-
extracted text
-
Sławomir Sikora • ETNOGRAFIA JAKO SPOSÓB ŻYCIA ALBO SPOTKANIA Z MUZYKAMI WIEJSKIMI
A
ndrzeja Bieńkowskiego (artystę malatza, etno-
gtafa, ptofesota A k a d e m i i Sztuk Pięknych
-
jak głosi n o t k a na okładce) poznałem w drugiej
SŁAWOMIR
SIKORA
połowie lat siedemdziesiątych. Malował wówczas za
bawne s t w o t k i zamieszkujące fantastyczny, kolorowy
świat, w którym A n t e k Libera i n c o g n i t o podpatrywał
siedzącego p o d kloszem Becketta, a w u j c i o Teodot
udzielał dobrych rad, o czym donosiły nieco w i t k a c o w skie w stylu podpisy. Już wtedy opowiadał o podtóżach
na „swoją wieś" i wspaniałym doświadczeniu słuchania
muzyki. N i e była to jednak wówczas jeszcze muzyka
Etnografia jako sposób
życia albo spotkania
z muzykami wiejskimi
wiejska, a ptzynajmniej nie ptzede wszystkim... W* pa
mięci błąka m i się repertuar postromantyczny: może
Bruckner, może Mahler, a może nawet jakiś Wagnet,
c h o ć Bieńkowski w książce Ostatni
wiejscy
muzykanci
wspomina, że interesował się wtedy muzyką współcze
Andrzej Bieńkowski, Ostatni wiejscy muzykanci.
sną, Strawińskim i Lutosławskim (ja zapamiętałem fa
Ludzie, obyczaje, muzyka, Prószyński i S-ka S. A.,
scynację Messiaenem). Wieś „oswojona" odtobiną m u
Warszawa 2001 (książka wraz z płytą C D ) .
zyki ludowej nie protestowała przeciw t y m „ekspery
m e n t o m " słuchania
„muzyki w y s o k i e j " ,
wiadomo:
„państwo przyjechało"... Przełom w zainteresowaniach
miała sprawić usłyszana w radiu gra braci Mętów, a po
poczekali, aż włączą światło, ale o n i mnie nie słuchają,
zbici w ciasne kolo, grają ekstatycznie i śpiewają do sie
tem spotkanie z muzyką skrzypka Józefa Kędzierskie
go... Początkowa relacja zaczęła ulegać odwróceniu to Bieńkowski zaczął oswajać się z inną muzyką. Oswa
jać i poszukiwać tego, co na samej wsi odchodziło już
w zapomnienie. Początki były trudne, b o w i e m , jak wy
bie, nie zwracając w ogóle na m n i e uwagi. Cóż mogę
powiedzieć? Nigdy przedtem a n i p o t e m nie słyszałem
tak fenomenalnej muzyki. (...) Słuchałem zafascynowa
ny i jednocześnie zrozpaczony, że nie mogę tego nagrać.
(...) Czuję, że pan Józef opada z sił, euforia mija
znaje, owa fascynacja i pragnienie poznania tego frapu
(...)
Włączają prąd". A doświadczenie to poprzedza opis
jącego fenomenu nie znajdowały oparcia w wiedzy et
próby zakupu magnetofonu, który byłby w stanie spro
nomuzykologów. I c h książki i poglądy wydawały się na
stać przypisanej m u f u n k c j i , tzn. pozwolił nagrywać.
zbyt hermetyczne i mało przystające do tego, co odnaj
dywał w samej muzyce, na wsi. Tak też pojawiło się postanowienie-postulat, aby nauczycielami stali się sami
Andr/.ci
Bieńkowski
muzykanci i ludzie ze wsi, oraz żeby w pracy na plan
i. i 11 i i t
pierwszy wybić p u n k t widzenia samych muzykantów...
Takie podejście (fachowo nazywane emicznym) etno
Judzie
logia dość dawno uznała za ważne w poznaniu obcej
kultury, c h o ć czasem się wobec niego dystansowała lub
zapominała o n i m . . . Swoiste odrodzenie podejście to
obyczaje
przeżywa już od jakiegoś czasu, choćby w związku
z t y m , że w etnologii coraz częściej mówi się o różnych
uzupełniających się (niczym w kubistycznym obrazie)
muzyka
p u n k t a c h widzenia, o surrealizmie etnograficznym,
a w końcu o etnografii nie jako o specyficznej nauce
gromadzącej, zdobywającej (wytwarzającej) „wiedzę",
lecz raczej jako o specyficznej relacji ze spotkania etno
graficznego (np. George M a r c u s ) .
Wspominane przez Bieńkowskiego w książce pierw
sze próby nagrań wydają się wręcz groteskowe, c h o ć
groteskę tę można by również nazwać surrealizmem so
cjalistycznym. „Józef Kędzietski, na początku zgorzknia
ły i sceptyczny, zaczyna grać i nagle zaczyna się z n i m
dziać coś takiego, że jego muzykanci, sami zdziwieni,
\4*
krzyczą 'Graj, Józiu! Dobrze, Józiu!' - i w t y m m o m e n
cie... wyłączają prąd. O d zachodu idzie burza. Pan Józef
ma 70 lat, wiem, że długo takich emocji nie wytrzyma.
Proszę muzykantów, żeby przestali grać, żeby odpoczęli,
257
Sławomir Sikora • ETNOGRAFIA JAKO SPOSÓB ŻYCIA ALBO SPOTKANIA Z MUZYKAMI WIEJSKIMI
Książka Ostatni
obyczaje,
szytach etnograficznych (co niby naturalne) obfitują
A n d r z e j a Bieńkowskiego jest t w o r e m zaiste
w uchwycone (niczym na fotografii) c h w i l e : „idę jesz
ciekawym. Składa się z tekstu pisanego, bardzo licz
cze do Stanisława Mizery. W ł a ś n i e idzie przez podwór
n y c h zdjęć oraz dołączonej płyty k o m p a k t o w e j z na
k o do chlewa z w i a d r e m . . . " , „Kędzierski, załamany, sie
muzyka
wiejscy muzykanci.
Ludzie,
graniami „ostatnich muzykantów". Dzięki t e m u staje
dzi w k u c h n i n a d talerzem zupy", „Prosi, żebym wyjed
się, można by rzec, przedsięwzięciem
multimedial
n a ! u jego żony 'dyspensę' na granie", „Skiba jest dale
n y m . . . A l e ciekawa jest również konstrukcja samej
k o w p o l u , widzimy jego sylwetkę, idziemy po niego".
książki. N i e zawiera ona spisu treści, ma za t o szczegó
Zapiski owe często chwytają c h w i l e właśnie w „prozie"
łowy indeks muzyków, o których t r a k t u j e . To pozba
i c h teraźniejszości. Dlaczego właściwie ma nas intere
wienie spisu treści jest zabiegiem (chociaż być może
sować to, że Kędzierski właśnie siedzi nad talerzem zu
było to czyste przeoczenie) znaczącym. C h o ć b o w i e m
py, Skiba majaczy na polu w tle, a Mizera właśnie idzie
książka składa się z trzech wyraźnie odrębnych części
przez podwórko do chlewa. A jednak te uchwycone
(podzielonych na wiele „subczęści"), t o jednak stano
detale codzienności, w połączeniu z i n n y m i spostrzeże
w i organiczną całość. Pierwsza część to próba opisania
n i a m i , budują z o w y c h pojedynczych, idiograficznych
f e n o m e n u muzyki (jak i własnego zainteresowania),
obrazów specyficzny k l i m a t wsi, i jest to obraz wielo
próba p e w n y c h generalizacji i syntetycznego spojrze
wymiarowy. „Józef M e t o jest wyraźnie niezadowolony
nia. A pośród tytułów podrozdziałów można odnaleźć
z tego, że brat gra, podchodzi do niego, mówiąc pół
te dotyczące n a u k i muzyki, instrumentów, wesela, ale
głosem: ' N o dość już tego grania'. Kazimierz p o t u l n i e
także zdjęć i specyfiki f e n o m e n u pamięci ludzi wiej
wychodzi i wraca d o swojej przybudówki. T a m już gra
skich. Druga składa się ze zdjęć (w podziale na regio
tylko dla siebie i małej g r u p k i rozbawionych dziecia
ny i mikroregiony) zrobionych przez Bieńkowskiego,
ków." A rzecz dzieje się w czasie wesela, gdzie kapela
jego żonę Małgorzatę (kilka u j ę ć ) , odnalezionych na
z saksofonem, gitarą i perkusją gra już „nowy", obo
wsi fotografii muzykantów
okołomuzycz-
wiązujący obecnie najczęściej rodzaj muzyki. Często
n y c h " , a także k i l k u „monideł", charakterystycznych
pojedyncze relacjonujące zdanie kryje trafną charak
i „spraw
swego czasu na wsi (i nie tylko) szczególnych p o r t r e
terystykę, właśnie k l i m a t spotkania: „Siadamy więc
tów ślubnych, r o b i o n y c h często przez wędrownych fo
i zaczynamy rozmowę o wszystkim, tylko nie o t y m , po
tografów post factum z powierzonych fotografii, a na
cośmy t u przyjechali". Bieńkowski przytaczając m n ó
stępnie p o d m a l o w y w a n y c h . . . Zdjęcia zrobione przez
stwo historii, anegdot i obserwacji, odwołując się ra
Bieńkowskich i odnalezione na wsiach mają najczę
czej do języka k o n k r e t u , a nie uogólnienia, kreśli fa
ściej szczegółowy opis wskazujący na okoliczność i c h
scynujący p o r t r e t muzykantów wiejskich lat osiem
wykonania, identyfikujący postaci, przytaczający zwią
dziesiątych i dziewięćdziesiątych (już) zeszłego w i e k u ,
zane z d a n y m i osobami historie i t d . Trzecia część to
ale także szczególny p o r t r e t wsi. A w owej „pojedyn-
frapujący d z i e n n i k (fragmenty), nazwany przez Bień
czości" ujęcia, w i e l o k r o t n i e kryje się trafna synteza
kowskiego „zeszytami etnograficznymi", zapisujący to,
szczególnej mentalności, sposobu rozumowania i by
co u m y k a - jak pisze - „normalnej d o k u m e n t a c j i (na
cia, w końcu, skali wartości ludzi wsi.
fotografii, taśmie w i d e o ) : k l i m a t wizyty, stosunek m u
zykantów do ludzi, świata, do m o i c h przyjazdów".
Muzykę na wsi dzielono na „granie" (muzyka dla
siebie l u b k i l k u par w izbie), „muzykę" ( o d p o w i e d n i k
Prezentowane zdjęcia nie należą do fotografii arty
dzisiejszych zabaw) oraz „wesela". Potem pojawiły się
stycznej, c h o ć można pośród n i c h znaleźć całkiem
jeszcze „folklory", czyli muzyka na festiwale i przeglą
sporo wspaniałych kadrów, jak choćby t e n , który zna
dy. Bieńkowski mówi też, że istniały trzy grupy, czy też
lazł się na okładce książki (a ciekawą historię, jaka się
kategorie muzyków: pierwsza, najwyżej na wsi cenio
z n i m wiąże, można przeczytać na stronie 121), czy też
na, grywała na większych weselach i zabawach („mu
ten, na którym Józef L a m e n t , otoczony w n u k a m i ,
zykach"). W a r t o zauważyć, że klasyfikacja ta nie za
opowiada przed d o m e m a u t o r o w i książki o d a w n y c h
wsze musiała pokrywać się z tą, którą preferowaliby l u
weselnych obyczajach (s. 104-5). Muzycy występują
dzie z zewnątrz, etnomuzykolodzy, czy też ludzie „pro
najczęściej z i n s t r u m e n t a m i , czasem grając, a czasem
fesjonalnie" zajmujący się muzyką wiejską. Pierwsze
pozorując jedynie grę. K a d r y owe nie są szczególnie
miejsca na „folklorach" mogli b o w i e m zajmować m u
aranżowane, a otoczenie nie wydaje się starannie do
zykanci nawet trzeciej, najmniej cenionej przez wieś
bierane. Często ukazują muzyków w ciasnych wnę
kategorii. Czasem wiązało się t o z f a k t e m , że dawniej
trzach, niekoniecznie w d o b r y m oświetleniu. M u z y
wieś wobec muzykantów stawiała wysokie wymagania,
kanci, najczęściej u j m o w a n i en face, wraz ze swymi i n
narzucając często repertuar, wymagając wyjścia poza
s t r u m e n t a m i n i e m a l zawsze stają się postaciami cen
k a n o n (Bieńkowski porównuje f e n o m e n „ogrywania
t r a l n y m i . Czasem patrzą o n i w obiektyw, czasem nieco
oberka", trwający czasem kilkadziesiąt m i n u t „popis"
sztucznie
zdolności i klasy muzykanta, do improwizacji jazzo
(na
pozowanych zdjęciach)
spoglądają
w b o k . . . A l e ta powtarzająca się k o n w e n c j a f r o n t a l n e
w y c h ) , to k a n o n był ceniony zdecydowanie najwyżej
go fotografowania jeszcze bardziej uwydatnia spotka
przez etnomuzykologów (muzyka musiała być czysta),
n i o w y charakter tej etnografii. Podobnie zapiski w ze
musiał pojawić się na „folklorach", a k a n o n (owo spe-
258
Sławomir Sikora • ETNOGRAFIA JAKO SPOSÓB ŻYCIA ALBO SPOTKANIA Z MUZYKAMI WIEJSKIMI
cyficzne
zatrzymanie w czasie) bywa s y n o n i m e m
śmierci.
zjawiska. O w e opisy poprzez swoją „oczywistość" sta
wiają przed oglądającym/czytelnikiem większe wyma
Bieńkowski r o b i jeszcze jedną ciekawą rzecz, dość,
gania. Podobnie b o w i e m jak niesumienny uczeń, po
jak sądzę, unikalną w Polsce, c h o ć znajdującą o d ja
mijający opisy przyrody w Panu Tadeuszu,
kiegoś już czasu p e w i e n wyraz w e t n o l o g i i światowej,
zignorować i c h znaczenie i wagę.
łatwo może
a m i a n o w i c i e pokazuje rezultaty swojej pracy - zapisy
C h o ć reprezentowaną przez Bieńkowskiego posta
wideo gry muzykantów - i c h b o h a t e r o m oraz sąsiadom
wę można by również nazwać „etnografią ratującą", to
tychże. Rezultaty owego „patrzenia na siebie" Bień
jednak wolałbym podkreślić spotkaniowy charakter
k o w s k i również skrzętnie o d n o t o w u j e , a wieś, często
tej etnografii, nazwać ją „etnografią jako spotkaniem",
skora do kpiny, nie zawsze najłagodniej obchodzi się
a jest to spotkanie doprawdy ciekawe i wzbogacające.
z t y m i s w o i m i mieszkańcami.
Bieńkowski, wspominając o swoich k o n t a k t a c h z Ja
Jak już wspomniałem, zdjęcia zawarte w książce nie
dwigą Sobieska ( w y b i t n y m e t n o m u z y k o l o g i e m ) , po
silą się na sztukę, są zapisem c h w i l i i spotkania, d o k u
wiada, że rozstając się z nią stwierdził, iż zazdrości jej
mentują ludzi i instrumenty. I c h nagromadzenie t w o
wspaniałej przygody zetknięcia ze światem ludzi i m u
rzy jednak specyficzną jakość. Ciekawsze wydają się
zyki ludowej. A l e tę przygodę także j e m u dane było
fotografie uchwycone w czasie autentycznej gry, reje
przeżyć, a iskry z niej możemy odnaleźć w fascynują
strujące muzyków w ekstazie nazwanej przez Bieńkow
cej, odosobnionej na naszym r y n k u (tak księgarskim,
skiego „postawą imponującą", niż zdjęcia muzykantów
jak i etnograficznym) książce.
„składających się" do gry. A l e , jak sądzę, śledząc zmie
niające się twarze ludzi trzymających skrzypce czy har
Bieńkowski
zmienił swój styl malarski. Tworzy
obecnie coś, co d a w n i e j , jak powiada, nazywano „ma
monię, w a r t o też zwrócić uwagę na d r u g i plan: obrazy
larstwem rodzajowym". N a ścianie w jego mieszkaniu
na ścianach
(czasem „niedbale" ucinane k a d r e m ) ,
wisi powstały na podstawie fotografii (a jest to d o
malowane wzory z wałka (tzw. r z u c i k i ) , strój (który,
prawdy fenomenalne ujęcie - s. 100-101) p o r t r e t ja
jak notuje Bieńkowski, często muzykanci specjalnie
dących wozem wieśniaków. Spotkanie
zmieniali przed n a g r a n i a m i ) , cały szczególny entourage
m u z y k a n t a m i w i e j s k i m i wyryło trwały ślad na życiu
wiejskich
A n d r z e j a Bieńkowskiego. Pozostaje powiedzieć j e d
wnętrz. Można b o w i e m , jak m n i e m a m ,
z ostatnimi
twierdzić, że zdjęcia w tekście (narracji) pełnią rów
n o : zazdroszczę Bieńkowskiemu tak przygody, jak i fa
nież rolę rozbudowanego opisu: postaci, przedmiotu,
scynacji.
. N a d j e c h a l i f u r m a n k ą wieczorem, zdziwieni, że przed i c h d o m e m na uboczu stoi 'taksówka'. Stanisław P a l u c h c h ę t n i e
zgodził się na nagrania, ale musiałem m u przywieść skrzypce i b ę b e n (...) R o k 1984." A n d r z e j Bieńkowski,
Ostatni wiejscy muzykanci
259