http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/3619.pdf

Media

Part of Sprawozdania i recenzje / Polska Sztuka ludowa - Konteksty1952 t.6 z.3

extracted text
Ryc.

1. Dwojaki

wykonane

przez St.

Konopczyńskiego

z Bolimowa.

Fot. B.

Brachacka.

KONKURS i W Y S T A W A CERAMIKI L U D O W E J
WOJEWÓDZTWA ŁÓDZKIEGO

CHWALISŁAW
Dnia 4.ХП ub. r. odbył się w Łodzi konkurs, zorga­
nizowany przez Wydział Kultury W.R.N., obejmujący
wyroby garncarstwa ludowego woj. łódzkiego. Materiał
zgromadzony drogą konkursu został następnie pokaza­
ny na wystawie, urządzonej w łódzkim Ośrodku Pro­
pagandy Sztuki, której otwarcia dokonano w styczniu
br. Organizacją wystawy zajął się Wydział Kultury
W.R.N. wraz z miejscową Delegaturą C F L i A .
Konkurs miał za zadanie wydobycie wartości arty­
stycznych Istniejących w tej gałęzi rzemiosła ludowego.
Chodziło o to, żeby stworzyć możliwie dokładny obraz
zdobnictwa w ceramice, pochodzącej z bliższych i dal­
szych okolic Łodzi.
Zadanie to nie było łatwe, gdyż w województwie
łódzkim na 27 ośrodków garncarskich zaledwie połowa
wykonuje wyroby ozdobne, podczas gdy reszta produkcji,
to niezdobione naczynia użytkowe.
Wyniki konkursu były zadawalające, chociaż prace
nadesłane na konkurs nie zawsze odpowiadały stawia­
nym wymaganiom. Na 16 uczestników, 12 nadesłało na­
czynia zdobione, z czego 8 wykonało je specjalnie na
konkurs. Inni garncarze, w których pracowniach nie
ma tradycji zdobniczych, nadesłali eksponaty w postaci
zwykłych naczyń użytkowych, niezdobionych, tylko
szkliwionych, względnie tzw. „zgrzebnych", tj. pozba­
wionych szkliwa. Ogółem nadesłano na konkurs 216
eksponatów, pochodzących z 10 ośrodków.

ZIELIÑSK1

B o l i m ó w
reprezentowany był przez wyroby
Stefana Konopczyńskiego i Walentego Smeli. Konop­
czyński dał szereg dzbanków, misek, talerzy, wazoni­
ków i dwojaków ozdobionych charakterystycznymi dla
tej pracowni motywami kwiatowymi i ptaszkami malo­
wanymi podszkliwnie na białej polewie (ryc. 1). Od
powyższych odbijały s w ą surową prostotą wyroby Sme.
li, który prócz dwóch foremek do ciasta dał tylko parę
niezdobionych naczyń użytkowych (ryc. 2) żółto pole.
wanych i glazurowanych.
Drugi ośrodek garncarski z okolic Łowicza to B a r t
к o w 1 с e. Z ośrodka tego wzięli udział w konkursie
Agnieszka Urbanek i Franciszek Jezierski. Wyroby
Urbanek, na które składały się garnki, dzbanki, dwojaczki, doniczki i skarbonki były bądź „zgrzebne", tzn.
nieglazurowane, bądź pokryte glazurą w kolorze żół­
tym lub zielonym. Wśród wyrobów jej zwracał u w a g ę
dzbanek „zgrzebny", posiadający na brzuścu wzór ma­
lowany pobiałką w postaci pionowo ustawionych mo­
t y w ó w roślinnych. Jezierski nadesłał na konkurs szereg
garnków użytkowych zewnątrz częściowo glazurowa­
nych (ryc. 3) oraz serię naczyniek miniaturowych
sprzedawanych dawniej na targach jako zabawki dla
dzieci.
Z B r z e z i n koło Łodzi wziął udział w konkursie
Bolesław Kawecki. Wyrabia on dzbanki i garnki o pro­
stej tradycyjnej formie, „zgrzebne" lub szkliwione jedy-

nie od wewnątrz, zdobione w górnej części brzuśca
równoległymi paskami białej polewy względnie orna­
mentem falistym wyskrobywanym na tle białego pasa
polewy (ryc. 4).
E d w a r d ó w
w pow. piotrkowskim reprezento­
wany był przez wyroby Wawrzyńca (ojca) i Franciszka
(syna) Kostrzewskich. Wyroby przez nich wykonane
nie wiele się różnią, od siebie. Są to przede wszystkim
naczynia użytkowe, jak dzbanki, garnki, dwojaki, donice,
misy czy doniczki na kwiaty, bądź całkowicie „zgrzeb­
ne", bądź glazurowane w całości czy w części (ryc. 5).
Czerepy zgrzebnych naczyń bywają przeważnie zdo­
bione ornamentem falistym lub w postaci poziomych
pasków wykonanych pobiałką. Podobne zdobnictwo
występuje wewnątrz glazurowanych misek. Ciekawym
przykładem archaizmu niektórych wytworów garncar­
skich jest pokrywa wykonana przez Wawrzyńca Kostrzewskiego o kształcie zbliżonym do pokrywek zna­
nych z czasów średniowiecza.
Ceram'ke z Ł a s k u
(koło Sieradza) reprezento­
wały wyroby Józefa Serwecińsklego. Dzielą się one wy­
raźnie na dwie grupy, a mianowicie: grupę naczyń gla­
zurowanych o kolorze intensywnie czerwonym, pozba­
wionym najczęściej jakichkolwiek malowanych deko­
racji (ryc. 6) i grupę naczyń „zgrzebnych" zdobionych
pobiałką o ornamencie geometrycznym. Wśród tych
ostatnich zwracają uwagę starannością wykonania do­
niczki o wygniatanych czyli „bryzowanych" brzegach
(ryc. 7).
W P o r ę b i e — G r o c h o l t c a c h
(pow.
Piotrków) posiada s w ą pracownię Józef Kostrzewski.
Naczynia przez niego nadesłane pokryte żółtą lub zie­
loną glazurą zdobione są poziomo biegnącymi paskami
kremowej lub białej polewy.
Stefan Czerkawski z R a d o m s k a
przedstawił
zaledwie kilka naczyń użytkowych całkowicie lub czę­
ściowo glazurowanych o formach tradycyjnych (ryc. 8)
różnych jednak nieco od tych, jakie wyrabiane są w
Edwardowie czy Brzezinach.
Z pracowni Hieronima Muszyńskiego w
S i e r a ­
d z u pochodził szereg naczyń, głównie dzbanów i do-

Ryc.

2. Dzbanek żółto -polewany, wykonał
Walenty
Smela z Bolimowa. Fot. B. Brachacka

niczek w kolorze białym (ryc. 9) lub żółtym, zdobio­
nych ornamentem geometrycznym, obiegającym naczy.
nie poziomo, złożonym z linii prostych, falistych, łama­
nych i kropek. Bogactem dekoracji i jej ogólnym cha­
rakterem nawiązują one do wyrobów Jana Wierzbickie­
go ze Stefanowa Barczewskiego (pow. Sieradz). J a n
Wierzbicki należy niewątpliwie do najbardziej uzdolnio­
nych garncarzy województwa łódzkiego. Wyroby jego
w liczbie ponad 20 sztuk dały przegląd jego bogatych
możliwości zdobniczych. Spotykamy tu naczynia o for­
mach tradycyjnych, jak dzbany, miski, dwojaki, rynien­
ki trójnożne glazurowane lub „zgrzebne", a także na­
czynia wykonywane pod kątem widzenia potrzeb miej­
skich, jak imbryki, karafki itp. Wyroby swe zdobi J a n
Wierzbicki bogatym ornamentem geometrycznym wy­
konanym pobiałką na ścianach naczynia lub delikat­
nym rytem słabo widocznym spod glazury (ryc. 11).
Ostatni z reprezentowanych n a konkursie i wystawie
ośrodków był T o m a s z ó w
M a z o w i e c k i ,
skąd nadesłały swe wyroby aż 4 pracownie. Najobficiej
przedstawiał się zespół naczyń (użytkowych i miniatu­
rek) wykonany przez Józefa Budkiewicza. Wyroby jego
przeważnie szkliwione o intensywnym czerwonym lub
zielonym kolorze, zdobione są potrójnym najczęściej paseczkiem białej polewy (ryc. 12). Podobny do wyro­
bów Budkiewicza był dzbanek nadesłany przez Jana
Malczewskiego (jedyny eksponat tego garncarza) i gar­
nek wykonany przez Edwarda Arkuszyńskiego, który
z Dąbrowej nad Czarną w pow. opoczyńskim przeniósł
się do Tomaszowa Mazowieckiego i tu swój garncar­
ski zawód kontynuuje. Ze wspólnej pracowni Heleny
Wasiakowej i Józefa Trześniowskiego pochodziła spora
ilość naczyń, głównie dzbanków, garnuszków, talerzy
i doniczek w kolorach czerwonym, zielonym, żółtym,
glazurowanych i malowanych we wzory kwiatowe lub
geometryczne (białe paski). Józef Trześnlowski pocho­
dzi z Kosowa. Po przeniesieniu się do Tomaszowa wy­
konywał początkowo wyroby ceramiczne zdobione na
sposób pokucki, obecnie tego zaniechał. Helena Wasiakowa pierwsza wprowadziła do ceramiki tomaszow­
skiej swobodnie rzucany motyw promienistego kwiat.

Ryc. 3. Garnek
Jezierskiego

tzw. „zgrzebny"
wykonany przez Fr.
z Łowicza.
Fot. B.
Brachacka

Ryc.

5. Garnki

wykonane

przez

Wawrzyńca

Kostrzewskiego
chacka

ka w kolorze zielonym i białym, który spotyka się na
naczyniach pochodzących z omawianej pracowni.
Nadesłane na konkurs prace oceniane były dwukrot­
nie. Raz przez jury konkursowe, w skład którego wcho­
dzili przedstawiciele władz i instytucji organizujących
konkurs, drugi z a ś raz przez komisję złożoną głównie
z plastyków. Oceny obydwu komisji wykazały pewne,
drobne zresztą, rozbieżności, które uwidacznia poniż­
sze zestawienie:

Ryc. 11. Dzban polewany, ciemnozielony, wykonany
przez J. Wierzbickiego ze Stefanowa
Barczewskiego,
pow. Sieradz. Fot. B. Brachacka

z Edwardowa, pow.

Piotrków.

Fot.

B.

Bra-

Bolesław Kawecki
I nagroda
dobry
Stefan Konopczyński
I

dobry
Stefan Czerkawski
II
(nie zdobi)
Edward Arkusiński
II
dostateczny
Jan Wierzbicki
III
-I- dostateczny
Hieronim Muszyński
III
dostateczny
Wawrzyniec Kostrzewski I V
niedostateczny
Franciszek Jezierski
IV

(nie zdobi)
Józef Budkiewicz
IV
— dostateczny
Józef Serweciński
IV
dostateczny
Franciszek Kostrzewski • —
— dostateczny
Józef Kostrzewski

— dostateczny
Agnieszka Urbanek
+ niedostateczny
Helena Wasiakowa
niedostateczny
Józef Trześniewski

niedostateczny
W ocenach zarówno jury jak i późniejszej komisji ar­
tystycznej odsunięty został na miejsce poślednie wspom­
niany w y ż e j Jan Wierzbicki ze Stefanowa Barczew­
skiego. F a k t ten nie bardzo jest zrozumiały, gdyż pra­
ce jego posiadają duże zalety artystyczne i techniczne,
nie odbiegające od regionalnych form ceramiki ludo­
wej z okolic Sieradza. Przeciwnie, Wierzbicki nie tylko
odtworzył zapomniane zdobnictwo sieradzkie, ale je
rozwinął i uszlachetnił. Człowiek ten pełen entuzjazmu
i zapału do swej pracy zawodowej w prace konkureo-

Ryc. 6. Dzban polewany, czerwony, wykonany przez
J. Serwecińskiego
z Łasku. Fot. B. Brachacka

Rys. 4. Dzieżka
B. Kaweckiego

tzw. „zgrzebna"
wykonana przez
z Brzezin. Fot. B. Brachacka

we włożył wyjątkowo dużo wysiłku i inicjatywy. Wy­
kazał on nieprzeciętny talent, wykonując zarówno re.
gionalne naczynia zdobione jak i przyjemne w formie
naczynia o charakterze miejskim.
Pokaz pokonkursowy ma tę właściwość, ż e nie wy­
maga specjalnej oprawy ekspozycyjnej i akcentów pro.
blemowych, jest bowiem raczej podsumowaniem pew­
nych wyników i osiągnięć artystycznych w dziedzinie
objętej konkursem. Jeżeli jednak pokaz nosi charakter
wystawy, co podkreślone jest przez formę ekspozycji
jak i wysuniętą problematykę, musi już stać na wy­
sokim poziomie nie tylko artystycznym, ale i dydak­
tycznym, w przeciwnym razie wystawa nie może speł­
nić swego zadania w sposób należyty. Zagadnienia
sztuki ludowej w y m a g a j ą szczególnie wnikliwego i sta­
rannego opracowania materiału ekspozycyjnego. T y m .
czasem omawiana tu pokonkursowa wystawa ceramiki
wiele pod tym względem pozostawiała do życzenia.
Eksponaty poustawiane były w grupkach autorskich,
bez specjalnej koncepcji ułatwiającej zrozumienie i ob­
jęcie całości lub poszczególnych zagadnień, bez stara­
nia o podkreślenie specyfiki j podobieństw poszczegól­
nych ośrodków czy pracowni. Wbrew założeniom opie­
ki nad tradycyjną twórczością ludową wysunięto na
czoło prace eksperymentatorskie zakładu ceramicznego
C.P.L.iA. w Sieradzu, stawiając je obok okazów
ceramiki bolimowskiej, która na wystawie powinna sta­
nowić trzon zasadniczy.
Na ścianach lokalu wystawowego rozwieszono plan­
sze, których celem miało być zapoznanie zwiedzają­
cych z procesem pracy garncarza. Treść dydaktyczna
poszczególnych plansz pozostawiała jednak wiele do
życzenia. I tak np. plansza zatytułowana: „Jak powsta­
je dzban" była wręcz bałamutna, ponieważ mylnie in­
formowała o kolejnych etapach powstawania dzbana,
podobne niedociągnięcia powtarzały się również przy
technice zdobienia naczyń. Szczególnie duże zastrzeże­
nia budziła umieszczona na wystawie mapa ośrodków
ceramicznych. N a mapie tej brak było zasięgów po­
szczególnych regionów garncarstwa ludowego,
brak

Ryc. 7. Doniczka tzw. „zgrzebna"
bryzowana, wyko­
nana przez J. Serwecińskiego
z Łasku. Fot. B. Bra­
chacka

Ryc. 8. Garnek
Czerkawskiego

tzw. „zgrzebny"
wykonany przez St.
z Radomska. Fot. B. Brachacka

Ryc. 9. Dzbanek biały z ozdobą zieloną,
wykonany
przez Hieronima
Muszyńskiego
z Sieradza.
Fot.
B.
Brachacka

Ryc. 12. Dzbanek polewany, ciemnoczerwony,
konany
przez
J. Budkiewicza
z Tomaszowa
Fot. B. Brachacka

podziału na powiaty i co ważniejsze brak typowych
przykładów charakteryzujących dane ośrodki czy re­
giony garncarskie. Od poszczególnych punktów na ma­
pie, które oznaczały ośrodki garncarskie biegły sznur­
ki, łączące te punkty z grupkami naczyń, mających
charakteryzować produkcję odnośnego regionu.

Konopczyńskiego, które, jak już wspomniałem, stano­
wią zjawisko wyjątkowe w tamtejszej ludowej cera­
mice, podczas gdy za typowe formy ,uznać można by
bezpretensjonalne wyroby Walentego Smeli z Bolimo­
wa czy Franciszka Jezierskiego z Bartkowie, tradycyj­
nego garncarza. Wyroby garncarzy tomaszowskich
w żadnym wypadku nie m o g ą charakteryzować okolic
Brzezin, gdyż Brzeziny należą do regionu łódzkiego,
zaś garncarze pracujący w.Tomaszowie robią garnki
dla całego powiatu opoczyńskiego. Nie uwidoczniono
też na omawianej mapie wpływu regionów sąsiednich
na tereny województwa łódzkiego, co zachodzi zwłasz­
cza tam, gdzie nie ma miejscowych ośrodków garncar­
skich lub też są one produkcyjnie słabe. Przykładem
może tu być okolica Rawy Mazowieckiej i Skierniewic,
gdzie wyroby ceramiczne dowozi się z Mszczonowa,
oraz okolica Kutna, gdzie znów ekspandują wyroby
garncarskie z ośrodków północnych Lubienia i Gosty­
nina.
Oprawa artystyczna wystawy wykonana bardzo sta­
rannie. Dostosowano ją specjalnie do ekspozycji na­
czyń. Zaprojektowane i wykonane na w y s t a w ę sprzęty
w postaci niskich stolików i półek o ciekawym kształ­
cie w połączeniu z dekoracyjnymi tkaninami rozwie­
szonymi na ścianach i firankami nadawały wystawie
miły wygląd o kameralnym nastroju.

Na terenie województwa łódzkiego da się wykreślić
6 regionów, wyróżniających się wyrobami ceramiki
garncarskimi, a mianowicie:
tomaszowski,
łowicki,
piotrkowski, sieradzki, łódzki i rawsko-mazowieckl.
Niejako poza powyższym podziałem znajduje się pra­
cownia bolimowska Stefana
Konopczyńskiego, która
charakterem swych wyrobów odbiega w ogóle od po­
zostałych garncarskich wyrobów ludowych i stanowi
sama dla siebie osobną klasę.
Błędy wspomnianej w y ż e j mapy polegają między in.
nymi i na tym, że cały region sieradzki charakteryzują
garnki Hieronima Muszyńskiego z Sieradza, niegdyś
ucznia Antoniego i Jana Wierzbickiego ze Stefanowa
Barczewskiego w pow. sieradzkim, dziś początkującego
pod kierunkiem C . P . L . i A. eksperymentatora, który
szuka dopiero pewnych form i wartości artystycznych,
pominięto natomiast zupełnie twórqposc dawnego jego
mistrza i wybitnego artysty Jana Wierzbickiego. Region
łowicki niesłusznie reprezentowały wyroby bolimowskie

wy­
Maz.

T A B L . I . N A C Z Y N I A O K R E S U W C Z E S N O ŚREDNIOWIECZNEGO. R Y S . W E N K R Y N O W I C Z .
1. Biota, pow. Lubusz. 2. Syrynia, pow. Rybnik. 3- Nurnina Wielka, pow. Jarosław.
4. Orzeszkowo,
pow.
Środa, 5. KI. Steinersdorf, pow. Susz-lława.
6. Ruda, pow. Wieluń. 7. Lisowski Młyn, pow. Rypin. 8. Żer­
ków, pow. Jarocin. 9 Wolin.

.

13

10

T A B L . I I . M O T Y W Y O R N A M E N T U W Y K O N A N E G O R Y L C E M . R Y S . D. O S I K O W S K A .
1. Klenica, pow. Zielona Góra. 2. Klenica, pow. Zielona Góra. 3. Klenica, pow. Zielona Góra. 4. Kurcewo, pow. Pyżyce.
5. Mierczyce, pow. Legnica. 6. Kiecko , рогу. Gniezno. 7. Golącin, pow. Poznań. 8. K l e ­
nica, pow. Zielona Góra. 9. Kiecko, pow. Gniezno. Ю. Kłecko,
pow. Gniezno. 11. Wolin. 12.
Brzeżno,
pow. Starogard. 13. Zerniki Dolne, pow. Stopnica. 14. Zerniki Dolne, pow. Stopnica. 15. Kłecko,
powGniezno. 16. Kłecko, pow. Gniezno. 17. Kłecko, pow. Gniezno. 18. Zerniki Dolne, pow. Stopnica. 19. Kłec­
ko, pow. Gniezno. 20. Sandomierz. 21. Nieborowo, pow. Pyrzyce .22. Lemborg, pow. Brodnica. 23. Syrynia, pow. Rybnik. 24. Gostyń, pow. Głogów.
25. Gniezno. 26. Klenica, pow. Zielona Góra. 27. Strumiany, pow. Środa

28.

Gniezno.

T A B L . I V . M O T Y W Y O R N A M E N T U W Y K O N A N E G O G R Z E B Y K I E M . R Y S D. O S I K O W S K A .
1. Zerniki Dolne, pow. Stopnica. 2. Żerniki
Dolne, pow. Stopnica. 3. Syrynia, pow. Rybnik. 4.
Kłecko,
pow. Gniezno. 5. Kalbuda (Kahlbude), pow. Gdańsk.
6. Gniezno. 7. Jasudów,
pow. Augustów.
8. Wolin.
9. Gniezno. 10. Warszawska, pow. Kalisz. 11. Gniezno. 12. Gniezno. 13. Gniezno. 14. Gniezno. 15. Syry­
nia, pow. Rybnik. 16. Syrynia, pow. Rybnik 17. Gniezno. 18. Kiecko, pow. Gniezno. 19. Kłecko,
pow.
Gniezno. 20. Kłecko, pow. Gniezno. 21. Kłecko, pow. Gniezno. 22. Kłecko,
pow. Gniezno. 23. Przodkowo,
pow. Kartuzy. 24. Kłecko, pow. Gniezno. 25. Kłecko, pow. Gniezno. 26. Przodkowo, pow. Kartuzy. 27. Lu­
bomia, pow. Rybnik.

T A B L . V. M O T Y W Y O R N A M E N T U W Y K O N A N E G O S T E M P L E M . R Y S . D. O S I K O W S K A .
1. Gniezno. 2. Rusiec, pow. Łask. 3. Kałdus,
pow. Chełmno. 4. Osiek, pow. Świecie. 5. Kl. SteinersdorU
pow Susz. 6. Morgi, pow. Stoiecie. 7. Tczew. 8. Kałdus.
pow. Chełmno.
9. Ostrowite, pow.
Chojnice.
10. Korolewo, pow. Starogard. 11. Mały Starzyn, pow. Morski. 12. Ryńsk, pow. Wąbrzeźno.
13. Ryńsk,
pow.
Wąbrzeźno.
14. Dakowy Mokre, pow. Nowy Tomyśl. 15. Przywidz, pow. Gdańsk. 16. Szczecin. 17. Ostro­
wite, pow. Wąbrzeźno.
18. Oksywie, pow. Morski. 19- Jedwabno, pow. Toruń. 20. Łężkowice,
pow. Boch­
nia. 21. Gorzędziej,
pow. Tczew. 22. Chmielno, pow. Kartuzy. 23. Rzęczkowo,
pow. Toruń.
24.
Kłecko,
pow. Gniezno. 25. Gniezno.


'/^У

PARZENICE


у

GR A N K A

PAŃSTWA

CHANICA

áPlóZA

PAR2ENICA

JURbe^K-A

PARZENICA

TR/BÍKA

SPISKIE

EDYTA

Parzenica haftowana, ozdoba góralskich „portek",
nie przedstawia się jednolicie na obszarze Podhala .
Inna jest na terenie Zakopanego i najbliższych wsi ,
inna na Orawie i odmienna na Spiszu. Parzenice z a ­
kopiańskie, jakkolwiek wykazują wiele odmian, s ą za­
sadniczo jednakowe w samym założeniu, tzn. zawsze
mają te same części składowe: centralną gwiazdę,
boczne pętle i dolne zakończenie w postaci krzesiwka.
Różnice zachodzą jedynie w kolorycie, proporcjach,
ilości bocznych pętli, których liczba zmieniała się od
8—5. Wszystkie te przemiany kształtowały s i ę w za­
leżności od mody, miejsca i czasu pochodzenia. Dokład­
nie i wyczerpująco opracował zagadnienie parzenicy
T. Seweryn („Parzenice góralskie", Kraków 1930).
Parzenica spiska nie była dotychczas opracowana.
1

2

Na podstawie dostępnego nam materiału m o ż e m y ustalić, że na terenie polskiego Spiszą występują 4 typy
parzenice. Terytorialny z a s i ę g pokrywa się z z a s i ę .
giem 3 różnych typów ubiorów spiskich z tym, ż e
1

Nazwa Podhale użyta jest w późniejszym szerszym
znaczeniu, tzn. odnośnie do całego powiatu nowotar­
skiego.
tzn. na terenie Podhala rozumianego w w ę ż s z y m
znaczeniu tego słowa, czyli na terenie tzw. „Skalnego
Podhala".
3 Nazwy parLenicy użyłam w tym wypadku na ogól­
ne oznaczenie wszystkich ozdób spiskich bez względu
na miejscowe określenie.
2

STAREK

w obrębie jednego z tych typów występują dwie różne
odmiany zdobienia spodni. A więc: 1) Spiszacy z Jurgo­
wa, Czarnej Góry i Rzepisk mają odrębny typ parze­
nicy, 2 ) inny mieszkańcy Trybsza i Dursztyna, 3) jesz­
cze inny ludność Nowej Białej i Krempach i wreszcie
odmienny 4) górale spiscy z Kacwina, Niedzicy, Łapsz
Wyżnich 1 Nižních 1 Frydmana. Rozmieszczenie po­
szczególnych typów Ilustruje w y ż e j podana mapka
(ryc. 1).
Różnice między odmianami zdobienia przyporów
znajdują wyraz także w terminologii. A więc mianem
„parzenic" określa się obecnie grupę 1 i 2, tzn.
haftowane ozdoby przyporów. Nazwa „parzenica" na
określenie spiskich w y s z y ć musiała być prawdopodob­
nie przejęta od górali tatrzańskich 1 to stosunkowo nie­
dawno, gdyż w pracy T . Seweryna pt. „Parzenice gó­
ralskie" na str. 8 czytamy takie zdanie: „terytorialny
zasięg „parzenicy" jako nazwy haftowanej ozdoby jest
ciaśnlejszy od rozprzestrzenienia samego motywu, któ­
ry w postaci serca, wyszytego na spodniach, występuje
jedynie u górali pienińskich i u Lachów z Sącza",
a jednocześnie w przypisach na str. 9 tejże pracy autor
podaje: „na Spiszu znają „parobskie wysite przipory"
oraz „borytasy", wskazywałoby, ż e w latach 30-tych
jeszcze nazwa „parzenica" nie występowała na Spiszu,
gdzie haftowane ozdoby przy przyporach nazywano
„parobskie wysite przipory".

Ryc.

2. Parzenica

spiska wyhaftowana

na konkurs
Fot. S.

Wymieniona grupa trzecia zwie się zarówno w Nowej
Bałej jak i w Krempachach „cyframi"*. Nazwy tej
używali powszechnie Słowacy jako określenia każdej
sznurowej ozdoby stroju. Grupa czwarta zwie się na
Spiszu „borytasy" i oznacza ogólnie dawne, husarskie,
ułożone w pętle naszycia ze sznurów.
Historyczny rozwój każdego z wyżej wymienionych
typów da się prześledzić niemal z fotograficzną dokład­
nością. W odległych czasach, kiedy w sporządzaniu
ubiorów panowała całkowita samowystarczalność, tzn.
kiedy prawie nic kupnego nie stosowano, spodnie nie
były zdobione. Wskazuje na to sztych rytownika ho­
lenderskiego (z ok. 1680 r.) Kaspra Luyckena, przed­
stawiającego zbójnika
tatrzańskiego,
który ubrany
jest w spodnie bez żadnych ozdób. Ten stan rzeczy mu­
siał przetrwać do pierwszego ćwierćwiecza lub połowy
X I X wieku, kiedy to spodnie zaczęto ozdabiać sznu-

* powszechnie używa się nazwy „cyfra" nie tylko
na określenie sznurowych, pętlowych ozdób spodni, ale
również na określenie wszelkich ozdób zarówno na ręcz­
nych drukach, jak i rytych w metalu Itp.
Sama czynność zdobienia zwie się „cyfrowanie".

haftu i
Zwolińska

rzeźby

w

1950 r.

przez

3.

Martniczaka

rowymi motywami. Pierwotnie obszywano przypory
trzema sznurkami, które otaczały dookoła rozcięcie
przypora, a u dołu ułożone były w m a ł ą kolistą pętlę
(Czarna Góra, Jurgów, (Tabl. l a ) . Boczne szwy nogawic
i szwy dookoła pośladków również ozdobione były trzema sznurkami. Sznurki skręcano z kupnej wełny kilimowej w dwu kolorach: czerwonym i granatowym.
Stopniowo sznurowa ozdoba przy przyporach zaczęła
się poszerzać, dochodząc do pięciu sznurków. N a tej
embrionalnej formie, a właściwie dookoła niej nagro­
madzały się z czasem motywy złożone ze ściegów haf­
ciarskich, tworząc różne w typie ozdoby. W Jurgowie,
Czarnej Górze, Rzepiskach najstarszą formą, powstałą
po sznurowych naszyciach z kolistą pętlą u dołu było
przybranie rozcięcia przyporów otoka złożoną z trzech
sznurków z wyhaftowaną dookoła przyporu krokłewką i tzw. „szpicem" u dołu (Tabl. lc)f¡, zamiast kolistej
pętli uwitej ze sznura. Inną odmianą tego typu była
ozdoba przyporu, złożona z pięciu dwubarwnych sznur­
ków, obhaftowana dookoła jednobarwną krokiewką
z romboidalnym „szpicem" u dołu. Otok „szpica" ob? forma analogiczna do romboidalnego zakończenia
parzenicy podhalańskiej, zwanego „krzesiwkiem".

haftowany był ściegiem łańcuszkowym, środek — peł­
nym (Tabl. l , b ) . Czasami zamiast sznurów otaczających
przypór dawano dookoła rozcięcia wyszycie ściegiem
łańcuszkowym. Po każdej stronie haftowanego otoku
występowała również krokiewka przerywana dużymi
„kropkami". U dołu zakańczał ozdobę „szpic" (Tabl.
1, d). Wyżej wymienione typy ozdób przyporów stanowi­
ły grupę pierwszą w łańcuchu przemian. Dalszą ewolucją
jurgowskich w y s z y ć przy przyporach było zastąpienie
krokiewki występującej po bokach sznurów przy roz­
cięciu przypora, gadzikiem, między zębami którego
umieszczano motywy kwiatowe na razie ograniczające
się do jednego kwiatka w k a ż d y m zagłębieniu. Uzyska,
no w ten sposób znaczne poszerzenie całej ozdoby na
boki. Równocześnie umieszczony jako zakończenie dol­
ne „szpic" zaczął zmieniać kształt i górne jego boki
tworzyły k ą t rozwarty, a linia prosta, łącząca dolne
końce górnych boków równała się szerokości całej
ozdoby (Tabl. 2, d). W ten sposób romboidalna forma
„szpica" zaczęła się zniekształcać i wg relacji wy­
twórcy ludowego Józefa Marticzaka z Jurgowa, który
zawód przejął po ojcu, stopniowo zaczęła zatracać swój
właściwy kształt, zmieniając się w serduszko.
Wykształciła się w ten sposób nowa grupa wyszyć,
w której dookoła przyporów występują dwojakie mo­
tywy: bądź ściegi, tworzące kombinacje geometrycz­
ne, bądź roślinna stylizacja. Do pierwszych należy roz­
szerzona krokiewka ujęta z dwu stron dookoła otokiem
z pazdurkami, rozmieszczonymi w odstępach (Tabl. 1, e),
do drugich należą ozdoby z tzw. „ślimockami" z wy­
rastającymi po bokach kwiatkami (Tabl. 2, e) lub gadzik
również z kwiatkami. Wewnątrz serduszka umieszcza­
no pierwotnie jeden czterolistny kwiatek bez łodyżki
i liści, potem pięciolistny kwiatek na łodyżce z dwoma
listkami po bokach. Dalszy rozwój parzenicy jurgow­
skiej polegał na całkowicie hafciarskim jej traktowa­
niu, tzn. odrzuceniu sznurków przy rozcięciu przypora
i umieszczenie na miejscu ich krokiewki lub gadzika
oraz na dalszym rozszerzeniu całej ozdoby. Kwiatki
dookoła gadzików lub „ślimocków" zaczęły występo­
wać nie w jednym, ale w dwu rzędach, przegradzane
„pazdurkami" (ryc. 5). Ten typ parzenicy wyszywano
około 1930 roku. Ostatnim wyrazem paradnej parze­
nicy jurgowskiej była 7-dobina o dalszych tendencjach
rozwojowych w kierunku odśrodkowym. Oba boczne
szlaki przy rozcięciu przypora, znacznie
poszerzone
w stosunku do poprzedniej ozdoby, składały się już
z trzech rzędów kwiatów, przy czym zapełnione zosta,
ły haftem wszystkie wolne miejsca między kwiatami.
Motyw serca przestał być zamknięciem kompozycji od
dołu, gdyż otoczony był dookoła motywami kwiatowy­
mi (ryc. 2). Klapa przykrywająca przypór, tzw. „załózka", ozdobiona również została bogato roślinnym
ornamentem, jak i „pieski" przy szwach bocznych.
Ten typ parzenicy cechuje nie tylko tendencja do
nadmiernego rozrostu, ale i stosowanie ujemnych natu.
ralistycznych motywów w postaci szarotek i ostów po­
jawiających się t a k ż e w wyszyciach portek podhalań­
skich pod w p ł y w e m tyrolskiej mody szerzonej m. in.
przez kupców rozpowszechniających tandetę pamiąt­
karską.
Przeładowane, paradne parzenice jurgowskie nosili
tylko młodzi parobcy. Starsi gazdowie natomiast prze­
kładali spodnie ze skromnymi wyszyciami przy rozcię-

Ryc.

3. Parzenica

Ryc.

4. „Cyfry"

z

Trybsza.

Fot.

Z.

Kamykowski

z Nowej Białej. Fot. Z.

Kamykowski

ciach przyporów (Tabl. 1, b-d).' Spodnie z tą zdobiną są
w użyciu do dnia dzisiejszego. Paradny natomiast typ
sercowej parzenicy, noszonej przez młpdych, osiągnąw­
szy swój punkt ezozytowy w ewolucji, zanika obecnie

177

łu, 2) „kogutkl"e lub „pazdurki" — boczne ślimakowato zawinięte ramiona, powstałe z połączenia kropek ze
sznurową ozdobą, 3) „mutyczka" czyli dolne romboidal­
ne zakończenie. Uzupełniały ją „gwiazdki", występu­
jące w środku
„motyczki" i między
„kogutkami"
(ryc. 3). Dalszą przemianą parzenicy typu trybskiego był jej rozrost w kierunku odśrodkowym, polegają­
cy na dodaniu „kwiatków" wyrastających spomiędzy
„kogutków" czy „pazdurków". Ten typ parzenicy był
ostatnim ogniwem w rozwoju parzenicy trybskiej. W la­
tach przedwojennych (1937—1938) mieszkańcy Trybsza
zaczęli zarzucać swój sposób zdobienia 1 z a m a w i a ć
portki z wyszyciami podhalańskimi u wytwórców w B u ­
kowinie Tatrzańskiej. Przejęte od Podhalan parzenice
miały jednak koloryt w ł a ś c i w y ozdobom spiskim, tzn.
przeważały
tony róźowo-czerwone, a nie granatowe.
W latach międzywojennych zarzucono już i własną
barwę i zamawiano spodnie u wytwórców z Gronkowa
z parzenicami właściwymi modzie podhalańskiej za­
równo pod względem formy jak i pod w z g l ę d e m kolo­
rystycznym.

Ryc. 5. Parzenica z Jurgowa.

Fot. Z. Kamyřcowsíci

w tym sensie, że nie zamawia jej sobie u wytwórcy
ludowego młodzież, która w dobie powojennej, jeśli cho­
dzi o ubiór, przeszła na miejską manufakturę.
W Trybszu i Dursztynie haftowana parzenica rozwi­
nęła się z tej samej formy sznurowej ozdoby przyporu
co w Jurgowie (Tabl. 1, a ) . Pierwotnie dookoła kolistej
pętli zaczęto haftować kropki (Tabl. 1, f). Z tej przej­
ściowej formy wykształciła się późniejsza parzenica
trybska niewielkich rozmiarów, której częściami skła­
dowymi były: 1) sznurowa ozdoba z kolistą pętlą u do­

Przejęcie sposobu zdobienia portek przez Trybszaków od Podhalan było ostatnim wyrazem ciągłego, pod­
świadomego zapewne, wzorowania się w zdobnictwie
portek na motywach sąsiadów górali tatrzańskich. Po­
szczególne części składowe bowiem parzenicy trybskiej,
jakkolwiek inaczej nazwane niż podhalańskie, wyka­
zywały wyraźne podobieństwo. T a k więc boczne od­
gałęzienia przy kolistej pętli parzenicy trybskiej na­
zwane przez miejscowych wytwórców bądź „kogutka­
mi" bądź „pazdurkami" przypominały wyraźnie boczne
pętle parzenicy podhalańskiej. Dolne zakończenie pa­
rzenicy natomiast zwane przez Spiszaków „motyczką"
nie jest niczym innym, jak podhalańskim krzesiwkiem.
Późniejsze motywy kwiatowe dodane między poszcze­
gólnymi „kogutkami" wzorowane są wyraźnie nie na
motywach parzenicy podhalańskiej lecz jurgowskiej.
W wykształconej zatem parzenicy trybskiej widocz­
ne jest krzyżowanie się wpływów najbliższego sąsiedz­
twa, a więc podhalańskich i jurgowskich.
3 nazwę „kogutków" nosiły również ozdoby na „kist­
ką" u dołu szwa bocznego nogawic. Ozdoby natomiast
na szwach bocznych na linii bioder z w a ł y się „raki".

T A B L . 1.

f
Слота

Góra

Czarna

Góra

Rzepisko

Trybse

Prototypem trzeciej grupy ozdób przy przyporach,
noszonych w Nowej Białej i Krempachach, była pier,
wotnie również sznurowa m a ł a kolista pętla. Nie wy.
kształciła się jednak z niej, tak jak to miało miejsce
w typie parzenicy jurgowskiej i trybskiej haftowana
zdobina, zdradzająca tendencje rozwojowe w kierunku
odśrodkowym, lecz uwita z trzech sznurków „cyfra",
przypominająca wybitnie ozdoby sznurowe węgierskiej
piechoty?.
Ten typ sznurowego obszycia przyporów przetrwa)
лг niezmienionej formie zapewne od drugiej poł. ХГХ
wieku do czasów obecnych (ryc. 4). Jedynie zróżni­
cowaniem są tzw. „kluczki", tzn. dwie koliste, małe
pętelki, uwite po obu bokach przyporu nad właściwą
cyfrą". Jedne „cyfry"
wije się bez
„kluczek"
(Tabl. 2, a), inne z „kluczkami" (Tabl. 2, b). Ten typ
zdobienia występuje w Nowej Białej i Krempachach
powszechnie. Spodnie z „cyframi" noszą wszyscy bez
względu na wiek, a więc zarówno mali chłopcy, w wieku
szkolnym, jak i parobcy, i starsi mężczyźni.
„Borytasy", występujące niegdyś na pozostałym ob­
szarze polskiego Spiszą (patrz mapa), były bardziej
skomplikowaną ozdobą, uwitą już nie ze sznurków
skręconych z wełny, lecz z tasiemek wełnianych czer­
wonych z granatowym
brzeżkiem
i
szafirowych
(Tabl. 2, b). Tasiemki te kupowano na Spiszu słowac­
kim, skutkiem czego po odcięciu granicą polityczną
w roku 1920 cntrów i źródeł zakupu odpowiedniego
tworzywa „borytasy" zaczęły zanikać wcześniej niż
haftowane i uwite z wełnianych sznurów ozdoby spodni
na pozostałym terenie polskiego Spiszą.
Kacwińskie
„borytasy" były bardzo zbliżone do ozdób spodni miesz­
kańców ździarz n a Spiszu słowackim, z tą w s z a k ż e ró­
żnicą, ż e te ostatnie były gorsze w formie i otoczone
dookoła szeroką ośminą.
W obrębie ozdób typu kacwińskiego
wyróżniamy
dwie nieco odmienne zdobiny, uwite na tej samej za­
sadzie, różniąc się między sobą jedynie proporcją: jed­
ne były węższe i bardziej wydłużone (Tabl. 2, c), drugie
krótsze a szersze.

i T . Seweryn: „Parzenice góralskie", Kraków 1930,
str. 24, ryc. 11.

Występujące na interesującym nas obszarze ozdoby
spodni można połączyć grupami wedle techniki wyko­
nania w dwa zasadnicze zespoły: jurgowska z trybską,
jako ozdobiny haftowane, oraz „borytasy" kacwińskie
z „cyframi" z Nowej Białej 1 Krempach, jako pętlo.
we naszycia przy przyporach. Przy czym ozdoba z wi­
tych, naszywanych sznurów z kolistą p ę t e l k ą . u dołu
(Tabl. 1, e) poprzedziła haftowaną parzenicę, z tym, że
nie weszła w skład parzenicy jurgowskiej, natomiast
była zawsze częścią składową parzenicy
trybskiej
(ryc. 3).
Często przy szyciu portek dla oszczędności wełny
odpruwano od starych spodni sznurową pętlę \ prze­
noszono na nowe.
W grupie parzenic haftowanych najczęściej wystę­
pują elementy zdobnicze: krokiewka, tj. krzyżujące się
ściegi, pazdurki — 3 ściegi wychodzące z jednego punk­
tu, ślimocki, gadzik. U ż y w a n e do wykonania haftu
ściegi, to: ścieg łańcuszkowy, dziergany i płaski.
W pętlowych ozdobach z Nowej Białej i Krempach
występuje tylko jeden element hafciarski i to nie w uwi­
tej potrójnej pętli, lecz przy kieszonce, a mianowicie
krzyżujące się ściegi, zwane ogólnie krokiewka, w ję­
zyku mieszkańców Nowej Białej natomiast „piłką".
W „borytasach" kacwińskich środki pętli haftowane
są krzyżującymi się ściegami.
Koloryt haftowanych
parzenic zmieniał Się wraz
z ich rozbudową. Naszycia pętlowe poprzedzające haf­
towane ozdoby, jak również „cyfry" 1 „borytasy" były
dwubarwne, późniejsze parzenice jurgowskie ze szpi­
cem u dołu (Tabl. 1, b, c) były trójbarwne, jeszcze póź­
niejsze z motywami kwiatowymi pierwotnie oznacza­
ły się umiarem w stosowaniu kolorów, w miarę jednak
rozpowszechnienia się w handlu włóczek fabrycznych
gama barw się rozszerza, co widoczne jest szczególnie
w okresie rozrastania się w kierunku odśrodkowym
parzenicy jurgowskiej i trybskiej — im więcej moty­
wów roślinnych, tym więcej kolorów, szczególnie od­
cieni różowych, czerwonych, jasno zielonych, żółtych
i niebieskich.
Parzenica trybska w okresie, gdy składała się tylko
z uwitej pętli „kogutków" i „motyczki", wyróżniała się
ogromnym umiarem barw, gdyż użyte były do wyszy.

T A B L . 2.

a

b

с

d

Nowa Biata

Nowa Biała

Kacwin

Rzepisko

e
Rzepisko

eia. tylko dwa kolory: czerwony i czarny. Przejęta
przez Trybszaków od sąsiadów górali tatrzańskich pa.
rzenica utrzymana była jednak w barwach właściwych
modzie spiskiej, tzn. w odcieniach różowych. Według
relacji miejscowych ludzi, starzy, konserwatywni góra­
le tatrzańscy przy zetknięciu ze Spiszakami na jar­
markach w Nowym Targu, po pierwszej wojnie świa­
towej, wyrażali się z uznaniem o zachowywaniu daw­
nej mody przez Spiszaków, wyrażającej się w prze.
strzeganiu używania czerwonego koloru w ozdobach
spodni: „Wy jeszcze trzymiecie dawną modę, a nasi
już zarzucili".
Parzenice spiskie zanikają, w szybkim tempie.
W pierwszym rzędzie przestano zdobić „borytasami"
spodnie kacwińskie i najbliższych wsi z powodu braku
tworzywa. Paradne wyszycia jurgowskie, zamawiane
niegdyś przez zamożnych gazdów, którymi kierowała
chęć posiadania jak najbardziej bogatych wyszyć, rów­
nież zanikają obecnie. Różnice ekonomiczne, zachodzą­
ce wśród ludności spiskiej, wpływały wydatnie na
kształtowanie się samej ozdoby haftowanej. I m bar­
dziej zamożny gazda, tym paradniej chciał mieć wy­
szyte „portki", stąd tendencje do rozwoju parzenic
w kierunku odśrodkowym. Wytwórcy, chcąc dogodzić
swym klientom dodawali coraz więcej motywów kwia­
towych u bocznych szlaków przy rozcięciach przypo­
rów. Tworzyła się w ten sposób moda, którą i biedniej­
si starali się naśladować.
Jaka była ogromna rozpiętość cen na spodnie szyte
niezdobione i zdobione może świadczyć fakt, iż wytwór­
cy z Jurgowa do niedawna za uszycie spodni z powie­
rzonego materiału z wyhaftowaniem parzenic brali po
150 zł, a za samo uszycie 10 zł. Obecnie w wyszyciach spodni jurgowskich, szytych z sukna samodziało­
wego, zaobserwować się daje nawrót do pierwszej gru­
py ozdób, a mianowicie do zdobienia rozcięcia przypo­
rów otokiem wyszytym ściegiem łańcuszkowym oraz

krokiewka z romboidalnym szpicem
aołu.
Spodnie
zdobione w ten sposób zamawiają sobie starsi gazdo­
wie. Młodzież, uczęszczająca do szkół, pracująca w spół.
dzielniach itp., przeszła prawie całkowicie na miejską
manufakturę. Stąd krawcy ludowi, mając coraz mniej
pracy w swoim zawodzie, szukają dodatkowych zajęćs.
u

W Trybszu, z którego duży procent ludności wyemi­
grował przed pierwszą wojną światową do Ameryki,
skąd wielu gazdów później wróciło, daje się zaobser­
wować ogromne poszanowanie dla tradycyjnego stro­
ju, ale jednocześnie oddziaływuje tu silnie strój pod­
halański, z którego młodzież trybska już ok. 1937 roku
przejęła sposób zdobienia, zachowując pierwotnie swo­
je barwy zastosowane do form podhalańskich parzenic.
Obecnie zamawiają sobie już u wytwórców w Gronkowie czysto podhalańskie wyszycia, nie szczędząc na nie
pieniędzy. Przeciętnie za wychaftowanie spodni z uszy­
ciem płacą 350 zł. Posiadanie „portek" z parzenicą
podhalańską należy obecnie do mody. Spodnie z dawny­
mi tradycyjnymi wyszyciaml dodziera się już przy co­
dziennej pracy.
„Cyfry" z Nowej Białej i Krempach przetrwały do
dnia dzisiejszego i pomimo trudności w zdobyciu do
skręcenia sznurów odpowiedniej w kolorze wełny, nie
zarzucono tego sposobu zdobienia, farbując nieraz do­
mowym sposobem na odpowiedni kolor wełnę z w ł a s ­
nych owiec.
N a j w i ę k s z y rozkwit narciarstwa w zakresie zdob­
nictwa spiskich portek przypada na pierwsze trzy­
dziestolecie X X w., kiedy to parzenice osiągnęły swój
szczytowy punkt rozwoju. Z czasem będzie je można
oglądać jedynie w zbiorach muzealnych.

'i R. Reinfuss: „Wytwórcy ludowych ubiorów w K a r _
patach Polskich", Polska Sztuka Ludowa, Rok V, n r
1—2.

POKONKURSOWY

P O K A Z HAFTÓW

SIERADZKICH

MARIA



Dnia 24.П br. odbyło się w Muzeum w Sieradzu
otwarcie pokonkursowego pokazu kolorowych haftów
ludowych wykonanych na zapaskach kobiecych szytych
z materiałów fabrycznych.
Konkurs zorganizowany został z inicjatywy i fundu­
s z ó w Wydziału Kultury W.R.N. w Łodzi i Referatu
Kultury P.R.N. w Sieradzu.
Zadanie zorganizowania konkursu w y m a g a ł o ze stro­
ny organizatorów ostrożności i znajomości miejscowe­
go zdobnictwa ludowego, gdyż zwyczaj noszenia hafto­
wanych ręcznie zapasek szytych z materiałów fabrycz.
nych przyjął się w ubiorze sieradzkim dopiero przy koń­
cu ubiegłego stulecia, przyniesiony przez kobiety wy­
jeżdżające na sezonowe roboty rolne. Naukowym opra.
cowaniem konkursu zajęła się mgr Zofia Neymanowa,
kustosz muzeum sieradzkiego, z a ś w pracach tereno­
wych pomagała jej referentka wydziału kultury P.R.N.
ob. Janina Jaworska.

W wyniku przeprowadzonych poszukiwań zebrano 44
haftowane zapaski szyte z wełnianych lub bawełnia­
nych materiałów fabrycznych w kolorach: białym, czar­
nym, zielonym, niebieskim i kilka zrobionych z białego
perkalu w drobne różowe paski. Krawędzie zapasek
zdobione były kolorowym haftem wykonanym przy po­
mocy włóczki lub tzw. „bawemiczki". Motywy tych
haftów wzorowane były na drukowanych wstążkach
i chustkach fabrycznych oraz na innych tym podobnych
wzorach pochodzenia miejskiego, co jednakowoż nie
wykluczało pewnego wkładu inwencji artystycznej ze
strony hafciarek.

STANKIEWICZÓW

indywidualnego i regionalnego. Niemniej biorąc pod
uwagę pojawiające się od lat 60 zamiłowanie do haf ciarstwa i uwzględniając jak najszerszy aspekt społeczny
w specyficznych warunkach tego terenu jury przyznało
uczestniczkom konkursu szereg nagród, których sume
ogólna wynosiła 4.680 zł.
Kwota ta została rozdzielona między 34 uczestniczki
konkursu, pochodzące z 14 gromad położonych w naj­
bliższej okolicy Sieradza (gminy Bogumiłów, Charłupia, Chojny).
Pokaz według własnej koncepcji plastycznej zorga­
nizowała art. plast. Helena Samorewicz.Waręska z War­
szawy. Ekspozycja zapasek wypadła bardzo dobrze, by­
ła przejrzysta, prosta, estetyczna 1 uwzględniająca za­
łożenia dydaktyczne. Dla dekoracji i ożywienia pokazu
na ścianach umieszczone zostały sieradzkie wycinanki
i wiązanki sztucznych kwiatów. Dla pokazania jednego
ze źródeł inspiracji haftów sieradzkich rozwieszono na
jednym ze stelaży kolonowe wstążki fabryczne oraz
olejny obraz, przedstawiający sieradzką pannę młodą
w wieńcu weselnym na głowie, ozdobionym haftowany­
mi wstążkami.
Otwarcie pokazu, na którym uczestniczki stawiły się
wyjątkowo licznie, urozmaicone zostało w y s t ę p e m zes­
połu dziecięcego w regionalnych strojach sieradzkich.

Zebrany materiał wystawiony został na pokazie w
trzech grupach. W pierwszej znalazły się najstarsze za­
paski w liczbie siedem (w tym jedna z r. 1890), zdobio­
ne z umiarem ornamentem przejrzystym w motywach
t kolorach przejawiającym samodzielną inwencję twór­
czą. Do drugiej grupy zaliczono 34 okazy późniejsze,
pochodzące z okresu mlędŁywojennego o bogatym wzo­
rze kwiatowym wykonanym haftem wielokolorowym,
stanowiącym mniej lub więcej swobodną interpretację
wzorów czerpanych z kwiecistych w s t ą ż e k fabrycznych.
Trzecią grupę, składającą się z trzech tylko okazów
tworzyły zapaski wykonane w ostatnich latach. Wzory
haftowane na nich kopiowane były z banalnych wzorni­
ków miejskich.
Orzeczenie jury potwierdziło słuszność podziału ma­
teriału na grupy, zaznaczając, ż e hafty jakkolwiek wy­
raźnie oparte n a wzorach przemysłowych nie s ą pozba­
wione cech swobodnej interpretacji, o czym w niektó­
rych wypadkach świadczy ich kolorystyka i układ. Jury
uznało, że w obecnej formie hafty te nie nadają się do
dalszej adaptacji w przemyśle przez C.P.L.iA., chyba
ż e w dalszym swym rozwoju nabiorą wyrazu bardziej

A

Stara

zapaska haftowana przez Józefę
z Monie, gm. Bogumiłów,

Płachtę

ok. r. 1906.

BUŁGARSKIE I RUMUŃSKIE W Y D A W N I C T W A

STROJÓW L U D O W Y C H

ROMAN

Zagadnienia ludowej kostiumologii stanowią od daw­
na przedmiot ż y w e g o zainteresowania ze strony etno­
grafów. W literaturze naukowej narodów europejskich
wymienić można szereg kapitalnych dzieł z tego za­
kresu, czy to posiadających charakter ogólny, jak zna­
ne prace Maxa Tilkego, czy monograficzny, jak nie­
dawno wydana praca Drahomíry Stranskyej, poświęco­
na czeskim ubiorom ludowym. Również w Polsce bada­
nia nad strojem ludowym prowadzone są w niesłabną­
cym tempie, czego wyrazem jest na miarę monumen­
talną zakreślone dzieło zbiorowe wydawane przez Pol­
skie Towarzystwo Ludoznawcze pod tytułem „Polski
Atlas Strojów Ludowych", którego pierwsze zeszyty
pojawiają się od dwóch lat na półkach księgarskich.
Fakt, że tego rodzaju wydawnictwo jest u nas w toku,
zmusza nas do tym staranniejszego śledzenia najnow­
szych wydawnictw innych narodów, poświęconych za­
gadnieniom ludowej kostiumologii. W ostatnich czasach
nadesłano do Polski dwa tego rodzaju wydawnictwa,
jedno bułgarskie, drugie rumuńskie — obydwa o cha­
rakterze albumowym.
Wydawnictwo bułgarskie zatytułowane „Blgarski ná­
rodní nosii i szewici" (Sofia 1950 r.) zawiera krótki
tekst, który opracowała Maria Welewa, 60 plansz fi­
guralnych, wykonanych techniką offsetową z orygina­
łów malowanych przez N e w ę Tuzsuzową i Wenerę Naslednikową, pod kierunkiem artystycznym Georgija
Atanasowa, oraz 20 plansz barwnych, drukowanych
techniką siatkową z 35 fragmentami haftów ludowych.
W tekście potraktowanym bardzo zwięźle i synte­
tycznie podaje M. Welewa najogólniejszą charaktery­
stykę bułgarskich ubiorów ludowych, podkreśla ich za­
leżność od zmiennych w rozwoju historycznym stosun­
ków gospodarczych i społecznych. Wstęp ten, napisa­
ny raczej dla laików i miłośników kultury niż dla etno­
grafów, z natury rzeczy jest dla nas mniej interesu­
jący, natomiast plansze s ą podwójnie ciekawe, jako ma­
teriał naukowy i próba artystycznego rozwiązania pro­
blemu ilustrowania ludowych ubiorów.
Album obejmuje szerokj wachlarz ubiorów ludowych
od form archaicznych, zawierających elementy wspólne
wszystkim ludom słowiańskim, poprzez późniejsze,
świadczące o wpływach kulturalnych islamu, aż do war­
stwy najmłodszej, kiedy w ubiorze ludowym przyjmują
się swoiście przetransponowane elementy ogólnoeuro­
pejskich ubiorów mieszczańskich.
Dla badacza polskiego stroje opublikowane w albu­
mie dostarczają cennego materiału porównawczego,
zwłaszcza jeśli chodzi o ubiory naszych górali, tkani­
ny pasiaste T "hafty. Szkoda tylko, i tu przechodzimy
do zagadnienia drugiego, że plansze te, jak na potrzeby
analizy naukowej, są potraktowane zbyt mało reali­
stycznie. Nie zawsze np. możemy sobie zdać sprawę
z jakości materiału, z którego dany. szczegół gardero­

REINFUSS

by został wykonany, często pomijane są szwy, co utrud­
nia odczytanie kroju, nie zawsze też wiadomo j a k ą
techniką są przedstawione ubiory zdobione. Ogólnie
uderza duża generalizacja szczegółów, co przede wszy­
stkim jaskrawo uwidacznia się np. w sposobie rysowa­
nia obuwia.
Plansze figuralne potraktowane s ą w sposób gra­
ficzny, malowane zasadniczo płasko z lekko tylko pod­
kreślonymi tu i ówdzie cieniami, względnie fałdami
szat. Rysunek postaci wyraźnie stylizowany razi nie­
kiedy dowolnością proporcji i sztucznością gestu.
Znajdujące się w drugiej części albumu plansze, przed­
stawiające fragmenty haftów i tkanin, drukowane są
techniką siatkową na papierze kredowym. Reprodukcje
barwne wykonane z oryginałów oddają wiernie wszel­
kie szczegóły techniki i właściwości materiałów.
Drugi ze wspomnianych powyżej albumów zatytuło­
wany: „Costumes nationaux de la République Populaire Roumaine" wydany został przez Institut Roumain
Pour Les Relations Culturelles Avec L'Etranger (bez
miejsca i daty wydania), zawiera 11 plansz barwnych
wykonanych z kolorowych fotografii, reprodukowanych
techniką siatkową na papierze kredowym.
W doborze plansz starano się uwzględnić różne re­
giony Rumunii. Znajdują się tam więc ubiory z pogra­
nicza rumuńsko-węgierskiego (okręg Bihor i A r a d ) ,
pomocnego (Mołdawia), południowego (okręg Dolj)
z Rumunii centralnej i wschodniej (okręgi Prahová,
Sibiu, Arges, okolice Bukaresztu), mimo to album nie
daje obrazu istotnego zróżnicowania i bogactwa ty­
pów tamtejszych ubiorów. Zdjęcia b o w i Q m są w albumie
dobrane tak, że można by na ich podstawie odnieść
wrażenie, iż strój ludowy rumuński daje obraz na ogół
dosyć wyrównany. Przyczyna leży w tym, że pokazano
jedynie ubiory letnie, które istotnie nie wykazują zbyt
wielkiego zróżnicowania, pomijając zupełnie ubiór
wierzchni, zwłaszcza zimowy, posiadający największą
różnorodność form, często niezwykle ciekawych, np. bun­
dy baranie noszone włosem na wierzch z okolic B r a sov, Fagaras i Avrig, wspaniałe zdobione aplikacjami
i haftem kożuchy z okręgu Sibiu, wełniane samodziało­
we narzutki podobne do huculskiej „gugli", występu­
jące w okręgu Huniedoara, czy płaszcze z olbrzymimi,
spadającymi na plecy kołnierzami,
przypominające
„czuchy" karpackich Łemków, noszone w Rumunii w
okręgu Sibiu. W sumie omawiany album daje nam
mniejsze wyobrażenie o bogactwie strojów rumuńskich
niż np. dawna praca T . Papachagi (Imagines d'Ethnographie Roumaine), czy album fotograficzny K .
Hilschera (Rumanien 1933).
Omawiane tu wydawnictwo stanowi ciekawy przy­
kład, w jakiej mierze fotografia barwna może dziś zna­
leźć zastosowanie w pracach nad strojem ludowym. Czę-

sto wypowiadane bywa u nas przekonanie, że w związku
z postępującym udoskonalaniem się fotografii barwnej,
stała się ona podstawowym i jedynym absolutnie wier­
nym sposobem utrwalania materiałów etnograficznych
tego rodzaju jak barwny strój, malowane sprzęty itp.
Niestety omawiany tu album wskazuje, że w praktyce
metoda ta nie daje jeszcze zadawalających rezultatów.
Plansze zawarte w albumie daleko odbiegają pod wzglę­
dem ścisłości kolorystycznej od precyzji w oddawaniu

szczegółów, od laboratoryjnych przykładów publiko­
wanych np. w podręczniku H . Windischa (Schule der
Farbenfotografie 1940). Kolory plansz s ą często zbrudzone, nienaturalne, skala barw ulega typowym prze­
sunięciom w zależności od naświetlenia podczas ekspo­
zycji negatywu, szczegółów w partiach ciemnych brak
zupełnie, a rysunek np. haftów w związku z powiększa­
niem obrazu z t a ś m y małoobrazkowej zaciera się w
wielu wypadkach aż do zupełnej nieczytelności.

SPRAWOZDANIE XXVII W A L N E G O ZGROMADZENIA POLSKIEGO
TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO W KATOWICACH

Tegoroczne Walne Zgromadzenie ( X X V I I ) Polskiego
Towarzystwa Ludoznawczego, które odbyło się w
dniach 16—18 maja w Katowicach, miało nieco inny
charakter niż zjazdy dotychczasowe, na plan pierwszy
bowiem wysunięto problematykę śląską. Wyraziło się
to szczególnie w pierwszym i drugim dniu obrad, mia­
nowicie w referacie inauguracyjnym prof. S. Szczotki
..Odbicie przeszłości w kulturze ludowej śląska", oraz
w referatach wygłoszonych w drugim dniu przez dr M.
Gładysza „śląskie grupy etniczne i etnograficzne", mgr
J . Ligęzy „Próba charakterystyki grupy zawodowej
na śląsku", mgr M. żywirskiej „Folklor i kultura ma­
terialna górników śląskich" oraz mgr M. Suboczowej
„Stan badań etnograficznych na śląsku". Dopełnieniem
tego ściśle etnograficznego cyklu zagadnień były refe­
raty popołudniowe w dniu 17 maja, mgr S. Bronicza
„Podłoże klasowe kultury ludowej Górnego śląska"
i mgr J . Pawłowskiej „Proces kształtowania się nowego
oblicza etnograficznego wsi dolnośląskiej", w których
ujęto zagadnienie powstania śląskiej grupy etnograficz­
nej z punktu widzenia rozwoju klasowego, uwarunko­
wanego faktami historycznymi.
Ważnym wprowadzeniem do zagadnień kształtowania
się pogranicza polsko.niemieckiego na terenie ś l ą s k a
miał być referat prof. К. Dobrowolskiego „Problem gra­
nicy etnicznej polsko-niemieckiej w X V I I I — X X wieku",
którego niestety, wskutek zwołania w tym samym cza­
sie konferencji komisji P.A.N. w Nieborowie, prelegent
nie mógł wygłosić.
Szczególnie ciekawie toczyła się dyskusja nad trze­
ma pierwszymi referatami, zabierali w niej głos: prof.
Czekanowski, Antoniewicz, Adamska, dr Burszta, dr
Karwot, dr Reinfuss.
Dr E . Karwot przeprowadzając ocenę referatu prof.
Szczotki podkreślił ubóstwo przytoczonych dokumen­
tów historycznych dotyczących śląska, oraz w związku
z t ą krytyką, przedstawił zebranym dokument z X I I I
wieku zwany katalogiem brata Rudolfa z klasztoru
Cystersów w Rudach w powiecie Raciborskim, datowa­
ny na lata 1235—1250. Katalog ten znajdował się w

bibliotece uniwersytetu wrocławskiego do 1945 roku,
po czym zaginął. Zawiera on niezwykle cenny dla etno­
grafii materiał z X I I I w. związany ze zwyczajami ro­
dzinnymi, dorocznymi, medycyną ludową, m a g i ą itp
W zakresie kultury materialnej istnieje według recen­
zenta uderzająca zbieżność między materiałem zawar­
tym w dokumencie a wynikami badań archeologicznych
w Opolu. Sprawozdanie dr Karwota było swego rodzaju
odkryciem etnograficznym, które znajdzie wyraz w naj­
bliższych publikacjach Polskiego Towarzystwa Ludo­
znawczego, podobnie jak wszystkie referaty ośrodka
śląskiego, które po przystosowaniu ich do druku wejdą
w skład X I I tomu „Prac i materiałów etnograficznych".
Oprócz tematyki śląskiej wysunięty został problem
współpracy etnografów z archeologami w cennym re­
feracie prof. A. Nasza „Perspektywy naukowej współ­
pracy archeologów z etnografami", nawiązujący do
analogicznego referatu prof. К. Jażdżewskiego na X X V I
Walnym Zgromadzeniu P . T . L . w Łodzi. W a ż n e to za­
gadnienie z punktu widzenia planowania przyszłych
prac badawczych w zakresie obu dyscyplin stanowi dal­
sze ogniwo w całokształcie przemian znamionujących
współczesną etnografię polską, a polegających na uhistorycznieniu etnografii. W dyskusji nad zagadnieniem
powyższym wypowiadali się prof. Antoniewicz, dr War.
tołowska, dr P r s e s ł a w s k a i inni.
Ostatni dzień obrad wypełniły sprawozdania Zarządu
i 9 Oddziałów oraz wycieczki do śląskich muzeów et­
nograficznych w Gliwicach, Bytomiu, Sosnowcu; zorga­
nizowano również wycieczkę do kopalni węgla.
Ważnym osiągnięciem zjazdu katowickiego było
opracowanie i zatwierdzenie planu wydawniczego i na­
ukowego na rok bieżący przez Zarząd oraz Walne Zgro­
madzenie. W dziale wydawniczym Zarząd zmierza do
wzmocnienia tempa swoich publikacji, zwłaszcza „Lu­
du", „Prac Etnograficznych", „Prac i materiałów etno­
graficznych", „Archiwum etnograficznego" i do przy­
gotowania pierwszych opracowań
kartograficznych
„Polskiego Atlasu Etnograficznego" z zakresu kultury
materialnej. Walne Zgromadzenie zatwierdziło również

wniosek o zawarcie umowy z P a ń s t w o w y m Instytutem
Sztuki w sprawie współpracy nad „Atlasem Polskich
Strojów Ludowych".
W planie naukowym Towarzystwa zatwierdzono pro­
jekt badań terenowych, które obejmą w tym roku za­
gadnienia związane z rolnictwem i hodowlą. Plan ba­
dań terenowych został opracowany na specjalnej kon­
ferencji w dniach 21—23.III.br. w Krakowie, na której
opracowano również kwestionariusz oraz ustalono
pierwszy rzut siatki badań dla P . A . E .
Walne Zgromadzenie zatwierdziło również dwa wnio­
ski oddziału śląskiego, a to: w sprawie konieczności
zorganizowania planowych badań nad kulturą grup za­

wodowych oraz w sprawie utworzenia na ś l ą s k u w po­
bliżu Katowic w Wielkim Parku Kultury i Wypoczynku,
śląskiego Skansenu, w którym należało by zgromadzić
przede wszystkim resztki drewnianych zabytków archi­
tektury ludowej śląskiej.
Dodać należy, że na Walne Zgromadzenie Pol. Tow.
Lud. w Katowicach przybyło około 8§ etnografów z ca­
łej Polski oraz delegaci: Polskiej Akademii Nauk, P a ń ­
stwowego Instytutu Sztuki, Ministerstwa Kultury
i Sztuki, licznych towarzystw naukowych śląskich oraz
instytucyj społecznych a także przodownicy pracy —
górnicy.

o.a

RADOSTNÁ

ZEME

MIECZYSŁAW

Kwartalnik śląskiego Instytutu Naukowego oraz
ludoznawców Ziem'; Opawskiej. Czasopismem kieruje:
R. J . Rohel (etnografia) i dr D. Sajtar (folklorystyka)
przy współudziale zespołu 29 pracowników naukowych
(kolektyw opawskich studentów S U E N oraz kolek­
tyw współpracowników P a ń s t w o w e g o Instytutu Pieśni
Ludowych w Brnie). Wydawca: śląski Instytut Nau­
kowy w Opawie. Opawa 1951, г. I , nr 3, str. 48+2 ni.,
26 il. siat. w tekst. + 3 il., 4», papier ilustr. bezdrzewny, okładka i wkładki papier kredowy cena pojed. zesz.
30 kc.
Nowe czasopismo ś l ą s k i e g o Instytutu Naukowego
w Opawie obejmujące swoim zasięgiem ś l ą s k Opawski,
a więc najbliższe tereny ś l ą s k a Cieszyńskiego 1 Opol­
skiego, zamieszcza materiały ludoznawcze zebrane głów­
nie z ziem zamieszkałych przez ludność wchodzącą
w skład wielkiej grupy etnograficznej zwanej Lachami
śląskimi. Jest to wystarczający powód, aby było do­
kładniej znane przede wszystkim naszym etnografom,
a zwłaszcza zajmującym się kulturą ludową południowo-zachodniej Polski. Zresztą są i inne powody, dla któ­
rych należy stale omawiać, bądź sygnalizować prace
pojawiające się w tym interesującym nas czasopiśmie.
Zaraz na wstępie należy podkreślić, że Komitet Re­
dakcyjny stara się zamieszczać zespół różnorodnych,
a przy tym krótkich i wyczerpujących artykułów po­
wiązanych wspólnym zagadnieniem, a także terenem
przynależnym do danej grupy etnograficznej,
bądź
zawodowej. Takie wydają się być wytyczne omawiają­
ce czasopismo. Oczywiście, niejednokrotnie z braku od­
powiedniego czy wyczerpującego materiału odbiegają
one od wytkniętego programu. Ukazują się wtedy pew­
ne nieścisłości czy niedomówienia, które zresztą są nieu­
niknione przy najbardziej starannej i przemyślanej re­
dakcji.
W numerze 3 (roczn. 1,1951), poświęconym folklorowi
górników ostrawsko-karwińskich, w artykule wstępnym

GŁADYSZ

autorzyi m. in. wskazują na elementy zawarte w fol­
klorze miejscowym, a zwłaszcza w ludowej poezji,
świadczące o dużym rozwarstwieniu wsi opawskiej, na
co dawniejsi, a nawet współcześni etnografowie nie
zawsze zwracają uwagę, ś w i a d c z y to równocześnie, jak
poważnie zaciążyło nad całą działalnością tamtejszych
ludoznawców głęboko zakorzenione ich romantycznoidealistyczne nastawienie. Albowiem jednolitość kultu­
rowa wsi i jej mieszkańców jest fikcją. Dalej autor
wskazuje, iż procesy rozwoju i zaniku twórczości ludo­
wej w okręgach przemysłowych pozostają w ścisłym
związku z rozrostem kapitalizmu i wyzyskiem robot­
nika.
W artykułach monograficznych
autorzy zwracają
uwagę na pewne odrębności słownikowes i właściwości
gwarowe tamtejszych mieszkańców3.
Do najciekaw­
szych jednakże należą materiały wchodzące w zakres
literatury ludowej, a więc opowiadania, legendy, poda­
nia względnie
wspomnienia
górników
zanotowane
w gwarach łaskich . Większość zebranych materiałów
posiada polską podstawę językową . W ogólnej cha­
rakterystyce górniczej literatury ustnej autorzy pod­
kreślają zanik tej bogatej dziedziny sztuki ludowe je.
4

5

Do najbardziej rozbudowanego działu tegoż czasopis­
ma należy folklor muzyczny. Zarówno poezja jak i mu­
zyka ludowa stanowią bowiem na tych terenach obok

1

Dr Drahomiř Šajtar, Otárky nad dělnickým folklo­
rem, str. 105—209.
Josef Malý, Slovniček náreč frýdlantského, str.
138—141.
Dr Vaclav Křistek, O mlově našich horniku, str.
110—113.
Jan Rohel, Z paměti starého haviře, str. 116—121.
Antonin Satke, Lidové povídky ze Stěpankovic,
str. 135—158 — Jan Rohel, Z hornického humoru,
str. 125—127.
Dr Alois Sivek, K. charakteristice hornického
prostredi a vypravěče, str. 113—114.
2

3

4

5

e

tradycyjnej literatury ustnej najbujniej rozrosłą gałąź
ludowej
twórczości. Twórczość ta jest dominującą
zwłaszcza na obszarze zamieszkałym przez ludność pol­
ską. Podobny folklor muzyczny jest znany w całym
Zagłębiu karwińsko-ostrawskim oraz dorzeczu Olszy.
Zarówno pieśni górnicze?, j a k też zanotowane wśród
ludności rolniczej noszą te same wspólne znamiona,
jakie widzimy w poezji i muzyce ludowej całego Śląska
Cieszyńskiego.
8

Do wartościowych przyczynków należy także krótki
artykuł o drewnianym budownictwie ludowym ziemi
frysztackiej . Zwłaszcza wiadomość o istnieniu na
tych terenach dawnych stodół sześcio- czy ośmiobocznycłt znacznie rozszerza znajomość zasięgu tego typu
budownictwa notowanego przede wszystkim na obsza­
rze małopolsko-górnośląsklm.
9

Najmniej uwagi poświęcono twórczości plastycznej.
Artykuł o ozdobnych siekierkach z w. X V I I I , będą­
cych przy tym pochodzenia niemieckiego, nie charakte­
ryzuje zasobów zdobniczych tej ciekawej grupy zawo­
dowej. Czyżby w inwentarzu tamtejszych górników tak
1 0

czeskich jak też polskich, nie można odnaleźć ich
własnych wytworów kulturowych, j a k np. ozdobnych
dawnych narzędzi, świadczących o wrażliwości arty­
stycznej tego ludu. Jeśli tuż z a miedzą, n a naszych te­
renach, twórczość zdobnicza istniała i jakże różnorodna.
Każdy numer „Radostná Země" posiada bogatą szatę
ilustracyjną !,
omawia publikacje zarówno własne,
jak i obce, zwłaszcza nowe z zakresu p i e ś n i , litera­
tury ustnej (opowiadania, przysłowia itp.). Nadto pro­
wadzi ciekawy dział zapytań i odpowiedzi, w których
znajduje się sporo materiału etnograficznego w pierw­
szym rzędzie informującego o znajdujących s i ę w te­
renie zahytkach sztuki, l u d o w e t w ó r c a c h i jej. odtwór­
cach itd.
1

12

W obszernej kronice znajdujemy informacje o wy­
stawach muzealnych, działalności kulturalnej n a odcin­
ku folkloru oraz notatki o czołowych folkorystach
czeskich^. Dział ten zamyka nowy dorobek ludoznaw­
ców czeskich rozwijających swoją ożywioną działal­
ność naukowo-popularyzatorską na tak bliskim śląsku
Opawskim.
11

Kaganki i lampki górnicze, str. 123—124.
F. Suchý a K. Fiala, Hornické pisně, Praha 1950.—
Lidové pisně heviřské, str. 121—123.
Fr. L. Celakowský, slovenské narodni pisně, Praha
Lidové pisně z Petřvaldu. — Slezské narodni pisně.
1946. — K. udec, Slovenské lidové pisně, Bratisla­
» Jaroslav Zahradnik. Jak bydlel a jak se oblékal lid
va 1950.
na Fryštatsku prěd 80 lety, str. 132—3.
Jan Rohel a Josef Svatek, Hornické sekery z 1 pol.
Dr V . Schenfler, Sedmdesát let prof, dr К. Chotka,
X V I I I století, str. 114—115.
str. 152.
1 2

7
8

1 0

1 3

PIERWSZY

R O K DZIAŁALNOŚCI

WĘGIERSKIEGO I N S T Y T U T U

TWÓRCZOŚCI

LUDOWEJ

SZANDOR

Węgierski Instytut
Twórczości
Ludowej powstał
przed rokiem, w ramach inwestycji kulturalnych planu
pięcioletniego. Powstanie jego wywołane było koniecz­
nością ujednolicenia ogromnej działalności n a polu upo­
wszechnienia kultury ludowej, prowadzonej dotychczas
przez różne związki i organizacje. Życie w y s u w a ł o zre­
sztą coraz to nowe problemy zarówno badawcze jak
i popularyzacyjne, które należało rozwiązać. Skaso­
wano więc różne organizacje i stowarzyszenia prowa­
dzące te prace na poszczególnych odcinkach, j a k np.
stowarzyszenie im. Beli Bartoka, i powołano Instytut,
którego zadaniem było odpowiedzieć na te wszystkie
problemy, które dojrzały i dojrzewają w toku rewo­
lucji kulturalnej, który miałby objąć swym zasięgiem
wszelkie dziedziny twórczości ludowej oraz problema­
tykę jej umasowienia.
Tak więc Instytut objął wszystkie gałęzie sztuki lu­
dowej, począwszy od tańca i przyśpiewek, a skończyw­
szy na rzeźbie czy garncarstwie.
Nie chodziło przy tym o zbadanie po prostu samego
zagadnienia, o ewidencję pieśniarzy, bajarzy czy naj­
lepszych ludowych hafciarek — ale o to, by wtopić te
bezcenne skarby wielowiekowej tradycji w organicz.

ASTALOSZ

ną całość życia naszego narodu — ludności zarówno
wiejskiej j a k i miejskiej.
Obok więc prac ewidencyjno-badawczych,
stanęło
przed Instytutem ogromne zadanie wpływania n a ż y ­
wy nurt twórczości mas ludowych. Wystarczy zacyto­
wać kilka cyfr, aby zdać sobie sprawę z rozmachu i za­
sięgu rewolucji kulturalnej, która dokonała się w na­
szym kraju. Powstało ok. 4 tysięcy chórów zrzeszają­
cych w przybliżeniu ok. 120 tysięcy pieśniarzy, 4 tysią­
ce zespołów tanecznych z ilością 45 tysięcy uczestni­
ków. Około 3 tysięcy słuchaczy uczęszcza do 80 wie­
czorowych szkół artystycznych, ok. 6 tysięcy osób liczy
800 zespołów teatrów kukiełkowych itd.
Jeden rok to krótki okres czasu — ale może on przy­
nieść ogromne wyniki, ś w i a d c z y o tym doświadczenie
rocznej pracy Instytutu. Pierwszy rok był okresem
przygotowań i zapoczątkowania pracy. Swoją uporczy­
w ą i konsekwentną pracą Instytut przenika do wszyst­
kich dzielnic, bez rozgłosu i prawie niepostrzeżenie
ogarniając s w ą siecią cały kraj. N a Węgrzech nie ma
już dziś prawie miejscowości, do której nie dotarłyby
jego wydawnictwa repertuarowe,
jednoaktówki opa­
trzone wskazówkami reżyserskimi, w której nie wie-

dziano by o pierwszomajowych uroczystościach wiosen­
nych, o nowych świętach pracy, o dożynkach, o wino­
braniu czy o święcie 7 Listopada.
Burżuazyjna nauka uczy, że technika i cywilizacja
zabijają samodzielną twórczość artystyczną, że zatem
okres ludowej twórczości przeminął, że tradycja się za­
traca.
My tymczasem obserwujemy fakty narodowego od­
rodzenia się twórczości ludowej, o czym świadczyć mo­
że choćby nowa forma stroju w południowej
części
węgierskiej niziny, czy też napełnione nową treścią
dawno zapomniane obyczaje winobrania w Taie i in­
nych nadbalatońskich miejscowościach.
Ze smakiem
udekorowane witryny sklepów z wyrobami sztuki lu­
dowej i coraz to wzrastająca liczba kupujących — do­
wodzą takiego rozwoju i odrodzenia twórczości ludowej,
0 jakich nie śmieliśmy nawet marzyć.
Weźmy dalsze przykłady: a więc zespoiy ludowe
w naszych restauracjach, odgrzebanie z zapomnienia
1 rozpowszechnienie „werbunkoszo", starego tańca re­
krutów). Przejdźmy się po zakładach zbiorowego ży­
wienia - - usłyszymy w nich narodowy taniec kallo,
utwór napisany przez Z. Kodalyěgo w oparciu o zapi­
sy ludowych melodii prof. Lajtha. Do zaistnienia tych
faktów przyczynił się niewątpliwie Instytut Twórczości
Ludowej.
Trudno byłoby zresztą zliczyć te wszystkie proble­
my, które już podjął lub rozwiązał Instytut w 1951 г.,
jak trudno też byłoby wymienić wszystkie sprawy, któ­
re Instytut zaplanował na rok 1952. Wymieńmy jednak
dla
przykładu, że 1300 słuchaczy ukończy 8- i 12tygodniowe kursy, które organizuje Instytut w celu
dostarczenia nowych kierowników organizacjom mają­
cym na celu upowszechnienie kultury; że Instytut po­
wierzy! czołowym literatom węgierskim napisanie 30
jednoaktówek — zaznaczmy przy tym, że wydał już
na użytek masowego odbiorcy utwory pisarzy radziec­
kich, pisarzy demokracji ludowych oraz dzieła klasy­
ków literatury; że opracował filmy, mające na celu za­
poznanie oraz doszkolenie dyrygentów i kierowników
zespołów muzycznych z instrumentami muzycznymi;
że utworzone przy zakładach pracy tzw. „brygady pio­
senki ludowej" (czastuszek) otrzymają w niedalekiej
przyszłości — „księgę pieśni powitalnych", zbiór sta­
rych i nowopowstających pieśni dla uczczenia świąt
i uroczystości.
W tej wielostronnej działalności Instytutu, współpra­
cują z nim związki artystyczne i organizacje masowe,
nie mówiąc już o zakładach naukowych, jak np. Insty­
tut Etnograficzny.

Na podstawie tego krótkiego przeglądu mógłby ktoś
sądzić, że Instytut Twórczości Ludowej to pewnego ro­
dzaju Instytut Etnograficzny, który tylko „między in­
nymi" zajmuje się problematyką masowego upowszech­
nienia kultury ludowej. W istocie jednak Instytut wraz
z całą działalnością etnograficzną nie stanowi bynaj­
mniej archiwum przeróżnych zbiorków, czy topogra­
ficznego i statystycznego katalogu przeróżnych ośrod­
ków twórczości ludowej, lecz jest instytucją, mającą
głęboki i ż y w y związek z życiem.
Nie chcemy oczywiście przez
to powiedzieć, że
w pierwszym roku swej działalności Instytut nie po­
pełnił błędów, że żaden z oddziałów Instytutu nie zbo­
czył z właściwej linii działania propagując wyłącznie
twórczość wiejskich ośrodków. Błąd ten, niebezpieczny
zresztą, tłumaczy się po części tym, że istotnie arcy­
dzieła ludowej twórczości wiejskiej, które się przed na­
mi obecnie otwierają — mogą zafascynować zbieracza
czy badacza sztuki ludowej. Stąd też wynikają wspom­
niane w y ż e j błędy czy przesadna idealizacja ludowej
twórczości wiejskiej. Ponadto niektórzy stawiają za­
gadnienie w ten np. sposób: co jest ważniejsze — pieśń
ludowa, czy pieśń masowa ? Również i w takim po­
stawieniu sprawy zawiera się pewne niebezpieczeństwo,
polegające na stwarzaniu przedziału między dwoma
bliskimi, nierozerwalnie ze sobą związanymi proble­
mami. Pieśń masowa jest bez wątpienia ważniejsza
na nią też kładziemy główny akcent — ale chodzi nam
o taką pieśń masową, która potrafi w swoim własnym
języku wykorzystać i rozwinąć najcenniejsze, najpięk­
niejsze tradycje pieśni ludowej.
A zatem chodzi tu o twórczość milionów budują­
cych socjalizm i walczących o pokój Węgrów — opartą
0 tradycję ludową. I to stanowi główny akcent dzia­
łalności Instytutu, nie tylko w zakresie muzyki, ale
1 we wszystkich innych dziedzinach twórczości ludo­
wej. Akcent ten wyczuwamy
szczególnie
wyraźnie
w zaprojektowanym na rok przyszły planie Insty­
tutu — wyraźniej niż w jego dotychczasowej działal­
ności.
Wyniki osiągnięte w pierwszym roku pracy zasłu­
gują na pochwałę, zwłaszcza z a ś zasługuje na nią śmia­
łość inicjatywy, która — nawet gdyby do pracy zakra­
dły się pewne błędy — cenniejsza jest od oportunistycznej ostrożności, którą świetnie określa znane powie­
dzenie: „lepiej nic nie robić, niż popełnić błąd".
Tak więc dotychczasowa działalność Instytutu dajt
nam nadzieję na wiele nowych osiągnięć w najbliższej
przyszłości.

ERRATA
do nr 1 — 1952 r. „Polskiej Sztuki Ludowej"
s. 9, lewa kolumna, wiersz 22 od góry: zamiast kredytów ma być kryteriów.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.