http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/1970.pdf

Media

Part of Rom jako swój i jako obcy / LUD 1995 t.78

extracted text
Lud, t. 78, 1995

EWA NOWICKA
Instytut Socjologii
Uniwersytet Warszawski

ROM JAKO SWÓJ I JAKO OBCY.
ZBIOROWOŚĆ
ROMÓW W ŚWIADOMOŚCI
SPOŁECZNOŚCI
WIEJSKIEJ l
I
1. Cel badania
Przedmiotem referowanego badania był stosunek do niewielkiej grupy
mniejszościowej w świadomości i społecznym odbiorze większości. Większością, której postawy stanowią przedmiot moich zainteresowań, są mieszkańcy trzech wsi górskich: Ochotnica Górna, Jurgów i Czarna Góra. Mniejszość
nato mas t stanowi niewielka w każdym przypadku grupa osiadłych Romów,
licząca w chwili obecnej w Ochotnicy ok. 35 osób, w Jurgowie najwyżej
kilkanaście osób (4 rodziny) i ok. 166 osób w Czarnej Górze. Są oni pod
wieloma względami traktowani jako obcy, a pod innymi stanowią zbiorowość
swojaków. Celem moim jest prześledzenie 'zasięgu i sensu owej obcości, jak
i swojskości w myśleniu, postawach i zachowaniu mieszkańców społeczności
wioskowych.
l Artykuł
niniejszy jest oparty na badaniu empirycznym o charakterze antropologicznym,
przeprowadzonym zimą w roku 1994 i również zimą 1995 w trzech wsiach województwa
nowosądeckiego. Technikami badawczymi były: obserwacja uczestnicząca, długie swobodne
wywiady pogłębione. czasem nagrywane i spisywane z taśmy magnetofonowej, a czasem notowane
i odtwarzane z notatek. Niektóre wywiady nie mogły być nagrane z powodów technicznych
(niesprawność sprzętu nagrywającego, zbyt duża ilość hałasów: psy, dzieci, szum potoku, osoby
mówiące równocześnie, włączony telewizor) lub z powodu odmowy nagrania. Wszystkie wywiady
zostały przeprowadzone osobiście przez autorkę tego artykułu.
Referowane badanie mieści się w nurcie moich studiów nad swojskością i obcością jako
podstawowymi wymiarami rzeczywistości społecznej, trwającym od roku 1988. Efektami kolejnych
badań są książki: Swoi i obcy, pod red. E. Nowickiej, Warszawa 1990; Religia a obcość, pod red.
E. Nowickiej, Kraków 1991; E. Nowicka, M. Majewska, Obcy u siebie. Luteranie warszawscy,
Warszawa 1993; Gość w dom, pod red. E. Nowickiej i S. Łodzińskiego, Warszawa 1993. Prowadząc
referowane badania korzystałam intensywnie z nie cytowanych w przypisach prac na temat
Romów w Polsce autorstwa Lecha Mroza, Andrzeja Mirgi i Jerzego Ficowskiego. W badaniu
uczestniczyła moja magistrantka, Justyna Gorlewska.

358
Opracowanie to z jednej strony ma charakter case-study, a z drugiej ma
obalać lub potwierdzać hipotezy ogólne. Jest to zatem zarówno analiza
konkretnego przypadku, jak i przyczynek do ogólnej teorii społecznego
dystansu i wiedzy o stosunkach międzyetnicznych.
2. Romowie w Ochotnicy Górnej, Jurgowie i Czarnej Górze jako przedmiot
badań
Przypadek Romów zamieszkałych w trzech podobnych, choć nieco różniących się między sobą wsiach wydał się szczególnie interesujący z kilku
powodów:
1. Mamy tu do czynienia z interesującą sytuacją względnie bezkonfliktowego współistnienia grup etnicznych (polaków, Romów i -- w przypadku
Jurgowa i Czarnej Góry - Słowaków). Będę się starała ustalić przyczyny tej
bezkonfliktowości. Wydają się one tkwić z jednej strony w zasadniczej izolacji
społecznej obu grup i ich znacznym dystansie społecznym oraz, z drugiej
strony, w głębokim zadomowieni).l mniejszości romskiej;
2. Ochotnica, Jurgów i Czarna Góra dostarczają przykładów typowej
zbiorowości wiejskiej, lokalnej, w dużym stopniu tradycjonalnej, charakteryzującej się specyficznym typem lokalnej więzi społecznej. Interesuje mnie
współżycie takiej grupy z miejscową grupą Romów, żyjącą na stałe w jej
obrębie, powiązaną z nią licznymi więziami, choć zarazem jako obcą postrzeganą i postrzegającą siebie;
3. Ten fakt stwarza dogodną sytuację do badania dwóch poziomów wiedzy
(w szerokim sensie słowa)
wiedzy opartej na doświadczeniu i
wiedzy opartej na społecznej tradycji.
W przypadku wiejskiej zbiorowości lokalnej istmeJe zarówno poziom
wiedzy i postaw związanych z bezpośrednim kontaktem, jak i wiedza o charakterze uogólnionym;
4. Tego rodzaju lokalna zbiorowość dostarcza również dogodnego pola
obserwacji dla tworzenia się różnych poziomów swojskości i obcości.
3. Hipoteza badawcza
Hipoteza, postawiona w referowanym badaniu, mówi o wielowarstwowym
charakterze poczucia swojskości i obcości w stosunkach lokalnych zbiorowości
wiejskich z Romami. Społeczność wiejska tworzy sieć więzi, które sprawiają, że
na jednych poziomach współżycia mniejszość etniczna postrzegana jest w kategoriach obcości, zaś na innych w kategoriach swojskości. Romowie we
wszystkich trzech wsiach, mimo różnic ich sytuacji - materialnego poziomu
życia, przeciętnego stopnia wykształcenia i akceptacji standardów kultury
naszego kraju - są bowiem traktowani zarazem jako swoi i jako obcy.

359
Przywołać tu warto koncepcję obcego bliskiego, znanego, żyjącego równocześnie wśród i obok nas autorstwa Georga Simrrila 2, która wydaje się dobrze
stosować do przypadku tu poddawanego analizie. Romowie są bowiem bliscy
terytorialnie i postrzeżeniowo, ale kulturowo, a zwłaszcza społecznie, są
poważnie oddaleni od zbiorowości wioskowej. W niniejszym artykule będę się
starała prześledzić przejawy poczucia swojskości i obcości wobec Romów
w różnych sferach życia wioskowego.
4. Opis badania
Każda z wsi, w których przeprowadzone
zostały badania, ma pewną
specyfikę i wybrana została spośród zbiorowości wiejskich Spisza i Gorców
(w których mieszkają osiadli Romowie) z różnych powodów. Jurgów stanowi
wieś, gdzie bardzo mała grupka Romów jest w znacznym stopniu zintegrowana, i gdzie dystans społeczny między grupami etnicznymi jest stosunkowo
niewielki. Czarna Góra to wieś, gdzie zbiorowość Romów jest relatywnie duża,
i gdzie można obserwować zróżnicowanie spoleczne ludności romskiej; różnice
wykształcenia wahają się od ukończonych studiów wyższych do nieukończonych czterech klas szkoły podstawowej. Ochotnica Górna to wieś, w której
Romowie stanowią grupę małą, wyraźnie podupadającą społecznie i ekonomicznie, jednocześnie wcale się nie integrującą. Wybrana została między
innymi dlatego, że jest to wieś dobrze znana przez autorkę tego opracowania;
znaczna liczba kontaktów osobistych zadzierzgniętych wiele lat temu ułatwiła
uzyskanie ważnych informacji.
Ponadto w Ochotnicy Górnej wydarżyło się coś, co mogło zbiorowość
cygańską i polsko-cygańskie kontakty ukazać z nowej strony. W końcu
listopada 1993 roku jedna z młodych Cyganek urodziła czworaczki, co
wywołało zainteresowanie
nie tylko mieszkatlców wsi, ale i komentarze
w prasie lokalnej, dostarczając realnego problemu do rozwiązania dla miejscowych władz. W tym samym 1993 roku nabrała impetu sprawa cygańskich
szkół lub klas - propozycja duszpasterza Cyganów z Limanowej. Propozycja
ta jest też przedmiotem komentarzy, wprawdzie w węższych kręgach - głównie wśród nauczycieli i miejscowej elity intelektualnej, ale stanowiła interesujący punkt wejścia we wzajemne kontakty i poznanie sposobu patrzenia
na Romów.
Wywiadami objęto parę kategorii rozmówców:
l) urzędnicy pracujący we władzach gminy,
2) przedstawiciele miejscowej elity intelektualnej: nauczyciele, księża, lekarze,
3) szeregowi mieszkańcy wsi, zarówno bezpośredni czy dalsi sąsiedzi, jak
i mieszkający w znacznej odległości od cygańskich osiedli.

2

G. Simmel, Obcy, w: G. Simmcl, Socjologia, Warszawa

1975, s. 504-512.

360
Wywiad skupiał się wokół kilku spraw podstawowych:
1) Stanu wiedzy o Romach: ich miejscu zamieszkania, historii, długości pobytu
w miejscowym osiedlu, ich specyfice kulturowej: wiary, zawodów, uzdolnień,
cech osobowości;
2) Ustaleniu tożsamości Cyganów w świadomości ludności miejscowej: kim są
naprawdę, jakiej są narodowości, czy są Polakami;
3) Stosunku do Romów: termin "Cygan" jako epitet i jako termin opisowy,
sposób oceniania Romów, kryteria oceny i efekt oceny;
4) Opisu kontaktów cygańsko-wiejskich: kontakty sąsiedzkie, stosunek do
małżeństw mieszanych, konfrontacja własnych kontaktów informatora z Romami z jego opisem stanu rzeczy.
Romowie we wszystkich trzech miejscowościach mieszkają w samym
centrum wsi, w miejscu widocznym i łatwo dostępnym, przy głównej drodze,
którą jeździ autobus. Jedynie trzy domy Romów w Jurgowie są położone nieco
na uboczu, ale też w obrębie wsi. Osiedla Romów leżą tuż za potokiem, na
względnie płaskim skrawku tarasu rzeki Ochotnicy, Białki i małego dopływu
Białki tuż za rzeką. Są to miejsca widoczne, dostępne, terytorialnie nicizolowane, choć zawsze zamieszkałe bardzo gęsto - chaty romskie położone są blisko,
jedna obok drugiej.
II
1. Między innością a obcością
Posługuję się tu wypracowanymi w toku licznych badań empirycznych
pojęciami obcości i swojskości. Na Romów starałam się spojrzeć jako na
osobliwych obcych w społeczności lokalnej. Punktem wyjścia tej obserwacji
były następujące ustalenia teoretyczne.
Kiedy mówimy o kimś innym, możemy mieć na myśli fakt, że jest to osoba
różna od nas (czyli nie tożsama z nami) lub też od kogoś, kogo wcześniej
wskazywaliśmy lub mieliśmy na myśli. Możemy też mieć na myśli, że ów
człowiek różni się w sposób godny naszej uwagi od nas lub od kogoś innego,
kogo wcześniej wskazywaliśmy.
W pierwszym przypadku mamy do czynienia z operacjami myślowymi,
prowadzącymi do porządkowania świata, koniecznymi zwłaszcza dla ustalania zakresu pojęć i kategorii poznawczych. W drugim przypadku mamy do
czynienia z następnym etapem opisywania, czy nawet rozumienia świata.
Tak więc, "inny" to raz to samo, co "ten drugi", a kiedy indziej to samo, co
"różny" lub "odmienny". Zarówno proces myślowy, który towarzyszy naszemu
życiu codziennemu we wszystkich sytuacjach zwyczajnych i niezwykłych, jak

361

i dyskurs naukowy 3 operujący procedurami, które pozwalają na rozróżnienie
rzeczy od siebie, czyli na ustalenie, że "to nie to samo" oraz na stwierdzeniu,
"dlaczego to nie to samo", czyli wskazanie różnic.
W życiu społecznym owe procesy myślowe są podstawą istnienia ustrukturowanej zbiorowości. Wiemy, że różne kultury przywiązują wagę do różnych
kryteriów odmienności, nazywając i podkreślając różnice, które gdzie indziej
nie są traktowane jako istotne lub też są w ogóle ignorowane albo wręcz
niedostrzegane. Tam, gdzie mamy do czynienia z jakąkolwiek strukturą
społeczną, konieczne jest rozróżnienie statusów i ról. Tak więc, dostrzegane
i wyodrębniane cechy ludzi i rzeczy w jednych kulturach są społecznie
obojętne, a w innych nabierają sensu istotnego dla myślenia i działania
jednostek i grup. Antropologia społeczna, a zwłaszcza jej kierunek określany
mianem antropologii poznawczej (lub kognitywnej) dostarcza mnóstwa danych
faktograficznych oraz analiz tego rodzaju zróżnicowania4.
Spośród niezliczonej liczby cech, które posiada każda jednostka, poszczególne kultury i społeczeństwa wybierają tylko niektóre - te, którym
zostaje nadane znaczenie. Inne pozostają poza zasięgiem zainteresowania.
Ponadto trzeba pamiętać, że poszczególne cechy są w konkretnych społeczeństwach po prostu nie dostrzegane, pozostają poza zasięgiem percepcji uwarunkowanej nie tylko biologicznie, ale też i społecznie. Inne, to cechy, które są
wprawdzie rozróżniane, (postrzegane) na poziomie zmysłowym, ale którym nie
przydaje się żadnego społecznego znaczenia.
Problem swojskości i obcości rozgrywa się gdzieś na granicy między
postrzeżeniową a wartościującą płaszczyzną inności - na przejściu od tego co
inne w sensie deskryptywnym, do tego, co i.nne w sensie psychologicznym czy
społecznym, a więc od opisu do oceny, od faktu do wartości.
W procesie strukturalizacji świata społecznego inność może pozostać tylko
innością, ale może też przerodzić się w obcość. Gdy w odczuciach ludzkich
wraz ze stwierdzeniem faktu odmienności pojawia się poczucie niezrozumiałości, dziwaczności, niezręczności, śmieszności, wstrętu, a także zdziwienie,
niepokój, strach lub uczucie zagrożenia, tam inność nabiera znamion obcości.
Obojętna postawa obserwatora zmienia się w zaangażowaną, czyli - do
3 Nie można oczywiście utożsamiać
procesów myślowych, towarzyszących sytuacjom życia
potocznego 7. tymi, które: występują w dyskursie naukowym. Pierwsze są w znacznie większym
stopniu "skażone" emocjami, przesądami i w większym stopniu mają charakter odruchów. Ich
efekt jednak, choć przybiera postać raz mniej, a raz bardziej wyartykułowaną i świadomą, zdradza
pewne podobieństwo - prowadzi do rozróżniania przedmiotów (w szerokim sensie tego słowa)
od siebie.
4 Są to prace na temat sposobów
dzielenia przestrzeni, czasu, postrzegania chorób i stanu
zdrowia. kategoryzowania różnych zwierząt, roślin, ezy całego świata przyrody. Pierwszą praeą na
ten temat była książka M.vś/ nieoswojona C. Lćvi-Straussa, Warszawa 1968.

362
obserwacji dołącza się ocena, która od tej pory będzie kierowała samą
obserwacją. Czasem ocena w ogóle zastępuje obserwację, a w procesie poznania wartościowanie często ją wyprzedza. Oceny, które nie dotyczą bezpośrednio przedmiotu właśnie poznawanego, wpływają na kształt samych spostrzeżeń. Wtedy to pojawia się stosunek emocjonalny, zabarwiony niechęcią, odrazą
lub wstrętem, albo też zachwytem, fascynacją czy pożądaniem. Kierunek
emo~ii może być różny, ale zawsze występuje pewna intensywność tychże
emocJI.
Dystans społeczny, który jest naj korzystniejszą operacjonalizacją teoretycznej koncepcji swojskości i obcości wiąże się z następującymi cechami do
stosunku poznania:
a) z przekonaniem
o odmienności przedmiotu poznania (im silniejsze to
poczucie, tym większy dystans),
b) z poczuciem dziwaczności, śmieszności, głupoty, niezrozumiałości, wstrętu
i zagrożenia,
c) małą wiedzą i małą potrzebą wiedzy na temat drugiej grupy, i
d) niechęcią wyrażającą się w negatywnych cechach, niskim statusie przedmiotu percepcji.
Wychodząc z powyższych założel1 można się przyjrzeć sytuacji określonych "innych", którzy w naszym społeczeństwie mają znamiona szczególnie obcych. Wiele aspektów stosunku do Romów świadczy o ich obcości,
ale można wskazać na takie elementy współżycia polsko-romskiego, które
kwalifikują ich jako swoich. Niektórzy z mieszkańców wsi na postawione
wprost pytanie: "Czy Cyganie są tu raczej obcy czy raczej swoi?" odpowiadają bez zastanowienia i z pewnym ładunkiem emocjonalnym, że są bez
wątpienia swoi, choć zaraz potem podkreślają, że "Cygan to Cygan", że
"Cyganie, to wiadomo ... ", akcentując tym odmienność i obcość Romów.
Domniemuję więc zachodzenie zjawiska swoistej wielopoziomowej konstrukcji
swojskości i obcości.
2. Romowie jako obcy
2.1. Odmienność Romów
Romowie są postrzegani jako głęboko odmienni zarówno fizycznie, jak
i psychicznie, społecznie i kulturowo. Do rzadkości należy wypowiedź proboszcza z Jurgowa, który mówi o Romach mieszkających w tej wsi: "Cyganie nie
różnią się ani obyczajem ani niczym". Jednakże w dalszej części rozmowy
mówi: "Niektórzy Cyganie bardzo się różnią, inni nie. Niektórzy są jak
posągowy Hindus, a normalnie są podobni do Arabów". Przy tym specyficzne
cechy kulturowe są często odbierane w kategoriach biologicznych, quasi-biologicznych, czy naturalnych.

363
2.1.1. Odmienność biologiczna, naturalna
W wypowiedziach wielu moich rozmówców słowo "są" w zdaniach:
"Cyganie są tacy a tacy" nie oznacza tego, że tak się przypadkiem zachowują,
ale że mają taką cechę niejako organiczną, że jest ona niejako w sposób
naturalny lub nawet definicyjni e z nimi związana. Wydaje się, że takie
"wrodzone" lub "naturalne" cechy osobowości ma na myśli młody duchowny,
zajmujący się w parafii katechezą, gdy mówi o ich religijności: "Religijność
bardzo uczuciowa, bardzo spontaniczna". Powstaje podobne wrażenie, gdy
mówi o trzech cygańskich chłopcach ministrantach: "Jak na swoje możliwości,
dobrze wypełniają obowiązki". Biologiczne podstawy tych cech są oczywiste
w jeszcze innej wypowiedzi duchownego: "Osobowość Romów jest inna niż
Polaków. Żyją teraźniejszością, bez odpowiedzialności - taka jest ich natura,
wychowanie, tradycja". Widać, jak bardzo trudno autorowi wypowiedzi jest
rozdzielić sferę biologiczną i kulturową; wydaje się to charakteryzować
myślenie o Cyganach większości, jeśli nie wszystkich mieszkańców badanych wsi.
Wśród cech biologicznych wymienianych jako znamiona "inności" podkreślane są: "czarność" rozumiana jako ciemne włosy i ciemny kolor skóry.
Starsza kobieta wspominająca czasy przedwojenne mówi o Cyganach i Żydach, iż "Zydy były ładne, bielućkie, a Cyganie - nie, one carne". Nauczycielka z Czarnej Góry mówi o bardzo jasnoskórym cygańskim chłopcu, który
odznacza się wybitną urodą; jest taki blady, że trudno nawet rozpoznać, że to
Cygan.
Drugą ich cechą fizyczną jest, w przekonaniu znacznej części mieszkańców
wszystkich trzech wsi, nieprzyjemny zapach, który wydzielają ich ciała. Mycie
się, pranie ubrania nie likwiduje, w pojęciu przynajmniej niektórych, tego
odstręczającego odoru. Bliska sąsiadka Romów w Czarnej Górze, zaradna,
energiczna i stosunkowo zamożna, tak mówi: "Mają swój zapach taki. Ci
mieszańcy to nie mają tego zapachu, bo już pomieszani. Np. dawniej, jak
koninę jedli, to gdy do klasy się wchodziło, to był straszny smród". I dalej:
"W chałupach raczej czysto, ale jest zapach taki. Może jak ktoś nie wie, to nie,
ale my tu poznamy, że to Cygan". Pokój wynajęty pewnemu panu, który
okazał się być Romem, a przyjechał odwiedzić osiedle w Czarnej Górze po
uroczystościach w Oświęcimiu, też wydawał charakterystyczny odór - jak
mówi ta sama kobieta: "Po nim pokój śmierdział. Śmierdział Cyganem".
Nauczycielka z Czarnej Góry, urodzona w tej wsi, podobnie mówi o nieprzyjemnym zapachu Cyganów: "Mają inny zapach, czy to odżywianie, czy pot
inny? To nieprzyjemny zapach. To niezależnie od tego czy się myją, chociaż to
inna sprawa, bo od tych bogatych to tak nie czuć, a jak dziewczyny jeszcze
mają okres! ... ". Jeden z duchownych mówi natomiast: "Czasem ludzie nie są
zachwyceni, jak Cyganka jest brudna albo śmierdzi, jak w domu nie ma

364
wentylacji, to tym dymem śmierdzi". Tym razem nieprzyjemny zapach przypisywany jest warunkom życia raczej niż jakiejś przyczynie biologicznej. Ciekawe
jest, że osobami przypisującymi Romom ten rasowy zapach są, poza szeregowymi chłopami, często miejscowi nauczyciele, będący rdzennymi mieszkańcami
wsi. Natomiast nie potwierdzają takiego zapachu księża, lekarze oraz ci
nauczyciele, którzy przybyli tu z innych okolic.
Element charakterystycznego
zapachu jest - jak się zdaje - jednym
z istotnych komponentów światopoglądu rasistowskiego. Przywołać tu można
rolę nieprzyjemnego, choć rozmaicie określanego, zapachu rasowego Murzynów w stereotypie czarnej rasy. Zresztą w wypowiedziach moich rozmówców
pojawia się expressis verbis porównanie Cyganów do Murzynów, którzy "też
śmierdzą"·
Romowie postrzegani są powszechnie w kategoriach odmiennej rasy; ich
odmienność od ludności polskiej wprost przyrównywana jest do odmienności
"białych" od "Murzynów", czy w ogóle ludzi innego koloru skóry. Starsza
nauczycielka z Ochotnicy, ciesząca .się powszechnie dużym autorytetem mówi:
,,(... ) jak pracowałam i był taki wiersz z okazji dnia dziecka, i na obrazku były
dzieci, no różnej rasy - było dziecko czarne, było dziecko żółte i białe, pochód
taki w kwiatach. I ja pamiętam taką pogawędkę miałam w klasie - a co byś ty
zrobił, gdyby Murzynek koło ciebie siedział, no i ja pamiętam, jaka reakcja
tego ucznia była. Bo to jeszcze w środowisku wiejskim było, a ten mówi: 'Dał
bym mu w mordę'. (Tu śmiech rozgłośny obydwojga nauczycieli: aktualnego
i byłego kierownika szkoły). No i co? I wtedy trzeba było tłumaczyć dzieciom.
No, jak to, no są na świecie ludzie różnych ras, ale wszyscy są ludźmi, nie?".
Przypisywana Romom niechęć do nauki, do pracy czy szerzej - wszelkiego
systematycznego wysiłku - też jest wiązana z jakimiś trudno uchwytnymi
cechami naturalnymi. Nauczycielka z Czarnej Góry mówi np. o nauce dzieci
z rodzin czysto cygańskich i mieszanych: "Biała matka pilnuje, to jest już
inaczej. Dziecko chodzi do szkoły, ma poczucie obowiązku".
Jeden z proboszczów mówi: "są zdrowsi fizycznie, a psychicznie - myślę też, bo i roboty nie mają i uczyć się nie muszą, to są zdrowsi psychicznie, ale
głupsi. Inteligencji może nie mają, ale do kombinowania mają". Ksiądz z tej
samej parafii formułuje ten problem następująco: "Jeśli chodzi o dzieci, istnieje
różnica 2 - 3 lata poziomu intelektualnego z białymi. Jest inteligencja niższa
przeciętnie od naszego człowieka, choć czasem Cygan jest mądrzejszy. Jest to
wina i dziedziczenia czegoś, i wychowania". Długoletnia dyrektorka szkoły
w Ochotnicy Górnej, inspektor szkolnictwa, mówi zupełnie otwarcie: "Po
prostu oni są ociężali umysłowo. (... ) To nie tylko niezadbanie, ale ociężałość
też jest taka umysłowa".
Wikary z Jurgowa twierdzi, że dzieci romskie "Są mniej zdolne, mniej
inteligentne, bo są niezadbane". Trudno w tej wypowiedzi oddzielić ową
"niższą inteligencję", która wydaje się kojarzyć z cechami biologicznymi oraz

365
"niezadbanie", które jest cechą par excellence społeczną. Wieloletnia nauczycielka i przez parę lat także dyrektorka szkoły w Czarnej Górze wydaje się
zaprzeczać takim różnicom wrodzonym, mówiąc, że "były dziewczynki, które
brały udział w olimpiadach, zdawały do szkół średnich". Zwraca natomiast
uwagę na jeszcze inną cechę Romów: "W mentalności ich czy charakterze ich
leży, żeby nie tyle nie mówić prawdy, ale mówić na swoją korzyść. Jak Gadzio
wyprowadzą w pole, to jest sukces, to się cieszy".
Wśród cech naturalnych mówi się też - paradoksalnie - o urodzie cygańskiej, przystojnym wyglądzie, ładnych ruchach, zdolnościach tanecznych,
muzycznych oraz o ogólniejszej cesze: wesołości, umiejętności cieszenia się
życiem. Romom przypisuje się następujące cechy, związane z ich osobliwą
naturą: weseli, radośni, mili, szczerzy, towarzyscy, gościnni, solidarni.
2.1.2. Odmienność kulturowa
Ważniejsze są dla mieszkańców badanych wsi jednakże różnice, które
można by określić jako kulturowe czy społeczne, biorące się z "innego
wychowania". Cyganom przypisywana jest swoista mentalność (znamienne, że
to właśnie określenie powtarza się w naj różniejszych wypowiedziach), wyrażająca się przede wszystkim w życiu chwilą, nieumiejętnością planowania, a co
najważniejsze - podjęcia dłuższego, stałego wysiłku. To ostatnie wiąże się ze
stosunkiem do pracy. Najważniejszą, wskazywaną cechą dzielącą Cyganów od
"białych" (tak są określane różnice) jest nie tyle lenistwo, ale nieumiejętność
pracy, niechęć do pracy, niemożność podjęcia systematycznego wysiłku. Praca
kojarzy się mieszkańcom wsi - zgodnie z chłopskim światopoglądem i tradycją - z systematycznym wysiłkiem fizycznym, którego nasilenie wypada na
szczególnie uciążliwe okresy roku - na upalne lato. Cyganie spędzają wtedy
czas brodząc leniwie po potoku i gawędząc w ciepłym słońcu, co oglądać
muszą zmęczeni, spracowani chłopi, wracający wieczorem z pól do domów.
Ten kontrast trybu życia jest odbierany jako nie do przyjęcia.
Proboszcz z Jurgowa mówi o Romach: "Rolnictwem się nie zajmują. 'Nie
będą ranić ziemi' - tak mówią. Pod tym się kryje niechęć do roboty. Kiedyś
chodzili do wyrębu lasu, są robotnikami, sprzedają, część przechodzi na renty
z tych, którzy pracowali. Jak pracują, to zupełnie nie wiadomo, co się dzieje, że
Cygan pracuje".
Dyrektorka szkoły w Czarnej Górze mówi ostrożnie, że Romowie trochę
mniej udzielają się w życiu społecznym. Twierdzi, że "wrogość białych
dorosłych wobec Cyganów istnieje, to widać w szkole, a przyczyną jest to, że
nie płacą składek. To denerwuje rodziców białych". Nauczyciele zwracają
uwagę, że rodzice Romowie nie czują potrzeby kształcenia dzieci, nie mają
zrozumienia dla pieniędzy". Kiedy we wsi coś się buduje wspólnie, "bardzo
mało Cyganów się włącza". Wskazuje, że Romowie "Nie płacą żadnych
składek na komitet rodzicielski, budowy, remonty". Podobnie ksiądz wikary,

366
katecheta uczący dzieci romskie religii mOWI, ze współżycie między mOleJszością a większością we wsi byłoby lepsze, "gdyby Cyganie podejmowali jakieś
czynności dla społeczności wiejskiej, np. przy budowie kaplicy, tutaj nie było
żadnego wkładu pracy ze strony Cyganów jak była budowa kaplicy".
Zdaniem tegoż księdza ludzie biali odbierają Romów jako leniwych "i dlatego występuje rozdział między białymi i Cyganami". Mówi dalej: "Ludzie
biali tu (Spisz) są bardzo zaradni życiowo i dlatego denerwuje ich lenistwo
Cyganów. (... ) Cygańskie rodziny jurgowskie wrosły w środowisko jurgowskie,
bo pracowały, a dzieci chodziły i chodzą do szkoły". Młody ksiądz z Ochotnicy
mówi, że Cyganom się pomaga w przypadkach losowych, ale chłopi są trochę
niezadowoleni, że Cyganie nie chcą im pomagać w pracy, np. przy wykopkach,
oczywiście za jakieś artykuły żywnościowe. Uważają chłopi, że powinno być
coś za coś. Zdaniem młodego księdza, Cygan zostałby w pełni zaaprobowany,
"wpuszczony do wsi", gdyby "zaprezentował się, nie przepiłby wszystkiego,
a pobudował się" itd. Takiemu, który wykazał inicjatywę, chłopi pomogliby
w np. budowie domu, daliby materiały na to.
Ksiądz proboszcz z Jurgowa mówi dokładnie: "w naturze ich jest, że nic się
nie da z nimi zrobić, najwyżej pośpiewać i głupio pogadać". Wszyscy
rozmówcy mówią o niegospodarności i niedbalstwie Romów. Ten sam ksiądz
proboszcz z Jurgowa mówi na przykład: "Jak była akcja charytatywna, dawało
się Cyganom ubranie, czasami zostawiali worki z rzeczami w rowach, bo im się
nie podobały ubrania. Jak dostaną coś ładnego, to nie upierze, nie uprasuje,
tylko wyrzuca. Jak coś dostaną, to od razu zmarnotrawią i zniszczą".
Niedbalstwo przejawia się zarówno w braku dbałości o własne domy
i obejścia, jak i o porządek we wsi. Mieszkańcy Czarnej Góry skarżą się na
zanieczyszczanie rzeki Białki odchodami i śmieciami, co przy wiosennych
wylewach prowadzi do zalania osiedla romskiego. Dopiero w obliczu bezpośredniego zagrożenia Romowie biorą się do roboty, jak relacjonuje sołtys wsi
z dezaprobatą. "Czasem są tak niezaradni, - mówi jeden z księży, jak im się
deska oderwie w dachu, woda leci do domu, to tego nie naprawią, tylko
podstawiają miskę na wodę, ale dachu nie naprawią. Są niezaradni, myślą, że
ktoś za nich to zrobi. Sami nie polepszą swojego bytu".
Wszyscy podkreślają, że Romowie żyją chwilą, bawią się i jedzą bardzo
wystawnie wtedy, gdy mają pieniądze, a głodują i proszą o zapomogi, kiedy
pienądze się skończą. Młody ksiądz wikary z Ochotnicy Górnej ubolewa, że
nadużywają alkoholu. W pracy często przepracowują tylko pół dniówki, biorą
pieniądze i przepijają. "Prezentują postawę roszczeniową, nastawieni są na
dawanie, czyli żeby im dawać. Wszelką pomoc od państwa, czyli zasiłki itp.
otrzymują w towarach, żeby nie przepili. Kobiety nie piją". Ksiądz używa
określenia: "Bieda zaprogramowana",
a także stwierdzenia: "Nie czują lepszego życia". Ksiądz proboszcz z Jurgowa mówi z dezaprobatą: "Tam jest
troska, żeby tylko coś zjeść, zakombinować".
Inny ksiądz z parafii jurgowskiej, który dobrze zna Romów na Podhalu, bo
sam stąd pochodzi szuka niechęci do Romów w tych właśnie cechach: "Oni

367

czasem chuliganią, mają samochody, nic nie robią, a żyją ponad stan. Drażnią
naszych chłopców, którzy muszą często ciężko pracować. Oni nie pracują, bo
myślą, że kto inny ich utrzyma. A krzywda dzieje się tym, którzy na nich muszą
robić. Chodzą do gminy po zapomogi zamiast pracować". W innym kontekście
mówi też: "Byłem w sądzie, to wyraziła się jedna kobieta, że oni nie pracują,
a lepiej się mają od białych. W wielu domach są magnetowidy, mają złoto, jak
czasem są jakieś inwestycje dla wioski, to nie mają pieniędzy, ale stroją się
bogato. Np. gdy jest wesele, mają buty wysadzane i spinki. Za komuny więcej
kombinowali, dlatego im się lepiej wiodło. Było im łatwiej się ustawić. Teraz
zaczyna się chodzenie po żebrze. Kiedyś mniej żebrali. Ludzie tego nie lubią, bo
sami ciężko pracują".
Ten sam ksiądz ma osobiście złe doświadczenia z Romami, co komentuje
następująco: "Oni chyba nic potrafią żyć bez cyganienia". Ludzie na ogół
mówią, że jeśli Cyganie kradną, to nie tutaj, bo by sobie podcięli gałąź. Dalej
ksiądz mówi na temat możliwości zatrudnienia Romów: "Wiadomo, że nie są
odpowiedzialni, więc dać im pracę na 2, 3 dni ... ".
2.J.3. Nierelatywizowane cechy "Cygana"
Wiele cech, które przypisuje się Romom trudno zakwalifikować jako cechy
naturalne (biologiczne) czy też jako społeczne i kulturowe. Są wśród nich
zarówno cechy odbierane w zbiorowości wiejskiej jako negatywne, jak i jako
pozytywne. Widać, że wśród tych pierwszych są te, które różnią (a w każdym
razie są postrzegane jako takie) Romów od zbiorowości "białych", zaś drugimi
te, które są we własnej zbiorowości wysoko cenione i przedstawiane jako
podobne:
l. Cechy negatywne
Mówi się w badanych wsiach o niekulturalnym zachowaniu się Romów.
Młody duchowny twierdzi, że nie można mówić o demoralizacji Cyganów, ale
o "braku kultury ogólnoludzkiej". Chodzi o słownictwo, sposób zachowania
się itd. Podkreśla zarazem, jako jedyny z naszych rozmówców, degradację ich
tradycyjnej kultury w Ochotnicy. Twierdzi, że zanika u nich język cygański,
ubożeje słownictwo; mówi o jego "śladowej znajomości".
Choć wszyscy nicomaI mówią o silnych więzach rodzinnych, zarazem
podkreślają, że o rozwój intelektualny dzieci w rodzinach się nie dba.
2. Cechy pozytywne
Mówi się często (prawie w każdym wywiadzie) o gościnności Cyganów,
chętnym częstowaniu kawą i herbatą oraz jedzeniem. Jak wskazują liczne
badania 5 jest to cecha bardzo ważna, bardzo pozytywnie rzutująca na ogólny
obraz grupy, bardzo silnie w społeczeństwie polskim obecna w różnych
5 Na przykład badania prowadzone
przeze mnie i mój zespól w roku t 988 oraz w 1991. Patrz
publikacje: Swoi i obcy, Of!. cit. oraz Inny - obcy - wróg, w druku.

368
stereotypach grup etnicznych, używana chętnie do oceny. Inna pozytywna
cecha to ich towarzyskość, i ogólnie, umiejętność cieszenia się życiem, która
czasem jest nieco deprecjonowana poprzez przedstawianie jej w związku z ich
dziecinnym usposobieniem.
Kolejna cecha pozytywna Romów, wskazywana w rozmowach, to solidarność wewnętrzna, poczucie więzi zarówno w obrębie rodzin, jak i całej
zbiorowości Romów. Wysoko cenione jest udzielanie sobie wzajemnie pomocy
i tendencja do życia we wspólnocie. Pozytywnie też odbierana jest skłonność
Cyganów do hucznego celebrowania różnych ważnych obrzędów, np. do
uroczystego obchodzenia chrzcin i pogrzebów.
Łatwo zauważyć, że cechy pozytywne przypisywane Romom to cechy,
które są również w polskiej kulturze chłopskiej wysoko cenione. One to służą
do wydawania pozytywnych ocen także miejscowym "białym".
2.2. Dziwaczność, śmieszność, niezrozumiałość,
zagrożenia z ich strony

wstrętność Romów

poczucie

Jednym z podstawowych wskaźników odczuwania obcości innej grupy jest
postrzeganie jej jako dziwacznej i śmiesznej. Otóż Romowie są w odczuciu
mieszkańców badanych wsi śmieszni i dziwaczni przede wszystkim przez
zachowywanie się lub mówienie "na odwrót". Na przykład Cygan powie, że
"ktoś spadł z potoka na kładkę itd.". Młody ksiądz wikary mówi: "Cygan
potrafi coś poprzekręcać - wszystko przekręca". Inny informator przypomina
jak Cygan przed wejściem do autobusu mówił: "Co się tak pchocie drugi za
jednym". Przekręcają też przysłowia: "Bez kołaczy nie będzie roboty". W ogóle
ich sposób mówienia jest uważany za śmieszny. Nauczycielka, która wspomina
dawniejsze czasy, przypomina sobie (zaśmiewając się) zwroty, których używała
córka jej sąsiadów Romów.
Śmieszni są też nieadekwatnie dobierając pieśni religijne do religijnych
obrzędów. Podczas pogrzebu mają ponoć zwyczaj śpiewać pieśń maryjną: "Po
górach dolinach ... " wyobrażając jakoby sobie, że właśnie do grobu prowadzą
zmarłego po owych górach i dolinach.
W Jurgowie opowiada się dowcip: Cygan maluje sufit - ,,1 co to się
strasznie naciąga i kości go bolą i mówi: czemu ten sufit nie jest na podłodze".
Kiedyś w osiedlu Romów w Czarnej Górze był biskup. Zwrócił się do nich:
"Trzeba was nawiedzić, bo wy takie moje owieczki", a jeden z mieszkańców
osiedla chciał być elegancki i powiedział: "A wyście taki nasz baran". Jeden
z proboszczów mówi otwarcie: "Ogólnie Cygan potrafi się tak zachować jak
inni, ale czasem może się wyrwie. Na przykład jak Cyganie są sami w kościele, to nie potrafią odpowiedzieć. Na 'Pan z wami', Cygan odpowiedział
'i z wami tys'''.

369
Romowie są traktowani jako tacy, którzy "nie biorą do końca udziału
w grze"; nie można traktować ich poważnie. Zachowanie się Romów jest
z drugiej strony pojmowane jako niezrozumiałe, a także jako nie zdradzające
rozumienia kultury, dla członków zbiorowości wiejskiej jedynej sensownej,
zrozumiałej i słusznej. Ich zachowań nie odbiera się na ogół w kategoriach
zagrożenia, lecz śmieszności, niezrozumiałości i dziwaczności. Opowiada się
z upodobaniem o tym, że boją się duchów zmarłych, że palą światło przez całą
dobę w czasie dnia zadusznego, że można ich nawet szantażować straszeniem
zmarłymi. Jeden z księży ze śmiechem opowiada, że kiedyś wybili okna
w domu, gdzie spoczywał zmarły, "żeby dusza wyszła - tak się bali".
O ich inteligencji i zdolnościach mieszkańcy Ochotnicy nie wypowiadają się
źle, ale właściwie nikt nie ma wątpliwości, że zachowują się głupio według
norm przyjętych na wsi. Przewrotnie też mówi się o sprycie, który zaprzecza
głupocie, ale raczej na zasadzie bezsensownej niekonsekwencji.
Cyganie są też postrzegani w kategoriach obrzydliwości; są traktowani
jako przedmiot odrazy. Pojawia się ten aspekt obrazu Cygana w związku z ich
domniemanym nieprzyjemnym zapachem, jak również w związku z odrażającymi gustami gastronomicznymi.
Romowie są opisywani jako miłośnicy
padliny, a zwłaszcza mięsa padłych koni. Mieszkańcy wszystkich trzech wsi
z zapałem opisują wypadki padnięcia konia lub innego zwierzęcia domowego,
i rozmaitych zabiegów Cyganów, którzy odkopują zasypane zwłoki, wykrawają na miejscu najsmakowitsze kąski, natychmiast je konsumując, i zabierają resztę do swojego obozowiska, gdzie wszystko spożywają komunalnie.
Długoletnia nauczycielka opowiada: "Nasi ludzie mają nastawienie takie: oni
jedzą koninę, my nie. Brali padlinę, ludzie są uprzedzeni do jedzenia". I dalej:
"Cyganie wiedzą, że ludzie się brzydzą. Częstują nowymi, świeżo kupionymi
rzeczami. Jak biały przychodzi, to pójdzie i kupi, a nie da własnego, bo wie że
się ludzie brzydzą".
Należy jeszcze wrócić do elementu zagrożenia, który uważam za jeden
z ważnych aspektów poczucia obcości i społecznego dystansu. Otóż mieszkańcy wsi nie zauważali zagrożenia ze strony Cyganów, głównie dlatego, że jest ich
mało. Podkreślali, że gdyby ich było więcej, sytuacja mogłaby wyglądać
inaczej, a znaczny wzrost liczby Romów w Ochotnicy doprowadziłby do
sytuacji groźnej. Twierdzą, że Romowie zachowują się spokojnie, bo sami się
czują niepewnie w przeważającym liczebnie społeczeństwie "białych". Ksiądz
wikary mówi: "Wiadomo, bo były takie przypadki, że gdy obcy Cyganie
okradną kogoś we wsi, to swoi to odzyskają i oddadzą". Sami też kradną, ale
nie tutaj, bo boją się. Cyganie wiedzą, że jeśliby zaczęli przysparzać kłopotów
we wsi, to "zostaliby wyeliminowani".
Faktem godnym odnotowania jest też to, że wszelkie próby pojedynczych
rodzin romskich do osiedlenia się pomiędzy "białymi", czyli poza skrawkiem
ziemi nad potokiem ochotnickim, oddzielonym wodą od drogi, były dotąd
24 -

Lud t. LXXVIII

370
przyjmowane z taką aktywną WrogOSClą, że stawało się to niemożliwe.
Wybijanie okien, malowanie drzwi, ciągłe pikietowanie domu, uniemożliwiło
rodzinie cygańskiej, która kupiła legalnie dom w niezbyt odległej od osiedla
Romów części wsi, mieszkanie w nim. Mieszkańcy Ochotnicy nie zaprzeczają,
iż Romowi nie udałoby się chyba osiedlić gdziekolwiek poza osiedlem
cygańskim. W Czarnej Górze sprzedaje się Romom działki nad wodą,
położone wokół ich osiedla, ponieważ nie przedstawiają one dla mieszkańców
wsi żadnej wartości, a ich dewastacja i zanieczyszczenie sprawia, że nikt inny
poza Romami nie kupiłby ich. Mieszkańcy Czarnej Góry zgodnie jednak
twierdzą, że gdyby Cygan chciał mieszkać i żyć we wsi tak, jak to robią "biali",
nikt by się temu na pewno nie sprzeciwiał6.
Świadectwem najbardziej dobitnym poważnego dystansu w stosunkach
z Romami jest fakt, że nie ma przypadków małżeństw mieszanych. Nikt nie
pamięta nie tylko o małżeństwie, ale nawet o cygańsko-niecygańskiej parze
zakochanych. Ksiądz wikary z Ochotnicy tłumaczy to jednoznacznie: małżeństwa mieszane się nie zdarzają "ze względu na odmienną mentalność".
2.3. Nieznajomość Cyganów
Mimo długiego zasiedzenia Romów w Ochotnicy Górnej, Jurgowie i Czarnej Górze, widoczności ich osiedli, "opatrzenia się" wsi z Romami, wiedza na
temat Romów - ich obyczajów, tradycji, historii etnicznej jest znikoma. Nie
wiadomo mieszkańcom wsi ani kiedy przybyli, na jakiej zasadzie się osiedlili na
tym miejscu, gdzie są obecnie. Nie mają też w gruncie rzeczy pojęcia o historii
cygańskiego ludu, o jego wędrówkach czy pochodzeniu. Nauczycielka matematyki, jako jedna z niewielu, wyraża jakąś opinię na ten temat: "Część naszych
Cyganów pochodzi od biednych tych osiadłych, poślednich". Czasem snują
przypuszczenia, że mają pochodzenie węgierskie, ale ponieważ nie są uważani
za Węgrów, temat się zbyt komplikuje, aby go kontynuować. Wszyscy wiedzą,
że pochodzą z daleka. Jeden z nauczycieli przypisuje język Romów ugrofińskiej
grupie językowej, a tylko jeden z proboszczów oraz jedna z dobrze wykształconych nauczycielek, która od niedawna mieszka w badanej wsi, umie powiedzieć trafnie coś o ich pochodzeniu i ma za sobą jakieś lektury na temat ich
dziejów.
Mieszkańcy badanych wsi nie wiedzą nieomal zupełnie nic na temat
romskich obyczajów: nie umieją nic powiedzieć o ich przekonaniach, wierzeniach, ich systemie wartości i normach postępowania.
6 Zauważyć tu trzeba istotną różnicę między Ochotnicą Górną a Czarną Górą. O ile pierwsza
stanowi wieś zdecydowanie rolniczą i tradycyjną, o tyle druga odchodzi daleko od tradycji mieszkańcy w dużym stopniu żyją z wykonywania prac i zawodów pozarolniczych. To może być
przyczyną większej akceptacji obcych, którzy nie są rolnikami.

371
Brak teżco moze Jeszcze waznleJsze - jakiegokolwiek dążenia do poznania romskiej kultury i obyczajów. Ten brak gotowości poznawczej zdradzają nawet osoby, które niejako z urzędu mogłyby lub nawet powinny się tym
interesować. Chodzi mi przede wszystkim o osoby pełniące funkcje kierownicze
w lokalnej administracji, a także o nauczycieli. Wójt jednej z wsi (Ochotnica),
który od 1987 roku pełni swój urząd przyznaje, że do niedawna nie wiedział
w ogóle o istnieniu Romów w jego gminie. Nie mógł więc nimi się interesować.
Nauczyciele o swoich romskich uczniach nie wiedzą prawie nic, poza tym,
że rozróżniają tych schludnie i mniej schludnie ubranych. Wiedzą też, że nie
znają wcale lub znają słabo język polski, co praktycznie, w ich relacjach,
uniemożliwia proces dydaktyczny.
Wiedza na temat Cyganów nie jest mieszkańcom wsi wcale potrzebna; nie
mają powodu, aby ją zdobywać. Ten rys sytuacji poznawczej wiązałabym
z innymi elementami dystansu społecznego dzielącego Cyganów i miejscowych
wieśniaków.
2.4. Romowie jako gorsi
Jednym z aspektów obcości jest - poza dystansem społecznym - odczucie
różnicy statusu grupy własnej i obcej. Grupa obca może zajmować pozycję
ocenianą jako wyższą lub jako niższą. W przypadku stosunków między
Cyganami a mieszkańcami wszystkich badanych wsi została narzucona przez
grupę dominującą hierarchia: Romowie są bezwzględnie nie tylko inni, ale
wszystkie nieomal cechy uważane za odmienne są traktowane jako podstawa
uznania ich za obcych i gorszych. Życzliwy Cyganom ksiądz wikary wyraża
sarkastycznie opinię wsi, gdy mówi o tym, że Cyganie szukają dla swoich dzieci
rodziców chrzestnych we własnej zbiorowości: "Pójdzie do Cygana dziecko
trzymać?". To ostatnie uważa za niemożliwe, nie mieszczące się w głowie.
Najsilniej izolacja społeczna wyraża się w niechęci zarówno miejscowych
chłopów, jak i samych Romów do małżeństw mieszanych. Z pewnością
małżeństwo z Cyganem jest traktowane jako zupełnie niedopuszczalne, a nawet
niewyobrażalne. Znamienne było to, że gdy podczas wywiadów i swobodnych
rozmów padało pytanie o małżellstwo z Cyganem, informatorzy reagowali
śmiechem, zażenowaniem i na ogół nie umieli odpowiedzieć, dlaczego wcale
ono nie wchodzi w grę. Niektórzy wyrażali opinię, że Cygan nie ma nic do
zaoferowania białej dziewczynie, a małżeństwo z Cyganką byłoby z podobnych
powodów nie do pojęcia. Jeden z młodych rozmówców wprawdzie mówi, że
gdyby sam się zakochał w Cygance, to nikt by mu nie przeszkodził w małżeństwie, ale matka trzech córek w Jurgowie ze zgrozą i zakłopotaniem się śmieje
na ewentualność małżeństwa z Cyganem którejś z jej dziewcząt: "No już
zupełnie nie wiem". Bez wątpienia we wszystkich wypowiedziach jest obecne
głęboko ukryte przekonanie o tak zasadniczej różnicy statusów Romów

372
i "białych" i tak zasadniczej niższości tych pierwszych, że nie tylko o małżeństwie, ale o żadnym bliższym związku nie może być mowy. Mówi się
w Ochotnicy o jednej takiej, która na pewno miała dziecko z Cyganem, ale ani
ona, ani nikt z jej rodziny nigdy tego nie przyznali. Ksiądz wikary z Jurgowa
mówi: "Boją się małżeństw łączonych, że Cygan to coś gorszego, bo niezaradny". Jeden z księży, pochodzący z SzaOar i dobrze znający stosunki polsko-romskie, mówi wprost: "Środowisko polskie nie wpuściło Cyganów
między siebie. Nie zmieszali się, jak np. na Słowacji".
3. Romowie jako swoi
W postawach mieszkańców badanych trzech WSI miesza Się poczucie
obcości z pewnym, stosunkowo słabszym poczuciem swojskości.
W Ochotnicy Górnej, w Jurgowie i Czarnej Górze Romowie są bardzo
dobrze zadomowionymi obcymi: mieszkają tu od co najmniej półtora stulecia,
a w świadomości mieszkańców wsi są tu "od dawien dawna", "od bardzo
dawna". Nikt, nawet osoby najlepiej zorientowane, jak np. księża czy nauczyciele dokładnie nie wiedzą, kiedy Romowie tu przybyli. Wiadomo natomiast, że
naj starsi ludzie nie pamiętają czasów, kiedy nie byłoby Cyganów nad Potokiem Ochotnickim, czy nad Białką, przy głównej drodze. Bez wątpienia jednym
z elementów swojskości Romów jest przekonanie o ich pobycie we wszystkich
trzech badanych wsiach od dawien dawna. Są odbierani jako stały element
życia, czy też - jak to mówi jedna z nauczycielek: "wkomponowali się w ten
nasz krajobraz".
Przez to zasiedzenie Cyganie zyskują w oczach ludności polskiej w pewnym
sensie prawo do mieszkania, stałego pobytu. Nikt nie jest oczywiście szczególnie zadowolony z tego, że w jego wsi mieszkają Cyganie, ale też nie myślą
o tym, że powinno si~ ich stąd gdzieś przenieść, perswazją czy siłą. "Jak są to
są, ale lepiej, żeby ich nie było" - to stosunek do miejscowych Romów
w przekonaniu wikarego z Jurgowa. "Oni tu jakoś są wtopieni, i skoro są, to się
ich toleruje, ale na pewno nie chcieliby ("biali" - E.N.), żeby tu byli".
Parę miesięcy przed rozpoczęciem badań spłonął dom krewnych gospodarzy z Ochotnicy na Studzionkach. Mieszkańcy złożyli się na tak dużą sumę,
że pogorzelcy mogli sobie natychmiast zacząć budować nowy dom. Do tej
sytuacji nawiązywały pytania, stawiane podczas wywiadów. Podawana była
pod rozwagę hipotetyczna sytuacja pożaru romskiego osiedla we wsi. Nasi
informatorzy mówili, że gdyby zdarzył się pożar i chałupy Romów spaliłyby
się, ludzie - zgodnie z przewidywaniami mieszkańców wszystkich wsi, pomogliby gasić (zwłaszcza, że woda jest tuż koło ich domów), ale nie chcieliby
pomagać w ich odbudowaniu. Dopóki są, nie można ich tknąć; jednakże kiedy
w czasie wojny gdzieś się oddalili z Czarnej Góry, miejscowi spalili najbardziej
nędzne domy, których zresztą Romowie po powrocie nigdy nie odbudowali.

373
Ksiądz proboszcz natomiast twierdzi, że "ludzie pomagaliby im tak aby mieli
co jeść, ale chałup by im nie chcieli odbudować, boby mieli nadzieję, że ktoś
inny ich przygarnie".
"Są stałym elementem krajobrazu", mają też rodzaj nie pisanego prawa do
pobytu na ziemi ojców, bo gdzie jest ziemia ich odległych przodków, nikt
naprawdę nie wie.
W każdej z trzech spośród badanych wsi obraz miejscowego Cygana jest
nieco odmienny. W Ochotnicy uważani są za denegeneratów o upadającej
kulturze, w Czarnej Górze za grupę bardzo zróżnicowaną
i poziomem
materialnym i intelektualnym, zaś w Jurgowie traktowani są prawie jak swoi.
W Jurgowie Romowie bardzo się silnie zintegrowali, w przeszłości mieszając się
z ludnością polską (choć zawsze współmałżonkami były osoby spoza społeczności lokalnej), przyjmując obyczaje zarobkowania,
zarabiania na siebie
i rodzinę oraz uczestnicząc w kulturze (posyłanie regularnie dzieci do szkoły,
używanie na co dzień języka polskiego). W postawach mieszkańców tej wsi
wcale nie ma niechęci wobec Romów, choć bez wątpienia nie są oni do końca
"swoi". Jedna z nauczycielek wyraziła to następująco: "Tutaj wyjątkowe jest
środowisko. Tu się zaniechało pojęcie 'Cygan'''. W jurgowskim zespole ludowym tańczy młoda Cyganka, a jej starszy brat gra na skrzypcach w akompaniującym zespole muzycznym. Jedna z młodych Cyganek jurgowskich
wyszła za mąż w Czarnej Górze za miejscowego mężczyznę, i choć wszyscy
rozmówcy sugerowali, że zapewne inna nie chciała by się za niego wydać
z powodu jego nieprzyjemnego wyglądu (widoczna blizna na twarzy) i skłonności do alkoholu, to wszyscy ją właśnie chwalą za to, że dba o dom i dziecko,
i że ma dobry wpływ na męża. To pod jej wpływem miał się on ostatnio
zmienić pozytywnie, mniej pijąc.
Znamienne jest jednak, że we wszystkich trzech wsiach, o tych osobach
z miejscowych społeczności romskich, które wzbudzają szacunek, mówi się:
"To porządny Cygan" lub "porządna Cyganka", a nie: "porządny chłop", czy
"porządna kobieta". Stosuje się więc odmienne kryteria, z góry umieszczające
przedstawiciela społeczności Romów w innej kategorii, od podstaw osobno
klasyfikujących ludzi.
Wydaje się, że mamy tu do czynienia ze stosunkiem do innego człowieka
naznaczonym rodzajem tabu. Tabuistyczny charakter ma odrzucanie jakiegoś
zdecydowanie bardziej niechętnego gestu czy wystąpienia przeciw Cyganom.
Romowie są traktowani jako zło konieczne, dopust Boży, stały element życia
a nawet przyrody. Mieszkańcy wszystkich badanych wsi nie wyobrażają sobie
jakiegoś sposobu pozbycia się Cyganów, ich zupełnego od wsi izolowania. Ale
też nie pozwolono młodemu, energicznemu Romowi z Ochotnicy mieszkać
w zakupionym we wsi domu (żona z dziećmi czuła się zagrożona pod
nieobecność męża pracującego w miasteczku); doprowadzono do wyniesienia
się z chałupy młodej rodziny. Jest to rodzaj wyznaczania Romom miejsca

374
tylko na terenie skrawka wsi oddzielonego drogą lub rzeką. Mieszkańcy wsi
tłumaczyli, że Cyganie zwykli "ciągnąć jedni drugich", stąd obawa, że z jednej
rodziny paroosobowej powstanie we wsi kolejna cygańska enklawa. Nie jest
w Ochotnicy do pomyślenia mieszkanie rodziny Romów w innym miejscu niż
w osiedlu "Cygany". Nawet gdy w końcu listopada 1993 roku urodziły się
w rodzinie Barbary i Andrzeja Mirgów czworaczki, gmina nie mogła kupić
domu dla potrzeb nagle rozrośniętej rodziny, przy czym niemowlęta ze względu
na stan zdrowia i nędzne warunki mieszkaniowe nie mogły być przywiezione ze
szpitala do domu, w którym żyli dotąd rodzice. Mieszkańcy Czarnej Góry
sądzą, że osiedlenie się bogatszych i wykształconych Romów we wsi byłoby
możliwe, ale do tej pory prób takich nic było. Nikt natomiast nie próbuje
zniechęcić Romów do mieszkania na ich dawnych terenach, w żadnej wypowiedzi nie było propozycji wygnania ich stamtąd. Ma w tym zapewne pewien
udział światopogląd chrześcijański oraz jakieś mało sprecyzowane poczucie
więzi wobec Cyganów jako chrześcijan-katolików.
Często w wywiadach
powtarza się formuła: nie można jakoś wobec Cygana postąpić, bo to też
człowiek. W takim sformułowaniu oczywiście mieści się stwierdzenie, że ów
"też człowiek" nie jest identyczny" a nawet że jest on pod jakimś względem
gorszy, ale używanie pojęcia "człowiek" wytrąca z ręki naj ostrzejszą broń
wobec Romów - otwartą agresję.
Odnoszę wrażenie, że kultura chłopska jest stosunkowo bardziej tolerancyjna wobec odmienności niż kultura miejska. "Inny" jest wprawdzie innym,
a nawet gorszym, ale poza tym ma swoje miejsce bardzo określone, choćby
gorsze. O eliminowaniu go nie myśli się nawet. To wydaje się być podstawą
swojskości Romów w odbiorze ludności miejscowej Ochotnicy, Czarnej Góry
czy Jurgowa.
Podsumowanie
Czynniki kształtujące stosunki romsko-polskie
możemy podzielić na
(a) takie, które dotyczą zbiorowości wiejskiej, czyli otoczenia Romów, (b) takie,
które dotyczą cech zbiorowości Romów oraz (c) te, które wiążą się ze specyfiką
kontaktów między obydwiema grupami. Wchodzą tu w grę takie cechy
zbiorowości lokalnej jak: układ terytorialny wsi, system wartości, w którym
podstawową rolę odgrywają: gospodarność, pracowitość i pozycja materialna,
a także silna religijność (katolicyzm). Głęboka odmienność zasadniczych
zrębów systemu wartości Romów stanowi inny ważny czynnik, determinujący
wzajemne kontakty i wizerunki. Długie, nieomal trwałe, zasiedzenie Romów na
terenie wsi stanowi istotny czynnik kształtowania się wzajemnego poczucia
swojskości i obcości.
Ważnym czynnikiem jest też to, że Romowie stanowią tu znikomą
mniejszość, nieistotną ekonomicznie, mało ekspansywną, nieważną kulturowo,

375
nie zagrażającą w żadnym sensie tego słowa. Dystans społeczny wobec Romów,
wyrażający się znacznym poczuciem obcości (a w każdym razie przewagą
obcości nad swojskością na wielu płaszczyznach kontaktów) w lokalnej zbiorowości wiejskiej, w której są od pokoleń zadomowieni, z którą współżyją, współdziałają, wśród której de facto żyją, jest ogromny. Wyraża się on na wszystkich
możliwych płaszczyznach swojskości i obcości: w sferze ubogiej wiedzy i braku
motywacji poznawczej w kontakcie z Cyganami, na płaszczyźnie poczucia odrębności, a także w aspekcie emocjonalnego kontekstu poznawania i oceniania
Romów jako dziwacznych, śmiesznych, głupich, odrażających, a nawet groźnych.
Wydaje się, że w okolicznościach, w których nastąpiłby wzrost liczebny
Cyganów w ich osiedlu, pojawić by się mogła wzajemna konkurencja,
a następnie otwarta wrogość. Mogłyby wystąpić zachowania otwarcie agresywne wobec mniejszości romskiej. Już dziś przejawy "dobrego radzenia sobie"
Cyganów, ich domniemane bogactwo, jest przedmiotem zawistnej niechęci,
choć w Ochotnicy i w Jurgowie wcale nie pojawia się ten problem, ponieważ
Romowie stanowią grupę stosunkowo ubogą.
W ogólniejszych kategoriach można powiedzieć, iż obcość, choć jest
niezbywalną opozycją swojskości i musi istnieć w każdym społeczeństwie,
jednak nie może rozwijać się ponad pewną miarę; zbyt intensywny jej rozwój,
zbyt wyraziste budowanie rozróżnienia "swój-obcy", jest groźne zarówno dla
rozwoju jednostek, jak i ludzkich zrzeszeń 7. Wrogość do obcych, oparta na
przeświadczeniu o bezwzględnej wyższości własnej grupy, ma bowiem tendencję do wywoływania zbiorowej agresji.
Ewa Nowicka
ROM AS "OUR OWN" AND 'THE OTHER".
THE PERCEPTION
OF GYPSIES BY RURAL COMMUNITIES
(Summary)
The article presents the results of investigations conducted in three villages in the area of Spisz
and the Goree Mountains into the perception of Gypsies by rural eommunities of Poles and
Slovaks. The basic aim of the investigation was to find out to what extent Gypsies are perceived as
"our own" and "the other". Gypsies are perceived as "the other" because of their physical,
psychological, social and cultural features; some of these features are considered positive and some
negative. Gypsies are treated by rural communities as "others" and worse. Knowledge about their
culture and history is almost non-existent and they are treated as "our own"to a very limited extent.
The author concludes that the social distance to the Gypsies is enormous. It is manifested
in all possible aspects: poor knowledge of the Gypsies, their culture and history, and no motivation
to learn about them. Emotionally, Gypsies are seen as funny, stupid, repulsive and even dangerous.
Tran's/. Z. N adstoga
7 1. S. Bystroń,
Meya/omania
narodowa.
Źródła, teorie, 'skutki, wyd. 3, Warszawa
S.Ossowski, Wit':: społeczna i dziedzictwo
krwi, w: Dzieła, t. 2, Warszawa 1966.

1935;

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.