsamości
uczestnika. Zdarza się często, że ludzie w Sieci budują swój wirtualny wizerunek
wokół przyjętego pseudonimu lub pseudonimów i pracują na ich reputację przez
długi czas10. W niektórych miejscach Sieci internauci bywają doskonale znani
i rozpoznawalni nie tylko dzięki nickowi, ale również poprzez bardziej subtelne
zabiegi formalne. Oto fragment opisu reguł obowiązujących w konkretnej wir­
tualnej społeczności, przedstawiony przez badaczkę, która podsumowuje własne
doświadczenia:
Osoby stanowiące w danym okresie grapę stałych bywalców któregoś z pokoi
CZATerii tworzyły niepisany zbiór reguł, do którego, oprócz CZATykiety (reguł
obowiązujących wszystkich CZATerian), każdy nowy bywalec pokoju musiał się
dostosować, aby zostać zaakceptowanym. Na Fantastyce jedną z nich był zakaz
kopiowania cudzych ustawień, czyli kolorów nicka i czcionki oraz stylu czcionki.
W standardzie był czarny nich, czarna czcionka, bez pogrubień, podkreśleń czy
kursywy. Zmieniając te ustawienia, wybierając kolor i styl, wybierało się wygląd,
po którym dana osoba była rozpoznawalna. Wtedy nawet, jak któryś z użytkowni­
ków wszedł na Fantastykę pod innym nickiem, a zachował swoje ustawienia, był
rozpoznawany przez członków grapy jako osoba znana im pod jego pierwszym
nickiem (Deredas 2010: 99-100).

10
Słynna sprawa blogerki Kataryny wydaje się doskonałym przykładem, jak delikatną kwestią
może być próba odkrycia prawdziwej tożsamości znanego internauty. Do maja 2009 r., publikująca
pod pseudonimem Kataryna była jedną z najsłynniejszych komentatorek problematyki politycznej
w polskiej sieci. Jej prawdziwa tożsamość była jednak wyłącznie przedmiotem licznych spekulacji.
W maju 2009 r. „Dziennik Polska-Europa-Swiat” stwierdził, że zna tożsamość Kataryny, i nie podając
jej nazwiska opisał ją w sposób umożliwiający łatwą i jednoznaczną identyfikację jej danych oso­
bowych. Więcej o sprawie Kataryny - m.in. na stronach: http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/
artykuly/150114,wiemy-kim-jest-kataryna.html (stanowisko „Dziennika”) oraz http://www.kataryna.
salon24.pl/106346,jak-to-sie-robi-w-dzienniku (stanowisko Kataryny).

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

118

Stąd też istotną kwestią jest rozważenie, czy w publikacji będziemy używać
prawdziwego imienia uczestników, prawdziwego pseudonimu używanego w In­
ternecie, czy może raczej pseudonimu stworzonego na użytek badania. Podobny
problem pojawia się przy cytatach. Bezpośrednie przytaczanie wypowiedzi (nie
mówiąc o zamieszczaniu linków) wiąże się z możliwością dotarcia do ich autora
poprzez wyszukiwarkę, ponownie pojawia się więc problem z ochroną anoni­
mowości uczestnika i zachowaniem poufności w badaniu11. Niezależnie od de­
cyzji, jakie ostatecznie podejmie badacz w kontekście konkretnego tematu oraz
rodzaju zbieranych danych, wybór ten należy jasno i rzetelnie zakomunikować
w formularzu zgody. Badany powinien zostać poinformowany również o możli­
wości wycofania się z projektu, badacz natomiast musi starać się nie wywierać
presji na osoby biorące udział w badaniach, tak by dokonane przez nich wybory
były w pełni dobrowolne i jak najbardziej świadome. Zwłaszcza materiały NESH
kładą nacisk na potrzebę dostosowania formy takiego dokumentu do możliwości
percepcyjnych uczestników (autorzy m ają przede wszystkim na uwadze dzieci,
z którymi komunikacja musi się opierać na odrębnych zasadach).

Szkodliwość
Martyn Hammersley i Paul Atkinson uważają, iż:
o ile badania etnograficzne rzadko obarczone są tym samym potencjałem zgub­
nych konsekwencji co, na przykład, eksperymenty medyczne na pacjentach albo
próby rozszczepienia jądra atomowego, o tyle mogą czasami powodować poważne
następstwa dla badanych osób, a także dla innych ludzi (Hammersley, Atkinson
2000: 273).

Niebezpieczeństwa te zagrażają w zasadzie na każdym etapie badań, zarówno
w trakcie ich prowadzenia, jak i po ich zakończeniu, zwieńczonym publikacją
wyników.
Autorzy uczulają badaczy na kilka istotnych kwestii. Zwracają więc uwagę
na to, że już sama świadomość uczestniczenia w procesie badawczym w roli ba­
danego może bądź wywołać bądź pogłębić dyskomfort psychiczny objawiający
się na przykład uczuciem niepokoju czy lęku. To zastrzeżenie dotyczy głównie
badań wśród ludzi znajdujących się już w potencjalnie stresującej sytuacji. Jako
przykłady przywołuje się śmiertelnie chorych, ich krewnych czy personel lekar­
ski. W badaniach online analogiczne sytuacje m ogą powstać przy poruszaniu
drażliwych kwestii. Może to dotyczyć choćby grup dzielących się na zamknię­

11
Istnieje na przykład możliwość odkrycia geograficznej lokalizacji uczestnika badań poprzez jego
adres IP, ujawniony w publikacji przez nieumiejętne zacytowanie wypowiedzi.

Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

119

tym forum swoimi fantazjami erotycznymi. Początkowe wyrażenie zgody na
wkroczenie badacza-antropologa w ich życie wirtualne może zaowocować póź­
niejszymi obawami przed konsekwencjami takiego przyzwolenia.
Inną kwestią wartą głębokiego namysłu są takie działania badawcze, które
- wbrew intencjom samych antropologów - m ogą wzmagać nastroje rasistow­
skie, homofobię, szowinizm i ogólnie rozum ianą niechęć czy nienawiść do ludzi
odmiennych ze względu na przeróżne kryteria. Takimi projektami są nawet nie­
winne z pozoru badania stereotypów, podczas których stawia się pytania o ty­
powe cechy przedstawicieli danych narodowości. Uczynienie z takich kwestii
przedmiotu naukowej eksploracji może w odbiorze badanych nadać ich prze­
konaniom wysoką rangę i pozytywne znaczenie. Przy rozważaniu dylematów
etycznych podnosi się zatem kwestię bierności lub aktywności badacza wobec
rejestrowanych poglądów. Bierność badacza - uzasadniana zazwyczaj chłodnym,
pozbawionym zaangażowania modelem podejścia badawczego - może spowo­
dować bardzo negatywne skutki, jak choćby właśnie umocnienie interlokutorów
w przekonaniu o słuszności przedstawionych poglądów. Nadmierna aktywność
- wypływająca z chęci przekonania rozmówcy o niewłaściwości i szkodliwości
jego poglądów - zdaje się jednak nie przystawać do celów klasycznie rozumia­
nych badań. Stąd też w publikacjach poświęconych tej problematyce stawia się
niejednokrotnie pytania o to, czy moralnie właściwe jest niereagowanie przez
badacza na wypowiedzi rasistowskie lub seksistowskie, pozostawiając jednocze­
śnie odpowiedź do rozstrzygnięcia przez samego antropologa.
W badaniach online problem ten zyskuje wręcz na intensywności. Anonimo­
wość, jak ą w odczuciu wielu uczestników świata wirtualnego zapewnia Internet
(z całym dystansem wobec prawdziwości tego przekonania), skłania niejedno­
krotnie do intensyfikacji sposobów wyrażania emocji, także tych negatywnych,
czego dowodem m ogą być choćby komentarze zostawiane pod artykułami pra­
sowymi zamieszczanymi na portalach internetowych. Z jednej strony same te­
maty poruszane w Internecie bywają bardziej drastyczne, z drugiej zaś - formy,
w jakich ujawniają się ludzkie opinie przybierająjeszcze bardziej skrajną postać
niż wypowiedzi w kontaktach tw arzą w twarz. Co więcej, jeśli badacz nie ograni­
cza się jedynie do zbierania zastanych informacji, ale zmierza do ich wywołania
(prowokując na przykład dyskusję na czacie lub na forum), pytanie o szkodli­
wość takich działań, a co za tym idzie o moralną odpowiedzialność badacza, musi
zostać postawione, nawet jeśli konkretne rozstrzygnięcia i decyzje w tej sprawie
pozostawia się zazwyczaj samemu badaczowi. Nie należy zapominać i o tym,
że o ile w przypadku rozmów tw arzą w twarz reakcje badacza na kontrowersyj­
ne opinie wygłaszane przez rozmówców m ają bardziej ulotny charakter i rzadko
dokumentowane są w późniejszej publikacji, podczas badań w świecie wirtual­
nym ślady wszelkiej aktywności m ogą być dostępne także po zakończeniu badań
(jak choćby komentarze badacza na forum dyskusyjnym lub wpisy w księdze
gości).

120

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

Moment publikacji wyników badań przynosi szereg kolejnych kwestii wymaga­
jących poważnego namysłu, także o charakterze moralnym. Hammersley i Atkin­
son zwracająuwagę na to, że „publikacje m ogą nadszarpnąć reputację konkretnych
osób, organizacji i miejsc, a także urazić uczucia zainteresowanych” (Hammers­
ley, Atkinson 2000: 275)12. Stąd też - jak przypominają autorzy - „kwestią za­
sadniczą w takich przypadkach nie jest problem prawdziwości publikowanych lub
upublicznianych informacji, lecz implikacje, jakie one niosą (bądź jakie m ogą być
im przypisane) dla badanych ludzi, instytucji, itp.” (Hammersley, Atkinson 2000:
276). Przy tej okazji trzeba też uświadomić sobie myśl, sformułowaną celnie przez
Howarda Beckera, a zacytowaną przez Hammersleya i Atkinsona, że „socjologicz­
ny ogląd świata [podobnie jak antropologiczny - E.A.J., N.M.] (....) pozbawia
ludzi złudzeń na temat samych siebie i swoich instytucji (...) sprawy dla nich
cenne zostały potraktowane jako zwykły element klasy obiektów” (Hammersley,
Atkinson 2000: 276). Bardzo osobiste doświadczenia, którymi dzielą się z nami
rozmówcy, stają się w późniejszych opracowaniach jedynie przykładem, częścią
szerszego wzorca, w który są wpisane. Uświadomienie sobie tego faktu może
wprowadzić spory zamęt w ich obrazie samych siebie.
Andrew Gamer przypomina antropologom o poważnej zmianie, jaka nastąpiła
w sposobie uprawiania naszej dyscypliny (m.in. z powodu rozwoju technologicz­
nego), a mianowicie o tym, że opracowując wyniki badań piszemy w dzisiejszych
czasach o ludziach, którzy będą naszymi czytelnikami (Gamer 2011). Nigdy nie
jest to aż tak boleśnie prawdziwe, jak w badaniach online. Powinniśmy się spo­
dziewać, że jednostki, których spora część życia rozgrywa się w świecie wirtu­
alnym, bez trudu trafią na opublikowane przez nas wyniki badań (tym bardziej,
że i nasze opracowania coraz częściej zamieszczane są w Sieci). Zwrot etyczny
w antropologii i będące jego konsekwencjąrefleksje na temat odpowiedzialności
badaczy prowadzą zatem do coraz śmielszych sugestii, by antropolodzy bądź
konsultowali z pozostałymi uczestnikami badania ostateczny produkt, jakim jest
publikacja wyników, bądź przynajmniej przedstawiali go im otwarcie13.
Jak już wspominałyśmy przy okazji omawiania zagadnień świadomej zgody
i prywatności, pomimo jasnej deklaracji występowania w roli badacza, którą skła­
damy zazwyczaj na samym początku badania, nie możemy uniknąć odgrywania
podwójnej roli: badacza (rola zadeklarowana) i uczestnika interakcji społecznych
12O negatywnej reakcji uczestnikówna publikację pisze np. Fiona Bowie, relacjonując doświadczenie
Rijka van Dijka, który po napisaniu artykułu opartego na pracy terenowej wśród młodych kaznodziejów
z Malawi został wezwany przez zainteresowanych - urażonych tym artykułem - na prywatne spotkanie,
na którym musiał się gęsto tłumaczyć ze sposobu, w jaki przedstawił badaną społeczność. „To, co
akademickiemu antropologowi zdawało się sprawiedliwe, zrównoważone i niewinne, wywołało strach
u społeczności, którą badał” - komentuje to zdarzenie autorka (Bowie 2008: 11-12).
13Jedną z sugestii uczynienia uczestników badań współautorami publikowanych tekstów i - co za
tym idzie - zerwania z dominacją głosu badacza, była zaczerpnięta od Michaiła Bachtina, a rozwijana
przez Jamesa Clifforda koncepcja polifoniczności tekstu etnograficznego, trudna jednak w praktyce do
realizacji (Clifford 2000: 59-63).

Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

121

(rola nie do uniknięcia). To właśnie fakt, że antropolog zawsze wchodzi w ba­
daną społeczność, że - jak pisze Geertz - „antropologiczne badania terenowe
nie dopuszczają żadnej znaczącej separacji zawodowej sfery życia od jego czę­
ści osobistych” (Geertz 2003: 55), powoduje, iż w rozważaniach o charakterze
etycznym musimy mieć na uwadze również zagadnienie relacji międzyludzkich,
powstałych między badaczem a innymi uczestnikami badań. Ewa Nowicka zasta­
nawia się nad kwestią przyjaźni i jej miejsca w pracy antropologa, skupiając się
zwłaszcza na kontrowersjach wokół przyjaźni jako narzędzia antropologicznego
(Nowicka 2005). Nie wdając się w szczegółową analizę zagadnienia, które samo
w sobie mogłoby stać się przedmiotem osobnego artykułu, warto zwrócić uwagę
i na to, że przyjaźń może połączyć antropologa i niektórych uczestników badań
jako skutek uboczny działalności naukowej, niosąc ze sobą wyzwania o charak­
terze moralnym. I choć pozornie podczas badań w Internecie, gdzie nie docho­
dzi do kontaktów tw arzą w twarz, sprawa przyjaźni badaczy z uczestnikami ba­
dań może nie wydawać się aż tak istotna, dla wielu ludzi relacje nawiązywane
w Sieci są równie ważne, jak związki międzyludzkie w świecie rzeczywistym,
a w skrajnych przypadkach może nawet ważniejsze.
Kwestią, która niemal od samego początku pojawienia się nurtów antropo­
logii terenowej dręczyła odpowiedzialnych, wrażliwych badaczy (np. Franza
Boasa), było ewentualne wykorzystanie informacji uzyskanych w trakcie badań
do innych niż badawcze celów (Hammersley, Atkinson 2000: 276). W swoich
wspomnieniach, zatytułowanych Apprenticeship under Boas („Terminowanie
u Boasa”), Margaret Mead pisze, że jej mistrz zawsze czuł się odpowiedzial­
ny za użytek, jaki czyniono z antropologii, a z wyników badań jego zespołu
w szczególności (Mead 1959). O jego zaangażowaniu w tę sprawę i bezkom­
promisowej postawie wobec nadużywania danych z badań etnograficznych
świadczy również fakt, iż wystąpił stanowczo przeciwko tym z antropologów
amerykańskich, którzy wykorzystywali pracę w terenie jako przykrywkę dla
działalności szpiegowskiej na rzecz rządu amerykańskiego (por. Price 2000;
Silverman 2007).
Czy problem wykorzystywania wyników pozyskanych w terenie ma jakiś
szczególny wymiar w badaniach online? Trudno to jednoznacznie rozstrzygnąć.
Wydaje się jednak, że zwłaszcza publikacje w formie open access dają w zasa­
dzie wszystkim dostęp do wyników naszych poczynań badawczych. Nie mamy
absolutnie żadnego wpływu na ich przyszłe wykorzystanie, tym bardziej więc
musimy dogłębnie przemyśleć sposób prezentacji rezultatów pracy. I choć nie je ­
steśmy w stanie zapobiec ewentualnym nadużyciom, nie możemy czuć się zwol­
nieni z rozważania tej kwestii. Relacjonując rozpowszechnione poglądy, Ham­
mersley i Atkinson zwracają uwagę na to, że tu i ówdzie
dają się słyszeć głosy, że wartość wiedzy naukowej i prawo opinii publicznej do
poznania prawdy przeważają nad tego typu dylematami. Mimo wszystko wielu

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

122

etnografów przywiązuje dużą wagę do tego, by wiedza wytwarzana podczas badań
służyła później słusznej sprawie (Hammersley, Atkinson 2000: 278).

Margaret Emerton omawia dość szczegółowo niektóre zagrożenia, charak­
terystyczne właśnie dla badań online, twierdząc, że badacze m ogą zaszkodzić
badanym bądź bezpośrednio, bądź umożliwiając takie działanie osobie trzeciej.
Po pierwsze, jeśli uczestnik badań porozumiewa się z nami przez konto mejlowe, ktoś inny może zdobyć dostęp do umieszczonych tam, poufnych informacji.
Po drugie, antropolog może popełnić błąd i wysłać wiadomość na niewłaściwy
adres, dokonując tym samym wyłomu w poufności korespondencji (zdarza nam
się przecież odpowiadać na mejle, cytując obficie naszych rozmówców). Po trze­
cie, należy pamiętać o kwestii przechowywania materiałów. W przypadku badań
online, gromadzenie materiałów w Sieci, w łatwo dostępnym w każdej sytuacji
miejscu, wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Jako badacze powinniśmy jed ­
nak uczynić wszystko, by zminimalizować ryzyko, że nasze - niejednokrotnie
z trudem zdobyte - materiały wpadną w niepowołane ręce. Umiejętności współ­
czesnych hakerów czynią to zalecenie szczególnie trudnym, nie zwalniając nas
jednak od odpowiedzialności (Emerton 2003: 19-21).
W ostatnich latach rozumienie szkodliwości, postrzeganej jako potencjal­
ne niebezpieczeństwo grożące uczestnikom badań antropologicznych, zostaje
wzbogacone o refleksję nad zagrożeniami, jakie spotkać m ogą samych badaczy
(Linkogle, Lee-Treweek, eds., 2000), także tych prowadzących badania online.
Antropolog musi się bowiem liczyć nie tylko z możliwością przywłaszczenia
danych - co może nieść ze sobą większą szkodę dla badanych niż dla niego same­
go - ale także z kradzieżąjego tożsamości badawczej czy niebezpieczeństwami
płynącymi z nękania, gróźb, zniesławienia czy nawet szantażu.
Prowadząc badania w Internecie, musimy brać pod uwagę wszystkie z wy­
mienionych powyżej kwestii, jak również wiele innych, z którymi zapewne ze­
tkniemy się w trakcie konkretnych działań poznawczych. Wprawdzie trudno jest
przewidzieć wszelkie potencjalne ryzyko płynące z naszych projektów dla bio­
rących w nich udział ludzi, niemniej obowiązkiem naszym jest stale mieć je na
uwadze i modyfikować nasze postępowanie tak, by nie wyrządzać szkody tym,
którzy zechcieli wejść z nami w interakcje, nawet jeśli są to interakcje w świecie
wirtualnym.

Zakończenie
Celem niniejszego artykułu nie jest ani krytyka dotychczasowych badań, ani
proponowanie jednoznacznych rozstrzygnięć, ani też stworzenie gotowego sche­
matu postępowania, lecz zainicjowanie dyskusji na temat etycznego wymiaru
antropologicznych badań online oraz przedstawienie niektórych z podjętych już

Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

123

w anglosaskiej antropologii zagadnień. Na zakończenie warto zastanowić się
przez chwilę nad przyczynami braku pogłębionej dyskusji na temat etyki za­
wodowej w polskim środowisku antropologów kulturowych i etnologów. Czy
ten stan rzeczy świadczy o głębokiej moralności wszystkich badaczy, którzy nie
potrzebują szczegółowych regulacji dotyczących różnych obszarów ich działal­
ności? A może dyskusja o etyce w antropologii zbyt często bywa utożsamiana
z dążeniem do stworzenia sztywnego kodeksu zawodowego i spetryfikowanych
regulacji dotyczących procedur badawczych, co wzbudza powszechną niechęć?
Świadome kontrowersji i różnych stanowisk wobec etycznego wymiaru badań,
wierzymy jednak, że otwarta dyskusja i prezentacja własnego punktu widzenia
jest lepsza niż pozostawienie tych kwestii w sferze milczących założeń. Niemal
każda decyzja może być uzasadniona, powinna być jednak decyzją świadomą,
opartą na wiedzy o możliwych konsekwencjach i odnoszącą się do standardów
przyjmowanych w naszej dyscyplinie.
Nie żyjemy w próżni prawnej, nasze działania m uszą być też zgodne z obo­
wiązującymi normami. Fakt, że polskie środowisko naukowe nie wykształciło
instytucji podobnych do amerykańskich Institutional Review Boards (IRB) spra­
wia, iż cała odpowiedzialność za działalność naukową spoczywa na konkretnym
badaczu. Bez otwartej dyskusji środowiskowej pozostajemy zdani wyłącznie na
osobisty osąd i własne wybory. Sprowadzenie kwestii etycznych do sfery jed ­
nostkowych wyborów daje wprawdzie miłe poczucie wolności, często jednak
prowadzi do zagubienia i działania po omacku. Łatwo więc o popełnienie błę­
dów, które m ogą się na nas zemścić, zwłaszcza gdy prowadzimy badania w śro­
dowisku wielokulturowym, jakim z pewnością jest Internet.
Słowa kluczowe: etyka, etnografia online, Internet, badania antropologiczne

LITERATURA
Andrzejuk A.
2006
Etyka zadekretowana”? Dylematy moralne pracownika nauki, w: K. Kalka,
A. Papuziński (red.), Etyka wobec współczesnych dylematów, Bydgoszcz:
Wydawnictwo Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, s. 255-268.
Bowie F.
2008
Antropologia religii. Wprowadzenie, przeł. K. Pawluś, Kraków: Wydawni­
ctwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Clifford J.
2000
Kłopoty z kulturą. Dwudziestowieczna etnografia, literatura i sztuka, przeł.
E. Dżurak i in., Warszawa: Wydawnictwo KR.
Deredas A.
2010
Internetowe (re)konstrukcje rzeczywistości społeczno-kulturowej. Przykład
CZATerii, w: E.A. Jagiełło, P. Schmidt (red.), Homo Intemeticus? Etnogra­

124

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

ficzne wędrówki w głąb Sieci, Lublin: Wydawnictwo Portalu Wiedza i Edu­
kacja, s. 98-106, http://wiedzaiedukacja.eu/wp-content/uploads/2010/12/
Homo -Intemeticus .pdf (25.01.2011).
Emerton M.
2003
Ethical and Methodological Problems in Online Research, http ^/collec­
tions.lib.uwm.edu/cipr/image/335.pdf (25.01.2011).
Ess C.
2002
Ethical Decision-making and Internet Research: Recommendations from
the AOIR Ethics Working Committee, http://aoir.org/reports/ethics.pdf
(25.01.2011) .
Extending the Spectrum...
2008
Extending the Spectrum: The TOPS and Ethical Issues in Internet-based Re­
search, Social Sciences and Humanities Research Ethics Special Working
Committee: A Working Committee of the Interagency Advisory Panel
on Research Ethics, Ottawa, Canada, http://www.pre.ethics.gc.ca/policypolitique/initiatives/docs/Intemet_Research_-_February_2008_-_EN.pdf
(25.01.2011) .
Gamer A.
2011
Ethical Dilemmas in Professional Practice in Anthropology, http://www.
nomadit.net/asatest/networks/apply/ethics.htm (25.01.2011).
Geertz C.
2003
Zastane światło. Antropologiczne refleksje na tematy filozoficzne, przeł.
Z. Pucek, Kraków: Univeristas.
Geisler N.L.
2007
Christian Ethics. Options and Issues, Grand Rapids: Baker Academic.
Groenwald M.
2006
Uwagi do kodeksu etyki egzaminatora, w: O wyższą jakość egzaminów
szkolnych, Polskie Towarzystwo Diagnozy Edukacyjnej, s. 183-193 http://
www.ptde.org/file .php/1/Archiwum/XII/Uwagi_do_kodeksu_etyki_egzaminatora.pdf (25.01.2011).
Hammersley M., Atkinson P.
2000
Metody badań terenowych, przeł. S. Dymczyk, Poznań: Wydawnictwo
Zysk i S-ka.
Hudson J.M., Bruckman A.
2002
IRC Français: The Creation o f an Internet-based SLA Community, http://
aoir.org/reports/ethics.pdf (25.01.2011).
Kmiecik A.
2006
Metodologiczny aspekt konstrukcji etyki technologii informacyjnej, w: K. Kal­
ka, A. Papuziński (red.), Etyka wobec współczesnych dylematów, Bydgoszcz:
Wydawnictwo Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, s. 298-208.
Kozinets R.V.
2010
Netnography. Doing Ethnographic Research Online, Los Angeles, Lon­
don, New Delhi, Singapore, Washington DC: Sage.
Linkogle S., Lee-Treweek G. (eds.)
2000
Danger in the Field. Risk and Ethics in Social Research, London: Rout­
ledge.

Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

125

Markham A.N.
2009
Metody, polityka i etyka reprezentacji w etnografii online, przeł. M. Ziółkowska-Kuflińska, w: N.K. Denzin, Y.S. Lincoln (red.), Metody badań
jakościowych, t. 2, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, s. 219-256.
Mead M.
1959
Apprenticeship under Boas, w: W. Goldschmidt (ed.), The Anthropology
o f Franz Boas: Essays on the Centennial o f Flis Birth, Memoirs of the
American Anthropological Association 89: 5, Menasha: American Anthro­
pological Association, s. 29-45.
Nowicka E.
2005
Przyjaźń jako narzędzie pracy antropologa. Wątpliwości etyczne, w: K. Zamiara (red.), Etyczne aspekty badań społecznych, Poznań: Wydawnictwo
Naukowe UAM, s. 191-211.
Price D.
2000
Anthropologists as Spies, „The Nation” 20.11.2000, http://www.thenation.
com/article/anthropologists-spies (25.01.2011).
Rekomendacja...
2010
Rekomendacja CM/Rec /2010/13 Komitetu Ministrów państw członko­
wskich w sprawie ochrony osób w związku z automatycznym przetwarza­
niem danych osobowych podczas tworzenia profili, www.giodo.gov.pl/plik/
id_p/2135/j/pl/ (15.05.2011).
Silverman S.
2007
Krąg Boasa i narodziny antropologii kulturowej, przeł. J. Tegnerowicz,
w: E Barth i in., Antropologia. Jedna dyscyplina, cztery tradycje: brytyj­
ska, niemiecka, francuska i amerykańska, Kraków: Wydawnictwo Uniwer­
sytetu Jagiellońskiego, s. 287-305.
Sveningsson M.
2004
Ethics in Internet Ethnography, w: E.A. Buchanan (ed.), Readings in Vir­
tual Research Ethics. Issues and Controversies, Hershey, London: Infor­
mation Science Publishing, s. 45-61.
Środa M.
2010
Etyka dla myślących, Warszawa: Wydawnictwo Czarna Owca.
Ustawa o ochronie...
1997
Ustawa o ochronie danych osobowych, Dz.U. nr 133 poz. 883 z dn. 29 sier­
pnia 1997 r.
Ustawa o prawie...
1994
Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Dz.U. nr 24 poz. 83
z dn. 24 lutego 1994 r.
Wasilewska-Krawczyk V.
2010
Antropolog on-line, a badanie w działaniu. Eksperyment polsko-brytyj­
ski, w: E.A. Jagiełło, P. Schmidt (red.), Homo Interneticus? Etnograficzne
wędrówki w głąb Sieci, Lublin: Wydawnictwo Portalu Wiedza i Edukacja,
s. 14-20, http ://wiedzaiedukacja.eu/wp-content/uploads/2010/12/Homo-Interneticus.pdf(25.01.2011).
Zbiór zasad i wytycznych...
2000
Zbiór zasad i wytycznych pt. „Dobre obyczaje w nauce”, http://www.ken.
pan.pl/images/stories/pliki/pdf/down.pdf (25.01.2011).

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

126
Źródła internetowe:

Europa. Communiqués de presse RAPID, http://europa.eu/rapid/pressReleasesAction.do?
re fe re n c e M P /10/63 & form at= H T M L & aged= & language= P L & guiL anguage= fr
(15.05.2011) .
Respect. Professional and Ethical Codes fo r Socio-Economic Research in the Informa­
tion Society, www.respectproject.org (15.05.2011).
http://www.kataryna.salon24.phl06346, jak-to-sie-robi-w-dzienniku (15.05.2011).
http ://wiadomosci.dziennik.pPwydarzenia/artykuly/150114,wiemy-kim-j est-kataryna.html
(15.05.2011) .

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka
TRAPS OF THE NET - ON THE ETHICAL DIMENSION OF THE
ANTHROPOLOGICAL RESEARCH ONLINE
(Summary)
Nowadays the encounter between researcher and participant in research takes place
more frequently on the Internet - in a new space, which on the one hand is a complex
construct of words, sounds and images, and which on the other hand is created by people
interacting in various ways. This new domain, explored in many ways by anthropologists
and other qualitative researchers, is taken into account, especially in foreign publications,
when professional ethics is considered. In the authors’ opinion, the Polish anthropological
community still suffers from the lack of deeper reflection on the challenges posed by re­
search on the Internet. The purpose of this paper is to present various approaches towards
ethical issues in qualitative research on the Web and to highlight the areas of dispute that
arise as a result of the adoption of different ethical positions, focusing mainly on the pro­
blems of informed consent, privacy and harm.
Key words: ethics, ethnography online, Internet, anthropological research

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.