http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/5752.pdf

Media

Part of Czy jakożerca może zostać wegetarianinem?/ LUD 2010 t.94

extracted text
Lud, t. 94, 2010

NATALIA BLOCH
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza
Poznań

CZY JA K O ŻER CA M OŻE ZOSTAĆ W EGETARIANINEM ?
GLO BA LN Y DY SK URS PRAW ZW IERZĄ T JAKO
„TRA D Y CJA W Y N A LEZIO N A ” W DIA SPO RZE TYBETAŃSKIEJ

Gdyjesteś uchodźcą, wszystko, co robisz, jest polityczne
- to, co mówisz, jak się ubierasz, co jesz. Wszystko.
(Ando, 33 lata, Tybetańczyk urodzony w Indiach)

Wprowadzenie
W iosną 2007 roku, podczas pobytu w Dharamsali1 (Indie, stan Himachal
Pradesh), wybrałam się na jam session zorganizowane przez zespół muzyczny
JJI Exile Brothers (stworzony przez trzech tybetańskich braci urodzonych na
uchodźstwie) w maleńkiej restauracji prowadzonej przez ich matkę. Gdy koncert
dobiegł końca, wszyscy goście zostali zaproszeni na poczęstunek. Zanim jednak
zaczęliśmy jeść, gospodyni z dumą ogłosiła: „Wszystko jest wegetariańskie!”.
Gdyby w roku 2001, kiedy zaczynałam pracę w terenie z uchodźcami tybetań­
skimi, ktoś powiedział mi, że kiedykolwiek tożsamość tybetańska będzie miała
jakiekolwiek odniesienia do wegetarianizmu - nie uwierzyłabym. Tybetańczycy
nie łączyli bowiem aktu jedzenia mięsa z zabijaniem zwierząt. Dziś uważam we­
getarianizm za najm łodszą z tybetańskich „tradycji wynajdywanych” na uchodź­
stwie, powstałą w odpowiedzi na globalny dyskurs obrony praw zwierząt12. Od­

1 Wszystkie indyjskie nazwy geograficzne podaję w transkrypcji angielskiej, jako że używają jej
sami uchodźcy tybetańscy żyjący w Indiach, co w przypadku małych miejscowości i wiosek, w pobli­
żu których zakładano obozy tybetańskie i od których przyjęły one nazewnictwo, umożliwia właściwą
identyfikację.
2 Do innych zaliczam demokrację, społeczeństwo obywatelskie, prawa człowieka, pacyfizm, rów­
nouprawnienie płci oraz troskę o środowisko naturalne.

122

Natalia Bloch

wołuję się tym samym do klasycznej koncepcji Erica J. Hobsbawma (2008)3,
traktując j ą jako użyteczne narzędzie do analizy procesów adaptowania kategorii
wywodzących się z euroamerykańskiego kręgu kulturowego przez społeczności
spoza tego kręgu.
Według Hobsbawma, tradycja - w opozycji do esencjalistycznego rozu­
mienia kultury - jest czymś kreowanym przez elity danej grupy, aby objaśniać
i uzasadniać jakąś aktualną rzeczywistość bądź też dać legitymację określonym,
głównie politycznym, aspiracjom. Taka „nowa tradycja” ma zatem zapewnić cią­
głość między przeszłością a teraźniejszością w zupełnie nowej sytuacji. N ow ą
sytuacją w przypadku Tybetańczyków jest kontekst uchodźstwa - sprawia on,
że proces konstruowania współczesnej tożsamości tybetańskiej jest uwarunko­
wany politycznie. Status uchodźcy umieszcza bowiem jego posiadaczy w sieci
zależności nazywanej na gruncie studiów uchodźczych „międzynarodowym re­
żimem uchodźczym” (International Refugee Regime)45. Tworzą go międzynaro­
dowe agencje pomocowe, organizacje pozarządowe, rządy państw świadczących
uchodźcom wsparcie, a nawet naukowcy ich badający, wraz z całym systemem
wartości reprezentowanych przez te podmioty. Tybetańczycy żyjący w diasporze
są więc zmuszeni negocjować z dominującymi globalnie dyskursami, aby w ten
sposób zyskać międzynarodowe poparcie - czy to materialne, czy polityczne,
czy choćby moralne. I choć dialog ten nigdy nie jest prowadzony na równych
prawach, nie oznacza to, że Tybetańczycy są „ofiarami procesów globalizacyjnych”, które miałyby, jak się zwykło określać w lamentującej retoryce stosowa­
nej przez niektórych etnologów, „niszczyć tradycyjną kulturę tybetańską”. Sta­
ram się pokazać, że uchodźcy tybetańscy są aktywnymi uczestnikami globalnej
kultury i inicjatorami zmiany kulturowej. Jak stwierdziła Margaret Nowak, pół­
nocnoamerykańska antropolożka polskiego pochodzenia: „Fakt, że tożsamość ty­
betańska jest umotywowana politycznie, nie oznacza, że jest fałszywa” (Nowak
1978: 322).
Niniejszy artykuł jest próbą odpowiedzi na pytanie, jak przebiega proces ada­
ptowania globalnie upowszechnianych kategorii społeczno-politycznych przez
grupy podporządkowane (subalternf, czemu te zabiegi m ają służyć oraz w jakim
stopniu nowe idee znajdują przełożenie na praktykę życia codziennego. Wybra­
łam do tego celu przykład dyskursu praw zwierząt i wegetarianizmu jako „nowej
3 W polskim wydaniu książki Hobsbawma i Rangera z roku 1983 tłumacze (mimo iż tytuł całości,
The In v en tio n o f Tradition, przełożyli: „tradycja wynaleziona”) w kluczowym dla całości wprowadze­
niu, zatytułowanym W ynajdyw anie tra d y cji (In ve n tin g Traditions) stosują termin „tradycja wymyślo­

na” (Hobsbawm 2008), zamiast - moim zdaniem lepiej oddający istotę rzeczy - „tradycja wyna­
leziona”.
4 Zob. Zolberg, Suhrke, Aguayo 1989; Loescher 1993.
5 Krytycy postkolonialni używają tego terminu na określenie ludów skolonizowanych i ich potom­
ków. Uważam jednak, że o tym samym rodzaju podporządkowania, zależności i walki o podmiotowość,
możemy mówić w przypadku innych grup „nieuprzywilejowanych” (u n p riv ile d g ed ), takich jak cho­
ciażby uchodźcy.

Czy jakożerca może zostać wegetarianinem?

123

tradycji” tybetańskiej, gdyż w trakcie kilkuletnich badań terenowych w obozach
uchodźców tybetańskich w Indiach (w 1. 2001-2009) miałam okazję śledzić jej
narodziny i rozwój.

Tybetańczycy jako „tradycyjni” jakożercy a wyobrażenia o nich
świata zewnętrznego
Szacuje się, że zaledwie około 32% ludności zamieszkującej Tybet przed na­
staniem rządów Chińskiej Republiki Ludowej w połowie XX wieku prowadziło
osiadły, rolniczy tryb życia (głównie w południowych dolinach i we wschodnich
prowincjach), podczas gdy pasterstwo stanowiło podstawę utrzymania dla blisko
48% Tybetańczyków (Shakabpa 1967: 6). Ponadto w gospodarstwach rolnych
również hodowano zwierzęta. Poza owcami, kozami, końmi, osłami, mułami
i dzo6 (krzyżówka byka i samicy jaka) najważniejsze były jaki, przystosowane do
życia w wysokogórskich warunkach (średnia wysokość Wyżyny Tybetańskiej to
ok. 4 tys. m n.p.m.). Zwierzęta te stanowiły źródło wszystkiego, co było niezbęd­
ne do przetrwania w nieprzyjaznym ludziom klimacie: ciepłej wełny na odzież
i tkaninę, z której szyto namioty, skór na grube, wiatroodpome płaszczo-suknie
(chuba), łajna suszonego na opał oraz siły pociągowej. Z jaczego mleka wyrabia­
no jogurt, ser i masło, które służyło nie tylko do przygotowania energetycznej,
rozgrzewającej herbaty, ale było też wykorzystywane jako paliwo do kaganków
i lampek. Wreszcie jacze mięso, najczęściej suszone, bo w tej postaci nadające się
do przechowywania przez wiele miesięcy, stanowiło istotny składnik diety (zob.
Kalmus 2000: 14)7. To dlatego z jaka uczyniono tybetański symbol narodowy.
Na rysunkach dzieci urodzonych już na uchodźstwie, które nigdy w życiu nie w i­
działy tego zwierzęcia na własne oczy, widnieją góry, namioty nomadów i pasące
się przed nimi jaki. Wiele prowadzonych przez uchodźców lokali gastronomicz­
nych i domów gościnnych ma w nazwie jaka8.
Od uchodźców tybetańskich oczekiwano jednak, że będą wegetarianami.
Z jednej strony, wynikało to bezpośrednio z publicznego wizerunku Tybetańczy6 W niniejszym artykule stosuję uproszczoną transkrypcję anglojęzyczną terminów i imion tybetań­
skich. Ponieważ nie jest to tekst stric te tybetologiczny, zrezygnowałam z trudnej dla niewtajemniczone­
go czytelnika transliteracji (czy to według systemu Turrella V. Wylie’go, czy Stanisława Godzińskiego).
Wybrałam transkrypcję anglojęzyczną a nie polską ponieważ język angielski to nie tylko lin g u a fr a n c a
współczesnej tybetologii, ale przede wszystkim język, którym posługują się sami Tybetańczycy, transkrybując swoje imiona, nazwy tybetańskich organizacji czy świąt.
7 Oczywiście zwierzęta - ze względu na możliwość ich wielorakiego zastosowania - były zbyt cen­
ne, aby je zabijać. Zdarzało się to głównie z okazji ważnych świąt i uroczystości rodzinnych. Poza tym
zabijano zwierzęta słabe i/lub chore lub zjadano te, które padły ofiarą nieszczęśliwych wypadków.
8 Obecnie jedynie ci uchodźcy, którzy żyją na płaskowyżu Changtang w Ladakhu (Indie, stan
Jammu&Kashmir), mają bezpośredni kontakt z jakami, a i tak w malejącym stopniu, gdyż z powodu
znacznego ograniczenia obszaru przemieszczania się, hodują oni głównie owce i kozy, których wypas
wymaga mniej przestrzeni.

124

Natalia Bloch

ków kształtowanego przez same tybetańskie elity w ramach polityki tożsamości
(zob. Bloch 2009). Nacisk kładziony przez XIV Dalajlamę i innych nauczycieli
duchowych na kategorię empatii wobec „wszystkich czujących istot” w praktyko­
waniu buddyzmu tybetańskiego oraz kluczowa dla doktryny buddyjskiej koncepcja
reinkarnacji, w interpretacji opartej na zachodniej, racjonalnej logice, były jedno­
znaczne z niespożywaniem mięsa. Z drugiej strony, wyobrażenie to było współkre­
owane w procesie mitologizacji odległej, egzotycznej krainy, jak ą dla zachodnie­
go świata był przez wieki Tybet. Przykładem takich „zmyśleń” - ich produktem,
a zarazem reproduktorem - są przeboje kina hollywoodzkiego, na przykład Siedem
lat w Tybecie Jean-Jacques’a Annauda z roku 1997, z Bradem Pittem w roli głów­
nej. Odbiorca tego filmu, a twierdzę to na podstawie moich doświadczeń w pracy
z turystami, zyskuje przekonanie, że mnisi tybetańscy cierpliwe wybierają robaki
z ziemi, na której ma stanąć nowy budynek, i przenoszą je w bezpieczne miej­
sce, aby uchronić te stworzenia przed śmiercią. W filmie nie ma wprawdzie żadnej
wzmianki o niejedzeniu mięsa, ale wniosek taki nasuwa się „logicznie”. To dlatego
widok uchodźców tybetańskich, w tym mnichów, pałaszujących z apetytem momo
(pierogi gotowane na parze) nadziewane bawolim mięsem, wywoływał u zachod­
nich gości odwiedzających obozy duży dysonans poznawczy9. Nie bez znaczenia
było też to, że goście ci byli sponsorami klasztorów i szkół oraz realnymi bądź
potencjalnymi działaczami protybetańskimi - byli zatem ważnymi dla Tybetańczyków aktorami międzynarodowego reżimu uchodźczego.
W popularyzowaniu na Zachodzie idei łączenia wegetarianizmu z buddy­
zmem niem ałą rolę odegrało Towarzystwo Teozoficzne (Theosophical Society)101,
założone w drugiej połowie XIX wieku w Stanach Zjednoczonych z inicjatywy
Heleny Pietrowny Bławatskiej11 oraz Henry’ego Steel Olcotta. Stworzyło ono
i upowszechniło wiele fantastycznych wyobrażeń o Tybecie. W tym miejscu po­
jaw ia się wątek polski, do którego nawiązał Dalajlama podczas wizyty w Polsce
w grudniu 2008 roku:
Mało kto to wie, ale gdy w latach 50. znalazłem się na uchodźstwie, poznałem dwoje
wspaniałych Polaków. Byli dużo starsi ode mnie. Ta kobieta, Polka, była wtedy dla
mnie jak przybrana matka, to dzięki niej zostałem wegetarianinem (Dalajlama:
wiele zawdzięczam... 2008).
9 Wyobrażenia te ilustruje również rodzimy przykład. W 2005 roku polski oddział międzynarodo­
wej, protybetańskiej organizacji pozarządowej Studenci dla Wolnego Tybetu (Students for a Free Tibet,
SFT) wspólnie z polską organizacją ekologiczną - Klubem Gaja, zorganizował akcję wykupywania
zwierząt z rzeźni w intencji długiego życia XIV Dalajlamy (zob. Z w ie rzę ta ... 2005). Wprawdzie Tybetańczycy sami odprawiają ten rytuał, nazywany tseth a r, ale fakt, iż polska akcja była firmowana przez
organizację kojarzoną przede wszystkim z walką o prawa zwierząt, jednoznacznie nasuwał skojarzenia
Tybetu z poszanowaniem praw zwierząt, a nawet z wegetarianizmem.
10Zob. oficjalną stronę Towarzystwa: http://www.ts-adyar.org (12.04.2010).
11Bławatska, rosyj ska pisarka i okultystka, występowała oficjalnie pod zanglicyzowaną wersją swo­
jego nazwiska: Blavatsky. Podróżowała po Tybecie w latach 50. XIX w., a jej książki przedstawiały
zachodnim czytelnikom Tybetańczyków jako posiadaczy tajemnej wiedzy i nadnaturalnych mocy.

Czy jakożerca może zostać wegetarianinem?

125

T ą kobietą była Wanda Dynowska, założycielka Polskiego Towarzystwa Teozoficznego i propagatorka dzieł indyjskiego nauczyciela duchowego, Krishnamurtiego, która ostatnią dekadę swojego życia (1960-1970) poświęciła pracy na
rzecz uchodźców tybetańskich w Dharamsali, gdzie opiekowała się osieroconymi
dziećmi oraz w Bylakuppe (stan Karnataka), gdzie pracowała z młodzieżą12.
Z kolei Hindusi, którzy sąsiadowali z obozami, spoglądali na Tybetańczyków
z wyższością, ponieważ, według opinii tybetańskich propagatorów wegetariani­
zmu, „Indie, których większość populacji wyznaje hinduizm, postrzega spoży­
wanie mięsa jako społecznie, etycznie i religijnie godne potępienia”13. Zwłaszcza
że uchodźcy tybetańscy, spośród wielu rodzajów mięs, zdecydowanie preferują
wołowinę - pochodzącą wprawdzie (przynajmniej oficjalnie) z bawołów, a nie
z indyjskich świętych krów, niemniej u części konserwatywnych wyznawców
hinduizmu może to budzić poważne opory. Tym bardziej, że Tanka B. Subba, in­
dyjski antropolog, który prowadził badania wśród uchodźców tybetańskich w hi­
malajskim stanie Sikkim w latach 80. XX wieku, tak wspomina ich dietę:
Nieważne, jak stęchłe, ale mięso musiało być obecne w codziennym menu. Trudno
było znaleźć posiłek, w którym nie byłoby mięsa albo sera. Nawet najbiedniejsi
jedli więcej mięsa niż Nepalczycy14. (...) Wielu Nepalczyków nie jadło wołowiny,
wieprzowiny, mięsa koziego czy kurczaków, ale wszystkie te rodzaje mięs spoży­
wali (...) Tybetańczycy (Subba 1990: 120).

Trudno ocenić, czyj wpływ - lokalny hindusów czy globalny świata zachod­
niego - był dominujący w kształtowaniu się tybetańskiej „nowej tradycji” we­
getarianizmu, choć uważam, że jednak presja zachodnich tendencji i wyobrażeń
odegrała tu decydującą rolę. Tym bardziej, że wbrew rozpowszechnionym na
Zachodzie wyobrażeniom Indie nie są czysto „wegetariańskim krajem” - za­
mieszkuje je przecież najliczniejsza na świecie grupa muzułmanów, jak najbar­
dziej mięsożernych oraz ludność himalajska o takich samych jak Tybetańczy­
cy nawykach żywieniowych, a wielu wyznawców hinduizmu, zwłaszcza tych
z północnych regionów, nie przestrzega ściśle religijnych nakazów odnośnie
do diety, jedząc chętnie kurczaki i mięso kozie. Wprawdzie największe obozy
założono na dość ortodoksyjnym hinduskim Południu, ale tam sprawę rozwią­

12 Dynowska, która już w młodości interesowała się okultyzmem, ezoteryzmem, czytała Biblię,
Koran i Bhagawadgitę, większość swojego życia spędziła w Indiach, współpracując m.in. z Mahatmą
Gandhim. Tybetańczycy nadali jej imię Tenzin Chodon, a po jej śmierci w 1971 r. uczcili jej pamięć,
budując w pobliżu obozu uchodźców w Bylakuppe stupę (budowlę sakralną pełniącą rolę relikwiarza).
Na temat Dynowskiej zob. Wilczyński 2008; Tokarski 2009.
13 Zob. strona tybetańskiej organizacji uchodźczej Tibetan Volunteers for Animals, promującej we­
getarianizm: http://www.semchen.org/ (13.02.2010).
14Subba porównywał uchodźców do Nepalczyków, gdyż w Sikkimie mieszkała liczna mniejszość
nepalska, a Nepalczycy - w przeciwieństwie do indyjskich wyznawców hinduizmu - byli zdecydowa­
nie mięsożerni.

126

Natalia Bloch

zano już na początku lat 60. poprzez wprowadzenie przez obozowych urzędni­
ków całkowitego zakazu jedzenia wołowiny (Goldstein 1978: 407). Wydaje się
jednak, że chodziło tu nie tyle o prawa zwierząt, co o zapobieganie konfliktom
pomiędzy uchodźcami a lokalną ludnością, tym bardziej, że inne rodzaje mięs
wciąż spożywano. Dopiero gdy po przyznaniu XIV Dalajlamie Pokojowej N a­
grody Nobla w roku 1989 międzynarodowy ruch na rzecz wsparcia kwestii ty­
betańskiej zaczął się wzmacniać, globalna presja wywierana na Tybetańczyków
również zaczęła rosnąć. W jakim duchu jest ona utrzymana, ilustruje przykład
jednej z wizyt obecnego Dalajlamy w Stanach Zjednoczonych, w 1997 roku,
podczas której, jak można przeczytać w relacji, „amerykańscy buddyści wy­
korzystali okazję wizyty Dalajlamy, aby zachęcić tybetańskich buddystów do
przejścia na wegetarianizm. Ruch ten ma silne poparcie Dalajlamy” (Secondo
2007).
Oddziaływanie globalnego dyskursu obrony praw zwierząt na diasporę ty­
betańską przebiegało również kanałami lokalnymi. Najbardziej spektakular­
nym tego przykładem była tak zwana afera ze skórami z roku 2004, związana
z uprawianym w Tybecie handlem skórami dzikich zwierząt. Zwyczaj ozdabiania
odzieży futrami dzikich zwierząt - irbisów, wydr rzecznych, a zwłaszcza tygry­
sów - był popularny przede wszystkim we wschodnich częściach Tybetu i wy­
wodził się prawdopodobnie z tradycji wojskowych, przejętych następnie przez
arystokrację. Dopiero w ostatnim czasie moda ta przeniosła się do ośrodków
miejskich i stała się wyznacznikiem wysokiego statusu majątkowego Tybetań­
czyków (Liou 2007). Problem leży w tym, że wszystkie wymienione zwierzę­
ta znajdują się na Czerwonej Liście Zagrożonych Gatunków Międzynarodowej
Unii Ochrony Przyrody, a polowanie na nie i handel ich skórami zostało zakazane
- pod presją Indii - w samych Chinach, gdyż tygrys bengalski to jeden z wy­
mierających gatunków w Indiach. W przemycie biorą udział przede wszystkim
Tybetańczycy i Nepalczycy, a głównym punktem przerzutowym w Indiach jest
tybetańska dzielnica w Delhi, Majnu Ka Tila, gdzie co jakiś czas indyjska policja
przeprowadza skuteczne obławy. Sprawę te nagłośniła znana indyjska działaczka
na rzecz obrony zwierząt, synowa Indiry Gandhi - Maneka, gdy w jednym z za­
granicznych wywiadów, w 2004 roku, zaapelowała:
Nie wspierajcie kwestii tybetańskiej dopóty, dopóki Tybetańczycy nie przestaną
kłusować w Indiach. Pojedźcie do Tybetu, a zobaczycie skóry panter i tygrysów
wiszące na wystawach ich sklepów. Wiem, że to kontrowersyjne oświadczenie, ale
większość Tybetańczyków, którzy schronili się w Indiach, to przemytnicy dzikich
zwierząt do Chin, Pakistanu i Nepalu (Vaughan 2004).

Rok później Maneka Gandhi powtórzyła swoje zdanie w ogólnoindyjskiej
telewizji i wezwała do wyrzucenia wszystkich Tybetańczyków z Indii (Press
Release... 2005). W roku 2006 natomiast Indyjskie Towarzystwo Ochrony Dzi­

Czy jakożerca może zostać wegetarianinem?

127

kiej Przyrody (Wildlife Protection Society o f India), szczególnie zaangażowane
w walkę o przetrwanie tygrysa bengalskiego, wydało kalendarze ze zdjęciami
Tybetańczyków wystrojonych w obszyte futrami chuby. Podpisy pod zdjęciami
pytały: „Gdzie podział się indyjski tygrys? Gdzie podział się indyjski leopard?”.
Towarzystwo nawiązało też współpracę z brytyjską Agencją Dochodzeniową
ds. Środowiska Naturalnego (Environmental Investigation Agency), co umiędzy­
narodowiło problem - Tybetańczycy zaistnieli w światowych mediach jako „eko­
logicznie negatywni”.
Uchodźcy musieli podjąć szybkie działania, aby temu niepożądanemu wize­
runkowi przeciwdziałać. Aktywiści z tybetańskich organizacji pozarządowych
spotkali się z Maneką, a Dalajlama, podczas jednej z buddyjskich inicjacji (Kalachakra w Amaravati w stanie Andhra Pradesh) w 2006 roku, w niezwykłym
dla niego uniesieniu oświadczył, że czuje się głęboko „zawstydzony”, gdy widzi
Tybetańczyków ubranych w skóry ginących zwierząt. Określił ten zwyczaj m ia­
nem „niebuddyjskiego” i zakazał używania, kupowania i sprzedawania dzikich
zwierząt oraz pochodzących z nich produktów (Huggler 2006; zob. też Dalajlama
2007b).
Przemiana Tybetańczyków z jakożerców w wegetarian rozpoczęła się jednak
stosunkowo niedawno. Od początku moich kontaktów z Tybetańczykami w roku
2001 miałam okazję obserwować ich zwyczaje żywieniowe w codziennej prak­
tyce, a ponieważ sama jestem w egetarianką- także reakcje na m oją dietę. Pamię­
tam, że przez pierwsze lata moich badań terenowych dyskurs wegetarianizmu był
w świadomości moich gospodarzy praktycznie nieobecny. Goszcząc w domach
uchodźców, musiałam używać wymówek w rodzaju: „Lekarz zabronił mi jeść
mięso”, aby nie być częstowaną potrawami mięsnymi. Zwłaszcza starsi Tybe­
tańczycy, tak jak to opisał Subba (1990: 120), nie uznawali dania typu łhukpa
(zupa warzywna z makaronem) za pełnowartościowy posiłek, jeżeli nie znalazły
się w niej choćby dwa małe kawałeczki mięsa. Zatem tylko autorytet medycy­
ny mógł mnie ocalić! Po pewnym czasie zauważyłam jednak, że Tybetańczycy
zaczęli pozytywnie wypowiadać się o moim wyborze, choć wciąż uważali go za
całkowicie nietybetański: „Tak, to bardzo dobrze. Ale, wiesz, my, Tybetańczycy,
zawsze jedliśm y mięso. To część naszej kultury”. Nawet młodzi ludzie urodzeni
już na uchodźstwie, którzy nigdy w życiu nie widzieli jaka ani nawet Himalajów,
zwykli powoływać się na uwarunkowania geograficzno-klimatyczne Wyżyny
Tybetańskiej, aby uzasadnić swoją m ięsną dietę. Ngodup, były mnich urodzony
w Bylakuppe na upalnym południu Indii, opowiadał mi nad m iską momo z bawo­
lim nadzieniem o przenikliwym zimnie Tybetu, które zmuszało ludzi dojedzenia
mięsa, podczas gdy oboje ociekaliśmy potem, bo temperatura sięgała 40 stopni
Celsjusza. Te mięsne pierogi tworzyły rodzaj więzi pomiędzy nim a „wyobra­
żoną ojczyzną”, potwierdzały jego tybetańskość, odróżniając go od hindusów-wegetarian. Mięsożemość była traktowana jako zewnętrzny, zobiektywizowany
wyznacznik tożsamości tybetańskiej.

128

Natalia Bloch

Mięsożerność a buddyzm tybetański
Tybetańczycy, w przeciwieństwie do wielu zachodnich adeptów buddyzmu
tybetańskiego oraz wyznawców innych tradycji buddyjskich, nie w idzą sprzecz­
ności pomiędzy sw ojąreligiąa spożywaniem produktów mięsnych15. Rozróżnia­
j ą aktywne przyczynienie się do pozbawiania zwierzęcia życia dla swojej własnej
potrzeby (poprzez własnoręczne zabicie go albo zlecenie komuś, aby to zrobił)
odjedzenia zwierząt, które zostały uśmiercone dla tak zwanej ogólnej konsump­
cji. Sam Dalajlama zauważa, opierając się na buddyjskiej koncepcji sNang Sum
Dagpai Sha (dosłownie: Trzy Sposoby Oczyszczenia Mięsa), że spożywanie
mięsa nie jest niewskazane (czyli nie powoduje negatywnej karmy), jeżeli speł­
nione są trzy warunki: nie widzieliśmy, nie słyszeliśmy ani nie podejrzewamy, że
zwierzę było zabite specjalnie dla nas (Jivaka Sutta MN 52, za: Dalajlama 2007a:
94; zob. też: Soepa 2007: 12, 27). Podkreślana jest tutaj intencjonalność dzia­
łania - kupując mięso od rzeźnika, nie jesteśm y przyczyną śmierci zwierzęcia,
bo zostało ono zabite już wcześniej z intencji rzeźnika. To dlatego Tybetańczyk
jedzący m ięsną łhukpę na kolację uważa, że jestem bezwzględna, bo zabijam
komara, który wpija się w m oją skórę - ponieważ robię to ze złością, z intencją
pozbawienia go życia. Młoda Tybetanka z obozu Phuntsokling w Orissie, zapyta­
na o różnice między Tybetańczykami a hindusami, stwierdziła: „Hindusi są tacy
okrutni!”. I wyjaśniła, widząc moje wielkie zdziwienie: „Bo wiesz, oni zabijają
kozy w ofierze swoim bóstwom!”.
Tybetańczycy postrzegają wszelkie formy ożywione - w terminologii buddyj­
skiej nazywane „czującymi istotami” - równowartościowo. Życie mrówki posia­
da taką samą wartość, co życie słonia, w percepcji tej nie ma bowiem hierarchicz­
nego rozróżnienia na zwierzęta bardziej i mniej ewolucyjnie zaawansowane. To
dlatego w obozach uchodźców tybetańskich nie sprawdziła się hodowla zwierząt
w celach konsumpcyjnych. W Bylakuppe, w obozie Lugsung Samduping, ol­
brzymia ferma kurza została zlikwidowana (Dalajlama 1999: 171) - dziś w jej
miejscu znajduje się dom opieki nad osobami starszymi. Wbrew temu, co pisał
Subba, zauważyłam, że Tybetańczycy z reguły nie jadają kurczaków, gdyż mięso
z bawołu wyżywi wiele osób, z kurczaka zaś - zaledwie jedną. Uchodźcy z jed15
W zdecentralizowanej doktrynie buddyjskiej nie ma jednego zbioru reguł dotyczących diety. Bar­
dzo generalizując, można powiedzieć, iż mnisi w starszych tradycjach, takich jak thera w a d a , jedzą
wszystko, co otrzymają w postaci jałmużny, w tym mięso. Natomiast w tradycjach mahajanistycznych,
dla których ideał b o d d h isa ttw y (osoby, która, kierowana współczuciem dla tzw. wszystkich czujących
istot, rezygnuje z własnego wyzwolenia, by wskazywać innym drogę do oświecenia) i koncepcja em­
patii są kluczowe, wśród duchowieństwa dominuje wegetarianizm. Tybet czy Mongolia są tutaj wy­
jątkami, jako że bardzo surowy klimat, uniemożliwiający uprawę warzyw na większą skalę, stworzył
konieczność wypracowania kompromisu pomiędzy doktryną a dietą. Ponadto odmiana buddyzmu, któ­
ra rozwinęła się w Tybecie, kładła duży nacisk na praktyki tantryczne, gdzie mięso, obok alkoholu czy
stosunku seksualnego, było dozwolone w celach rytualnych.

Czy jakożerca może zostać wegetarianinem?

129

nego z największych tybetańskich obozów w Indiach - Mundgod (południowy
stan Karnataka), choć jedzący mięso, wycofali się z dochodowej uprawy baweł­
ny, gdyż wskutek konieczności stosowania dużej ilości środków owadobójczych
ginęło zdecydowanie więcej owadów niż przy innych uprawach.
W Tybecie rolę rzeźników pełnili z reguły muzułmanie, mniejszość religij­
na żyjąca w Lhasie i innych większych ośrodkach miejskich. Z kolei nomadzi,
którzy zmuszeni byli sami zabijać zwierzęta, odprawiali specjalne rytuały za ich
pomyślne odrodzenie w wyższym wcieleniu. W tybetańskim kalendarzu są też
specjalne okresy, gdy zaleca się stosowanie diety wegetariańskiej jako praktyki
bardzo pomyślnej (np. festiwal Saka Dawa upamiętniający miesiąc, w którym
miały miejsce najważniejsze wydarzenia w życiu Buddy Sakjamuniego), a także
w pewnych okresach (zwłaszcza w czasie Tybetańskiego Nowego Roku, Losar)
i w określonych intencjach odprawiany jest rytuał tsethar, w ramach którego
uwalnia się zwierzęta przeznaczone na rzeź. Niemniej, były to formy zadość­
uczynienia i gromadzenia dobrej karmy, a nie postulowanie wegetarianizmu jako
praktyki codziennej.

Jakożerców przechodzenie na wegetarianizm: narodziny „nowej
tradycji” tybetańskiej
Pierwsza tybetańska organizacja zajmująca się promowaniem wegetariani­
zmu wśród uchodźców to Tybetańscy Wolontariusze na rzecz Zwierząt (Tibetan
Volunteers for Animals, TVA), założona przez grupę młodych Tybetańczyków
w miejscowości Mysore (stan Karnataka) w roku 2002. Członkowie TVA pro­
wadzą intensywne kampanie na rzecz obrony praw zwierząt i diety bezmięsnej
w obozach w Indiach i Nepalu, docierając do najbardziej oddalonych od Dharamsali skupisk tybetańskich, z rzadka odwiedzanych nawet przez przedstawicieli
uchodźczych władz tybetańskich. Organizują wykłady, wystawy fotograficzne
i pokazy filmów dokumentalnych, traktujące o cierpieniu zwierząt zabijanych
w rzeźniach. Filmy te, autorstwa TVA, zawierają bardzo drastyczne sceny, co
wywołuje wstrząs zwłaszcza u odbiorców nieletnich i osób duchownych, tym
bardziej, że pokazy sąnajczęściej organizowane w szkołach i klasztorach16. Każ­
dy taki program kończy się zbieraniem podpisów pod deklaracją przejścia na we­
getarianizm. Zobowiązanie to, mimo iż składane często w bezpośredniej reakcji
na szok, jest traktowane bardzo poważnie, członkowie TVA utrzym ują bowiem,
że listy z nazwiskami nowych wegetarian są przekazywane Dalajlamie.

16
Rzeźnie w państwach zachodnich bardzo dbają o to, aby żadne zdjęcia z ich ubojni nie przedo­
stały się do mediów - zakłady są pilnie strzeżone w obawie przed działaczami na rzecz obrony praw
zwierząt. W Indiach nie ma jeszcze tego rodzaju presji, więc członkowie TVA mieli dużą swobodę
w gromadzeniu materiałów - rzeźnicy wręcz sami pozowali do ujęć.

130

Natalia Bloch

Według danych TVA, w okresie pierwszych 3,5 lat działalności organizacji
(2003-2006) deklaracje takie złożyło 12160 osób, czyli około 14% społeczności
tybetańskiej żyjącej w Indiach17. Aż 1/3 z tej liczby to uczniowie i studenci. Dru­
gą najliczniejszą grupę nowych wegetarian (14,4%) stanowią mnisi i mniszki.
Dane te wskazują na przymusowy charakter upowszechniania „nowych tradycji”
tybetańskich. Ngodup18, były mnich, wspominał w rozmowie ze mną, że jeszcze
przed dziesięcioma laty mięso było w klasztorach na porządku dziennym. W roku
2003, podczas mojej pierwszej wizyty w jednym z największych z odtworzonych
na uchodźstwie klasztorów - Sera, poznałam Namgyala, mojego późniejszego
serdecznego przyjaciela. Namgyal był od lat zagorzałym wegetarianinem - pa­
miętam, że każdego dnia musiał własnoręcznie przygotowywać bezmięsny po­
siłek w swojej celi, gdyż w stołówce nie mógł znaleźć nic dla siebie. Następnie
zaczęto stopniowo wprowadzać dietę bezmięsną opcjonalnie, aż wreszcie wszyst­
kie klasztory w najmłodszej z głównych szkół buddyzmu tybetańskiego tradycji
gelug, na czele której stoją dalajlamowie - w tym największe, skupiające łącznie
ponad 12 tysięcy mnichów: Sera, Drepung i Ganden - stały się obowiązkowo
wegetariańskie. Po pewnym czasie dołączyły do nich klasztory szkoły karma
kagyu, której zwierzchnikami sąkarmapowie. Pierwsze z nakazu XIV Dalajlamy,
drugie - XVII Karmapy. Nie tylko mnisie stołówki stały się całkowicie bezmięs­
ne - potraw mięsnych nie wolno też było serwować w niewielkich restauracjach
prowadzonych przez władze klasztorne19. Co więcej, w Sera wprowadzono kary
za spożywanie mięsa - mnich złapany na gorącym uczynku jedzenia momo z ba­
wolim nadzieniem poza klasztorem musi zapłacić grzywnę w wysokości od 1 do
1,5 tysiąca indyjskich rupii (25-37,5$), co jest kwotą bardzo wysoką dla osoby
żyjącej w klasztorze.
Ponadto Tybetańskie Wioski Dziecięce (Tibetan Children’s Villages, TCV),
czyli sieć szkół pobytowych bezpośrednio zarządzanych przez Rząd Tybetań­
ski na Uchodźstwie (Tibetan Government in Exile), całkowicie wycofały mięso
z menu swoich podopiecznych. TCV stały się w pełni wegetariańskie - od pro­
wadzonego przez tę sieć internatu dla tybetańskich studentów indyjskich szkół
wyższych w położonym w południowym stanie Karnataka Bangalore poczyna­
jąc, a na szkole w obozie Choglomsar w himalajskim Ladakhu kończąc - mimo
iż panują tam trudne wysokogórskie warunki, asortyment warzyw jest bardzo
ograniczony, a ich ceny wysokie20. W ten sposób, właściwie z dnia na dzień, całe
17 Na podstawie raportu TVA zamieszczonego na stronie: http://www.semchen.org/reports/vegetarian_tibetans.htm (28.08.2007) oraz danych demograficznych ( Tibetan D é m o g r a p h ie ... 2000).
18Imiona moich rozmówców cytowanych w niniejszym artykule są pseudonimami, nadanymi prze­
ze mnie w celu ochrony ich prywatności.
19 W zamian mnisi zaczęli wymyślać takie modyfikacje „tradycyjnych” potraw tybetańskich, jak
sojowe m o m o , którymi zostałam poczęstowana w klasztorze Drepung w Mundgod.
20 Tybetańska Wioska Dziecięca SOS w Choglomsar przeszła na wegetarianizm w roku 2006. Na
moje pytanie „dlaczego?”, usłyszałam w biurze szkoły znaną mi już dobrze odpowiedź, że „Tybetańczycy są buddystami i nie wolno im zabijać zwierząt”. Gdy - prowokacyjnie - nie zgodziłam się z tą

Czy jakożerca może zostać wegetarianinem?

131

kilkutysięczne społeczności, przynajmniej oficjalnie, „przeniesiono” na wegeta­
rianizm.
Nawet 274 żołnierzy tybetańskich (ok. 4,5% wszystkich rekrutów) - według
raportu TVA - podjęło decyzję o niejedzeniu mięsa, co jest trudnym zobowiąza­
niem, zważywszy, że Tybetańczycy stacjonują w mroźnych himalajskich regio­
nach. Urzędnicy Rządu Tybetańskiego na Uchodźstwie w kwietniu 2007 roku
wyłączyli produkty mięsne z jadłospisu pracowniczej stołówki na okres roku.
Obecnie plakaty promujące wegetarianizm są wszechobecne w uchodźczym Ty­
becie. Ślady misyjnej działalności TVA sąwidoczne nawet w tak „peryferyjnych”
obozach, jak Phuntsokling we wschodnim, malarycznym stanie Orissa, osada
wyznawców bon (przedbuddyjskie wierzenia tybetańskie) w Dolanji czy Choglomsar w himalajskim Ladakhu. Mnisi odprawiają zbiorowe modły w intencji
zwierząt zabitych w celach konsumpcyjnych (tzw. vegetarianpuja ), a młodzi ak­
tywiści organizują koncerty na rzecz wegetarianizmu. TVA ma swoje stałe biuro
w Dharamsali, produkuje koszulki, naklejki i torby ze swoim logo oraz współ­
pracuje z międzynarodowymi organizacjami walczącymi o prawa zwierząt (m.in.
z Weterynarzami ponad Granicami - Vets Beyond Borders).

Sposoby upowszechniania „nowej tradycji”
Wegetarianizm i prawa zwierząt są o tyle nietypowymi „wynalezionymi tra­
dycjami”, że nie narodziły się one w „centrum”, czyli Dharamsali21, choć szybko
zostały przez nią podchwycone. Zgodnie z koncepcją Hobsbawma, to elity - lide­
rzy politycznych instytucji i organizacji, ruchy społeczne i ideologiczne, wiodące
grupy społeczne - „wynajdują” tradycje (Hobsbawm 2008: 15). Tak też rodziły
się i były upowszechniane inne tybetańskie „nowe tradycje” na uchodźstwie - de­
mokracji, równouprawnienia płci czy troski o środowisko naturalne. Tymczasem
założycielami TVA było dwoje młodych Tybetańczyków, nie związanych z elita­
mi z Dharamsali: Rapsel i Jamphel Rinzing. Rapsel, u którego rodziny gościłam
podczas badań w obozie w Orissie, jest typem bezkompromisowego aktywisty.
Mój przyjaciel, który studiował z nim na tybetańskiej wyższej uczelni w Sarnath koło Varanasi, opowiadał mi, że już wówczas Rapsel skupiał wokół siebie
kolegów i wspólnie opiekowali się bezdomnymi psami - karmili je, opatrywali,
opinią, podając przykłady, dowiedziałam się, że „dla aż tylu uczniów [1557 dzieci w samej tylko głów­
nej siedzibie - N.B.] na jeden tylko posiłek, żeby każdy dostał choć jeden mały kawałeczek mięsa,
musieli zabijać bardzo dużo zwierząt”. Pod koniec rozmowy powiedziano mi, że „takie było życzenie
Dalajlamy”. Dowiedziałam się jednak, że w okresie zimy, gdy z warzyw jedynie ziemniaki i rzodkiew
są dostępne w Ladakhu, dzieciom z internatu daje się „trochę mięsa”. Również w domu studenckim
w Bangalore mięso pojawia się przy okazji ważnych uroczystości, takich jak Losar.
21
Dharamsala jest nieformalną „stolicą” diaspory tybetańskiej - tam znajduje się siedziba Dalajla­
my, Rządu Tybetańskiego na Uchodźstwie i wszystkich najważniejszych tybetańskich organizacji po­
zarządowych.

132

Natalia Bloch

leczyli. Z rozmów z Rapselem odniosłam wrażenie, że zakładając TVA, kierował
się głęboką wewnętrzną potrzebą niesienia pomocy słabszym od siebie.
Młodzi działacze z TVA umiejętnie wykorzystali jednak autorytet elit uchodź­
czych - zwłaszcza religijnych - w celu upowszechniania nowej idei. W ten spo­
sób na przykład nakłonili pracowników Rządu Tybetańskiego na Uchodźstwie
do niejedzenia mięsa przez rok - osiągnęli to, wiążąc dietę wegetariańską z po­
myślnością Dalajlamy. W tym celu odwołali się do przepowiedni astrologów
tybetańskich, według których rok 2007/2008 miał być zarówno pomyślny, jak
i złowieszczy dla tybetańskiego przywódcy, stąd konieczne było gromadzenie
różnego rodzaju zasług w jego intencji. Taką zasługą było powstrzymanie się od
spożywania mięsa. Podobnym zabiegiem jest „ofiarowywanie” przez organizację
Dalajlamie list z nazwiskami nowych wegetarian.
Wielu nauczycieli buddyjskich, prawdopodobnie pod presją swoich zachod­
nich uczniów, przeszło na wegetarianizm, zachęcając do tego samego Tybetańczyków. Jednak największą rolę w upowszechnianiu tej „nowej tradycji” ode­
grały dwie najważniejsze postaci w tybetańskiej hierarchii społeczno-religijnej :
XIV Dalajlama i XVII Karmapa, Ogyen Trinley Dorje22. Dalajlama jednak,
wbrew dość rozpowszechnionemu na Zachodzie przekonaniu, nie jest wegeta­
rianinem. Próbował przejść na dietę bezm ięsną jednak „ze względów zdrowot­
nych” - bo taką oficjalnie przyczynę się podaje - musiał włączyć do swoich
posiłków niewielkie ilości mięsa. Pełni jednak rolę gorącego orędownika wegeta­
rianizmu, wygłaszając przy różnych okazjach uświadamiające przemowy, skiero­
wane nie tylko do Tybetańczyków urodzonych już w Indiach, ale i do nowo przy­
byłych uchodźców z Tybetu: „Byłoby dobrze, gdybyście mogli choć ograniczyć
spożycie mięsa. (...) musimy czynić wszelkie możliwe wysiłki, aby promować
wegetarianizm wśród Tybetańczyków” (Dalajlama 2007a: 92). W kontekście tej
wypowiedzi należy pamiętać o tym, że dla Tybetańczyków z Tybetu audiencja
u Dalajlamy jest często najważniejszym motywem przybycia do Indii, a jego
słowa są przyjmowane w kategoriach objawienia.
Charakterystyczne jest to, że zarówno Dalajlama, jak i Karmapa włączają
ideę wegetarianizmu do wygłaszanych przez siebie nauk buddyjskich, co jest
zabiegiem podnoszącym jej rangę z sugestii do nakazu religijnego. Przełomo­
wym wydarzeniem w tym względzie było zorganizowanie w styczniu 2006 roku
„wegetariańskiej Kalachakry” - tej samej, podczas której Dalajlama rozprawił
się z „aferą ze skórami”. W trakcie całych uroczystości, w których udział wzięło
prawdopodobnie nawet 20 tysięcy Tybetańczyków, serwowano wyłącznie bez­
mięsne posiłki. Znam osobiście kilka osób, które po powrocie z tej Kalacha22
Karmapa, podobnie jak dalajlama, zgodnie z koncepcją b o d d h isa ttw y, jest istotą świadomie od­
radzającą się, aby nauczać innych drogi do oświecenia. Po śmierci XVI Karmapy odnaleziono dwie
jego reinkarnacje (co ma dość silne tło polityczne). Ogyen Trinley Dorje, z racji, iż jest uznawany przez
obecnego Dalajlamę, cieszy się poparciem większości Tybetańczyków, podczas gdy Trinley Thaye Do­
rje jest popierany przez większość buddystów nie-Tybetańczyków.

Czy jakożerca może zostać wegetarianinem?

133

kry zdecydowały się przestać jeść mięso. Z kolei Karmapa, podczas obchodów
Święta Wielkiej Modlitwy, Monlam, w Bodhgai (stan Bihar) w styczniu 2007
roku, kierując się do sześciu tysięcy Tybetańczyków zgromadzonych w jednym
z najważniejszym miejsc pielgrzymkowych buddyzmu, podkreślił, iż najlepszym
sposobem na usunięcie wszelkich przeszkód w życiu jego i Dalajlamy jest re­
spektowanie przez wyznawców zasady ochrony życia, a zwłaszcza „zminimali­
zowanie swojego zaangażowania w zabijanie zwierząt oraz ich cierpienie, będące
rezultatem jedzenia mięsa” (za: Harris 2007). Jeden ze słuchaczy zwrócił uwagę,
iż było oczywiste, że Karmapa nie traktował tego stwierdzenia jak „uprzejme­
go życzenia” - jego słowa, jako zwierzchnika karma kagyu, były odebrane jako
nakaz religijny. Ponadto zakazał wówczas przygotowywania potraw mięsnych
w kuchniach wszystkich klasztorów i centrów karma kagyu oraz angażowania się
jego uczniów (również świeckich) w „biznes mięsny” oraz funkcjonowania rzeź­
ni w jego klasztorze w Tybecie, Turphu. Podkreślił, iż wie o mnichach kupują­
cych mięso na targu i „nie chce tego nigdy więcej widzieć” (za: Harris 2007). Na
zakończenie obchodów przyjął od swoich uczniów „śluby wegetariańskie”, po­
zostawiając im sześć możliwości do wyboru - od powstrzymania się odjedzenia
mięsa w wybrane dni w roku do całkowitego zrezygnowania z diety mięsnej23.
Formą upowszechniania wegetarianizmu w diasporze tybetańskiej jest także
wskazywanie na jego pragmatyczny aspekt, związany ze zmianą warunków by­
towych. Dalajlama tłumaczy to w ten sposób:
Nomadzi zmuszeni byli jeść mięso, jako że nie mieli wielkiego wyboru - dostęp
do warzyw, a nawet tsampy [prażona mąka jęczmienna, popularny tybetański pro­
dukt spożywczy - N.B.] w ich regionach był ograniczony. Ale teraz sytuacja uległa
zmianie - warzywa są dostarczane nawet do nomadycznych regionów Tybetu24
(Dalajlama 2007a: 92).

Dotyczy to tym bardziej uchodźców żyjących w Indiach, gdzie dostęp do w a­
rzyw jest powszechny i nikt z uchodźców tybetańskich nie cierpi głodu. Inkarnowany nauczyciel buddyjski, Pema Wangyal, w wierszu napisanym w imieniu
zwierząt, woła:
Mądrzy ludzie! Posłuchajcie nas przez chwilę:
Jeśli naprawdę jesteście nękani przez głód
i torturowani przez ubóstwo, bez nawet skrawka przyodzienia,

23 Niektórzy z moich rozmówców, zwłaszcza młodzi, urodzeni już na uchodźstwie Tybetańczycy,
jak Nyima z Delhi, sprzeciwiają się takiej polityce: „Nie chcemy, żeby mnich mówił nam o diecie mięs­
nej i bezmięsnej. To wszystko jest w księgach. Ale to jest twoja decyzja, czy chcesz jeść mięso, czy nie.
A oni próbująnam to narzucić!”.
24 Jest to niewątpliwą zasługą Chińczyków.

Natalia Bloch

134

wówczas - chociaż nasze życia są dla nas tak samo cenne, jak wasze dla was
- z przyjemnością zaoferujemy wam nasze ciała i nasze istnienia.
Ale jeśli tak się nie dzieje, przez wzgląd na miłość, podarujcie nam chociaż to:
wolność życia w pokoju w miejscach wolnych od nieustannego strachu
(Wangyal 2007).

Lekarze tybetańscy zwracają też uwagę na walory zdrowotne diety wegeta­
riańskiej, podkreślane przez samego Dalajlamę: „Nadmiar tłuszczu jest szkodli­
wy dla naszego zdrowia” (Dalajlama 2007a: 92).

Proces tybetanizacji „nowej tradycji”
Cechą charakterystyczną „wynalezionych tradycji” jest to, że pretendują one
do miana „autentycznych”. Proces ten nazywam „esencjalizowaniem”, a w oma­
wianym przypadku tybetanizacją „nowych tradycji”. Nowe globalne kategorie
w uchodźczym dyskursie tożsamości tybetańskiej - czy to demokracji, czy eko­
logii - nie są prezentowane jako obce, nowatorskie zapożyczenia warte włączenia
do rodzimej kultury, ale jako wartości w swej istocie tybetańskie. Proces adap­
tacji nie jest bowiem prostym przeniesieniem, kopiowaniem, lecz stanowi próbę
przekształcenia zachodnich dyskursów tak, by były one zgodne z tybetańskim
systemem wartości oraz, z drugiej strony, przedefmiowania kultury tybetańskiej
tak, by mogła uzasadnić wprowadzenie nowych norm.
W omawianym przypadku „nową tradycję” wegetarianizmu poddano tybeta­
nizacji przez odwołania do buddyzmu. Co ciekawe, zabieg ten zastosowali nie tyl­
ko nauczyciele buddyjscy, ale również świeccy uchodźcy urodzeni już w Indiach,
poprzez zreinterpretowanie kategorii empatii. Młodym Tybetańczykom, którzy
odebrali nowoczesne wykształcenie, zaczęła bowiem przeszkadzać wewnętrzna
sprzeczność w modleniu się o pomyślność „wszystkich czujących istot” i jedno­
czesnym zjadaniu ich. Tenzin Gelek, dwudziestokilkuletni poeta z południa Indii,
ujął to w następujący sposób:
I kiedy patrzysz na mnie, skąpanego w mojej własnej krwi
Drżącego i powoli łapiącego ostatni oddech
Nie mów za mnie modlitwy ani nie wzdychaj
Lecz przemów w imieniu tych wszystkich, którzy jeszcze mają umrzeć
(Gelek 2007).

Bhuchung D. Sonam, intelektualista młodego pokolenia z Dharamsali, nazwał
tę sprzeczność „konfliktem dwoistości” i tak opisał w wierszu:
Stara Tybetanka płacze
Widząc ciężarówkę załadowaną kurczakami

Czy jakożerca może zostać wegetarianinem?

135

W drodze do rzeźni
Potem w swoim wynajętym pokoju
Przygotowuje kozinę na obiad
Współczucie jest tak krótkie jak królicze nogi...
(Sonam 2006: 19-20).

W tybetańskiej esencjalizacji wegetarianizmu i praw zwierząt jest również
stosowana strategia opozycji do chińskiego „Innego”. Polega ona na przeciwsta­
wianiu „tradycyjnie” tybetańskiego poszanowania dla zwierząt przedmiotowemu
ich traktowaniu przez Chińczyków. Na poziomie odgórnym wygląda to następu­
jąco (wypowiedź Dalajlamy):
Od czasu chińskiej inwazji na Tybet Tybetańczycy zaczęli jeść wszelkiego rodzaju
mięso. (...) W przeszłości coś takiego było nie do pomyślenia. Polowanie na dzikie
zwierzęta i łowienie ryb były niedozwolone (Dalajlama 2007a: 93).

Na poziomie oddolnym natomiast tak (wypowiedź Yeshiego Dhondupa,
27-latka urodzonego w Dolanji, a obecnie pracującego w Delhi):
My, Tybetańczycy, gdy widzimy zabijanie, ze zgrozą odwracamy wzrok. Oni
[Chińczycy - N.B.] z zimną krwią obdzierają żywcem węża ze skóry. (...) Nie
zabiłbym swojego psa i nie zjadłbym go. Oni w ogóle nie czują żadnej empatii
wobec innych istot25.

Obrona praw zwierząt w tego typu retoryce jest zatem prezentowana jako
postawa esencjalnie tybetańska, stanowiąca wyróżnik kulturowy od tożsamości
chińskiej. Tym większą koniecznością było dla Dalajlamy jak najszybsze i sku­
teczne wyciszenie „afery ze skórami”.

Oddziaływanie „tradycji wynalezionych” na uchodźstwie
na kraj pochodzenia
Interesującym zjawiskiem, które można zaobserwować na omawianym przy­
kładzie, jest oddziaływanie tradycji „wynajdywanych” na uchodźstwie na kulturę
tybetańską w samym Tybecie, czyli - innymi słowy - transmitowanie globalnych
kategorii. Emilia Sułek, antropolożka, która prowadzi badania w Goloku (Amdo,
dziś część chińskiej prowincji Qinghai), przysyłała mi regularnie zdjęcia ulotek
i plakatów promujących wegetarianizm na tych wschodnich rubieżach Tybetu
(przez władze chińskie w ogóle nie uznawanych za Tybet). Jedna z nich, wypro­
25
Na moją uwagę, że przecież Tybetańczycy jedzą mięso, Yeshi Dhondup wyjaśnił: „Ale czujemy
się winni, gdy to robimy!”. Mowa oczywiście o wyobrażonych Chińczykach - Yeshi Dhondup nigdy
w życiu nie spotkał bowiem żadnego Chińczyka.

136

Natalia Bloch

dukowana przez mnicha z klasztoru Sertar, przedstawia między innymi kolorowe
zdjęcia zwierząt (w tym jaka), które m ów ią po tybetańsku: „Okażmy współczu­
cie zwierzętom! Drogi Przyjacielu! Prosimy, nie jedz naszego mięsa! Z powodu
mięsa tracimy nasze życia, i bardzo boimy się być zabite! Podobny plakat, tylko
z innymi zwierzętami (zamiast jaka - krowa, zamiast kozicy - pies itd.) z angiel­
skim napisem: „Kochaj nas, nie jedz nas! Wszystkie życia są cenne”, autorstwa
Tybetańskich Wolontariuszy na rzecz Zwierząt, można spotkać na uchodźstwie.
Z tym samym zjawiskiem mieliśmy do czynienia w przypadku „afery ze skó­
ram i”. W uroczystościach Kalachakry w styczniu 2006 roku uczestniczyło około
siedmiu tysięcy pielgrzymów z Tybetu, zwłaszcza ze wschodnich jego części.
Słowa potępienia wypowiedziane podczas nauk buddyjskich przez samego Da­
lajlamę zostały przez nich przeniesione do ojczyzny. Wkrótce potem Tybetańczycy w Tybecie zaczęli masowo palić te części swojej garderoby, które zawie­
rały futra chronionych zwierząt - szacuje się, że podczas zgromadzeń, w których
brało udział po kilka setek, a nawet tysięcy osób, spalono futra wartości kilkuset
tysięcy dolarów. To z kolei wywołało niepokój władz chińskich, które odebrały te
akty jako zorganizowany wyraz poparcia dla Dalajlamy. Zaczęto nawet zmuszać
prezenterów tybetańskiej telewizji do noszenia strojów zawierających futrzane
ozdoby26. Dziś w Tybecie coraz modniejsze są sztuczne futra, a urodzony w In­
diach Lobsang Wangyal, ekstrawagancki pomysłodawca wyborów Miss Tibet,
który jeszcze kilka lat temu przechadzał się po Dharamsali w chubie i tybetań­
skiej czapce obszytej naturalnym futrem, schował j ą głęboko w szafie: „Chyba by
mnie zlinczowali, gdybym wyszedł w niej na ulicę!”.

Zmagania jakożercy z wegetarianinem na poziomie codziennej
praktyki
W diasporze tybetańskiej wciąż jednak suszone mięso jaka przemycane z Ty­
betu jest traktowane jak rarytas (a może sposób na nawiązanie fizycznego kon­
taktu z „wyobrażoną ojczyzną”?). Wielu moich tybetańskich znajomych wybiera
16 Można się też spotkać z opiniami, iż władze chińskie celowo promują noszenie przez Tybetańczyków tego typu ozdób - co by tłumaczyło nieegzekwowanie prawa o zakazie handlu skórami
chronionych zwierząt - gdyż wpisuje się to w projekt egzotyzacji Tybetu jako atrakcyjnego celu wycie­
czek turystycznych, nie tylko z zagranicy, ale i z samych Chin (co z kolei stanowi ważne źródło wpły­
wów do państwowego budżetu). Jednocześnie pozwala to na pokazanie Tybetu zamożnego, w którym
„tradycyjna kultura”, wbrew twierdzeniom płynącym z Dharamsali, jest promowana. Taki wizerunek
„mniejszości etnicznych” w Chińskiej Republice Ludowej jest prezentowany w barwnym, niezwykle
atrakcyjnym graficznie i wydawanym w języku angielskim kwartalniku etnograficznym „China’s Eth­
nic Groups”. Komponuje się to z promowaną ostatnio w Chinach koncepcjąharmonijnej różnorodności
kulturowej, które to hasło przewodziło XVI Światowemu Kongresowi Międzynarodowej Unii Nauk
Antropologicznych i Etnograficznych (International Union of Anthropological and Ethnological Scien­
ces - IUAES), zorganizowanemu w chińskim Kunmingu w lipcu 2009 r. (zob. http://www.icaes2008.
org/aboutconGress.jsp - 15.06.2010).

Czy jakożerca może zostać wegetarianinem?

137

momo z bawolim nadzieniem z restauracyjnego menu, a jak policzył skrupulatnie
pewien tybetański deputowany, mniej pracowników rządu uchodźczego stołuje
się w kantynie, gdy serwowany jest tam wegetariański posiłek. Warto w tym
miejscu zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, na konieczność rozróżnia­
nia autoprezentacji tworzonych przez uchodźców w stosunku do innych Tybetańczyków, w których jedzenie mięsa wciąż jest powszechne, od autoprezentacji dla
świata zewnętrznego, w których poszanowanie praw zwierząt zostało już trwale
wpisane w definicję tożsamości tybetańskiej. To dlatego matka JJI Exile Brothers
zaserwowała nam - w większości nie-tybetańskiej publiczności - bezmięsny po­
siłek. Oznacza to, że Tybetańczycy chcą być postrzegani jako osoby empatyczne
wobec wszystkich istnień. Po drugie, wegetarianizm jako „najmłodsza” tybe­
tańska tradycja, będąca wciąż jeszcze w procesie „wynajdywania”, potrzebuje
czasu, aby jej przymusowa, instytucjonalna forma stała się codzienną prakty­
ką. Niemniej, jej obecność w sferze świadomości odczułam na własnej skórze
- odwiedzając tybetańskie domy podczas ostatniej fazy moich badań terenowych
w roku 2008, często słyszałam pytanie zadawane mi przed podaniem posiłku:
„Czy jesteś wegetarianką?” i nie musiałam się już zasłaniać wyjaśnieniami o leka­
rzu. Ponadto, odkrywałam ze zdziwieniem, że kolejni moi znajomi podejmowali
próby przejścia na wegetarianizm - podczas mojego ostatniego pobytu na bada­
niach terenowych we wrześniu 2009 r. zaskoczył mnie Sonam Palden, urodzony
na mroźnym himalajskim płaskowyżu Changtangu w Ladakhu oraz moja własna
13-letnia podopieczna z ośrodka dla dzieci tybetańskich w Dolanji. Z kolei przy­
kład „afery ze skórami” pokazuje, iż „wynaleziona tradycja” chronienia dzikich
zwierząt, zwłaszcza jeśli jest legitymizowana autorytetem elit religijnych, może
okazać się silniejsza i bardziej tybetańska niż „tradycyjne” zdobnictwo strojów.

Podsumowanie
W dyskusji o „nowych tradycjach” z reguły pojawia się zagadnienie auten­
tyczności - j u ż samo określenie „wynajdywanie” (a zwłaszcza w polskim prze­
kładzie - „wymyślanie”) sugeruje sztuczność i arbitralność. Koncepcja ta była
oskarżana o relatywizm, instrumentalizm, a nawet manipulacje. Etnosymboliści
zarzucali Hobsbawmowi, że w jego teorii „nie ma miejsca na emocje czy m oralną
wolę, nawet ze strony mas. Są one biernymi ofiarami wytwarzanych przez eli­
ty projektów społecznych, które m ają skanalizować ich uruchomione niedawno
pokłady energii” (Smith 2007: 109). Moim zdaniem, studia nad tożsamością nie
polegają jednak na poszukiwaniu tych komponentów tożsamości, które są au­
tentyczne, ale na analizowaniu procesu, w jaki sposób stają się one autentyczne.
„Nowa tradycja” może być projektem elity, ale to od woli społecznej zależy, czy
za tradycję zostanie ona uznana, bo to w gestii społeczeństwa leży jej praktyko­
wanie. Taka tradycja, jak w omawianym przykładzie, może też być kształtowana

Natalia Bloch

138

w odwrotnym kierunku - „wynaleziona” oddolnie, może zostać „przechwycona”
przez elity. W obu przypadkach świadczy ona o podmiotowości i sprawczości
tych, którzy tradycje „wynajdują” - udało im się bowiem umiejętnie wykorzystać
język globalnych dyskursów dla własnych celów politycznych, przy jednoczes­
nej modyfikacji zapożyczonych kategorii, tak by były one spójne z tym, co jest
postrzegane jako rodzima kultura.
Jak zauważyła już w latach 70. XX wieku Margaret Nowak, Tybetańczycy
nauczyli się wykorzystywać istniejące stereotypy i oczekiwania co do tego, jacy
powinni być, do promowania swojej „sprawy” na forum międzynarodowym (No­
wak 1978: 309). W celu zdobycia uznania z zewnątrz, zaczęli artykułować swoją
tożsamość za pom ocą dominujących w globalnym świecie kategorii związanych
z liberalizmem: demokracji, praw człowieka, równouprawnienia płci, świadomo­
ści ekologicznej czy wreszcie praw zwierząt, który to przypadek posłużył mi do
zobrazowania procesu adaptowania globalnie akceptowanych wartości.
Słowa kluczowe: diaspora tybetańska, Indie, Dharamsala, Dalajlama, „tradycja wy­
naleziona”, prawa zwierząt, wegetarianizm

LITERATURA
Bloch N.
2009

Być Tybetańczykiem z Indii. Polityka tożsamości na uchodźstwie, „Lud” 93,
s. 69-91.
Dalajlama (T. Giaco Dalajlama)
1999
Wolność na wygnaniu. Autobiografia, przeł. A. Kozieł, Warszawa: Świat
Książki.
Dalajlama (His Holiness the XIV Dalai Lama)
2007a
Be a Vegetarian, w: His Holiness the X IV Dalai Lama on Environment.
Collected Statements, Dharamsala: Environment and Development Desk,
Department of Information and International Relations, Central Tibetan
Administration, s. 92-94.
2007b
Stop Wearing Animal Skins, w: His Holiness the X IV Dalai Lama on En­
vironment. Collected Statements, Dharamsala: Environment and Develop­
ment Desk, Department of Information and International Relations, Central
Tibetan Administration, s. 95-96.
Dalajlama: wiele zawdzięczam...
2008
Dalajlama: wiele zawdzięczam Polsce i Polakom, „Gazeta Wyborcza”
05.12.2007, http://wiadomosci.gazeta.p1/Wiadomosci/l, 80708,6030195,
Dalajlama__wiele_zawdzieczam_Polsce_i_Polakom.html (20.03.2010).
Gelek T.
2007
Speak fo r me, http://www.semchen.org/poetry/speak-for-me-tenzin-gelek.
htm (25.08.2007).

Czy jakożerca może zostać wegetarianinem?

139

Goldstein M.C.
1978
Ethnogenesis and Resource Competition among Tibetan Refugees in South
India: A New Face to the Indo-Tibetan Interface, w: J. Fisher (ed.), Himala­
yan Anthropology: The Indo-Tibetan Interface, Hague: Mouton Publishers,
s. 395-420.
Harris V.
2007
Instructions on Not Eating Meat from His Holiness 17th Karmapa, Orgyen
TrinleDorje, http://www.shabkar.org/download/pdf/Instructions_On_Not_
Eating_Meat.pdf (18.03.2010).
Hobsbawm E.
2008
Wprowadzenie. Wynajdywanie tradycji, w: E. Hobsbawm, T. Ranger (eds.),
Tradycja wynaleziona, przeł. M. Godyń, F. Godyń, Kraków: Wydawnictwo
Uniwersytetu Jagiellońskiego, s. 9-23.
Huggler J.
2006
Big Cats under Threat: Tiger, Tiger, Burning Bright, http://www.independent.co.uk/environment/big-cats-under-threat-tiger-tiger-buming-bright466650.html (18.03.2010).
Kalmus M.
2000
Tybet. Legenda i rzeczywistość, Warszawa: Wydawnictwo Baran i Su­
szyński.
Liou C.
2007
High Fashion Tibet-style: Stopping the Illegal Tiger Skin Trade in Asia,
http://www.panda.org/ncws_facts/ncwsroorn/indcx.cfm7uNcwsID-58500
(22.08.2007).
Loescher G.
1993
Beyond Charity: International Co-operation and the Global Refugee
Crisis, Oxford: Oxford University Press.
Nowak M.
1978
Liminal „Self”, Ambiguous „Power”. The Genesis o f the „Rangzen”
Metaphor among Tibetan Youth in India, University of Washington (niepu­
blikowana rozprawa doktorska).
Press Release...
2005
Press Release - Tibetans React to Maneka, 2005, http://www.phayul.com/
news/article.aspx?id=11186&t=l (19.03.2010).
Secondo J.
2007
The Dalai Lam a’s 2006 Speech to Benefit Animals, http://network.bestfriends.org/3163/news.aspx (12.04.2010).
Shakabpa T.W.D.
1967
Tibet. A Political History, New Haven, London: Yale University Press.
Smith A.D.
2007
Nacjonalizm. Teoria, ideologia, historia, przel. E. Chomicka, Warszawa:
Wydawnictwo Sic!.
Soepa T.
2007
The Udamwara Lotus Flower Protecting the Life o f Helpless Beings. State­
ments from Sutra Relating to Eating Meat, Bylakuppe: Sera Jey Monastic
University, Sera Jey Monastery.

140

Natalia Bloch

Sonam B.D.
2006
Conflict o f Duality, Dharamsala: TibetWrites.
SubbaT.B.
1990
Flight and Adaptation. Tibetan Refugees in the Darjeeling-Sikkim Hima­
laya, Dharamsala: The Library of Tibetan Works and Archives.
Tibetan Demographic...
2000
Tibetan Demographic Survey 1998, Dharamsala: Planning Council, Cen­
tral Tibetan Administration.
Tibetan Volunteers...
2006
Tibetan Volunteers fo r Animals ’Report on Vegetarianism, http://www.semchen.org/reports/vegetarian_tibetans.htm (28.08.2007).
Tokarski K.
2009
O Wandzie Dynowskiej-Umadevi, http://www.jkrishnamurti.republika.pL
rożne .dyno wska. bio .htm (12.04.2010).
Vaughan C.
2004
Flying Solo - TheManeka Gandhi Interview, „Vegan Voice” 18, June-August,
http://www. animallib erationfront. com/ALF ront/Intervie ws/FLYIN G%
20SOLO%20-%20THE%20MANEKA%20GANDHI%20INTERVIEW.
htm (18.03.2010).
Wangyal P.
2007
Poem o f Animals on Eating Meat, http://www.shabkar.org/download/pdf/
Poem_of_Animals_on_Eating_Meat.pdf (12. 02. 2010).
Wilczyński P.
2008
Polska matka Dalajlamy, „Tygodnik Powszechny” 08.12.2008, http://
tygodnik, onet.pl/35,0,1825 l,polska_m atka_dalaj lamy, artykul.htm l
(12.04.2010).
Zolberg R.A., Suhrke A., Aguayo S.
1989
Escape from Violence: Conflict and the Refugee Crisis in the Developing
World, Oxford: Oxford University Press.
Zwierzęta...
2005
Zwierzęta Dalajlamy, http://www.sft.org.pLzwierzetadalajlamy.htm (14.04.2010).

Źródła internetowe:
Tibetan Volunteers fo r Animals, http://www.semchen.org/ (13.02.2010).
Towarzystwo Teozoficzne, http://www.ts-adyar.org (12.04.2010).
The 16th World Congress o f the International Union o f Anthropological and Ethnological
Sciences, http://www.icaes2008.org/aboutconGress.jsp (15.06.2010).

Czy jakożerca może zostać wegetarianinem?

141

Natalia Bloch
CAN A YAK EATER BECOME A VEGETARIAN? A GLOBAL
ANIMAL RIGHTS DISCOURSE AS THE „INVENTED TRADITION”
IN THE TIBETAN DIASPORA
(Summ ary)
The article tries to answer the question about the incorporation of globally spread
socio-political categories by groups from outside the Western cultural circles. The author
aims to explain the reasoning behind these ideas and how they are translated into the
practice of everyday life. As an illustration of the problem she has chosen the discourse
on animal rights and vegetarianism as the „new Tibetan tradition”, since during several
years of field research in the camps of Tibetan refugees in India she had the opportunity
to follow the birth of the idea and its development.
Refugees are an interesting group to analyse such phenomena, because they are part
of what is called the „international refugee regime” and are forced to engage in a dia­
logue with the dominant discourses. The article shows that although the participants
of the dialogue do not have equal rights, it can be the source of the group subjectivity, and
the group uses it to accomplish their own objectives. Eric Hobsbawm’s concept of „in­
vention of tradition” has been used to analyse the process.
Key words: Tibetan diaspora, India, Dharamsala, Dalai Lama, invention of tradition,
animal rights, vegetarianism

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.